<Pozwólcie że opowiem co nieco od początku dnia>
Wstawanie nigdy nie było moją mocną stroną. Wiecie czemu? Bo przeważnie, jak teraz, budziłam się nie tam gdzie zasnęłam. W tym momencie była to podłoga z odrobiną nieco zdegustowanej Ashlotte.
- Wybacz - mruczę i podnoszę się z trzaskiem kości.
Ziewam szeroko przeciągając się jednocześnie, trzaskam kręgosłupem, wzdycham cicho i pocieram oczy. Musze się napić. I umyć...
Pół godziny później wychodzę z lodowatego źródełka w środku lasu i szybko ubieram koszulę, spodnie i buty. Oczywiście, od razu przyklejają się do mnie, ale nie przejmuję sie zbytnio. Puszczam się biegiem przez las - wysycham.
Dopadam do stodoły już całkiem sucha i zadowolona. Otwieram drzwi w tym samym momencie co nasz nowy znajomy - Halt.
- Doberek! - rzucam, odsuwając się.
- Dzień dobry. Gdzie byłaś? - pyta.
- Skąd pomysł że gdzieś byłam?
- Stąd - zamyka drzwo stodoły - że wstałem kiedy tak "cicho" zamknęłaś drzwi.
- Aaaaa, to. No tak, byłam... Nad jeziorkiem.
- Hm, skoro tak.
Idziemy na padok i Halt coś tam zaczyna układać. Opieram się o ścianę, ale potem zauważam, że obok leży stóg siana. Uśmiecham się i wskakuję na niego.
- Co robisz? - pytam, machając nogami w powietrzu.
- Pole treningowe. - Przekręca głowę i spogląda na mnie zawadiacko. - Chyba, że wolisz zrobić z tego arenę do walk.
- Łuczników? Jasssssssne.
- Nie przyjmujesz wyzwania?
- Nie. Tego nie. Niezły ze mnie łucznik, ale nie przepadam. Ale sztylety - to mój konik.
- Dobze wiedzieć.
<Resztę historii znamy, dzięki Mild, zacznę natomiast od momentu, kiedy Mild pobiegła za Phesterem>
Mild oddaje strzałę Haltowi i próbują jeszcze parę razy, ale Mild jest jakaś nieskupiona.
- Mild? O co chodzi? - pytam, kiedy nastaje przerwa.
- Ja... chyba pójdę coś... - Ijuż biegnie do gospody.
Uśmiecham się. Idzie za tym gościem. Hmm, no nie powiem, ciekawy osobnik. Sama bym tam chęnie poszła ale...
- Vista. Gdzie Mild? - pyta nagle Halt.
- No, ładny z ciebie nauczyciel. Nie upilnowałeś ucznia.
- Więc?
- Poszła do gospody.
- Ah. No dobrze.
Wracam na stóg siana i zaczynam bawić się źdźbłami. Po chwili jednak wyciągam sztylet z buta i zaczynam nim kręcić.
- Co ty masz z tymi sztyletami? - Podnoszę gwałtownie głowę.
Rozlega się głuchy stukot i Halt łapie sie za szczękę. Ja natomiast za głowę.
- Ałć! Co tak gwałtownie? - pyta mężczyzna.
- No... Nie lubię tak z zaskoczenia i blisko.
- Mhm, będę wiedział na przyszłość.
- A odpowiadajac na twoje pytanie - po prostu je lubię.
- I dlatego wiecznie się nimi bawisz?
- Tak.
- I chwalisz?
- Co? Nie! Po prostu... są jak część mnie, a tak w ogóle to co ci przeszkadza, że... - Zbyt gwałtownie wymachuję rękami, przez co sztylet wylatuje mi z dłoni, leci, obraca się... I przelatuje tuż obok jakiegoś mężczyzny wychodzącego z gospody... Ten wpada lekko w panikę, ucieka... Przepraca się, słychac trzask, wkrzask...
Złamał nogę.
Bravo Vis, barvi!, rugam sie w myślach. Podbiegam do poszkodowanego odpychając po drodze Halta.
- Przepaszam, ja... To wina tego tu, on mnie wkurzył i...
- Odejdź ode mnie kobieto! Jesteś...
Nie słucham dalej. Wiem co powie. Spoglądam miażdżąco na Halta i rzucam się do gospody. Wpadam tam równo z Haltem, który zamiast zostać z tym człowiekiem pobiegł za mną. W tym samym momencie wchodzimy, blokując się. W końcu uderzam go łokciem i wpycham sie do środka. Dopadam do stolika Phestera i Mild, wyciągam ich na zewnątrz i wyjaśniam co sie stało. Potem dopadam Halta.
- No i co? Zadowolony? - warczę.
- O co ci chodzi kobieto?
- O to, ze przez ciebie prawie zabiłam człowieka!
- I to moja wina że masz złą koordynację ruchową?!
- Tak!
<Halt? Wybacz, ze tak słabo ale pisałam to trochę na szybko>
Wstawanie nigdy nie było moją mocną stroną. Wiecie czemu? Bo przeważnie, jak teraz, budziłam się nie tam gdzie zasnęłam. W tym momencie była to podłoga z odrobiną nieco zdegustowanej Ashlotte.
- Wybacz - mruczę i podnoszę się z trzaskiem kości.
Ziewam szeroko przeciągając się jednocześnie, trzaskam kręgosłupem, wzdycham cicho i pocieram oczy. Musze się napić. I umyć...
Pół godziny później wychodzę z lodowatego źródełka w środku lasu i szybko ubieram koszulę, spodnie i buty. Oczywiście, od razu przyklejają się do mnie, ale nie przejmuję sie zbytnio. Puszczam się biegiem przez las - wysycham.
Dopadam do stodoły już całkiem sucha i zadowolona. Otwieram drzwi w tym samym momencie co nasz nowy znajomy - Halt.
- Doberek! - rzucam, odsuwając się.
- Dzień dobry. Gdzie byłaś? - pyta.
- Skąd pomysł że gdzieś byłam?
- Stąd - zamyka drzwo stodoły - że wstałem kiedy tak "cicho" zamknęłaś drzwi.
- Aaaaa, to. No tak, byłam... Nad jeziorkiem.
- Hm, skoro tak.
Idziemy na padok i Halt coś tam zaczyna układać. Opieram się o ścianę, ale potem zauważam, że obok leży stóg siana. Uśmiecham się i wskakuję na niego.
- Co robisz? - pytam, machając nogami w powietrzu.
- Pole treningowe. - Przekręca głowę i spogląda na mnie zawadiacko. - Chyba, że wolisz zrobić z tego arenę do walk.
- Łuczników? Jasssssssne.
- Nie przyjmujesz wyzwania?
- Nie. Tego nie. Niezły ze mnie łucznik, ale nie przepadam. Ale sztylety - to mój konik.
- Dobze wiedzieć.
<Resztę historii znamy, dzięki Mild, zacznę natomiast od momentu, kiedy Mild pobiegła za Phesterem>
Mild oddaje strzałę Haltowi i próbują jeszcze parę razy, ale Mild jest jakaś nieskupiona.
- Mild? O co chodzi? - pytam, kiedy nastaje przerwa.
- Ja... chyba pójdę coś... - Ijuż biegnie do gospody.
Uśmiecham się. Idzie za tym gościem. Hmm, no nie powiem, ciekawy osobnik. Sama bym tam chęnie poszła ale...
- Vista. Gdzie Mild? - pyta nagle Halt.
- No, ładny z ciebie nauczyciel. Nie upilnowałeś ucznia.
- Więc?
- Poszła do gospody.
- Ah. No dobrze.
Wracam na stóg siana i zaczynam bawić się źdźbłami. Po chwili jednak wyciągam sztylet z buta i zaczynam nim kręcić.
- Co ty masz z tymi sztyletami? - Podnoszę gwałtownie głowę.
Rozlega się głuchy stukot i Halt łapie sie za szczękę. Ja natomiast za głowę.
- Ałć! Co tak gwałtownie? - pyta mężczyzna.
- No... Nie lubię tak z zaskoczenia i blisko.
- Mhm, będę wiedział na przyszłość.
- A odpowiadajac na twoje pytanie - po prostu je lubię.
- I dlatego wiecznie się nimi bawisz?
- Tak.
- I chwalisz?
- Co? Nie! Po prostu... są jak część mnie, a tak w ogóle to co ci przeszkadza, że... - Zbyt gwałtownie wymachuję rękami, przez co sztylet wylatuje mi z dłoni, leci, obraca się... I przelatuje tuż obok jakiegoś mężczyzny wychodzącego z gospody... Ten wpada lekko w panikę, ucieka... Przepraca się, słychac trzask, wkrzask...
Złamał nogę.
Bravo Vis, barvi!, rugam sie w myślach. Podbiegam do poszkodowanego odpychając po drodze Halta.
- Przepaszam, ja... To wina tego tu, on mnie wkurzył i...
- Odejdź ode mnie kobieto! Jesteś...
Nie słucham dalej. Wiem co powie. Spoglądam miażdżąco na Halta i rzucam się do gospody. Wpadam tam równo z Haltem, który zamiast zostać z tym człowiekiem pobiegł za mną. W tym samym momencie wchodzimy, blokując się. W końcu uderzam go łokciem i wpycham sie do środka. Dopadam do stolika Phestera i Mild, wyciągam ich na zewnątrz i wyjaśniam co sie stało. Potem dopadam Halta.
- No i co? Zadowolony? - warczę.
- O co ci chodzi kobieto?
- O to, ze przez ciebie prawie zabiłam człowieka!
- I to moja wina że masz złą koordynację ruchową?!
- Tak!
<Halt? Wybacz, ze tak słabo ale pisałam to trochę na szybko>
Facet połamał sobie przez ciebie nogę? - Zwal winę na Halta XD
OdpowiedzUsuńChcę Cię tylko powiadomić że złamany maszt w Sztormie to też jego sprawka :P
OdpowiedzUsuńOn go złamał?! O.o
UsuńA nie mówiłam! Wszystko to jego sprawka XD
Wszystko wina Halt. Na kogoś zwalić trzeba :D
UsuńKawę kupcom też pewnie ukradł, a Atlant go kryje! *^*
UsuńAlt jedyny pożądany, Halt z niego przykład brać powinien :P A nie ludziom nogi łamać, maszty niszczyć i kupców okradać. XD
UsuńBa! Ten hultaj jeden nawet od Squall by się manier nauczył! XD Gwizdacz jest bardziej wychowany niż on...
UsuńA od papugi Chow języka mógłby się uczyć XD
UsuńOzzi i jej gadanie. Zapamiętam do końca życia XD
UsuńMuszę ją gdzieś przenieśc skoro Nyanowi nie chce się prowadzić czasu wygnanych... a takie fajne opkomiałam...
OdpowiedzUsuńJak dla mnie to Ozzi idealnie by się ze Squall dogadała XD A CW prowadziłabym gdybym czas miała. Ledwo mi go starcza na blogi do których należę, nie wspominając już o KH i Deus Ex które prowadzę na własną rękę -,-
UsuńWiesz, że Ci tego nie wybaczę, prawda? Thalia była taka zarąbista i miałam na nią tyle pomysłów *^*
UsuńAle KH jakoś udało nam się uratować ^^
zawsze możemy tb pomóc :D
UsuńA w sumie... może by uczynić Ozziego partneram Squall???
Myślę, że bez problemu się zakumplują. Miałam przyjemność odbyć z Ozzi długą, poważną rozmowę i myślę, że ze Squall też się dogada XD
UsuńTen mały demon dogada się z każdym XD
UsuńChyba każdy czasem mówi w podobnym języku xD
UsuńAlbo nie, nie zabiorę przyjaciela Chow... namówię nyana do ruszenia CW, a dla Squall wymyślę inne pasujące do niej zwierządko. Może małpkę? Albo smoka? Albo jakiś morski potwór?
OdpowiedzUsuńO! Daj jej kapucynkę x3
Usuń