Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Emma. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Emma. Pokaż wszystkie posty

piątek, 25 grudnia 2015

Od Emmy - Kolejny prezent. Ale już nie taki zwykły!

– Jesteś boski… – szepnęłam uwodzicielsko do ucha postawnego bruneta, który teraz leżał koło mnie i składał pocałunki na moim ramieniu. Chyba nie zanosiło się już na kolejne igraszki. Była szósta rano, ale ja nie byłam ani trochę zmęczona po tej nocy. Faceci uwielbiają komplementy, nawet jeżeli są one wyssane z palca. Nie, on nie był boski. Nie było nawet „fajnie”! Słowo „średni” doskonale określa jego umiejętności łóżkowe.
Ale jeśli chodzi o wartość jego łóżka, w którym teraz leżymy… Tak, jego majątek zdecydowanie prześciga poziom tego, co działo się w nocy.
– Starałem się… – odszepnął romantycznie. „Jaaasne. Nic po Twoich staraniach, facet. Jesteś do bani… Ale to nie znaczy, że nie mogę Cię jeszcze wykorzystać…”
Właśnie, chcę coś od niego! Ale to nie może być takie zwyczajne „coś”. To coś musi być na maksa wycosiowane, inaczej zmarnuję moją szansę.
Mam!
W apartamencie, w którym mieszkam do niedawna trzymał się ustalonych z góry przez władze i rygorystycznych zasad, ale niedawno część z nich została zniesionych. W tym zakaz trzymania w mieszkaniach zwierząt…
– Misiu… – mruknęłam prosząco do blondyna… Zaraz, nie, to był brunet. Ech, znowu mi się miesza.
– Tak? – zapytał nie odrywając swoich ust od mojej skóry.
– Ostatnio myślałam nad pewną rzeczą… – zaczęłam niewinnie – Bo… Widzisz… Gdybyś mógł coś dla mnie zroooobić… – jęknęłam błagalnie, teatralnie przeciągając samogłoskę w wyrazie.
– Dla Ciebie wszystko, Angeliko – odpowiedział. „Angeliko”? Ach, no tak, podałam mu jedno ze swojej listy zmyślonych imion. Dobrze, że mi to przypomniał.
– Skarbie – rzekłam zastępując tym określeniem lukę, w którym powinno być jego imię, którego za cholerę nie mogę sobie przypomnieć. – Może kupiłbyś mi pieska…? – zapytałam niewinnie, uważnie obserwując jego reakcję kątem oka.
– Oczywiście, nie ma najmniejszego problemu…
– To wspaniale! – zawołałam, podrywając się z miejsca i energicznie siadając na łóżku. – Chcę takiego rasowego! – powiedziałam sztucznie podekscytowana.
– Dobrze… – odparł lekko rozbawiony moim wybuchem, podnosząc się i opierając na łokciach.
– Tak, takiego rasowego! I takiego szkolonego! O, i żeby był drogi! Najdroższy, najdroższy, najdroższy w całym mieście! Albo nie! W caaaaałym państwie! – marzyłam uradowana, udając, że nie zauważyłam coraz to posępniej wyglądającej miny blon… Bruneta, któremu uśmiech w mig zszedł z twarzy.
– Naj-Najdroższego? – zająkał się, niepewny czy się nie przesłyszał, pomimo, że powtórzyłam ten wyraz kilka razy.
– Tak! Bo zrobisz to dla mnie, prawda? – zapytałam, przenosząc swój wzrok sztucznie wypełniony niepewnością na mężczyznę.
– N-No, ja… – zaczął, lecz nie dane mu było dokończyć. Ba! Nawet odmówić! Mi się nigdy nie odmawia!
– Nie kupisz mi go…? – szepnęłam słabym głosem, sekunda po sekundzie wymuszając łzy. Zaraz jednak mój smutek przerodził się w gniew: – A więc to tak?! – krzyknęłam zrywając się z łóżka. – A myślałam, że jesteś inny od tych wszystkich mężczyzn! Że o mnie dbasz! Najwidoczniej się myliłam! – wrzasnęłam przez łzy, teatralnie się odwracając. Zasłoniłam dłonią zaczerwienione od płaczu oczy, podbiegłam do wieszaka, na którym wisiał mój szlafrok i szybko go na siebie nałożyłam.
– Zaczekaj! – zawołał mężczyzna, również wstając gwałtownie z łóżka.
– Nie! Puśc mnie! – krzyknęła, gdy poczułam na swoim nadgarstku jego dłoń, która w tamtym momencie trzymała mnie delikatnie, aczkolwiek zdecydowanie.
– Dobrze, przepraszam! Kupię Ci go! Kupię! – powiedział zawzięcie i przyciągnął mnie do siebie. Uśmiechnęłam się podle do siebie.

***

– O, tutaj jest sklep! – zawołałam, wskazując wolną ręką (wcześniej naciągnęłam go jeszcze na „małe” zakupy) na drewniane drzwi przyozdobione rysunkiem zwierzaka. Złapałam rękę mężczyzny i pociągnęłam go za sobą w stronę wejścia.
– Och, młoda damo! Proszę, wchodźcie! – zawołał starszy mężczyzna, gdy weszłam do budynku. Spojrzałam na sprzedawcę, a potem rozejrzałam się wokoło.
– A gdzie są zwierzaki…? – zapytałam lekko skonsternowana. Nigdy nie byłam w takich miejscach, bo papużki, króliczki i tym podobne nigdy mnie nie interesowały, ale z wielu bajek, opowieści dowiedziałam się, że powinny tu być piękne wystawy, za których szkłem siedziały małe szczeniaczki, kotki. Klatki przypięte do sufitu, zwisające swobodnie, niektóre pozamykane, niektóre nie, choć to i tak nie miało znaczenia, bo ptaki były bardzo dobrze wyszkolone…
– Jeśli chce pani któregoś kupić, to musi pani najpierw przejrzeć katalog – wyjaśnił spokojnie. Pewnie już nie raz ktoś zapytał się go o coś podobnego. Schylił się pod biurko i nie wiadomo skąd wyciągnął dość dużą książkę, a raczej album. Podeszłam do lady, a w ślad za mną podążył brunet.
Starszy pan uśmiechnął się do nas i obrócił katalog w naszą stronę. Otworzyłam go, po czym przewróciłam z jedną, czy dwie strony. W folijki były włożone małe kawałki płótna, na których namalowane zostały podobizny zwierząt. Koło portretu widniały takie informacje jak data urodzenia, imię, rasa, czy rodowód.
– I które Ci się najbardziej podoba, skarbie? – zapytał czule, obejmując mnie w talii.
– Chwila, wybieram – odpowiedziałam cierpko, na co zdziwiony mężczyzna zabrał łapy. – … Ten! – zawołałam nagle, kładąc palec na nosie psiaka, którego chciałam mieć.
– Jest pani pewna? – zagadnął sprzedawca – To rasówka, wyszkolona, a do tego bardzo droga – powiedział, obserwując moją reakcję znad wielkich okularów zasłaniających mu pół twarzy.
– Och, dlatego go chcę! – zawołałam radośnie – Misiuu… – zajojczałam tym swoim słodkim głosem. Odwróciłam się w stronę postaci stojącej za mną i popatrzyłam na niego błagalnie – Zrobisz to dla mnie…? – zapytałam
– J-Jasne… – uśmiechnął się, choć dobrze było po nim widać, że nie jest szczególnie zachwycony pięciocyfrową ceną na skrobaną piórem koło portretu. Amator – Możemy go zobaczyć? – zapytał, zwracając się do osoby stającej za blatem.
– Ją, proszę pana, ją – poprawił go sprzedawca, uśmiechając się od ucha do ucha zadowolony, że ktoś wyda tyle pieniędzy w jego sklepie. Ponownie schylił się do niskiej półki i wziął z niej mały, ale dość nowy kluczyk.
Nie mogłam się powstrzymać, by nie stanąć na palcach i uważnie obserwować poczynania staruszka. Ten, wyprostował się i zaprosił nas gestem dłoni do długiego korytarza. Weszłam ochoczo, chociaż mój towarzysz zdecydowanie nie był w najlepszym humorze.

czwartek, 27 sierpnia 2015

Od Emmy cd Mild, Viserany i Ashlotte

Niemal od razu po rzuceniu moją cenną parasolką, skarciłam się w duchu za to, że wybuchłam i użyłam niepoprawnego języka. Ale po prostu to był odruch, nagły przypływ emocji. Ta sukienka była bardzo, ale to bardzo droga! A zaraz potem dowiaduję się, że to głupi kawał jakiegoś bachora! To zdecydowanie za dużo, jak na moją piękną głowę.
Patrząc z nienawiścią na to dziecko, zaraz potem usłyszałam krzyk jakiejś dziewczyny. Obróciłam się w jej stronę i… Co ja ujrzałam! Z tłumu wyłoniły się dwie osoby, z czego jedna była naprawdę przyzwoicie ubrana, ale ta druga… Wyglądała na niecałe dwadzieścia lat, ale za to spójrzcie na jej wygląd!
Krótko ścięte, niezadbane włosy, brak makijażu i jeszcze te łachy! Jak, powiedzcie mi JAK można się tak ubierać? Przecież to niewybaczalne!
– KTO TYM WE MNIE RZUCIŁ? – warknęła i przeleciała wzrokiem po wszystkich osobach naprzeciwko niej, a jej wzrok spoczął na mnie.
„Uspokój się, uspokój. Dama się tak nie zachowuje. Jest opanowana i wyrafinowana w przeciwieństwie do… tego czegoś”
Obrzuciłam ją pogardliwym wzrokiem i zadarłam do góry głowę, by patrzeć na nią z góry, co nie było specjalnie trudne, ponieważ i tak była niska. Plus dla mnie!
Prychnęłam i płynnym ruchem sięgnęłam do mojej torebki, po to, by wyrwać z małego pudełeczka dwie chusteczki. Przejechałam nimi po „pozostałości” po tym idiotycznym kawale i ścisnęłam w małą kulkę. Podeszłam dumnie do Sama-Nie-Wiem-Kto-To-I-Jakiej-Jest-Płci i wyrwałam z jej zaciśniętej łapy moją parasolkę, która była dla mnie niczym skarb i w zamian dałam jej te chusteczki.
– Dziękuję – odparłam i otrzepałam parasol. Rzuciłam ją rozłożoną, więc byłam szczęśliwa, że nic jej się nie stało.
– A więc to ty! – zapytała z jadem w głosie, rzucając mój podarunek na brukową ulicę i przygniatając go butem – Nie daruję Ci! – krzyknęła i zrobiła dwa duże kroki w jej stronę, lecz przed następnymi, powstrzymała ją jej towarzyszka, chwytając ją za ramiona. Lecz to i tak wystarczyło, bym zdążyła cofnąć się odrobinę, widocznie oburzona takim zachowaniem. – Puść mnie do niej! – zawołała do swojej koleżanki ostrym tonem.
– Viserany! Nie warto! – syknęła w jej stronę karcąco.
– Ten wasz dzieciak jest niewychowany! – zawołałam, wtrącając się do ich wymiany zdań – Powinnyście coś z nim zrobić! – powiedziałam poirytowana, wskazując palcem na owego bachora, który dalej stał jak wryty, najpewniej kuląc się w środku.
– To ty jesteś nie wychowana! – krzyknęła Virsenay, chociaż dalej pozostaję przy przekonaniu, że to zwykła obdartuska.
– To nie ja rzucam się na ludzi i im nie grożę! – odpyskowałam jej, ponownie posyłając jej pogardliwe spojrzenie i opierając parasolkę o moje ramię, tym samym chroniąc się przed słońcem.
– Yhg! Wkurzasz mnie! – wrzasnęła, jeszcze bardziej się szarpiąc i siłowa ze swoją towarzyszką.
Zdecydowanie dość już miałam tej bezsensownej rozmowy i chciałam jak najszybciej znaleźć się w moim ulubionym butiku. Rozejrzałam się dookoła i dopiero teraz zorientowałam się, że wokół nas zebrał się już duży tłum gapiów. Uśmiechnęłam się przebiegle pod nosem, po czym przybrałam kokieteryjną pozycję, przejeżdżając wzrokiem po ludziach koło nas.
– Panowie… – zaczęłam uwodzicielskim tonem – Który z was ma ochotę towarzyszyć mi na zakupach? – zapytałam i niby przypadkiem zsunęłam swój szal, odsłaniając ramię i pokazując goły kawałek mojej skóry.
Niemal od razu zobaczyłam przeciskającego się przez tłum mężczyznę, który podszedł do mnie i, jak przystało na porządnego faceta, ukłonił mi się elegancko po czym wyciągnął rękę w moją stronę. Położyłam z wdziękiem swoją dłoń odzianą w białą rękawiczkę na jego i skinęłam głową. Mężczyzna ujął mnie pod ramię.
Odwróciłam głowę w stronę awanturniczki i uśmiechnęłam się zwycięsko, po czym ruszyłam przed siebie z przystojnym i wysokim towarzyszem.

Virsenay? Mild? Ashlotte? Przepraszam, że tak późno ;-;

niedziela, 2 sierpnia 2015

Od Emmy - Dzień, jak co dzień

– Łamie pani mnóstwo zasad, panno Singer – wycharczał mężczyzna, gdy popchnęłam go na ścianę i zaczęłam powoli rozpinać guziki jego koszuli.
– Och, jestem pewna, że ujdzie mi to płazem – mruknęłam uwodzicielsko, patrząc na niego sprytnie spod długich rzęs. Byłam już prawie u celu; jeszcze dwa guziki i mam załatwiony występ w najbardziej popularnym miejscu w tej krainie. Już czuję te oklaski, wiwaty oraz widzę rzucane w moją stronę kwiaty po skończonym występie!
Mężczyzna niespodziewanie ruszył ręką, sięgając za moje plecy i zamknął drzwi od małego pomieszczenia, w którym trzyma się przyrządy do sprzątania. Taki mały „schowek”. Następnie przylgnął do moich ust, a ja, w czasie tego namiętnego pocałunku nareszcie odpięłam te przeklęte guziki. Lekko zsunęłam biały materiał z jego ramion i położyłam delikatne dłonie na umięśnionym torsie mężczyzny. Tak, tego mężczyzny, który może załatwić mi przepustkę do rozwoju mojej kariery i, co najważniejsze, majątku. Chyba posada właściciela najbardziej znanego baru w Hidden jest warta wykorzystania, co?
Jego ręce powędrowały na moje łopatki, prosto do zapięcia stanika. Nim jednak zdążył go ściągnąć, nagle do schowka wpadła jasna smuga światła i dźwięk otwieranych drzwi. Oboje obróciliśmy głowy w tamtą stronę.
– Em, ja… Ja nie wie… Najmocniej przepraszam! – jąkał się wyraźnie skrępowany chłopak. Na oko miał z 17, ewentualnie 16 lat i najwyraźniej był pracownikiem tego miejsca Tak przynajmniej mówił jego obowiązkowy strój sprzątacza. W lewej dłoni trzymał długą miotłę, którą najwyraźniej chciał odłożyć i nie zauważył zawieszonego granatowego krawata na klamce.
Zaśmiałam się cicho i odsunęłam od mężczyzny zaczynając spokojnie poprawiać włosy i zmięte ubrania, które miałam na sobie. Właściciel wypuścił mnie z objęcia i spojrzał z wyrzutem na tego, który przerwał mu jego rozkosz.
– To ma się więcej nie powtórzyć – warknął w jego stronę – I nic tu nie widziałeś – dodał ostrzejszym tonem niż poprzednio.
– O-Oczywiście! – zawołał pośpiesznie młody pracownik i, zapominając o odstawieniu miotły, uciekł co sił w nogach.
– Przepraszam Cię za to – westchnął, przeczesując palcami swoje czarne włosy. Nie tracąc swoich chęci, znów przyciągnął mnie do siebie.
– A, a, a – upomniałam go i ponownie się odsunęłam – Wytrącono mnie z rytmu. Jak mam kontynuować? – zapytałam retorycznie, dalej patrząc uwodzicielsko na mężczyznę. Wszystkich osobników płci męskiej trzeba trzymać krótko. Już dawno się tego nauczyłam. Nie dam mu teraz tej satysfakcji.
O dziwo, na moje słowa uśmiechnął się do mnie zawadiacko.
– Ale jutro dopilnuję, by nikt nam nie przeszkodził – wychrypiał tym swoim seksownym głosem i złapał mnie w talii, złączając nasze usta. Ten „pożegnalny” pocałunek był jeszcze bardziej namiętny od poprzedniego. Cóż, znaczna większość mężczyzn tak robi. Gdy już się ode mnie oderwał, zrobiłam dwa kroki do tyłu i zaczęłam kierować się do drzwi, kusząco przy tym kręcąc biodrami. Wychodząc, oparłam się seksownie o framugę i lekko pomachałam do mężczyzny. Poprawiając spadające ramiączko mojej krwisto czerwonej sukienki, wyszłam dumnym krokiem z korytarza. Dalej poprawiając swoje włosy, stanęłam przed wielkim lustrem zawieszonym w holu. Widziałam siebie w nim całą. Pochyliłam się do szkła i zerknęłam na swój starannie wykonany makijaż. Nie miałam przy sobie potrzebnych mi kosmetyków, którymi mogłabym pomalować swoją twarz na nowo, więc tylko starłam niedoskonałości palcami. Wyprostowałam się i ponownie wygładziłam fałdy i załamania na swojej sukience. Gdy to uczyniłam jeszcze przez chwilę wpatrywałam się w lustro, podziwiając swoją urodę i to, co ona jest w stanie zrobić. Odchrząknęłam i pełna seksapilu udałam się po swoje rzeczy do służby.

***

– Oto pani torebka i płaszcz – oznajmiła mała staruszka, ubrana w czarną, długą spódnicę i standardową, białą koszulę. Jej siwe włosy upięte były w schludny kok. Moje rzeczy wręczył mi wysoki chłopak, z wyglądu nie miał więcej niż ten sprzątacz, który wtargnął do schowka. Pewnie jego kolega.
Odwróciłam się do niego tyłem i oderwałam ręce od tułowia. On zaś pomógł mi ubrać moje ciemno-czerwone palto, które kolorystycznie zgrywało się świetnie z moją suknią. Kocham barwę czerwoną i (prawie) wszystkie jego odcienie, dlatego sprawiło mi przyjemność kupowanie tych ubrań.
Wzięłam moją torebkę, która tym razem była czarno-złota, jednak dalej równie piękna. Musicie zapamiętać, że ja nie posiadam w swojej kolekcji „brzydkich” według mnie rzeczy.
Uśmiechnęłam się perliście do młodego chłopaka i tej staruszki, a następnie wyszłam, zamykając za sobą duże, drewniane drzwi, na ulicę miasta. Słońce nie było jeszcze AŻ TAK wysoko na niebie jakbym się spodziewała, że jest, ale nie zniechęciło mnie to zbytnio do spacerowania koło sklepów z ubraniami.
Stałam w cieniu, bowiem nad wejściem do baru była zawieszona duża płachta, która na razie chroniła mnie przed promieniami słonecznymi.
– Ech, nie chcę się opalić… – mruknęłam do siebie niezadowolona. W mig zaczęłam szperać w mojej torbie w poszukiwaniu potrzebnego mi przedmiotu, który zawsze spoczywał na jej dnie.
W końcu udało mi się ów przedmiot znaleźć.
– Teraz lepiej! – westchnęłam, kiedy rozłożyłam już moją parasolkę przeciwsłoneczną. Jej „kapelusz” zdobiła lekka, ciemno-brązowa wstążka, która gdzieniegdzie posiadała jeszcze małe, sztuczne, czerwone róże. Sama natomiast była w kolorze piasku, podobny do tego, który znajdował się na mojej torebce. Tak, wszystko idealnie dobrane i zgrane.
Śmiało wyszłam na brukową uliczkę, zerkając co chwilę na wystawy sklepowe, co by mi w oko nie wpadło…

Ktoś? Coś?

piątek, 24 lipca 2015

Masz obrączkę? No to co? Wszyscy traktujemy to pół serio i pół żartem, bo czas na grzech!

Imię: Emma
Nazwisko: Singer
Przydomek: –
Rasa: Człowiek
Wiek: 25 lat
Płeć: Kobieta
Stanowisko: Artystka (Śpiewaczka)
Aparycja: Nasza bohaterka, jak widać, została hojnie obdarzona przez matkę naturę niezwykłymi atutami swojego ciała. Żeby je bardziej podkreślać, często nosi długie suknie z widocznym wcięciem w dekolcie i wieloma ozdobami. Swoich złotych włosów nie związuje prawie nigdy, chyba, że do kąpieli, kiedy nie chce ich myć, ponieważ robiła to wczoraj.
Ma szczupłą figurę, lecz jest dość średniego wzrostu.
Zdolności: Emma nie ma żadnych zdolności magicznych, ale jeśli „uwodzenie” się liczy, to ona na pewno jest w tym mistrzem. Och, no i śpiew. W jej zawodzie to się przydaje.
Zainteresowania: Co lubię? Och, to proste: pieniądze! Za nie można dostać wszystko! Drogą biżuterię, sukienki, buty, a nawet, jeśli masz taki kaprys: służących. Ale ja w pierwszej kolejności, urządziłabym eleganckie przyjęcie z kosztownym winem i jedzeniem!
Charakter: Emma to bardzo sprytna kobieta. Wie, czego chce i do tego dąży, choćby nie wiem co się stało. Zdaje sobie sprawę ze swojej urody i dobrze ją wykorzystuje, zapewniając sobie lepsze warunki życia, a sztukę uwodzenia opanowała do perfekcji. Ma lepsze kontakty naturalnie z płcią przeciwną, niż z kobietami z racji tego, iż często potrafi im dopiec oraz odbić ich partnerów.
Kocha elegancję, wyrafinowanie oraz gustowne lokale, w których może śpiewać i tańczyć do białego rana oraz białe rękawiczki u kelnerów. W jej ruchach widać wdzięk, którego się wyuczyła, lecz część posiadała już od urodzenia.
To schludna oraz charyzmatyczna kobieta, która wie, jak zawrócić w głowie niejednemu facetowi, tylko po to, by dostać to, czego pragnie. A pragnie naprawdę dużo, na przykład pieniędzy. O tak, życie w luksusie, to jest to. Emma potrafi godzinami przymierzać coraz to kosztowniejsze kreacje, drogą i błyszczącą biżuterię, przeglądać się w lustrze oraz pić wysokiej klasy wina i szampana i, co najważniejsze, dbać o swój wygląd. To kolejna rzecz na liście pod tytułem: „Zachcianki Emmy”. Nigdy nic bardziej nie ceniła od zdrowych, błyszczących włosów oraz czystej cery (oczywiście, oprócz brzęczących monet).
Ta dziewczyna posiada duszę towarzystwa i, jak wcześniej już wspomniałam, duże pokłady charyzmy, więc występowanie na scenie, a także flirtowanie z każdym napotkanym mężczyzną, o ile ma wysoki status społeczny, nie jest dla niej przeszkodą.
Historia: Cóż, moja rodzina nie była zbyt bogata. Mój ojciec i matka urodzili mnie w czasach pokoju, gdy już skończyły się wszystkie wojny, były zbyt małe lub po prostu o nich nie słyszeliśmy, bo mieszkaliśmy na kompletnym odludziu, gdzieś w chaszczach, w małej, drewnianej chatce, która nie należała do nikogo, toteż ją sobie przywłaszczyliśmy.
Gdy byłam jeszcze małym szkrabem, jedenaście czy dwanaście lat temu, ojciec od nas odszedł i zostawił nas same. Ja miałam tyle szczęścia, że mój intelekt się w pełni nie rozwinął i nie rozumiałam, co się właśnie stało, dlatego też zniosłam to dość dobrze w przeciwieństwie do mojej rodzicielki. Cóż, w skrócie: popadła w głęboką depresję. Naprawdę nie mam pojęcia, jak udało jej się mnie wychować z takim stanem w jaki się doprowadziła, ale trudno. W moim nastoletnim wieku, kiedy posiadałam trzynaście, może czternaście lat, matka popadła w alkoholizm. To było dla mnie dość szokujące przeżycie. Jeszcze da się wytrzymać, kiedy taka zalana w trupa osoba od razu idzie spać i nie jest agresywna, ale z NIĄ było inaczej. Za każdym razem, gdy sięgała po kieliszek wypełniony czerwoną cieczą, wpadała w istną furię, a wtedy była nieobliczalna. Nie muszę chyba wspominać, ile naliczyłam siniaków na swoim ciele przez te kilka lat, ale gdy skończyłam osiemnastkę, natychmiast wyniosłam się z domu. Cóż, teraz jestem tutaj już od siedmiu lat i jest mi z tym dobrze. Oczywiście, że dalej kocham moją rodzicielkę i za nią tęsknię, ale jakoś nie mogłabym się zdobyć na to, by znów się z nią spotkać.
Partner: Partner? Nie w tym życiu! Ja chcę być wolna! Skakać z kwiatka na kwiatek!
Rodzina: Coż, jak już mówiłam, ojciec od nas odszedł, a matka została, ale prawdopodobnie oboje jeszcze żyją.
Szczegóły: –
Autor: MrsAnglel20