Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Squall. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Squall. Pokaż wszystkie posty

środa, 4 stycznia 2017

Od Squall - Coś większego się zbliża...

(zawiera nieco treści brutalnych, jeśli jesteś wrażliwy nie czytaj tego co jest ciemniejsze)


    Piratka poczuła się nagle nie najlepiej i uznała że zdecydowanie lepszym wyjściem niż robienie z tego sensacji będzie oddalenie się w sposób który nie będzie świadczył o jej samopoczuciu czyli typowo dla niej nie miły i arogancki. Tak długo jak znajdowała się jeszcze w zasięgu wzroku innych szła wyprostowana, ale gdy tylko uznała że nikt jej nie widzi skuliła się mocno obejmując głowę która w jej mniemaniu miała zaraz miała pęknąć.
  -Psia krew... co jest?- Warknęła...
***
   Leonis uśmiechnął się najmilej jak umiał równocześnie starając się nie chwalić lwim uzębieniem żeby nie stresować drobnej blondynki.
  -Pewnie, możesz zostać ile chcesz. Wszyscy tutaj są tułaczami, nikogo nie będę trzymał, ani zmuszał, ale zawsze pomogę i przygarnę pod skrzydła. A nawet obronię gdyby wojna miała znaleźć się jeszcze bliżej.- Patrzył dziewczynie głęboko w oczy wysilając swój dodatkowy zmysł by ją przejrzeć jak i innych zebranych. Nie wyczuwał na razie niebezpieczeństwa czy strachu z strony innych, co bardzo go cieszyło. Od kiedy tu był udało mu się już trochę wyostrzyć zmysł wyczuwania emocji co sprawiało że mimo tak krótkiej znajomości wszystkie te istoty tutaj były dla niego niemal jak stado, jakby znał ich dłużej niż tych parę chwil. Dziewczyna uśmiechnęła się słabo, jeszcze nieco niepewna.
  -Dziękuję...- Bąknęła jeszcze i spuściła wzrok, Alt nie naskakiwał na nią, rozumiał że ona w przeciwieństwie do niego wcale nie znała więc chciał dać jej czas się oswoić.
  -Przedstawię was całej tutejszej ferajnie, w końcu głupio nie znać swoich współtowarzyszy.- Wyprostował się i pobiegł wzrokiem po czwórce nowych i ruszył żywym ale nie zbyt szybkim krokiem.
  -Swoja drogą nie wiem czy już tobie mówiłem, ale jest tutaj ktoś bardzo do ciebie podobny.- Posłał tajemnicze spojrzenie Kitte, ten wyjątkowo podobny zapach i aura nie mogły być przypadkiem, a lekkie drgnięcie podpowiadało mu że właśnie Hanneona. Uśmiechnął się pod nosem i z powrotem odwrócił w kierunku marszu.
  -Powiedzcie mi tylko jak tu trafiliście? Jestem ciekaw dowiedzieć się czegoś więcej o was...- Zwrócił się do wszystkich.


***


     Szatynka powoli otworzyła oczy. Świat zdawał się jej nieco zbyt jaskrawy przez chwilę, jednak szybko wrócił do normy. Podniosła się lekko odruchowo ocierając twarz. Co to? Zatrzymała dłoń. Ciepłe, mokre, gęste. Odsunęła ją od twarzy i uważnie jej się przyjrzała.
  -Nosz ja pier...- Warknęła zatykając jedną dziurkę palce i wydmuchując krew z nosa plamiąc zieloną trawę na szkarłatno. To samo zrobiła z drugą dziurką a następnie wytarła resztki z twarzy i podniosła się z ziemi i ruszyła w stronę wybrzeża jak gdyby nigdy nic. Kręciło jej się jeszcze nieco w głowie ale domyślała się co to mogło być. Gdy tylko zobaczyła błękitne niebo przyśpieszyła kroku, dobrze wiedziała że jest tam już jej ukochane morze. Nie przeszkadzał jej nawet wysoki klif, po prostu skoczyła do wody. Znikając na znacznie dłużej niż mogłyby pozwolić ludzkie płuca, a nawet te u delfinów. Gdyby ktoś to widział uznałby że dziewczyna popełniła samobójstwo skacząc tam i topiąc się. Ta jednak wynurzyła się nawet nie biorąc głębszego wdechu jak by to zrobił ktoś normalnie. Położyła się na wodzie odpoczywając jeszcze chwilę i dopiero wtedy zaczęła wspinać się na swoją łajbę. Gdy tylko jej mokre buty dotknęły pokładu maszty lekko zaskrzypiały a zwisające luźno szoty zakołysały się.
  -No wiem, wiem... też tęskniłam.- Przytuliła się do masztu, zaraz jednak odsunęła się od niego sięgnęła po szable i z zawadiackim uśmieszkiem wyciągnęła szable. Wszystkie żagle na jej rozkaz rozwinęły się i nabrały powietrza.
  -Dalej k*rwa, pruj przez morze leniwa łajbo!- Zawołała a pchnięty wiatrem okręt szarpnął ruszając gwałtownie. Squall schowała szable do pochwy. Złapała za jedną z zwisających z bomu lin i odbiła się od masztu przelatując w powietrzu parę metrów w stronę steru, nie było to jednak wystarczająco daleko, więc ostatnie metry pokonała puszczając się liny i robiąc salto. Wylądowała idealnie, odgarnęła niesforne włosy z szerokim uśmiechem i złapała za koło sternicze. Patrząc gdzieś przed dziobem zaczęła nucić pod nosem...


Zakochał się John w pięknej Sally
Łej hej, w babie ze stali
Spał z nią nawet, gdy inni się bali
Potem popłynął w rejs.

Łej hej opowiem wam o Sally
Łej hej o babie ze stali
Opowiem wam dziś, jak ona się...
Tylko piwa dajcie mi!

Żadna się równać nie może z Sally
Łej hej z babą ze stali
Gdy strzelisz w pysk, każda jedna się żali
Tylko Sally jeszcze chce.

Łej hej opowiem wam o Sally
Łej hej o babie ze stali
Opowiem wam dziś, jak ona się...
Tylko piwa dajcie mi!



    Pieśń urwała się gdy po paru godzinach podróży dziewczyna spostrzegła dym unoszący się znad horyzontu, na szczęście nie mogło być to Hidden, bo była już za daleko, ale z pewnością ogień był niedaleko jej nowego "portu". Czuła że to z pewnością wojska Arsmana, może by tak się przywitać już parę dni nie miała porządnej rozrywki. Uśmiechnęła się w jednym z najwredniejszych uśmiechów, a w oczach błysnęły małe iskierki chochlika.
    Przy tafli wody było słychać jeszcze resztki odgłosów walki, woda niosła krzyki niedobitków którzy zaraz jednak skończą jak reszta od mieczy i strzał wojsk imperium. Nawet nie zauważyli powoli wynurzającej się z wody postaci w kapturze.
  -Zachciało wam się powstań co? Nie podoba wam się w Sorsinie? To już więcej jej nie zobaczycie...- Rechotał jakiś żołnierz podnosząc miecz na krzyczącego i kulącego się ze strachu otyłego mężczyznę, prawdopodobnie byłego właściciela tutejszego zajazdu. Ostrze jednak nie dotknęło przerażonego grubasa, tylko upadło tuż obok z zaciśnięta wciąż na rękojeści odciętą dłonią. Teraz powietrze przeszył rozpaczliwy krzyk napastnika patrzącego z przerażeniem na odciętą kończynę.
  -D...dziękuję... je.. jesteś tu...- Roztrzęsiony mężczyzna podniósł wzrok na nieznajomą postać ukrytą pod kapturem, nie dane mu jednak było dokończyć bo żółte oczy wypełnione dziką i chorą satysfakcją sadysty odebrały mu mowę.
  -Bynajmniej nie by wam pomóc, a teraz sp*erdalaj z tobą żadna zabawa...- Warknęła a tamten jeszcze na czterech kończynach zaczął uciekać.
  -Kim jesteś?- Usłyszała pytanie kogoś obok
  -O proszę, a jednak was więcej... już myślałam że się będę nudziła...- Wszyczerzyła się w ironicznym uśmiechu ukazując niezbyt ludzkie kły. W jej pobliżu zbiegli się zaarmwani krzykiem towarzysze kaleki. Umundurowani z mieczami lub łukami, a nawet kosturami. Ot zwykły oddział wojsk Arsmana. Inny szeregowy widząc niej zagrożenie bądź kolejną ofiarę do zabicia rzucił się na dziewczynę od tyłu. Jaka szkoda że od razu go usłyszała. Zrobiła głęboki skłon unikając świszczącego ostrza jednocześnie wyciągając z jednej z kryjówek dość długi i solidny nóż. Gdy obracała się dalej zgięta kierunku napastnika na ułamek sekundy spojrzała mu w oczy i posłała bardzo nieprzyjemny grymas "uśmiechu". Wbiła mu nóż nisko w brzuch i długim ruchem rozpłatała go aż do szyi rozbryzgując na około krew. Nie czekała nawet aż truchło upadnie na ziemię. Skoczyła do kolejnego zbliżającego się natręta z mieczem tek pewnego siebie że nie zauważył kiedy soczysty kopniak połamał mu mostek na kawałki pozbawiając tchu. Następnych trzech nawet nie trzeba było długo męczyć. Squall wybiła jednemu broń z ręki a jego głowę roztrzaskała na pół o drzewo, drugi został z poderżniętym gardłem, gdy złapała trzeciego za szyję dusząc koło jej twarzy śmignęła strzała. Stała z biednym młodziakiem prawdopodobnie gdzieś z stolicy, zaciągnął się do wojska licząc na awans a teraz ślinił się pozbawiany tchu.
  -Proszę, proszę... kogo my tu mamy? A już myślałem że cię diabli wzięli...- Usłyszała niski i spokojny głos. Na miejscu pojawił się wysoki i dobrze zbudowany szatyn, był ubrany inaczej, lepiej od towarzyszącej mu grupy żołnierzy.
  -Tak dawno się nie widzieliśmy że musiałam się przywitać z  tobą Fortisie...- Sztorm posłała mu niby miły uśmiech nie puszczając duszącego się chłopaczka.
  -Ładnie to tak? Zabawiasz się z chłopstwem, a ja na morzu widzę tylko horyzont...- Mruknęła z teatralnym smutkiem. Stojący przed nią mężczyzna był już jej doskonale znany. Jeden z najwyżej postawionych dowódców Sorsiny, odpowiedzialny za najdelikatniejsze, najdziwniejsze i tajne sprawy wojenne. Jeśli trzeba było coś załatwić po cichu ale z dużą ilością trupów to właśnie jego wysyłano. Stąd też dziewczyna go znała, to głównie on zajmował się polowaniem na nią z resztą gdyby wydało się istnienie Hidden nie kto inny jak on zjawiłby się na czele wojsk.
 -Ostatnio dostałem inne zadanie, ale nie bój się tobą też się zajmę, choć może nie będę musiał skoro sama tu przyszłaś. Poza tym będziemy tak gadać jak go trzymasz? Zostaw żółtodzioba, mało ci zatopionych statków?- Piratka wzruszyła ramionami, jakby zgadzając się z nim że trzymanie młodego nie było najlepszym zajęciem i puściła go. Blondyn zaczął łapczywie wciągać powietrze, kobieta jednak nie chciała dać mu dalej oddychać jednym błyskawicznym ruchem skręciła mu kark. Wśród żłnierzy przesunął się cichy pomruk, jednak dowódca stał zupełnie nie wzruszony. Squall pewnym krokiem podeszła do szatyna i z uwodzicielskim spojrzeniem położyła mu dłoń na ramieniu.
 -Jestem ciekawa co ktoś jak ty robi w tej wiosce, to raczej nie jest miejsce dla kogoś od zadań "specjalnych"- Mówiła nie przestając go uwodzić. Bez krępacji przesuwała dłońmi po jego torsie i twarzy, czasem nawet sama się o niego ocierała, zostawiała na jego mundrze krwawe ślady. Ten jednak stał dalej niewzruszony.
 -Mam tutaj takie samo zadanie jak inne. A teraz jeśli pozwolisz, chciałbym cię zamknąć, dokończyć to zadanie a dopiero później cię zabić...- Położył jej dłoń na policzku i spojrzał głęboko w oczy mówiąc to.
 -Och... nie mów że nadal masz mi za złe tę niewinną noc. Myślałam że ci się podobało...- Udawała że się nieco wstydzi gdy wspomina to. Jednocześnie sięgała po swoją szable tak by tego nie widział ani on, ani jego sługusy. -Wiesz... moglibyśmy to kiedyś powtórzyć... nawet tu... nawet teraz...- Wyszeptała mu do ucha nieco przesuwając po nim językiem. W tym momencie zamachnęła się szablą. Niestety, dowódca nie był normalnym człowiekiem i odskoczył od ciosu. Nie odpowiedział jednak na jej atak. Skinieniem głowy dał znak swoim podwładnym by to oni męczyli się z piratką. Szybko szacując miała przeciw sobie około tuzina ludzi tutaj, a z pewnością w wiosce było ich więcej i  każdej chwili mogli się pojawić. Squall oślepiła najbliższego który do niej podbiegł precyzyjny cięciem, następnie kopnęła na resztę dając sobie chwilę by wskoczyć na najwyższego z nich i dostać się w korony drzew. Szybko zniknęła w liściach. W górę poszybowało jeszcze kilka strzał, ale zaraz łuczników powstrzymał ich dowódca.
 -Wiesz perełko, jeśli chciałaś mnie zabić trzeba było zrobić to gdy leżałem nago przywiązany do łóżka w portowej karczmie.- Zawołał licząc na odpowiedź by mógł namierzyć ją. 
 -Więc jesteś zły tylko o poranek?- Wyszczerzyła się spadając tuż za plecami łuczników. Szabla świsnęła w powietrzu podrzynając gardła trzem z nich. Kilka strzał śmignęło koło niej z czego jedna drasnęła ją w bok. To jej nie zatrzymało najbliżej stojącemu łucznikowi wbiła nos w czaszkę obuchem szabli masakrując mu twarz, dwóch następnych pozbawiła rąk przecinając ścięgna. Z boku zaatakowało ją dwóch mięśniaków z mieczami. Zrobiła unik przed pierwszym ciosem, następnie złapała go za ramię i ustawiła ostrze tak że przebiło drugiego mężczyznę. A swojej marionetce wbiła w oko wydobyty z rękawa sztylet. Zanim zdążyła puścić swój nóż usłyszała charakterystyczny metaliczny dźwięk jaki wydaje rzucane zaklęcie, robiąc piruet odbiła je ostrzem szabli i wysłała szydercze mrugnięcie do maga który je rzucił a był to właśnie Fortis.
 -Chyba zapomniałeś że to się mnie nie ima.
 -Moja wina...- Odwzajemnił uśmiech i w następnej chwili dobył broń przypominającą długi, cienki jednoręczny miecz. Para zaczęła w niemożliwy do zarejestrowania dla ludzkiego oka tempie wymieniać się ciosami. Squall zadała się przy ty świetnie bawić wykonując zwody i uniki na przemian z nieczystymi zagrywkami. Odbiła ostrze przeciwnika i zamachnęła się celując w gardło przeciwnika, jednak ten cofnął się o krok przez co udało jej się tylko rozospłatać mu policzek. Dowódca dotknął krwi i obrzucił ją nienawistnym spojrzeniem atakując z jeszcze większym zawzięciem. Sztorm to jednak jeszcze bardziej bawiło, a jaj twarz wykrzywiał coraz to bardziej szaleńczy uśmiech. Jeden z wojowników Fortisa zaatakował ją od tyłu, udało jej się sparować cios najpierw jego, następnie dowódcy który cofnął się o krok. Dziewczyna uderzyła pięścią w twarz woja wybijając mu zęby i sprawiając że padł jak długi, zaraz jednak zaatakował ją kolejny i kolejny razem z jej głównym przeciwnikiem. Akcja się zagęczszała dziewczyna równocześnie walczyła już z czterema napastkimami. Udało jej jednego ciąć przez cały tors ale w tym samym momencie sama końcówka broni szatyna sięgnęła jej samej podobnie jak jemu trafiając jedynie twarz i rozcinając łuk brwiowy. Nie zatrzymując się rozcięła głowę kolejnego i obiła kolejny atak Fortisa. Odsłonił się, to była jej szansa, zamachnęła się po raz kolejny chcąc go rozpłatać ale ostatni z jego parobków zasłonił go. Żołnierz został rozpłatany piórem szabli a upadając uderzył jelcem w głowę dowódcy zamraczając go na chwilę. Od strony dogorywającej wioski tak jak się spodziewała zaczęło przybywać coraz więcej ludzi widzących swojego dowódcę w opresji rzucali się na nią. Squall walczyła z nimi zabijając i ranią kolejnych ale teraz było ich już za wiele, na morzu mogłaby ich bez trudu pokonać, ale tu? na lądzie? Kolejne strzały kierowane w jej stronę i kolejne zaklęcia które musiała odbijać. Postanowiła jednak pożegnać się z nimi w spektakularny sposób. Na samym skraju palącej się połaci terenu dostrzegła beczki na wojskowym wozie. mogły być tylko z prochem bądź alkoholem, ale raczej to pierwsze. Squall podskoczyła łapiąc się gałęzi, następnie rozchuźdała się z niej i przeskoczyła nad znaczną częścią wojskowych, ostatnie metry pokonując skacząc po głowach niektórych. Wylądowała na wozie z którego szybko zeskoczyła i schowała się za nim. Wyjęła kamienie blokujące koła, chwyciła palące się polano i wdrapała się na szczyt beczek.
 -Fortis! Pozdrów ode mnie szatana!- Wyszczerzyła się rzucając płomień na beczki. Powóz ruszył z górki w stronę plaży. Przerażeni wojskowi zaczęli rozpierzchać się przed palącym się prochem na kołach z szaloną kobietą na nich. W ostatniej chwili dziewczyna skoczyła a za jej plecami beczki zaczęły wybuchać dodatkowo ją odrzucając na szczęście trafiła prosto do wody gdzie popłynęła do swojego statku. Gdy tylko wdrapała się na pokład okręt sam wziął kurs na Hidden a Squall zajęła się prowizorycznym opatrywaniem poparzeń na plecach i rany na boku, przeciętą brew jedynie przetarła rękawem. Zerkała jeszcze co jakiś czas w stronę unoszącego się dymu. Pewnie większość zginęła ale z pewnością nie Fortis, za dług się z nim użerała by wiedzieć że takie coś nie zabije tego paladyna. Ale z pewnością jeszcze na niego trafi... Wracała do Hidden nucąc pod nosem resztę znanych jej szant, nim dopłynęła do swojej zatoczki było już ciemno. Zakotwiczyła statek, zamaskowała się i skierowała w stronę wczorajszego ognika, w końcu tam właśnie powinien się ktoś pojawić, a ona miała powiedzieć coś ważnego Atlantowi. Gdy jednak znalazła się pod jego domem zobaczyła jedynie smoka, Felina i Lisbeth.
 -A gdzie reszta?- Zapytała siadając na ganku i kładąc nogi na stole.
 ~Phester i Mild jeszcze nie wrócili, a Atlant z resztą oceniają tutejsze budynki na ile można je zamieszkać.~ W jej głowie za wibrował głos gada
 -Ja tam mam już gdzie spać, więc niech sobie łażą.- Mruknęła naciągając jeszcze mocniej kaptur i kominiarkę.Niespodziewanie przysunął się do niej ogromny łeb Frelsera i zaczął ją obwąchiwać.
 -Hej! Co ty robisz?- Warknęła odsuwając od siebie jego paszczę.
 ~Dziwnie pachniesz...~ Stwierdził widując ją spojrzeniem
 -No i?
 ~Nic chodziło mi raczej o to że oprócz tego pachniesz krwią i sądzę że jesteś ranna.~ Oznajmił na tyle głośno że chyba wszyscy usłyszeli to zdanie w swoich głowach. ~Powinien cię ktoś opatrzyć.~ Dodał po chwili.
 -Obejdzie się, już to zrobiłam.
 -Ha! Ty wiesz cokolwiek o medycynie? Byłem pewien że ty co najwyżej odkazisz ranę alkoholem... tylko że do ustnie.- Zakpił Malik śmiejąc się głośno, Squall jednak puściła to mimo uszu. -Daj się opatrzyć komuś kto wie co zrobić żeby się przynajmniej nie wykrwawić.- Mruknął wyciągając do niej łapę, która jednak błyskawicznie została odtrącona
 -Żyję, na cholerę mi opatrunki.- Fuknęła
 -No może po to żeby nie wdało się zakażenie?
 -Phi! Też mi coś
 -Boże co ci szkodzi? To będzie chwila i gotowe
 -Nie i koniec
 ~Mogę ją przytrzymać.~ Zaproponował Frelser podnosząc już łapę.
 -Tylko spróbuj a zostaniesz wałachem... Mruknęła ciskając błyskawicami z oczu.
 -A później będziesz jojczeć że gangrena.
 ~Albo dostaniesz gorączki.~ Poirytowana dziewczyna sięgnęła po stojącą na stole butelkę rumu i odkorkowała.
 -Jak tak bardzo wam zależy to jutro sobie mnie opatrzycie, nawet temu upiorowi pozwolę się zabawić w lekarza, tylko dajcie mi dziś spokoju dobra? W życiu nawet szkorbutu nie miałam czy też nie złapałam nic wenerycznego to i rana będzie zdrowa.- Zaśmiała się i przetknęła sobie butelkę pod kominiarką tak by nikt nic nie zobaczył i napiła się.
 -Ech... Boski trunek, chcesz?- Zerknęła na smoka, ale już znała odpowiedź.

<Ludu ruszyć się, albo polecą kopniaki w dupęcję i moje narzekania :) >

sobota, 14 maja 2016

Od Squall c.d. Hanneona - Z pijanym żeglarzem co zrobimy?

Chłopak jeszcze długo czuł na sobie żółte ślepia dziewczyny, co z pewnością nie było miłym uczuciem zważywszy, że powinna stracić go z oczu przy takich ciemnościach już na kilka metrów od polany. Tym czasem on czół na sobie jej wzrok długo dłużej. Wzdrygnął się na ułamek sekundy jak wskoczył w gęstsze krzaki i zniknął. Na ustach piratki zatańczył złośliwy uśmieszek.
  -Nawet nie próbuj...- Ktoś odwrócił jej uwagę od nieznajomego. -Wystarczy że nad nami się pastwisz, zostaw szczeniaka.- Halt prychnął krótko, a dziewczyna wróciła na swoje miejsce nie zmieniając wyrazu twarzy, a raczej oczu.
  -Raczej kota... śmierdział sierściuchem.- Niby to mimochodem wskazała na siedzącego nieopodal Malika który prychnął teatralnie wprawiając towarzystwo w rozbawienie. Ziio zagrała pierwszy takt nowej piosenki. Tuż obok niej siedział Frelser niemal opierając się o nią z przymkniętymi oczami. Squall zaczęła się zastanawiać o jaki utwór mój poprosić ten monstrualny gad. Długo na odpowiedź nie musiała czekać, spokojna melodia bez słów spokojnie ciągnęła się między rozmowami zebranych. Dziewczyna sięgnęła po swój garnuszek z alkoholem i już miała przyłożyć do ust. Zapomniała o jednym malutkim szczególiku... miała zasłoniętą twarz. Widząc to Halt roześmiał się kpiąco, co prawda nie na długo, bo dziewczyna niby to przypadkiem kopnęła jego naczynie z którego większość trunku wylała się w trawę.
  -Ups... chyba koniec picia na dziś co?- W oczach znów zabłysła iskierka wredoty.
  -Na szczęście nie tylko dla mnie.- Odwzajemnił się patrząc uporczywie na kominiarkę. Dziewczyna bez słowa schyliła się, zerwała dosyć spore źdźbło trawy i włożyła je do swojego kubka. Następnie sięgnęła do cholewy buta wyciągając niewielki sztylet, po czym skierowała w swoją stronę. Chłopak zamarł na chwile nie rozumiejąc co kombinuje dziewczyna. Squall wzięła lekki zamach u ukuła się dokładnie tam gdzie za materiałem powinny być usta.
-To ty...- Odruchowo wyciągnął rękę, zaraz jednak ją cofnął. W czarnym materiale pojawiła się maleńka dziurka, tak mała że nadal nic nie było widać spod kominiarki. Dziewczyna z wyczuwalną satysfakcją przełożyła trawiastą słomkę przez usta i pociągnęła długi łyk rumu. Gdy odejmowała kubek od ust, nie mogła nie westchnąć głośno z zachwytem.
  -Twoje niezdrowie.- Uniosła znacząco naczynie i napiła się jeszcze trochę.
  -Uciekając z tego przeklętego statku w życiu bym nie pomyślał ze trafię znów na największą zmorę tego świata... A tu patrz! Siedzi koło mnie i spokojnie sobie popija rum.- Łucznik pokiwał głową.
  -Też miałam nadzieje że chodzący pech mnie ominie a tu patrz... takie buty...
  -"Chodzący pech"?!
  -Gdzie się nie pojawisz tam coś zmajstrujesz: znalezienie przez strażników, przypałętanie się kota, złamanie masztu i jeszcze połamałeś nogi jakiegoś chłopa.- Dziewczyna wyliczała na palcach.
  -Co? Chwila! skąd wiesz o parobku?.- Mimowolnie jego wzrok uciekł w stronę Vis i Mild, na co Squall zaniosła się gromkim śmiechem.
  -A wiesz... wiatr mi wyśpiewał takie nowiny.- Puściła mu zalotne oczko, na co odpowiedział jedynie głośnym westchnięciem. Oboje byli tak pochłonięci dokuczaniem sobie nawzajem, że nawet nie spostrzegli, że zarówno melodia i ogólny gwar ustały. A jedynym co przerywało ciszę prócz strzelających iskier z ogniska było ciche, miarowe chrapanie smoka. Dogasający płomień ognika falował w rytm oddechu gada co wywołało cichy śmiech dziewczyny. Tak duże i groźne zwierze a śpiąc przypominał kociątko. Z resztą nie tylko on zdawał się odejść w krainę morfeusza, minstrelka oparta o łapę Frelsera z zaciśniętą w dłoniach lutnią. Atlant rozłożył się na jednym z pni wokoło ogniska z opuszczonym ogonem i jedną łapą niczym prawdziwy lew. Tuż obok oparte o siebie Mild i Viserany. Ashlotte siedziała nieopodal nich oparta o drzewo, a jej głowa co jakiś czas opadała na ramię, w końcu uległa i skuliła się w trawie. Podobnie jak Gambit który przejawiając swoją kocią naturę skulił się blisko ognia pomrukując cicho. Nawet Lisbeth owinęła się swoim płaszczem oparta o konar. Wszyscy oddychali miarowo i spokojnie, jak małe dzieci które po długiej zabawie zasnęły przy ciepłym kominku. Mimo że gdzieś oddali szumiał ciemny bór, a z gór można było usłyszeć wycie wilków. To każdy spał spokojnie w cieple ogniska. Tutaj nikt nie słyszał krzyków, lamentów ani szczęknięć żelaza. Jedyny ogień jaki wśród nich się znajdował dawał poczucie bezpieczeństwa i ciepło, nie strach i ból. Tutaj po prostu nie było wojny, a każdy z tych podróżnych przebył długą drogę by móc tak po prostu zasnąć w ciszy, nawet wśród innych praktycznie nieznanych włóczęgów. Jedynej osoby jakiej jej brakowało w tym towarzystwie był zamaskowany medyk. On po prostu znikł... nawet nie wiadomo jak i kiedy, ale go nie było. Ale co ją to obchodziło? Niech się szlaja jak ten kot, z którym z resztą nie skończyła, ale to innym razem. Dziewczyna chwyciła gruby kawałek drewna i dorzuciła go do ognia by do rana nie zgasł.
  -Hej... Halt?- Odezwała się cicho, co było dość niecodzienne jak na nią. Gdy jednak nie uzyskała odpowiedzi obróciła głowę w stronę łucznika.
  -No nie wierzę...- Prychnęła widząc jak Obierzyświat zasnął na siedząco tuż koło niej, a zajęło mu to ledwie minutę. Na ustach dziewczyny zatańczył szelmowski uśmieszek. Wstała i zniknęła w lesie odbiegając gdzieś, po pewnej chwili jedna wróciła chicho nucąc.
  -Z pijanym żeglarzem co zrobimy, z pijanym żeglarzem co zrobimy, z pijanym żeglarzem co zrobimy. Gdy przyjdzie raniutko?- Zaczęła coś majstrować przy niczego nieświadomym śpiącym. Poczuła na sobie czyjś wzrok, a konkretnie była to dziewczyna z czerwoną bandamką która najwyraźniej nie zdążyła jeszcze zasnąć do końca. Squall jedynie puściła jej oczko i przyłożyła palec do ust by była cicho. Lisbeth wzruszyła ramionami i okryła się szczelniej.

Hej, jak się zabawimy,
Hej, jak się zabawimy,
Hej, jak się zabawimy,
Gdy przyjdzie raniutko...


~~***~~

 Słońce wzeszło powoli, oświetlając jeszcze resztki wiosennego szronu, który z resztą nie potrzebował wiele czasu by zmienić się w kropelki wody. Pierwsze ptaki obudziły się na chwile przed słońcem, ale teraz las ożył od świergotów, ruchu zwierząt zaczynających wstawać. Zaczynał się nowy, ciepły, nieco wietrzny i całkowicie normalny dzień w Hidden... no prawie. Podczas gdy wszyscy spokojnie jeszcze drzemali, jedna osoba zaczynała się budzić. Niestety nieco dalej od reszty, a nawet o wiele dalej.
  -K*RWA MAĆ!!!- Zawołał ochrypiały głos orientując się gdzie jest. -Squall ja ciebie zabije, najnormalniej świecie ZABIJE!!! Utopie jak psa! Słyszysz mnie?- Halt który właściwie był tą jedyną osobą zaszamotał się wściekle do jednak nic nie dało. Wisiał przywiązany gęsto linami całym ciałem do grubej gałęzi twarzą w dół, nad mocno zarośniętą ścieszką. Spróbował ruszyć chociaż głową, ale mógł tylko nieco obejrzeć się na boki. Po jego prawej stronie podwieszone do innej gałęzi wisiały jego broń i buty, natomiast po lewej... ubranie...
  -Nie wierzę... co mnie pokarało...- Puścił pod nosem jeszcze dłuższą i bardziej mięsistą wiązankę. -Przysięgam, że ja osobiście tego demona nabije na pal...- Zazgrzytał zębami, po czym spróbował zacząć krzyczeć najgłośniej jak się da, a nóż-widelec ktoś go usłyszy. I nawet mu się udało. Poczuł na sobie czyjś wzrok, wzrok przepełniony nieskończonym zdziwieniem oraz niemym pytaniem, której jednak podaruje sobie cytować ze względu na nadmiar przekleństw. Te trzy metry pod nim stała niska, lekko niebieskawa z blond włosami dziewczyna, do złudzenia przypominająca chochlika. Nieznajoma zamrugała kilka razy.
  -Emm.. słuchaj... wiem że to dziwne ale czy dałabyś radę mnie stąd ściągnąć?
  -Czy...- Dziewczyna wskazała palcem na wiszące ubrania.
  -Błagam, nie pytaj...- Westchnął głośno. -Lepiej żebyś nie poznała sprawcy.
  -Och... a czemu to niby?- Gdzieś z góry dobiegł kobiecy głos.
  -Squall? Poczekaj tylko jak ja się uwolnię...- Zagroził znów się szamocąc.
  -Spokojnie, słyszałam.- Zapewniła go. Siedziała tuż nad nim, na tej samej gałęzi, tylko, że nie mógł jej zobaczyć zważywszy na swoje położenie. Dziewczyna tam właśnie też spała nie chcąc przegapić pobudki "przyjaciela".
-Zdejmij mnie stąd albo...- Nie dokończył bo Squall nie zwlekając wyjęła sztylet i przecięła liny na całej długości. Chłopak spadł dokładnie na przygotowane do tego miejsce czyli usypaną kupkę zielska i liści. Pierwszym co napotkał po wynurzeniu się z tej sterty była nadal zdziwiona mina nieznajomej. Chwilę później spadły na niego buty i ubrania. Łuk jednak został w górze.
  -Mam nadzieje że ty nie do Hidden?- Piratka zeskoczyła tuż obok niebieskoskórej z szerokim, niby to miłym uśmiechem. Nie miała już na sobie ani kominiarki, ani rękawiczek, a nawet kaptura, wyglądała całkowicie normalnie. No nie licząc oczu i tego diabelskiego uśmieszku. W tym czasie Halt błyskawicznie ubrał się i sapiąc z wściekłości skoczył na dziewczynę. Ta jednak wdzięcznym ruchem uniknęła ataku. Obierzyświat jednak nie odpuszczał i podciął ją, następnie przygważdżając własnym ciałem.
  -Dobra... jak by się tu zemścić...- Zaczął zastanawiać się głośno z wrednym uśmiechem.
  -Eeee... czyżby Halt Quicksilver i Squall Repentina?- Zapytała nieznajoma pochylając się nieco nad skotłowanymi, co z resztą był w sumie tylko teatralnym gestem bo wzrostem nie przewyższała większego psa. Oboje na obejrzeli się na nią nieco zdziwieni.
  -Tak, a c...- Nie skończył bo Squall odepchnęła go wyzwalając się z uścisku i stając na przeciw z swoim nieodłącznym wyrazem twarzy. Halt na razie stał spokojnie, ale Squall czuła że planuje on już swoją zemstę.

<Louise? Halt, mam nadzieje że mnie nie zamordujesz XD>

wtorek, 8 grudnia 2015

Od Squall c.d. Mild - Ciekawy ciąg przyczynowo-skutkowy

Dziewczyna nie zdążyła nawet odejść gdzieś dalej, jak usłyszała dodatkowe głosy dochodzące z miejsca gdzie zostawiła towarzyszy. Zapewne nawet tym by się nie przejęła zbytnio gdyby nie to że wyłapała wśród wielu słów znajomy już głos. W tym właśnie momencie ciekawość, a może część jej wrednego charakteru, wzięła górę. Kapitan zawróciła, gdy wyszła na krawędź polany zamarła na chwilę. Faktycznie stał tam zakapturzony łucznik. Reszcie towarzystwa nawet nie zdążyła się uważniej przyjrzeć, nie z braku uwagi, raczej chwilowo mało ją to obchodziło. Wszyscy prócz felina, Halta i smoka. Ostatni wszedł Atlant dokładnie przyglądając się piratce, jakby pytał ją czy aby na pewno nic nie wymyśli co miałoby skończyć się ofiarami. Ta w odpowiedzi wysłała jedynie nie jednoznaczny uśmiech.
 -Cholera... a miałem nadzieję, że utkniesz gdzieś na tym morzu, najlepiej na dnie...- Westchnął głośno niby to mimochodem.
 -Niestety... Ponoć diabli sego nie biorą.- Dorzuciła wzruszając ramionami. -Za to dobrze że na ciebie natrafiłam.- Dodała po chwili, a Gambit wyszczerzył się domyślając się co takiego kobieta może mieć na myśli. Tym samym Halt nie wiedząc co się dzieje, ale czując zdrętwiał nieco.
 -Potrzebne będą: siekiera, piła, liny, dziekć, spore drzewo i...- Wyliczała na palcach.- Ach tak! I duuużo czasu oraz energii.- Założyła ręce na piersi, zadowolona z niewyraźnej miny chłopaka.
 -Chwila, moment! W co ty chcesz mnie znów wrobić?- Patrzył nieufnie w jej oczy.
 -Wrobić? Ja? Ciebie? Skądże! Jedynie chce żebyś pomógł mi naprawić szkody.- Malik zachichotał, Squall jednak szybko ukróciła jego radość.
 -Nie mówiłam tobie? Ciebie też to dotyczy.
 -Coooo?!
 -Ponad metr masztu pękł, trzeba je tym zająć, czarodziejem nie jestem, a wy byliście wtedy na okręcie. Musicie mi jakoś zapłacić za podróż na pokładzie Sztormu.- Szturchnęła palcem w pierś chłopaka kilkukrotnie. Ten już otwierał usta do odpowiedzi gdy nagle Frelser który dotychczas trzymał głowę w otwartym oknie, tak by obserwować co się dzieje w środku, wyjął ją gwałtownie. Chwile później drzwi się otworzyły a z środka wybiegła cała ferajna głośno kasłając i krztusząc się.
 -Co jest?- Zdziwił się głośno Gambit. Squall natomiast nie zwracając uwagi na protesty wskoczyła się na ramiona Halta by zobaczyć ponad głowami małego tłumku co się dzieje.
 -Są wszyscy?- Zapytał głośno Lakoo, policzył wszystkich i dopiero wtedy się roześmiał.
 -Czy mi się wydaje? Czy właśnie spaliliście tę ruderę?- Zapytała z powątpierwaniem Squall obserwując kłęby dymu.
 -Nie całkiem...- Z środka wyszła ostatnia postać. A konkretnie mężczyzna w białej masce.
 -O k*rwa! Co wy tam spaliliście że widzę człowieko-ptaka? Bo tyle jeszcze dziś nie wypiłam.- Zawołała, mężczyzna jednak puścił to mimo uszu.
 -Dom z kamienia, więc stoi, księgi też ocalone. Chyba jedyna twoja strata to łóżko, część garderoby i stół.- Wyliczył wszystko i otrzepał się. Ubranie było nadpalone, ale wciąż nie odkrywało nawet skrawka ciała. W sumie ubrania wszystkich były nadpalone najbardziej jednak u Vis, Mild i Alta, który już praktycznie nie miał góry stroju. Nie wiedzieć dlaczego to u nich sytuacja wywołała najwięcej śmiechu.
 -Co tam się u diabła działo?- Zapytał Halt zrzucając Sztorm która cały czas siedziała mu na ramionach. Wylądowała na nogach i zaraz doskoczyła do wejścia domku z ciekawością zaglądając do środka.
 -No więc... to trochę wina tej tam.- Alt wskazał na piratkę.
 -Moja? Mnie tam nawet nie było!
 -Daj nam wyjaśnić.- Odezwała się kobieta z bandamką na twarzy. -Otóż ta mała.- Tu wskazała na Mild. -Gdy tylko ten tam.- Jej palec przesunął się na władce, który już wyszczerzył się jak niewiniątko.    
 -Powiedział że zna sztuczki z ogniem, to ona zaczęła go podpuszczać.
 -Hej! Nie tylko ja! Vist też chciała zobaczyć- Oburzyła się
 -W każdym razie, jak go podpuszczały, tak zrobił. Zaczął się popisywać i wszystko było by fajnie, gdyby nie ta tutaj- Znów pokazała palcem kolejnego "winowajce" czyli Ashlotte. -Nie zaczęła grzebać po kontach. Wyjęła jakiś rupieć pana ogniowego i postanowiła zdmuchnąć z tego czegoś kurz... wprost na pysk tego tutaj łuskowca. Oczywiście ten kichnął...- Nie trzeba było kończyć bo ta trójka już domyślała sie ciągu dalszego.
 -A nie mówiłem żebyś tego nie robiła?- Zadowolony z siebie Felin spojrzał na Squall.
 -Nie... Nie wmówicie mi że te kilka łyków rumu i od jego kichnięcia zajęło się łóżko.
 -Po pradzie to najpierw zajął się Atlant, od niego Mild która mimo protestów starała się go ugasić, a od niej łóżko...- Uzupełniła informacje Viserany.
 -Chwila. Podsumujmy, ty bawiłeś się ogniem, ty go do tego namówiłaś, ty dmuchnęłaś kurzem w jego nos, a ty kichnięciem wywołałeś pożar i na koniec on go ugasił?- Felin pokolei zwracał sie do sprawców sypadku.
 -Ta... Oblał nas jeszcze ciepłą kawą...- Burknęła Vis.
 -Kawą?!- W głosie kotowatego zabrzmiała nutka mutku i rozpaczy. W tym momencie dwójka która nie była naocznym świadkiem zdarzenia wybuchła śmiechem.
 -No... Chciałeś ognisko to masz.- Wydusiła przez śmiech Squall.




Kto odpisuje? Trochę to trwało, ale nie bardzo miałam czas, wybaczcie :)

sobota, 24 października 2015

Od Squall c.d. Malika - KAWY!!!

 -Powiedzieli że swoje towary zostawili przy napastniku. Po ich zachowaniu można stwierdzić że było to stosunkowo niedawno, więc jeśli będziemy mieli szczęście odbierzemy kawę i inne dobrodziejstwa naszemu konkurentowi.- Uśmiechnęła się patrząc w kierunku z którego nadeszli kupcy. Teraz faktycznie droga wydawała się być nieużywana od czasów rozpoczęcia wojny, albo i dłużej.
 -Idziemy, byle żwawiej.- Zakomenderowała i ruszyła dziarskim krokiem.
 -Aj, aj kapitanie.- Westchnął Gambit i powłóczył nogami za nią.
 -Co jest? Nie chcesz kawusi? Po twojej minie można stwierdzić, że baaardzo jej potrzebujesz.
 -Po prostu myślę, że jeśli tamci uciekli bez walki zostawiając swój dobytek to znaczy, że owo Coś nie było niczym przyjemnym ani miłym.
 -Farmazony pleciesz.- Machnęła ręką. -Tamci uciekli by nawet przed jeleniem nadybanym przy potoku, skoro nas się tak bali.
 -Raczej ciebie... i jakoś się im nie dziwię...- Mruknął do siebie pod nosem.
 -Słyszałam....
 -Ciekawi mnie co oni tutaj robili, tutaj nawet nic nie ma.- Kot zmienił temat i zamaszystym ruchem kopnął kamień przy drodze.
 -Nie mam blade...- Squall przerwała wypowiedź bo kopnięty kamień odbił się od pnia i uderzył ją w bok głowy. Kamyczek był wielkości koniuszka palca, ale mimo wszystko zdenerwowało to dziewczynę -Ty zafajdany sierściuchu...- Syknęła przez zaciśnięte zęby. Gambit przez moment nie rozumiał co się dzieje, dopiero po chwili dotarło do niego, gdy kobieta obróciła się a jej źrenice zwężyły się ze złości.
 -Hej to był przypadek.- Zaśmiał się kontem oka już szukając drogi ucieczki.
 -Jak z tobą skończę to rodzona matka cię nie pozna.- W tym momencie skoczyła na chłopaka, ale ten zdołał uskoczyć. I już biegł drogą śmiejąc się pod nosem.
 -Zobaczysz! Zawiąże tobie ogon z kuśką na supeł!- Warknęła za nim kontynuując pościg. Malik obrócił głowę w biegu by coś odkrzyknąć, ale uderzył coś i się od tego odbił upadając na glebę. Nim się pozbierał Squall już go dopadła. Nie tknęła go jednak. Patrzyła na to coś, a raczej kogoś na kogo wpadł kocur. Wysoki blond mężczyzna z rogami powoli obrócił się w ich stronę.
 -Demon?- Zapytał z powontpiewaniem Gambit patrząc na zwierzęce atrybuty chłopaka.
 -Gorzej... Wojskowy.- Warknęła dziewczyna prostując się. Miała już styczność z słynnym generałem i była gotowa do ataku w każdej chwili. Nieznajomy uśmiechnął się miło.
 -Dawno śmy się nie widzieli kapitanie.- Zwrócił się do dziewczyny.
 -Znów na mnie polujesz Bestyjko? Znów chcesz dostać bęcki?- Uśmiechnęła się kpiąco. Mężczyzna jednak zaprzeczył kiwnięciem głowy.
 -Czy ja nadal wyglądam na psa Arsmana?- Zadał retoryczne pytanie prezentując swoją postać. Teraz dopiero dziewczyna zauważyła obdarty strój Leonisa.
 -To wy się znacie?- Gambit uniósł brew i popatrzył to na dziewczynę to na chłopaka.
 -Och oczywiście...- Zaśmiała się dziewczyna.- Ten tutaj to dowódca armii... Raz próbował mnie dopaść. Czyżby nie spodobało ci się na tej rafie?- Zakpiła, na co mężczyzna skrzywił się przypominając sobie swoje ostatnie, a zarazem jedynie spotkanie z piratką.
 -Nie specjalnie. Ale tym razem nie musisz mnie wyprowadzać na manowce i usiłować zabić. Nie należę już do wojska.- Oznajmił.
 -A cóż to się stało?- Zapytała podchodząc bliżej zalotnie patrząc na niego.
 -Nie istotne. Możesz być jednak pewna że nie spróbuję cię złapać, bo jeśli to zrobię i zaprowadzę przed sąd, ja skończę tak samo nędznie jak ty.- Powiedział spokojnie.
 -Szczerze wątpię...- Wyszeptała mu do ucha.
 -Chwila, chwila!- Kot wcisnął się między nich i rozsunął. -Pierwsze primo kim ty u diabła jesteś?- Wskazał palcem na blondyna. Ten wyszczerzył się i delikatnie ukłonił.
 -Atlant Lakoo, dawny dowódca armii, aktualnie banita oraz "władca" Hidden.- Squall wybuchła nagle gromkim śmiechem, a Alt obrzucił ją spojeniem godnym żmii.
 -Co cię tak bawi?- Wyprostował się
 -Nie wierzę! Słynna Bestia została banitą? Na dodatek ma własny kraj?! Panie ratuj!- Dziewczyna niemal kulała się ze śmiechu.
 -Za to ty nadal bawisz się z wojskiem w kotka i myszkę? Jeszcze nie znudziło się tobie ukrywanie prawdziwego Sztormu?- Zapytał pewny siebie, ale zaraz umilkł widząc groźny błysk w oku dziewczyny.
 -Mniejsza z tym. Wiesz może coś o kupcach którzy tędy przechodzili?- Zadał kolejne pytanie.
 -Przechodzili tędy jacyś maruderzy, ale przepędziłem ich. Zostawili tylko trochę cukru, herbaty i...
 -KAWY!!!- Dokończyli za niego chórkiem i dopadli do koszy pełnych dobrodziejstw. Atlant nie komentował uniósł jedynie brwi i cofnął się krok jak robi się to przy wariatach.
 -Mam ochotę na kawę z rumem...- Rozmarzyła się dziewczyna.
 -Jesteś dziwna... kapitanie...- Skwitował Malik, ale ona puściła do mimo uszu.
 -Bierzemy to!- Zawołała chwytając jeden z koszy, a kot drugi i ruszyli w stronę statku.
 -Hola, hola, moi mili. Kawa należy do mnie, to moje tereny.- Oznajmił spokojnie za nimi.
 -Słucham???- Squall powoli przekręciła głowę.
 -Dlatego zapraszam was do mnie na kawę.- Uśmiechnął się.

<Malik? Co robimy?>

poniedziałek, 19 października 2015

Od Squall c.d. Malika - Zaraz będzie brzeg

Dziewczyna ponownie zaklęła walcząc z złamaną stęgą (końcówka masztu). Gdyby nie to kontynuowałaby rejs z uśmiechem na ustach. W końcu walka z żywiołem również mogła być zabawą. Nie jednak przy takich uszkodzeniach. Za późno zareagowała i pierwsze uderzenie wiatru za mocno naciągnęło wanty, które złamały drewno niczym zapałkę. Mimo nieprzerwanego deszczu nie chowała się pod pokład. Musiała szybko opuścić ten port. Właściciele, czyli stacjonujące tu wojsko, mogło nie ucieszyć się z takiego gościa jak ona.
-Przynajmniej jedna gęba mniej.- Żachnęła się widząc jak zakapturzona postać wyprowadza konia na brzeg. Nie mógł być to kto inny jak Halt. Kapitan zamocowała kolejną linę na maszcie tak by w miarę możliwości unieruchomić złamanie. Teraz byle by łajba płynęła, a poważną naprawą zajmie się w bezpieczniejszym miejscu. Poklepała raz jeszcze omasztowanie i pocałowała je niczym matka dziecko.
-Już niedaleko, jeśli tę noc przepłyniesz zrobię tobie chwilę wolnego.- Mruknęła po czym skoczyła na staling, przebiegła po nim jak kot następnie zeskoczyła na pokład pośrednio łapiąc jednej z zwisających szot i wykonując salto. Gdy tylko się wyprostowała kichnęła głośno i pociągnęła nosem. Ostatnia godzina spędzona na deszczu i chłodzie zaczynała dawać się we znaki. To był w sumie jedyny powód dla którego Squall przed ponownym wypłynięciem zeszła do swojej kajuty. W pomieszczeniu panował głęboki półmrok. Mimo to zauważyła mały, kanciasty, czarny i błyszczący przedmiot na stole. Następnie poczuła w nozdrzach smród mokrej sierści.
-Miałam nadzieję że zabierzesz tę złodziejską dupę wraz z Haltem... Sierściuchu...- Uśmiechnęła się ukazując białe kły i błyskając demonicznymi oczami.
-To tak się dziękuję za odnalezienie zguby?- Gambit wyszedł z cienia.
-Odnalezienie? Nie... Ale za kradzież owszem.- Odpowiedziała sięgając po karafkę z rumem, nawet nie spojrzała na kieliszek. Pociągnęła tylko długi łyk trunku i westchnęła ocierając brodę. Kot nie spuszczał z niej bacznego spojrzenia. Squall już wiedziała o co może mu chodzić.
-Nie jesteś pierwszym...- Mruknęła w końcu, nie zmieniając swojego diablego uśmiechu. Gość nie odpowiedział, jednak uniósł pytająco brew. -Kim jestem? Demon? Kotołak? Wampir? Zjawa? Daruj sobie. Nie takie opowieści krążą po portach oraz między pozostawionymi za mną zgliszczami. Masz szczęście że prócz tego co o mnie mówią. Nadal lubię zabawić się w człowieka. Może to właśnie dlatego zgodziłam się zabrać na łajbę ciebie i tego drugiego. Nie licz jednak że płyniesz bez zapłaty. A jeśli raz jeszcze spróbujesz wydobyć coś ode mnie. Pamiętaj... Cena rośnie...- Gambit miał przez moment wrażenie, że nie tylko jej kły się wydłużyły.
-A na razie.- Wcisnęła mu w łapy ścierkę i wiadro. -Dawno nie było tutaj załogi, a zęza sama się nie umyje.- Uśmiech nieco się zmienił, teraz był po prostu wredny.
-Co się nie umyje?- Uniósł ponownie brew. Już po chwili stali pod pokładem, nad wejściem do najniższego pokładu - zęzy. Felin aż zmarszczył nos czując ten smród.
-Nie zmieszczę się- Postarał się wyłgać, na co kapitan wepchnęła do dziury.
-Jesteś kotem, więc wszędzie wleziesz. I nie zapominaj o "Pani kapitan".- Wrzuciła mu ścierkę i wyszła na pokład by znów wyjść na morze. Przede wszystkim nie chciała by kotowaty pałętał jej się pod nogami. Poza tym mógł powoli zaczynać się odpłacać za niezostawienie go na wyspie. Teraz gdy była prawie sama, mogła skupić się jedynie na żegludze. Łajba zaskrzypiała, żagiel załopotał i Sztorm znów znalazł się na otwartych wodach.

Squall zmarszczyła nos przez sen i leniwie otworzyła oczy. Słońce było na niebie, a tafla wody gładka. Dziewczyna podniosła się z koła sterowego, na którym się opierała śpiąc. Wiedziała że jacht po pokonaniu burzy sam sobie poradzi.
-Pani kapitan!- Z dolnego pokładu rozległo się wołanie, a przy okazji udało się namierzyć źródło nieprzyjemnego zapachu. -Nienawidzę pani...- Fuknął rzucając ścierkę z złością za burtę. Szatynka z trudem powstrzymywała śmiech widząc naburmuszonego "majtka".
-Ten chlew tam na dole został wysprzątany jak kazałaś. A teraz idę się wymyć.- Wycedził z wymuszoną grzecznością i w jak najbardziej obraźliwy sposób ukłonił się i odszedł z skrzypieniem mokrych butów i zostawiając brudne plamy.
-A jak skończysz się wylizywać to posprzątaj po sobie pokład.- Zaśmiała się. Gdy tamten zajmował się swoimi zadaniami. Squall zeszła na moment do kajuty wyliczyć i zaznaczyć na mapie tę końcówkę trasy. Gdy skończyła ponownie wyszła na pokład.
-Za godzinkę dobijamy. I zanim zaczniesz marudzić, ostrzegam, gdy tylko dobijemy. Nie mam ochoty widzieć cię ani sekundy dłużej na mojej łajbie. A na razie łap kocie- Rzuciła towarzyszowi flaszkę, a swoją odkorkowała zębami i wypluła korek.
-Zdrowie.- Uniosła butelkę i uśmiechnęła się.

<Malik? Na lądzie też będzie co robić :D>

poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Od Squall c.d. Malika - Kapitan hak, kot w butach i śpiąca królewna

-Lubię karty, jednak jak każdy wilk morski preferuję kości.- Oznajmiła dziewczyna sięgając do sakiewki. Kot udawał że się chwile zastanawia.
-A jakie gry proponujesz?- Zapytał niby to mimochodem.
-Znasz może "łgarza"? Na statkach często się w to grywa.- Squall potrząsnęła swoimi kośćmi w zaciśniętej dłoni.
-Chętnie partyjkę rozegram.- Gambit położył na wieku beczki kilka swoich sześciościanów. Oboje nie spuszczali z siebie wzroku pewni że to drugie będzie oszukiwać. Kości zadźwięczały w kubeczkach po czym nastała cisza gdy każdy wykonał ruch i trzymał na prowizorycznym stole zasłonięta pulę.
-Sześć dwójek.- Oznajmiła pewnie kapitan. Felin zdziwił się nieco, ale nie dał tego po sobie poznać. Na stole leżało dziesięć kości, mógł przebijać, ale zachowywał ciszę mającą trzymać napięcie. Gdy już miał otworzyć usta zmożony chorobą Halt wpadł na beczkę i przewrócił wszystko rozsypując kości za którymi popędzili właściciele.
-Nosz k**wa mać! Halt! Bo przywiąże cię do masztu za jaja! Co to wesoła załoga kapitana haka? Na pokładzie kot w butach i śpiąca królewna! Ogarnij się!- Warknęła rozwścieczona utratą kości, która wypadła za burtę. Chłopak nie odpowiedział, tylko zakrył usta powstrzymując odruch wymiotny i wychylił się szybko. Squall ponownie puściła wiązankę pod nosem i powiedziała coś jeszcze żeby tamten nie napaskudził bo będzie musiał to wylizać. Następnie dalej klnąc ruszyła do kajuty pod mostkiem.
-A ty gdzie?- Zawołał za nią Gambit, chyba niezadowolony że zostawia go samego z łucznikiem.
-Zastanowić się nad którym rowem was wyrzucić!- Odkrzyknęła trzaskając za sobą drzwiami. W rzeczywistości musiała usiąść do mapy by zaznaczyć trasę bo około pięciu mil temu ląd zniknął im z horyzontu.
-Przez tego obszczymurka straciłam moją obsydianową kość...- Warknęła jeszcze nakreślając kolejną linię na i tak już mocno zapisanej mapie rozciągniętej na stole. Długo nie cieszyła się samotnością bo zaraz rozległo się pukanie do drzwi.
-Kogo niesie?!
-Okres masz czy jak?- Rozległ się jeszcze słaby, acz nieco pewniejszy głos Halta.
-A bo ciebie to obchodzi? Między nogi i tak mi nie zajrzysz!- Odkrzyknęła nie odrywając cyrkla od papieru a gość wszedł d środka nie czekając na pozwolenie. Brunet kręcił się po pomieszczeniu z niemałym zaciekawieniem oglądając dziwaczne przyrządy oraz pamiątki z dalekich stron. W końcu jego wzrok padł na mapę nad którą pochylała się kobieta.
-Naprawdę aż tyle przepłynęłaś?- Zapytał nie mogąc się odnaleźć w plątaninie linii i kresek symbolizujących trasy podróży.
-I przeszłam.- Mruknęła a mężczyzna dopiero teraz zwrócił uwagę, że i ląd jest po bazgrolony. -Przylazłeś tutaj aby mnie podenerwować czy popatrzeć jak wyznaczam nam kolejną trasę? A może zanurkowałaś na dno morza i odzyskałeś moją kość?- Dziewczyna nakreśliła ostatnią linię i w końcu podniosła wzrok na rozmówcę.
-Nic z tych rzeczy, jestem tu zapytać kiedy dopłyniemy na ląd i gdzie?- Odpowiedział spokojnie, a dziewczyna z westchnieniem uderzyłam palcem w mapę.
-Widzisz tę zatoczkę? To biała plama na mapie imperium, więc będę mogła tam ze spokojem ukryć sztorm a wy wyruszycie w swoją stronę. I myślę że już jutro wieczorem przyjdzie nam się rozstać.- Uśmiechnęła zalotnie i wstała podchodząc bliżej chłopaka. Ten był raczej obojętny na to co robiła, nawet się nie cofnął. Dopiero gdy dziewczyna uniosła swój koci wzrok, spojrzała głęboko jego oczy i zarzuciła mu ramiona na szyję zdał się być lekko zakłopotany i zapewne zastanawiał się czy nie jest ona pijana. Squall nie zwracała na to jednak uwagi zbliżyła się jeszcze trochę sprawiając że Halt czuł się coraz bardziej nieswojo, ale tym razem przyjął inną taktykę odwzajemnił ten uwodzicielski uśmiech udając że odwzajemnia zainteresowanie dziewczyny.
-Pamiętaj tylko...- Szepnęła w końcu przerywając ciszę. -Żeby posprzątać po swoim kucyku.- Dodała odpychając go na bok z szelmowskim uśmiechem. Po czym wyszła zostawiając nieco zdezorientowanego i złego chłopaka. Przysłoniła oczy by nie oślepił jej blask słońca po wyjściu z ciemnicy i rozejrzała się po pokładzie.
-Nawet nie wiesz z jaką ulgą odetchnę gdy w końcu się rozstaniemy.- Mruknął za jej plecami, ona jedynie odpowiedziała skromnym uśmieszkiem.
-Hej, a gdzie jest nasz pu...- Nie dokończyła pytania bo poczuła zbliżająca się obcą rękę po jej szablę. Błyskawicznym ruchem dobrała jej nim intruz zdołał choćby tknąć jej skarb. Była bardzo wyczulona na punkcie swojej klingi i nim niedoszły złodziej zdążył pisnąć słówko stał już z uniesionymi w górę łapkami i niewinnym uśmieszkiem.
-Podoba Ci się moja szabla co kotku?- Zapytała sykliwie i wolno ale głos przepełniała jej furia. -Mogę tobie pokazać jak rozpłata cię na pół, albo nie... mam lepszy pomysł... Skoro tak bardzo jej pragniesz dam ci ją... A następnie popatrzę jak krzyczysz w męczarniach gdy przeniesie na ciebie swoją klątwę...- Felin zerknął niepewnie na kobietę i ostrzę. Cofnął się jeszcze o krok przybierając minę niewiniątka.
-Spokojnie, jedynie chciałem o coś zapytać.- Próbował się wyłgać.
-Tak? Na przykład czy mógłbyś sobie potrzymać?- Zapytała z przebiegłym uśmieszkiem Squall. -Proszę, dotknij sobie.- Dziewczyna podrzuciła broń, złapała za ostrze i wysunęła uchwyt w stronę Felina tak by ją chwycił. On jednak cofnął dłoń, możliwe że zrozumiał, że gadka o klątwie wcale nie była kłamstwem.
-Ależ pani kapitan, nie śmiałbym dotknąć twojej szabli.- Ukłonił się teatralnie cały czas uśmiechając się jak gdyby nigdy nic. Kobieta zwinnym ruchem wsunęła ostrzę do pochwy.
-Cieszę się że dotarło, szkoda by mi cię było mruczku.- Powiedziała zupełnie innym tonem i z miną słodkiej "ciotuni" uszczypnęła Gambita w policzek. Na co ten prychnął niezadowolony a jego mina wołała: "Miałaś mnie tak nie nazywać!"
-Nie nazwała cię puszkiem.- Odezwał się nagle Halt który przyglądał się wszystkiemu z boku. Miał niezwykle zadowoloną minę widząc że w końcu oberwało się kotu. A ten przeniósł swój oburzony wzrok na chłopaka.


<Gambit? Halt? Sorki jeśli uraziłam Malika ale chciałam się upewnić że nie zajuma mi broni :P>

środa, 10 czerwca 2015

Od Squall c.d. Halta - Dodatkowy pasażer

-Rany.- Wywróciła oczami. -Na chwilę ciebie zostawić...- Zacmokała nawet nie racząc Halta spojrzeniem. Kartkowała tylko szybko strony księgi.
-Skoro taka mądra to czegoś ty se po to diabelstwo nie polazła?- Fuknął
-Po co skoro mogłam się wyręczyć tobą?- Zadrwiła i chwilę później wykonała szybki piruet unikając łap kotowatego. Felin zasyczał chyba niezadowolony. Ale kobieta nie zwracała na niego uwagi, całkowicie pochłonięta przewracaniem stron i pobieżnym czytaniem ich. W końcu syknęła gniewnie, zatrzasnęła z hukiem lekturę i rzuciła ją nieznajomemu. Oboje mężczyzn spojrzało na nią jak na wariatkę, może łucznik tylko miał w oczach domieszkę złości.
-Masz puszku, możesz sobie poczytać do poduszki.- Kot otworzył "Mona  sori" na przypadkowej stronie i z równą złością co dziewczyna cisnął nią o ziemię.
-Nosz cholera jasna!- Zaklął jeszcze kilka razy pod nosem. A zdezorientowany Obieżyświat popatrywał to na nią to na niego.
-Falsyfikat.- Odpowiedziała krótko na jego nieme pytanie.
-Czyli narażałem się dla głupiej podróby?!- Warknął podnosząc się z ziemi.
-Nie przeżywaj, co najmniej osiem takich już miałam w ręku. A teraz chodź jeśli chcesz jakoś wrócić na stały ląd musisz pomóc mi z załadunkiem.- Odwróciła się i ruszyła w stronę plaży. Halt jednak zatrzymał ją mocnym uściskiem na ramieniu.
-Informacje... Dostałaś księgę, teraz chcę usłyszeć co wiesz o moim bracie. I nie obchodzi mnie że książka była fałszywką, dostałaś ją, więc musisz teraz wywiązać się ze swojej części umowy.- Mówił szybko, ale wyraźnie. Ton jakiego używał świadczył o jego determinacji, nie zamierzał odpuścić. Squall westchnęła ciężko.
-Upierdliwy jesteś jak tygodniowy rozstrój żołądka...- Powoli zdjęła jego dłoń z siebie i obróciła się tak by spojrzeć mu w oczy. -Husein o którego pytasz... nie żyje...- Powiedziała z pełną powagą, a chłopakowi aż zatrzymało się na moment serce. W tym momencie Squall wybuchła gromkim śmiechem.
-Łgałaś?- Zapytał niby to zły, ale chyba odczuwał ulgę.
-Oczywiście, ale nie sądziłam że będziesz tak łatwowierny.- Dziewczyna wciąż się śmiała.
-Ha... ha... Doprawdy zabawne, a teraz prawdę.- Założył ręce na piersi i zmierzył ją wzrokiem tab by upewnić się że tym razem nie skłamie.
-Mniej więcej pół roku temu go spotkałam, był dziwny. Wyglądał na zaszczutego i przed czymś uciekał. Szukał szybkiego i cichego transportu na wschód. Dawał rozsądną cenę więc go przeszmuglowałam tam gdzie chciał. A co się działo w drodze to już inna opowieść.- Uśmiechnęła się dwuznacznie. -Nie łudź się jednak, twój braciszek pewnie jest już daleko od tego miejsca gdzie go wyrzuciłam.- Dodała po chwili przewidując następną prośbę chłopaka. Halt nic nie odpowiedział, dziewczyna mogłaby pokusić się nawet o stwierdzenie, że w ogóle nie zareagował. Squall westchnęła ponownie, ale nie przerywała chłopakowi jego przemyśleń. Rozejrzała się tylko i spostrzegła, że kot gdzieś zniknął. Na dłuższą chwile zupełnie zapomniała o jego towarzystwie, więc nie miał pewnie problemów z ulotnieniem się. Ciekawiło ją jak się tutaj dostał. Zapewne ukrył się w którymś z kupieckich okrętów a następnie ukradł szalupę którą tu przypłynął, lub zabrał się wpław. Ale co ją to obchodziło. Jej wzrok padł na przedmiot wszystkich rozczarowań. Zamachnęła się mocno i kopnęła ksiżkę w korytarz z którego ją wyniesiono.
 -Wracam na łajbę, jeśli nie chcesz tu zostać to radzę ci się ruszyć myślicielu.- Mruknęła pod nosem przerywając ciszę.

-Skąd to wytrzasnęłaś???- Halt aż szerzej otworzył oczy ze zdumienia gdy zobaczył szalupę niemal tonąca pod ciężarem beczek załadowanych po brzegi.
-Cóż... mówiłam, że mam swoje sprawy, łatwo nie było znaleźć tę cholerną kryjówkę z dżinem.- Kobieta niemal z czułością poklepała swoją zdobycz. Łucznik opuścił ramiona z rezygnacją.
-Więc zamiast pomagać mi szukałaś gorzałki?
-No chyba właśnie to powiedziałam.- Zachichotała, ale zaraz coś przykuło jej uwagę. -Patrz tylko co znalazłam...- Wyszczerzyła się dumnie do chłpaka.
-Tak, widzę alkohol i zastanawiam się gdzie my wsiądziemy
-A ja zastanawiam się co zrobić z kolejnym pasażerem na gapę?- Squall przepchnęła jedną z beczek ukazując wciśniętego w naprawdę niewielką szparę felina.
-Witam.- Uśmiechnął się szeroko, chyba jego pozycja nie była najwygodniejsza.
-A może razem was zostawię? Przynajmniej będziecie mieli towarzystwo?- Oparła się o burtę i zerknęła na Halta z uniesioną brwią.

<Malik? Halt?>

wtorek, 2 czerwca 2015

Od Squall c.d. Halta - Na wyspie

Dziewczyna klasnęła wesoło w dłonie.
-No i pięknie! Bo właśnie dotarliśmy!- Zawołała wstając i wskazując palcem na plaże która pojawiła się na morzu. Niemal niezauważalnym ruchem musnęła szablę przy boku i jak za sprawą magicznej różczki ni stąd ni z owąt kotwica z chlupotem opadła na dno.
-Do łupiny marsz i na brzeg!- Zakrzyknęła dziarsko wskakując do szalupy. Halt niechętnie, ale ruszył za nią. Już po chwili łódeczka znalazła się na wodzie. Gdy odpływali z pokładu dało się usłyszeć końskie parsknięcie.
-Cholera! Gwizdacz!- Zerwał się strzelec, a Squall posadziła go na miejsce stanowczym i mocnym naciskiem ręki.
-Siedź lepiej bo wypadniesz, w tej łupinie może kołysać. A koń nie odpłynie, wiec nie panikuj.- Wyszczerzyła się wrednie, bo chłopak zaraz zzieleniał tak jak wtedy gdy znalazła go pod pokładem. Pierwszym co wypadło gdy tylko przybyli, był oczywiście pasażer, który rzucił się na piach.
-Nareszcie stały grunt, boże jak mnie tego brakowało.- Westchnął zadowolony.
-No, no, nie zakochaj się w tym piachu. Wstawaj! Chcesz informacji to słuchaj.- Dziewczyna lekko go kopnęła w nogę. W odpowiedzi jedynie leniwie uniósł jedną powiekę i zerknął na nią.
-Dwie mile stąd znajduje się niewielka warownia. W środku znajdziesz bibliotekę, będzie wielka więc uważaj. Interesuje cię tylko jedna księga "Mona sori". Nie musisz wiedzieć co to, jedynie ją zdobądź.- Wyjaśniła po krótce i obróciła się by odejść. -A i zapomniała bym... Nie wiem co tam żyje i pilnuje tego miejsca, ale poprzednich dwóch nie podołało zadaniu, jeśli znajdziesz trupy, pozdrów ode mnie.- Rzuciła jeszcze na odchodne.
-Hej a ty gdzie?!- Uniósł się na łokciach.
-Mam jeszcze jedną sprawę do załatwienia. Jak będziesz w tarapatach po prostu krzyknij, postaram się jak najszybciej cię wspomóc. Zależy mi na tej literaturze.- Dodała ostatnie słowa i pobiegła gdzieś w las.

Halt? Wiem też krótkie... Ale zacznij szukać, jak tylko załatwi co musi to cię znajdzie :P

piątek, 29 maja 2015

Od Squall c.d. Halta - "Nie jestem dobrą wróżką"


Squall roześmiała się głośno słysząc ostatnie pytanie.
-Bynajmniej, nie jestem lubianą postacią, a w szczególności na morzu. Ty chyba naprawdę rzadko zaglądasz na brzeg co?- Oderwała wzrok od widnokręgu i skierowała go na chłopaka.
-Może i jestem obieżyświatem, ale z morzem jakoś się nie zaprzyjaźniłem.- Uśmiechnął się słabo, a dziewczyna przypomniała sobie jego chorobę morską.
-Jestem niezłym wrzodem na tyłku floty. Choć bronią okrętów kupieckich, rzadko kiedy docierają one do celu, poza tym można powiedzieć, że swojego czasu Sztorm był jedynym pirackim okrętem na tych wodach.- Tego co chciała powiedzieć strzelcowi, nie musiała ukrywać. Gdyby zapytał pierwszego lepszego marynarza, mógłby mu wyśpiewać całą "legendę" Sztormu, nieraz mocno przekolorowaną. -Niby zwykły piracki okręt, pełen wariatów i moczymord, ale w swojej brożce jedni z najlepszych. Królewska flota długo nie mogła się nas pozbyć, choć usilnie próbowała. Jednak jedyne co, to ponosili kolejne straty. Byliśmy niezłymi łobuzami.- Kapitan uśmiechnęła się nieco nostalgicznie, przypominając sobie te czasy. -Tuż przed zakończeniem wojny, w końcu mieli spokój na 10lat. Okręt wraz z załogą, po prostu zniknął bez śladu. Po upływie tego czasu słynny statek powrócił już jako okręt widmo.- Jej uśmiech przybrał teraz bardziej demoniczny wyraz. Halt rozejrzał się wokoło i dopiero teraz dotarło do niego, że są tutaj sami. Nie tyle co tego nie zauważył, ale nie zwracał raczej na to uwagi. Teraz jednak poczuł zimny oddech na karku.
-Czyli upiorny statek?- Zapytał z lekką dozą ironii.
-Owszem.- Przytaknęła spokojnie kobieta i znów utkwiła wzrok gdzieś w dali.
-A niby dlaczego? I co takiego działo się przez te 10lat?- Próbował kontynuować rozmowę.
-Nie wiem... Zapytaj w porcie, z pewnością usłyszysz ciekawe opowieści.- Jej uśmiech przybrał bardziej tajemniczy wyraz. Chłopak nie mógł wiedzieć, że Squall i Sztorm to niemal dwie zupełnie odmienne osoby. Chłopak zrozumiał, że więcej od niej nie wyciągnie, więc nie zadawał kolejnych pytań dotyczących tego tematu. Westchnął tylko cicho, dziewczyna czuła jego uważny wzrok i sama przyjrzała się towarzyszowi. Z samego jego wyglądu biło "Poznałem nie jedno królestwo i z nie jednego pieca chleb jadłem". Smagana słońcem i wiatrem twarz nosi ślady wielu trudów podróży. Squall kojarzył się taki wygląd z wilkami morskimi, związanymi z żaglami, jak ona. Nigdy nie lubiła spoglądać w te idealne twarze mieszczan, zdecydowanie te wyniszczone z portów i bezdroży były jej przyjaźniejsze.
-Wspominałeś o łączniku, i że chciałeś jakieś informacje. To po to mnie szukałeś racja? W karczmie pytałeś o brata. Jeśli coś wiem, mogę wyznać.- Przerwała dłuższą cieszę, mówiąc jednak cały czas trwała nieruchomo.
-Tak, Husein tak ma na imię.- Wypalił uradowany.
-Hola, hola, przyjacielu... W tym świecie nie ma nic za darmo!- W końcu znów podniosła nań wzrok i wyszczerzyła się niemiło. -Jeśli faktycznie znam go i coś wiem, powiem tylko za godną cenę.
-Czy dziesięć złotych koron starczy?- Sięgnął po sakiewkę, możliwość dowiedzenia się czegoś o bracie sprawiała, że stał się nieco pośpieszny.
-Pieniędzy nie chcę. Wpierw powiesz mi kto Cię na mnie naprowadził.
-Artem.- Wtrącił szybko, nie czekając na kolejny warunek. Na wydźwięk tego imienia szparki jej oczu zwężyły się jeszcze bardziej.
-Czy ten parszywy szczur ma zamiar się na mnie mścić?- Warknęła do siebie półgłosem, ale zaraz jej złość zmieniła się znów w ten sam wredny uśmiech. -Więc to tak... Nie go już głowa nie boli, następnym razem ciekawiej się z nim rozprawię.
-Znasz go?- Zapytał Halt, choć to raczej było oczywiste, czekał raczej na rozwinięcie tematu.
-Ha! Tez informator od siedmiu boleści próbował zdobyć informacje o mnie. Po długiej nocy obudził się nago na dziedzińcu. Sądziłam, że będzie to wystarczająca nauczka dla takiego żółtodzioba, by nie wpychał się między wilka morskiego, a jego kielich. Sukinkot prawdopodobnie nasłał cię na mnie tylko dlatego, że miał nadzieję na zemstę. Oj przeliczył się kochanieńki. Nie tak łatwo wyciągnąć prawdę o mnie z miejskich podań.- Wyszczerzyła się nieprzyjemnie, wyobrażając sobie co zrobi z nim następnym razem.
-Czyli nic nie wiesz?- Zapytał z cichą rezygnacją strzelec.
-Tego nie powiedziałam. Może wiem... a może nie... Może Ci powiem.- Zerknęła nań żarłocznie.
-Takie zaloty na mnie nie działają.
-Spokojnie, od tygodnia żyję w celibacie.- Zachichotała. Jej uwagę od chłopaka odwrócił malutki punkcik na horyzoncie.  Sięgnęła po lunetę i przyłożyła ją do oka.
-W końcu, już zaczęłam się obawiać, że tak słynny szlak morski dziś mi nie zaowocuje.- Mruknęła sama do siebie.
-Statek kupiecki? Chyba nie masz zamiaru go złupić?- Zadał pytanie, z nutką nadziei w głosie.
-Nie jestem dobrą wróżką, tylko piratem.- Uśmiechnęła się szelmowsko i zaczęła przygotowania.
-A co z...- Chłopak chodził za nią nieco podenerwowany. Ale nim zdążył zadać pytanie, coś podcięło mu nogi i wylądował w ładowni. Nim się pozbierał krata zatrzasnęła się zamykając go znów pod pokładem.
-Nie pomagasz, to chociaż nie przeszkadzaj.- Wygroziła mu palcem i znów gdzieś pobiegła. Skakała po masztach, bomach i olinowaniu niczym kotka. W końcu zniknęła z oczu Halta, a okręt objęła nieprzyjemna cisza trwająca według niego chyba wieczność. Przerwał ją cichy chlupot podpływającej łodzi.
-Hej! Przyjaciele! Czy wszystko tam u was w porządku?- Zawołał jakiś męski głos. W pierwszej chwili strzelec chciał odpowiedzieć, ale gruba lina oplotła mu usta niczym wąż. Okręt kupiecki widząc banderę przyjacielską i zniszczony okręt przybiła do burty Sztormu myśląc, że ten jest zniszczony. Marynarze nie byli jeszcze świadomi na jaki okręt wkroczyli. Kilku z załogi kupieckiej poczęło przemierzać pokład okrętu Squall. Dziewczyna w tym czasie szybko i bezszelestnie przeszła na przybyłą łajbę. Rozpoczęła poszukiwania łupów oczywiście od luków. Pech chciał, że ci tutaj przewozili jedynie sukna i przyprawy na nic jej potrzebne. Zajrzała jednak jeszcze do kajuty kapitańskiej. Stamtąd porwała złotą szkatułę, o niejasnej zawartości, barometr i mapy.
-Kapitanie, powinniśmy uciekać.- Odezwał się jeden z przerażonych majtków znajdujących się na pokładzie obcego okrętu. Pusty i zniszczony statek napawał grozą nawet we dnie.
-Zgadzam się nie powinno nas tu być...- Przytaknął inny równie roztrzęsiony. Nagłe skrzypnięcie steru sprawiło, że sam kapitan zawahał się.
-Wracamy. to nie miejsce dla nas.- Oznajmił i odwrócił się napięcie.
-Za późno...- Szepnęła Squall siedząca z powrotem na bocianim gnieździe swojego statku i w tym momencie wszystkie boczne działa wystrzeliły odpychając okręty od siebie. Żagle rozwinęły się, ster zakręcił i łajba ruszyła z niewiarygodną jak dla siebie prędkością. Liny zwieszające się tu i ówdzie oplotły dodatkowych pasażerów i wyrzuciły ich za burtę. Piratka pogwizdując przeszła cały okręt, weszła do swojej kajuty, odłożyła tam łupy i skierowała się do zamkniętego Halta. Gdy pochyliła się by zerknąć na łucznika, zobaczyła w luku jedynie pustkę. Nim zdążyła jednak cokolwiek zrobić poczuła chłód metalu na gardzieli. Mężczyzna wyswobodził się jakoś i zaszedł ją od tyłu. Teraz przytrzymując ją z nożem przy szyi.
-Jak już mówiłem... Chcę jedynie informacji...- Mruknął jej przeciągle do ucha.
-To chyba niezbyt wygodna pozycja co? Wolę akurat od przodu.- Zapytała z lubieżnym uśmieszkiem, ignorując to co powiedział. I przycisnęła delikatnie swój sztylet między jego nogami by dać mu do zrozumienia co może stracić. Uścisk lekko się rozluźnił, a dziewczyna błyskawicznie przewróciła go i przygniotła własnym ciężarem siadając nań okrakiem.
-Zdecydowanie tak wolę.- Schyliła się i szepnęła cicho. Halt zrzucił ją z siebie, ta jednak od razu wylądowała na prostych nogach.
-Informacje.- Powtórzył, a Squall wykrzywiła się i przedrzeźniała go.
-"Informacje, informacje". Jak Mówiłam, wszystko ma swoją cenę. Ja na przykład potrzebuję kogoś kto załatwi mi pewną rzecz. Miał zrobić to kto inny, ale chyba zawiódł i zginął.
-Co to takiego?
-Ot zwykłe zaklęcie, proste nieprawdaż?
-Jakie?
-O to niech już cię głowa nie boli. Potrzebuję jedynie kogoś kto je dla mnie zdobędzie, ewentualnie mi w tym pomoże. Pech chciał, że znalazłeś się na mojej łajbie, więc albo przystaniesz na moja propozycję, albo won za burtę. Oczywiście za dobrą pracę, będzie dobra nagroda w postaci twoich "informacji"...

Halt? Trochę bez ładu i składu, ale i tak nieźle jak na tak padniętą i nieogarniętą osóbkę jak ja :P

czwartek, 28 maja 2015

Od Squall c.d. Halta - Bójka

To nie była jedna z tych knajp gdzie Squall bez strachu piła i bawiła się do białego rana, bez obawy pokazywania twarzy. Z resztą... i tak niewiele osób umie rozpoznać w niej Sztorm. Tu jednak musiała się trzymać na baczności, Sztormu nikt w niej i tak nie rozpozna, ale zwykłego, acz uporczywego pirata Squal i owszem. Nie raz ograbiła tę mieścinę, i nie raz atakowała tutejsze kupieckie okręty. Była jednak umówiona, więc musiała  poczekać. Godziny dłużyły się, a ona siedziała sama, czując coraz uważniejsze spojrzenia na sobie. Gdy już miała się zbierać podszedł do niej nieznajomy. Nie był to jednak ten którego się spodziewała. Była nieco rozczarowana i niezainteresowana kolejnym dziwnym podróżnikiem, ani informacjami jakie on chciał. Do momentu gdy nie pojawili się strażnicy. Jeśli nie dostała, tego czego chciała, chociaż się zabawi. Zaciągnęła mocniej kaptur na twarz by nie zauważyli jej zbójeckiego uśmieszku. Czuła zbliżającą się walkę i to ją podniecało. Szybkim mrugnięciem przekazała swoją gotowość do walki towarzyszowi. Dwoje z strażników zajętych było jej rozmówcą, jeden był jednak bardziej zaciekawiony nią.
-Chwila...- mruknął ten jeden podchodząc do niej ostrożnie. Pozostali powłóczyli za nim wzrokiem. Ich dowódca chyba również się zainteresował dziewczyną, bo odsunął młodszego strażnika i sam ustawił się nad piratkom. Szybkim ruchem zerwał jej kaptur z głowy.Oczy otworzyły mu się szerzej gdy zobaczył twarz Squall.
-Ty dzi...- Nie dokończył, bo kobieta zerwała się gwałtownie, przecięła pasek od spodni, wykręciła mu ręce na plecy i zdjętym kawałkiem skóry równocześnie zatkała mu gębę i związała nadgarstki na plecach. Żołnierz leżał teraz na ziemi związany... bez spodni. Dwoje pozostałych którzy jeszcze chwile stali osłupieni, patrzyli to na Squall, to na Halta i chyba zastanawiali się co robić. Długo zastanawiać się nie musieli. Halt rzucił się na nich. Dziewczyna wskoczyła na stół, a następnie sięgnęła balustrady schodów i podciągnęła się na niej, na półpiętro.
-Myślałem, że pomożesz!- Rzucił przez ramię, nie odrywając się od zajęcia.
-Świetnie sobie radzisz!- Zaśmiała się wrednie, opierając o barierkę i patrząc teraz z góry na przedstawienie. Pokiwała mu jeszcze, na co w odpowiedzi dostała tylko wiązankę przekleństw i odwróciła się.  Nie przeszła jednak nawet kilku kroków, jak przed nią stanęło jeszcze pięciu strażników. Pierwszy, najbardziej narwany zaatakował nieumyślnie. Squall jedynie ustąpiła z drogi rozpędzonego żołnierza, czego skutkiem mężczyzna wpadł na barierkę, a dodatkowo kopnięty w pośladki z hukiem spadł na walczącego w dole Halta. Jej uszu znów doszły głośne przekleństwa. Z następnymi jednak nie było tak łatwo. W jej kierunku wystawiono włócznie. Dziewczyna powoli zaczęła się wycofywać, aż do momentu gdy natrafiła na przeszkodę.
-Panowie, no co wy? Bezbronną białogłową?- Zapytała z ironią. W tym momencie jeden z już pijanych przesiewaczy rozbił butelkę po rumie na głowie jednego z strażników i tak zaczęła się bójka. Ten ułamek sekundy rozkojarzenia dziewczyna wykorzystała by wskoczyć na balustradę i wytwornie się ukłonić.
-Do zobaczenia chłopcy!- Zawołała jeszcze po czym złapała za linę od kandelabra i przecięła ją. Spadający karnisz pociągnął ja w na drugi koniec sali. Gdzie zeskoczyła znów na parter. Niedaleko walczącego Quicksilvera. Żeby uciec potrzebowała zamieszania jak tam na górze.
-Witaj.- Wyszczerzyła się do chłopaka stając tuż przy nim i pomagając mu odpierać ataki.
-Co? Jakiś kłopot?- Zapytał ironicznie.
-Nie, skąd że!- Wysapałam odpierając kolejne ataki. -Tylko pomóż mi na chwilkę.- Uśmiechnęłam się szyderczo.
-Ta jasn...- On również nie zdołał dokończyć, bo Squall z zaskoczenia wykonała półobrót i kopnęła go tak mocno, że wpadł na strażników, a ci wpadli na pijących niedaleko przy stole marynarzy. Rozwścieczeni rozlaniem alkoholu żeglarze zaraz napoczęli potyczkę i tutaj. Już po chwili cała karczma zmieniła się w miejsce typowej pijackiej bijatyki. Sztorm wykorzystała zamieszanie by wymknąć się ukradkiem tylnym wyjściem. Już dotykała klamki gdy tuż przed jej nosem śmignęła strzała. Powoli skierowała wzrok z kierunku z której nadleciała. Na stole stał z wyciągniętym łukiem mężczyzna w zielonym płaszczu. Dziewczyna posłała mu tylko jeden z tych mniej miłych uśmieszków i szarpnęła drzwi. Szarpnęła raz jeszcze, i znów, ale ani drgnęły. Strzała wbiła się tak by je blokować. Łucznik posłał jej ironicznego buziaczka. Tym razem uśmiech Squall pytał "Jesteś tego pewien?". Ten tylko rozłożył wyzywająco ręce. Squall skierowała się w stronę chłopaka, a on zeskoczył z stołu i wyszedł jej naprzeciw. Przez cały ten czas prowadzili niemą wyzywankę.
-Właśnie zablokowałeś sobie jedyną drogę ucieczki.- Warknęła, ale w tym momencie zaatakował ją przypadkowy człowiek. Zwaliła go z nóg dwoma ciosami. Gdy już mieli się na siebie natknąć,  bójka sześciu, a może i większej ilości osób przesunęła się w ich kierunku i zostali w nią wciągnięci.
-Jak Kuba bogu, tak bóg Kubie.- Powiedział w przerwie między ciosem, a parowaniem. Dziewczyna również zajęta walką, powoli przybliżała się do niego. Halt na chwilę odciągnął od siebie uwagę i wykorzystał to by przystawić ławeczkę do okna. -To nie było jedyne wyjście.- Dodał zaczynając się po niej wspinać.
-Masz rację!- Krzyknęła przewracając ławeczkę i małego "alpinistę". -"Jak Kuba bogu, tak bóg Kubie.- Uśmiechnęła się szelmowsko. Zanim tamten zdążył się pozbierać, ona zarzuciła linę od kandelabra i wspinała się po niej do tego samego okna. Gdy już w połowie była na zewnątrz coś, a raczej ktoś pociągnął ją za nogawkę.
-Tak łatwo to nie ma.- Chłopak podciągnął się na niej.
-Hej! Nie tak szybko napaleńcu! Zaraz ściągniesz mi spodnie, może nie tu przy ludziach? Jak się napaliłeś to chociaż posłanie nam załatw..- Na te słowa chłopak się zaczerwienił i nieco popuścił uchwyt. Kobieta wykorzystała to by go zrzucić. Wyszła na dach do końca i wciągnęła linę. Wychyliła się jeszcze by spojrzeć na niego.
-Żartowałam, mam pasek.- Wskazała palcem na sprzączkę. Chłopak na dole wyglądał na nieco sfrustrowanego. - Ale wiesz...- Dodała bardziej uwodzicielskim tonem zaczynając rozpinać guziki koszuli i bawiąc się krągłościami. Mężczyzna chyba znów nieco się zarumienił. Zaśmiała się, puściła mu oko i uciekła.

Dotarła do portu niemal nie zauważona. Szybko wskoczyła na Sztorm i przygotowała do wypłynięcia
-Chol**a.- Syknęła gdy zauważyła brak słodkiej wody na pokładzie. Musiała jeszcze zejść na chwilę do mariny przynajmniej po jedną, lub dwie beczki. Chciała sobie trochę odpocząć, a w tym celu znaleźć sobie bezę gdzieś na odludziu. Zanim jednak tam trafi musiała kawałek popłynąć, w sumie nie wiedziała ile mogło jej to zająć. Zeskoczyła więc z powrotem na ląd. Po dłuższej chwili przyturlała wystarczający zapas wody i rumu oczywiście, wszystko ukradła z zaplecza jakiejś innej karczmy. Upewniwszy się, że ma już wszystko wypłynęła na pełne morze. Wiatr był spokojny i korzystny. Pozwalał na płynięcie bez halsowania i bez pomocy szabli. Squall zajęła miejsce za sterem i cicho wygwizdując piosenki oddalała się od brzegu. Późnym wieczorem jej melodia ucichła. Wytężyła słuch, gdy odpowiedziało jej tylko skrzypnie delikatnie kołysanej łodzi, powróciła do zajęcia. Za drugim razem gdy usłyszała parsknięcie konia, nie mogła już tego uznać za omamy. Zeskoczyła z mostku i powoli przeszła się po pokładzie, a każdemu krokowi towarzyszyło skrzypnięcie desek upiornego okrętu. Zatrzymała się przy zejściu pod pokład, skąd doszedł ją jeszcze dziwniejszy odgłos.
-Do stu piorunów! Co ty u diabła to robisz?! I jak żeś się tu znalazł!!!- Wybuchła gdy pod pokładem zastała poznanego w karczmie Halta z koniem.
-Mówiłaś że "wiem", więc przyszedłem by skorzystać z propozycji.- Przywołał scenę gdy stała w oknie. Próbował być sarkastyczny, ale jego zzieleniała od choroby morskiej twarz, psuła efekt. Squall ledwo powstrzymywała się od śmiechu. -Cholera... musiałaś wypływać?- Jęknął przeciągle.
-To czego żeś tu przylazł?- Zaśmiała się szyderczo widząc jak chłopak przechytrzył sam siebie.
-Chcę informacji, nie sądziłem, że jak polazłaś po te beczki i wrócisz to wypłyniesz...

Halt? Trochę cię urządziłam z tym wypłynięciem, ale morze jest gładkie, więc zaraz powinieneś się przyzwyczaić ;)

środa, 27 maja 2015

Wolność jest wtedy, gdy jest się samemu sobie sterem, żeglarzem i okrętem.


Imię: Squall
Nazwisko: Repentina
Przydomek: Sztorm, choć od większości słyszy tylko wulgarne epitety.
Rasa: Jedni mówią demon lub zjawa, ale to kim jest naprawdę to jej wielka tajemnica.
Wiek: Tak naprawdę nie wiadomo, od ponad 20lat się nie zmienia.
Płeć: Kobieta
Stanowisko:  Przemytnik i taktyk, ale tak naprawdę to wciąż jest piratem.
Aparycja: Wysoka i dobrze zbudowana, szatynka. Często zakrywa twarz szerokim kapturem. Jedyne co może wyróżnić ją z tłumu to żółto-czarne, kocie oczy. Co innego przy świetle księżyca...
Zdolności: Posiada niezwykle wyostrzone zmysły. Jest znacznie silniejsza niż na to by wskazywało, jest też niezwykle zwinna i szybka, z niezwykła łatwością porusza się po okręcie i trudnych terenach takich jak lasy i góry. Na pokładzie niczym kot skacze po wantach, bomach i masztach. Tą umiejętność wykorzystuje w walce, atakując z zaskoczenia i nieprzewidywalnie. Jak nikt zna się na łajbach w bitwach morskich nie ma sobie równych (w lądowych również niezłe z niej ziółko). Jak to pirat zna się na grabieży, walce i taktyce. Sama nie posiada żadnych nadludzkich zdolności, prócz oddychania pod wodą, ale ma zaklętą szablę pozwalającą jej panować nad każdym okrętem. Jest wyćwiczonym szermierzem jak i pięściarzem, w walce z bronią czy bez, zawsze sobie poradzi, ponadto w rękawach, butach i innych skrytkach ma cały arsenał, którym również umie się posługiwać. Nieraz nawet woli użyć krótkiego ostrza noża niż swojego skarbu. Często też wykorzystuje teren i otaczające ją przedmioty w potyczkach, tu przewróci, tam przetnie i powstają wszelakie pułapki.
Zainteresowania: Woda, sól i wiatr! Otwarte może i żegluga to jest to co kocha każdy wilk morski. Grabieże, walka i przygoda to, to co kocha każdy korsarz. Prócz tego uwielbia również drugą stronę świata... góry. Dlatego każda podróż, czy przygoda, lub zagadka jest dla niej czymś wspaniałym. Kocha wyzwania.
Charakter: Dziewczyna ta jest niczym morze, raz spokojna, raz burzliwa. Kilka cech jednak nigdy jej nie odstępuje. Squall jest niezwykle wredna i zuchwała, przy czym zawsze towarzyszy jej ten sam zbójecki uśmieszek. Niejednego wyprowadziła z równowagi, przez co ma wielu wrogów. Spryt i zmyślność są jej dodatkowym atutem, a odwaga i brawura usprawiedliwieniem dla niektórych jej wybryków. Nie da się jej upilnować, to wolny duch, nieznoszący ograniczeń. Mimo że jest zabijaką, pijaczyną, złodziejem i piratem ma swój honor. Co nie znaczy że nie zachowuje się jak opryszek. Jest głośna, agresywna, wulgarna i bynajmniej nie kobieca. Na jej temat można by się długo pisać, ale ją trzeba po prostu poznać, przede wszystkim jest jednak nieprzewidywalna.
Ale to jest ona na co dzień, czasem dzieje się coś zupełnie innego...
Historia: Wojna okazała się świetną okazją dla piratów, którzy korzystając z okazji łupili i grabili na morzu co się tylko dało. Straty w bitwach morskich były na tyle ogromne, że powoli zaprzestano wypływania na wodę. W tym czasie znikąd pojawił się tajemniczy okręt zwany Sztormem, bo zjawiał się nagle i niszczył wszystko na swej drodze. Był to jednak zwykły okręt z załogą którą dowodziła Squall. Z początku rabowali głównie innych piratów, co za skutkowało tym, że zwykłe łodzie powróciły na wody. Z czasem konkurencja Sztormu zniknęła, a załoga zaczęła rzucać się na okręty wojenne. Pogoń za nieuchwytnymi piratami trwała wiele lat, a piraci grali wszystkim na nosie. W połowie wojny jednak wieść o ostatnim okręcie korsarskim ucichła. Na dziesięć lat okręt z załogom zniknął... Pewnej jesiennej nocy Sztorm powrócił. Ale nie taki jak go zapamiętano, choć był zniszczony, zdobiły go czarne, podarte żagle, a na jego widok ludziom przechodził zimny dreszcz po plecach, okręt płynął, choć jego załogą była zaledwie jedna osoba. Nikt nie wie co stało się z załogą, ani co działo się z statkiem i jego kapitan. Okręt stał się jeszcze bardziej niebezpieczny, a Squall zmieniła się w potwora. Po świecie zaczęły krążyć pogłoski o upiornym statku...
Dziewczyna przybiła do brzegu w poszukiwaniu "bazy" dla okrętu i tak trafiła tutaj. Choć przyłączyła się do społeczności, nie zrezygnowała z siania postrachu na wodach.
Partner: Stały związek? Czarno to widzę. Ale zabawić się lubi, w końcu co by życie miało smaczek raz dziewczynka, raz chłopaczek.
Rodzina: Swego czasu jej rodziną była załoga.
Szczegóły:  -Różnica między nią w towarzystwie, a nią w samotności jest kolosalna. Niewielu potrafi połączyć tę wesołą osóbkę z potworem grasującym po morzach.
-Lubi czasem sobie wypić, a gdy jest pijana staje się agresywna, na szczęście ma mocną głowę.
-Jej największym skarbem jest zaklęta szabla dzięki której potrafi panować nad każdym okrętem, oraz odbijać magię. Prócz niesamowitej mocy artefakt ten dał też właścicielce okropne przekleństwo. Nie radzę więc nawet jej dotykać.
-Uwielbia śpiewać (co nie znaczy, że umie), głównie po pijaku i szanty.
-Ma własną łajbę - Sztorm (tak, jej przydomek pochodzi od statku)
-Nikomu nie zdradza co działo się przez 10lat po zniknięciu Sztormu, ani co działo się przed jego pojawianiem. Można jedynie domniemać, że skrywa pewien mroczny sekret.
-Rzadko pokazuje się przyjaciołom podczas księżycowych nocy. A jeśli już, to jest zamaskowana.
Autor: Ursa