Atlant nie ruszył się widząc z jakim trudem kotka łapała powietrze.
Mężczyzna postarał się najmocniej jak mógł wytężyć swój dodatkowy zmysł.
Nawet przy jego niskich umiejętnościach wyraźnie wyczuł strach u
dziewczyny. Poczuł jednak co jeszcze... ona miała coś wspólnego z
kotołakiem który tak wczoraj się ukrywał. Podświadomie czół że to w
jakimś stopniu mogła być rodzina, ale nie chciał rzucać swoich podejrzeń
bezpodstawnie, może gdyby jeszcze trochę popracował byłby pewny. W
pobliżu był ktoś jeszcze, a nawet dwóch ktosiów. Czół wyraźny zapach
zwierzęcy, ale i aurę czegoś mądrzejszego od zwykłego zwierza. Między
drzewami stała biała, na nieco przykurczonych nogach postać, a tuż za
nią unosiło się coś co przypominało ducha. Zapach owcy i wilka, oraz
niemal duchowa aura, czyżby łącznik? Leonis zadarł głowę znów w stronę
kotki skulonej na drzewie.
-Jeśli powiem "nie bój się" zapewne nie zadziała hę?- Uśmiechnął się
pod nosem i usiadł spokojnie, jak gdyby nigdy nic pod drzewem na którym
siedziała nieznajoma.
-C... co robisz?- Usłyszał słaby głos z góry.
-Czekam, może nie wyglądam, ale nie jestem potworem. Co ciekawsze ty
jesteś moim gościem. Niegrzecznie by było gdybym cię zostawił nawet się
nie witając.- Z błogim uśmiechem założył ręce za głowę i przymknął oczy
nucąc coś cicho. Gdyby naciskał dziewczyna bez wątpienia uciekłaby i
tyle, ale teraz gdy sam czekał, dał jej szanse zarówno do namysłu, jak i
oswojenia się z sytuacją.
-Jak to jestem gościem?- Zdawało się, że głos dziewczyny przybrał nieco na pewności, choć nadal był cichy i nieco drżał.
-Normalnie, jeśli przychodzisz do kogoś, te jesteś gościem. W tym
konkretnym wypadku moim.- Wyjaśnił na spokojnie. Wyczuł jak nagle
niepokój dziewczyny wzrósł, ale nie ruszyła się. Lakoo otworzył oczy by
sprawdzić co zaniepokoiło kotkę, choć nie musiał, domyślał się co to.
-Więc i my jesteśmy gośćmi?- Usłyszał dość dziwny głos. Tuż nad nim
stał biały łącznik, a za nim krążył cienisty wilk. -Nie chcieliśmy jej
nastraszyć.- Alt ponownie musiał wysilić się by wyczuć cokolwiek od
nieznajomych, a przychodziło mu to mimo wszystko z trudem. Jagnię
wydawało się mówić prawdę i nie miało złych intencji, co do wilka jednak
nie był pewien, mimo to postanowił im zaufać.
-Nazywam się Tenzin, a to Suowei.- Przedstawił się z lekkim skinieniem głowy.
-Miło mi was poznać, ja jestem...- Nie dokończył bo ktoś mu szybko przerwał uzupełniając mimo woli jego wypowiedź.
-Atlant!!!- Kawałek dalej szło dwoje ludzi i ktoś od nich niższy. Halt
lekko skłonił się, jak przystało przy władcy a mała blondyneczka zrobiła
to w ślad za nim. Tylko Squall ominęła tę powinność.
-Koleżanka chciała do nas dołączyć, a z kim jak z kim to z tobą powinna
omawiać takie sprawy, co Bestio?- Piratka wysyczała jego stary
przydomek. Atlant zignorował dokuczliwość dziewczyny, choć nie miał z
nią wiele styczności sprzed czasów Hidden, wiedział że nie było sensu
wdawanie się z nią w dyskusje czy sprzeczki, a i z jego upomnienia
niewiele by sobie zdobiła.
-Więc mamy kolejnego straceńca śród nas.- Uśmiechnął się do bląd karzełka.
-Więc ty tu odpowiadasz za wszystko?
-Na to wygląda.- Wzruszył ramionami. W tym czasie Squall z niezbyt
miłym uśmiechem fascynacji przyglądała się nieznajomym pół duchom obok.
-Chwila, czyli kim ty jesteś?- Z nad głów wszystkich dobiegł dziewczęcy
głosik. Kotka już nie była kotką, teraz na gałęzi siedziała drobna
blondynka.
-Nie pochwalił się?- Sztorm poklepała go po ramieniu.
-Jakby nie patrzeć on jest tutaj władcą. Choć może lepszym mianem byłby
"Szef grupy renegatów".- Odezwał się Halt który jak dotychczas tylko
obserwował zbiegowisko.
-Faktycznie...- Westchnął, poniekąd miał nadzieję że ci nowi jeszcze
chwile nie będą świadomi jego roli w ty miejscu, ale mówi się trudno.
-Nazywam się Atlant Lakoo, władca Hidden.- Wyszczerzył się w uśmiechu,
który choć miły i szczery ukazywał lwie kły, co spowodowało dyskomfort u
dziewczyny na drzewie, więc szybko zamknął usta i starał się uśmiechać z
zaciśniętymi wargami.
<Kiette? Tenzin? Louise? Halt? Wybaczcie zbiegowisko i trochę
bezsęsowne opko, ale muszę was ruszyć żeby mogła wproadzić nowy event ;)>
piątek, 26 sierpnia 2016
Postać poboczna
Imię: Kizanataki, ale utarło się, że Kiza.
Nazwisko: nie ma, ale można przyjąć, że Lupus.
Przydomek: Zaklinaczka
Rasa: w 3/4 człowiek, w 1/4 nimfa leśna.
Wiek: 19
Płeć: kobieta
Krótki opis: Kizę nazywają Zaklinaczką Wilków. Mieszka wśród nich, odkąd jej rodzice porzucili ją w lesie, gdy miała sześć lat. Nie wie, dlaczego jej to zrobili. Nie lubi mówić, choć to potrafi. Zdarza się, że zapomina słów i się w nich plącze. Często jest zamyślona i gubi się w tym, co sama mówiła. Nie zdziw się, gdy po kilku minutach rozmowy zapomni, o czym z tobą rozmawiała. Jest bardzo nieufna i bojaźliwa. Ciężko jest przekonać ją, że nie chce się niczego złego, a jeszcze trudniej zawiązać współpracę. Posiada niezwykle dużo różnych informacji i plotek, które przynoszą jej dzicy przyjaciele zapuszczający się w najdalsze i najciemniejsze zakątki swych obszernych terytoriów. Dzięki nim jest uszami i oczami lasów i ich okolic. Wszystkie wilki z lasów otaczających Hidden traktują ją jak swoją alfę, a ona rozumie ich mowę. Najczęściej widziana jest ze współalfą - nieprzeciętnych rozmiarów srebrzystym basiorem, który jest zarazem jej osobistym obrońcą. Zazwyczaj można ją spotkać siedzącą na głazie przy jeziorku w lesie, brodzącą patykiem w wodzie. Kiedy chcesz się czegoś dowiedzieć, udaj się do Kizy. Ona będzie wiedzieć. A jeśli nie, to się tego prędzej czy później dowie i wyśle po ciebie wilczego posłańca.
Autor: Lucy321
Nazwisko: nie ma, ale można przyjąć, że Lupus.
Przydomek: Zaklinaczka
Rasa: w 3/4 człowiek, w 1/4 nimfa leśna.
Wiek: 19
Płeć: kobieta
Krótki opis: Kizę nazywają Zaklinaczką Wilków. Mieszka wśród nich, odkąd jej rodzice porzucili ją w lesie, gdy miała sześć lat. Nie wie, dlaczego jej to zrobili. Nie lubi mówić, choć to potrafi. Zdarza się, że zapomina słów i się w nich plącze. Często jest zamyślona i gubi się w tym, co sama mówiła. Nie zdziw się, gdy po kilku minutach rozmowy zapomni, o czym z tobą rozmawiała. Jest bardzo nieufna i bojaźliwa. Ciężko jest przekonać ją, że nie chce się niczego złego, a jeszcze trudniej zawiązać współpracę. Posiada niezwykle dużo różnych informacji i plotek, które przynoszą jej dzicy przyjaciele zapuszczający się w najdalsze i najciemniejsze zakątki swych obszernych terytoriów. Dzięki nim jest uszami i oczami lasów i ich okolic. Wszystkie wilki z lasów otaczających Hidden traktują ją jak swoją alfę, a ona rozumie ich mowę. Najczęściej widziana jest ze współalfą - nieprzeciętnych rozmiarów srebrzystym basiorem, który jest zarazem jej osobistym obrońcą. Zazwyczaj można ją spotkać siedzącą na głazie przy jeziorku w lesie, brodzącą patykiem w wodzie. Kiedy chcesz się czegoś dowiedzieć, udaj się do Kizy. Ona będzie wiedzieć. A jeśli nie, to się tego prędzej czy później dowie i wyśle po ciebie wilczego posłańca.
Autor: Lucy321
środa, 24 sierpnia 2016
Od Phestera c.d. Mild - Księga z księżycem
-Tak ot sobie idziesz do tego czegoś?!- Zawołała Mild za mężczyzną
kompletnie nie rozumiejąc jego postępowania. Każdy choć trochę
wyszkolony wojak wiedział, że nigdy, ale to NIGDY! Nie pcha się w stronę
czegoś czego się nie zna. Zawsze najpierw trzeba wiedzieć z czym ma się
do czynienia. Chwile stała uparcie, ale gdy czarna postać zniknęła za
regałem ruszyła biegiem śladami medyka.
-Wiesz w ogóle co to może być? Duch? Zjawa? Może jakiś potwór pilnujący tego miejsca!- Mówiła zaaferowanym szeptem. Kruk natomiast przemieszczał się i zakręcał coraz głębiej między regały niemal nie wydając przy tym odgłosów.
-Słuchaj... możesz mi nie wierzyć, ale czasem czuje że coś jest nie tak i właśnie TERAZ to czuję!- Głos dziewczyny nieświadomie z szeptu przechodził do normalnego. Phester nagle stanął, a elfka odbiła się od jego pleców. Mędrzec stał całkowicie nieruchomo, nawet w miejscach na oczy w masce nie mogła nic dostrzec. Mild częściowo przyzwyczaiła się do towarzystwa dziwnego lekarza, mimo to jednak w tej chili nie umiała wyzbyć się nieprzyjemnego uczucia chłodu oraz strachu.
-Nie ruszaj się...- Powiedział głosem który zdawał się niemal mrozić powietrze. Odruchowo zacisnęła palce na rękojeści. Ciszę przerwał cichy, ale bliski hałas. Tuż za nią z pułki spadła książka. Elfka gwałtownie dobyła broni i obróciła się w kierunku potencjalnego zagrożenia.
-Nie podoba mi się to, wiesz co to może być?- Zapytała, a gdy po dłuższym czasie nie dostała odpowiedzi obróciła głowę, ale czarnego towarzysza już nie było.
-Ch*lera jasna...- Syknęła i ostrożnie zaczęła przesuwać się dalej. Długa cisza sprawiała że przechodziły ją ciarki. Nagle rozległ się głośny krzyk, a raczej skrzek jakiś łopot. Później tylko coś zazgrzytało o posadzkę i znów wszystko ucichło. Mild przekroczyła kolejny zakręt między regałami a tuż przed jej twarzą śmignął ogromny cień. Dziwne coś zatrzymało się gwałtownie robiąc przy tym trochę hałasu, następnie zza półek powoli wynurzyła się dziwna... wężowa... głowa.
-Prosiłem żebyś się nie ruszała.- Znikąd pojawił się czarny medyk, przez co dziewczyna jeszcze bardziej poczuła się zdezorientowana. Nim jednak zdążyła zarejestrować, że to jej przyjaciel czy cokolwiek pomyśleć. Zamachnęła się mieczem i mogłaby dać głowę że w coś trafiła. Mimo to kościste palce złapały ją niczym imadło i odrzuciły w bok. Dosłownie ułamek sekundy przed tym jak korytarz wypełnił błękitny ogień. Rozejrzała się otumaniona za Krukiem.
-To strażnik.- Odezwał się ponury głos za nią. Wysoki mężczyzna stał wyprostowany, jak gdyby nigdy nic.
-Czego pilnuje?
-Czegoś, czego nie powinniśmy znaleźć.- Rzucił nieruchomo patrząc na przygasające płomienie, które o dziwo nie osmoliły nawet jednej książki. Mild przyglądała się miejscu z którego powinno przyjść to gadzie coś. Ale jej towarzysz nie pozwolił jej czekać. Jedną ręką postawił ją z klęczek za połać koszuli. Elfkę nieco zdziwiła siła w tym wątłym ciele, ale nie teraz będzie się zastanawiać. Pobiegła za Phesterem, nie zwróciła nawet uwagi że jedyne co można było usłyszeć to jej oddech i tylko jej kroki. Mężczyzna cały czas przyśpieszał, ale zdawało się że wcale nie biegnie, jakby tylko sunął do przodu zmuszając elfkę do biegu, często zakręcając i zmieniając kierunki. Nagle zatrzymał się , przygnał do ściany i zakrył usta dziewczyny kościstą dłonią zanim zdążyła je otworzyć. Cień śmignął tuż przed nimi, prawie nie wydając dźwięku. Odczekali jeszcze chwilę po czym medyk niemal wepchał ją za drzwi do osobnej sali.
-O co tu chodzi?- Zapytała szeptem którego niemal nie było słychać.
-To jest zaklęcie, strażnik powołany do życia by chronić czegoś w tych murach. Podeszliśmy za blisko tego "czegoś" i się obudził.
-I co? Zabijemy to?- Mild uniosła lekko miecz który cały ten czas trzymała w dłoni. Phester pokiwał przecząco głową.
-Trzeba znaleźć zaklęcie.
-Wiesz czego on broni?
-Podejrzewam , że tego samego czego szukam.- Mruknął. Miał ogromną ochote wyprowadzić stamtąd elfkę. Doskonale wiedział że ona sama nie uaktywniłaby zaklęcia, które obudziło się wyczuwając zagrożenie czyli jego. Ale dobrowolnie też dziewczyna penie nie chciałaby wyjść. Miał więc dwie opcje, albo zniszczy zaklęcie zanim ich znajdzie, albo wyprowadzi ją podstępem.
-Co więc chcesz zrobić?- Zapytała nie podnosząc nadal głosu.
-Znasz stare języki magii?- Mild zatrzepotała rzęsami, Phester czując że dziewczyna mogłaby mieć z tym problem szybko zaczął coś innego. -Zaklęcie musi mieć swoją fizyczną formę. Jest ono ukryte w jednej z książek lub przedmiocie, albo nawet w samym strażniku.
-Jak ono wygląda?- Zapytała, ale nie dostała odpowiedzi, bo pod drzwiami zaczął przeciskać się cień. Mild przygotowała się do walki. Phester jednak ponownie nie pozwolił jej choćby przyjąć szermierczej postawy. Otworzył drzwi i zatrzasnął za sobą, a cień zniknął.
-Znów zostawia mnie samą...- Mruknęła niezadowolona łapiąc za klamkę pewna że jeszcze go dostrzerzec. Nie było jednak nawet śladu ani medyka, ani cienia. Stąpając jak najciszej starała się znaleźć fontannę w centrum biblioteki z nadzieją że znajdzie tam może owe "zaklęcie". Ponownie zaległa cisza. Zdawało się być wyjątkowo cicho i spokojnie. Schowała miecz, była jednak dalej czujna. Odnalezienie fontanny chwile jej zajęło, w końcu jednak to jej się udało. Kamienna sowa dalej stała jak wcześniej wpatrzona gdzieś w jeden punkt.
-Gdzie schowałabym zaklęcie mające chronić to miejsce?- Zadała sobie ciche pytanie patrząc w oczy sowy. Daya podeszła jeszcze bliżej posągu następnie podążyła wzrokiem w kierunku w jaki wpatrzony był ptak. Na regale na przeciwko fontanny stał zbiór książek, tak jak z resztą wszędzie. Ale tylko jedna z nich na grzbiecie miała srebrną klamrę. Mild podeszła do niej i wyjęła spomiędzy swoich starych towarzyszek. Otrzepała ją od kurzu i dokładniej na nią spojrzała. Była czarna i gładka z wyjątkiem małego symbolu księżyca. Co bardziej ją zdziwiło srebrna klamra zamykająca jej stronnice nie miała dziurki na klucz. Coś jej jednak mówiło że tam może być ukryty potrzebne im zaklęcie. Ale co miałaby zrobić z tym dalej? Możliwe że Phester wiedział, ale gdzie on mógł być? Elfka przymknęła oczy i starała ię jak najuważniej nasłuchiwać jakichkolwiek odgłosów. Wreszcie trafiła. Coś otarło się o regał, a to mógł być jej towarzysz, ale i strażnik. Ruszyła w stronę zlokalizowanego hałasu ponownie zagłębiając się w labirynt korytarzy. Z kolejnymi zakrętami czuła coraz większe napięcie, wiążące się z większym prawdopodobieństwem spotkania dziwnego cienia.
-Phester...- Odważyła się cicho zawołać medyka. Na co odpowiedział jej cichy syk. Gwałtownie obróciła się zaciskając palce na książce i dobywając miecza, ale nic za nią nie było. Syk zrobił się głośniejszy podniosła głowę. Wężo-podobne zwierze na futrzanych nogach z zakrzywionymi pazurami zwierzało się z górnego regału nad nią. Daya była gotowa na atak i gotowa zaatakować. Pamiętała też brak zniszczeń po błękitnych płomieniach i była pewna że to iluzja stwora. Więc stała twardo pewna zwycięstwa. Jednej chwili strażnik otworzył gębę z której wydobył się niebieski ogień i w następnej coś czarnego przysłoniło jej cały obraz. Jak zwykle znikąd pojawił się Phester stał przed nią, dziób maski przylegał do torsu, a ramionami rozciągał połacie płaszcza od którego odbijał się płomień. Teraz jego postać rzeczywiście przywodziła na myśl ogromnego, czarnego ptaka. Nie trwało to długo, mężczyzna złapał ją jak kocię i pociągnął gdzieś przed sobą. Mild miała mnóstwo pytań, ale widząc dymiący płaszcz ugryzła się w język i postanowiła poczekać jeszcze chwile. Po lekkich nadpaleniach mogła też wywnioskować że jednak to nie była iluzja i mogła ją poparzyć.
-Myślę że coś może tu być.- Podała swoje znalezisko mędrcowi. Szare oczy mężczyzny spojrzały na srebrny symbol na okładce. Wymamrotał coś co całkiem było dla niej niezrozumiałe. Zamek szczęknął i książka się otworzyła, a z niej wypadła jedna kartka, jakby wyrwana z zeszytu. Mężczyzna złapał ją i przerwał w pół. Cień sunący w ich stronę nagle zatrzymał się i powoli wyparował z posadzki. Phester wyprostował się i zatrzasnął księgę, a zamek ponownie szczęknął.
-Co to? Tego szukałeś?- Nie wytrzymała w końcu i znów zaczęła pytać
-Kodeks i nie do końca... Lepiej to schować...- Mruknął i zaczął iść jak gdyby nic się wcześniej nie działo dalej między pułki biblioteki, a za nim biegł mały, jasny cień z milionem pytań.
<Mild? Mam nadzieje że nie zawiodłam oczekiwań :P A o księdzę radze nie zapominać bo mam już małe plany B) >
-Wiesz w ogóle co to może być? Duch? Zjawa? Może jakiś potwór pilnujący tego miejsca!- Mówiła zaaferowanym szeptem. Kruk natomiast przemieszczał się i zakręcał coraz głębiej między regały niemal nie wydając przy tym odgłosów.
-Słuchaj... możesz mi nie wierzyć, ale czasem czuje że coś jest nie tak i właśnie TERAZ to czuję!- Głos dziewczyny nieświadomie z szeptu przechodził do normalnego. Phester nagle stanął, a elfka odbiła się od jego pleców. Mędrzec stał całkowicie nieruchomo, nawet w miejscach na oczy w masce nie mogła nic dostrzec. Mild częściowo przyzwyczaiła się do towarzystwa dziwnego lekarza, mimo to jednak w tej chili nie umiała wyzbyć się nieprzyjemnego uczucia chłodu oraz strachu.
-Nie ruszaj się...- Powiedział głosem który zdawał się niemal mrozić powietrze. Odruchowo zacisnęła palce na rękojeści. Ciszę przerwał cichy, ale bliski hałas. Tuż za nią z pułki spadła książka. Elfka gwałtownie dobyła broni i obróciła się w kierunku potencjalnego zagrożenia.
-Nie podoba mi się to, wiesz co to może być?- Zapytała, a gdy po dłuższym czasie nie dostała odpowiedzi obróciła głowę, ale czarnego towarzysza już nie było.
-Ch*lera jasna...- Syknęła i ostrożnie zaczęła przesuwać się dalej. Długa cisza sprawiała że przechodziły ją ciarki. Nagle rozległ się głośny krzyk, a raczej skrzek jakiś łopot. Później tylko coś zazgrzytało o posadzkę i znów wszystko ucichło. Mild przekroczyła kolejny zakręt między regałami a tuż przed jej twarzą śmignął ogromny cień. Dziwne coś zatrzymało się gwałtownie robiąc przy tym trochę hałasu, następnie zza półek powoli wynurzyła się dziwna... wężowa... głowa.
-Prosiłem żebyś się nie ruszała.- Znikąd pojawił się czarny medyk, przez co dziewczyna jeszcze bardziej poczuła się zdezorientowana. Nim jednak zdążyła zarejestrować, że to jej przyjaciel czy cokolwiek pomyśleć. Zamachnęła się mieczem i mogłaby dać głowę że w coś trafiła. Mimo to kościste palce złapały ją niczym imadło i odrzuciły w bok. Dosłownie ułamek sekundy przed tym jak korytarz wypełnił błękitny ogień. Rozejrzała się otumaniona za Krukiem.
-To strażnik.- Odezwał się ponury głos za nią. Wysoki mężczyzna stał wyprostowany, jak gdyby nigdy nic.
-Czego pilnuje?
-Czegoś, czego nie powinniśmy znaleźć.- Rzucił nieruchomo patrząc na przygasające płomienie, które o dziwo nie osmoliły nawet jednej książki. Mild przyglądała się miejscu z którego powinno przyjść to gadzie coś. Ale jej towarzysz nie pozwolił jej czekać. Jedną ręką postawił ją z klęczek za połać koszuli. Elfkę nieco zdziwiła siła w tym wątłym ciele, ale nie teraz będzie się zastanawiać. Pobiegła za Phesterem, nie zwróciła nawet uwagi że jedyne co można było usłyszeć to jej oddech i tylko jej kroki. Mężczyzna cały czas przyśpieszał, ale zdawało się że wcale nie biegnie, jakby tylko sunął do przodu zmuszając elfkę do biegu, często zakręcając i zmieniając kierunki. Nagle zatrzymał się , przygnał do ściany i zakrył usta dziewczyny kościstą dłonią zanim zdążyła je otworzyć. Cień śmignął tuż przed nimi, prawie nie wydając dźwięku. Odczekali jeszcze chwilę po czym medyk niemal wepchał ją za drzwi do osobnej sali.
-O co tu chodzi?- Zapytała szeptem którego niemal nie było słychać.
-To jest zaklęcie, strażnik powołany do życia by chronić czegoś w tych murach. Podeszliśmy za blisko tego "czegoś" i się obudził.
-I co? Zabijemy to?- Mild uniosła lekko miecz który cały ten czas trzymała w dłoni. Phester pokiwał przecząco głową.
-Trzeba znaleźć zaklęcie.
-Wiesz czego on broni?
-Podejrzewam , że tego samego czego szukam.- Mruknął. Miał ogromną ochote wyprowadzić stamtąd elfkę. Doskonale wiedział że ona sama nie uaktywniłaby zaklęcia, które obudziło się wyczuwając zagrożenie czyli jego. Ale dobrowolnie też dziewczyna penie nie chciałaby wyjść. Miał więc dwie opcje, albo zniszczy zaklęcie zanim ich znajdzie, albo wyprowadzi ją podstępem.
-Co więc chcesz zrobić?- Zapytała nie podnosząc nadal głosu.
-Znasz stare języki magii?- Mild zatrzepotała rzęsami, Phester czując że dziewczyna mogłaby mieć z tym problem szybko zaczął coś innego. -Zaklęcie musi mieć swoją fizyczną formę. Jest ono ukryte w jednej z książek lub przedmiocie, albo nawet w samym strażniku.
-Jak ono wygląda?- Zapytała, ale nie dostała odpowiedzi, bo pod drzwiami zaczął przeciskać się cień. Mild przygotowała się do walki. Phester jednak ponownie nie pozwolił jej choćby przyjąć szermierczej postawy. Otworzył drzwi i zatrzasnął za sobą, a cień zniknął.
-Znów zostawia mnie samą...- Mruknęła niezadowolona łapiąc za klamkę pewna że jeszcze go dostrzerzec. Nie było jednak nawet śladu ani medyka, ani cienia. Stąpając jak najciszej starała się znaleźć fontannę w centrum biblioteki z nadzieją że znajdzie tam może owe "zaklęcie". Ponownie zaległa cisza. Zdawało się być wyjątkowo cicho i spokojnie. Schowała miecz, była jednak dalej czujna. Odnalezienie fontanny chwile jej zajęło, w końcu jednak to jej się udało. Kamienna sowa dalej stała jak wcześniej wpatrzona gdzieś w jeden punkt.
-Gdzie schowałabym zaklęcie mające chronić to miejsce?- Zadała sobie ciche pytanie patrząc w oczy sowy. Daya podeszła jeszcze bliżej posągu następnie podążyła wzrokiem w kierunku w jaki wpatrzony był ptak. Na regale na przeciwko fontanny stał zbiór książek, tak jak z resztą wszędzie. Ale tylko jedna z nich na grzbiecie miała srebrną klamrę. Mild podeszła do niej i wyjęła spomiędzy swoich starych towarzyszek. Otrzepała ją od kurzu i dokładniej na nią spojrzała. Była czarna i gładka z wyjątkiem małego symbolu księżyca. Co bardziej ją zdziwiło srebrna klamra zamykająca jej stronnice nie miała dziurki na klucz. Coś jej jednak mówiło że tam może być ukryty potrzebne im zaklęcie. Ale co miałaby zrobić z tym dalej? Możliwe że Phester wiedział, ale gdzie on mógł być? Elfka przymknęła oczy i starała ię jak najuważniej nasłuchiwać jakichkolwiek odgłosów. Wreszcie trafiła. Coś otarło się o regał, a to mógł być jej towarzysz, ale i strażnik. Ruszyła w stronę zlokalizowanego hałasu ponownie zagłębiając się w labirynt korytarzy. Z kolejnymi zakrętami czuła coraz większe napięcie, wiążące się z większym prawdopodobieństwem spotkania dziwnego cienia.
-Phester...- Odważyła się cicho zawołać medyka. Na co odpowiedział jej cichy syk. Gwałtownie obróciła się zaciskając palce na książce i dobywając miecza, ale nic za nią nie było. Syk zrobił się głośniejszy podniosła głowę. Wężo-podobne zwierze na futrzanych nogach z zakrzywionymi pazurami zwierzało się z górnego regału nad nią. Daya była gotowa na atak i gotowa zaatakować. Pamiętała też brak zniszczeń po błękitnych płomieniach i była pewna że to iluzja stwora. Więc stała twardo pewna zwycięstwa. Jednej chwili strażnik otworzył gębę z której wydobył się niebieski ogień i w następnej coś czarnego przysłoniło jej cały obraz. Jak zwykle znikąd pojawił się Phester stał przed nią, dziób maski przylegał do torsu, a ramionami rozciągał połacie płaszcza od którego odbijał się płomień. Teraz jego postać rzeczywiście przywodziła na myśl ogromnego, czarnego ptaka. Nie trwało to długo, mężczyzna złapał ją jak kocię i pociągnął gdzieś przed sobą. Mild miała mnóstwo pytań, ale widząc dymiący płaszcz ugryzła się w język i postanowiła poczekać jeszcze chwile. Po lekkich nadpaleniach mogła też wywnioskować że jednak to nie była iluzja i mogła ją poparzyć.
-Myślę że coś może tu być.- Podała swoje znalezisko mędrcowi. Szare oczy mężczyzny spojrzały na srebrny symbol na okładce. Wymamrotał coś co całkiem było dla niej niezrozumiałe. Zamek szczęknął i książka się otworzyła, a z niej wypadła jedna kartka, jakby wyrwana z zeszytu. Mężczyzna złapał ją i przerwał w pół. Cień sunący w ich stronę nagle zatrzymał się i powoli wyparował z posadzki. Phester wyprostował się i zatrzasnął księgę, a zamek ponownie szczęknął.
-Co to? Tego szukałeś?- Nie wytrzymała w końcu i znów zaczęła pytać
-Kodeks i nie do końca... Lepiej to schować...- Mruknął i zaczął iść jak gdyby nic się wcześniej nie działo dalej między pułki biblioteki, a za nim biegł mały, jasny cień z milionem pytań.
<Mild? Mam nadzieje że nie zawiodłam oczekiwań :P A o księdzę radze nie zapominać bo mam już małe plany B) >
JESTEM!!!
Ha! Nie spodziewaliście się mnie małe ... khm.. no... W każdym razie jestem! (choć zaraz znów zniknę, ale tylko na chwilę). Wiem że się ie pożegnałam, ale serio zwiedzenie połowy kraju, przejechanie, przegalopowanie i przejście kilu tysięcy kilometrów trochę czasu zajmuje :P
No ale jestem, więc pora ruszyć się do roboty wasz poganiacz chwyta za bat i jak tylko sama się wyrobie to i was ten bat dosięgnie, więc ruszać do pisania!
Niech wena będzie z wami~!
No ale jestem, więc pora ruszyć się do roboty wasz poganiacz chwyta za bat i jak tylko sama się wyrobie to i was ten bat dosięgnie, więc ruszać do pisania!
Niech wena będzie z wami~!
Subskrybuj:
Posty (Atom)
