-Tak ot sobie idziesz do tego czegoś?!- Zawołała Mild za mężczyzną
kompletnie nie rozumiejąc jego postępowania. Każdy choć trochę
wyszkolony wojak wiedział, że nigdy, ale to NIGDY! Nie pcha się w stronę
czegoś czego się nie zna. Zawsze najpierw trzeba wiedzieć z czym ma się
do czynienia. Chwile stała uparcie, ale gdy czarna postać zniknęła za
regałem ruszyła biegiem śladami medyka.
-Wiesz w ogóle co to może być? Duch? Zjawa? Może jakiś potwór pilnujący
tego miejsca!- Mówiła zaaferowanym szeptem. Kruk natomiast
przemieszczał się i zakręcał coraz głębiej między regały niemal nie
wydając przy tym odgłosów.
-Słuchaj... możesz mi nie wierzyć, ale czasem czuje że coś jest nie tak
i właśnie TERAZ to czuję!- Głos dziewczyny nieświadomie z szeptu
przechodził do normalnego. Phester nagle stanął, a elfka odbiła się od
jego pleców. Mędrzec stał całkowicie nieruchomo, nawet w miejscach na
oczy w masce nie mogła nic dostrzec. Mild częściowo przyzwyczaiła się do
towarzystwa dziwnego lekarza, mimo to jednak w tej chili nie umiała
wyzbyć się nieprzyjemnego uczucia chłodu oraz strachu.
-Nie ruszaj się...- Powiedział głosem który zdawał się niemal mrozić
powietrze. Odruchowo zacisnęła palce na rękojeści. Ciszę przerwał cichy,
ale bliski hałas. Tuż za nią z pułki spadła książka. Elfka gwałtownie
dobyła broni i obróciła się w kierunku potencjalnego zagrożenia.
-Nie podoba mi się to, wiesz co to może być?- Zapytała, a gdy po
dłuższym czasie nie dostała odpowiedzi obróciła głowę, ale czarnego
towarzysza już nie było.
-Ch*lera jasna...- Syknęła i ostrożnie zaczęła przesuwać się dalej.
Długa cisza sprawiała że przechodziły ją ciarki. Nagle rozległ się
głośny krzyk, a raczej skrzek jakiś łopot. Później tylko coś zazgrzytało
o posadzkę i znów wszystko ucichło. Mild przekroczyła kolejny zakręt
między regałami a tuż przed jej twarzą śmignął ogromny cień. Dziwne coś
zatrzymało się gwałtownie robiąc przy tym trochę hałasu, następnie zza
półek powoli wynurzyła się dziwna... wężowa... głowa.
-Prosiłem żebyś się nie ruszała.- Znikąd pojawił się czarny medyk,
przez co dziewczyna jeszcze bardziej poczuła się zdezorientowana. Nim
jednak zdążyła zarejestrować, że to jej przyjaciel czy cokolwiek
pomyśleć. Zamachnęła się mieczem i mogłaby dać głowę że w coś trafiła.
Mimo to kościste palce złapały ją niczym imadło i odrzuciły w bok.
Dosłownie ułamek sekundy przed tym jak korytarz wypełnił błękitny ogień.
Rozejrzała się otumaniona za Krukiem.
-To strażnik.- Odezwał się ponury głos za nią. Wysoki mężczyzna stał wyprostowany, jak gdyby nigdy nic.
-Czego pilnuje?
-Czegoś, czego nie powinniśmy znaleźć.- Rzucił nieruchomo patrząc na
przygasające płomienie, które o dziwo nie osmoliły nawet jednej książki.
Mild przyglądała się miejscu z którego powinno przyjść to gadzie coś.
Ale jej towarzysz nie pozwolił jej czekać. Jedną ręką postawił ją z
klęczek za połać koszuli. Elfkę nieco zdziwiła siła w tym wątłym ciele,
ale nie teraz będzie się zastanawiać. Pobiegła za Phesterem, nie
zwróciła nawet uwagi że jedyne co można było usłyszeć to jej oddech i
tylko jej kroki. Mężczyzna cały czas przyśpieszał, ale zdawało się że
wcale nie biegnie, jakby tylko sunął do przodu zmuszając elfkę do biegu,
często zakręcając i zmieniając kierunki. Nagle zatrzymał się , przygnał
do ściany i zakrył usta dziewczyny kościstą dłonią zanim zdążyła je
otworzyć. Cień śmignął tuż przed nimi, prawie nie wydając dźwięku.
Odczekali jeszcze chwilę po czym medyk niemal wepchał ją za drzwi do
osobnej sali.
-O co tu chodzi?- Zapytała szeptem którego niemal nie było słychać.
-To jest zaklęcie, strażnik powołany do życia by chronić czegoś w tych
murach. Podeszliśmy za blisko tego "czegoś" i się obudził.
-I co? Zabijemy to?- Mild uniosła lekko miecz który cały ten czas trzymała w dłoni. Phester pokiwał przecząco głową.
-Trzeba znaleźć zaklęcie.
-Wiesz czego on broni?
-Podejrzewam , że tego samego czego szukam.- Mruknął. Miał ogromną
ochote wyprowadzić stamtąd elfkę. Doskonale wiedział że ona sama nie
uaktywniłaby zaklęcia, które obudziło się wyczuwając zagrożenie czyli
jego. Ale dobrowolnie też dziewczyna penie nie chciałaby wyjść. Miał
więc dwie opcje, albo zniszczy zaklęcie zanim ich znajdzie, albo
wyprowadzi ją podstępem.
-Co więc chcesz zrobić?- Zapytała nie podnosząc nadal głosu.
-Znasz stare języki magii?- Mild zatrzepotała rzęsami, Phester czując
że dziewczyna mogłaby mieć z tym problem szybko zaczął coś innego.
-Zaklęcie musi mieć swoją fizyczną formę. Jest ono ukryte w jednej z
książek lub przedmiocie, albo nawet w samym strażniku.
-Jak ono wygląda?- Zapytała, ale nie dostała odpowiedzi, bo pod
drzwiami zaczął przeciskać się cień. Mild przygotowała się do walki.
Phester jednak ponownie nie pozwolił jej choćby przyjąć szermierczej
postawy. Otworzył drzwi i zatrzasnął za sobą, a cień zniknął.
-Znów zostawia mnie samą...- Mruknęła niezadowolona łapiąc za klamkę
pewna że jeszcze go dostrzerzec. Nie było jednak nawet śladu ani medyka,
ani cienia. Stąpając jak najciszej starała się znaleźć fontannę w
centrum biblioteki z nadzieją że znajdzie tam może owe "zaklęcie".
Ponownie zaległa cisza. Zdawało się być wyjątkowo cicho i spokojnie.
Schowała miecz, była jednak dalej czujna. Odnalezienie fontanny chwile
jej zajęło, w końcu jednak to jej się udało. Kamienna sowa dalej stała
jak wcześniej wpatrzona gdzieś w jeden punkt.
-Gdzie schowałabym zaklęcie mające chronić to miejsce?- Zadała sobie
ciche pytanie patrząc w oczy sowy. Daya podeszła jeszcze bliżej posągu
następnie podążyła wzrokiem w kierunku w jaki wpatrzony był ptak. Na
regale na przeciwko fontanny stał zbiór książek, tak jak z resztą
wszędzie. Ale tylko jedna z nich na grzbiecie miała srebrną klamrę. Mild
podeszła do niej i wyjęła spomiędzy swoich starych towarzyszek.
Otrzepała ją od kurzu i dokładniej na nią spojrzała. Była czarna i
gładka z wyjątkiem małego symbolu księżyca. Co bardziej ją zdziwiło
srebrna klamra zamykająca jej stronnice nie miała dziurki na klucz. Coś
jej jednak mówiło że tam może być ukryty potrzebne im zaklęcie. Ale co
miałaby zrobić z tym dalej? Możliwe że Phester wiedział, ale gdzie on
mógł być? Elfka przymknęła oczy i starała ię jak najuważniej nasłuchiwać
jakichkolwiek odgłosów. Wreszcie trafiła. Coś otarło się o regał, a to
mógł być jej towarzysz, ale i strażnik. Ruszyła w stronę zlokalizowanego
hałasu ponownie zagłębiając się w labirynt korytarzy. Z kolejnymi
zakrętami czuła coraz większe napięcie, wiążące się z większym
prawdopodobieństwem spotkania dziwnego cienia.
-Phester...- Odważyła się cicho zawołać medyka. Na co odpowiedział jej
cichy syk. Gwałtownie obróciła się zaciskając palce na książce i
dobywając miecza, ale nic za nią nie było. Syk zrobił się głośniejszy
podniosła głowę. Wężo-podobne zwierze na futrzanych nogach z
zakrzywionymi pazurami zwierzało się z górnego regału nad nią. Daya była
gotowa na atak i gotowa zaatakować. Pamiętała też brak zniszczeń po
błękitnych płomieniach i była pewna że to iluzja stwora. Więc stała
twardo pewna zwycięstwa. Jednej chwili strażnik otworzył gębę z której
wydobył się niebieski ogień i w następnej coś czarnego przysłoniło jej
cały obraz. Jak zwykle znikąd pojawił się Phester stał przed nią, dziób
maski przylegał do torsu, a ramionami rozciągał połacie płaszcza od
którego odbijał się płomień. Teraz jego postać rzeczywiście przywodziła
na myśl ogromnego, czarnego ptaka. Nie trwało to długo, mężczyzna złapał
ją jak kocię i pociągnął gdzieś przed sobą. Mild miała mnóstwo pytań,
ale widząc dymiący płaszcz ugryzła się w język i postanowiła poczekać
jeszcze chwile. Po lekkich nadpaleniach mogła też wywnioskować że jednak
to nie była iluzja i mogła ją poparzyć.
-Myślę że coś może tu być.- Podała swoje znalezisko mędrcowi. Szare
oczy mężczyzny spojrzały na srebrny symbol na okładce. Wymamrotał coś co
całkiem było dla niej niezrozumiałe. Zamek szczęknął i książka się
otworzyła, a z niej wypadła jedna kartka, jakby wyrwana z zeszytu.
Mężczyzna złapał ją i przerwał w pół. Cień sunący w ich stronę nagle
zatrzymał się i powoli wyparował z posadzki. Phester wyprostował się i
zatrzasnął księgę, a zamek ponownie szczęknął.
-Co to? Tego szukałeś?- Nie wytrzymała w końcu i znów zaczęła pytać
-Kodeks i nie do końca... Lepiej to schować...- Mruknął i zaczął iść
jak gdyby nic się wcześniej nie działo dalej między pułki biblioteki, a
za nim biegł mały, jasny cień z milionem pytań.
<Mild? Mam nadzieje że nie zawiodłam oczekiwań :P A o księdzę radze nie zapominać bo mam już małe plany B) >
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Phester. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Phester. Pokaż wszystkie posty
środa, 24 sierpnia 2016
piątek, 10 czerwca 2016
Od Phestera c.d. Mild - Biblioteka
Blade, kościste dłonie jak u kostuchy delikatnie wygrzebały coś z trawy i
mchu. Czemu bacznie przyglądały się błyszczące oczy ciekawskiej elfki.
Omal nie wybiła sobie brody o ramię mężczyzny gdy tuż koło niej coś
głośno zakrakało.
-Ciekawość to pierwszy stopień do piekła.- Skomentował półgłosem medyk, na co dziewczyna odpowiedziała niewinnym uśmieszkiem.
-To co takiego tam chowasz?- spięła się na palce próbując dojrzeć przedmiot schowany w dłoniach mężczyzny. W czym już nie przeszkadzał jej czarny kruk na gałęzi obok. Wampir powoli pokazał jej swoje znalezisko, a konkretnie małe, jeszcze nieopierzone pisklę. Mild nieznacznie skrzywiła się patrząc na stworzenie które przypominało raczej przerośniętego robaka nieżeli jakiegoś ptaka.
-Co z nim zrobisz?- Przeniosła wzrok na maskę usilnie dopatrując czegoś co świadczyłoby o obecności kogokolwiek pod nią. Medyk bez słowa podsunął maleństwo pod dziób swojego towarzysza. Elfka aż otworzyła szerzej oczy.
-Nie! On go zje!- Zaprotestowała głośno i spruowała wyrwać pisklę z rąk mędrca, ale Gienah był szybszy i pochwycił małego ptaka.
-Czemu to zrobiłeś?- Oburzyła się, a lekarz dostrzegł że oczy jej się lekko zaszkliły. -Zabiłeś go, a on jeszcze żył! Mogłeś dać go mnie, zaopiekowałabym się nim!- Zaczęła machać w złości rękoma i podnosić głos. Co jednak nie prawiło na mężczyźnie najmniejszego wrażenia. Długi dziób jego maski powoli się podniusł, mimowolnie dziewczyna podążyła za nim wzrokiem i od razu się uśmiechnęła. Okromny czarny ptak, wcale nie zjadł pisklęcia, tylko zaniusł je do gniazda.
-To gniazdo pustułki. W gnieździe jest pięć skorup jaj, mimo że te ptaki składają zazwyczaj tylko cztery.- Mówił spokojnie, nawet nie spuszczając wzroku z gniazda. Mimo że opowiadał o ptakach, jego jak zwykle beznamiętny ton sprawiał że wokoło robiło sie jakby chłodniej.
-Jaskółka.- Dodał po chwili. -Podrzuca swoje dzieci innym, a te nieraz wyrzucają soich przyranych braci.- Wyjaśnił jeszcze do końc i zamilkł. Mild poczuła się niezręcznie, że naskoczyła na mężczyznę jak się okazało bezpodstawnie. Spojrzała w kierunku Kruka, ale jego czarnej postaci już tam nie było. Obróciła się wokół własnej osi szukając wzrokiem czarnej postaci, ale nigdzie nie mogła go dostrzec, jakby rozpłynął się w powietrzu.
-Phester?- Cicho mruknęła licząc na odpowiedź, zamiast niej dostała tylko głośne krakanie. Na jej ramieniu wylądowała Kraz. Rozpoznała w stworzeniu jednego z towarzyszy medyka, co znaczyło że jest w pobliżu.
-Gdzie twój pan ptaszku?- Zapytała na co kruk zatrzepotał skrzydłami i wzbił się w powietrze. Elfka obróciła się za nim i zobaczyła ponownie smukłą postać w masce powoli idącą przez las. Dziewczyna zamrugała kilka razy zdezorientowana, o czym puściła się pędem w stronę towarzysza.
-Przepraszam...- Wysapała gdy zrównała z nim kroku, mężczyzna w ciszy kontynuował marsz, tak jakby jej nie było.
-Jesteś zły?- Zerknęła na niego jak zbity szczeniak.
-Nie mam do tego powodów.- Końcówka jego maski skierowała się w stronę elfki co od razu wprawiło ją w lepszy humor. Mimo że był to minimalny ruch to u niego zdawał się on być niczym w porównaniu z nawet najżywszą reakcją u kogokolwiek. Mild od razu zaczęła raźniej maszerować ramię w ramię z nieco przerażającym mężczyzną i lecącymi po bokach krukami.
-Na prawdę nie jesteś zły?- zapytała raz jeszcze dla pewności
-Nie.- Rzucił krótko już nie patrząc w jej stronę. Dziewczyna chwilę milczała, ale Phester wiedział że to tylko wstęp do kolejnego, długiego pytania.
-Nigdy nie jesteś zły?
-Nie.
-Dlaczego?- Zdawało się że odpowiedź nigdy nie nadejdzie, więc od razu przeszła do kolejnego pytania. -A szczęśliwy? Albo smutny? Też nigdy nie jesteś?
-Jestem, jak każdy
-Jakoś nie widać...- Burknęła tak by nie słyszał, a przy najmniej tak jej się zdawało.
-W ogóle to gdzie idziesz?- Znów pytanie.
-Do biblioteki.- Tradycyjnie nie dodawał nic więcej.
-Jest tu taka?- Medyk uznając zbędnym udzielanie odpowiedzi tylko nieznacznie skinął głową.
-A gdzie jest?- Dziób maski delikatnie drgnął wskazując jakiś kierunek.
-A po co tam idziesz?
-Dowiedzieć się czegoś.
-A czego?
-Wielu rzeczy.- Po długie serii pytań dziewczyny zapadła chwilowa cisza. Której Mild jednak nie zniosła i od razu zadała kolejne.
-A daleko to?
-Nie.- Rzucił i zatrzymał się. Elfka energicznie zaczęła machać głową w poszukiwaniu owej biblioteki. Ale jedyne co dostrzegła to niezwykle gęste zarośla. Starą bukowinę obrośniętą ciemnym bluszczem i skalną ścianę.
-To tu?- Zdziwiła się wychylając tak by choć spróbować zajrzeć mu w oczy. Ponownie jej jedyną odpowiedzią była cisza. Phester postąpił kilka kroków i za nużył dłoń w gęstych liściach pnączy. Coś zachrobotało, zaskrzypiało. Kruk jednym szybkim ruchem zerwał sporą część bluszczu odkrywając fragment starego muru i zbutwiałe już drzwi.
-Skąd wiedziałeś że to tutaj jest?!- Dziewczyna aż szerzej otworzyła oczy widząc znalezisko. Mędrzec podniósł chudy palec wskazując coś nad nimi, a konkretnie komin, który jako jedyny wystawał znad zarośli.
<Mild? Mam nadzieję że zadowolona :)>
-Ciekawość to pierwszy stopień do piekła.- Skomentował półgłosem medyk, na co dziewczyna odpowiedziała niewinnym uśmieszkiem.
-To co takiego tam chowasz?- spięła się na palce próbując dojrzeć przedmiot schowany w dłoniach mężczyzny. W czym już nie przeszkadzał jej czarny kruk na gałęzi obok. Wampir powoli pokazał jej swoje znalezisko, a konkretnie małe, jeszcze nieopierzone pisklę. Mild nieznacznie skrzywiła się patrząc na stworzenie które przypominało raczej przerośniętego robaka nieżeli jakiegoś ptaka.
-Co z nim zrobisz?- Przeniosła wzrok na maskę usilnie dopatrując czegoś co świadczyłoby o obecności kogokolwiek pod nią. Medyk bez słowa podsunął maleństwo pod dziób swojego towarzysza. Elfka aż otworzyła szerzej oczy.
-Nie! On go zje!- Zaprotestowała głośno i spruowała wyrwać pisklę z rąk mędrca, ale Gienah był szybszy i pochwycił małego ptaka.
-Czemu to zrobiłeś?- Oburzyła się, a lekarz dostrzegł że oczy jej się lekko zaszkliły. -Zabiłeś go, a on jeszcze żył! Mogłeś dać go mnie, zaopiekowałabym się nim!- Zaczęła machać w złości rękoma i podnosić głos. Co jednak nie prawiło na mężczyźnie najmniejszego wrażenia. Długi dziób jego maski powoli się podniusł, mimowolnie dziewczyna podążyła za nim wzrokiem i od razu się uśmiechnęła. Okromny czarny ptak, wcale nie zjadł pisklęcia, tylko zaniusł je do gniazda.
-To gniazdo pustułki. W gnieździe jest pięć skorup jaj, mimo że te ptaki składają zazwyczaj tylko cztery.- Mówił spokojnie, nawet nie spuszczając wzroku z gniazda. Mimo że opowiadał o ptakach, jego jak zwykle beznamiętny ton sprawiał że wokoło robiło sie jakby chłodniej.
-Jaskółka.- Dodał po chwili. -Podrzuca swoje dzieci innym, a te nieraz wyrzucają soich przyranych braci.- Wyjaśnił jeszcze do końc i zamilkł. Mild poczuła się niezręcznie, że naskoczyła na mężczyznę jak się okazało bezpodstawnie. Spojrzała w kierunku Kruka, ale jego czarnej postaci już tam nie było. Obróciła się wokół własnej osi szukając wzrokiem czarnej postaci, ale nigdzie nie mogła go dostrzec, jakby rozpłynął się w powietrzu.
-Phester?- Cicho mruknęła licząc na odpowiedź, zamiast niej dostała tylko głośne krakanie. Na jej ramieniu wylądowała Kraz. Rozpoznała w stworzeniu jednego z towarzyszy medyka, co znaczyło że jest w pobliżu.
-Gdzie twój pan ptaszku?- Zapytała na co kruk zatrzepotał skrzydłami i wzbił się w powietrze. Elfka obróciła się za nim i zobaczyła ponownie smukłą postać w masce powoli idącą przez las. Dziewczyna zamrugała kilka razy zdezorientowana, o czym puściła się pędem w stronę towarzysza.
-Przepraszam...- Wysapała gdy zrównała z nim kroku, mężczyzna w ciszy kontynuował marsz, tak jakby jej nie było.
-Jesteś zły?- Zerknęła na niego jak zbity szczeniak.
-Nie mam do tego powodów.- Końcówka jego maski skierowała się w stronę elfki co od razu wprawiło ją w lepszy humor. Mimo że był to minimalny ruch to u niego zdawał się on być niczym w porównaniu z nawet najżywszą reakcją u kogokolwiek. Mild od razu zaczęła raźniej maszerować ramię w ramię z nieco przerażającym mężczyzną i lecącymi po bokach krukami.
-Na prawdę nie jesteś zły?- zapytała raz jeszcze dla pewności
-Nie.- Rzucił krótko już nie patrząc w jej stronę. Dziewczyna chwilę milczała, ale Phester wiedział że to tylko wstęp do kolejnego, długiego pytania.
-Nigdy nie jesteś zły?
-Nie.
-Dlaczego?- Zdawało się że odpowiedź nigdy nie nadejdzie, więc od razu przeszła do kolejnego pytania. -A szczęśliwy? Albo smutny? Też nigdy nie jesteś?
-Jestem, jak każdy
-Jakoś nie widać...- Burknęła tak by nie słyszał, a przy najmniej tak jej się zdawało.
-W ogóle to gdzie idziesz?- Znów pytanie.
-Do biblioteki.- Tradycyjnie nie dodawał nic więcej.
-Jest tu taka?- Medyk uznając zbędnym udzielanie odpowiedzi tylko nieznacznie skinął głową.
-A gdzie jest?- Dziób maski delikatnie drgnął wskazując jakiś kierunek.
-A po co tam idziesz?
-Dowiedzieć się czegoś.
-A czego?
-Wielu rzeczy.- Po długie serii pytań dziewczyny zapadła chwilowa cisza. Której Mild jednak nie zniosła i od razu zadała kolejne.
-A daleko to?
-Nie.- Rzucił i zatrzymał się. Elfka energicznie zaczęła machać głową w poszukiwaniu owej biblioteki. Ale jedyne co dostrzegła to niezwykle gęste zarośla. Starą bukowinę obrośniętą ciemnym bluszczem i skalną ścianę.
-To tu?- Zdziwiła się wychylając tak by choć spróbować zajrzeć mu w oczy. Ponownie jej jedyną odpowiedzią była cisza. Phester postąpił kilka kroków i za nużył dłoń w gęstych liściach pnączy. Coś zachrobotało, zaskrzypiało. Kruk jednym szybkim ruchem zerwał sporą część bluszczu odkrywając fragment starego muru i zbutwiałe już drzwi.
-Skąd wiedziałeś że to tutaj jest?!- Dziewczyna aż szerzej otworzyła oczy widząc znalezisko. Mędrzec podniósł chudy palec wskazując coś nad nimi, a konkretnie komin, który jako jedyny wystawał znad zarośli.
<Mild? Mam nadzieję że zadowolona :)>
poniedziałek, 14 grudnia 2015
Od Phestera - Zwykły wieczór przy ogniu
Towarzystwo zebrane przy ogniu zaczynało się nieco ożywiać. Powoli wszyscy zaczynali się otwierać, jeśli można to tak nazwać. Bo w końcu nikt z zebranych tutaj osób na chwilę obecną nie mógł, ani nie chciał mówić czegoś więcej o sobie. Każdy miał coś do ukrycia. Phester jednak czół że każdy z tych wyrzutków, uciekinierów czy też podróżników zostanie tu na dłużej i z czasem może się zżyją. Według niego to była tylko kwestia czasu. Obrócił delikatnie głowę by spojrzeć w stronę gór które oddzielały ich nowej Sorsiny. A coś mu się wydawało że okazja to tego by wszyscy tu zebrani połączyli się dla jednej sprawy mogła nadejść w każdej chwili.
~Dlaczego się nie odzywasz?~ Do myśli medyka wdarł się głos smoka. Phester nie blokował go, nie było takowej potrzeby, wiedział że smoki tylko tak się komunikują i inaczej nie umiały.
~Nie mam nic do powiedzenia, a skoro nic nie mam to po co miałbym mówić?~ Wyjaśnił spokojnie również drogą telepatii, na co Frelser aż otworzył szerzej oczy. Nie spodziewał się odpowiedzi taką drogą. Mężczyzna podniósł oczy na monumentalnego gada. Stworzenie to wydawało mu się dość osobliwe jak na swój gatunek. Mimo że zaczynał się oswajać z towarzystwem jak wszyscy, to zdawał się być nieco spłoszony.
-A tak czysto teoretycznie, to znajdą się dla nas miejsca na nocleg?- Zapytał Halt. Lakoo przerwał rozmowę z felinem.
-Jest, zdążyłem poznać tutejsze tereny i mogę stwierdzić że kiedyś, może nawet przed wojną, było tu coś jakby miasteczko czy osada. Zostało kilka budynków takich jak ta moja chałupa, w wielu nawet zostały ubrania. Co więcej była też tutaj karczma i jakaś biblioteka. Jest w niej archiwum, ale księgi wieczyste zapisane są w nieznanym mi dialekcie. Normalny księgozbiór za to jest w mowie wspólnej.
-A wiesz co tutaj wcześniej było?- Zaciekawiła się nagle Viserany.
-Niestety nie, resztek tego miejsca nie da się jednoznacznie przyporządkować do topografii miasta, osady, wsi czy nawet zakonu. Choć do ostatniego mu najbliżej. Bo za daleko stąd do szlaku, zbyt jałowa ziemia i za gęsty las na uprawy. Warowni też nie ma, ni zamku.
-Może to jedno z tych ukrytych krain z baśni i podań?- Zażartowała Erany.
-Zdziwiłabyś się ile potrafi być prawdy w legendach. Myślisz że potwory z portowych opowieści mogli stworzyć siedzący przy kielichu brodacze?- Piratka wyszczerzyła się, a w tym uśmiechu Phester wyczuł małą zmianę. Nie umiał jednak określić czym dokładnie ta zmiana mogła być ani czego dotyczyła.
-Wracając do tematu.- Atlant ponownie się odezwał. -Jest tutaj blisko dwudziestu budynków, nie wszystkie nadają się do zamieszkania, ale na razie wystarczy. Po wieczerzy będę mógł wam pokazać kilka.- Taka odpowiedź w pełni usatysfakcjonowała wszystkich zebranych. Phester nawet już wiedział który budynek sobie obierze na najbliższy czas.
-Długo nie wraca, nie?- Czerwonooka pół-elfka wychyliła się w stronę drzwi. Następnie wstała i ruszyła do domku Alta. Gwary nadal nie ustawały. Tylko Kruk siedział w ciszy obserwując ludzi na około. Nawet Lisabeth z zakrytą twarzą którą spotkali na szlaku rzucała półsłówkami do co poniektórych. Po drodze dała się podpuścić. Wcześniej nie miał pewności co do niej, ale zachowanie, zapach, wygląd, zakryte usta oraz poranny bieg były dla niego wystarczające. Wiedział już że ma tutaj pobratymca. Choć trochę odmiennego, to nawet lepiej. Nie zamierzał jej wydawać, nie była agresywna. A i zbędna w tej chwili była jakakolwiek panika. Z resztą nie tylko ona ukrywała swoją tożsamość. Pół-elfka, która ruszyła za biało-włosom. Obie miały zapach dziwnie znajomy, nie wydawał on jednak żadnych wyroków na nikogo. Nawet w małej i milutkiej Mild wyczuwał coś innego. Była jeszcze piratka teraz prowadząca względnie luźną rozmowę z innymi biesiadnikami. Była jedną z najgłośniejszych. Zagadywała, żartowała i była złośliwa. Względny spokój i wyluzowanie, jednak dawało się wychwycić u niej kilka dziwnych zachowań. Drapała co jakiś czas zażarcie policzki. Zdawało się że sprawdza czy nadal je ma, co zdawało się być zabawne. Obserwowała też zachmurzone niebo. Phester starał się dokładnie zanalizować jej zachowanie, jednak nie umiał go dokładnie zinterpretować.
-Skoro tamta poszła po zagrychę, to ja skoczę sobie po popite!- Zawołał stając. Frelser uniósł gwałtownie głowę, zawadzając nieco o niższe gałęzie.
~Też poproszę!~ Rozochocił się nieco za bardzo bo jego słowa usłyszeli wszyscy zebrani.
-Co ja browarnia?- Zakpiła błyskając zębami.
-Czyżby przemawiała przez ciebie skąpość? Przecież taka biedna wcale nie jesteś.- Podpuszczał ją łucznik. Dziewczyn natomiast jedynie uśmiechnęła się zbójecko. Jeszcze na ułamek sekundy zerknęła raz jeszcze w niebo po czym zniknęła w ciemności. Na moment po jej odejściu zza chmur wyjrzał księżyc, a okolica zalśniła od rozświetlonych kropelek rosy.
-Doprawdy trafiłem na niesamowite towarzytwo...- Mruknął niemal niesłyszalnym szeptem do siebie.
Gdy tylko dziewczyna znalazła się za linią drzew puściła się dzikim pędem w stronę swojego statku. Gęste zalesienie blokowało światło księżyca, co bardzo jej odpowiadało. Mimo wszechogarniającego mroku i ciągłego pędu widziała bardzo dobrze. To właśnie dawały jej te żółte oczy wąskimi źrernicami - doskonały wzrok po ciemku i... pod odom. Okręt nie mógł wpłynąć całkiem na mieliznę. Stał co prawda w zatoczce naprawdę dobrze ukryty. Nie mógł być zauważony czy uprowadzony. Szczególnie że tego okrętu nie dało się ruszyć bez jej zgody. Przy brzegu stała szalupa, jednak piratka zdecydowanie preferowała przepłynąć się. Zrzuciła ubrania i wskoczyła do wody. W momencie jak znikła pod taflą wody to aż do statku nic jej nie zmąciło, mimo że od brzegu było to nawet ponad pół mili. Wy nużyła głowę dopiero na metr czy dwa od statku. Nie było nawet możliwe by dostrzec jak to się stało. Ale ciemny kształt tak mignął wzdłuż burty i na moment później całkiem naga krzątała się po pokładzie. Zwinęła kilka rzeczy, zrzuciła dwie beczułki rumu i skoczyła za nimi z powrotem w morze. Na zacienioną plaże wypłynęły obie baryłki. Dopiero po dłuższej chwili zaś wyłoniła się Squall. Szybko ubrała się i nałożyła kilka dodatkowych szczegółów. Rekawiczki i czarnyą kominiarkę, do tego naciągnęła mocno kaptur. Zaśmiała się widząc soje odbicie składające się z masy ubrań i jaskrawożółtych ślepi. Zachichotała cicho. Teraz gdy wróci do ogniska łącznie z nią będą już trzy i pół zamaskowanych postaci. Pół bo Halt miał tylko kaptur na sobie. Pochwyciła alkohol i dziarskim krokiem ruszyła drogę powrotną.
-No nareszcie! Już myśleliśmy że się utopiłaś!- Zawołał łucznik gdy tylko zobaczył dziewczynę.
-To ty tutaj nadal jesteś? Ch*lera zapomniałam! Dla ciebie niestety nie mam… przykro mi bardzo.- Odgrywała scenkę jak profesjonalny aktor. Jednak posłała mu swój wredny uśmieszek, a raczej chciałaby bo i tak nikt nie mógł tego zauważyć przez kominiarkę. Zdawało się to dziwne, ale może po prostu było jej zimno, więc nikt nie pytał dlaczego ma rękawiczki i się zamaskowała. Phesterowi jednak takie założenie zdawało się podejrzane, bo przez plecy kaftana były mokre, czyli miała mokre włosy tak samo jak noe części garderoby. Nie miał jednak zamiaru zwracać na to uwagi czy pytać dlaczego się zasłoniła. Nie miał nawet do tego prawa w końcu sam nie pokazywał twarzy. w czasie jego przemyśleń towarzystwo zdążyło na powrót się rozweselić i to na tyle szybko że do jego uszu dotarły słowa znanej na całym świecie piosenki.
Kiedy rum zaszumi w głowie,
Cały świat nabiera treści,
Wtedy chętnie słucha człowiek
Morskich opowieści…
<Mam szczerą nadzieję Vis że mnie nie zaszlachtujesz ^^ , za to że się nieco wtrąciłam, ale uzględniłam też to że tak bardzo chciałaś dokończyć opko Asch, dlatego też tutaj nie przeszkodziłam :D Liczę również że reszta się nie pospała czytając (o ile wam się w ogóle chciało XD)>
~Dlaczego się nie odzywasz?~ Do myśli medyka wdarł się głos smoka. Phester nie blokował go, nie było takowej potrzeby, wiedział że smoki tylko tak się komunikują i inaczej nie umiały.
~Nie mam nic do powiedzenia, a skoro nic nie mam to po co miałbym mówić?~ Wyjaśnił spokojnie również drogą telepatii, na co Frelser aż otworzył szerzej oczy. Nie spodziewał się odpowiedzi taką drogą. Mężczyzna podniósł oczy na monumentalnego gada. Stworzenie to wydawało mu się dość osobliwe jak na swój gatunek. Mimo że zaczynał się oswajać z towarzystwem jak wszyscy, to zdawał się być nieco spłoszony.
-A tak czysto teoretycznie, to znajdą się dla nas miejsca na nocleg?- Zapytał Halt. Lakoo przerwał rozmowę z felinem.
-Jest, zdążyłem poznać tutejsze tereny i mogę stwierdzić że kiedyś, może nawet przed wojną, było tu coś jakby miasteczko czy osada. Zostało kilka budynków takich jak ta moja chałupa, w wielu nawet zostały ubrania. Co więcej była też tutaj karczma i jakaś biblioteka. Jest w niej archiwum, ale księgi wieczyste zapisane są w nieznanym mi dialekcie. Normalny księgozbiór za to jest w mowie wspólnej.
-A wiesz co tutaj wcześniej było?- Zaciekawiła się nagle Viserany.
-Niestety nie, resztek tego miejsca nie da się jednoznacznie przyporządkować do topografii miasta, osady, wsi czy nawet zakonu. Choć do ostatniego mu najbliżej. Bo za daleko stąd do szlaku, zbyt jałowa ziemia i za gęsty las na uprawy. Warowni też nie ma, ni zamku.
-Może to jedno z tych ukrytych krain z baśni i podań?- Zażartowała Erany.
-Zdziwiłabyś się ile potrafi być prawdy w legendach. Myślisz że potwory z portowych opowieści mogli stworzyć siedzący przy kielichu brodacze?- Piratka wyszczerzyła się, a w tym uśmiechu Phester wyczuł małą zmianę. Nie umiał jednak określić czym dokładnie ta zmiana mogła być ani czego dotyczyła.
-Wracając do tematu.- Atlant ponownie się odezwał. -Jest tutaj blisko dwudziestu budynków, nie wszystkie nadają się do zamieszkania, ale na razie wystarczy. Po wieczerzy będę mógł wam pokazać kilka.- Taka odpowiedź w pełni usatysfakcjonowała wszystkich zebranych. Phester nawet już wiedział który budynek sobie obierze na najbliższy czas.
-Długo nie wraca, nie?- Czerwonooka pół-elfka wychyliła się w stronę drzwi. Następnie wstała i ruszyła do domku Alta. Gwary nadal nie ustawały. Tylko Kruk siedział w ciszy obserwując ludzi na około. Nawet Lisabeth z zakrytą twarzą którą spotkali na szlaku rzucała półsłówkami do co poniektórych. Po drodze dała się podpuścić. Wcześniej nie miał pewności co do niej, ale zachowanie, zapach, wygląd, zakryte usta oraz poranny bieg były dla niego wystarczające. Wiedział już że ma tutaj pobratymca. Choć trochę odmiennego, to nawet lepiej. Nie zamierzał jej wydawać, nie była agresywna. A i zbędna w tej chwili była jakakolwiek panika. Z resztą nie tylko ona ukrywała swoją tożsamość. Pół-elfka, która ruszyła za biało-włosom. Obie miały zapach dziwnie znajomy, nie wydawał on jednak żadnych wyroków na nikogo. Nawet w małej i milutkiej Mild wyczuwał coś innego. Była jeszcze piratka teraz prowadząca względnie luźną rozmowę z innymi biesiadnikami. Była jedną z najgłośniejszych. Zagadywała, żartowała i była złośliwa. Względny spokój i wyluzowanie, jednak dawało się wychwycić u niej kilka dziwnych zachowań. Drapała co jakiś czas zażarcie policzki. Zdawało się że sprawdza czy nadal je ma, co zdawało się być zabawne. Obserwowała też zachmurzone niebo. Phester starał się dokładnie zanalizować jej zachowanie, jednak nie umiał go dokładnie zinterpretować.
-Skoro tamta poszła po zagrychę, to ja skoczę sobie po popite!- Zawołał stając. Frelser uniósł gwałtownie głowę, zawadzając nieco o niższe gałęzie.
~Też poproszę!~ Rozochocił się nieco za bardzo bo jego słowa usłyszeli wszyscy zebrani.
-Co ja browarnia?- Zakpiła błyskając zębami.
-Czyżby przemawiała przez ciebie skąpość? Przecież taka biedna wcale nie jesteś.- Podpuszczał ją łucznik. Dziewczyn natomiast jedynie uśmiechnęła się zbójecko. Jeszcze na ułamek sekundy zerknęła raz jeszcze w niebo po czym zniknęła w ciemności. Na moment po jej odejściu zza chmur wyjrzał księżyc, a okolica zalśniła od rozświetlonych kropelek rosy.
-Doprawdy trafiłem na niesamowite towarzytwo...- Mruknął niemal niesłyszalnym szeptem do siebie.
Gdy tylko dziewczyna znalazła się za linią drzew puściła się dzikim pędem w stronę swojego statku. Gęste zalesienie blokowało światło księżyca, co bardzo jej odpowiadało. Mimo wszechogarniającego mroku i ciągłego pędu widziała bardzo dobrze. To właśnie dawały jej te żółte oczy wąskimi źrernicami - doskonały wzrok po ciemku i... pod odom. Okręt nie mógł wpłynąć całkiem na mieliznę. Stał co prawda w zatoczce naprawdę dobrze ukryty. Nie mógł być zauważony czy uprowadzony. Szczególnie że tego okrętu nie dało się ruszyć bez jej zgody. Przy brzegu stała szalupa, jednak piratka zdecydowanie preferowała przepłynąć się. Zrzuciła ubrania i wskoczyła do wody. W momencie jak znikła pod taflą wody to aż do statku nic jej nie zmąciło, mimo że od brzegu było to nawet ponad pół mili. Wy nużyła głowę dopiero na metr czy dwa od statku. Nie było nawet możliwe by dostrzec jak to się stało. Ale ciemny kształt tak mignął wzdłuż burty i na moment później całkiem naga krzątała się po pokładzie. Zwinęła kilka rzeczy, zrzuciła dwie beczułki rumu i skoczyła za nimi z powrotem w morze. Na zacienioną plaże wypłynęły obie baryłki. Dopiero po dłuższej chwili zaś wyłoniła się Squall. Szybko ubrała się i nałożyła kilka dodatkowych szczegółów. Rekawiczki i czarnyą kominiarkę, do tego naciągnęła mocno kaptur. Zaśmiała się widząc soje odbicie składające się z masy ubrań i jaskrawożółtych ślepi. Zachichotała cicho. Teraz gdy wróci do ogniska łącznie z nią będą już trzy i pół zamaskowanych postaci. Pół bo Halt miał tylko kaptur na sobie. Pochwyciła alkohol i dziarskim krokiem ruszyła drogę powrotną.
-No nareszcie! Już myśleliśmy że się utopiłaś!- Zawołał łucznik gdy tylko zobaczył dziewczynę.
-To ty tutaj nadal jesteś? Ch*lera zapomniałam! Dla ciebie niestety nie mam… przykro mi bardzo.- Odgrywała scenkę jak profesjonalny aktor. Jednak posłała mu swój wredny uśmieszek, a raczej chciałaby bo i tak nikt nie mógł tego zauważyć przez kominiarkę. Zdawało się to dziwne, ale może po prostu było jej zimno, więc nikt nie pytał dlaczego ma rękawiczki i się zamaskowała. Phesterowi jednak takie założenie zdawało się podejrzane, bo przez plecy kaftana były mokre, czyli miała mokre włosy tak samo jak noe części garderoby. Nie miał jednak zamiaru zwracać na to uwagi czy pytać dlaczego się zasłoniła. Nie miał nawet do tego prawa w końcu sam nie pokazywał twarzy. w czasie jego przemyśleń towarzystwo zdążyło na powrót się rozweselić i to na tyle szybko że do jego uszu dotarły słowa znanej na całym świecie piosenki.
Kiedy rum zaszumi w głowie,
Cały świat nabiera treści,
Wtedy chętnie słucha człowiek
Morskich opowieści…
<Mam szczerą nadzieję Vis że mnie nie zaszlachtujesz ^^ , za to że się nieco wtrąciłam, ale uzględniłam też to że tak bardzo chciałaś dokończyć opko Asch, dlatego też tutaj nie przeszkodziłam :D Liczę również że reszta się nie pospała czytając (o ile wam się w ogóle chciało XD)>
wtorek, 3 listopada 2015
Od Phestera c.d. Lisbeth i Viserany - Wielu podróżników, jeden cel.
-Zostawcie mnie potwory!- Zawołał chłop widząc jak grupka podróżników podbiegła do niego. Spróbował on przeczołgać się kawałek, jednak złamana kończyna uniemożliwiła mu jakiekolwiek ruchy. Wysoki mężczyzna w czarnym płaszczu delikatnie przesunął Viserany i Halta, by dostać się do poszkodowanego. Oboje wycofali się i na boku zaczęli kłótnie. Kmieć natomiast aż zesztywniał zobaczywszy przysuwającego się dziwaka.
-Spokojnie jestem medykiem. Pomogę ci.- Powiedział, a jego głos jak zwykle był zimny i opanowany. Wampir wyciągnął kościste palce w jego kierunku by go opatrzyć. Cham jednak nie pozwalał się dotknąć, panikował, krzyczał i odganiał się od lekarza. Mild ruszyła by przytrzymać go, jednak Phester powstrzymał ją gestem i pochylił się nad pacjentem. Na moment oczy spod maski delikatnie zabłysły, a mężczyzna uspokoił się. Dopiero wtedy Kruk przystąpił do nastawiania kości.
-Przynieś mi jakieś deseczki na łupki proszę.- Zwrócił się do młodej elfki, która z miejsca podskoczyła i pobiegła do stajni. W tym czasie Phester mógł kontynuować pracę. Już po chwili jasnowłosa dziewczyna przyniosła trzy deseczki. Mężczyzna sięgnął po bandaż i zręcznie unieruchomił nogę.
-Poproszę cię jeszcze. Pomóż mi jeszcze zanieść go do karczmy. Tutejsi z pewnością go znają i zaprowadzą do chałupy.- W dwójkę dźwignęli jeszcze nieco otępiałego chłopa. Natomiast para stojąca do tych czas na uboczu ożywiła się nieco.
-I co? Już wszystko w porządku?- Zapytała od razu Vis. Phester jedynie skinął głową i kontynuował marsz do gospody. Ledwo drzwi się uchyliły, dało się usłyszeć krzyk gospodyni.
-Niech pani, nie niepokoi się. Został już opatrzony, prosimy tylko o zaopiekowanie się nim.- Mild uspokajała kobietę.
-Wynoście się stąd! Już!- Rozkazała wskazując trzymaną szmatą wyjście. Wyglądało na to że elfka zechce jeszcze kłócić się z gospodynią, ale Phester znów ją powstrzymał. Ukłonił się i bez słowa opuścił izbę. Zaraz za nim wybiegła dziewczyna.
-Co ta baba sobie myśli? Pomogłeś chamowi, a ona jeszcze cię wygania? Co to za wdzięczność? Powinieneś jej wygarnąć!- Bulwersowała się reakcją wampira. W tym czasie jeden z jego ptaków z głośnym krakaniem usiadł na ramieniu swojego pana.
-Nie szukam zwady, a i kłócić się mi nie potrzeba.- Mruknął spokojnie i wzruszył ramionami.
-Ale...- Znów otworzyła usta, ale tym razem przerwał jej kłośny krzyk Gienaha.
-To nie miało by wartości, dla mnie, czy dla ciebie.- Wyjaśnił raz jeszcze i skierował swoje kroki w kierunku stajni. Gdy weszli do środka tam stała już trójka z osiodłanymi wierzchowcami. Vis, Halt i jeszcze jedna białogłowa, której uczony nie miał jeszcze przyjemności poznać.
-Wskakuj na konia, zaraz ruszamy!- Zwrócił się do Mild zakapturzony mężczyzna. Dziewczyna w kilku susach doskoczyła do rumaka i wrzuciła nań siodło. Phester zaważył kilka innych wierzchowców. Prawdopodobnie należących do gości lub karczmarza. W oczy rzucił mu się kary wałach na samym końcu boksów. Zdawał się być ułożonym i zrównoważonym wierzchowcem. Lekarz lekkim krokiem, niemal lecąc podszedł do zwierzęcia, które wpierw zarżało, położyło uszy, ale zaraz uspokoiło się i dało pogłaskać przez trupie dłonie. Phester wyciągnął z torby kilka złotych monet i położył je w paśniku. Cena jaką zostawił właścicielowi konia, była mocno wygórowana. Ale mężczyzna uznał to za konieczne jeśli chce go zabrać bez pozwolenia.
-Kierujesz się może na wschód?- Halt podszedł do niego i również pogładził kopytnego po chrapach.
-Jadę do Hidden.- Dziób maski nieco się schylił. Medyk nie uważał za słuszne ukrywanie tej informacji. Stojący przed nim podróżnicy prawdopodobnie także szukali ucieczki przed nową Sorsiną. -Od waszej towarzyszki doszło do mnie że możecie być również zainteresowani tym kierunkiem.- Blondyn pokiwał przytakująco. Zdawał się chwilę zastanawiać, odwrócił się by zerknąć na każdego porozumiewawczo. Vis po prostu wzruszyła ramionami, Mild przytaknęła skwapliwie, natomiast trzecie nieznana dziewczyna przejrzała się postaci w masce, zdawała się być niepewna i raczej niechętnie nastawiona do mężczyzny. Ostatecznie jednak skinęła głową tak jak by było jej to obojętnie. Łucznik nie musiał przekazywać, uczony zrozumiał przekaz. Podszedł do elegancko ubranej kobiety i skłonił się lekko.
-Wybacz. Nie mieliśmy okazji się poznać, a ja nie przedstawiłem się wcześniej. Przepraszam za tę moją nieuprzejmość. Zwę się Phester, a jakie jest twoje miano panienko?- Znów grzeczny ton i wypowiedź zepsuł ten całkowicie wyprany z emocji głos. Który sprawił, że wszystkich przeszedł nieprzyjemny dreszcz, taki jak ten gdy mroźny powiew dotknie czyjegoś karku.
-Ashlotte.- Dziewczyna mimo wszystko odwzajemniła dygnięciem i odwróciła się wracając do swojego wierzchowca.
-A więc znasz drogę?- Zawołała z zewnątrz Viserany, siedząca już w siodle. Phester zrezygnował z werbalnej odpowiedzi i tylko jego długi dziób przesunął się w dół i górę. Wszyscy wyprowadzili konie przed budynek i ruszyli na trakt. Jeździec na karoszu prowadził, podczas gdy pozostała czwórka pozostawała kawałek za nim. Rozmawiali cicho. Phester wiedział, że część tego o czym mówili dotyczyła jego osoby. Nie zwracał jednak na to uwagi. Jak to stwierdził sobie w myślach: "Ni to ziębi, ni to parzy".
-Musimy tutaj zjechać w las. Musimy przebić się do innego, opuszczonego szlaku.- Zakomenderował i ściągnął jedną wodzę wałacha. Po przejechaniu kilku metrów okazało się jednak że gąszcz jest dla koni nie do przejścia z jeźdźcami. Dlatego zsiedli i prowadzili konie. Co jakiś czas dało się słychać przeklinanie poszczególnych członków wyprawy.
-Cho*era!- Warknęła Vis, już podirytowana tym torem przeszkód.- Kto rozkłada na środku lasu jakieś badziewia pod nogami?!- Pytanie zdało się zabawne, bo chaszcze same wyrastają. Ale tym razem nie były to chaszcze, ale osoba. Młoda kobieta drzemiąca w podróży.
-Jak się patrzy pod nogi. To się po tym „badziewiu” nie depcze.- Odpowiedziała z wyrzutem wstając i otrzepując ubranie z kurzu. Phester wyczuł pobratymca w nieznajomej, jednak nie należała ona do wyższych jak on. Była jak to zwykli nazywać członkowie jego rasy "zarażoną". Szybko jednak naciągnęła na usta szkarłatną chusteczkę.
-Nie masz gdzie spać jak na drodze?!- Vis dalej się irytowała, energicznie gestykulując.
-Ściśle rzecz ujmując, do drogi stąd daleko. A wy nie macie gdzie chodzić jak po leśnym gąszczu?!- Odszczeknęła zamaskowana. Phester nawet by się uśmiechnął jak inni, ale to był Phester i nawet warga mu nie drgnęła. Kobiety zdawały się w pewnej kwestii być odmienne, a jednak podobne. Uczony nie chciał jednak tracić czasu na sprzeczki.
-Nie zauważyliśmy cię, przepraszamy.- Medyk wystąpił krok do przodu. Dziewczyna drgnęła widząc biała maskę otoczoną czarnym płaszczem. Obrzuciła go uważnym spojrzeniem od stóp do głów.
-Nic ci jednak nie jest jak widzę.
-Nie.
-Więc raz jeszcze przepraszamy za problem.- Mężczyzna miał już skończyć rozmowę i odejść. Ale z niewiadomych przy czym dziewczyna zatrzymała ich.
-Czekajcie!- Wszyscy jak jeden mąż odwrócili się. -Ech...- Westchnęła jak by się jeszcze zastanawiała. Uczony już jednak domyślał się pytania. On jednak nie decydował w tej sprawie, sam po części przyłączył się do grupki.
-Prowadzę ich na wschód. Sam się tam kieruję, czy twoim pytaniem miało być czy możesz iść z nami?- Jego pytanie było kierowane nie tylko do nieznajomej ale również do grupki konnych.
Hm? To co? Kogo teraz rączki świerzbią do odpisania?
-Spokojnie jestem medykiem. Pomogę ci.- Powiedział, a jego głos jak zwykle był zimny i opanowany. Wampir wyciągnął kościste palce w jego kierunku by go opatrzyć. Cham jednak nie pozwalał się dotknąć, panikował, krzyczał i odganiał się od lekarza. Mild ruszyła by przytrzymać go, jednak Phester powstrzymał ją gestem i pochylił się nad pacjentem. Na moment oczy spod maski delikatnie zabłysły, a mężczyzna uspokoił się. Dopiero wtedy Kruk przystąpił do nastawiania kości.
-Przynieś mi jakieś deseczki na łupki proszę.- Zwrócił się do młodej elfki, która z miejsca podskoczyła i pobiegła do stajni. W tym czasie Phester mógł kontynuować pracę. Już po chwili jasnowłosa dziewczyna przyniosła trzy deseczki. Mężczyzna sięgnął po bandaż i zręcznie unieruchomił nogę.
-Poproszę cię jeszcze. Pomóż mi jeszcze zanieść go do karczmy. Tutejsi z pewnością go znają i zaprowadzą do chałupy.- W dwójkę dźwignęli jeszcze nieco otępiałego chłopa. Natomiast para stojąca do tych czas na uboczu ożywiła się nieco.
-I co? Już wszystko w porządku?- Zapytała od razu Vis. Phester jedynie skinął głową i kontynuował marsz do gospody. Ledwo drzwi się uchyliły, dało się usłyszeć krzyk gospodyni.
-Niech pani, nie niepokoi się. Został już opatrzony, prosimy tylko o zaopiekowanie się nim.- Mild uspokajała kobietę.
-Wynoście się stąd! Już!- Rozkazała wskazując trzymaną szmatą wyjście. Wyglądało na to że elfka zechce jeszcze kłócić się z gospodynią, ale Phester znów ją powstrzymał. Ukłonił się i bez słowa opuścił izbę. Zaraz za nim wybiegła dziewczyna.
-Co ta baba sobie myśli? Pomogłeś chamowi, a ona jeszcze cię wygania? Co to za wdzięczność? Powinieneś jej wygarnąć!- Bulwersowała się reakcją wampira. W tym czasie jeden z jego ptaków z głośnym krakaniem usiadł na ramieniu swojego pana.
-Nie szukam zwady, a i kłócić się mi nie potrzeba.- Mruknął spokojnie i wzruszył ramionami.
-Ale...- Znów otworzyła usta, ale tym razem przerwał jej kłośny krzyk Gienaha.
-To nie miało by wartości, dla mnie, czy dla ciebie.- Wyjaśnił raz jeszcze i skierował swoje kroki w kierunku stajni. Gdy weszli do środka tam stała już trójka z osiodłanymi wierzchowcami. Vis, Halt i jeszcze jedna białogłowa, której uczony nie miał jeszcze przyjemności poznać.
-Wskakuj na konia, zaraz ruszamy!- Zwrócił się do Mild zakapturzony mężczyzna. Dziewczyna w kilku susach doskoczyła do rumaka i wrzuciła nań siodło. Phester zaważył kilka innych wierzchowców. Prawdopodobnie należących do gości lub karczmarza. W oczy rzucił mu się kary wałach na samym końcu boksów. Zdawał się być ułożonym i zrównoważonym wierzchowcem. Lekarz lekkim krokiem, niemal lecąc podszedł do zwierzęcia, które wpierw zarżało, położyło uszy, ale zaraz uspokoiło się i dało pogłaskać przez trupie dłonie. Phester wyciągnął z torby kilka złotych monet i położył je w paśniku. Cena jaką zostawił właścicielowi konia, była mocno wygórowana. Ale mężczyzna uznał to za konieczne jeśli chce go zabrać bez pozwolenia.
-Kierujesz się może na wschód?- Halt podszedł do niego i również pogładził kopytnego po chrapach.
-Jadę do Hidden.- Dziób maski nieco się schylił. Medyk nie uważał za słuszne ukrywanie tej informacji. Stojący przed nim podróżnicy prawdopodobnie także szukali ucieczki przed nową Sorsiną. -Od waszej towarzyszki doszło do mnie że możecie być również zainteresowani tym kierunkiem.- Blondyn pokiwał przytakująco. Zdawał się chwilę zastanawiać, odwrócił się by zerknąć na każdego porozumiewawczo. Vis po prostu wzruszyła ramionami, Mild przytaknęła skwapliwie, natomiast trzecie nieznana dziewczyna przejrzała się postaci w masce, zdawała się być niepewna i raczej niechętnie nastawiona do mężczyzny. Ostatecznie jednak skinęła głową tak jak by było jej to obojętnie. Łucznik nie musiał przekazywać, uczony zrozumiał przekaz. Podszedł do elegancko ubranej kobiety i skłonił się lekko.
-Wybacz. Nie mieliśmy okazji się poznać, a ja nie przedstawiłem się wcześniej. Przepraszam za tę moją nieuprzejmość. Zwę się Phester, a jakie jest twoje miano panienko?- Znów grzeczny ton i wypowiedź zepsuł ten całkowicie wyprany z emocji głos. Który sprawił, że wszystkich przeszedł nieprzyjemny dreszcz, taki jak ten gdy mroźny powiew dotknie czyjegoś karku.
-Ashlotte.- Dziewczyna mimo wszystko odwzajemniła dygnięciem i odwróciła się wracając do swojego wierzchowca.
-A więc znasz drogę?- Zawołała z zewnątrz Viserany, siedząca już w siodle. Phester zrezygnował z werbalnej odpowiedzi i tylko jego długi dziób przesunął się w dół i górę. Wszyscy wyprowadzili konie przed budynek i ruszyli na trakt. Jeździec na karoszu prowadził, podczas gdy pozostała czwórka pozostawała kawałek za nim. Rozmawiali cicho. Phester wiedział, że część tego o czym mówili dotyczyła jego osoby. Nie zwracał jednak na to uwagi. Jak to stwierdził sobie w myślach: "Ni to ziębi, ni to parzy".
-Musimy tutaj zjechać w las. Musimy przebić się do innego, opuszczonego szlaku.- Zakomenderował i ściągnął jedną wodzę wałacha. Po przejechaniu kilku metrów okazało się jednak że gąszcz jest dla koni nie do przejścia z jeźdźcami. Dlatego zsiedli i prowadzili konie. Co jakiś czas dało się słychać przeklinanie poszczególnych członków wyprawy.
-Cho*era!- Warknęła Vis, już podirytowana tym torem przeszkód.- Kto rozkłada na środku lasu jakieś badziewia pod nogami?!- Pytanie zdało się zabawne, bo chaszcze same wyrastają. Ale tym razem nie były to chaszcze, ale osoba. Młoda kobieta drzemiąca w podróży.
-Jak się patrzy pod nogi. To się po tym „badziewiu” nie depcze.- Odpowiedziała z wyrzutem wstając i otrzepując ubranie z kurzu. Phester wyczuł pobratymca w nieznajomej, jednak nie należała ona do wyższych jak on. Była jak to zwykli nazywać członkowie jego rasy "zarażoną". Szybko jednak naciągnęła na usta szkarłatną chusteczkę.
-Nie masz gdzie spać jak na drodze?!- Vis dalej się irytowała, energicznie gestykulując.
-Ściśle rzecz ujmując, do drogi stąd daleko. A wy nie macie gdzie chodzić jak po leśnym gąszczu?!- Odszczeknęła zamaskowana. Phester nawet by się uśmiechnął jak inni, ale to był Phester i nawet warga mu nie drgnęła. Kobiety zdawały się w pewnej kwestii być odmienne, a jednak podobne. Uczony nie chciał jednak tracić czasu na sprzeczki.
-Nie zauważyliśmy cię, przepraszamy.- Medyk wystąpił krok do przodu. Dziewczyna drgnęła widząc biała maskę otoczoną czarnym płaszczem. Obrzuciła go uważnym spojrzeniem od stóp do głów.
-Nic ci jednak nie jest jak widzę.
-Nie.
-Więc raz jeszcze przepraszamy za problem.- Mężczyzna miał już skończyć rozmowę i odejść. Ale z niewiadomych przy czym dziewczyna zatrzymała ich.
-Czekajcie!- Wszyscy jak jeden mąż odwrócili się. -Ech...- Westchnęła jak by się jeszcze zastanawiała. Uczony już jednak domyślał się pytania. On jednak nie decydował w tej sprawie, sam po części przyłączył się do grupki.
-Prowadzę ich na wschód. Sam się tam kieruję, czy twoim pytaniem miało być czy możesz iść z nami?- Jego pytanie było kierowane nie tylko do nieznajomej ale również do grupki konnych.
Hm? To co? Kogo teraz rączki świerzbią do odpisania?
sobota, 24 października 2015
Od Phestera c.d. Mild - Rozmowa w karczmie
-Czy tego szukasz?- Wyciągnął długi, drewniany przedmiot w stronę dziewczyny, która nieco ociągając się wzięła strzałę cały czas patrząc na oczy mężczyzny, jedyną rzecz widoczną spod maski.
-Mild?! Długo jeszcze?- Z oddali dobiegł czyjś głos nawołujący elfkę. Coś załopotała i tuż obok nich wylądował kruk. Białowłosa aż podskoczyła zaskoczona gdy ten otworzył dziób i wydał z siebie głośny skrzek.
-Mild!!!- Znów ktoś zawołał.
-Czekają na ciebie dziecko. Idź.- Ton mężczyzny był uprzejmy, ale mimo to dziewczyna poczuła dziwny dreszcz. Obróciła się powoli nie spuszczając oczu z nieznajomego a gdy była już w jej mniemaniu wystarczająco daleko puściła się biegiem. Wypadła z lasu niemal potykając się o własne nogi.
-A tobie co? Ducha zobaczyłaś?- Zaśmiała się dziewczyna oparta o ścianę.
-Tam w lesie.- Wskazała strzałą na drzewa. -Taki wysoki, czarny w masce...- Tłumaczyła gorączkowo.
-Wybaczcie, ale chyba wystraszyłem waszą przyjaciółkę.- Oznajmił zimny głos. Zagadkowa postać pojawiła się nie wiedzieć kiedy za plecami dziewczyny i skłoniła się lekko. A tuż obok wylądowały czarne kruki. Cała trójka drgnęła i zdawało się że sięgają po broń. Nieznajomy postanowił ich uspokoić.
-Proszę, nie szukam zwady. Nazywam się Phester i jestem lekarzem.-Cała trójka popatrzyła po sobie.
-Ja nazywam się Halt, to jest Viserany, a Mild już zdążyłeś poznać.- Przedstawił wszystkich mężczyzna. Nadal jednak jego wzrok był nie ufny.
-Miło mi poznać.- Powiedział raz jeszcze się kłaniając, a lodowaty głos właściciela sprawiał, że mimo słońca zrobiło się jakby chłodniej. -Mam nadzieję, że nie przeszkodziłem wam nazbyt. A teraz wybaczcie.- Znów się skłonił i ruszył w stronę karczmy. Gdy tylko stanął w drzwiach izby szmery ustały. Reakcja ludzi w jej wnętrzu nie różniła się wiele od tego co spotykało go na co dzień. Wszyscy milkli, zapadała głucha cisza. Phester, nie zwracał na to jednak uwagi wcisnął się w najdalszy z stołów, w najciemniejszy kont by nie rzucać się w oczy. Na parapecie okna, za szybą przysiedli jego towarzysze. Barmanka długo zbierała się by podejść do dziwnego gościa, a inni bywalcy mimo że wrócili do rozmów popatrywali z ukosa na nieznajomego.
-C... Co podać?- Zająknęła się dziewczyna która podeszła do stolika.
-Wodę i trochę surowego mięsa.- Kelnerka otworzyła szerzej oczy, ale skinęła głową i pośpiesznie odeszła. Lekarz wyciągał z swojej torby starą mapę, rozłożył ją na stole i zaczął uważnie studiować. Po chwili barmanka przyniosła zamówienie i odeszła bez słowa. Kruk uchylił okiennice by móc podać całą porcję wołowiny i trochę wody. Po czym wrócił do poprzedniego zajęcia. Mapa była stara, jednak Phester co rusz nanosił na nią poprawki uaktualniające jej treść. Kolor czerwony, czyli miejsca całkowicie podległe Arsmanowi zajmowały niemal całą powierzchnie. Żółty- miejsca stawiające jeszcze opór, ale atakowane, czy pomarańczowy- tereny dawniej podbite, które teraz wznosiły bunty, również zajmowały znaczną większość. Zielony, czyli jak zaplanował sobie zaznaczać kraje neutralne nie ostał użyty ani razu. Jego wzrok przykuwała teraz za to jedyna biała plama. Ogrodzony wysokim pasmem górskim nadmorski teren. Nigdy nie miał żadnych wieści o tym miejscu. Jest uważane za dzikie i opuszczone. Teraz gdy temperatura wzrosła, a rodzina jeszcze zacieklej deptała mu po piętach musiał się tam skierować. Nawet jeśli już coś tam powstało, to z pewnością lepsze od tego piekła. Ocenił swoją podróż na niecały dzień, jeśli tylko zdobędzie w tej gospodzie konia. Poprzedniej nocy został napadnięty i stracił wierzchowca, a to mu bynajmniej nie ułatwiało sprawy.
-Pan Phester?- Usłyszał już znajomy głos i podniósł powoli swój długi dziób znad pergaminu. Białowłosa elfka dosiadła się do stolika. Mężczyzna ponownie wyczuł zaciekawienie gapiów skupione na nim i młodej towarzyszce.
-Chciałam Pana przeprosić, że tak zareagowałam gdy na Pana wpadłam.- Zaczęła dziewczyna. Teraz zdawała się być zaintrygowana postacią w masce. Jej bystry wzrok dokładnie badał mężczyznę w poszukiwaniu przebicia przez maskę. Było to jednak na nic. Jedyne co mogła dostrzec to zimne oczy pozbawione jakiegokolwiek wyrazu i przeraźliwie chude dłonie.
-Nie mam urazy. To ja powinienem przeprosić jeśli Cię nastraszyłem.- Tak jak poprzednim razem był uprzejmy, jednak beznamiętny ton psuł całe wrażenie.
-Ależ skąd!- Machnęła dziarsko ręką, chcąc pokazać że wcale jej nie przestraszył, czy choćby zaskoczył.
-Rozumiem.- Skwitował i zaczął składać mapę. Ręka dziewczyny jednak go powstrzymała, ale gdy tylko zetknęła się z chłodną skórą wampira zaraz cofnęła dłoń.
-Chcesz zobaczyć?- Zapytał podając papier. Mild pokiwała głową i przyjrzała się kolorowym plamom nakreślonym przez właściciela. Dłuższą chwile siedziała w ciszy biegając wzrokiem na wszystkie strony.
-Gdzie się wybierasz? W to białe miejsce?- Zapytała a mężczyzna skinął głową. -Nie ma tam wojsk?- ponownie skinienie i znów zapadła chwila ciszy. -Możemy iść z tobą?- Wypaliła, a Kruk zamarł na moment. Nie zdążył odpowiedzieć bo do karczmy wpadła kobieta i mężczyzna - towarzysze elfki. Obrzucili izbę wzrokiem i zatrzymali się na białej masce mężczyzny. Błyskawicznie dopadli do jego stołu.
-Jesteś medykiem?- Phester kiwnął głową jak przy rozmowie z Mild i już spodziewając się następnych słów zaczął pakować swój dobytek.
-Chodź z nami jest potrzebna twoja pomoc.- Oznajmiła kobieta. Lekarz podniósł się, po czym całą czwórką pośpiesznie opuścili budynek.
<Mild? Halt? Viserany? Załatwiamy szybko sprawę, konia i do wieczora musimy być w Hidden :P >
-Mild?! Długo jeszcze?- Z oddali dobiegł czyjś głos nawołujący elfkę. Coś załopotała i tuż obok nich wylądował kruk. Białowłosa aż podskoczyła zaskoczona gdy ten otworzył dziób i wydał z siebie głośny skrzek.
-Mild!!!- Znów ktoś zawołał.
-Czekają na ciebie dziecko. Idź.- Ton mężczyzny był uprzejmy, ale mimo to dziewczyna poczuła dziwny dreszcz. Obróciła się powoli nie spuszczając oczu z nieznajomego a gdy była już w jej mniemaniu wystarczająco daleko puściła się biegiem. Wypadła z lasu niemal potykając się o własne nogi.
-A tobie co? Ducha zobaczyłaś?- Zaśmiała się dziewczyna oparta o ścianę.
-Tam w lesie.- Wskazała strzałą na drzewa. -Taki wysoki, czarny w masce...- Tłumaczyła gorączkowo.
-Wybaczcie, ale chyba wystraszyłem waszą przyjaciółkę.- Oznajmił zimny głos. Zagadkowa postać pojawiła się nie wiedzieć kiedy za plecami dziewczyny i skłoniła się lekko. A tuż obok wylądowały czarne kruki. Cała trójka drgnęła i zdawało się że sięgają po broń. Nieznajomy postanowił ich uspokoić.
-Proszę, nie szukam zwady. Nazywam się Phester i jestem lekarzem.-Cała trójka popatrzyła po sobie.
-Ja nazywam się Halt, to jest Viserany, a Mild już zdążyłeś poznać.- Przedstawił wszystkich mężczyzna. Nadal jednak jego wzrok był nie ufny.
-Miło mi poznać.- Powiedział raz jeszcze się kłaniając, a lodowaty głos właściciela sprawiał, że mimo słońca zrobiło się jakby chłodniej. -Mam nadzieję, że nie przeszkodziłem wam nazbyt. A teraz wybaczcie.- Znów się skłonił i ruszył w stronę karczmy. Gdy tylko stanął w drzwiach izby szmery ustały. Reakcja ludzi w jej wnętrzu nie różniła się wiele od tego co spotykało go na co dzień. Wszyscy milkli, zapadała głucha cisza. Phester, nie zwracał na to jednak uwagi wcisnął się w najdalszy z stołów, w najciemniejszy kont by nie rzucać się w oczy. Na parapecie okna, za szybą przysiedli jego towarzysze. Barmanka długo zbierała się by podejść do dziwnego gościa, a inni bywalcy mimo że wrócili do rozmów popatrywali z ukosa na nieznajomego.
-C... Co podać?- Zająknęła się dziewczyna która podeszła do stolika.
-Wodę i trochę surowego mięsa.- Kelnerka otworzyła szerzej oczy, ale skinęła głową i pośpiesznie odeszła. Lekarz wyciągał z swojej torby starą mapę, rozłożył ją na stole i zaczął uważnie studiować. Po chwili barmanka przyniosła zamówienie i odeszła bez słowa. Kruk uchylił okiennice by móc podać całą porcję wołowiny i trochę wody. Po czym wrócił do poprzedniego zajęcia. Mapa była stara, jednak Phester co rusz nanosił na nią poprawki uaktualniające jej treść. Kolor czerwony, czyli miejsca całkowicie podległe Arsmanowi zajmowały niemal całą powierzchnie. Żółty- miejsca stawiające jeszcze opór, ale atakowane, czy pomarańczowy- tereny dawniej podbite, które teraz wznosiły bunty, również zajmowały znaczną większość. Zielony, czyli jak zaplanował sobie zaznaczać kraje neutralne nie ostał użyty ani razu. Jego wzrok przykuwała teraz za to jedyna biała plama. Ogrodzony wysokim pasmem górskim nadmorski teren. Nigdy nie miał żadnych wieści o tym miejscu. Jest uważane za dzikie i opuszczone. Teraz gdy temperatura wzrosła, a rodzina jeszcze zacieklej deptała mu po piętach musiał się tam skierować. Nawet jeśli już coś tam powstało, to z pewnością lepsze od tego piekła. Ocenił swoją podróż na niecały dzień, jeśli tylko zdobędzie w tej gospodzie konia. Poprzedniej nocy został napadnięty i stracił wierzchowca, a to mu bynajmniej nie ułatwiało sprawy.
-Pan Phester?- Usłyszał już znajomy głos i podniósł powoli swój długi dziób znad pergaminu. Białowłosa elfka dosiadła się do stolika. Mężczyzna ponownie wyczuł zaciekawienie gapiów skupione na nim i młodej towarzyszce.
-Chciałam Pana przeprosić, że tak zareagowałam gdy na Pana wpadłam.- Zaczęła dziewczyna. Teraz zdawała się być zaintrygowana postacią w masce. Jej bystry wzrok dokładnie badał mężczyznę w poszukiwaniu przebicia przez maskę. Było to jednak na nic. Jedyne co mogła dostrzec to zimne oczy pozbawione jakiegokolwiek wyrazu i przeraźliwie chude dłonie.
-Nie mam urazy. To ja powinienem przeprosić jeśli Cię nastraszyłem.- Tak jak poprzednim razem był uprzejmy, jednak beznamiętny ton psuł całe wrażenie.
-Ależ skąd!- Machnęła dziarsko ręką, chcąc pokazać że wcale jej nie przestraszył, czy choćby zaskoczył.
-Rozumiem.- Skwitował i zaczął składać mapę. Ręka dziewczyny jednak go powstrzymała, ale gdy tylko zetknęła się z chłodną skórą wampira zaraz cofnęła dłoń.
-Chcesz zobaczyć?- Zapytał podając papier. Mild pokiwała głową i przyjrzała się kolorowym plamom nakreślonym przez właściciela. Dłuższą chwile siedziała w ciszy biegając wzrokiem na wszystkie strony.
-Gdzie się wybierasz? W to białe miejsce?- Zapytała a mężczyzna skinął głową. -Nie ma tam wojsk?- ponownie skinienie i znów zapadła chwila ciszy. -Możemy iść z tobą?- Wypaliła, a Kruk zamarł na moment. Nie zdążył odpowiedzieć bo do karczmy wpadła kobieta i mężczyzna - towarzysze elfki. Obrzucili izbę wzrokiem i zatrzymali się na białej masce mężczyzny. Błyskawicznie dopadli do jego stołu.
-Jesteś medykiem?- Phester kiwnął głową jak przy rozmowie z Mild i już spodziewając się następnych słów zaczął pakować swój dobytek.
-Chodź z nami jest potrzebna twoja pomoc.- Oznajmiła kobieta. Lekarz podniósł się, po czym całą czwórką pośpiesznie opuścili budynek.
<Mild? Halt? Viserany? Załatwiamy szybko sprawę, konia i do wieczora musimy być w Hidden :P >
piątek, 23 października 2015
Wierzyć oczom swym to najgłupsza z wiar...
Imię: Phester (czyt. Fester)
Nazwisko: Rodzina go wyklęła, więc jego nazwisko zostało wymazane.
Przydomek: Ludzie zwą go Krukiem.
Rasa: Wyższy wampir
Wiek: 689lat
Płeć: Mężczyzna
Stanowisko: Mędrzec, Medyk
Aparycja: Ma on wysoką i wyprostowaną, ale mizerną sylwetkę. Zawsze nosi długi płaszcz, kapelusz i maskę. W rzeczywistości jedyną częścią ciała jaką można u niego zobaczyć są kościste dłonie. Nigdy owej maski nie zdejmuje, jedni twierdzą że jest on okropnie oszpecony bliznami, inni myślą że ta maska właściwie jest jego twarzą.Jego postać wszystkim kojarzy się z czarnym ptakiem, jakie mu towarzyszą.
Zdolności: Jest on bardzo dobrze wykształcony i posiada szeroką wiedzę w zakresie wielu dziedzin. Najlepiej jednak zna się na medycynie, zielarstwie i psychologii. Raczej nie umie walczyć, co jednak nie oznacza że jest bezbronny. Jest odporny na ogień, a wszystkie jego rany prędzej czy później zasklepiają się (choć może trwać to nawet dekady). Posiada moce umożliwiające mu manipulację ludźmi oraz uspokajanie zwierz, a także znikanie i bezszelestne przemieszczanie się.
Zainteresowania: Najbardziej lubi ciszę i spokój w której może spokojnie delektować się przyjemną lekturą i poszerzać swoją wiedzę. Może nie wygląda, ale pomaganie innym w aspektach medycznych również przysparza mu wiele przyjemności.
Charakter: Dla większości jest to postać zagadka. Jest on bardzo cichy i spokojny, nikt nigdy nie widział by się kiedykolwiek denerwował czy smucił. Zdaje się on wcale nie odczuwać emocji. Niezwykle powściągliwy i zimny w obyciu. Mimo to miły i opiekuńczy. Zwykł również czasem drwić czy też używać sarkazmu w niektórych przypadkach, choć normalnie jest szczery do bólu. Większości wydaje się straszny, możliwe że to wygląd i czarna aura, a możliwe że właśnie takie chłodne zachowanie. Jego charakter idealnie oddaje głos - zimny, płynny, opanowany i spokojny. Nie wywyższa się, choć posiada ogromną wiedze i mądrość którą nie jednego młodzieniaszka może zagiąć.
Historia: Phester to ten rodzaj wampira który się rodzi. Wychowywał się w samej stolicy Sorsiny gdzie wiele lat był związany z tamtejszą uczelnią w której się uczył, a później wykładał. Pamięta on bardzo dobrze czasy pokoju. Było to spokojne życie które prowadził wraz z rodziną. Miał wtedy również nawet narzeczoną. Do czasu... Gdy ostatni władca kraju umarł. Jego bliscy mieli duży wpływ na tamtejsze wydarzenia. Był on temu jednak bardzo przeciwny i po długiej kłótni postanowił odejść. Przez całą wojnę podróżował on pomagając tym którzy tego potrzebowali. Jego bliskim jednak to nie odpowiadało, uważali oni że wyższy nie może tak hańbić swojego imienia zniżając się do poziomu innych ras. A jako że mieli oni naprawdę duże wpływy u samej głowy państwa Phester był zmuszony ukrywać się i uciekać przed wojskami. Nie przeszkadzało to jednak w kontynuowaniu jego misji. W końcu jednak sytuacja zrobiła się zbyt gorąca więc postanowił przeczekać jakiś czas w Hidden.
Partner: Nigdy nie związał się z żadną na dłużej choć bardzo by chciał.
Rodzina: Owszem ma matkę, ojca i dwoje braci. Jednak ich drogi rozeszły się bardzo dawno temu.
Towarzysz: Gienah i Kraz
Towarzysz: Gienah i Kraz
Szczegóły: -Nie pije on krwi jak zwykłe wampiry, odżywia się jak normalni ludzie.
-Może ze spokojem wychodzić na słońce (i tak jest zakryty)
-Czosnek czy osinowe kołki też na niego nie działają.
-Jak wielu lekarzy nosi przy sobie mnóstwo ziół. Prócz roli farmaceutycznej zagłuszają one też charakterystyczną wampirzą woń.
-Może ze spokojem wychodzić na słońce (i tak jest zakryty)
-Czosnek czy osinowe kołki też na niego nie działają.
-Jak wielu lekarzy nosi przy sobie mnóstwo ziół. Prócz roli farmaceutycznej zagłuszają one też charakterystyczną wampirzą woń.
Autor: Ursa
Subskrybuj:
Posty (Atom)
