Był wczesny, jeszcze ciemny ranek, kiedy piegowata szatynka otworzyła oczy. Leżała bezwładnie na trawie, na ostrych, kredowych klifach. Mimo niewyspania, jej zielone oczy były żywe jak zawsze, przyglądały się wszystkiemu z takim samym zainteresowaniem i uwagą. Od spania pod drzewem miała we włosach pełno liści i nawet jedną gałązkę, choć nie przejmowała się tym zbytnio. Ziewnęła i zamrugała szybko, by przyzwyczaić zaspane oczy do światła. Wyglądała trochę jak lalka, powołana do życia. Dziewczyna wstała powoli, przeciągnęła się leniwie, mamrocząc przy okazji pod nosem coś o hałaśliwych ludziach, którzy nie dali jej dłużej pospać.
Erin wstała powoli, otrzepując za duże ubranie z ziemi i pojedynczych źdźbeł trawy, jakie zdążyły się do niej przykleić podczas zaledwie tej jednej nocy. Rozejrzała się pospiesznie, taksując swym przenikliwym wzrokiem to plażę i wodę przed sobą, to niebo nad głową, to przypadkowych mieszkańców wioski, przechodzących niedaleko. Jednak podczas tej obserwacji, ludzie byli dla niej najmniej istotni.
Dopiero teraz, gdy postała przez dłuższą chwilę na klifach, usłyszała silne wycie wiatru nad głową, odgłosy przypływu, oraz skrzeki białych mew, zataczających coraz to większe koła na niebie. Gdzieś tam da dole grupa ludzi prowadziła przez piaszczystą plażę konia, a kiedy zatrzymali się w dogodnym miejscu, dookoła nich ustawiło się co najmniej kilkunastu gapiów. Ogier był niespokojny. Szarpał się co chwila i szamotał, próbując uwolnić się od lin, krępujących jego ruchy. Choć zachowywał się naprawdę gwałtownie, rżał cicho, nawołując w stronę morza. Już na pierwszy rzut oka widać było, że wierzchowiec był zaniepokojony wszystkim, co go otaczało. Sztormem, silnym wiatrem, oraz krzykami, dobiegającymi ze wszystkich stron. To właśnie ten krzyk obudził Erin, nie silny wiatr.
Tłok na plaży o tej porze, w dodatku w tak małej wiosce był naprawdę niecodziennym widokiem.
Nie zajęło to zbyt wiele czasu, gdy piegowata dziewczyna postanowiła udać się w dół klifów, na piaszczystą plażę. Przez chwilę zdawało się to nie lada wyzwaniem, biorąc pod uwagę, że wąska droga do najłagodniejszych nie należała, a ciężko jest poruszać się po takich terenach ze sztuczną kończyną. Jednak kiedy Erin dotarła na plażę, okazało się, że strome zbocza klifów były jej najmniejszym problemem.
Pomijając już fakt, że dla tak niskiej i drobnej osoby jak ona, przedarcie się przez tłum głośnych i skandujących gapiów graniczyło z cudem, to to co ujrzała w środku zbiegowiska wcale nie poprawiło jej humoru.
Na piaszczystym kręgu dostrzegła trzech, masywnych i wyższych od niej co najmniej o trzy i pół głowy mężczyzn. To właśnie do nich krzyczeli ludzie, wypowiadając imiona owych osobników, których Erin znała aż za dobrze. Byli to hodowcy koni, jedni z najbardziej rozpoznawalnych w okolicy, nie tylko tej najbliższej. Wśród nich najważniejszy był rosły brodaty mężczyzna, o imieniu Gorry. To właśnie on pierwszy z całej trójki ujrzał w tłumie gapiów piegowatą dziewczynę. I choć po jego spojrzeniu można było się domyśleć, że był mile zaskoczony jej obecnością na plaży, to póki co nie zawołał jej do siebie. To jednak nie trzej mężczyźni byli tutaj w centrum uwagi, a wierzchowiec, którego przyprowadzili ze sobą. Było w nim coś… niezwykłego, a zarazem przerażającego. Patrzenie się na ogiera wywoływało swego rodzaju lęk pomieszany z ekscytacją. To z pewnością nie był zwykły koń, Erin dobrze o tym wiedziała. Była jednak zła na siebie, że nie mogła sobie przypomnieć czym dokładnie on był, choć wiedziała, że ma to na końcu języka. Co prawda mogła podejść bliżej i najzwyczajniej w świecie zapytać się Gorry’ego, bądź też któregoś z gapiów, ale póki co wolała się nie wychylać. Po prostu obserwowała, z nadzieją, że sama sobie przypomni.
Ogier był zdecydowanie większy od zwykłych koni lądowych, jakie widuje się w tych stronach. Posiadał silne i zadziwiająco długie nogi, wyraźnie przystosowane do wielogodzinnych, męczących biegów. Najdziwniejszy był jednak jego pysk. Koń miał wąskie i wydłużone nozdrza, a jego czarne, śliskie oczy, równie dobrze mogły być oczami ryby. Ciemne uszy przypominały trochę torebki z jajami rekina: były długie i dziwacznie zbliżone do siebie. To właśnie bardziej upodobniało go do demona, niż do konia. Co gorsza, Erin nie mogła oprzeć się wrażeniu, że im dłużej przyglądała się ogierowi, tym ten częściej zerkał w jej stronę. Kiedy za którymś razem ich spojrzenia się spotkały, wierzchowiec wygiął wargi w przerażającym uśmiechu, odsłaniając ostre kły. Tak, dokładnie- ten koń miał k ł y . Szatynka miała już podejrzenia co do tego, czym owo zwierzę w rzeczywistości było. O jej opinii przesądziła również barwa rumaka, która o ile w ciemności wydawała się kasztanowata, to dopiero przy pierwszych, jasnych promieniach słońca dało się dostrzec, iż miała karminowy odcień krwi.
Each uisce., pomyślała dziewczyna, uśmiechając się smutno. Nie mam pojęcia jacy bogowie zesłali Cię na te ziemie.
Teraz, gdy pieguska ustaliła tożsamość stwora, cała reszta wydała się aż dziecinnie prosta. Widziała już czemu trzej mężczyźni przyprowadzili konia wodnego na plażę o tak wczesnej porze. Wiedziała również z jakiego powodu zgromadzili się tutaj ludzie. A znając dobrze Gorry’ego, nie było mowy o pomyłce w swych przypuszczeniach. To nie była jakaś zwykła licytacja. To nie było zwykłe testowanie konia. To była gra. Pojedynek, w którym każdy miał szansę wziąć udział, aczkolwiek nie każdemu było dane go przeżyć. Kto był Twoim przeciwnikiem? Wzburzone morze, fale, silny wiatr oraz pozostali ludzie. A co było nagrodą? Czerwony ogier. Jeśli uda Ci się go oswoić, jest twój. Jeśli nie uda, zostaniesz zjedzony na dnie oceanu. Nie było tutaj żadnych reguł, żadnych odszkodowań, żadnych nagród pocieszenia… nikt nie dostawał drugiej szansy.
Erin popatrzyła się z zakłopotaniem na gapiów. To było jasne, że przynajmniej część z nich będzie gotowa ryzykować swoje życie, by zdobyć ogiera. Zwykłe konie lądowe były tutaj bardzo drogie, o wodnych już nawet nie wspominając. A tutaj proszę, za darmo! Taka okazja może się już nigdy nie powtórzyć. Najpierw jednak trzeba było przeżyć.
Szatynka westchnęła ze zrezygnowaniem. Nie chodziło o to, że ktoś może wygrać tego konia. Nie zależało jej na mięsożernym ogierze. Chodziło o to, że znała ludzi z wioski od kilkunastu miesięcy i wiedziała, że żadna ze zgromadzonych tutaj osób nie była na tyle doświadczonym jeźdźcem, by utrzymać się na spłoszonym koniu. A co dopiero na agresywnym koniu uisce.
-Kto się odważy go dosiąść, śmiało, śmiało!- Gorry zachęcał ludzi z tłumu.- Może pani, och, albo pan? Nie? Jaka szkoda, w takim razie może…- tutaj jego spojrzenie zatrzymało się na drobnej, kulawej dziewczynie. Uśmiechnął się do niej uprzejmie, co mogło wydawać się wielce nietaktowne, biorąc pod uwagę, że mężczyzna trzymał mięsożerną bestię.- … Erin?- dokończył, wytrzymując ostre spojrzenie szatynki.
Dziewczyna wciągnęła powoli rześkie, morskie powietrze. Nie miała zamiaru tego robić, ale… Ale jeśli ja go nie dosiądę, ktoś niebawem zginie., pomyślała, robiąc pierwsze, niepewne kroki w kierunku Gorry’ego. Nawet nie spostrzegła kiedy znalazła się tuż przy koniu.
Spojrzała na niego, a potem na wodę. Lodowate, wiosenne morze nawet o tak wczesnej porze mieniło się kolorami nocy: granatem, czernią i brązem. Jeśli jej się nie uda, do tych trzech barw będzie można dodać odcień czerwieni.
-Schwytałem go wczoraj w nocy. Specjalnie dla ciebie.- powiedział do niej Gorry, klepiąc dziewczynę przyjacielsko po ramieniu. Erin zmuszona była uśmiechnąć się do przyjaciela, chociaż odrobinę.
Znała się z Gorry’m od dłuższego czasu. To właśnie w jego stajni pracowała przy koniach, póki co, zarabiając w ten sposób na życie.
-Domyśliłam się.- odparła, przyglądając się czerwonemu wierzchowcowi. Obserwowała go i wiedziała, że on swymi rybimi ślepiami obserwował ją.
-Chwila, chwila.- odezwał się nagle jeden z pozostałych mężczyzn, współpracownik Gorry’ego.- Co ta dziewczyna robi w tym miejscu, co? O ile pamiętam to małe dzieci nie mają tutaj wstępu.- mówiąc to, zerknął na Erin, posyłając jej złośliwy uśmiech. No tak, prawie bym zapomniała. Nie każdy darzył ją tutaj sympatią, a Carl był jednym z najgorszych. Poza tym, gdy natknęli się z Erin na siebie po raz pierwszy, mężczyzna wziął ją za najwyżej dwunastolatkę i od tego momentu sprytnie wykorzystywał jej dziecięcy wygląd. Chociażby teraz.
-O ile pamiętam- odezwała się zielonooka.- To wasze zawody nie mają regulaminu.- słysząc to, Carl przymrużył oczy, rzucając piegusce nienawistne spojrzenie. Coś mówiło dziewczynie, że stojąc obok konia wodnego, to Carla powinna obawiać się najbardziej.
Kątem oka, Erin dostrzegła rozbawionego Gorry’ego.
-Pozwól jej, co ci szkodzi?- brodaty mężczyzna zwrócił się do współpracownika. Kulawa szatynka dostrzegła w oczach Carla wahanie i postanowiła to wykorzystać.
-No właśnie Carl, co ci szkodzi?- powtórzyła, uśmiechając się podle.- Jeśli mi się nie uda i zginę, już nigdy więcej nie będziesz musiał mnie oglądać.- Ta perspektywa musiała wydać mu się niezmiernie kusząca, skoro po chwili zastanowienia, mężczyzna pozwolił piegusce wziąć udział w grze.
-Połamania nóg… nogi.- powiedział do dziewczyny, uśmiechając się jadowicie.. Erin nie skomentowała jego uwagi, choć miała na to naprawdę wielką ochotę. Teraz musiała przede wszystkim skupić się na czerwonym ogierze.
-Jak mu na imię?- zwróciła się szybko do Gorry’ego, gdy już siedziała na grzbiecie wierzchowca.
-Corr.
-A więc Corr- odparła, pochylając się nad szyją zwierzęcia.- tylko spróbuj mnie utopić.- szepnęła ostro do jego prawego ucha. Może to był tylko zbieg okoliczności, ale gdy wyprostowała się w siodle, ogier wykręcił szyję, przyglądając się szatynce jednym okiem, a następnie wygiął wargi w przeraźliwym uśmiechu. Erin poczuła, jak serce podchodzi jej do gardła, ale wiedziała, że nie wolno jej zrezygnować. Nie teraz, kiedy siedzi na grzbiecie. Nie teraz, gdy wszyscy na nią patrzą.
Flyn zanim ruszyła, dotknęła szyi zwierzęcia. Miała wrażenie, że jego skóra dziwnie drgnęła pod wpływem jej dotyku, zupełnie, jakby szykowała się do ataku. Starała się wsłuchać w rytm jego serca, wyczuć jego naturę i zrozumieć jego zachowanie… nie wyczuła niczego. W tym zwierzęciu nie było niczego normalnego. Poza tym kamień nie ma prawa bić.
Mimo wielkiej niechęci do each uisce, pieguska zdecydowała się ruszyć. Pozwoliła ogierowi kłusować, cały czas jednym okiem obserwując wzburzone wody, a drugim niespokojnego wierzchowca. Corr bez przerwy drżał pod wpływem jej dotyku, nienaturalnie wykręcając przy tym szyję. Erin nie podobało się jego nietypowe dla koni pochylenie głowy, oraz fakt, że prawie w ogóle nie stawiał uszu. Jedno i drugie świadczyło o tym, że pod żadnym pozorem nie wolno było mu ufać. Galop, choć z pewnością był niesamowity i najszybszy, jaki dziewczyna kiedykolwiek poczuła, na pewno nie zmieniał jej opinii o koniach uisce. Czerwony ogier cały czas drobił po twardym piasku, z położonymi uszami, zwrócony głową w kierunku wody. Erin zaklęła głośno, nie obawiając się, ze ktokolwiek to usłyszy. Jej słowa od razu zostały porwane przez wiatr… silny powiew, który niósł ze sobą pieśń oceanu. Wody, która śpiewała do ich uszu i bez przerwy nawoływała Corra.
Nagle ogier zerwał się do biegu, jakby kopnięty prądem. Choć dziewczyna próbowała nad nim jakoś zapanować, odciągając go w stronę lądu, ten nawet nie myślał, by się jej słuchać. Nawet jeśli koń był piękny, nawet jeśli sposób w jaki biegał zapierał dech w piersiach, to cały czas myślał o wodzie i ciągnął ku morzu. Szarpał się i wił niemiłosiernie, a jego ruchy były śliskie i jakby rybie. Zdecydowanie bardziej przypominał morskiego potwora, niż konia. Nawet teraz, kiedy stąpał wszystkimi kończynami na twardym gruncie.
-Nie uda ci się mnie utopić!- krzyknęła do ogiera, usiłując zagłuszyć świszczący wiatr. Corr znów wygiął szyję, patrząc na pieguskę, jak na padlinę. Jego czarne, puste jak studnie oczy zdawały się potraktować jej słowa jak wyzwanie. Ogier ostatni raz zerwał się w stronę gwałtownego morza, tym razem wbiegając w mniejsze fale. Erin poczuła, jak słona woda dociera do jej ust i oczu, jak wpływa do ran i zadrapań, wyrządzonych przez each uisce. Zawrócenie tego demona graniczyło z cudem, ale jakimś trafem udało jej się sprostać temu zadaniu.
Pieguska miała wrażenie, że wyciągnięcie ich z wody, zawrócenie w kierunku plaży i w końcu zatrzymanie konia trwało całe wieki. W rzeczywistości trwało zaledwie kilkanaście sekund. Przez cały ten czas, gdy prowadziła go przez piaski, jego skóra drżała, a szyja próbowała się wyślizgnąć. Gdy Erin zerknęła w stronę czerwonego ogiera, bestia pochwyciła jej podejrzliwe spojrzenie, obnażając ostre kły w sposób, w jaki nie wystawiłby ich żaden lądowy koń. Ani nawet inne zwierzę.
-Panie i panowie, mamy zwycięzcę!- krzyknął Gorry entuzjastycznie do tłumu. Szatynka nie patrzyła ani na niego, ani na reakcję tłumu, który jakby zawiedziony dość szybko się rozszedł.
-Możesz go sobie zabrać.- mruknęła w stronę brodatego mężczyzny, podając mu wodze wierzgającego się ogiera.- Nie potrzebuję mielarki do mięsa.
Mężczyzna uśmiechnął się w odpowiedzi, a pieguska zaczęła się zastanawiać, czy faktycznie darzy ją sympatią.
-Niczego nie rozumiesz, droga Erin. Konie są uosobieniem wolności…
-A więc daj mi konia, nie bestię.
-Szybszego nie znajdziesz, dobrze o tym wiesz, mam rację?- miał i to najbardziej ją niepokoiło. Jeszcze bardziej niż obnażający zęby Corr. Westchnęła ze zrezygnowania, starając się uspokoić bicie serca.- Jeśli ty go nie weźmiesz, dam go komuś innemu. Myślisz, że którykolwiek z miejscowych jest w stanie się na nim utrzymać? – dodał, unosząc jedną brew. Erin zaklęła cicho, po czym przytaknęła powoli głową. Miał rację, już po raz drugi.
-Wezmę go.- mruknęła w końcu, ściskając mocniej wodze konia.- Ale nie myśl sobie, że jestem tym urzeczona. Potrzebuję go, by się stąd wyrwać, nic więcej. Przy pierwszej lepszej okazji wypuszczę go do wody.- odparła, piorunując Gorry’ego ostrym, ale i pewnym siebie spojrzeniem. Ku jej zaskoczeniu, brodaty mężczyzna pokręcił przecząco głową.
-Nie będziesz w stanie. One są jak wolność, uzależniają do tego stopnia, że jesteś gotów oddać za nie życie.- odparł, po czym jakby nigdy nic, odwrócił się na pięcie i odszedł swoją stronę.
Erin została sama na plaży, z jedną ręką w kieszeni, a drugą na wodzach czerwonego ogiera. Mimo tego co myślała o tych koniach, musiała przyznać się do jednej rzeczy. Faktycznie czuła się tak, jakby właśnie wygrała wolność.
Erin wstała powoli, otrzepując za duże ubranie z ziemi i pojedynczych źdźbeł trawy, jakie zdążyły się do niej przykleić podczas zaledwie tej jednej nocy. Rozejrzała się pospiesznie, taksując swym przenikliwym wzrokiem to plażę i wodę przed sobą, to niebo nad głową, to przypadkowych mieszkańców wioski, przechodzących niedaleko. Jednak podczas tej obserwacji, ludzie byli dla niej najmniej istotni.
Dopiero teraz, gdy postała przez dłuższą chwilę na klifach, usłyszała silne wycie wiatru nad głową, odgłosy przypływu, oraz skrzeki białych mew, zataczających coraz to większe koła na niebie. Gdzieś tam da dole grupa ludzi prowadziła przez piaszczystą plażę konia, a kiedy zatrzymali się w dogodnym miejscu, dookoła nich ustawiło się co najmniej kilkunastu gapiów. Ogier był niespokojny. Szarpał się co chwila i szamotał, próbując uwolnić się od lin, krępujących jego ruchy. Choć zachowywał się naprawdę gwałtownie, rżał cicho, nawołując w stronę morza. Już na pierwszy rzut oka widać było, że wierzchowiec był zaniepokojony wszystkim, co go otaczało. Sztormem, silnym wiatrem, oraz krzykami, dobiegającymi ze wszystkich stron. To właśnie ten krzyk obudził Erin, nie silny wiatr.
Tłok na plaży o tej porze, w dodatku w tak małej wiosce był naprawdę niecodziennym widokiem.
Nie zajęło to zbyt wiele czasu, gdy piegowata dziewczyna postanowiła udać się w dół klifów, na piaszczystą plażę. Przez chwilę zdawało się to nie lada wyzwaniem, biorąc pod uwagę, że wąska droga do najłagodniejszych nie należała, a ciężko jest poruszać się po takich terenach ze sztuczną kończyną. Jednak kiedy Erin dotarła na plażę, okazało się, że strome zbocza klifów były jej najmniejszym problemem.
Pomijając już fakt, że dla tak niskiej i drobnej osoby jak ona, przedarcie się przez tłum głośnych i skandujących gapiów graniczyło z cudem, to to co ujrzała w środku zbiegowiska wcale nie poprawiło jej humoru.
Na piaszczystym kręgu dostrzegła trzech, masywnych i wyższych od niej co najmniej o trzy i pół głowy mężczyzn. To właśnie do nich krzyczeli ludzie, wypowiadając imiona owych osobników, których Erin znała aż za dobrze. Byli to hodowcy koni, jedni z najbardziej rozpoznawalnych w okolicy, nie tylko tej najbliższej. Wśród nich najważniejszy był rosły brodaty mężczyzna, o imieniu Gorry. To właśnie on pierwszy z całej trójki ujrzał w tłumie gapiów piegowatą dziewczynę. I choć po jego spojrzeniu można było się domyśleć, że był mile zaskoczony jej obecnością na plaży, to póki co nie zawołał jej do siebie. To jednak nie trzej mężczyźni byli tutaj w centrum uwagi, a wierzchowiec, którego przyprowadzili ze sobą. Było w nim coś… niezwykłego, a zarazem przerażającego. Patrzenie się na ogiera wywoływało swego rodzaju lęk pomieszany z ekscytacją. To z pewnością nie był zwykły koń, Erin dobrze o tym wiedziała. Była jednak zła na siebie, że nie mogła sobie przypomnieć czym dokładnie on był, choć wiedziała, że ma to na końcu języka. Co prawda mogła podejść bliżej i najzwyczajniej w świecie zapytać się Gorry’ego, bądź też któregoś z gapiów, ale póki co wolała się nie wychylać. Po prostu obserwowała, z nadzieją, że sama sobie przypomni.
Ogier był zdecydowanie większy od zwykłych koni lądowych, jakie widuje się w tych stronach. Posiadał silne i zadziwiająco długie nogi, wyraźnie przystosowane do wielogodzinnych, męczących biegów. Najdziwniejszy był jednak jego pysk. Koń miał wąskie i wydłużone nozdrza, a jego czarne, śliskie oczy, równie dobrze mogły być oczami ryby. Ciemne uszy przypominały trochę torebki z jajami rekina: były długie i dziwacznie zbliżone do siebie. To właśnie bardziej upodobniało go do demona, niż do konia. Co gorsza, Erin nie mogła oprzeć się wrażeniu, że im dłużej przyglądała się ogierowi, tym ten częściej zerkał w jej stronę. Kiedy za którymś razem ich spojrzenia się spotkały, wierzchowiec wygiął wargi w przerażającym uśmiechu, odsłaniając ostre kły. Tak, dokładnie- ten koń miał k ł y . Szatynka miała już podejrzenia co do tego, czym owo zwierzę w rzeczywistości było. O jej opinii przesądziła również barwa rumaka, która o ile w ciemności wydawała się kasztanowata, to dopiero przy pierwszych, jasnych promieniach słońca dało się dostrzec, iż miała karminowy odcień krwi.
Each uisce., pomyślała dziewczyna, uśmiechając się smutno. Nie mam pojęcia jacy bogowie zesłali Cię na te ziemie.
Teraz, gdy pieguska ustaliła tożsamość stwora, cała reszta wydała się aż dziecinnie prosta. Widziała już czemu trzej mężczyźni przyprowadzili konia wodnego na plażę o tak wczesnej porze. Wiedziała również z jakiego powodu zgromadzili się tutaj ludzie. A znając dobrze Gorry’ego, nie było mowy o pomyłce w swych przypuszczeniach. To nie była jakaś zwykła licytacja. To nie było zwykłe testowanie konia. To była gra. Pojedynek, w którym każdy miał szansę wziąć udział, aczkolwiek nie każdemu było dane go przeżyć. Kto był Twoim przeciwnikiem? Wzburzone morze, fale, silny wiatr oraz pozostali ludzie. A co było nagrodą? Czerwony ogier. Jeśli uda Ci się go oswoić, jest twój. Jeśli nie uda, zostaniesz zjedzony na dnie oceanu. Nie było tutaj żadnych reguł, żadnych odszkodowań, żadnych nagród pocieszenia… nikt nie dostawał drugiej szansy.
Erin popatrzyła się z zakłopotaniem na gapiów. To było jasne, że przynajmniej część z nich będzie gotowa ryzykować swoje życie, by zdobyć ogiera. Zwykłe konie lądowe były tutaj bardzo drogie, o wodnych już nawet nie wspominając. A tutaj proszę, za darmo! Taka okazja może się już nigdy nie powtórzyć. Najpierw jednak trzeba było przeżyć.
Szatynka westchnęła ze zrezygnowaniem. Nie chodziło o to, że ktoś może wygrać tego konia. Nie zależało jej na mięsożernym ogierze. Chodziło o to, że znała ludzi z wioski od kilkunastu miesięcy i wiedziała, że żadna ze zgromadzonych tutaj osób nie była na tyle doświadczonym jeźdźcem, by utrzymać się na spłoszonym koniu. A co dopiero na agresywnym koniu uisce.
-Kto się odważy go dosiąść, śmiało, śmiało!- Gorry zachęcał ludzi z tłumu.- Może pani, och, albo pan? Nie? Jaka szkoda, w takim razie może…- tutaj jego spojrzenie zatrzymało się na drobnej, kulawej dziewczynie. Uśmiechnął się do niej uprzejmie, co mogło wydawać się wielce nietaktowne, biorąc pod uwagę, że mężczyzna trzymał mięsożerną bestię.- … Erin?- dokończył, wytrzymując ostre spojrzenie szatynki.
Dziewczyna wciągnęła powoli rześkie, morskie powietrze. Nie miała zamiaru tego robić, ale… Ale jeśli ja go nie dosiądę, ktoś niebawem zginie., pomyślała, robiąc pierwsze, niepewne kroki w kierunku Gorry’ego. Nawet nie spostrzegła kiedy znalazła się tuż przy koniu.
Spojrzała na niego, a potem na wodę. Lodowate, wiosenne morze nawet o tak wczesnej porze mieniło się kolorami nocy: granatem, czernią i brązem. Jeśli jej się nie uda, do tych trzech barw będzie można dodać odcień czerwieni.
-Schwytałem go wczoraj w nocy. Specjalnie dla ciebie.- powiedział do niej Gorry, klepiąc dziewczynę przyjacielsko po ramieniu. Erin zmuszona była uśmiechnąć się do przyjaciela, chociaż odrobinę.
Znała się z Gorry’m od dłuższego czasu. To właśnie w jego stajni pracowała przy koniach, póki co, zarabiając w ten sposób na życie.
-Domyśliłam się.- odparła, przyglądając się czerwonemu wierzchowcowi. Obserwowała go i wiedziała, że on swymi rybimi ślepiami obserwował ją.
-Chwila, chwila.- odezwał się nagle jeden z pozostałych mężczyzn, współpracownik Gorry’ego.- Co ta dziewczyna robi w tym miejscu, co? O ile pamiętam to małe dzieci nie mają tutaj wstępu.- mówiąc to, zerknął na Erin, posyłając jej złośliwy uśmiech. No tak, prawie bym zapomniała. Nie każdy darzył ją tutaj sympatią, a Carl był jednym z najgorszych. Poza tym, gdy natknęli się z Erin na siebie po raz pierwszy, mężczyzna wziął ją za najwyżej dwunastolatkę i od tego momentu sprytnie wykorzystywał jej dziecięcy wygląd. Chociażby teraz.
-O ile pamiętam- odezwała się zielonooka.- To wasze zawody nie mają regulaminu.- słysząc to, Carl przymrużył oczy, rzucając piegusce nienawistne spojrzenie. Coś mówiło dziewczynie, że stojąc obok konia wodnego, to Carla powinna obawiać się najbardziej.
Kątem oka, Erin dostrzegła rozbawionego Gorry’ego.
-Pozwól jej, co ci szkodzi?- brodaty mężczyzna zwrócił się do współpracownika. Kulawa szatynka dostrzegła w oczach Carla wahanie i postanowiła to wykorzystać.
-No właśnie Carl, co ci szkodzi?- powtórzyła, uśmiechając się podle.- Jeśli mi się nie uda i zginę, już nigdy więcej nie będziesz musiał mnie oglądać.- Ta perspektywa musiała wydać mu się niezmiernie kusząca, skoro po chwili zastanowienia, mężczyzna pozwolił piegusce wziąć udział w grze.
-Połamania nóg… nogi.- powiedział do dziewczyny, uśmiechając się jadowicie.. Erin nie skomentowała jego uwagi, choć miała na to naprawdę wielką ochotę. Teraz musiała przede wszystkim skupić się na czerwonym ogierze.
-Jak mu na imię?- zwróciła się szybko do Gorry’ego, gdy już siedziała na grzbiecie wierzchowca.
-Corr.
-A więc Corr- odparła, pochylając się nad szyją zwierzęcia.- tylko spróbuj mnie utopić.- szepnęła ostro do jego prawego ucha. Może to był tylko zbieg okoliczności, ale gdy wyprostowała się w siodle, ogier wykręcił szyję, przyglądając się szatynce jednym okiem, a następnie wygiął wargi w przeraźliwym uśmiechu. Erin poczuła, jak serce podchodzi jej do gardła, ale wiedziała, że nie wolno jej zrezygnować. Nie teraz, kiedy siedzi na grzbiecie. Nie teraz, gdy wszyscy na nią patrzą.
Flyn zanim ruszyła, dotknęła szyi zwierzęcia. Miała wrażenie, że jego skóra dziwnie drgnęła pod wpływem jej dotyku, zupełnie, jakby szykowała się do ataku. Starała się wsłuchać w rytm jego serca, wyczuć jego naturę i zrozumieć jego zachowanie… nie wyczuła niczego. W tym zwierzęciu nie było niczego normalnego. Poza tym kamień nie ma prawa bić.
Mimo wielkiej niechęci do each uisce, pieguska zdecydowała się ruszyć. Pozwoliła ogierowi kłusować, cały czas jednym okiem obserwując wzburzone wody, a drugim niespokojnego wierzchowca. Corr bez przerwy drżał pod wpływem jej dotyku, nienaturalnie wykręcając przy tym szyję. Erin nie podobało się jego nietypowe dla koni pochylenie głowy, oraz fakt, że prawie w ogóle nie stawiał uszu. Jedno i drugie świadczyło o tym, że pod żadnym pozorem nie wolno było mu ufać. Galop, choć z pewnością był niesamowity i najszybszy, jaki dziewczyna kiedykolwiek poczuła, na pewno nie zmieniał jej opinii o koniach uisce. Czerwony ogier cały czas drobił po twardym piasku, z położonymi uszami, zwrócony głową w kierunku wody. Erin zaklęła głośno, nie obawiając się, ze ktokolwiek to usłyszy. Jej słowa od razu zostały porwane przez wiatr… silny powiew, który niósł ze sobą pieśń oceanu. Wody, która śpiewała do ich uszu i bez przerwy nawoływała Corra.
Nagle ogier zerwał się do biegu, jakby kopnięty prądem. Choć dziewczyna próbowała nad nim jakoś zapanować, odciągając go w stronę lądu, ten nawet nie myślał, by się jej słuchać. Nawet jeśli koń był piękny, nawet jeśli sposób w jaki biegał zapierał dech w piersiach, to cały czas myślał o wodzie i ciągnął ku morzu. Szarpał się i wił niemiłosiernie, a jego ruchy były śliskie i jakby rybie. Zdecydowanie bardziej przypominał morskiego potwora, niż konia. Nawet teraz, kiedy stąpał wszystkimi kończynami na twardym gruncie.
-Nie uda ci się mnie utopić!- krzyknęła do ogiera, usiłując zagłuszyć świszczący wiatr. Corr znów wygiął szyję, patrząc na pieguskę, jak na padlinę. Jego czarne, puste jak studnie oczy zdawały się potraktować jej słowa jak wyzwanie. Ogier ostatni raz zerwał się w stronę gwałtownego morza, tym razem wbiegając w mniejsze fale. Erin poczuła, jak słona woda dociera do jej ust i oczu, jak wpływa do ran i zadrapań, wyrządzonych przez each uisce. Zawrócenie tego demona graniczyło z cudem, ale jakimś trafem udało jej się sprostać temu zadaniu.
Pieguska miała wrażenie, że wyciągnięcie ich z wody, zawrócenie w kierunku plaży i w końcu zatrzymanie konia trwało całe wieki. W rzeczywistości trwało zaledwie kilkanaście sekund. Przez cały ten czas, gdy prowadziła go przez piaski, jego skóra drżała, a szyja próbowała się wyślizgnąć. Gdy Erin zerknęła w stronę czerwonego ogiera, bestia pochwyciła jej podejrzliwe spojrzenie, obnażając ostre kły w sposób, w jaki nie wystawiłby ich żaden lądowy koń. Ani nawet inne zwierzę.
-Panie i panowie, mamy zwycięzcę!- krzyknął Gorry entuzjastycznie do tłumu. Szatynka nie patrzyła ani na niego, ani na reakcję tłumu, który jakby zawiedziony dość szybko się rozszedł.
-Możesz go sobie zabrać.- mruknęła w stronę brodatego mężczyzny, podając mu wodze wierzgającego się ogiera.- Nie potrzebuję mielarki do mięsa.
Mężczyzna uśmiechnął się w odpowiedzi, a pieguska zaczęła się zastanawiać, czy faktycznie darzy ją sympatią.
-Niczego nie rozumiesz, droga Erin. Konie są uosobieniem wolności…
-A więc daj mi konia, nie bestię.
-Szybszego nie znajdziesz, dobrze o tym wiesz, mam rację?- miał i to najbardziej ją niepokoiło. Jeszcze bardziej niż obnażający zęby Corr. Westchnęła ze zrezygnowania, starając się uspokoić bicie serca.- Jeśli ty go nie weźmiesz, dam go komuś innemu. Myślisz, że którykolwiek z miejscowych jest w stanie się na nim utrzymać? – dodał, unosząc jedną brew. Erin zaklęła cicho, po czym przytaknęła powoli głową. Miał rację, już po raz drugi.
-Wezmę go.- mruknęła w końcu, ściskając mocniej wodze konia.- Ale nie myśl sobie, że jestem tym urzeczona. Potrzebuję go, by się stąd wyrwać, nic więcej. Przy pierwszej lepszej okazji wypuszczę go do wody.- odparła, piorunując Gorry’ego ostrym, ale i pewnym siebie spojrzeniem. Ku jej zaskoczeniu, brodaty mężczyzna pokręcił przecząco głową.
-Nie będziesz w stanie. One są jak wolność, uzależniają do tego stopnia, że jesteś gotów oddać za nie życie.- odparł, po czym jakby nigdy nic, odwrócił się na pięcie i odszedł swoją stronę.
Erin została sama na plaży, z jedną ręką w kieszeni, a drugą na wodzach czerwonego ogiera. Mimo tego co myślała o tych koniach, musiała przyznać się do jednej rzeczy. Faktycznie czuła się tak, jakby właśnie wygrała wolność.
<No Ursa, składam Ci to opko w ofierze. Tylko nie zjadaj Maurów, dobrze? :3>