niedziela, 25 października 2015

Od Viserany c.d. Phestera - Urodzona po to, by utrudniać życie

<Pozwólcie że opowiem co nieco od początku dnia>
Wstawanie nigdy nie było moją mocną stroną. Wiecie czemu? Bo przeważnie, jak teraz, budziłam się nie tam gdzie zasnęłam. W tym momencie była to podłoga z odrobiną nieco zdegustowanej Ashlotte.
- Wybacz - mruczę i podnoszę się z trzaskiem kości.
Ziewam szeroko przeciągając się jednocześnie, trzaskam kręgosłupem, wzdycham cicho i pocieram oczy. Musze się napić. I umyć...
Pół godziny później wychodzę z lodowatego źródełka w środku lasu i szybko ubieram koszulę, spodnie i buty. Oczywiście, od razu przyklejają się do mnie, ale nie przejmuję sie zbytnio. Puszczam się biegiem przez las - wysycham.
Dopadam do stodoły już całkiem sucha i zadowolona. Otwieram drzwi w tym samym momencie co nasz nowy znajomy - Halt.
- Doberek! - rzucam, odsuwając się.
- Dzień dobry. Gdzie byłaś? - pyta.
- Skąd pomysł że gdzieś byłam?
- Stąd - zamyka drzwo stodoły - że wstałem kiedy tak "cicho" zamknęłaś drzwi.
- Aaaaa, to. No tak, byłam... Nad jeziorkiem.
- Hm, skoro tak.
Idziemy na padok i Halt coś tam zaczyna układać. Opieram się o ścianę, ale potem zauważam, że obok leży stóg siana. Uśmiecham się i wskakuję na niego.
- Co robisz? - pytam, machając nogami w powietrzu.
- Pole treningowe. - Przekręca głowę i spogląda na mnie zawadiacko. - Chyba, że wolisz zrobić z tego arenę do walk.
- Łuczników? Jasssssssne.
- Nie przyjmujesz wyzwania?
- Nie. Tego nie. Niezły ze mnie łucznik, ale nie przepadam. Ale sztylety - to mój konik.
- Dobze wiedzieć.
<Resztę historii znamy, dzięki Mild, zacznę natomiast od momentu, kiedy Mild pobiegła za Phesterem>
Mild oddaje strzałę Haltowi i próbują jeszcze parę razy, ale Mild jest jakaś nieskupiona.
- Mild? O co chodzi? - pytam, kiedy nastaje przerwa.
- Ja... chyba pójdę coś... - Ijuż biegnie do gospody.
Uśmiecham się. Idzie za tym gościem. Hmm, no nie powiem, ciekawy osobnik. Sama bym tam chęnie poszła ale...
- Vista. Gdzie Mild? - pyta nagle Halt.
- No, ładny z ciebie nauczyciel. Nie upilnowałeś ucznia.
- Więc?
- Poszła do gospody.
- Ah. No dobrze.
Wracam na stóg siana i zaczynam bawić się źdźbłami. Po chwili jednak wyciągam sztylet z buta i zaczynam nim kręcić.
- Co ty masz z tymi sztyletami? - Podnoszę gwałtownie głowę.
Rozlega się głuchy stukot i Halt łapie sie za szczękę. Ja natomiast za głowę.
- Ałć! Co tak gwałtownie? - pyta mężczyzna.
- No... Nie lubię tak z zaskoczenia i blisko.
- Mhm, będę wiedział na przyszłość.
- A odpowiadajac na twoje pytanie - po prostu je lubię.
- I dlatego wiecznie się nimi bawisz?
- Tak.
- I chwalisz?
- Co? Nie! Po prostu... są jak część mnie, a tak w ogóle to co ci przeszkadza, że... - Zbyt gwałtownie wymachuję rękami, przez co sztylet wylatuje mi z dłoni, leci, obraca się... I przelatuje tuż obok jakiegoś mężczyzny wychodzącego z gospody... Ten wpada lekko w panikę, ucieka... Przepraca się, słychac trzask, wkrzask...
Złamał nogę.
Bravo Vis, barvi!, rugam sie w myślach. Podbiegam do poszkodowanego odpychając po drodze Halta.
- Przepaszam, ja... To wina tego tu, on mnie wkurzył i...
- Odejdź ode mnie kobieto! Jesteś...
Nie słucham dalej. Wiem co powie. Spoglądam miażdżąco na Halta i rzucam się do gospody. Wpadam tam równo z Haltem, który zamiast zostać z tym człowiekiem pobiegł za mną. W tym samym momencie wchodzimy, blokując się. W końcu uderzam go łokciem i wpycham sie do środka. Dopadam do stolika Phestera i Mild, wyciągam ich na zewnątrz i wyjaśniam co sie stało. Potem dopadam Halta.
- No i co? Zadowolony? - warczę.
- O co ci chodzi kobieto?
- O to, ze przez ciebie prawie zabiłam człowieka!
- I to moja wina że masz złą koordynację ruchową?!
- Tak!
<Halt? Wybacz, ze tak słabo ale pisałam to trochę na szybko>

18 komentarzy:

  1. Facet połamał sobie przez ciebie nogę? - Zwal winę na Halta XD

    OdpowiedzUsuń
  2. Chcę Cię tylko powiadomić że złamany maszt w Sztormie to też jego sprawka :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. On go złamał?! O.o
      A nie mówiłam! Wszystko to jego sprawka XD

      Usuń
    2. Wszystko wina Halt. Na kogoś zwalić trzeba :D

      Usuń
    3. Kawę kupcom też pewnie ukradł, a Atlant go kryje! *^*

      Usuń
    4. Alt jedyny pożądany, Halt z niego przykład brać powinien :P A nie ludziom nogi łamać, maszty niszczyć i kupców okradać. XD

      Usuń
    5. Ba! Ten hultaj jeden nawet od Squall by się manier nauczył! XD Gwizdacz jest bardziej wychowany niż on...

      Usuń
    6. A od papugi Chow języka mógłby się uczyć XD

      Usuń
    7. Ozzi i jej gadanie. Zapamiętam do końca życia XD

      Usuń
  3. Muszę ją gdzieś przenieśc skoro Nyanowi nie chce się prowadzić czasu wygnanych... a takie fajne opkomiałam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak dla mnie to Ozzi idealnie by się ze Squall dogadała XD A CW prowadziłabym gdybym czas miała. Ledwo mi go starcza na blogi do których należę, nie wspominając już o KH i Deus Ex które prowadzę na własną rękę -,-

      Usuń
    2. Wiesz, że Ci tego nie wybaczę, prawda? Thalia była taka zarąbista i miałam na nią tyle pomysłów *^*
      Ale KH jakoś udało nam się uratować ^^

      Usuń
    3. zawsze możemy tb pomóc :D
      A w sumie... może by uczynić Ozziego partneram Squall???

      Usuń
    4. Myślę, że bez problemu się zakumplują. Miałam przyjemność odbyć z Ozzi długą, poważną rozmowę i myślę, że ze Squall też się dogada XD

      Usuń
    5. Ten mały demon dogada się z każdym XD

      Usuń
    6. Chyba każdy czasem mówi w podobnym języku xD

      Usuń
  4. Albo nie, nie zabiorę przyjaciela Chow... namówię nyana do ruszenia CW, a dla Squall wymyślę inne pasujące do niej zwierządko. Może małpkę? Albo smoka? Albo jakiś morski potwór?

    OdpowiedzUsuń