Tenzin na polityce znał się równie dobrze co kot na łowieniu ryb: niby mgliste pojęcie miał i w razie czego potrafił złapać jedną czy dwie sztuki, ale nie umiał się posłużyć wędką, bo nie miał ku temu możliwości. Tak jak kotu brakuje do tego celu kciuków, tak Owcy brakowało biegłości do tych wszystkich zmian. Polityka to ciąg nagłych przypadków, zmieniających się polityków i władców, a nasze Jagniątko najzwyczajniej nie miało do takich rzeczy głowy. Czasem przychodziło wraz z Wilkiem po ważniejsze osobistości, by zaprowadzić ich na drugą stronę. Dopiero tutaj dało się poznać, który król, wójt lub grododzierżca rzeczywiście dobrze sprawowali daną im władzę. Ci mądrzy przeważnie czuli już, że są zmęczeni życiem i przyjmowali ofertę Tenzina. Jednakże ku wielkiemu smutkowi łagodnego łącznika zdecydowana większość panikowała, rzucając się do bezmyślnej ucieczki albo - co gorsza - wzywając straże. Za to Suowei lubiła takich polityków. Oczywiście na surowo.
Tak więc chociaż zdarzały się Łowcom te sporadyczne interwencje w politykę śmiertelników, babrali się w tym bagnie względnie rzadko. Najczęściej, wzorem wspomnianego wcześniej kota polującego na ryby, po prostu szkoda było na to wszystko fatygi. Człowiek miał wędkę, sam złowi, tobie pozostaje się połasić o kawałek. I tak samo było w rzeczywistości: większość politycznych rywali wykańczała się samoistnie, chociażby trując sobie wino. Tenzin nienawidził w ludziach nieszczerości i skłonności do nieczystych zagrań, mimo to jednak trzeba przyznać, że znacznie ułatwiali mu polowanie - skatowany trucizną człowiek nie był w stanie uciec przed Wiecznymi Łowcami.
Mimo braku ogarnięcia do wszystkich oficjalnych tytułów, rang i innych dupereli, Jagnię potrafiło zrozumieć słowo ,,władca" oraz co się z tym słowem wiązało. Dwa razy nie trzeba mu było powtarzać. Słysząc, że leonis jest władcą Hidden (domyślił się, że to pewnie oficjalna nazwa tej ich małej ojczyzny), przyłożył prawą pięść do serca i z gracją skłonił się dosłownie do linii pasa, odchylając do tyłu drugą rękę.
- To zaszczyt pana poznać - powiedział szczerze, prostując się.
Suowei jego zachowanie zupełnie przestało się podobać. Zawarczała ostrzegawczo, na co stojąca obok Tenzina piratka odsunęła się odruchowo, a reszta spojrzała niepewnie na wilkopodobne monstrum. Owca spojrzała na nią dumnie wyprostowana, zakładając ręce na piersi. Nie musiał nic jej mówić. Nawet bez telepatii doskonale zrozumiała przekaz: ,,Rób co chcesz. Nie zamierzam cię słuchać". A to wkurzyło ją jeszcze bardziej. Szybko jednak ucichła, bo wśród tego chaosu cech miała w zanadrzu i dozę wyrozumiałości. Jagniątko było tylko bezrozumnym szczeniakiem. Nie rozumiał w co się wpakował. Nie wiedział, że nie powinni byli tu przychodzić. Pewnie nawet nie rozumiał jakie konsekwencje wiązały się z kłanianiem śmiertelnemu władcy. Ale to nic. Póki ona z nim będzie, nic mu się nie stanie. Jeszcze mu wyperswaduje z głowy pomysł mieszania się wśród tych potworów. Zaraz mu przejdzie. Co przecież może fascynować łącznika tak bardzo w tych marnych kreaturach? Znudzi się i to szybko, niebawem wrócą do bezpańskich lasów na łowy. Wszystko będzie jak dawniej...
Nie wiedziała jednak, jak bardzo jej myśli odbiegały od rzeczywistości. Jej kochane bezbronne Jagnię nie zamierzało się stąd wynosić. Potem tylko trzeba będzie jej to jakoś wytłumaczyć...
- Ale z was dziwadła - wypaliła bez namysłu piratka taksując wzrokiem łowców. Tenzin już miał zapytać o co jej dokładnie chodzi, jednak kobieta nagle machnęła niedbale ręką. - A co mi tam. Pozwólcie, że zabiorę swą odrażającą postać sprzed waszych oczu - uśmiechnęła się i ruszyła w swoim kierunku.
Łucznik i Atlant odprowadzali ją lekko nieufnym wzrokiem. Leonis szybko wrócił do konkretów.
- Cóż, ja się przedstawiłem, duchowi przyjaciele również to zrobili... - uśmiechnął się zachęcająco najpierw do niebieskiego karzełka, a następnie do siedzącej na gałęzi kotołaczki.
Biały łucznik przypomniał sobie nagle o obecności drobnej dziewczyny. Znowu zalało go poczucie wstydu i zażenowania. Nie chciał jej wystraszyć, naprawdę. Musiał ją przeprosić, ale znając działanie paniki doskonale wiedział, że w tej chwili odzywając się do niej jedynie dolałby oliwy do ognia. Trzeba będzie to zrobić później...i to najlepiej bez towarzystwa Suowei.
Blondynka dalej tkwiła na drzewie. Bardziej odważna okazała się ta mała, porośnięta niebieskim meszkiem istotka. Wystąpiła jak przed szereg, zasalutowała po żołniersku i przedstawiła się:
- Louise Trzecia Andrasta Quartz - do usług!
- Każda para rąk się przyda! - odpowiedział wesoło Atlant, również salutując. Spojrzał wyczekująco w górę.
Kotołaczka jeszcze chwilę siedziała niepewnie, wpijając palce w gałąź. W końcu powoli zeszła na ziemię. Przestąpiła nerwowo z nogi na nogę, po czym zebrała się na odwagę by się odezwać.
- Kiette - mruknęła, po czym zdecydowała się jednak powtórzyć nieco głośniej: - Kiette Chattres.
- Tak ciężko było? - leonis uśmiechnął się pokrzepiająco. - Nic ci tutaj nie grozi. Nie wiem czym oni cię tak wystraszyli - wskazał kciukiem w stronę Owcy i Wilka - ale jestem pewien, że nie zrobią ci nic złego... - spojrzał znacząco w stronę Tenzina. - Nie chcę mieć z wami kłopotów, dobrze?
Ten pokiwał energicznie głową.
~ Pfft, jasne... ~ prychnęła do siebie Suowei.
~ Zachowuj się ~ zbeształ ją przez telepatię łącznik.
~ Nie będzie mi żaden śmiertelnik dyktował warunki...
~ Więc JA zrobię to za nich jeśli dalej będziesz dawała ku temu powody.
~ Nie ośmielisz się...
Przerwał połączenie z Wilkiem zanim doszło do długiego, bezsensownego monologu jak to głupi i naiwny był Tenzin. Może kiedyś by tego słuchał. Teraz jednak doskonale wiedział czego chce, a tym czymś było pozostanie wśród tej nietypowej społeczności.
- Ażeby sprawiedliwości stało się zadość - wtrącił się jedyny pełnokrwisty człowiek w towarzystwie - Halt Quicksilver - przedstawił się, podając swoją dłoń w stronę Owcy.
Duch przekręcił głowę, jakby chciał spojrzeć na rękę ze wszystkich stron, niezbyt rozumiejąc czego łucznik w kapturze od niego oczekuje. Coś mu ten gest mówił, ale nie za bardzo wiedział co dokładnie.
~ Potrząśnij nią ~ podpowiedziała mu Su z westchnieniem zniecierpliwienia.
Tenzin więc niepewnie chwycił w dwa palce palec wskazujący mężczyzny i potrząsnął kilka razy. Suowei mruknęła coś niewyraźnie, jednak ze słyszalnym zażenowaniem. Halt natomiast sprawiał wrażenie rozbawionego.
- Może być - uśmiechnął się, powstrzymując śmiech. - Chyba nie spędzałeś dużo czasu wśród ludzi, co?
Owca jedynie wzruszyła ramionami. Spędzać spędzał. Ale wolno się uczył.
Ursa? Reddie? Kiette? No cóż, wiele nie zmieniłam, ale przynajmniej już nie blokuję kolejki :P
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tenzin. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tenzin. Pokaż wszystkie posty
piątek, 23 września 2016
piątek, 17 czerwca 2016
Od Tenzina - Zapolujmy!
Owca śledziła czujnym wzrokiem obcych, ukryta w zaroślach na granicy lasu.
~ Jak myślisz, to przyjaciele? ~ zapytał w myślach Suowei.
Wilk tak nie sądził. Su nie potrzebowała nawet wyrażać tego słowami. Tenzin już po jej zachowaniu mógł wszystko wyczytać. A jednak mimo jej ostrzeżeń był zbyt ciekawy. Trójka osób na werandzie starego domku stanowiła raczej nietypowe towarzystwo. Przy mały stoliku jakiś rogaty młodzieniec popijał kawę z brązowym felinem, podczas gdy obok na barierce siedziała harpia, strojąc lutnię. Łowca nie słyszał ich rozmowy, ale nie trudno było się domyślić, że wszyscy żywią wobec siebie raczej przyjazne uczucia.
~ Jest ich tu więcej? ~ spytał.
Suowei wciągnęła powietrze przez nozdrza, czytając z woni niczym z księgi.
~ Tak...~ mruknęła. ~ Całkiem sporo...Ale nie wszyscy są obecni na polanie. Powinniśmy uważać, Owieczko. Jeśli trafimy na któregoś z nich, mogą się okazać niegościnni.
Tenzinowi jakoś ciężko było w to uwierzyć. Jeśli pozostali chociaż trochę przypominają trójkę na ganku, nie powinni chyba z miejsca chcieć ich zabić. Takie skłonności przejawiali ludzie i niecywilizowane potwory, a ci tutaj wyglądali na dość spokojnych. Ale Su nie dawała się przekonać niczym. Dla niej to wszystko były tylko pozory. Oczyma wyobraźni widziała już scenę niewiele różną od ich ostatniego spotkania ze zbrojnymi awanturnikami. Zakuty w blachę durny człowiek stanowił jednak zgoła mniejsze zagrożenie niż humanoidalni. Nie bez powodu pierwsi obawiali się drugich. Nie, jej jagniątko nie może tam iść. Są niebezpieczni, lepiej zostawić ich w spokoju...
~ Chodźmy stąd, Tenzinie ~ poprosiła. ~ To nie miejsce dla nas.
~ To które JEST, Wilku? ~ nie wytrzymał. ~ Wszystkie poprzednie miejsca też nie były dla nas. Jeśli nie to, to które?
Suowei umilkła na chwilę, czując, że chyba uraziła czymś swoją Owieczkę. Wepchnęła ogromny łeb pod łagodną dłoń i otarła się o Tenzina nosem.
~ Żadne, Jagniątko ~ odpowiedziała. ~ Dla nas nie ma miejsca.
Łowca dalej uparcie wpatrywał się w polanę. Bezwiednie głaskał nos Su w zamyśleniu. Jego zachowanie wcale jej się nie podobało. Ale znała sposób na odciągnięcie go od czegokolwiek...
~ Jestem głodna, Owieczko ~ zamruczała. ~ Zapolujmy!
Tenzin niemal natychmiast zwrócił głowę w jej stronę. Wilk poczuł, że z miejsca poweselał.
- To znajdź trop - szepnął.
Jego towarzyszka z wesołym warknięciem rzuciła się w las. Owca pobiegła za nią lekkimi skokami przesadzając metr po metrze, huśtając się czasem do przodu na wystających gałęziach i przeskakując nad przewalonymi pniami. W końcu Suowei złapała trop: poruszała się wolniej, kiwając łbem na boki niczym płynąca ryba. Przyczaiła się w zaroślach, wpatrując się w małe stadko jeleni. Tenzin podekscytowany nadchodzącym pościgiem wspiął się na drzewo nad nią. Przykucnął na konarze dobywając łuku.
~ Wybierzmy nasz cel... ~ powiedziała do siebie Su.
Większość polowań wyglądała identycznie jak to. Rzadko zdarzało się, by Łowca kończył je od razu jedną strzałą, chociaż miał ku temu sposobność prawie za każdym razem. Nie, przecież polowania to nie jeden, czysty strzał. To skupienie przy wybieraniu odpowiedniej ofiary, spięcie mięśni w skoku, podniecenie wzrastające z każdą minutą pościgu i wreszcie satysfakcja z zaciśnięcie zębów na wierzgającym ciele. Podczas łowów Wilk i Owca stawali się jednym: razem dzierżyli łuk, razem podgryzali ściganemu kostki, czuli to samo bicie przerażonego serca, szarpnięcie cięciwy boleśnie uderzającej nieostrożnego strzelca w przedramię i spływającą po brodzie ciepłą krew zwierzyny. Suowei dawała Tenzinowi zapał i głód, podczas gdy on użyczał jej swojej cierpliwości i determinacji. Jedno uzupełniało drugie, nie mogło bez niego funkcjonować. Tylko razem tworzyli idealny, nie dający się powstrzymać zespół.
Łowca naciągnął łuk. Na cięciwie zmaterializowała się widmowa strzała. Nie celował w żadne ze zwierząt, tylko w ziemię między nimi. W ten sposób da im sygnał, że zbliża się śmierć. Był to pewien rodzaj niesprawiedliwego wyboru, bo o ile człowiek wiedział, że kiedyś i tak zginie, przerażone zwierzę zawsze będzie chciało uciec.
I o to właśnie chodziło.
Strzała wbiła się ze świstem w ziemię. Odgłos ostrzegł stado i jelenie rzuciły się do ucieczki. Ruszyły w zgoła jednym kierunku i tylko jeden omyłkowo odłączył się od grupy. Suowei z warknięciem poleciała właśnie za nim. Owca zeskoczyła z drzewa i pobiegła za towarzyszką. Pędzili teraz przez las, śmigając zygzakiem między drzewami, równocześnie biegnąc i płynąc, dzieląc tą samą radość. Tenzin szybciej doganiał jelenia i posyłał w jego kierunku strzały. Wtedy zwierzę go wyprzedzało, po czym znowu zwalniało podgryzione w tylne nogi przez Su. Ale nie poddawał się, biegł dalej głupio wierząc, że jest w stanie wygrać ten wyścig.
Łowca biegł, patrząc niemal cały czas w bok za jeleniem, na ślepo, a jednak skutecznie omijając przeszkody. W lesie spodziewał się tylko kilka ich rodzajów - jakiejś zbyt niskiej gałęzi, przewalonego pniaka, grubszego drzewa czy krzewu. Wyczuwał je niemal instynktownie, bo wiedział, co go może tutaj spotkać.
I właśnie dlatego nie zdołał ominąć nieświadomej niczego młodej dziewczyny - po prostu się jej tutaj nie spodziewał. Ona jego chyba też.
Przeturlali się do tyłu po ściółce. Tenzin przez impet poleciał nieco dalej, lądując od razu w przyklęku. Spojrzał zdziwiony na otrzepującą się z gałązek i liści blondynkę. Gdy go zauważyła, aż z powrotem usiadła na ziemi lekko przestraszona.
- C-c-coś ty za jeden?! - zapytała.
Wtedy jednak do ich uszu dotarł kwik dobijanego zwierzęcia. Owca od razu straciła zainteresowanie nieznajomą i pobiegła w stronę odgłosów. Spojrzała z góry na zagryzającą jelenia Suowei. Zwierzę musiało się potknąć zbiegając z lekkiej stromizny. Teraz zadowolony Wilk chłeptał krew z rozerwanego brzucha. Tenzin zadowolony oparł się o swój łuk obserwując posilającą się Su. Dopiero zduszony okrzyk za nim przypomniał mu o pewnej istotnej sprawie.
Obejrzał się na teraz już porządnie przerażoną dziewczynę. Jej usta drgały gdy wskazywała palcem na Suowei. Cofnęła się o krok gdy Łowca się poruszył.
- Spokojnie - powiedział. - Nie zrobię ci krzywdy...
<Kiette? Nie taki Wilk straszny jak go malują...>
~ Jak myślisz, to przyjaciele? ~ zapytał w myślach Suowei.
Wilk tak nie sądził. Su nie potrzebowała nawet wyrażać tego słowami. Tenzin już po jej zachowaniu mógł wszystko wyczytać. A jednak mimo jej ostrzeżeń był zbyt ciekawy. Trójka osób na werandzie starego domku stanowiła raczej nietypowe towarzystwo. Przy mały stoliku jakiś rogaty młodzieniec popijał kawę z brązowym felinem, podczas gdy obok na barierce siedziała harpia, strojąc lutnię. Łowca nie słyszał ich rozmowy, ale nie trudno było się domyślić, że wszyscy żywią wobec siebie raczej przyjazne uczucia.
~ Jest ich tu więcej? ~ spytał.
Suowei wciągnęła powietrze przez nozdrza, czytając z woni niczym z księgi.
~ Tak...~ mruknęła. ~ Całkiem sporo...Ale nie wszyscy są obecni na polanie. Powinniśmy uważać, Owieczko. Jeśli trafimy na któregoś z nich, mogą się okazać niegościnni.
Tenzinowi jakoś ciężko było w to uwierzyć. Jeśli pozostali chociaż trochę przypominają trójkę na ganku, nie powinni chyba z miejsca chcieć ich zabić. Takie skłonności przejawiali ludzie i niecywilizowane potwory, a ci tutaj wyglądali na dość spokojnych. Ale Su nie dawała się przekonać niczym. Dla niej to wszystko były tylko pozory. Oczyma wyobraźni widziała już scenę niewiele różną od ich ostatniego spotkania ze zbrojnymi awanturnikami. Zakuty w blachę durny człowiek stanowił jednak zgoła mniejsze zagrożenie niż humanoidalni. Nie bez powodu pierwsi obawiali się drugich. Nie, jej jagniątko nie może tam iść. Są niebezpieczni, lepiej zostawić ich w spokoju...
~ Chodźmy stąd, Tenzinie ~ poprosiła. ~ To nie miejsce dla nas.
~ To które JEST, Wilku? ~ nie wytrzymał. ~ Wszystkie poprzednie miejsca też nie były dla nas. Jeśli nie to, to które?
Suowei umilkła na chwilę, czując, że chyba uraziła czymś swoją Owieczkę. Wepchnęła ogromny łeb pod łagodną dłoń i otarła się o Tenzina nosem.
~ Żadne, Jagniątko ~ odpowiedziała. ~ Dla nas nie ma miejsca.
Łowca dalej uparcie wpatrywał się w polanę. Bezwiednie głaskał nos Su w zamyśleniu. Jego zachowanie wcale jej się nie podobało. Ale znała sposób na odciągnięcie go od czegokolwiek...
~ Jestem głodna, Owieczko ~ zamruczała. ~ Zapolujmy!
Tenzin niemal natychmiast zwrócił głowę w jej stronę. Wilk poczuł, że z miejsca poweselał.
- To znajdź trop - szepnął.
Jego towarzyszka z wesołym warknięciem rzuciła się w las. Owca pobiegła za nią lekkimi skokami przesadzając metr po metrze, huśtając się czasem do przodu na wystających gałęziach i przeskakując nad przewalonymi pniami. W końcu Suowei złapała trop: poruszała się wolniej, kiwając łbem na boki niczym płynąca ryba. Przyczaiła się w zaroślach, wpatrując się w małe stadko jeleni. Tenzin podekscytowany nadchodzącym pościgiem wspiął się na drzewo nad nią. Przykucnął na konarze dobywając łuku.
~ Wybierzmy nasz cel... ~ powiedziała do siebie Su.
Większość polowań wyglądała identycznie jak to. Rzadko zdarzało się, by Łowca kończył je od razu jedną strzałą, chociaż miał ku temu sposobność prawie za każdym razem. Nie, przecież polowania to nie jeden, czysty strzał. To skupienie przy wybieraniu odpowiedniej ofiary, spięcie mięśni w skoku, podniecenie wzrastające z każdą minutą pościgu i wreszcie satysfakcja z zaciśnięcie zębów na wierzgającym ciele. Podczas łowów Wilk i Owca stawali się jednym: razem dzierżyli łuk, razem podgryzali ściganemu kostki, czuli to samo bicie przerażonego serca, szarpnięcie cięciwy boleśnie uderzającej nieostrożnego strzelca w przedramię i spływającą po brodzie ciepłą krew zwierzyny. Suowei dawała Tenzinowi zapał i głód, podczas gdy on użyczał jej swojej cierpliwości i determinacji. Jedno uzupełniało drugie, nie mogło bez niego funkcjonować. Tylko razem tworzyli idealny, nie dający się powstrzymać zespół.
Łowca naciągnął łuk. Na cięciwie zmaterializowała się widmowa strzała. Nie celował w żadne ze zwierząt, tylko w ziemię między nimi. W ten sposób da im sygnał, że zbliża się śmierć. Był to pewien rodzaj niesprawiedliwego wyboru, bo o ile człowiek wiedział, że kiedyś i tak zginie, przerażone zwierzę zawsze będzie chciało uciec.
I o to właśnie chodziło.
Strzała wbiła się ze świstem w ziemię. Odgłos ostrzegł stado i jelenie rzuciły się do ucieczki. Ruszyły w zgoła jednym kierunku i tylko jeden omyłkowo odłączył się od grupy. Suowei z warknięciem poleciała właśnie za nim. Owca zeskoczyła z drzewa i pobiegła za towarzyszką. Pędzili teraz przez las, śmigając zygzakiem między drzewami, równocześnie biegnąc i płynąc, dzieląc tą samą radość. Tenzin szybciej doganiał jelenia i posyłał w jego kierunku strzały. Wtedy zwierzę go wyprzedzało, po czym znowu zwalniało podgryzione w tylne nogi przez Su. Ale nie poddawał się, biegł dalej głupio wierząc, że jest w stanie wygrać ten wyścig.
Łowca biegł, patrząc niemal cały czas w bok za jeleniem, na ślepo, a jednak skutecznie omijając przeszkody. W lesie spodziewał się tylko kilka ich rodzajów - jakiejś zbyt niskiej gałęzi, przewalonego pniaka, grubszego drzewa czy krzewu. Wyczuwał je niemal instynktownie, bo wiedział, co go może tutaj spotkać.
I właśnie dlatego nie zdołał ominąć nieświadomej niczego młodej dziewczyny - po prostu się jej tutaj nie spodziewał. Ona jego chyba też.
Przeturlali się do tyłu po ściółce. Tenzin przez impet poleciał nieco dalej, lądując od razu w przyklęku. Spojrzał zdziwiony na otrzepującą się z gałązek i liści blondynkę. Gdy go zauważyła, aż z powrotem usiadła na ziemi lekko przestraszona.
- C-c-coś ty za jeden?! - zapytała.
Wtedy jednak do ich uszu dotarł kwik dobijanego zwierzęcia. Owca od razu straciła zainteresowanie nieznajomą i pobiegła w stronę odgłosów. Spojrzała z góry na zagryzającą jelenia Suowei. Zwierzę musiało się potknąć zbiegając z lekkiej stromizny. Teraz zadowolony Wilk chłeptał krew z rozerwanego brzucha. Tenzin zadowolony oparł się o swój łuk obserwując posilającą się Su. Dopiero zduszony okrzyk za nim przypomniał mu o pewnej istotnej sprawie.
Obejrzał się na teraz już porządnie przerażoną dziewczynę. Jej usta drgały gdy wskazywała palcem na Suowei. Cofnęła się o krok gdy Łowca się poruszył.
- Spokojnie - powiedział. - Nie zrobię ci krzywdy...
<Kiette? Nie taki Wilk straszny jak go malują...>
niedziela, 5 czerwca 2016
Od Tenzina - Uratował Wilk Jagnięcie...
~ Tenzinie!
Łowca uniósł gwałtownie szare powieki. Nie spał. Nie musiał. Jego organizm do najnormalniejszych pod względem podtrzymywania funkcji życiowych nie należał. Nie potrzebował jedzenia, odpoczynku, a nawet i tlenu. Zupełnie jakby jego ciało było tylko zlepkiem samowystarczalnych mięśni przywiązanych do kości ścięgnami. Gdyby z jego skóry wyrastały liście, można by wytłumaczyć to wszystko procesem fotosyntezy, ale do wszelkich dziwactw Tenzina listki zamiast wełny nie należały. Gdy więc kilka godzin temu wspiął się na drzewo, ułożył wygodnie na konarze i tak trwał w tej samej pozycji do teraz, to nie po to, by zasnąć. To on tutaj tulił śmiertelników do snu. Po prostu potrzebował na chwilę zamknąć oczy. Każdy tego potrzebuje. Raz na jakiś czas człowiek musi się położyć lub odchylić na krześle, założyć ręce za głowę i po prostu zmrużyć powieki. Odciąć się od światła. Od męczących obrazów. Na chwilę nie robić nic, nie istnieć dla reszty świata. Niech cię wołają, szukają, ale ciebie teraz nie ma. Jesteś gdzieś indziej. Trudno określić gdzie dokładnie, ale stamtąd nie da się ,,od tak" wrócić.
Dla Tenzina takie zamknięcie oczu było czymś niezbędnym. Ta czynność zastępowała mu stulecie bez snu, tlenu i pokarmu. Nie potrzebował odpoczynku, a jednak go znajdował. Pogrążony w błogim letargu miał czas myśleć o sprawach, na które normalnie nie miał czasu, bo w porównaniu do jego obowiązków wydawały się po prostu głupie i nieistotne. Mimo wszystko jednak życie służącego śmierci nie pozwala na zbyt długie przerwy. Wystarczyło więc tylko jedno ostrzegawcze warknięcie Suowei, a Owca chwyciła łuk i z pozycji leżącej zerwała się w kucki, czujnie rozglądając dookoła.
~ Ktoś tu idzie... ~ Wilk niespokojnie owijał się wokół drzewa.
- To gościniec, Su. Jedyny w okolicy - zauważył Łowca z westchnieniem. - To raczej nic nadzwyczajnego, że ktoś nim idzie w naszym kierunku. Nie ma innego wyboru.
~ Ale oni idą po NAS, Owieczko. Czuję to...
Tenzin spoważniał. Przyklęknął na gałęzi, twarzą w stronę, z której mieli nadejść obcy. Na przemian rozprostowywał i zaciskał palce na łuku, gotowy w każdej chwili oddać strzał. Ufał instynktowi swojej przyjaciółki. Nigdy go nie zawiodła. Tym razem też nie mogło być inaczej.
Owca i Wilk zdawali sobie sprawę, że nie każde ludzkie plemię widząc ich od razu pada na kolana. Nie byli czczeni na skalę światową, mało która religia obejmuje cały świat. Zdarzały się kultury, w których ich sylwetki gnębiono za samo bycie powiernikami śmierci. Jednak zgoła częściej trafiali na przypadki, w których przypadkowi świadkowie ich polowań w ogóle nie zdawali sobie sprawy kim właściwie są. Dla niczego nieświadomego wieśniaka Tenzin był jakimś humanoidalnym mutantem, który właśnie zastrzelił człowieka, a warcząca na intruza Suowei wcale nie poprawiała sytuacji. Skąd mógłby wiedzieć, że Łowca nie zrobiłby mu krzywdy, póki sama śmierć by się o niego nie upomniała? Przerażony kmieć wracał pędem do domu i relacjonował, że widział w lesie potwora. Wtedy z reguły następowała powszechna mobilizacja i już wieczorem szykowano obławę na mieszańca. Jakby nie patrzeć, wszelkie konflikty, od zwykłych kłótni po całe wojny, z reguły zaczynają się od zwykłych nieporozumień. Taka pierdoła, a cały świat mógłby się zawalić, bo jakiś ważny człowiek nieopatrznie zrozumiał jeszcze ważniejszego człowieka lub zaszła jakaś literówka w ważnym dokumencie. Przecież wystarczyłoby poczekać, aż Tenzin się wytłumaczy ze swoich czynów...
Niestety, w parze z niecierpliwością czasem idzie pochopność. Jeśli dodamy do tego skłonności do histerii, wyniki będą katastrofalne. A biedna Owieczka miała to szczęście, że zawsze trafiała na niecierpliwych histeryków wyciągających pochopne wnioski z zaistniałej sytuacji.
Oczywiście przyszli w sześciu. Magiczna liczba. Gdziekolwiek nie udawaliby się gotowi na bijatykę, ludzie zawsze zabierali ze sobą towarzyszy. Wedle dalej nie zrozumiałej przez Tenzina zasady, liczba kompanów nie powinna być mniejsza niż pięć, ani większa od siedmiu. Tak więc sześć stanowiło to święte medium. Trzymała się ona za to tylko przypadków skrajnego zidiocenia, gdy ktoś był na tyle przestraszony by iść na spotkanie samemu, ale równocześnie nie chciał stracić w oczach towarzyszy za sprowadzanie całej wioski przeciwko jednej osobie.
Teraz jednak coś się Owcy nie podobało - przybysze byli odziani w grube pancerze porządnej roboty. Przygotowali się na to, że ktoś będzie do nich strzelał. Łowca na wszelki wypadek zaczął celować nieco wyżej, w odsłoniętą przerwę między hełmem a zbroją. Suowei oczywiście nie zamierzała się ukrywać. Zawarczała groźnie opływając dookoła drzewo, na którym czaił się Tenzin. Mężczyźni od razu sięgnęli po broń, chociaż uwadze obojgu Wiecznych Łowców nie umknął fakt, że trójce z nich ręce zaczęły się trząść.
- Wyłaź, poczwaro! - zakrzyknął gromko ten na przedzie, zapewne lider, po czym ruszył naprzód. Zatrzymał się, gdy tuż koło jego stopy wbiła się biała eteryczna strzała.
- Ani kroku dalej - ostrzegł go Tenzin. - Nie mam zamiaru was skrzywdzić...
- Powiedz to Wasilowi i Anielce! - odpowiedział drugi grożąc zaciśniętą pięścią.
Owca westchnęła. No właśnie. Zupełne nieporozumienie. Cała historia z Wasilem i Anielką ogółem brzmiała dosyć niedorzecznie. Dwójka chciała uciec gdzieś daleko, gdzie nic nie mogłoby ich powstrzymać przed małżeństwem. Anielka wpadła więc na pomysł, by udać własną śmierć, a gdy rodzina wedle zwyczaju zostawiłaby otwartą trumnę, dziewczyna ocknęłaby się i uciekła do Wasila. Wysłała do chłopaka posłańca z wyjaśnieniami...ale ten nie dotarł. Anielka zażyła truciznę z ryby najeżki, która pogrążyła ją w letargu na kilka dni, przekonując co do swojej śmierci nie tylko rodziców, ale i samego Wasila. Chłopak pod osłoną nocy udał się zobaczyć trumnę. Widząc ukochaną ,,martwą", wbił sobie sztylet w serce...a przynajmniej taki był plan, bo zrobił to niecelnie i zamiast zabić się od razu zadał sobie zbędne męki. Dopiero cicha strzała Owcy dała mu to czego chciał. Śmierć z jakiegoś powodu naznaczyła Anielkę jako następną, więc Tenzin przeczekał z Suowei aż się obudzi. Zobaczyła ciało ukochanego i również zapragnęła śmierci. A ponieważ Owca stała tuż obok, wyręczyła ją. Patrząc jak wcześniej jej kochanek na głupa wbił sobie ostrze nie tam gdzie trzeba, tak chyba było lepiej.
Niestety, do pomieszczenia wparowali ściągnięci krzykiem rozpaczy domownicy. I co zastali? Tenzina strzelającego prosto w serce zaskakująco żywej córki. Co tam fakt, że jeszcze przed chwilą była dla nich martwa! Teraz przynajmniej umarła na serio i mieli ,,mordercę" przed sobą.
A teraz wysłali swoich triumfatorów na krwawy pojedynek.
Problem w tym, że Owca przecież nie chciała walki.
- I jak się z tego wytłumaczysz, mieszańcu?! - trzeci na tę przeciągającą się ciszę nagle nabrał odwagi.
~ Zabijmy ich ~ syczała w jego głowie Su.
~ Spokojnie, to można jeszcze załatwić pokojowo ~ upierał się Łowca.
~ To próbuj ~ parsknęła sarkastycznie.
- Szlachetni panowie - zaczął już na głos, z trudem wyduszając ,,szlachetni". - Nie miałem nic wspólnego ze śmiercią tej dwójki. Nie spisuję wyroków...
- ...tylko z miejsca strzelasz, załapaliśmy - przerwał mu pierwszy. - Nie pozwolimy, by takie paskudztwa jak ty panoszyły się w naszej okolicy! Żadnych więcej mieszańców!
- Żadnych więcej! - podłapali okrzyk jego towarzysze.
~ Teraz, Tenzinie! Atakujmy! Nie zdążą zareagować!
~ Nie możemy od tak zabijać ~ Owca mimowolnie zacisnęła palce ciaśniej na łęku. - Dajcie nam odejść w spokoju. Obiecuję, że znikniemy stąd jeszcze przed następnym porankiem!
- To koniec, potworze! - trzymał się swojego dowódca grupy. - Takim jak ty przewidziany jest tylko jedno: ostrze miecza i groty włóczni!
Reszta poparła to gromkim okrzykiem. Tenzin rozejrzał się jakby w poszukiwaniu jakiejś drogi ucieczki. Suowei zaczynała coraz głośniej warczeć, opływając wokoło pień drzewa. Czas podjąć decyzję, Jagniątko. Tyle lat stawiania wyborów śmiertelnikom, a teraz sam trzęsiesz się jak jeden z nich. Dalej, Owieczko! Ześlij na nich grady strzał, spuść głodnego Wilka! Zeskocz z drzewa i tańcz wśród śmierci, jak to robisz zawsze! Ci głupcy nie mają szans! Obrażają cię, wyzywając od mieszańców, ale nie kłamią nazywając cię potworem. Chcą tego? Chcą zobaczyć potwora?! Tchórze chcą umrzeć w płonącej paszczy?! Daj im to, czego chcą!
Lecz zanim Tenzin zdążył zrobić cokolwiek, okoliczności wybrały za niego. Jeden z mężczyzn stojących z tyłu dzierżył włócznię. Rozochocony słowami przywódcy bandy uniósł drzewce nad ramię i z całą swoją siłą cisnął w stronę Owcy. Roztargniony Łowca zeskoczył z gałęzi o sekundę za późno - jego bok musnęła zimna stal, grot pociągnął za sobą ciemną stróżkę. Chłopak sapnął czując nagły ból. Nienaturalnie ciemna krew splamiła białą wełnę.
Niczym atrament na akcie zgonu, posoka spisała szóstkę śmiałków na straty. Coś w Suowei pękło. Ostatnie wodze trzymające jej morderczą naturę na uwięzi puściły. Jak to możliwe? Kto odważył się podnieść rękę na jej kochane Jagniątko?! Który splamił biel krwią?! Z jej pyska wydobył się pełen wściekłości ryk. Wilk z furią rzucił się na tyły grupy. Ci z przodu się uchylili, ale to i tak nie o nich chodziło. Jej wielkie szczęki zacisnęły się na ciele obecnie bezbronnego chłystka. Zmiażdżyła zębami jego barki i żebra, napawając się krzykiem bólu. A gdy niebawem ucichły zwróciła się z powrotem do zastygłej w przerażeniu reszty. Strach. Jeden, wielki, wszechogarniający strach przed śmiercią. Nawet śmiałemu do tej pory dowódcy zaczęły się trząść kolana. Su rozdziawiła paszczę i zaatakowała ponownie mierząc w najbliżej stojącego. Kolejne wrzaski wypełniły las. Pozostała czwórka już wcześniej zaczęła biec w przeciwnym kierunku, ale wtedy z tyłu głowy tego na przedzie wykwitła biała strzała. Owca zastąpiła im drogę trzymając już z powrotem napięty łuk. Teraz już nie miał wyboru. Musiał ich zabić, inaczej zrobi to Suowei, a ona, ogarnięta furią matki pilnującej dziecka, zadawała przed śmiercią zbyt wiele bólu. I tak następna strzała powaliła jeszcze jednego z nich, trudno już stwierdzić którego, a tego z tyłu porwał Wilk. Ten w środku, ostatni, upadł na klęczki błagając, lecz zanim Tenzin zdołał spełnić jego życzenie, zrobiła to Su.
Nastała cisza. Wszystko trwało tylko chwilę. Chwilę, którą las przemilczał, starając się zapomnieć.
Suowei oblizała zęby z krwi. Jej temperament ostudził się. Wtedy przypomniała sobie o swojej Owieczce. Podpłynęła do niego skamląc i popchnęła nosem zakrywającą ranę rękę.
~ Pokaż to ~ niemal rozkazała. ~ Mocno cię zranił?
Tenzin odsunął pobrudzoną rękę. Z rozcięcia już nie sączyła się krew - regeneracja zaczęła działać niemal natychmiast. Pogłaskał przyjaciółkę po łbie.
- To nic wielkiego - uspokoił ją. Spojrzał na pobojowisko. - Chodźmy stąd, proszę. Znajdźmy jakieś inne miejsce na odpoczynek.
Tym razem zeszli ze ścieżki. Łowca parł naprzód dość długo, starając się oddalić od szlaku jak najbardziej. Zagłębili się w inną stronę tutejszych lasów. Teraz otaczały ich cienkie pnie młodych jodeł. Wokół panował straszliwy mrok, przez ciasną koronę igieł. Nie widać było nieba, gwiazd, księżyca. W zgęstniałej czerni wyraźnie błyszczały dwie pary błękitno fioletowych wyzierających w drewnianych maskach, a spod wełny prześwitywały świecące blado zawijane znamiona. W końcu, gdy zdążył już zapaść zmrok, zatrzymali się na małej polance. Tenzin spojrzał w górę - w tym miejscu nie rosły drzewka i w kożuchu wytworzyło się idealnie okrągłe okienko, z którego widać było gwiazdy. Tu, w zupełnie niezamieszkanej części puszczy, było ich mnóstwo, zupełnie jakby delikatne stworzonka na nieboskłonie bały się ludzi. Suowei opadła w grubą, miękką trawę. Owca usiadła obok niej po turecku i gładząc wielki łeb zaczęła bezwiednie nucić:
Tak uratował Wilk Jagnięcie
Przed światem okrutnym i złym
Owca teraz służyć mu będzie
Aż po kres swoich dni...
Łowca uniósł gwałtownie szare powieki. Nie spał. Nie musiał. Jego organizm do najnormalniejszych pod względem podtrzymywania funkcji życiowych nie należał. Nie potrzebował jedzenia, odpoczynku, a nawet i tlenu. Zupełnie jakby jego ciało było tylko zlepkiem samowystarczalnych mięśni przywiązanych do kości ścięgnami. Gdyby z jego skóry wyrastały liście, można by wytłumaczyć to wszystko procesem fotosyntezy, ale do wszelkich dziwactw Tenzina listki zamiast wełny nie należały. Gdy więc kilka godzin temu wspiął się na drzewo, ułożył wygodnie na konarze i tak trwał w tej samej pozycji do teraz, to nie po to, by zasnąć. To on tutaj tulił śmiertelników do snu. Po prostu potrzebował na chwilę zamknąć oczy. Każdy tego potrzebuje. Raz na jakiś czas człowiek musi się położyć lub odchylić na krześle, założyć ręce za głowę i po prostu zmrużyć powieki. Odciąć się od światła. Od męczących obrazów. Na chwilę nie robić nic, nie istnieć dla reszty świata. Niech cię wołają, szukają, ale ciebie teraz nie ma. Jesteś gdzieś indziej. Trudno określić gdzie dokładnie, ale stamtąd nie da się ,,od tak" wrócić.
Dla Tenzina takie zamknięcie oczu było czymś niezbędnym. Ta czynność zastępowała mu stulecie bez snu, tlenu i pokarmu. Nie potrzebował odpoczynku, a jednak go znajdował. Pogrążony w błogim letargu miał czas myśleć o sprawach, na które normalnie nie miał czasu, bo w porównaniu do jego obowiązków wydawały się po prostu głupie i nieistotne. Mimo wszystko jednak życie służącego śmierci nie pozwala na zbyt długie przerwy. Wystarczyło więc tylko jedno ostrzegawcze warknięcie Suowei, a Owca chwyciła łuk i z pozycji leżącej zerwała się w kucki, czujnie rozglądając dookoła.
~ Ktoś tu idzie... ~ Wilk niespokojnie owijał się wokół drzewa.
- To gościniec, Su. Jedyny w okolicy - zauważył Łowca z westchnieniem. - To raczej nic nadzwyczajnego, że ktoś nim idzie w naszym kierunku. Nie ma innego wyboru.
~ Ale oni idą po NAS, Owieczko. Czuję to...
Tenzin spoważniał. Przyklęknął na gałęzi, twarzą w stronę, z której mieli nadejść obcy. Na przemian rozprostowywał i zaciskał palce na łuku, gotowy w każdej chwili oddać strzał. Ufał instynktowi swojej przyjaciółki. Nigdy go nie zawiodła. Tym razem też nie mogło być inaczej.
Owca i Wilk zdawali sobie sprawę, że nie każde ludzkie plemię widząc ich od razu pada na kolana. Nie byli czczeni na skalę światową, mało która religia obejmuje cały świat. Zdarzały się kultury, w których ich sylwetki gnębiono za samo bycie powiernikami śmierci. Jednak zgoła częściej trafiali na przypadki, w których przypadkowi świadkowie ich polowań w ogóle nie zdawali sobie sprawy kim właściwie są. Dla niczego nieświadomego wieśniaka Tenzin był jakimś humanoidalnym mutantem, który właśnie zastrzelił człowieka, a warcząca na intruza Suowei wcale nie poprawiała sytuacji. Skąd mógłby wiedzieć, że Łowca nie zrobiłby mu krzywdy, póki sama śmierć by się o niego nie upomniała? Przerażony kmieć wracał pędem do domu i relacjonował, że widział w lesie potwora. Wtedy z reguły następowała powszechna mobilizacja i już wieczorem szykowano obławę na mieszańca. Jakby nie patrzeć, wszelkie konflikty, od zwykłych kłótni po całe wojny, z reguły zaczynają się od zwykłych nieporozumień. Taka pierdoła, a cały świat mógłby się zawalić, bo jakiś ważny człowiek nieopatrznie zrozumiał jeszcze ważniejszego człowieka lub zaszła jakaś literówka w ważnym dokumencie. Przecież wystarczyłoby poczekać, aż Tenzin się wytłumaczy ze swoich czynów...
Niestety, w parze z niecierpliwością czasem idzie pochopność. Jeśli dodamy do tego skłonności do histerii, wyniki będą katastrofalne. A biedna Owieczka miała to szczęście, że zawsze trafiała na niecierpliwych histeryków wyciągających pochopne wnioski z zaistniałej sytuacji.
Oczywiście przyszli w sześciu. Magiczna liczba. Gdziekolwiek nie udawaliby się gotowi na bijatykę, ludzie zawsze zabierali ze sobą towarzyszy. Wedle dalej nie zrozumiałej przez Tenzina zasady, liczba kompanów nie powinna być mniejsza niż pięć, ani większa od siedmiu. Tak więc sześć stanowiło to święte medium. Trzymała się ona za to tylko przypadków skrajnego zidiocenia, gdy ktoś był na tyle przestraszony by iść na spotkanie samemu, ale równocześnie nie chciał stracić w oczach towarzyszy za sprowadzanie całej wioski przeciwko jednej osobie.
Teraz jednak coś się Owcy nie podobało - przybysze byli odziani w grube pancerze porządnej roboty. Przygotowali się na to, że ktoś będzie do nich strzelał. Łowca na wszelki wypadek zaczął celować nieco wyżej, w odsłoniętą przerwę między hełmem a zbroją. Suowei oczywiście nie zamierzała się ukrywać. Zawarczała groźnie opływając dookoła drzewo, na którym czaił się Tenzin. Mężczyźni od razu sięgnęli po broń, chociaż uwadze obojgu Wiecznych Łowców nie umknął fakt, że trójce z nich ręce zaczęły się trząść.
- Wyłaź, poczwaro! - zakrzyknął gromko ten na przedzie, zapewne lider, po czym ruszył naprzód. Zatrzymał się, gdy tuż koło jego stopy wbiła się biała eteryczna strzała.
- Ani kroku dalej - ostrzegł go Tenzin. - Nie mam zamiaru was skrzywdzić...
- Powiedz to Wasilowi i Anielce! - odpowiedział drugi grożąc zaciśniętą pięścią.
Owca westchnęła. No właśnie. Zupełne nieporozumienie. Cała historia z Wasilem i Anielką ogółem brzmiała dosyć niedorzecznie. Dwójka chciała uciec gdzieś daleko, gdzie nic nie mogłoby ich powstrzymać przed małżeństwem. Anielka wpadła więc na pomysł, by udać własną śmierć, a gdy rodzina wedle zwyczaju zostawiłaby otwartą trumnę, dziewczyna ocknęłaby się i uciekła do Wasila. Wysłała do chłopaka posłańca z wyjaśnieniami...ale ten nie dotarł. Anielka zażyła truciznę z ryby najeżki, która pogrążyła ją w letargu na kilka dni, przekonując co do swojej śmierci nie tylko rodziców, ale i samego Wasila. Chłopak pod osłoną nocy udał się zobaczyć trumnę. Widząc ukochaną ,,martwą", wbił sobie sztylet w serce...a przynajmniej taki był plan, bo zrobił to niecelnie i zamiast zabić się od razu zadał sobie zbędne męki. Dopiero cicha strzała Owcy dała mu to czego chciał. Śmierć z jakiegoś powodu naznaczyła Anielkę jako następną, więc Tenzin przeczekał z Suowei aż się obudzi. Zobaczyła ciało ukochanego i również zapragnęła śmierci. A ponieważ Owca stała tuż obok, wyręczyła ją. Patrząc jak wcześniej jej kochanek na głupa wbił sobie ostrze nie tam gdzie trzeba, tak chyba było lepiej.
Niestety, do pomieszczenia wparowali ściągnięci krzykiem rozpaczy domownicy. I co zastali? Tenzina strzelającego prosto w serce zaskakująco żywej córki. Co tam fakt, że jeszcze przed chwilą była dla nich martwa! Teraz przynajmniej umarła na serio i mieli ,,mordercę" przed sobą.
A teraz wysłali swoich triumfatorów na krwawy pojedynek.
Problem w tym, że Owca przecież nie chciała walki.
- I jak się z tego wytłumaczysz, mieszańcu?! - trzeci na tę przeciągającą się ciszę nagle nabrał odwagi.
~ Zabijmy ich ~ syczała w jego głowie Su.
~ Spokojnie, to można jeszcze załatwić pokojowo ~ upierał się Łowca.
~ To próbuj ~ parsknęła sarkastycznie.
- Szlachetni panowie - zaczął już na głos, z trudem wyduszając ,,szlachetni". - Nie miałem nic wspólnego ze śmiercią tej dwójki. Nie spisuję wyroków...
- ...tylko z miejsca strzelasz, załapaliśmy - przerwał mu pierwszy. - Nie pozwolimy, by takie paskudztwa jak ty panoszyły się w naszej okolicy! Żadnych więcej mieszańców!
- Żadnych więcej! - podłapali okrzyk jego towarzysze.
~ Teraz, Tenzinie! Atakujmy! Nie zdążą zareagować!
~ Nie możemy od tak zabijać ~ Owca mimowolnie zacisnęła palce ciaśniej na łęku. - Dajcie nam odejść w spokoju. Obiecuję, że znikniemy stąd jeszcze przed następnym porankiem!
- To koniec, potworze! - trzymał się swojego dowódca grupy. - Takim jak ty przewidziany jest tylko jedno: ostrze miecza i groty włóczni!
Reszta poparła to gromkim okrzykiem. Tenzin rozejrzał się jakby w poszukiwaniu jakiejś drogi ucieczki. Suowei zaczynała coraz głośniej warczeć, opływając wokoło pień drzewa. Czas podjąć decyzję, Jagniątko. Tyle lat stawiania wyborów śmiertelnikom, a teraz sam trzęsiesz się jak jeden z nich. Dalej, Owieczko! Ześlij na nich grady strzał, spuść głodnego Wilka! Zeskocz z drzewa i tańcz wśród śmierci, jak to robisz zawsze! Ci głupcy nie mają szans! Obrażają cię, wyzywając od mieszańców, ale nie kłamią nazywając cię potworem. Chcą tego? Chcą zobaczyć potwora?! Tchórze chcą umrzeć w płonącej paszczy?! Daj im to, czego chcą!
Lecz zanim Tenzin zdążył zrobić cokolwiek, okoliczności wybrały za niego. Jeden z mężczyzn stojących z tyłu dzierżył włócznię. Rozochocony słowami przywódcy bandy uniósł drzewce nad ramię i z całą swoją siłą cisnął w stronę Owcy. Roztargniony Łowca zeskoczył z gałęzi o sekundę za późno - jego bok musnęła zimna stal, grot pociągnął za sobą ciemną stróżkę. Chłopak sapnął czując nagły ból. Nienaturalnie ciemna krew splamiła białą wełnę.
Niczym atrament na akcie zgonu, posoka spisała szóstkę śmiałków na straty. Coś w Suowei pękło. Ostatnie wodze trzymające jej morderczą naturę na uwięzi puściły. Jak to możliwe? Kto odważył się podnieść rękę na jej kochane Jagniątko?! Który splamił biel krwią?! Z jej pyska wydobył się pełen wściekłości ryk. Wilk z furią rzucił się na tyły grupy. Ci z przodu się uchylili, ale to i tak nie o nich chodziło. Jej wielkie szczęki zacisnęły się na ciele obecnie bezbronnego chłystka. Zmiażdżyła zębami jego barki i żebra, napawając się krzykiem bólu. A gdy niebawem ucichły zwróciła się z powrotem do zastygłej w przerażeniu reszty. Strach. Jeden, wielki, wszechogarniający strach przed śmiercią. Nawet śmiałemu do tej pory dowódcy zaczęły się trząść kolana. Su rozdziawiła paszczę i zaatakowała ponownie mierząc w najbliżej stojącego. Kolejne wrzaski wypełniły las. Pozostała czwórka już wcześniej zaczęła biec w przeciwnym kierunku, ale wtedy z tyłu głowy tego na przedzie wykwitła biała strzała. Owca zastąpiła im drogę trzymając już z powrotem napięty łuk. Teraz już nie miał wyboru. Musiał ich zabić, inaczej zrobi to Suowei, a ona, ogarnięta furią matki pilnującej dziecka, zadawała przed śmiercią zbyt wiele bólu. I tak następna strzała powaliła jeszcze jednego z nich, trudno już stwierdzić którego, a tego z tyłu porwał Wilk. Ten w środku, ostatni, upadł na klęczki błagając, lecz zanim Tenzin zdołał spełnić jego życzenie, zrobiła to Su.
Nastała cisza. Wszystko trwało tylko chwilę. Chwilę, którą las przemilczał, starając się zapomnieć.
Suowei oblizała zęby z krwi. Jej temperament ostudził się. Wtedy przypomniała sobie o swojej Owieczce. Podpłynęła do niego skamląc i popchnęła nosem zakrywającą ranę rękę.
~ Pokaż to ~ niemal rozkazała. ~ Mocno cię zranił?
Tenzin odsunął pobrudzoną rękę. Z rozcięcia już nie sączyła się krew - regeneracja zaczęła działać niemal natychmiast. Pogłaskał przyjaciółkę po łbie.
- To nic wielkiego - uspokoił ją. Spojrzał na pobojowisko. - Chodźmy stąd, proszę. Znajdźmy jakieś inne miejsce na odpoczynek.
Tym razem zeszli ze ścieżki. Łowca parł naprzód dość długo, starając się oddalić od szlaku jak najbardziej. Zagłębili się w inną stronę tutejszych lasów. Teraz otaczały ich cienkie pnie młodych jodeł. Wokół panował straszliwy mrok, przez ciasną koronę igieł. Nie widać było nieba, gwiazd, księżyca. W zgęstniałej czerni wyraźnie błyszczały dwie pary błękitno fioletowych wyzierających w drewnianych maskach, a spod wełny prześwitywały świecące blado zawijane znamiona. W końcu, gdy zdążył już zapaść zmrok, zatrzymali się na małej polance. Tenzin spojrzał w górę - w tym miejscu nie rosły drzewka i w kożuchu wytworzyło się idealnie okrągłe okienko, z którego widać było gwiazdy. Tu, w zupełnie niezamieszkanej części puszczy, było ich mnóstwo, zupełnie jakby delikatne stworzonka na nieboskłonie bały się ludzi. Suowei opadła w grubą, miękką trawę. Owca usiadła obok niej po turecku i gładząc wielki łeb zaczęła bezwiednie nucić:
Tak uratował Wilk Jagnięcie
Przed światem okrutnym i złym
Owca teraz służyć mu będzie
Aż po kres swoich dni...
wtorek, 31 maja 2016
Od Tenzina - Bitwa
Rzeź trwała w najlepsze. Dwie armie starły się na środku doliny, zderzając się niczym wzburzone fale morza. Broniących swojej ojczyzny było tu ponad dwa razy mniej. A mimo to byli gotowi polec w tej z góry spisanej na straty bitwie. Jeźdźcy po raz ostatni szarżowali na swoich nieugiętych rumakach, rycerze po raz ostatni dobierali mieczy, łucznicy po raz ostatni naciągali cięciwy. W ich sercach jednak nie gościł strach, a gorzała miłość do bronionego kraju, do ich ziemi ojczystej. Tenzin czuł tą miłość. Czuł całym sobą. I radował się razem z dzielnymi żołnierzami, że oddają tu swoje życia.
Nawet nie musiał się ukrywać. Zaaferowani bitwą ludzie nie zwracali na nich uwagi. Czasem któryś zamarł w bezruchu widząc dzierżącą łuk białą postać, czy szczerzącego czarne kły potwora bez ciała. A Owca tańczyła pośród bitwy. Z gracją skakała ponad pikami, robiła piruety wśród ludzkich strzał równocześnie posyłając własne w stronę gotowych na śmierć. Tenzin nie stał po żadnej stronie. Był sługą śmierci. Wezwanie tutaj zmuszało go do obiektywizmu. Nie wyrównywał szans, równocześnie nie pomagając przewadze jeszcze bardziej urosnąć. On po prostu był. Był i robił to, co do niego należało. Niech bitwa sama się rozstrzygnie. Tak zawsze było, tak też musi pozostać i dzisiaj. Śmierć nie może pomagać ludziom w rozwiązywaniu ich konfliktów.
Z brzdękiem żelaza mieszał się perlisty, młodzieńczy śmiech. Łowca odbił się od czyjejś tarczy i poszybował robiąc w powietrzu fikołek do tyłu. W powietrze bryzgnęła krew, lecz posoka jakby go omijała, wydawała się obawiać splamić śnieżną biel wełny, symbol niewinności. Wylądował lekko od razu przykucając i naciągając cięciwę. Na łuku pojawiła się biała strzała bez grotu i brzechwy. Tenzin wypuścił ją, a ta z melodycznym świstem, pieśnią śmierci, przeniknęła przez ścisk metalowych pancerzy i ugodziła umierającego, zalanego krwią jeźdźca z rozprutym brzuchem, kończąc jego męki. Owca okręciła się w miejscu na jednej nodze, podczas piruetu posyłając kolejny pocisk. I kolejna dusza oddała się w jej ramiona.
Za tańczącym na polu bitwy łowcą smętnie wlokła się Suowei. Wilk wcale nie podzielał radości podopiecznego. Nie mógł pożreć nikogo, kto dobrowolnie - świadomie lub nie - przyjmował litościwą strzałę Owcy. Brak zajęcia zdecydowanie źle wpływał na humor Su.
- Co za wspaniały dzień! - radował się Tenzin przeskakując nad powalonym koniem. - Nieprawdaż, Su?
~ Wspaniały, wspaniały... ~ odpowiedziała w jego głowie. Łowcy nie umknęła wcale nie skrywana nuta sarkazmu.
- Hej, co jest? - powiedział wesoło. - Masz muchy w nosie?
~ W rzyci ~ odgryzła się Suowei. ~ Zabierasz mi całą robotę, Owieczko. Dlaczego ci ludzie nie boją się śmierci?
- A dlaczego pytasz o to akurat mnie? - łuk z brzdękiem wypuścił kolejną strzałę. - Nie wpływam na decyzje śmiertelników, Wilku. To oni dobrowolnie oddają życie.
~ W imię czego? Skrawka ziemi? ~ Su prychnęła z dezaprobatą. ~ Im dłużej pałętamy się po tym świecie, tym bardziej zaczynam wątpić w stąpające po niej r o z u m n e istoty.
- Och, czemu tak sądzisz kochana?
~ Spójrz tylko, Tenzinie: za tymi pagórkami, dwadzieścia minut spacerem stąd leży ziemia taka sama jak ta. Za tymi górami i za tym lasem też. A jednak mimo to ci ludzie uparli się by bronić tego jednego skrawka. W imię czego, Jagniątko moje? Czy umiesz mi to wyjaśnić? Co jest lepsze w tej ziemi niż w tej za puszczą?
Tenzin umilkł. Zatrzymał się i spojrzał za siebie. Dotarli za granicę bitwy. Nie byli niewidzialni, a jednak nikt ich nie widział. Wszyscy dalej skupieni byli na walce. Owca i Wilk stanowili jedynie nieistotnych obserwatorów. Nie wpływali na wynik tej wojny, bo nawet bez ich udziału liczba ofiar byłaby taka sama. Nie zabijali przecież nikogo, kto już z góry nie został spisany przez śmierć na straty. Nie mogli pomóc przegrywającym. Nie mogli też ich wgnieść ostatecznie w ziemię, przyspieszyć to, co nieuniknione. Oraz nie mogli zrozumieć. Nie było im dane dzielić zalewającego ludzkie serca głębokiego uczucia do tego kraju. Nie poczują bólu po jego utracie, po zadeptaniu tych pięknych, zalanych posoką łąkach przez obcych. Bo dla tych ludzi skrawek ziemi za górami, chociaż identyczny, nie mógł zastąpić tego. Ich skrawek ziemi to pot i krew, kołyska i mogiła, wesela i pogrzeby. Nie było innej ziemi. Była tylko ta. Ojczyzna może być tylko jedna.
- Nie, Suowei - Tenzin pogładził łeb Wilka. - Nie umiem na to odpowiedzieć. A teraz już nikt nie będzie umiał, bo wszyscy, dla których ta dolina coś znaczyła, właśnie giną jeden po drugim.
Su milczała. Takiej odpowiedzi się spodziewała. I chociaż początkowo niesprawiedliwie gniewała się na swoje Jagniątko, teraz poczuła dojmujący żal, że celowo je zasmuciła. Zaskomlała wpychając swój nos pod dłoń Owcy. Przebacz mi, malutki, mówiły jej oczy, chociaż wszyscy poza Tenzinem widzieli w nich tylko pustkę. Nie chciałam twojego smutku. Nie myśl o tym, to nie nasza sprawa. Robimy to, co nam kazano i nic nie możemy z tym zrobić. Niczemu nie jesteś winny, nikomu nie musisz się tłumaczyć. To wszystko kryło się pod jednym gestem. I Tenzin doskonale go rozumiał, głaszcząc czule łeb Suowei. Bo Wieczni Łowcy rozumieli się bez słów. Byli jednością. Oddzielnie, lecz nigdy osobno - takie było ich motto. Tylko razem byli silni.
Wtedy umysły obojga zalała nowa fala. Wezwanie...ale inne niż to, które pałało od pola bitwy. Tamto było gdzieś obok. Było inne. To nie gotowość do śmierci...
To był...strach.
Wilk wydał z siebie warkot podobny do śmiechu patrząc w stronę lasu. Tenzin również spojrzał w tamtym kierunku. Na skraju lasu, z mieczem w rękach, stał jakiś wyrostek. Miał może z siedemnaście lat. Giermek, tak świadczył jego ubiór. Patrzył niepewnie to na pole bitwy, to na Wiecznych Łowców. W jego sercu zaczynał tlić się strach. On wiedział. Znał ich z legend lub wierzeń. Czy do tej pory wierzył, czy też nie, teraz rozumiał: tej doliny nie dane jest nikomu opuścić z życiem. Łowcy już tu byli...
- Widzi nas - powiedziała Owca, chociaż było to oczywiste.
~ A teraz wybiera ~ zamruczał zadowolony Wilk czując coraz większą chęć ucieczki zbierającą w sercu chłopaka.
Spojrzał na łuk Tenzina. Łowca starał się posyłać mu łagodne myśli.
~ Nie bój się śmierci ~ mówił za pomocą telepatii.
Teraz giermek spojrzał na Suowei. Wilk wyszczerzył kły i szczeknął wyzywająco. Chcesz uciec? Zobaczymy jak daleko zajdziesz zanim cię dopadnę...
Podjął decyzję.
Rzucił miecz. Pobiegł w las.
Tenzin westchnął i skinął głową towarzyszce. Ta z radosnym warkotem poleciała za ofiarą.
Tchórzliwy giermek biegł przed siebie niemal na oślep. Oglądał się przez ramię, potykając o korzenie. Ale nie ważne jak bardzo chciał, by wszystko okazało się złudzeniem, za jego plecami wciąż błyszczała błękitna pustka rozwartej paszczy. Mamrotał pod nosem wszelkie modlitwy. Bogowie jednak, kimkolwiek by nie byli, nie mogli mu pomóc. Dezerterzy nie zasługują na ich litość. A z samą śmiercią nie mogą się kłócić. Dane mu tu było umrzeć i tak się stanie. Nie może uciec, nikomu się to nie udało. Jeśli wydostanie się z lasu, jeśli zgubi Wilka, Owca i tak go wytropi i wskaże potworowi właściwy trop. Dorwą go. Jeśli nie dziś, to jutro. A mimo to on dalej uciekał jak głupi. Uciekał, bo niósł go strach. Szeptał do uszu głupoty. Zapewniał, że będzie dobrze, jeśli tylko się nie zatrzyma.
Nagle warkot za jego plecami ustał. Chłopak dalej biegnąc obejrzał się z lękiem. Ale za nim były tylko drzewa. Zwolnił trochę, nie mogąc uwierzyć własnym oczom. Udało się. Zgubił go. Z jego piersi urywkami wyrwał się śmiech. Zamknął oczy i odwrócił głową z powrotem naprzód, dalej się śmiejąc.
Gdy je otworzył, w mroku przed nim rozbłysły fioletowo błękitne ślepia.
Wrzask. Chrupnięcie kości. Cisza.
Tenzin dotarł na miejsce kilkanaście minut później. Suowei już chłeptała ciepłą krew z ciała giermka, rozkoszowała się jego śmiercią. Jej uniesienie powoli opadało, zapał przysychał. W końcu satysfakcja minęła całkowicie. Łowca odczekał, aż Su się nacieszy, siedząc spokojnie na pieńku.
~ Jeszcze... ~ zamruczała owijając się wokół niego. ~ Chcę jeszcze, Owieczko.
- Wróćmy na pole bitwy - zaproponował Tenzin. - Może niedobitki nie będą chciały zginąć w słusznej sprawie.
Z głębi pyska dobiegł niski wydźwięk aprobaty. Cieszący się szczęściem przyjaciółki łucznik poklepał ją po nosie i ruszyli z powrotem na skraj lasu.
Trwająca w dole bitwa dogasła, ku wyraźnej dezaprobacie Wiecznych Łowców. Dolina przypominała zieloną miskę, do której wlano dwie wysoko reaktywne ciekłe substancje. Ta, której było więcej, w zastraszającym tempie wyżarła drugą i teraz w misie pozostała jedynie obojętna, mętna mieszanina. Wezwanie śmierci, jeszcze chwilę temu burzące krew w żyłach, teraz umilkło. Bitwa dobiegła końca. Robota skończona. Kropka na końcu zdania. Dziękujemy za waszą uwagę, zapraszamy ponownie.
- Nic tu po nas - powiedział smutno Tenzin. Skierował swoje kroki z powrotem między drzewa, ale Suowei dalej tkwiła w miejscu. Owca zatrzymała się. - Coś się stało?
~ Nie czujesz tego?
Spojrzał na pole bitwy. Wygrani wiwatowali.
- Radości?
~ Nie. Zza wzgórz...
Teraz też to poczuł. Widmo śmierci. Nadchodziło w stronę nie spodziewających się niczego żołnierzy. I po kilku minutach do misy ktoś wlał złoty strumień kwasu. Armie Arsmana zalały nieprzygotowanych do kolejnej walki żołdaków.
- Dlaczego to robią? - oburzył się Tenzin. - Skoro chcieli ich pokonać, czemu w pierwszej kolejności tu nie przyszli i nie pomogli obrońców?
~ To polityka, Jagniątko ~ odpowiedziała Su. ~ Ludzie są podli. Arsman nie chciał mieć na głowie dwóch wrogich armii. Pozwolił jednej bestii pożreć drugą, by martwić się tylko jedną z nich naraz.
Owca milczała.
~ Tenzinie? ~ zapytał Wilk.
Łowca odwrócił się i ruszył w las.
- Nie będę w tym uczestniczył - oznajmił. - Idziesz ze mną?
~ Tak jak zawsze, moje kochane Jagniątko.
Nawet nie musiał się ukrywać. Zaaferowani bitwą ludzie nie zwracali na nich uwagi. Czasem któryś zamarł w bezruchu widząc dzierżącą łuk białą postać, czy szczerzącego czarne kły potwora bez ciała. A Owca tańczyła pośród bitwy. Z gracją skakała ponad pikami, robiła piruety wśród ludzkich strzał równocześnie posyłając własne w stronę gotowych na śmierć. Tenzin nie stał po żadnej stronie. Był sługą śmierci. Wezwanie tutaj zmuszało go do obiektywizmu. Nie wyrównywał szans, równocześnie nie pomagając przewadze jeszcze bardziej urosnąć. On po prostu był. Był i robił to, co do niego należało. Niech bitwa sama się rozstrzygnie. Tak zawsze było, tak też musi pozostać i dzisiaj. Śmierć nie może pomagać ludziom w rozwiązywaniu ich konfliktów.
Z brzdękiem żelaza mieszał się perlisty, młodzieńczy śmiech. Łowca odbił się od czyjejś tarczy i poszybował robiąc w powietrzu fikołek do tyłu. W powietrze bryzgnęła krew, lecz posoka jakby go omijała, wydawała się obawiać splamić śnieżną biel wełny, symbol niewinności. Wylądował lekko od razu przykucając i naciągając cięciwę. Na łuku pojawiła się biała strzała bez grotu i brzechwy. Tenzin wypuścił ją, a ta z melodycznym świstem, pieśnią śmierci, przeniknęła przez ścisk metalowych pancerzy i ugodziła umierającego, zalanego krwią jeźdźca z rozprutym brzuchem, kończąc jego męki. Owca okręciła się w miejscu na jednej nodze, podczas piruetu posyłając kolejny pocisk. I kolejna dusza oddała się w jej ramiona.
Za tańczącym na polu bitwy łowcą smętnie wlokła się Suowei. Wilk wcale nie podzielał radości podopiecznego. Nie mógł pożreć nikogo, kto dobrowolnie - świadomie lub nie - przyjmował litościwą strzałę Owcy. Brak zajęcia zdecydowanie źle wpływał na humor Su.
- Co za wspaniały dzień! - radował się Tenzin przeskakując nad powalonym koniem. - Nieprawdaż, Su?
~ Wspaniały, wspaniały... ~ odpowiedziała w jego głowie. Łowcy nie umknęła wcale nie skrywana nuta sarkazmu.
- Hej, co jest? - powiedział wesoło. - Masz muchy w nosie?
~ W rzyci ~ odgryzła się Suowei. ~ Zabierasz mi całą robotę, Owieczko. Dlaczego ci ludzie nie boją się śmierci?
- A dlaczego pytasz o to akurat mnie? - łuk z brzdękiem wypuścił kolejną strzałę. - Nie wpływam na decyzje śmiertelników, Wilku. To oni dobrowolnie oddają życie.
~ W imię czego? Skrawka ziemi? ~ Su prychnęła z dezaprobatą. ~ Im dłużej pałętamy się po tym świecie, tym bardziej zaczynam wątpić w stąpające po niej r o z u m n e istoty.
- Och, czemu tak sądzisz kochana?
~ Spójrz tylko, Tenzinie: za tymi pagórkami, dwadzieścia minut spacerem stąd leży ziemia taka sama jak ta. Za tymi górami i za tym lasem też. A jednak mimo to ci ludzie uparli się by bronić tego jednego skrawka. W imię czego, Jagniątko moje? Czy umiesz mi to wyjaśnić? Co jest lepsze w tej ziemi niż w tej za puszczą?
Tenzin umilkł. Zatrzymał się i spojrzał za siebie. Dotarli za granicę bitwy. Nie byli niewidzialni, a jednak nikt ich nie widział. Wszyscy dalej skupieni byli na walce. Owca i Wilk stanowili jedynie nieistotnych obserwatorów. Nie wpływali na wynik tej wojny, bo nawet bez ich udziału liczba ofiar byłaby taka sama. Nie zabijali przecież nikogo, kto już z góry nie został spisany przez śmierć na straty. Nie mogli pomóc przegrywającym. Nie mogli też ich wgnieść ostatecznie w ziemię, przyspieszyć to, co nieuniknione. Oraz nie mogli zrozumieć. Nie było im dane dzielić zalewającego ludzkie serca głębokiego uczucia do tego kraju. Nie poczują bólu po jego utracie, po zadeptaniu tych pięknych, zalanych posoką łąkach przez obcych. Bo dla tych ludzi skrawek ziemi za górami, chociaż identyczny, nie mógł zastąpić tego. Ich skrawek ziemi to pot i krew, kołyska i mogiła, wesela i pogrzeby. Nie było innej ziemi. Była tylko ta. Ojczyzna może być tylko jedna.
- Nie, Suowei - Tenzin pogładził łeb Wilka. - Nie umiem na to odpowiedzieć. A teraz już nikt nie będzie umiał, bo wszyscy, dla których ta dolina coś znaczyła, właśnie giną jeden po drugim.
Su milczała. Takiej odpowiedzi się spodziewała. I chociaż początkowo niesprawiedliwie gniewała się na swoje Jagniątko, teraz poczuła dojmujący żal, że celowo je zasmuciła. Zaskomlała wpychając swój nos pod dłoń Owcy. Przebacz mi, malutki, mówiły jej oczy, chociaż wszyscy poza Tenzinem widzieli w nich tylko pustkę. Nie chciałam twojego smutku. Nie myśl o tym, to nie nasza sprawa. Robimy to, co nam kazano i nic nie możemy z tym zrobić. Niczemu nie jesteś winny, nikomu nie musisz się tłumaczyć. To wszystko kryło się pod jednym gestem. I Tenzin doskonale go rozumiał, głaszcząc czule łeb Suowei. Bo Wieczni Łowcy rozumieli się bez słów. Byli jednością. Oddzielnie, lecz nigdy osobno - takie było ich motto. Tylko razem byli silni.
Wtedy umysły obojga zalała nowa fala. Wezwanie...ale inne niż to, które pałało od pola bitwy. Tamto było gdzieś obok. Było inne. To nie gotowość do śmierci...
To był...strach.
Wilk wydał z siebie warkot podobny do śmiechu patrząc w stronę lasu. Tenzin również spojrzał w tamtym kierunku. Na skraju lasu, z mieczem w rękach, stał jakiś wyrostek. Miał może z siedemnaście lat. Giermek, tak świadczył jego ubiór. Patrzył niepewnie to na pole bitwy, to na Wiecznych Łowców. W jego sercu zaczynał tlić się strach. On wiedział. Znał ich z legend lub wierzeń. Czy do tej pory wierzył, czy też nie, teraz rozumiał: tej doliny nie dane jest nikomu opuścić z życiem. Łowcy już tu byli...
- Widzi nas - powiedziała Owca, chociaż było to oczywiste.
~ A teraz wybiera ~ zamruczał zadowolony Wilk czując coraz większą chęć ucieczki zbierającą w sercu chłopaka.
Spojrzał na łuk Tenzina. Łowca starał się posyłać mu łagodne myśli.
~ Nie bój się śmierci ~ mówił za pomocą telepatii.
Teraz giermek spojrzał na Suowei. Wilk wyszczerzył kły i szczeknął wyzywająco. Chcesz uciec? Zobaczymy jak daleko zajdziesz zanim cię dopadnę...
Podjął decyzję.
Rzucił miecz. Pobiegł w las.
Tenzin westchnął i skinął głową towarzyszce. Ta z radosnym warkotem poleciała za ofiarą.
Tchórzliwy giermek biegł przed siebie niemal na oślep. Oglądał się przez ramię, potykając o korzenie. Ale nie ważne jak bardzo chciał, by wszystko okazało się złudzeniem, za jego plecami wciąż błyszczała błękitna pustka rozwartej paszczy. Mamrotał pod nosem wszelkie modlitwy. Bogowie jednak, kimkolwiek by nie byli, nie mogli mu pomóc. Dezerterzy nie zasługują na ich litość. A z samą śmiercią nie mogą się kłócić. Dane mu tu było umrzeć i tak się stanie. Nie może uciec, nikomu się to nie udało. Jeśli wydostanie się z lasu, jeśli zgubi Wilka, Owca i tak go wytropi i wskaże potworowi właściwy trop. Dorwą go. Jeśli nie dziś, to jutro. A mimo to on dalej uciekał jak głupi. Uciekał, bo niósł go strach. Szeptał do uszu głupoty. Zapewniał, że będzie dobrze, jeśli tylko się nie zatrzyma.
Nagle warkot za jego plecami ustał. Chłopak dalej biegnąc obejrzał się z lękiem. Ale za nim były tylko drzewa. Zwolnił trochę, nie mogąc uwierzyć własnym oczom. Udało się. Zgubił go. Z jego piersi urywkami wyrwał się śmiech. Zamknął oczy i odwrócił głową z powrotem naprzód, dalej się śmiejąc.
Gdy je otworzył, w mroku przed nim rozbłysły fioletowo błękitne ślepia.
Wrzask. Chrupnięcie kości. Cisza.
Tenzin dotarł na miejsce kilkanaście minut później. Suowei już chłeptała ciepłą krew z ciała giermka, rozkoszowała się jego śmiercią. Jej uniesienie powoli opadało, zapał przysychał. W końcu satysfakcja minęła całkowicie. Łowca odczekał, aż Su się nacieszy, siedząc spokojnie na pieńku.
~ Jeszcze... ~ zamruczała owijając się wokół niego. ~ Chcę jeszcze, Owieczko.
- Wróćmy na pole bitwy - zaproponował Tenzin. - Może niedobitki nie będą chciały zginąć w słusznej sprawie.
Z głębi pyska dobiegł niski wydźwięk aprobaty. Cieszący się szczęściem przyjaciółki łucznik poklepał ją po nosie i ruszyli z powrotem na skraj lasu.
Trwająca w dole bitwa dogasła, ku wyraźnej dezaprobacie Wiecznych Łowców. Dolina przypominała zieloną miskę, do której wlano dwie wysoko reaktywne ciekłe substancje. Ta, której było więcej, w zastraszającym tempie wyżarła drugą i teraz w misie pozostała jedynie obojętna, mętna mieszanina. Wezwanie śmierci, jeszcze chwilę temu burzące krew w żyłach, teraz umilkło. Bitwa dobiegła końca. Robota skończona. Kropka na końcu zdania. Dziękujemy za waszą uwagę, zapraszamy ponownie.
- Nic tu po nas - powiedział smutno Tenzin. Skierował swoje kroki z powrotem między drzewa, ale Suowei dalej tkwiła w miejscu. Owca zatrzymała się. - Coś się stało?
~ Nie czujesz tego?
Spojrzał na pole bitwy. Wygrani wiwatowali.
- Radości?
~ Nie. Zza wzgórz...
Teraz też to poczuł. Widmo śmierci. Nadchodziło w stronę nie spodziewających się niczego żołnierzy. I po kilku minutach do misy ktoś wlał złoty strumień kwasu. Armie Arsmana zalały nieprzygotowanych do kolejnej walki żołdaków.
- Dlaczego to robią? - oburzył się Tenzin. - Skoro chcieli ich pokonać, czemu w pierwszej kolejności tu nie przyszli i nie pomogli obrońców?
~ To polityka, Jagniątko ~ odpowiedziała Su. ~ Ludzie są podli. Arsman nie chciał mieć na głowie dwóch wrogich armii. Pozwolił jednej bestii pożreć drugą, by martwić się tylko jedną z nich naraz.
Owca milczała.
~ Tenzinie? ~ zapytał Wilk.
Łowca odwrócił się i ruszył w las.
- Nie będę w tym uczestniczył - oznajmił. - Idziesz ze mną?
~ Tak jak zawsze, moje kochane Jagniątko.
Litość dla wilków jest niesprawiedliwością wobec owiec
Imię: Tenzin
Nazwisko: Nigdy takowego nie posiadał, bo nie było mu do niczego potrzebne.
Przydomek: Razem ze swoją towarzyszką dorobili się wielu imion. Wszystko zależy głównie od kultury, ponieważ ich sylwetki występują właściwie w każdej. Dla jednych będą Wiecznymi Łowcami, dla innych Yin i Yang, ale najczęściej nazywa się ich po prostu Owcą i Wilkiem. Tenzin nie obraża się za żadne przezwiska. Gorzej jest z Suowei...
Rasa: Profesjonalna nazwa to Łącznik, czyli istota będąca w połowie duchem, w połowie żywym organizmem.
Wiek: Nieznany. Określa się go nawet na tysiące lat, ale nie ma co szaleć - więcej niż dwa wieki Tenzin na pewno nie posiada.
Płeć: Samiec. Określenie ,,mężczyzna" raczej w tym wypadku nie pasuje.
Stanowisko: Łowca, łucznik
Aparycja: Tenzin jest całkiem wysoki, jednak większości wydaje się raczej średniego wzrostu, ponieważ porusza się na lekko ugiętych nogach. Jego sylwetka, choć humanoidalna, przypomina karykaturę - wychudzona talia, szersze barki, długie ręce i owe przygięte nogi. Przydomek Owca sam przychodzi na myśl, gdy się na niego patrzy: długie oklapnięte uszy, rozcięte kopytka zamiast stóp i krótki ogonek. Na dodatek szarą skórę na całej powierzchni ciała porasta śnieżnobiała, miękka wełna. Trudno ukryć, chłopak jest niczym wielka maskotka, mimo to mało kto ma odwagę go przytulić. Co ciekawe, nigdy się nie brudzi - choćby nie wiadomo jak długo Łowca biegał po lasach, nigdy nie będzie obszarpany, oblepiony błotem, mokry czy zakurzony. Raczej się nad tym dłużej nie zastanawiał. Po prostu poczytał to jako przyjemną zaletę (wyobrażacie sobie ile czasu zajmowałaby pielęgnacja wełny?). Zamiast twarzy Tenzin posiada płaską fioletowo czarną drewnianą maskę w kształcie głowy wilka. Na jego czole widnieje białe, sierpowate znamię. Zamiast oczu w masce zieją płonące widmowym płomieniem otwory. Człowiekowi wydaje się, że widzi w nich jedynie bezkresną pustkę, co wyjaśniałoby, dlaczego Tenzinowi trudno jest nawiązać dłuższą konwersację z kimkolwiek. Całe ciało Owcy pokryte jest zawijającymi się znamionami. W pełni widać je jedynie na uszach. Pozostałe da się dostrzec dopiero z bliska - błyszczące na niebiesko wzory wyzierają czasem spomiędzy puszystej wełny, gdy chłopak się porusza. Posiada charakterystyczny, sprężysty chód. Porusza się bezszelestnie, z taneczną gracją, robiąc piruety na polu bitwy, niknąc w listowiu niczym biała smuga. Inną rozpoznawalną cechą Tenzina jest jego głos. Chociaż nie ma ust, spokojnie komunikuje się z innymi. Mimo, że wiekiem zdecydowanie przewyższa większość swoich towarzyszy, ton jego głosu jest zdecydowanie młodzieńczy, wyjątkowo przyjemny dla ucha.
Zdolności: Nietrudno się domyślić, że dwójka Wiecznych Łowców będąc w połowie istotami duchowymi z łatwością potrafi ukrywać się przed ludzkim wzrokiem. Tenzin potrafi stać się niemal niewidzialny. Niemal, ponieważ sylwetkę jego i wilka da się dostrzec choćby pod światło - powietrze w tym miejscu drga, a po ziemi ślizga się bezpański cień. Potrafi regenerować rany wewnętrzne i zewnętrzne. Owca posiada pewne zdolności telepatyczne. Nie umie długo utrzymywać kontaktu z cudzym umysłem, często jednak dwa, czy trzy zdania w zupełności wystarczają. Co do zdolności fizycznych, chłopak jest wyjątkowo szybki i zwinny. Jest świetnym strzelcem. Posiada zaklęty łuk z czarnego drewna. Rzucony na niego urok sprawia, że Tenzin jest jedyną osobą zdolną z niego strzelić. Gdy nałożysz na niego zwykłą strzałę, cięciwa nagle wydaje się być zrobiona ze stalowego pręta. Jednak gdy Łowca ją naciągnie, w pustym miejscu pojawia się utkany z widmowej energii pocisk. Strzały Owcy po trafieniu w coś po kilku minutach znikają, zostawiając jedynie ślad. Jak przystało na osobę szczycącą się tytułem ,,Łowca", łucznik jest genialnym tropicielem oraz doskonałym myśliwym. Z węchem Suowei i małpią zwinnością Tenzina, rzadko która zdobycz zdolna jest im uciec. Chłopak nie bez powodu ma przyjemny głos. Dzięki niemu potrafi wyciszać gwałtowne emocje, a odpowiednim naciskiem może je nawet tymczasowo wyprać, pozostawiając w swojej ofierze uczucie bezgranicznego spokoju. Zdarza mu się przypadkiem wpływać na swoich towarzyszy, ale całe szczęście to nieszkodliwe. Wieczni Łowcy mają także mniej przyjemną umiejętność. Mianowicie potrafią wyczuć, gdzie za chwilę śmierć zbierze swoje żniwo. To nie klątwa. Gorzej - to obowiązek. Owcę i Wilka widmo śmierci przyciąga jak magnes, rozkazuje im spełniać dawno porzucone zadanie. Tenzin potrafi przewidzieć, gdzie wydarzy się jakaś tragedia. Nie może jednak nikomu pomagać. On i Suowei nie mogą ingerować w sprawy śmierci. Jeśli już przybędzie na miejsce, jego jedyną możliwością udziału w całym zajściu będzie skrócenie mąk umierającemu.
Zainteresowania: Całe życie Tenzina stanowiło jedno wielkie polowanie. Nawet teraz, gdy już nie musi spełniać przykrego (według zwykłych ludzi) obowiązku, wizja długotrwałego tropienia i szybkiego pościgu zakończonego sukcesem jest dla niego zbyt nęcąca. Można więc powiedzieć, że poluje dla sportu. Długie dzienne (a czasem i nocne) godziny spędza w lesie tropiąc zwierzynę i rozmawiając ze swoją towarzyszką. Nie można jednak całe życie łazić po drzewach. Mimo wszystko chłopak musiał sobie znaleźć jakieś inne hobby. No i znalazł - sztukę. Tenzin to prawdziwy poeta, sprawnie operując słowem, ugniatając je pod swoją wolę jak miękką glinę. Wolny czas spędza na układaniu wierszy, piosenek i ballad. Na dodatek jest myślicielem oraz amatorskim filozofem. Gdy już znajdziesz z nim wspólny język Owca z niemałą radością podzieli się z tobą swoimi spostrzeżeniami. Dla Łowcy przywykłego do leśnej ciszy przerywanej ciętymi uwagami Suowei, dyskusja jest formą przyjemnej rozrywki. Chłopak lubi też historie i legendy, zwłaszcza te słuchane przy ogniskach w miłym towarzystwie.
Charakter: Z charakteru Tenzina wyraźnie widać, że chłopak dosłownie pochodzi nie z tego świata. Kontakt z innymi przychodzi mu raczej trudno. W większych grupach zawsze trzyma się na uboczu, siedząc zupełnie cicho i tylko od czasu do czasu odzywając się telepatycznie do czuwającej przy nim Suowei. Nie mówi niczego na głos póki nie zostanie o coś zapytany wprost, a nawet wtedy rozwinie swoją wypowiedź do kilku zdań i znów zamilknie. Owca jest zaskakująco nieśmiała jak na kogoś opisywanego w legendach i wykrawanego w ścianach grobowców. Przywykł już do faktu, że straszy ludzi samym wyglądem (oraz przez warczącego obok ducha wilka, jakby nie było) i nie szuka uwagi. Potrzeba trochę czasu, aby oswoił się z nowym towarzystwem i nieco bardziej się otworzył. Gdy już znajdzie sobie przyjaciela, staje się o wiele bardziej pewny siebie. Dzieli się swoimi pomysłami, a jeszcze chętniej słucha cudzych przemyśleń. Chociaż twarz zastępuje mu drewniana maska, nietrudno odgadnąć w jakim nastroju jest Tenzin. Wyjawia to sylwetką, krokiem, gestami, oraz przede wszystkim głosem. Posiada specyficzną wymowę. Mianowicie rozbudowuje swoje wypowiedzi, wplątuje w nie metafory, często nawet zupełnie bez potrzebnie komplikuje prostą, wydawałoby się, odpowiedź. Ciężko usłyszeć od niego proste ,,tak/nie". Wszystko co mówi Owca wydaje się zawiłe, głębokie. Nic dziwnego - to mistrz dyskusji, a na dodatek poeta. Potrafi dosadnie przemówić człowiekowi do rozsądku. Nie szuka z nikim zwady, zawsze stara się rozwiązywać wszelkie konflikty pokojowo. Mimo, że jest duchem bezpośrednio przywiązanym do śmierci i kojarzy się go raczej smętnie, chłopak jest delikatny i o dziwo niesamowicie wrażliwy. Każda drobnostka wydaje mu się powodem do szczęścia, wzruszenia, smutku. Tenzin we wszystkim widzi głębszy sens. Każdy liść, każda mrówka - według jego ideologii wszystko ma swój cel, tak naprawdę nic nie jest nigdy bezczynne czy bezużyteczne. Nienawidzi marnotrawstwa. Mimo, iż poluje właściwie dla czystej rozrywki, zawsze pilnuje, aby śmierć jego ofiary nie poszła na marne. Gdy więc spiżarnia jest pełna, stara się szukać sobie innego zajęcia. Owca nigdy nie zabija bez wyraźnego powodu. Nienawidzi bezmyślnego okrucieństwa. Gdy strzela, to głównie po to, by zabić na miejscu. Nie umie kłamać. Zamiast tego woli milczeć, a to przychodzi mu jak się można domyślić wręcz mistrzowsko. Dotrzymuje obietnic, strzeże każdej powierzonej mu tajemnicy. Nic nie potrafiłoby go zmusić do zdrady. Gdy jednak usłyszy Wezwanie, jego umysł całkowicie się mu poddaje. Nikt nie jest w stanie powstrzymać Tenzina i Suowei przed wypełnieniem powierzonego im przed wiekami zadania. Momentalnie chłopak przestaje się w ogóle do kogokolwiek odzywać, skupiony na swoim celu, pogrążony jakby w transie. Chociaż jego obowiązki ludziom wydają się potworne, Owca tylko wypełniając je czuje się naprawdę szczęśliwa. Mało kto słyszał, by się szczerze śmiał. Tym bardziej przeraża fakt, że Tenzin śmieje się w głos głównie wtedy, gdy jego strzały mkną nieuchronnie ku celom. Świat wydaje się widzieć w dwóch barwach - istnieje dla niego tylko dobro i zło, nic pomiędzy. Nie rozumie polityki, ani ogólnej idei walki o władzę. Po co tracić życie w walce o metalowy krążek na głowie, grawerowany badyl, czy pozłacane krzesło?
Historia: Nikt nie zna dnia, roku ani wieku. Nie da się tego określić, a opowieści postronnych są zbyt niejasne. Ci, co rzekomo przeżyli pościg Wiecznych Łowców chociaż uważają się za znawców w temacie, nie mogą powiedzieć na temat oprawców nic. Tak jak nikt nie zna daty swej śmierci, tak nikt również nie wie skąd biorą się jej podopieczni. A miała ich wielu, służących nawet po dziś dzień. Mimo to żadne z jej tworów nie zapisało się w kulturze śmiertelnych, jak Tenzin i Suowei.
Wilk i Owca. Dwa przeciwstawne duchy przyjmujące dwie, pozornie nie mogące współpracować formy. Pojawili się znikąd, wpadając w ludzkie życie i znikając. Ich istnienie długo pozostawało tajemnicą. Jedyne ślady jakie po sobie zostawiali, to rany po strzałach lub zębach, lecz żadnego pocisku nigdy nie znaleziono, ani nigdy nie odnaleziono tropów jakiegoś drapieżnika w okolicy. W ofiarach nie dało się znaleźć żadnych wspólnych cech. Niedoszła panna młoda, chorowity staruszek, zmęczony życiem młynarz, pełen wigoru młodzieniec, trzyletnia dziewczynka. Całkowity brak powiązań, zupełna przypadkowość. Nic dziwnego, że zwykły człowiek nie widział w tym wszystkim sensu. Bo mało kto przecież jest w stanie zaglądnąć w plany samej śmierci. Któż mógł wiedzieć, że pannę młodą miała ugryźć za kilka minut kobra? Że starcowi pozostały już tylko minuty nim choroba pożre jego ciało i umysł? Że młynarz miał myśli samobójcze? Że młodzieńcowi chciano następnej nocy poderżnąć gardło? Że biedna mała dziewczynka miała wrodzoną wadę serca? Wyroków śmierci nie da się przewidzieć. I nie można im w żaden sposób zapobiec.
Śmierć wzywała swoich dwóch ulubieńców na polowania. Nigdy nie odmawiali i to nie tylko dlatego, że nie mogli - Wieczni Łowcy po prostu to kochali. Tylko wtedy czuli się sobą, gdy biała strzała sięgała celu, gdy z kłów spływała ciepła krew, gdy z ich ofiary uchodziło życie. I pędzili ku wezwaniu, Tenzin radośnie skacząc po drzewach, a Suowei płynąc w powietrzu krok w krok za nim. Cel łowów odnajdywali szybko...a wtedy stawał on przed wyborem.
Wbrew pozorem i przyjętym powszechnie ideałom, śmierć nigdy nie była niesprawiedliwa. Zawsze dawała śmiertelnikom wybór, objawiający się pod dwoma postaciami: humanoidalnej łagodnej owcy w masce wilka i czarnej smugi z wilczą paszczą, zakrytą maską owcy. Tenzin nawołuje ofiarę, cicho szepcze słowa otuchy, proponuje bezpieczną przeprawę do zaświatów. Suowei warczy i kłapie paszczą, chcąc złamać w nieszczęśniku ducha, zdusić jego nadzieję. A człowiek może wybrać. Może od razu poddać się śmierci, przygotować do wiecznego snu i przyjąć litościwą, bezbolesną strzałę Owcy. Może też oddać strachowi wodze, uciekać przed siebie licząc na ratunek, który nigdy nie przyjdzie, po czym zginąć zagryziony przez Wilka.
Przez długie lata nikt nie był w stanie uciec Łowcom, nie było więc świadków zdolnych ich opisać. Aż pewnego dnia, nie wiadomo jakim cudem, znalazł się ktoś, kto przeżył ich polowanie. To nie była ofiara, tylko świadek. Niechciany podglądacz. Młodzieniec, akolita, dopiero co przyjął święcenia kapłańskie. Wracając do domu przez las usłyszał ludzki krzyk. Ruszył jego śladem, aż nagle na polanę wypadł obszarpany mężczyzna. Kapłan ukrył się - słusznie - i wtedy za mężczyzną z puszczy wypadło okrutne monstrum: ogromna wilcza paszcza o pustych oczach, ciągnąca za sobą woal czerni. Tuż za wilkiem, niczym pilnujący psa gończego myśliwy, wyskoczyła biała, chuda sylwetka dzierżąca czarny łuk. Ich ofiara upadła na ziemię, błagając o litość. Ku zdziwieniu świadka Owca powstrzymała Wilka zanim rzucił się na bezbronnego człowieka, a ten niczym potulne szczenię otarł się o nią czekając. I Owca powiedziała młodzieńczym głosem: ,,Nie obawiaj się śmierci". Mówił łagodnie, chciał uspokoić mężczyznę. Ale on oddał się już strachowi do reszty. Chciał się zerwać na nogi i uciekać dalej. Wtedy Owca westchnęła smutno i skinęła głową Wilkowi. Odgłosy lasu zagłuszyły potworne wrzaski. Kapłan wydał zduszony okrzyk, zanim zdążył zakryć usta. Wilk podniósł zakrwawioną paszczę i zawarczał nisko. Owca napięła łuk. Młodzieniec stał jak sparaliżowany. Oto mój koniec, pomyślał, nie chcąc uciekać i skończyć jak nieszczęśnik przed nim. Ale wtedy biały łowca obniżył broń, po czym uciekł w las, a czarne monstrum za nim.
Nie trzeba było wiele, by opowieść obiegła kraj. Wnet znaleźli się wyznawcy Owcy i Wilka, powstawały legendy i bajki. Młodych kadetów szlachetnej szkoły rycerskiej uczono, by nie obawiali się śmierci i oddawali w przyjazne ręce Owcy, podczas gdy wrogów przeklinano, aby ich strach przejął i Wilka sprowadził. A Tenzin i Suowei dalej wypełniali swoje obowiązki, dostrzegani już jednak zdecydowanie częściej. Owca nazywano równocześnie pasterzem i rzeźnikiem, poetą i prostakiem. Wieczni Łowcy urośli do rangi mitów, w które człowiek wierzył dopiero gdy mógł ich zobaczyć. A jeśli już tak się stało, w większości przypadków było już za późno na żale.
Okres wojny był dla nich ciężki. Tyle gotowych na śmierć wojowników, tyle chcących przed nią uciec dezerterów. Nie mogli się roztroić, nie mogli nadążyć za uciskającymi umysł wezwaniami. Wtedy sama śmierć dała im największy dar - wolność. Teraz sami już mogli wybierać, na które wezwanie odpowiedzą, kiedy ludzie będą mogli ich widzieć i słyszeć, kiedy będą chcieli polować. I Tenzin wybrał. Zdecydował się żyć wśród śmiertelników. A Suowei w tej decyzji go poparła.
Partner: Tenzin nie potrafi się zakochać...albo też nie jest pewny, czy umie.
Rodzina: Przez całe długie życie jedyną bliską mu osobą była Suowei. Wilk stał się dla niego równocześnie chroniącą go przed złem nadopiekuńczą matką i dobrze doradzającą troskliwą siostrą.
Towarzysz: Suowei
Szczegóły: - Tenzin, mimo iż nie służy już bezpośrednio śmierci, wciąż odpowiada na głośniejsze wezwania. Nie ma co się dziwić, jeśli zdarzy mu się czasem zniknąć razem z Suowei na jakiś czas. Czasem jest to tylko kilka godzin, ale zdarzają się również polowania trwające nawet dni.
- Owca nie potrafi czytać ani pisać. Zawsze prosi o to kogoś innego.
- Panicznie boi się głębokiej wody.
- Nigdy nie śpi, nie je, ani nie wykonuje wielu innych czynności życiowych. Nie ma nawet potrzeby oddychać.
- Jego znamiona błyszczą jaśniej gdy odczuwa gwałtowne emocje, jak radość czy - zgoła rzadziej - gniew.
Autor: NyanCat^._.^~
Nazwisko: Nigdy takowego nie posiadał, bo nie było mu do niczego potrzebne.
Przydomek: Razem ze swoją towarzyszką dorobili się wielu imion. Wszystko zależy głównie od kultury, ponieważ ich sylwetki występują właściwie w każdej. Dla jednych będą Wiecznymi Łowcami, dla innych Yin i Yang, ale najczęściej nazywa się ich po prostu Owcą i Wilkiem. Tenzin nie obraża się za żadne przezwiska. Gorzej jest z Suowei...
Rasa: Profesjonalna nazwa to Łącznik, czyli istota będąca w połowie duchem, w połowie żywym organizmem.
Wiek: Nieznany. Określa się go nawet na tysiące lat, ale nie ma co szaleć - więcej niż dwa wieki Tenzin na pewno nie posiada.
Płeć: Samiec. Określenie ,,mężczyzna" raczej w tym wypadku nie pasuje.
Stanowisko: Łowca, łucznik
Aparycja: Tenzin jest całkiem wysoki, jednak większości wydaje się raczej średniego wzrostu, ponieważ porusza się na lekko ugiętych nogach. Jego sylwetka, choć humanoidalna, przypomina karykaturę - wychudzona talia, szersze barki, długie ręce i owe przygięte nogi. Przydomek Owca sam przychodzi na myśl, gdy się na niego patrzy: długie oklapnięte uszy, rozcięte kopytka zamiast stóp i krótki ogonek. Na dodatek szarą skórę na całej powierzchni ciała porasta śnieżnobiała, miękka wełna. Trudno ukryć, chłopak jest niczym wielka maskotka, mimo to mało kto ma odwagę go przytulić. Co ciekawe, nigdy się nie brudzi - choćby nie wiadomo jak długo Łowca biegał po lasach, nigdy nie będzie obszarpany, oblepiony błotem, mokry czy zakurzony. Raczej się nad tym dłużej nie zastanawiał. Po prostu poczytał to jako przyjemną zaletę (wyobrażacie sobie ile czasu zajmowałaby pielęgnacja wełny?). Zamiast twarzy Tenzin posiada płaską fioletowo czarną drewnianą maskę w kształcie głowy wilka. Na jego czole widnieje białe, sierpowate znamię. Zamiast oczu w masce zieją płonące widmowym płomieniem otwory. Człowiekowi wydaje się, że widzi w nich jedynie bezkresną pustkę, co wyjaśniałoby, dlaczego Tenzinowi trudno jest nawiązać dłuższą konwersację z kimkolwiek. Całe ciało Owcy pokryte jest zawijającymi się znamionami. W pełni widać je jedynie na uszach. Pozostałe da się dostrzec dopiero z bliska - błyszczące na niebiesko wzory wyzierają czasem spomiędzy puszystej wełny, gdy chłopak się porusza. Posiada charakterystyczny, sprężysty chód. Porusza się bezszelestnie, z taneczną gracją, robiąc piruety na polu bitwy, niknąc w listowiu niczym biała smuga. Inną rozpoznawalną cechą Tenzina jest jego głos. Chociaż nie ma ust, spokojnie komunikuje się z innymi. Mimo, że wiekiem zdecydowanie przewyższa większość swoich towarzyszy, ton jego głosu jest zdecydowanie młodzieńczy, wyjątkowo przyjemny dla ucha.
Zdolności: Nietrudno się domyślić, że dwójka Wiecznych Łowców będąc w połowie istotami duchowymi z łatwością potrafi ukrywać się przed ludzkim wzrokiem. Tenzin potrafi stać się niemal niewidzialny. Niemal, ponieważ sylwetkę jego i wilka da się dostrzec choćby pod światło - powietrze w tym miejscu drga, a po ziemi ślizga się bezpański cień. Potrafi regenerować rany wewnętrzne i zewnętrzne. Owca posiada pewne zdolności telepatyczne. Nie umie długo utrzymywać kontaktu z cudzym umysłem, często jednak dwa, czy trzy zdania w zupełności wystarczają. Co do zdolności fizycznych, chłopak jest wyjątkowo szybki i zwinny. Jest świetnym strzelcem. Posiada zaklęty łuk z czarnego drewna. Rzucony na niego urok sprawia, że Tenzin jest jedyną osobą zdolną z niego strzelić. Gdy nałożysz na niego zwykłą strzałę, cięciwa nagle wydaje się być zrobiona ze stalowego pręta. Jednak gdy Łowca ją naciągnie, w pustym miejscu pojawia się utkany z widmowej energii pocisk. Strzały Owcy po trafieniu w coś po kilku minutach znikają, zostawiając jedynie ślad. Jak przystało na osobę szczycącą się tytułem ,,Łowca", łucznik jest genialnym tropicielem oraz doskonałym myśliwym. Z węchem Suowei i małpią zwinnością Tenzina, rzadko która zdobycz zdolna jest im uciec. Chłopak nie bez powodu ma przyjemny głos. Dzięki niemu potrafi wyciszać gwałtowne emocje, a odpowiednim naciskiem może je nawet tymczasowo wyprać, pozostawiając w swojej ofierze uczucie bezgranicznego spokoju. Zdarza mu się przypadkiem wpływać na swoich towarzyszy, ale całe szczęście to nieszkodliwe. Wieczni Łowcy mają także mniej przyjemną umiejętność. Mianowicie potrafią wyczuć, gdzie za chwilę śmierć zbierze swoje żniwo. To nie klątwa. Gorzej - to obowiązek. Owcę i Wilka widmo śmierci przyciąga jak magnes, rozkazuje im spełniać dawno porzucone zadanie. Tenzin potrafi przewidzieć, gdzie wydarzy się jakaś tragedia. Nie może jednak nikomu pomagać. On i Suowei nie mogą ingerować w sprawy śmierci. Jeśli już przybędzie na miejsce, jego jedyną możliwością udziału w całym zajściu będzie skrócenie mąk umierającemu.
Zainteresowania: Całe życie Tenzina stanowiło jedno wielkie polowanie. Nawet teraz, gdy już nie musi spełniać przykrego (według zwykłych ludzi) obowiązku, wizja długotrwałego tropienia i szybkiego pościgu zakończonego sukcesem jest dla niego zbyt nęcąca. Można więc powiedzieć, że poluje dla sportu. Długie dzienne (a czasem i nocne) godziny spędza w lesie tropiąc zwierzynę i rozmawiając ze swoją towarzyszką. Nie można jednak całe życie łazić po drzewach. Mimo wszystko chłopak musiał sobie znaleźć jakieś inne hobby. No i znalazł - sztukę. Tenzin to prawdziwy poeta, sprawnie operując słowem, ugniatając je pod swoją wolę jak miękką glinę. Wolny czas spędza na układaniu wierszy, piosenek i ballad. Na dodatek jest myślicielem oraz amatorskim filozofem. Gdy już znajdziesz z nim wspólny język Owca z niemałą radością podzieli się z tobą swoimi spostrzeżeniami. Dla Łowcy przywykłego do leśnej ciszy przerywanej ciętymi uwagami Suowei, dyskusja jest formą przyjemnej rozrywki. Chłopak lubi też historie i legendy, zwłaszcza te słuchane przy ogniskach w miłym towarzystwie.
Charakter: Z charakteru Tenzina wyraźnie widać, że chłopak dosłownie pochodzi nie z tego świata. Kontakt z innymi przychodzi mu raczej trudno. W większych grupach zawsze trzyma się na uboczu, siedząc zupełnie cicho i tylko od czasu do czasu odzywając się telepatycznie do czuwającej przy nim Suowei. Nie mówi niczego na głos póki nie zostanie o coś zapytany wprost, a nawet wtedy rozwinie swoją wypowiedź do kilku zdań i znów zamilknie. Owca jest zaskakująco nieśmiała jak na kogoś opisywanego w legendach i wykrawanego w ścianach grobowców. Przywykł już do faktu, że straszy ludzi samym wyglądem (oraz przez warczącego obok ducha wilka, jakby nie było) i nie szuka uwagi. Potrzeba trochę czasu, aby oswoił się z nowym towarzystwem i nieco bardziej się otworzył. Gdy już znajdzie sobie przyjaciela, staje się o wiele bardziej pewny siebie. Dzieli się swoimi pomysłami, a jeszcze chętniej słucha cudzych przemyśleń. Chociaż twarz zastępuje mu drewniana maska, nietrudno odgadnąć w jakim nastroju jest Tenzin. Wyjawia to sylwetką, krokiem, gestami, oraz przede wszystkim głosem. Posiada specyficzną wymowę. Mianowicie rozbudowuje swoje wypowiedzi, wplątuje w nie metafory, często nawet zupełnie bez potrzebnie komplikuje prostą, wydawałoby się, odpowiedź. Ciężko usłyszeć od niego proste ,,tak/nie". Wszystko co mówi Owca wydaje się zawiłe, głębokie. Nic dziwnego - to mistrz dyskusji, a na dodatek poeta. Potrafi dosadnie przemówić człowiekowi do rozsądku. Nie szuka z nikim zwady, zawsze stara się rozwiązywać wszelkie konflikty pokojowo. Mimo, że jest duchem bezpośrednio przywiązanym do śmierci i kojarzy się go raczej smętnie, chłopak jest delikatny i o dziwo niesamowicie wrażliwy. Każda drobnostka wydaje mu się powodem do szczęścia, wzruszenia, smutku. Tenzin we wszystkim widzi głębszy sens. Każdy liść, każda mrówka - według jego ideologii wszystko ma swój cel, tak naprawdę nic nie jest nigdy bezczynne czy bezużyteczne. Nienawidzi marnotrawstwa. Mimo, iż poluje właściwie dla czystej rozrywki, zawsze pilnuje, aby śmierć jego ofiary nie poszła na marne. Gdy więc spiżarnia jest pełna, stara się szukać sobie innego zajęcia. Owca nigdy nie zabija bez wyraźnego powodu. Nienawidzi bezmyślnego okrucieństwa. Gdy strzela, to głównie po to, by zabić na miejscu. Nie umie kłamać. Zamiast tego woli milczeć, a to przychodzi mu jak się można domyślić wręcz mistrzowsko. Dotrzymuje obietnic, strzeże każdej powierzonej mu tajemnicy. Nic nie potrafiłoby go zmusić do zdrady. Gdy jednak usłyszy Wezwanie, jego umysł całkowicie się mu poddaje. Nikt nie jest w stanie powstrzymać Tenzina i Suowei przed wypełnieniem powierzonego im przed wiekami zadania. Momentalnie chłopak przestaje się w ogóle do kogokolwiek odzywać, skupiony na swoim celu, pogrążony jakby w transie. Chociaż jego obowiązki ludziom wydają się potworne, Owca tylko wypełniając je czuje się naprawdę szczęśliwa. Mało kto słyszał, by się szczerze śmiał. Tym bardziej przeraża fakt, że Tenzin śmieje się w głos głównie wtedy, gdy jego strzały mkną nieuchronnie ku celom. Świat wydaje się widzieć w dwóch barwach - istnieje dla niego tylko dobro i zło, nic pomiędzy. Nie rozumie polityki, ani ogólnej idei walki o władzę. Po co tracić życie w walce o metalowy krążek na głowie, grawerowany badyl, czy pozłacane krzesło?
Historia: Nikt nie zna dnia, roku ani wieku. Nie da się tego określić, a opowieści postronnych są zbyt niejasne. Ci, co rzekomo przeżyli pościg Wiecznych Łowców chociaż uważają się za znawców w temacie, nie mogą powiedzieć na temat oprawców nic. Tak jak nikt nie zna daty swej śmierci, tak nikt również nie wie skąd biorą się jej podopieczni. A miała ich wielu, służących nawet po dziś dzień. Mimo to żadne z jej tworów nie zapisało się w kulturze śmiertelnych, jak Tenzin i Suowei.
Wilk i Owca. Dwa przeciwstawne duchy przyjmujące dwie, pozornie nie mogące współpracować formy. Pojawili się znikąd, wpadając w ludzkie życie i znikając. Ich istnienie długo pozostawało tajemnicą. Jedyne ślady jakie po sobie zostawiali, to rany po strzałach lub zębach, lecz żadnego pocisku nigdy nie znaleziono, ani nigdy nie odnaleziono tropów jakiegoś drapieżnika w okolicy. W ofiarach nie dało się znaleźć żadnych wspólnych cech. Niedoszła panna młoda, chorowity staruszek, zmęczony życiem młynarz, pełen wigoru młodzieniec, trzyletnia dziewczynka. Całkowity brak powiązań, zupełna przypadkowość. Nic dziwnego, że zwykły człowiek nie widział w tym wszystkim sensu. Bo mało kto przecież jest w stanie zaglądnąć w plany samej śmierci. Któż mógł wiedzieć, że pannę młodą miała ugryźć za kilka minut kobra? Że starcowi pozostały już tylko minuty nim choroba pożre jego ciało i umysł? Że młynarz miał myśli samobójcze? Że młodzieńcowi chciano następnej nocy poderżnąć gardło? Że biedna mała dziewczynka miała wrodzoną wadę serca? Wyroków śmierci nie da się przewidzieć. I nie można im w żaden sposób zapobiec.
Śmierć wzywała swoich dwóch ulubieńców na polowania. Nigdy nie odmawiali i to nie tylko dlatego, że nie mogli - Wieczni Łowcy po prostu to kochali. Tylko wtedy czuli się sobą, gdy biała strzała sięgała celu, gdy z kłów spływała ciepła krew, gdy z ich ofiary uchodziło życie. I pędzili ku wezwaniu, Tenzin radośnie skacząc po drzewach, a Suowei płynąc w powietrzu krok w krok za nim. Cel łowów odnajdywali szybko...a wtedy stawał on przed wyborem.
Wbrew pozorem i przyjętym powszechnie ideałom, śmierć nigdy nie była niesprawiedliwa. Zawsze dawała śmiertelnikom wybór, objawiający się pod dwoma postaciami: humanoidalnej łagodnej owcy w masce wilka i czarnej smugi z wilczą paszczą, zakrytą maską owcy. Tenzin nawołuje ofiarę, cicho szepcze słowa otuchy, proponuje bezpieczną przeprawę do zaświatów. Suowei warczy i kłapie paszczą, chcąc złamać w nieszczęśniku ducha, zdusić jego nadzieję. A człowiek może wybrać. Może od razu poddać się śmierci, przygotować do wiecznego snu i przyjąć litościwą, bezbolesną strzałę Owcy. Może też oddać strachowi wodze, uciekać przed siebie licząc na ratunek, który nigdy nie przyjdzie, po czym zginąć zagryziony przez Wilka.
Przez długie lata nikt nie był w stanie uciec Łowcom, nie było więc świadków zdolnych ich opisać. Aż pewnego dnia, nie wiadomo jakim cudem, znalazł się ktoś, kto przeżył ich polowanie. To nie była ofiara, tylko świadek. Niechciany podglądacz. Młodzieniec, akolita, dopiero co przyjął święcenia kapłańskie. Wracając do domu przez las usłyszał ludzki krzyk. Ruszył jego śladem, aż nagle na polanę wypadł obszarpany mężczyzna. Kapłan ukrył się - słusznie - i wtedy za mężczyzną z puszczy wypadło okrutne monstrum: ogromna wilcza paszcza o pustych oczach, ciągnąca za sobą woal czerni. Tuż za wilkiem, niczym pilnujący psa gończego myśliwy, wyskoczyła biała, chuda sylwetka dzierżąca czarny łuk. Ich ofiara upadła na ziemię, błagając o litość. Ku zdziwieniu świadka Owca powstrzymała Wilka zanim rzucił się na bezbronnego człowieka, a ten niczym potulne szczenię otarł się o nią czekając. I Owca powiedziała młodzieńczym głosem: ,,Nie obawiaj się śmierci". Mówił łagodnie, chciał uspokoić mężczyznę. Ale on oddał się już strachowi do reszty. Chciał się zerwać na nogi i uciekać dalej. Wtedy Owca westchnęła smutno i skinęła głową Wilkowi. Odgłosy lasu zagłuszyły potworne wrzaski. Kapłan wydał zduszony okrzyk, zanim zdążył zakryć usta. Wilk podniósł zakrwawioną paszczę i zawarczał nisko. Owca napięła łuk. Młodzieniec stał jak sparaliżowany. Oto mój koniec, pomyślał, nie chcąc uciekać i skończyć jak nieszczęśnik przed nim. Ale wtedy biały łowca obniżył broń, po czym uciekł w las, a czarne monstrum za nim.
Nie trzeba było wiele, by opowieść obiegła kraj. Wnet znaleźli się wyznawcy Owcy i Wilka, powstawały legendy i bajki. Młodych kadetów szlachetnej szkoły rycerskiej uczono, by nie obawiali się śmierci i oddawali w przyjazne ręce Owcy, podczas gdy wrogów przeklinano, aby ich strach przejął i Wilka sprowadził. A Tenzin i Suowei dalej wypełniali swoje obowiązki, dostrzegani już jednak zdecydowanie częściej. Owca nazywano równocześnie pasterzem i rzeźnikiem, poetą i prostakiem. Wieczni Łowcy urośli do rangi mitów, w które człowiek wierzył dopiero gdy mógł ich zobaczyć. A jeśli już tak się stało, w większości przypadków było już za późno na żale.
Okres wojny był dla nich ciężki. Tyle gotowych na śmierć wojowników, tyle chcących przed nią uciec dezerterów. Nie mogli się roztroić, nie mogli nadążyć za uciskającymi umysł wezwaniami. Wtedy sama śmierć dała im największy dar - wolność. Teraz sami już mogli wybierać, na które wezwanie odpowiedzą, kiedy ludzie będą mogli ich widzieć i słyszeć, kiedy będą chcieli polować. I Tenzin wybrał. Zdecydował się żyć wśród śmiertelników. A Suowei w tej decyzji go poparła.
Partner: Tenzin nie potrafi się zakochać...albo też nie jest pewny, czy umie.
Rodzina: Przez całe długie życie jedyną bliską mu osobą była Suowei. Wilk stał się dla niego równocześnie chroniącą go przed złem nadopiekuńczą matką i dobrze doradzającą troskliwą siostrą.
Towarzysz: Suowei
Szczegóły: - Tenzin, mimo iż nie służy już bezpośrednio śmierci, wciąż odpowiada na głośniejsze wezwania. Nie ma co się dziwić, jeśli zdarzy mu się czasem zniknąć razem z Suowei na jakiś czas. Czasem jest to tylko kilka godzin, ale zdarzają się również polowania trwające nawet dni.
- Owca nie potrafi czytać ani pisać. Zawsze prosi o to kogoś innego.
- Panicznie boi się głębokiej wody.
- Nigdy nie śpi, nie je, ani nie wykonuje wielu innych czynności życiowych. Nie ma nawet potrzeby oddychać.
- Jego znamiona błyszczą jaśniej gdy odczuwa gwałtowne emocje, jak radość czy - zgoła rzadziej - gniew.
Autor: NyanCat^._.^~
Subskrybuj:
Posty (Atom)
