To nie była jedna z tych knajp gdzie Squall bez strachu piła i bawiła się do białego rana, bez obawy pokazywania twarzy. Z resztą... i tak niewiele osób umie rozpoznać w niej Sztorm. Tu jednak musiała się trzymać na baczności, Sztormu nikt w niej i tak nie rozpozna, ale zwykłego, acz uporczywego pirata Squal i owszem. Nie raz ograbiła tę mieścinę, i nie raz atakowała tutejsze kupieckie okręty. Była jednak umówiona, więc musiała poczekać. Godziny dłużyły się, a ona siedziała sama, czując coraz uważniejsze spojrzenia na sobie. Gdy już miała się zbierać podszedł do niej nieznajomy. Nie był to jednak ten którego się spodziewała. Była nieco rozczarowana i niezainteresowana kolejnym dziwnym podróżnikiem, ani informacjami jakie on chciał. Do momentu gdy nie pojawili się strażnicy. Jeśli nie dostała, tego czego chciała, chociaż się zabawi. Zaciągnęła mocniej kaptur na twarz by nie zauważyli jej zbójeckiego uśmieszku. Czuła zbliżającą się walkę i to ją podniecało. Szybkim mrugnięciem przekazała swoją gotowość do walki towarzyszowi. Dwoje z strażników zajętych było jej rozmówcą, jeden był jednak bardziej zaciekawiony nią.
-Chwila...- mruknął ten jeden podchodząc do niej ostrożnie. Pozostali powłóczyli za nim wzrokiem. Ich dowódca chyba również się zainteresował dziewczyną, bo odsunął młodszego strażnika i sam ustawił się nad piratkom. Szybkim ruchem zerwał jej kaptur z głowy.Oczy otworzyły mu się szerzej gdy zobaczył twarz Squall.
-Ty dzi...- Nie dokończył, bo kobieta zerwała się gwałtownie, przecięła pasek od spodni, wykręciła mu ręce na plecy i zdjętym kawałkiem skóry równocześnie zatkała mu gębę i związała nadgarstki na plecach. Żołnierz leżał teraz na ziemi związany... bez spodni. Dwoje pozostałych którzy jeszcze chwile stali osłupieni, patrzyli to na Squall, to na Halta i chyba zastanawiali się co robić. Długo zastanawiać się nie musieli. Halt rzucił się na nich. Dziewczyna wskoczyła na stół, a następnie sięgnęła balustrady schodów i podciągnęła się na niej, na półpiętro.
-Myślałem, że pomożesz!- Rzucił przez ramię, nie odrywając się od zajęcia.
-Świetnie sobie radzisz!- Zaśmiała się wrednie, opierając o barierkę i patrząc teraz z góry na przedstawienie. Pokiwała mu jeszcze, na co w odpowiedzi dostała tylko wiązankę przekleństw i odwróciła się. Nie przeszła jednak nawet kilku kroków, jak przed nią stanęło jeszcze pięciu strażników. Pierwszy, najbardziej narwany zaatakował nieumyślnie. Squall jedynie ustąpiła z drogi rozpędzonego żołnierza, czego skutkiem mężczyzna wpadł na barierkę, a dodatkowo kopnięty w pośladki z hukiem spadł na walczącego w dole Halta. Jej uszu znów doszły głośne przekleństwa. Z następnymi jednak nie było tak łatwo. W jej kierunku wystawiono włócznie. Dziewczyna powoli zaczęła się wycofywać, aż do momentu gdy natrafiła na przeszkodę.
-Panowie, no co wy? Bezbronną białogłową?- Zapytała z ironią. W tym momencie jeden z już pijanych przesiewaczy rozbił butelkę po rumie na głowie jednego z strażników i tak zaczęła się bójka. Ten ułamek sekundy rozkojarzenia dziewczyna wykorzystała by wskoczyć na balustradę i wytwornie się ukłonić.
-Do zobaczenia chłopcy!- Zawołała jeszcze po czym złapała za linę od kandelabra i przecięła ją. Spadający karnisz pociągnął ja w na drugi koniec sali. Gdzie zeskoczyła znów na parter. Niedaleko walczącego Quicksilvera. Żeby uciec potrzebowała zamieszania jak tam na górze.
-Witaj.- Wyszczerzyła się do chłopaka stając tuż przy nim i pomagając mu odpierać ataki.
-Co? Jakiś kłopot?- Zapytał ironicznie.
-Nie, skąd że!- Wysapałam odpierając kolejne ataki. -Tylko pomóż mi na chwilkę.- Uśmiechnęłam się szyderczo.
-Ta jasn...- On również nie zdołał dokończyć, bo Squall z zaskoczenia wykonała półobrót i kopnęła go tak mocno, że wpadł na strażników, a ci wpadli na pijących niedaleko przy stole marynarzy. Rozwścieczeni rozlaniem alkoholu żeglarze zaraz napoczęli potyczkę i tutaj. Już po chwili cała karczma zmieniła się w miejsce typowej pijackiej bijatyki. Sztorm wykorzystała zamieszanie by wymknąć się ukradkiem tylnym wyjściem. Już dotykała klamki gdy tuż przed jej nosem śmignęła strzała. Powoli skierowała wzrok z kierunku z której nadleciała. Na stole stał z wyciągniętym łukiem mężczyzna w zielonym płaszczu. Dziewczyna posłała mu tylko jeden z tych mniej miłych uśmieszków i szarpnęła drzwi. Szarpnęła raz jeszcze, i znów, ale ani drgnęły. Strzała wbiła się tak by je blokować. Łucznik posłał jej ironicznego buziaczka. Tym razem uśmiech Squall pytał "Jesteś tego pewien?". Ten tylko rozłożył wyzywająco ręce. Squall skierowała się w stronę chłopaka, a on zeskoczył z stołu i wyszedł jej naprzeciw. Przez cały ten czas prowadzili niemą wyzywankę.
-Właśnie zablokowałeś sobie jedyną drogę ucieczki.- Warknęła, ale w tym momencie zaatakował ją przypadkowy człowiek. Zwaliła go z nóg dwoma ciosami. Gdy już mieli się na siebie natknąć, bójka sześciu, a może i większej ilości osób przesunęła się w ich kierunku i zostali w nią wciągnięci.
-Jak Kuba bogu, tak bóg Kubie.- Powiedział w przerwie między ciosem, a parowaniem. Dziewczyna również zajęta walką, powoli przybliżała się do niego. Halt na chwilę odciągnął od siebie uwagę i wykorzystał to by przystawić ławeczkę do okna. -To nie było jedyne wyjście.- Dodał zaczynając się po niej wspinać.
-Masz rację!- Krzyknęła przewracając ławeczkę i małego "alpinistę". -"Jak Kuba bogu, tak bóg Kubie.- Uśmiechnęła się szelmowsko. Zanim tamten zdążył się pozbierać, ona zarzuciła linę od kandelabra i wspinała się po niej do tego samego okna. Gdy już w połowie była na zewnątrz coś, a raczej ktoś pociągnął ją za nogawkę.
-Tak łatwo to nie ma.- Chłopak podciągnął się na niej.
-Hej! Nie tak szybko napaleńcu! Zaraz ściągniesz mi spodnie, może nie tu przy ludziach? Jak się napaliłeś to chociaż posłanie nam załatw..- Na te słowa chłopak się zaczerwienił i nieco popuścił uchwyt. Kobieta wykorzystała to by go zrzucić. Wyszła na dach do końca i wciągnęła linę. Wychyliła się jeszcze by spojrzeć na niego.
-Żartowałam, mam pasek.- Wskazała palcem na sprzączkę. Chłopak na dole wyglądał na nieco sfrustrowanego. - Ale wiesz...- Dodała bardziej uwodzicielskim tonem zaczynając rozpinać guziki koszuli i bawiąc się krągłościami. Mężczyzna chyba znów nieco się zarumienił. Zaśmiała się, puściła mu oko i uciekła.
Dotarła do portu niemal nie zauważona. Szybko wskoczyła na Sztorm i przygotowała do wypłynięcia
-Chol**a.- Syknęła gdy zauważyła brak słodkiej wody na pokładzie. Musiała jeszcze zejść na chwilę do mariny przynajmniej po jedną, lub dwie beczki. Chciała sobie trochę odpocząć, a w tym celu znaleźć sobie bezę gdzieś na odludziu. Zanim jednak tam trafi musiała kawałek popłynąć, w sumie nie wiedziała ile mogło jej to zająć. Zeskoczyła więc z powrotem na ląd. Po dłuższej chwili przyturlała wystarczający zapas wody i rumu oczywiście, wszystko ukradła z zaplecza jakiejś innej karczmy. Upewniwszy się, że ma już wszystko wypłynęła na pełne morze. Wiatr był spokojny i korzystny. Pozwalał na płynięcie bez halsowania i bez pomocy szabli. Squall zajęła miejsce za sterem i cicho wygwizdując piosenki oddalała się od brzegu. Późnym wieczorem jej melodia ucichła. Wytężyła słuch, gdy odpowiedziało jej tylko skrzypnie delikatnie kołysanej łodzi, powróciła do zajęcia. Za drugim razem gdy usłyszała parsknięcie konia, nie mogła już tego uznać za omamy. Zeskoczyła z mostku i powoli przeszła się po pokładzie, a każdemu krokowi towarzyszyło skrzypnięcie desek upiornego okrętu. Zatrzymała się przy zejściu pod pokład, skąd doszedł ją jeszcze dziwniejszy odgłos.
-Do stu piorunów! Co ty u diabła to robisz?! I jak żeś się tu znalazł!!!- Wybuchła gdy pod pokładem zastała poznanego w karczmie Halta z koniem.
-Mówiłaś że "wiem", więc przyszedłem by skorzystać z propozycji.- Przywołał scenę gdy stała w oknie. Próbował być sarkastyczny, ale jego zzieleniała od choroby morskiej twarz, psuła efekt. Squall ledwo powstrzymywała się od śmiechu. -Cholera... musiałaś wypływać?- Jęknął przeciągle.
-To czego żeś tu przylazł?- Zaśmiała się szyderczo widząc jak chłopak przechytrzył sam siebie.
-Chcę informacji, nie sądziłem, że jak polazłaś po te beczki i wrócisz to wypłyniesz...
Halt? Trochę cię urządziłam z tym wypłynięciem, ale morze jest gładkie, więc zaraz powinieneś się przyzwyczaić ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz