Imię: Miwertia, ale wystarczy zwykłe Miw.
Nazwisko: Jukiynae.
Przydomek: Spróbuj wymyśleć dla niej jakieś, a podpadniesz.
Rasa: Rasa to to żadna… Niby człowiek, ale jednak ma w sobie coś. Jej
rodzice byli „normalni”, a moce i zdolności odziedziczyła po babce,
która przez długi czas studiowała i eksperymentowała z magią aż ta
dogłębnie się w niej zakorzeniła.
Wiek: 19 lat.
Płeć: Kobieta.
Stanowisko: Alchemiczka, ale nie pogardziłaby też staniem się wyrocznią.
Aparycja: Nie jest zbyt wysoka. Ma smukłą, przypominającą dzikiego kota,
sylwetkę. Jej włosy są i długie i krótkie zarazem, i najczęściej
rozczochrane. Nie posiada żadnych charakterystycznych oznaczeń po walce,
ale na kostce u nogi ma wypaloną bliznę w kształcie gwiazdy (podobno to
właśnie ona potwierdza posiadanie magicznych mocy).
Zdolności: Miw jest szybka i zwinna. Potrafi zręcznie chodzić po
drzewach i bezszelestnie się poruszać. Dobrze dogaduje się ze
zwierzętami. Nie posiada za dużej siły i w walce wręcz sprawdza się
bardzo źle. Nie używa broni, a jej największa moc i siła to słowa.
Dzięki magicznym umiejętnością potrafi delikatnie zaginać wolę innych
tylko dzięki rozmowie. Nie używa magii żywiołów, a studiuje zaklęcia i
runy. Bardzo dobrze radzi sobie w przygotowywaniu trucizn, eliksirów.
Czasami ma wizje, ale nie zawsze są one poprawne, choć w każdej jest
coś, co zdarzy się na pewno. Może również (choć nie za bardzo nad tym
panuje) widzieć, co dzieje się w tym samym czasie w różnych miejscach.
Zainteresowania: Lubi przebywać w samotności, choć są momenty, gdy aż
lgnie do innych. Dużo czyta, pogłębia swoją wiedzę i odkrywa. Kocha
podróże, nowe miejsca. Ciężko jest się jej zatrzymać gdzieś na dłużej.
Czasem rysuje, ale chyba największą przyjemnością jest dla niej
śpiewanie. Robi to praktycznie zawsze i przy każdej okazji. Swoistą
przyjemność czerpie również z polowań, które zawsze poprawiają jej
samopoczucie. Nie chodzi o to, że lubi ból, ale po prostu „kręci ją”
tropienie.
Charakter: Dziewczyna ma bardzo trudny charakter. Ciężko jej dogodzić i
podpasować. W ciągu dnia może przejść z jednej skrajności w drugą. Nie
skrywa uczuć, wręcz przeciwnie jest dobitna i szczera do bólu. Wśród
nieznajomych zachowuje się stosunkowo spokojnie, ale przy bliżej
poznanych to istny wulkan emocji. Jest dziwna i mocno pokręcona. Nie
zgrywa ani nie udaje nikogo kim nie jest. Szybko się denerwuje, lecz
tylko jeśli chodzi o bardziej ludzkie formy życia. Kiedy np. podczas
polowań lub tropienia jej cierpliwość byłaby już dawno naderwana przez
inną osobę, to Miw zachowuje niesamowity spokój. Odwrotna sytuacja jest
podczas rozmowy z innymi. Łatwo wyprowadzić ją z równowagi. Jeśli chodzi
o jej ufność to ma ona skrajnie niski poziom. Może wydawać się, że ufa,
ale to tylko pozory. A pozory mylą. Kontakty z ludźmi sprawiają, że
traci trochę na swoim „dzikim” charakterze, a zaczyna być bardziej zimna
i wyrachowana. Po za tym bardzo dużo się śmieje. Nie jest to śmiech
szczęścia, ale śmiech… żenady? Jedynie śmiech pomaga jej uodparniać się
na ludzkie głupoty. Te wszystkie zachowania i cechy charakteru wychodzą
jej raczej na minus, ale samotność i przebywanie wśród natury nauczyło
ją żyć własnym życiem i wsłuchiwać się w potrzeby swoje, a nie te
wyznaczane przez innych. Podobno sprawia wrażenie bardzo dojrzałej,
ponieważ wydaje się dobitnie znać samą siebie…
Każdemu odważnemu, by zagadać i się DOGADAĆ życzę powodzenia.
Historia: Zacznijmy od życia jej babci; była to bardzo ciekawa
wszystkiego kobieta. Nie wiadomo gdzie i kiedy zaczęła się jej przygoda z
magią, ale nigdy już jej nie porzuciła. Stała się potężną czarownicą,
która jednak nie afiszowała się zbytnio ze swoimi darami. W czasie
rozwijania mocy zakochała się i urodziła matkę Miw… Tylko tyle wiemy,
ale przecież tę tajemnicę można odkryć, prawda?
Miwertia dorastała w niedużej wiosce. Jej rodzice byli zielarzami i
medykami. Wychowywali ją w strachu przed magią i każdą paranormalną
rzeczą jaka tylko była możliwa do wyobrażenia. Trzymali ją blisko i
praktycznie na uwięzi, więc wolności nie posiadała w ogóle. Gdy zaczęła
dorastać – zaczęła się buntować. Bez zbytniego wchodzenia w szczegóły
skończyło się ucieczką i radzeniem sobie zupełnie samemu.
Partner: -
Rodzina: Rodzice na pewno żyją, ale ciężko utrzymywać kontakty na
odległość z takimi ludźmi jak oni (nawet, jeśli to twoi rodzie), a
rodzeństwa nie ma.
Towarzysz: -
Szczegóły:
*zwierzęta traktuje tak samo jak ludzi
*zawsze ma przy sobie bransoletkę, którą podarowała jej matka
*stara się nikogo nie krzywdzić; zabija tylko dla jedzenia i nigdy tak, by miało się zmarnować
*od zawsze wokół niej pachniało fiołkami
Autor: Anwarunya
niedziela, 10 kwietnia 2016
Od Hanneona
Zdjąłem kaptur i przywróciłem moim uszom normalny, człowieczy wygląd, po
czym ze znudzeniem rozsiadłem się w fotelu i począłem obracać w rękach
czarne krucze pióro. Nie, żebym jadał kruki. Podobno nie są za dobre. I w
dodatku mają dziwny posmak...
Wszystkie istoty w Hidden są tak różne, że nawet nie zdziwiłbym się, gdybym zobaczył tutaj jakiegoś stwora typu Minotaur. Są tu nawet kotowate. I smoki. No i na moje nieszczęście likantropy...
Miałem okazję poobserwować sobie kilkoro z nich, siedząc w swym rudym futrze w okolicy ogniska.
Ale mniejsza z tym.
Rozejrzałem się po swojej jaskini. Wypadałoby zrobić coś, żeby było w niej przytulnie. Jak na razie w grocie wielkości przeciętnego pokoju miałem tylko ciężkie biuro, rozpadający się fotel, którego nie chciało mi się naprawić przed chwilą, i łóżko, okropnie niewygodne. Już ten kamień, na którym spałem jeszcze dwie noce temu był wygodniejszy. Może by go tu przywlec?
Rozpiąłem płaszcz i wstałem, żeby rzucić go na oparcie fotela i usiąść na łóżku. Jęknąłem, kiedy kilkanaście nierównych wąskich desek wbiło się w moje pośladki. Chyba podziękuję za taki nocleg...
Mógłbym użyć jakiś zaklęć, przecież mam pół księgi w głowie, ale komu by się chciało? Może mnie natchnie do tego, żeby coś zrobić. Mógłbym cieszyć się ciszą, ale jak na złość jakiś ptak począł żałośnie śpiewać swą pieśń od siedmiu boleści. Jak masz okropny głos, to po ch*j śpiewasz?!
Zirytowany znowu przyodziałem się w płaszcz z kapturem, ale ten był znacznie wygodniejszy, bardziej przystosowany do takich wędrówek.
W nie najlepszym humorze wybyłem z groty, nie martwiąc się nawet zabezpieczeniem jej. Wszystkie najważniejsze dla mnie rzeczy mam pod ręką. Jakby ukradli mi łóżko, nawet bym się cieszył. Byłby pretekst, żeby w ogóle coś ze swoim miejscem zamieszkania zrobić. A może w ogóle przeprowadzić się do lasu i zaszyć w chatce jak te zgrzybiałe wiedźmy i obłąkani magowie? Ciszej by nie było, ale wygodniej z pewnością. Może do miasta? O nie, tam na pewno nie... Przecież tam są istoty od świtu do zachodu. A nawet po nim.
Począłem pałętać się po okolicy, aż w końcu zatrzymałem się w sąsiedztwie jakiegoś samotnego krzewu i usiadłem obok niego. Podmuch wiatru omiótł moją twarz.
- Cześć, wietrze, przyjacielu - szepnąłem, a w odpowiedzi dostałem silniejszy powiew powietrza. - Co się dzieje z Kiette? - zapytałem po chwili, jednak zanim uzyskałem jakikolwiek odzew, usłyszałem jakiś szelest i nawet nie myśląc, przybrałem kocią postać. To był ogromny błąd.
Usłyszałem głośne warczenie tuż za mną. No to pięknie, pomyślałem, odwracając się i wpatrując się w czerwone ślepia wilkołaka... Szybko wróciłem do ludzkiej postaci, a kaptur zsunął mi się z głowy. Zdążyłem tylko wyciągnąć ręce i wytworzyć głaz.
Cisza. Okropna cisza.
Podniosłem się z ziemi, przeczesując dłonią rudoczerwone włosy i obszedłem głaz. Wilkołaka nie było. Mam nadzieję, że nie zabiłem go tym głazem. Ale nie sądzę. Są wystarczająco silne. Pewnie po prostu uciekł.
Odetchnąłem z ulgą. Trochę zapomniałem o tym, żeby uważać... Słuchać ziemi przede wszystkim. Żywiołu, z którym byłem związany najmniej, a który był mi niezbędny.
Obróciłem się, żeby udać się do swego obecnego mieszkania, kiedy to wyrosła przede mną nieznana mi postać...
Ktoś dokończy?
Wszystkie istoty w Hidden są tak różne, że nawet nie zdziwiłbym się, gdybym zobaczył tutaj jakiegoś stwora typu Minotaur. Są tu nawet kotowate. I smoki. No i na moje nieszczęście likantropy...
Miałem okazję poobserwować sobie kilkoro z nich, siedząc w swym rudym futrze w okolicy ogniska.
Ale mniejsza z tym.
Rozejrzałem się po swojej jaskini. Wypadałoby zrobić coś, żeby było w niej przytulnie. Jak na razie w grocie wielkości przeciętnego pokoju miałem tylko ciężkie biuro, rozpadający się fotel, którego nie chciało mi się naprawić przed chwilą, i łóżko, okropnie niewygodne. Już ten kamień, na którym spałem jeszcze dwie noce temu był wygodniejszy. Może by go tu przywlec?
Rozpiąłem płaszcz i wstałem, żeby rzucić go na oparcie fotela i usiąść na łóżku. Jęknąłem, kiedy kilkanaście nierównych wąskich desek wbiło się w moje pośladki. Chyba podziękuję za taki nocleg...
Mógłbym użyć jakiś zaklęć, przecież mam pół księgi w głowie, ale komu by się chciało? Może mnie natchnie do tego, żeby coś zrobić. Mógłbym cieszyć się ciszą, ale jak na złość jakiś ptak począł żałośnie śpiewać swą pieśń od siedmiu boleści. Jak masz okropny głos, to po ch*j śpiewasz?!
Zirytowany znowu przyodziałem się w płaszcz z kapturem, ale ten był znacznie wygodniejszy, bardziej przystosowany do takich wędrówek.
W nie najlepszym humorze wybyłem z groty, nie martwiąc się nawet zabezpieczeniem jej. Wszystkie najważniejsze dla mnie rzeczy mam pod ręką. Jakby ukradli mi łóżko, nawet bym się cieszył. Byłby pretekst, żeby w ogóle coś ze swoim miejscem zamieszkania zrobić. A może w ogóle przeprowadzić się do lasu i zaszyć w chatce jak te zgrzybiałe wiedźmy i obłąkani magowie? Ciszej by nie było, ale wygodniej z pewnością. Może do miasta? O nie, tam na pewno nie... Przecież tam są istoty od świtu do zachodu. A nawet po nim.
Począłem pałętać się po okolicy, aż w końcu zatrzymałem się w sąsiedztwie jakiegoś samotnego krzewu i usiadłem obok niego. Podmuch wiatru omiótł moją twarz.
- Cześć, wietrze, przyjacielu - szepnąłem, a w odpowiedzi dostałem silniejszy powiew powietrza. - Co się dzieje z Kiette? - zapytałem po chwili, jednak zanim uzyskałem jakikolwiek odzew, usłyszałem jakiś szelest i nawet nie myśląc, przybrałem kocią postać. To był ogromny błąd.
Usłyszałem głośne warczenie tuż za mną. No to pięknie, pomyślałem, odwracając się i wpatrując się w czerwone ślepia wilkołaka... Szybko wróciłem do ludzkiej postaci, a kaptur zsunął mi się z głowy. Zdążyłem tylko wyciągnąć ręce i wytworzyć głaz.
Cisza. Okropna cisza.
Podniosłem się z ziemi, przeczesując dłonią rudoczerwone włosy i obszedłem głaz. Wilkołaka nie było. Mam nadzieję, że nie zabiłem go tym głazem. Ale nie sądzę. Są wystarczająco silne. Pewnie po prostu uciekł.
Odetchnąłem z ulgą. Trochę zapomniałem o tym, żeby uważać... Słuchać ziemi przede wszystkim. Żywiołu, z którym byłem związany najmniej, a który był mi niezbędny.
Obróciłem się, żeby udać się do swego obecnego mieszkania, kiedy to wyrosła przede mną nieznana mi postać...
Ktoś dokończy?
niedziela, 3 kwietnia 2016
To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
Imię: Hanneon. Czyta się tak, jak pisze. W języku dzikich kotów zza
oceanu ,,hanne" oznacza zwycięstwo, zatem ,,hanneon" oznacza tego, który
zwycięża. Sam zastanawia się, czemu matka tak go nazwała.
Nazwisko: Chattres, takie nadała matka. Dzikie kotołaki nie używały nazwisk.
Przydomek: Rodzina mówiła mu Han. Śmiej go nazwać Dachowcem, a popamiętasz. Jak mu jakieś wymyślisz, i tak nie będzie go to obchodzić.
Rasa: matka była magiem, ojciec zmieniał się w kota. Kotomag? Powszechnie jednak przedstawia się jako mag, raczej nie mówi o tym drugim.
Wiek: Obecnie 22, ale jego wygląd nie zmienia się od trzech lat przez kotołacze geny, co często go irytuje. Ma wielką nadzieję, że nie jest nieśmiertelny albo nie utknie w dziewiętnastce do końca życia.
Płeć: mężczyzna czy kocur, jak kto woli. Nie mylić z kobietą, bo podrapie!
Stanowisko: Szpieg, chociaż mógłby być w oddziale magicznym.
Aparycja: Wzdłuż kręgosłupa ciągną się dziwne runy, które - jak powiedziała mu matka - są formułą zaklęcia pozwalającego na podróże w czasie, ale nie potrafi ich odczytać. Na prawej piersi ma bliznę po podrapaniu przez jednego ze swoich dawnych znajomych. Jest przeciętnego wzrostu i ma wątłą budowę. Jego kły są dłuższe niż te przeciętnych istot, ale ponieważ przeważnie się nie uśmiecha, nikt tego nie zauważa. Podobnie z noszeniem długich kapturów. Nosi je po to, by podczas nasłuchiwania nie było widać jego kocich uszu.
Zdolności: Ponieważ płynie w nim krew maga, potrafi władać żywiołami, jednak najlepiej dogaduje się z powietrzem. Han szanuje wszystkie cztery żywioły, traktuje je niczym żywe istoty i czasem rozmawia z nimi, głównie z wiatrem, prosząc o pomoc. Przez to wielu sądzi, ze zwariował i gada do siebie. Zna wiele zaklęć, ale używa tylko kilku i stosunkowo rzadko, ponieważ radzi sobie siłami naturalnymi. Korzystałby jedynie z lewitacji, chociaż o to również prosi wiatr. Jest zwinny, szybki i zmieści się niemal wszędzie. Może nie jest zbyt silny, ale nadrabia to umiejętnym ukrywaniem się. Potrafi w przeciągu kilku sekund zamienić się w rudego kota, bądź pół-kota. Postać pół-kota przybiera tak, jak sam chce. Tylko uszy, tylko ogon, tylko pazury, jedno z drugim albo wszytko na raz...
Zainteresowania: Czyżby to było spanie...? Po części tak, ale tym zajmuje się za dnia, w nocy ma ciekawsze zajęcia. Nikt by go o to nie posądzał, ale Hanneon uwielbia pisać. W swojej księdze z pustymi stronami zapisuje praktycznie wszystko, od snów po opisy napotkanych zwierząt i roślin, którym często dorysowuje ilustracje. Albo przemyślenia. Czasami stworzy też coś własnego, jakiś wiersz czy pieśń, bywa, że opowieść. Najbardziej lubi być sam w ciszy i świętym spokoju. Zdarzy mu się coś nucić, ale nie zdaje sobie z tego sprawy. No i odradzam palenie w jego pobliżu jakichś światełek, które są w stanie drgać, zostawiania w pobliżu włóczek, szeleszczenia jakimiś rzeczami i ciągnięcie sznura. Zazwyczaj udaje mu się zapanować nad tą kocią stroną, ale nie zawsze. Zwłaszcza niedługo po przebudzeniu, kiedy jego umysł jeszcze nie otrzeźwiał.
Charakter: Zawsze chodził jak sam chciał i robił to, czego sam chciał i po dziś dzień wygląda to tak samo. Jest nad wyraz mądry i pomimo tego, że jest dość młody, ma spore życiowe doświadczenie. Nie ufa nikomu, czasami nawet sobie samemu. Jeśli w twojej obecności odezwie się nie pytany i dobrowolnie, czuj się wyróżniony. Ceni ciszę i nie lubi gaduł. Najchętniej udusiłby swoją naturę kotołaka, bo przez instynkt miewa dziwne, typowe dla zwykłych dachowców zachowania. Zazwyczaj jest podejrzliwy i w trzech czwartych życia znudzony. Twoim gadaniem, światem, życiem, padającym deszczem. Generalnie wszystkim. Ma dosyć silną samokontrolę. Jest raczej melancholikiem i najczęściej pesymistą. Bywa, że ma sarkastyczne poczucie humoru i jest po prostu wredny. Jest obserwatorem i słuchaczem. Stoi z boku i nasłuchuje, przez co wie wiele o mieszkańcach Hidden. Sprawia wrażenie chodzącej tajemnicy i to chyba jest prawdą. Nie zapominajmy też o tym, że płynie w nim kocia krew, przez co jego charakter potrafi zmienić się z osoby zupełnie niechętnej do życia w rozbrykanego, dziecinnego chłopaka. Ale o tym nie mówi i stara się te cechy wyeliminować. No i warto też wspomnieć o tym, że jest cierpliwy. Do czasu.
Historia: Urodził się w jednym miocie wraz z dwoma swoimi braćmi i jedną siostrą, w grocie pod wodospadem w kraju dzikich kotołaków. Jego ojciec już wtedy nie żył. Zginął pierwszy, kiedy tylko odkryto, że spoufalał się z magiem. Matka długo opiekowała się nim i jego rodzeństwem. Planowała ucieczkę wraz ze swoimi dziećmi do jakiegoś innego, spokojniejszego miejsca. W noc, w którą miała zamiar to zrobić, kiedy nie świecił księżyc a ona poszła zebrać jakieś jedzenie, ludzie koty znaleźli ich kryjówkę. Wcześniej wydawało się to niemożliwe, bo była świetnie zamaskowana. Han oraz jego rodzeństwo, mając niewyobrażalne szczęście, nie zostali zidentyfikowani jako istoty półkrwi, a jeden z kotołaków nawet ich przygarnął. Wychowywali się tam dosyć spokojnie. Kilka lat później Kiette przez przypadek uaktywniła swoje magiczne zdolności przy innych członkach sfory. Kotołaki postanowiły pozbyć się całej czwórki, wraz z ich opiekunem, ale Han i Kiet zdołali uciec, co niestety nie udało się ich rodzeństwu. Byli świadkami ich śmierci, podobnie ze śmiercią opiekuna. Długo szukali matki, ale nie udało im się jej znaleźć i postanowili ruszyć w świat. Z ostrożności nigdy nie zmieniali kociej postaci, przez co później miauczenie i mruczenie weszło im w nawyk. Wędrowali po różnych krajach, przez długi czas mając kotołaki na ogonie. W końcu ukryli się na statku, na którym pływali przez około pół roku. Mając lat piętnaście rozstali się w porcie, gdzie znaleźli ucywilizowane kotołaki. Kiette postanowiła już tam zostać, ale Han chciał znaleźć innych magów. W końcu znalazł starego, posępnego starca, który nauczył go używania magii. Mieszkał u niego przez jakiś czas, aż ten nie stwierdził, że Hanneon jest w stanie dać sobie radę sam. Tak, po sześciu latach wędrówki, trzech nieszczęśliwych miłościach i zdobyciu kilku wrogów trafił do Hidden przez zupełny przypadek, spadając wraz z osunięciem ziemi podczas wspinaczki po górach.
Partner: Nie myśli o tym, ale może jak ktoś mu wpadnie w oko, to się to zmieni.
Rodzina:
* ojciec: nie zna jego imienia, ale mama mówiła na niego Wspaniały.
* matka: Minah-Tian
* siostra: Kiette, z języka kotów ,,kiet" oznacza zarówno kota jak i nadzieję,
* bracia: Jumon i Sarazion, imię pierwszego z kociego oznacza ,,ten, który jest mistrzem", zaś drugiego ,,ten, który jest cudem". Obaj nie żyją.
Towarzysz: Może by posiadał, gdyby nie kocia natura, przez którą ptaka mógłby zjeść, psowatych nie lubi, za owadami mógłby biegać, a z dachowcem musiałby obchodzić się jak z kolegą. Więc pupila raczej posiadać nie będzie...
Szczegóły:
*Kiedy nie używa magii ma ciemnobrązowe oczy, jednak kiedy panuje nad którymś z żywiołów powietrza, wody, ziemi bądź ognia, zmieniają się odpowiednio na szare, niebieskie, zielone lub żółte.
*Rzadko pije alkohol, bo po pijanemu nie jest w stanie używać swych umiejętności w pełni.
*Chciał przejść na wegetarianizm, ale mieszkał w pobliżu myszy no i mu nie wyszło.
*Czasami odzywają się w nim zwierzęce instynkty.
*Jego wzrok bywa hipnotyzujący.
*Ma w sobie coś, co przyciąga do niego inne osoby, ale nie wie, czemu. Irytuje go to, bo nie jest kontaktowy i nie lubi nawiązywać nowych znajomości.
*Chce dowiedzieć się, co stało się z matką i dlaczego nadała mu takie, a nie inne imię.
*Aury jego zaklęć przybierają kolor amarantowy, złoty albo niebieski.
Autor: Lucy321
Nazwisko: Chattres, takie nadała matka. Dzikie kotołaki nie używały nazwisk.
Przydomek: Rodzina mówiła mu Han. Śmiej go nazwać Dachowcem, a popamiętasz. Jak mu jakieś wymyślisz, i tak nie będzie go to obchodzić.
Rasa: matka była magiem, ojciec zmieniał się w kota. Kotomag? Powszechnie jednak przedstawia się jako mag, raczej nie mówi o tym drugim.
Wiek: Obecnie 22, ale jego wygląd nie zmienia się od trzech lat przez kotołacze geny, co często go irytuje. Ma wielką nadzieję, że nie jest nieśmiertelny albo nie utknie w dziewiętnastce do końca życia.
Płeć: mężczyzna czy kocur, jak kto woli. Nie mylić z kobietą, bo podrapie!
Stanowisko: Szpieg, chociaż mógłby być w oddziale magicznym.
Aparycja: Wzdłuż kręgosłupa ciągną się dziwne runy, które - jak powiedziała mu matka - są formułą zaklęcia pozwalającego na podróże w czasie, ale nie potrafi ich odczytać. Na prawej piersi ma bliznę po podrapaniu przez jednego ze swoich dawnych znajomych. Jest przeciętnego wzrostu i ma wątłą budowę. Jego kły są dłuższe niż te przeciętnych istot, ale ponieważ przeważnie się nie uśmiecha, nikt tego nie zauważa. Podobnie z noszeniem długich kapturów. Nosi je po to, by podczas nasłuchiwania nie było widać jego kocich uszu.
Zdolności: Ponieważ płynie w nim krew maga, potrafi władać żywiołami, jednak najlepiej dogaduje się z powietrzem. Han szanuje wszystkie cztery żywioły, traktuje je niczym żywe istoty i czasem rozmawia z nimi, głównie z wiatrem, prosząc o pomoc. Przez to wielu sądzi, ze zwariował i gada do siebie. Zna wiele zaklęć, ale używa tylko kilku i stosunkowo rzadko, ponieważ radzi sobie siłami naturalnymi. Korzystałby jedynie z lewitacji, chociaż o to również prosi wiatr. Jest zwinny, szybki i zmieści się niemal wszędzie. Może nie jest zbyt silny, ale nadrabia to umiejętnym ukrywaniem się. Potrafi w przeciągu kilku sekund zamienić się w rudego kota, bądź pół-kota. Postać pół-kota przybiera tak, jak sam chce. Tylko uszy, tylko ogon, tylko pazury, jedno z drugim albo wszytko na raz...
Zainteresowania: Czyżby to było spanie...? Po części tak, ale tym zajmuje się za dnia, w nocy ma ciekawsze zajęcia. Nikt by go o to nie posądzał, ale Hanneon uwielbia pisać. W swojej księdze z pustymi stronami zapisuje praktycznie wszystko, od snów po opisy napotkanych zwierząt i roślin, którym często dorysowuje ilustracje. Albo przemyślenia. Czasami stworzy też coś własnego, jakiś wiersz czy pieśń, bywa, że opowieść. Najbardziej lubi być sam w ciszy i świętym spokoju. Zdarzy mu się coś nucić, ale nie zdaje sobie z tego sprawy. No i odradzam palenie w jego pobliżu jakichś światełek, które są w stanie drgać, zostawiania w pobliżu włóczek, szeleszczenia jakimiś rzeczami i ciągnięcie sznura. Zazwyczaj udaje mu się zapanować nad tą kocią stroną, ale nie zawsze. Zwłaszcza niedługo po przebudzeniu, kiedy jego umysł jeszcze nie otrzeźwiał.
Charakter: Zawsze chodził jak sam chciał i robił to, czego sam chciał i po dziś dzień wygląda to tak samo. Jest nad wyraz mądry i pomimo tego, że jest dość młody, ma spore życiowe doświadczenie. Nie ufa nikomu, czasami nawet sobie samemu. Jeśli w twojej obecności odezwie się nie pytany i dobrowolnie, czuj się wyróżniony. Ceni ciszę i nie lubi gaduł. Najchętniej udusiłby swoją naturę kotołaka, bo przez instynkt miewa dziwne, typowe dla zwykłych dachowców zachowania. Zazwyczaj jest podejrzliwy i w trzech czwartych życia znudzony. Twoim gadaniem, światem, życiem, padającym deszczem. Generalnie wszystkim. Ma dosyć silną samokontrolę. Jest raczej melancholikiem i najczęściej pesymistą. Bywa, że ma sarkastyczne poczucie humoru i jest po prostu wredny. Jest obserwatorem i słuchaczem. Stoi z boku i nasłuchuje, przez co wie wiele o mieszkańcach Hidden. Sprawia wrażenie chodzącej tajemnicy i to chyba jest prawdą. Nie zapominajmy też o tym, że płynie w nim kocia krew, przez co jego charakter potrafi zmienić się z osoby zupełnie niechętnej do życia w rozbrykanego, dziecinnego chłopaka. Ale o tym nie mówi i stara się te cechy wyeliminować. No i warto też wspomnieć o tym, że jest cierpliwy. Do czasu.
Historia: Urodził się w jednym miocie wraz z dwoma swoimi braćmi i jedną siostrą, w grocie pod wodospadem w kraju dzikich kotołaków. Jego ojciec już wtedy nie żył. Zginął pierwszy, kiedy tylko odkryto, że spoufalał się z magiem. Matka długo opiekowała się nim i jego rodzeństwem. Planowała ucieczkę wraz ze swoimi dziećmi do jakiegoś innego, spokojniejszego miejsca. W noc, w którą miała zamiar to zrobić, kiedy nie świecił księżyc a ona poszła zebrać jakieś jedzenie, ludzie koty znaleźli ich kryjówkę. Wcześniej wydawało się to niemożliwe, bo była świetnie zamaskowana. Han oraz jego rodzeństwo, mając niewyobrażalne szczęście, nie zostali zidentyfikowani jako istoty półkrwi, a jeden z kotołaków nawet ich przygarnął. Wychowywali się tam dosyć spokojnie. Kilka lat później Kiette przez przypadek uaktywniła swoje magiczne zdolności przy innych członkach sfory. Kotołaki postanowiły pozbyć się całej czwórki, wraz z ich opiekunem, ale Han i Kiet zdołali uciec, co niestety nie udało się ich rodzeństwu. Byli świadkami ich śmierci, podobnie ze śmiercią opiekuna. Długo szukali matki, ale nie udało im się jej znaleźć i postanowili ruszyć w świat. Z ostrożności nigdy nie zmieniali kociej postaci, przez co później miauczenie i mruczenie weszło im w nawyk. Wędrowali po różnych krajach, przez długi czas mając kotołaki na ogonie. W końcu ukryli się na statku, na którym pływali przez około pół roku. Mając lat piętnaście rozstali się w porcie, gdzie znaleźli ucywilizowane kotołaki. Kiette postanowiła już tam zostać, ale Han chciał znaleźć innych magów. W końcu znalazł starego, posępnego starca, który nauczył go używania magii. Mieszkał u niego przez jakiś czas, aż ten nie stwierdził, że Hanneon jest w stanie dać sobie radę sam. Tak, po sześciu latach wędrówki, trzech nieszczęśliwych miłościach i zdobyciu kilku wrogów trafił do Hidden przez zupełny przypadek, spadając wraz z osunięciem ziemi podczas wspinaczki po górach.
Partner: Nie myśli o tym, ale może jak ktoś mu wpadnie w oko, to się to zmieni.
Rodzina:
* ojciec: nie zna jego imienia, ale mama mówiła na niego Wspaniały.
* matka: Minah-Tian
* siostra: Kiette, z języka kotów ,,kiet" oznacza zarówno kota jak i nadzieję,
* bracia: Jumon i Sarazion, imię pierwszego z kociego oznacza ,,ten, który jest mistrzem", zaś drugiego ,,ten, który jest cudem". Obaj nie żyją.
Towarzysz: Może by posiadał, gdyby nie kocia natura, przez którą ptaka mógłby zjeść, psowatych nie lubi, za owadami mógłby biegać, a z dachowcem musiałby obchodzić się jak z kolegą. Więc pupila raczej posiadać nie będzie...
Szczegóły:
*Kiedy nie używa magii ma ciemnobrązowe oczy, jednak kiedy panuje nad którymś z żywiołów powietrza, wody, ziemi bądź ognia, zmieniają się odpowiednio na szare, niebieskie, zielone lub żółte.
*Rzadko pije alkohol, bo po pijanemu nie jest w stanie używać swych umiejętności w pełni.
*Chciał przejść na wegetarianizm, ale mieszkał w pobliżu myszy no i mu nie wyszło.
*Czasami odzywają się w nim zwierzęce instynkty.
*Jego wzrok bywa hipnotyzujący.
*Ma w sobie coś, co przyciąga do niego inne osoby, ale nie wie, czemu. Irytuje go to, bo nie jest kontaktowy i nie lubi nawiązywać nowych znajomości.
*Chce dowiedzieć się, co stało się z matką i dlaczego nadała mu takie, a nie inne imię.
*Aury jego zaklęć przybierają kolor amarantowy, złoty albo niebieski.
Autor: Lucy321
Subskrybuj:
Posty (Atom)

