Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Atlant. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Atlant. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 4 maja 2017

Od Atlanta c.d. Dirhaela - Tajemnicza i ślepa

 ~Wygląda jak księgarnia, jeśli tu nie będzie żadnych map to nie wiem gdzie mogą być~ Mruknął również obserwując szyld sklepiku. Po chwili namysłu elf wszedł do środka. Pomieszczenie było ciemne, a w powietrzy unosił się suchy zapach pergaminów.
 ~Potrzebujemy pierwszej lepszej mapy i kompasu.
 -Dobrze, wiem. Zaraz coś znajdziemy.- Uspokoił go Dirhael zaczynając przeczesywać regały książek. Wszystkie wydawały się być okropnie stare i zakurzone, jakby nikogo tutaj nie było od dawien dawna.
 -W czym mogę Panom pomóc?- Odezwał się miękki, kobiecy głos. Elf aż podskoczył zaskoczony, Alt pewnie zrobił by to samo gdyby miał ciało. Tuż za nim znikąd, bezdźwięcznie pojawiła się kobieta, mogła mieć maksymalnie trzydzieści parę lat. Bardziej zastanawiające były jej oczy, a może raczej ich brak? Były one zasłonięte przepaską.
 -Wybaczy pani, ale jestem sam.- Uśmiechnął się wykonując głęboki ukłon, mimo świadomości że i tak tego nie zobaczy.
 -Nie prawda. Jest was dwoje.- Powiedziała spokojnie.
 ~Pozwól mi mówić, nie musi wiedzieć, że jesteśmy w jednym ciele.~ Dirhael rozluźnił się dając przejąc część kontroli nad sobą.
 -Przepraszamy, ale potrzebujemy mapy i kompasu, czy może jest tutaj coś takiego?- Atlant starał się nadać nie swoim strunom głosowym swój głos, nie udało się to jednak tak dokładnie jak by tego chciał.
 -Oczywiście, mam jednak tylko bardzo stare mapy, jeszcze z ery smoka. Sam kontynent jednak tak bardzo się nie zmienił, więc powinna wam wystarczyć. Czekajcie... gdzieś ją tu położyłam, a tutaj jest!- Kobieta szła pewnie między regałami, mimo że stworzone z nich alejki stanowiły dość skomplikowaną kombinacje, a na ziemi leżało mnóstwo zakurzonych staroci. Od Jakiś figurek i popiersi po dziwne piłki z kolorowymi szlaczkami. W końcu zatrzymała się i wspięła na taboret by zdjąć z najwyższej półki rolkę pergaminu przykrytego tak dużą warstwą kurzu że gody nim tylko poruszyła Dirhael poczuł jak drobinki spadają mu na głowę podobnie jak piasek. Dziewczyna Wzięła głęboki wdech i zdmuchnęła grubą warstwę brudu wprost na elfa. Biedak nawet nie zdążył zaprotestować czy też ostrzec że tam jest, a już był cały siwy.
 ~Co tam dziadku mrozie?~ Usłyszał w głowie śmiech leonisa.
 -Czekaj no tylko aż znajdę twoje ciało i zrobi Ci tak samo...- Mruknął, kończąc zdanie solidnym kichnięciem.
 -Prawie jak nowa!- Ucieszyła się niewidoma, podchodząc do lady i rozkładając pergamin. Atlant widząc to miał tylko jedną myśl "Dla ślepego, może i nowa".
 -No, możecie sobie zobaczyć panowie.- Odsunęła się dając miejsce by podejść do pergaminu. Faktycznie kształt kontynentu był ten sam, ale nazwy znajdujące się na mapie było kompletnie nie znane obojgu.
 ~Widzisz miejsce w które mamy się kierować?~ Zapytał myślach włóczykij. Atlant poruszył jego ręką wskazując palcem punkt na mapie. ~Ten cypelek za górami?
 ~Dokładnie tak. Czekaj... tutaj ma to jakąś nazwę... "Potentem Capit"?
 ~Potężne szpony...~Przetłumaczyli równocześnie. W głowie Atlanta narodziło się w tym momencie milion pytań. Czy ruiny w których mieszkają to właśnie to? Jeśli tak to kto je założył? Dlaczego zostało zniszczone? Czy to była warownia?
 -Ile kosztuje ta mapa?- Leonis wyrwał się do mówienia
 -Sztukę srebra. Rzuciła kobieta
 -A wiesz gdzie my jesteśmy według tej mapy?- Dirhael odzyskał kontrole nad głosem.
 -Tak, miejscowość w które się znajdujemy leży na północny zachód od Potentem Capit
 ~Wiem gdzie jesteśmy!
 ~Nie krzycz tak, błagam...~Elf aż złapał się za głowę
 ~Znam drogę, bierz mapę i idziemy!~ Włóczykij zwinął pergamin, wręczył kobiecie zapłatę i już kierował się do wyjścia. Przy samych drzwiach niewidoma znów się odezwała.
 -Jeśli chcesz wiedzieć więcej o tym królestwie, zejdź do starej biblioteki Lwi Królu... Twoi przyjaciele już tam są. Tylko uważaj, czas tam nie trzyma się swoich ścieżek...- Głos kobiety był dziwny, jakby dobiegał z wnętrza ziemi. Atlant miał wrażenie że już kiedyś spotkał się z czymś takim.
 -Kim jesteś?- Pozwolił sobie zawładnąć ustami towarzysza.
 -To pytanie... zostawię bez odpowiedzi, ale nie bój się, jeszcze się spotkamy...- Po czym zniknęła, tak po prostu.
 -To było trochę przerażające...- Mruknąl elf.
 ~Z pewnością niecodziennie...- Dirhael wyszedł zamykając za sobą drzwi. Znów znaleźli się na gwarnej i rozświetlonej słońcem ulicy. Ludzie chodzili we wszystkie strony.
 ~Przydałyby się konie... wtedy do wieczora uda nam się trafić.~Zaproponował Atl.

<Dirhael? Sorki że tak mało opisów, ale jakoś tym razem wzięło mnie na dialogi :)>

środa, 22 marca 2017

Od Atlanta c.d. Dirhaela - "To te głosy w głowie"

Smak maliny poczuł również dodatkowy byt, ucieszyło go to bo znaczyło że gdyby ćwiczył mugłby spróbować nawet przejąc kontrole na jakimś słabszym ciałem. Ale teraz był zbyt kiepski w te klocki, a umysł chłopaka wystarczająco stabilny by go atakować. Poza tym polubił go, a wiedział że próba przejęcia kontroli nie byłaby zbyt miła. Atlant zaczął delikatnie badać myśli chłopaka. Szukał śladów powiązania z imperium, albo jakichkolwiek wiadomości wskazujących żeby mu nie ufać. Gdy jednak nic niepokojącego nie odszukał stwierdził w myślach, że nie tylko może mu opowiedzieć co nieco na temat Hidden, ale również zachęcić go do zostania tam.
 ~Powiedzmy że to ostatnie tereny pokoju, bez wojsk Arsmana.~ Słysząc to elf wybuchł śmiechem.
 -Że niby niepodbity teren? Gdzie to? Na księżycu?
 ~Nie... na wschodzie jest wysokie pasmo górskie, a rosnące tam lasy uznawane są za niezamieszkaną głuszę pełną potworów. A tuż za nimi jest Hidden.
 -To chyba niezbyt bezpieczne miejsce
 ~Wszędzie jest lepiej niż pod wodzą Arsmana. Co może potwierdzić wiele żyjących tam teraz istot.
 -Istot? Czyli nie ludzi?- Zaśmiał się
 ~Tam nie ma normalnego człowieka...~ Śmiech leonisa odbił się echem w głowie chłopaka, nie wiedzieć czemu na twarzy Dirhaela pojawił się uśmiech.
 -A właśnie, może powiesz mi jak ty wyglądasz? Byłoby łatwiej mi ciebie znaleźć
 ~Cóż... raczej łatwo rozpoznać siedzącego w lesie bez ruchu leonisa
 -Czego?
 ~Leonis, taki z rogami, i lwimi uszami, i ogonem.
 -Czekaj czekaj, masz na myśli tę wymarłą rasę? Łoho! Nigdy żadnego nie widziałem, nie dość że wyginęły to nawet za życia ciężko było jakiegokolwiek znaleźć. Strasznie dobrze się chowacie.- Zaczął się ekscytować, ale nagle się zawahał. -Chwila... Czy wy przypadkiem nie mówicie? Przecież tyle razy mówiono mi że leonis to dzikie zwierzę porównywalne do wilka czy lwa. Jakim ty cudem umiesz mówić???- Zawołał na tyle głośno że ptaki z okolicy zerwały się do lotu.
 ~Za bardzo się ekscytujesz... ktoś mnie kiedyś nauczył i tyle. Smoki używając telepatii posługują się ludzką mową i nikt się nie dziwi, a jak ja się odezwę to jakby pies przemówił...~ Westchnął nieco urażony. Jednak nie zabolało go to jakoś mocno, może po prostu przywykł do czegoś takiego gdy jeszcze żył w stolicy? Albo klatce.
 -Sorki, nie gorączkuj się tak. W sumie jakby dobrze pomyśleć to mało było o was wiadomo. Tyle że jesteście, a niektórzy porównywali was do smoków nawet.
 ~To przez nasze zdolności i poziom inteligencji rasy. Ale może wreszcie dość o mnie. Mógłbyś opowiedzieć coś o sobie.
 -Po co? Skoro mogłeś sobie tak ot wejść do mojej głowy na pewno już w niej grzebałeś.- Zaśmiał się, w jego słowach nie było urazy, co uspokoiło nieco sumienie Alta. -Mogę za to coś zagrać dla umilenia drogi.- Zaproponował po czym wyciągnął zza pazuchy fletnie. Z instrumentu popłynęła delikatna i spokojna melodia przywodząca na myśl szum lasu. Atlant wsłuchał się w miłą dla ucha kompozycje nut. Nie były to sprośne pieśni Squall, ani śpiewne opowieści Ziio, tylko kojąca muzyka. Elf szedł tak żwawym krokiem wygrywając nowe melodie, przez dłuższy czas. Atlant nie przerywał mu, obserwował tylko co dzieje się w głowie chłopaka. Bo każdy z nowych utworów przywoływał w wspomnieniach chłopaka nowe obrazy którym z zaciekawieniem mógł się przyglądać Alt. Nie były to jasne historie ani rozmowy z których by coś wynikało, ale urywki z życia muzyka. Jednak nawet te urywki pozwoliły mu trochę bliżej go poznać, co więcej upewniły go w przekonaniu że można mu zaufać. W pewnym momencie przez dźwięki fletni przebił się donośny krzyk. Dirhael od razu przerwał grę i zerwał się do biegu. Już po chwili na drodze zauważył młodą kobietę otoczoną przez grupkę pięciu oprychów. Mężczyźni, z pewnością nie mieli w zamiarach odprowadzić jej do domu.
 -Hej!- Zawołał Atlant, jednak włożył w to tyle emocji że wyrwało się to z ust elfa, można by powiedzieć że przez niego przemówił. Oboje zdali się być zaskoczeni tym faktem jednak teraz mieli ważniejsze zadanie.
 -A ty co chłoptasiu?- Zarechotał, jeden z nich.
 -Lepiej idź zajmij się zbieraniem jagódek elfiku i nie wtykaj nosa w nieswoje sprawy.- Dorzucił kolejny. W tym czasie dwóch złapało kobietę by nie uciekła.
 ~Umiesz walczyć?~Pytał Alt gotów w razie potrzeby pomóc chłopakowi
 -Oczywiście że umiem!- Warknął
 ~To co stoisz? Ruszaj, pomogę tobie
 -Niby jak? Siedzisz w mojej głowie!- Podczas gdy Dirhael kłócił się z głosem w swojej głowie rabusie wpadli w pewien rodzaj osłupienia. Nie codziennie widzi się elfa gadającego na głos z samym sobą. Nawet kobieta która wyrywała się z rąk oprychów, zamarła jakby nie wiedząc czy potencjalny wybawca, na pewno będzie bezpiecznym wyjściem...
 ~Niech o to już cię głowa nie boli. Swoje w wojsku spędzałem i wiem jak posługiwać się bronią
 -Mam tylko nóż i kij
 ~Nie masz miecza?
 -Jakbyś nie widział nie jestem rycerzem tylko grajkiem!
 ~Biegnij!
 -Hej, nie żeby coś ale to, że nie atakuje nie znaczy że będę uciekał
 ~Nie! Biegnij! Uciekają nam!~ Elf spostrzegł że faceci pochwycili dziewczynę i zaczęli uciekać. Poczuł w sobie dodatkową energie, nawet nie musiał pytać by wiedzieć że to za pomocą Atlanta. Szybko dogonił ich i doskakując uderzył najbliższego kijem. Grubas padł na ziemię ogłuszony. Pozostali ruszyli dobyli krótkich mieczy zostawiając dziewczynę pod opieką tylko jednego. Teraz Dirhael miał przed sobą trzech, rosłych, uzbrojonych gości.
 -To teraz oberwiesz pięknisiu...- Warknął jeden z nich i rzucił się na elfa
 -Atlant?- Mruknął elf czując się nieco nieswojo mając przed sobą przeciwników.
 ~Chwila...~ Leonis starał się wytężyć jak najwięcej sił by móc dawać jakieś wskazówki chłopakowi. Dirhael poczuł że jego ręka mimowolnie się unosi, było to uczucie podobne do tego gdy ktoś próbuje lekko podnieść twoją rękę, mógł się temu ze spokojem przeciwstawić, ale wiedział że to siedzący w jego głowie Atlant. Elf podążał za wskazówkami byłego wojskowego, co było dość dobrym pomysłem. Dzięki takiemu współpracowaniu radził sobie o wiele lepiej w parowaniu ciosów a nawet odbijaniu i atakowaniu. Ze spokojem parował dwóje a nawet udawało mu się odpychać trzeciego mimo że było to trudne, bo zbiry nie były aż tak słabe jak można by zakładać. W pewnym momencie elf uderzył mocno szefa mężczyzn kijem w część zadnią, na tyle mocno że upadł. Rozbawiło to ich, ale widząc wściekłość w oczach rabusia, wiedzieli że żarty się skończyły. Nawet nie zauważyli kiedy ten który było powalony jako pierwszy wstał.
 ~Uważaj!~W głowie Dirhaela odbił się echem głos Alta który wyczuł dodatkową świadomość. Słowik w ostatniej chwili obrócił się i zatrzymał miecz swoim kijem. Niestety. ten który wstał był zbyt silny by go odepchnąć, więc by nie stracić głowy stał tak blokując go cały czas. W tym czasie pozostali nie próżnowali, elf a również leonis poczuli silne uderzenie w bok, które zwaliło elfa z nóg.
 -Mówiłem gałązko... nie wtrącaj się. A teraz pożałujesz.- Warknął oprych unosząc miecz.
 ~Atakuj!~Zawołał Atlant i w tym momencie jego głos i świadomość ucichły w głowie Dirhaela. Poczuł nagłe szarpnięcie któremu towarzyszyło uczucie gorąca i zimna równocześnie. Alt zniknął... po prostu go zostawił. W pierwszym odruchu elf poczuł złość, bo czemu tamten najpierw go w to wciągnął a teraz po prostu zwiał? Zanim jednak upewnił się w przekonaniu że został sam z problemem coś poparzyło rękę mężczyzny który już miał go rozpłatać. Tamten zawył z bólu upuszczając broń i ściskając poparzone ramię. Słowik wykorzystał to i ogłuszył go porządnym ciosem kija, ten przed zmrokiem raczej nie wstanie.
 -Co jest k***a?- Warknął inny, zanim jednak dobrze się zastanowił elf dobył nóż i ranił go. Kolejny rzucił się na elfa, ale nagle wzdrygnął się zatrzymując.
 -Kim jesteś? Zostaw mnie! Nie! Nie! Odejdź, nie chce, zostaw mnie!- Zaczął krzyczeć, załapał się za głowę próbując coś z sobą zrobić.
 -Dobrze obiecuję! Tylko mnie zostaw...- Załkał po czym upuścił miecz. Coś go szarpnęło, zamrugał chwilę po czym zaczął uciekać. Dirhael domyślał się co to było, ale jeszcze jeden miał problem, a konkretnie przedostatniego z oprychów, chłopak wdał się w walkę z nim. Z jednym jednak szybko sobie poradził powalając go ogłuszonego i potłuczonego na ziemię. Obrócił się do tego który trzymał kobietę teraz stał zdezorientowany z przyłożonym do jej gardła nożem.
 -Nie podchodź! Bo ją zabiję...- Starał się utrzymać poważny ton ale widać było że był najmłodszy i nieco roztrzęsiony. Koło niego rozległ się chichy dźwięk przypominający chrobot kamieni. Następnie coś oparzyło dłoń która trzymała nóż. Młody nie wytrzymał wstał i zerwał się do ucieczki z krzykiem. Kobieta upadła na trawę zmęczona wydarzeniami, a Dirhael poczuł coś co już zdążył poznać, czyli moment w którym świadomość Atlanta wchodziła w jego ciało.
 ~Wybacz... jestem zmęczony...~Głos mężczyzny faktycznie był dużo słabszy, a nawet uczucie jego obecności było mniej wyczuwalne.
 -Co zrobiłeś? Temu który uciekł- Zapytał zaciekawiony a w głowie usłyszał prychnięcie śmiechy Atlanta.
 ~Wmówiłem mu że jestem szatanem... i jeśli nie porzuci bandyckiego życia spale go na popiół. Dla potwierdzenia swoich słów przedstawiłem mu parę swoich wspomnień wojennych.~Teraz nawet elf prychnął śmiechem. ~Zajmij się lepiej tą damą, ja nie mam siły, a lepiej żebym zachował choć trochę energii żeby nie zniknąć.~ Jego głos coraz bardziej cichł, a gdy skończył zdanie całkowicie ucichło. Dirhael jednak czół słabą obecność dodatkowej jaźni.
 -Ta... "zajmij się damą", no fajnie najpierw zrobiłeś ze mnie wariata a później opętanego przez szatana... teraz pewnie będzie się bała bardziej mnie niż tamtych.- Mruknął pod nosem do siebie.

<Dirhael? Jak tam opętańcu? :P>

środa, 8 marca 2017

Od Atlanta - Wypadek przy pracy

Nowi towarzysze krótko opowiedzieli z której strony świata mniej-więcej przywędrowali. Nikt jednak nie rozwijał się na temat swojej historii, jeszcze widocznie nie czuli się tutaj zbyt pewnie, miał jednak nadzieję że wszyscy staną się nieco aktywniejsi oraz bardziej otwarci tak by stworzyli wspólnotę jaką Alt zapamiętał z dzieciństwa. Najweselsza z tej małej gromadki wydawała się niebieska Louise, Tenzin badawczo przyglądał się leonisowi oraz innym podróżnikom, jego przyjaciółka snuła się za nim z pogardą spoglądając na innych. Halt coś mruczał pod nosem, a Kiette dreptała za nimi w ciszy wyraźnie zamyślona. Chłopak jeszcze raz postanowił wypróbować na nich swój dodatkowy zmysł ale, nie poczuł nic niepokojącego. A przynajmniej nie ze strony tej piątki, kawałek dalej wyczuł wyraźnie trzaskającą iskrami atmosferę. W pierwszej chwili powiedziałby że to Squall i Halt o coś mogą się kłócić, ale Halt był tutaj a piratka jakiś czas temu zniknęła. Więc musiał być to ktoś inny, a sądząc po miejscy w jakim są czyli na obrzeżach zamieszkanej części Hidden(o ile jakakolwiek część tutaj była zamieszkana).
 -Myślę że będziecie mogli poznać dwoje innych tutejszych tubylców.- Uśmiechnął się nagle zmieniając kierunek, a idący za nim bez marudzenia poszli za nim.
 -A ty skąd wiesz co?- Halt wybudził się z zamyślenia i zerknął ciekawsko na władce.
 -Tam powinni być.- Zapomniał o kłach i wyszczerzył się w uśmiechu, tym razem jednak nie wywołało to aż tak strachliwej reakcji kotki. Atlant czując coraz bardziej narastające napięcie przyśpieszył kroku. Czy oni się nie pozabijają? Zza drzew usłyszeli głośny huk a zaraz po nim niezadowolony syk i wiązanka przekleństw której nie powstydził by się stary szewc.
 -Patrz co wyczyniasz ty nieopierzony...
 -Ja przynajmniej nie zrzucam innym tony drewna na głowę!- Damski i męsko głos jeszcze niewyraźnie dobiegał do uszu leonisa.
 -Miałeś przybić tę głupią dechę! Nie moja wina że masz z tym problemy!
 -To może byś pomogła zamiast się wygłupiać!- Podniesione głosy były coraz wyraźniejsze, ale mimo to nikt nie widział ich właścicieli. Dopiero po podniesieniu wzroku dostrzegli stojące na drewnianej platformie postaci. Na razie prowizorycznie sklecone deski przybite były koło dziesięciu metrów nad ziemią między trzema wierzchołkami drzew.
 -Kto inny jak nie nasz sierściuch mógłby robić tyle hałasu...- Halt założył ręce na piersi i posłał Gambitowi wredny uśmieszek. Felin spojrzał w dół, był tak zaaferowany kłótnią że nie zwrócił uwagi na przyglądający im się tłumek.
 -Czy choć jedna istota tutaj przypomina człowieka, albo chociaż tak się zachowuje?- Louise zwróciła się teatralnym szeptem do Halta który wyszczerzył się wertując w myślach wszystkich tutejszych mieszkańców.
 -Jeśli Squall czy ja nie przypominamy cię ludzi to cóż... Ale spokojnie gorszych od tej chodzącej wredoty tutaj nie ma.
   Atlant czując że powinien jakoś załagodzić konflikt przyłożył dłonie do ust by było go lepiej słychać. Mimo że był to bardziej teatralny gest, w końcu jego polecenia wyraźnie było słychać na polach bitew.
 -Piękny punkt obserwacyjny, ale łatwiej się buduje jak deski są tam u góry a nie na ziemi.- Harpia sfrunęła do nich lądując z gracją tuż przed blondynem.Felin natomiast zaczął schodzić bardziej kocim sposobem- po pniu.
 -I tak jeszcze dużo do zrobienia.- Westchnął dotykając ziemi.-W ogóle kto to?- Przechylił się patrząc na gromadkę.
 -To? Nasi nowi członkowie!- Atlant wypiął dumnie pierś jak dziecko które przyjęło inne dzieci do swojej tajnej bazy. Malik popatrzył na wszystkich, ale jego wzrok zatrzymał się na wilku. Nieznacznie się zjeżył wtedy. No tak... koty i psowate? Takim będzie ciężko się polubić.
 -Miło poznać. Jestem Ziio- Minstrelka wykonała skomplikowany ukłon szeleszcząc piórami na skrzydłach. -A to Gambit.- Dopowiedziała po chwili widząc że ten nie kwapi się do odpowiedzi.
 -To są...- Chłopak szykował się żeby przedstawić nowicjuszy ale szybko mu przerwano.
 -Wiem że honory honorami ale mówić chyba potrafią co?- Ziio zerknęła z miłym uśmiechem na stojących za plecami leonisa towarzyszami.
 -Louise III Andrasta Quartz, ale wystarczy samo Louise.- Pierwsza z szeregu wystąpiła mała wojowniczka w jej ślad ruszył łącznik odzywając się z wolna.
 -To jest Suowei a mnie zwą Tenzin.
 -A ty?- Ziio pochyliła się do schowanej za Altem blondynki.
 -Kiette.- Rzuciła krótko. Białowłosa pokiwała głową z zrozumieniem i wyprostowała się patrząc z powrotem na Atlanta.
 -Widzę że szybko wam idzie. Proponuje skończyć to jutro a na razie może poszukamy jakiś budynków zdatnych do zamieszkania. Żeby przed zmrokiem Ci co potrzebują mogli zająć jakieś miejsce do spania. Obawiam się że w nocy może być burza.- Harpia odruchowo spojrzała w niebo i wzięła głębszy oddech. powietrze faktycznie zdawało się ciężkie i było czuć coś w powietrzu nawet jeśli na niebie nie było chmur.
 -Mówisz o tych domkach blisko twojego?- Odezwał się Gambit stając przed opierzoną koleżanką, specjalnie odpychając ją na bok.
 -Niektóre są tak duże że nawet kilka osób tam sie zmieści a później jak uda się odbudować resztę będziemy myśleć.
 -Ledwie tutaj przyszliśmy a już chcesz nam dawać domy? To zbytek łaski.- Odezwała się Niebieska dumnie prężąc się w zbroi niczym rycerz. Atlant uśmiechnął się nieświadomie machając uszami i ogonem.
 -Na razie najwyżej stare sienniki bo więcej nie mamy. Ale spokojnie z czasem będzie lepiej, w końcu jako dobry gospodarz muszę przyjąć nowych gości i mieszkańców.

***

 ~W sumie to dlaczego z nimi nie poszedłeś zobaczyć tych domów?~ Frelser wypuścił z nozdrzy chodne powietrze zadowolony z łyku alkoholu który dostał.
 -Ja tam mogę spać wszędzie, więc powiedziałem że poczekam tutaj gdyby ktoś miał przyjść tutaj, jak na przykład na tutaj co nawet nie chce pokazać co jej dolega.- Felin jednoznacznie rzucił spojrzenie na Sztorm otwierającą kolejną butelkę.
 -Jutro pobawisz się w doktorka, na razie daj mnie spokój puszku, albo cię ogolę.- Prychnęła śmiechem a jej oczy nieco zabłysły. Lisbeth która dotychczas wydawała się drzemać oparta o pień drzewa wstała i podeszła do nich, jednak z jakiegoś powodu obeszła Squall szerokim łukiem.
 -Proponuje rozpalić ognisko zanim zrobi się ciemno.- Rzuciła idąc po drewno. Malik westchnął głośno wstając, natomiast piratka nawet nie drgnęła z miejsca. Nim łowczyni i kotowaty doszli do zebranej kupki chrustu potężna smocza łapa chwyciła wszystko i rzuciła w miejsce starego paleniska.
 -Ale się wleczecie...- Oczy Szkwał błysnęły zbójecko gdy przybijała żółwika z ogonem smoka. Frelser pochylił się by zionąc ogniem ale ktoś go uprzedził z rozpalaniem. Zza domku wypadła ognista kula od której niemal natychmiastowo powstało ognisko. Z strony z której nadleciał dziwny płomień wyszedł zadowolony z siebie Atlant zdmuchujący dym z dłoni.
 -Widzicie! Jeszcze nie wypadłem z wprawy. O Squall! Lisbeth! Jesteście przynajmniej wy, bo reszty jak widzę nadal nie ma.
 -Jeśli jeszcze nie uciekli z powrotem do Sorsiny to może jak zgłodnieją to przyjdą.- Malik wrócił na swoje miejsce przy stole i kubku kawy. Całe towarzystwo rozsiadło się wokoło ognia. Wydawali się mało rozmowni. Nikt nic nie mówił, trwała martwa cisza, która nieco dołowała chłopaka. Ci ludzie i nieludzie wcale nie zdawali się nawet chcieć do siebie zbliżyć. Atlant spojrzał w stronę Ziio i Squall w nadziei że te dwie jakoś rozruszają towarzystwo. Piratka wyłapała spojrzenie blondyna i uśmiechnęła się zbójecko, a raczej w samych jej oczach błysnęły iskierki. Było to dla niej niemal jak prośba by tam mogła się "zabawić".
 -Na razie się z nimi "pobawię', ale później musimy zamienić słówko...- Podniosła się z miejsca i przechodząc koło chłopaka poklepała go po ramieniu. Podeszła do ognia podając butelkę siedzącym przy ognisku postacią.
 -Jeszcze się chyba słabo znamy co? Może zaczniemy od nowa... Ja jestem Squall...- Atlant postanowił usunąć się z pola rażenia zanim ta coś wywinie. Żeby jakby co nie było na niego. Jakoś sobie chyba poradzą prawda? Chłopak zaszył się gdzieś w gąszczu, wystarczająco daleko by zwykłe odgłosy rozmowy mu się przeszkadzały, ale w razie czego wyczuć co się dzieje. Był zaskoczony jak dobrze udawało mu się wykorzystywać jego umiejętności. Dlatego postanowił sprawdzić jeszcze jedną rzecz. Usiadł po turecku na ziemi i złączył pięści. Chwycił parę wdechów jak przed nurkowaniem. Dawno tego nie robił i bał się trochę ale gdy tylko uspokoił serce, zamknął oczy. Dziwne i mało przyjemne uczucie chłodu przeszyło cale jego ciało, po chwili jednak ustało. Otworzył powoli czy. Udało się! Wyszedł z swojej cielesnej formy. Chłopak aż podskoczył z radości próbując wydać z siebie okrzyk radości zamiast tego jednak wyszedł ,dźwięk podobny do połączenia trzasku ognia i szeptu wiatru. Obrócił się by zerknąć na swoje ciało, ale w tym momencie zamarł... Ciała nie było, nie wyczuwał też obecności kogokolwiek z Hidden. Czyli nie udało się, zdecydowanie się nie udało. Zaczął biegać w swojej spirytystycznej formie gorączkowo szukając ciała. Tak nie powinno być! Był niedoświadczony w opuszczaniu cielesnej powłoki co znaczyło że jeśli za długo spróbuje zostać w tej formie w końcu opadnie z sił i przepadnie zostawiając w lesie spokojnie oddychającą kobie siebie bez samego siebie. Powinien pojawić się tuż obok tak by w każdej chwili wrócić a nie nie wiadomo gdzie. Atlant zaczął warczeć i by odreagować uderzył z całej siły w drzewo. Jego ryk bardziej przypominał chrobot kamieni a miejsce w którym uderzył konar został osmolony ślad.
 ~Dobra, mam mało czasu muszę znaleźć swoje ciało, albo jakiekolwiek inne...~ Zaczął sam siebie uspokajać w myślach, czując że ta niematerialna forma już zaczyna słabnąć. W tym momencie do jego uszu i świadomości doszły odgłosy czyjejś bytności. Kawałek dalej na polanie siedział oparty o drzewo elf grający na fletni cichą, ale wesołą melodyjkę. Nieznajomy nawet nie wyczuł obecności niematerialnego bytu. Atlant postanowił się chwycić ostatniej deski ratunku jaka mu została - wepchnąć się do ciała nieznajomego. Elf przestał grać i podskoczył, uczucie dodatkowej świadomości nie było zbyt miłym uczuciem sądząc po jego reakcji.
 ~Wybacz, nie miałam za bardzo innych opcji...~W głowie chłopaka zadźwięczał głos leonisa, który szybko zaczął od tłumaczeń by za bardzo nie wystraszyć chłopaka.
 ~Nazywam się Atlant i wiem że to może zabrzmieć dziwnie, ale zgubiłem swoje ciało i potrzebowałem czyjegoś ciała by nie zniknąć. Czy mógłbyś pomóc mi znaleźć moje ciało Dirhaelu?~ Wyczytał z myśli imię chłopaka. To zapewne była najdziwniejsza prośba jaką dostał kiedykolwiek chłopak

<Dirhael? Cóż niecodzienne spotkanie, mam nadzieje że się spodoba :)>

piątek, 26 sierpnia 2016

Od Atlanta c.d. Kiette - Goście

Atlant nie ruszył się widząc z jakim trudem kotka łapała powietrze. Mężczyzna postarał się najmocniej jak mógł wytężyć swój dodatkowy zmysł. Nawet przy jego niskich umiejętnościach wyraźnie wyczuł strach u dziewczyny. Poczuł jednak co jeszcze... ona miała coś wspólnego z kotołakiem który tak wczoraj się ukrywał. Podświadomie czół że to w jakimś stopniu mogła być rodzina, ale nie chciał rzucać swoich podejrzeń bezpodstawnie, może gdyby jeszcze trochę popracował byłby pewny. W pobliżu był ktoś jeszcze, a nawet dwóch ktosiów. Czół wyraźny zapach zwierzęcy, ale i aurę czegoś mądrzejszego od zwykłego zwierza. Między drzewami stała biała, na nieco przykurczonych nogach postać, a tuż za nią unosiło się coś co przypominało ducha. Zapach owcy i wilka, oraz niemal duchowa aura, czyżby łącznik? Leonis zadarł głowę znów w stronę kotki skulonej na drzewie.
  -Jeśli powiem "nie bój się" zapewne nie zadziała hę?- Uśmiechnął się pod nosem i usiadł spokojnie, jak gdyby nigdy nic pod drzewem na którym siedziała nieznajoma.
  -C... co robisz?- Usłyszał słaby głos z góry.
  -Czekam, może nie wyglądam, ale nie jestem potworem. Co ciekawsze ty jesteś moim gościem. Niegrzecznie by było gdybym cię zostawił nawet się nie witając.- Z błogim uśmiechem założył ręce za głowę i przymknął oczy nucąc coś cicho. Gdyby naciskał dziewczyna bez wątpienia uciekłaby i tyle, ale teraz gdy sam czekał, dał jej szanse zarówno do namysłu, jak i oswojenia się z sytuacją.
  -Jak to jestem gościem?- Zdawało się, że głos dziewczyny przybrał nieco na pewności, choć nadal był cichy i nieco drżał.
  -Normalnie, jeśli przychodzisz do kogoś, te jesteś gościem. W tym konkretnym wypadku moim.- Wyjaśnił na spokojnie. Wyczuł jak nagle niepokój dziewczyny wzrósł, ale nie ruszyła się. Lakoo otworzył oczy by sprawdzić co zaniepokoiło kotkę, choć nie musiał, domyślał się co to.
  -Więc i my jesteśmy gośćmi?- Usłyszał dość dziwny głos. Tuż nad nim stał biały łącznik, a za nim krążył cienisty wilk. -Nie chcieliśmy jej nastraszyć.- Alt ponownie musiał wysilić się by wyczuć cokolwiek od nieznajomych, a przychodziło mu to mimo wszystko z trudem. Jagnię wydawało się mówić prawdę i nie miało złych intencji, co do wilka jednak nie był pewien, mimo to postanowił im zaufać.
  -Nazywam się Tenzin, a to Suowei.- Przedstawił się z lekkim skinieniem głowy.
  -Miło mi was poznać, ja jestem...- Nie dokończył bo ktoś mu szybko przerwał uzupełniając mimo woli jego wypowiedź.
  -Atlant!!!- Kawałek dalej szło dwoje ludzi i ktoś od nich niższy. Halt lekko skłonił się, jak przystało przy władcy a mała blondyneczka zrobiła to w ślad za nim. Tylko Squall ominęła tę powinność.
  -Koleżanka chciała do nas dołączyć, a z kim jak z kim to z tobą powinna omawiać takie sprawy, co Bestio?- Piratka wysyczała jego stary przydomek. Atlant zignorował dokuczliwość dziewczyny, choć nie miał z nią wiele styczności sprzed czasów Hidden, wiedział że nie było sensu wdawanie się z nią w dyskusje czy sprzeczki, a i z jego upomnienia niewiele by sobie zdobiła.
  -Więc mamy kolejnego straceńca śród nas.- Uśmiechnął się do bląd karzełka.
  -Więc ty tu odpowiadasz za wszystko?
  -Na to wygląda.- Wzruszył ramionami. W tym czasie Squall z niezbyt miłym uśmiechem fascynacji przyglądała się nieznajomym pół duchom obok.
  -Chwila, czyli kim ty jesteś?- Z nad głów wszystkich dobiegł dziewczęcy głosik. Kotka już nie była kotką, teraz na gałęzi siedziała drobna blondynka.
  -Nie pochwalił się?- Sztorm poklepała go po ramieniu.
  -Jakby nie patrzeć on jest tutaj władcą. Choć może lepszym mianem byłby "Szef grupy renegatów".- Odezwał się Halt który jak dotychczas tylko obserwował zbiegowisko.
  -Faktycznie...- Westchnął, poniekąd miał nadzieję że ci nowi jeszcze chwile nie będą świadomi jego roli w ty miejscu, ale mówi się trudno. -Nazywam się Atlant Lakoo, władca Hidden.- Wyszczerzył się w uśmiechu, który choć miły i szczery ukazywał lwie kły, co spowodowało dyskomfort u dziewczyny na drzewie, więc szybko zamknął usta i starał się uśmiechać z zaciśniętymi wargami.

<Kiette? Tenzin? Louise? Halt? Wybaczcie zbiegowisko i trochę bezsęsowne opko, ale muszę was ruszyć żeby mogła wproadzić nowy event  ;)>

piątek, 13 maja 2016

Od Atlanta c.d. Ziio i Hanneona - Podglądacz

Śpiewaczka nie zdążyła nawet nabrać dobrze tchu gdy ktoś już zaczął nową pieśń. Ziio rozpoznała utwór i zanim skończył się pierwszy wers minstrelka dołączyła w śpiewie i grze do melodii.

Na szlaku przeznaczenia trwaj,
A jest nim walka.
Twój miecz nie pozna smaku rdzy,
Zalśni od krwi.
I jeszcze jedno prawo Twe,
To Niespodzianka.
Ktokolwiek się sprzeciwi jej,
Przeznaczony mu miecz.
 

Tej nocy nie zobaczysz gwiazd,
To łuna nad Sorsiną.
Zapłonie i ukarze świat,
Świat, który zginie.
Jak stado czarnych kruków gdzieś,
Pędzą wrogowie.
Uszedłeś ale losy Twe,
Dokonują się w Tobie.

Ty pytasz co zrobiłeś źle,
Wciąż zadajesz pytania.
Oszukać przeznaczenie chcesz,
I spotyka Cię kara.
Twój los już napisany jest,
Twe daremne starania.
Jak kamień co rzucony chce,
Gwiazdą w niebie się znaleźć.


 -Jak przystało na barda.- Squall która to właśnie podsunęła nowy kawałek z uśmiechem przyjrzała się harpii. Ta zadowolona z pochwały skinęła w jej kierunku głową. Wokół ogniska znów zawrzało od rozmów. Praktycznie każdy miał coś do powiedzenia. Rozmówcy co rusz zamieniali się w parach i grupach rozpoczynając nowe tematy. Sam Alt dołączył się do rozmowy miedzy Mild i Lisbeth. Z początku był on nawet lekko zaskoczony rozmownością zamaskowanej dziewczyny. Podejrzewał że to podjęty temat tak ją zaciekawił, czyli temat istot jakie zamieszkują tutejsze rejony.
 -Czyli jak? Tu w górach siedzą wszystkie potwory?- Elfka wychyliła się przez ramię drugiej dziewczyny.
 -Wszystkie? Nie z pewnością nie, ale spora część.- Sprostował Leonis
 -Demon, potwór czy groźne zwierze jak każdy starają się uciekać przed wojskami. No chyba że to padlinożercy jak ghule.- Wytłumaczyła Lis, widać było że zna się na rzeczy i nie umknęło to uwadze chłopaka.
 -A pasmo górskie tu na skraju kontynentu jest idealnym miejscem by się ukryć.
 -Czy to przypadkiem nie spraw nam problemów?
 -Z pewnością trzeba mieć się na baczności, jak jednak obserwuje wszystkich tutaj, to każdy da radę sobie poradzić z ewentualnym niebezpieczeństwem. A jeśli mam być szczery to towarzystwo wilkołaków, strzyg, leszych i całej tej zgraj jest nawet na rękę.
 -Na rękę? Banda jakiś potworów i dziwadeł?!- Mild aż zapiała z zdziwienia.
 -Jakbyśmy sami nie byli dziwadłami.- Trafnie zauwarzyła starsza dziewczyna. Co Lakoo skomentował jedynie cichym uśmiechem, jakby potwierdzał te słowa.
 -A co do potworów to pewnie że są nam pomocne, oczywiście pośrednio. Bo pomyśl tuż za tymi górami trwa wojna Arsmana, a dzięki temu że te tereny są uznawane za siedlisko wszelkiego plugastwa, jak na razie nasz szanowny król nie zbliża się do nas.- Elfka pokiwała głową rozumiejąc już co władca ma na myśli. Atlant rozejrzał się po oświetlanych ogniem postaciach. Jedyną osobą która od początku nie ruszył się z miejsca, praktycznie nie odzywał i tylko siedziała z boku nie wdając się z nikim w dyskusje był oczywiście zamaskowany medyk. Obserwował bacznie otoczenie i towarzystwo. Phester poczuł na sobie wzrok władcy i powoli wskazał palcem na scenę rozgrywającą się zaledwie parę kroków za światłem ognia. Atlant obrócił się w wskazanym kierunku, zaraz za nim zrobili to jego rozmówcy.
 -Ładnie to tak skradać się i podsłuchiwać?- Zza krzaków dobiegł głos Squall, a po chwili coś z głośnym hukiem wyleciało z liści i wylądowało pod nogami wszystkich. Był to drobny, czerwonowłosy chłopak.
 -Patrzcie tylko kogo znalazłam.- Zaraz za żywym pociskiem wyszła sprawczyni małego zamieszania. -Krążył tak już chyba od kilku godzin i nas obserwował.- Oświadczyła oskarżycielsko.
 -Jakbyś sama była święta.- Zaśmiał się Halt. -Zostaw biedaka, już i tak samą swoją obecności niszczysz wszystkim psychikę.
 -Och... nie martw się w porównaniu z tobą mój drogi ja uspakajam ludzki umysł.- Wysłała w jego kierunku jeden z najwredniejszych uśmiechów na jaki było ją stać, choć wyrażały to tylko oczy jako, iż reszta jej twarzy była zakryta, to jednak całkowicie wystarczyło.
 -A wracając do naszego "podglądacza". Jak cię zwą?- Atlant wstał i wyciągnął do niego rękę by pomóc mu wstać. Nieznajomy jeszcze chwilę siedział na ziemi jakby zastanawiał się czy na pewno ma odpowiadać czy może lepiej dać nogę? Rozglądając się wokół doszedł jednak do wniosku że daleko nie ucieknie, więc może lepiej będzie poznać swoich sąsiadów.
 -Hanneon.- Powiedział i wstał bez oferowanej mu pomocy.
 -Chyba mamy kolejnego złośnika.- Malik posłał krótkie spojrzenie kilku innym osobą.
 -Wiesz kolego, samotnik czy nie, złośnik czy nie zapraszamy do ognia.- Zaproszenie Atlanta tak na prawdę nie dotyczył konkretnie by przyszedł do nich tu i teraz, ale by starał się nie odstawać i przekonać do nich.

<Hanneon? Sorki za ścierę, ale chciałam choć trochę napisać :) >

link do całej piosenki

środa, 18 listopada 2015

Od Atlanta c.d. Frelser - Krótka rozmowa

Gambit fuknął po kociemu na dziewczynę, ale nie odezwał się do niej. Wręcz ceremonialnie przeszedł obok niej by dostać się do poszkodowanego. Na co dziewczyna jedynie roześmiała się.
 -Ty pewnie jak zwykle wiesz o czym rozmawia się w porcie prawda?- Atlant przychylił się do piratki, korzystając z okazji, że smok i Gambit byli zajęci czym innym. Squall zmarszczyła brwi, domyślała się jednak czego może chcieć mężczyzna. Przytaknęła powoli i nastawiła uszu, jednak wzrokiem śledziła tamtych dwoje.
 -Muszę wiedzieć co się dzieje na kontynencie. Jestem tutaj już dłuższy czas i ukrywam się przed wojskami. Historyjka o "władowaniu" była wymyślona na miejscu.- Mówił półgłosem, ale zachowywał się swobodnie, jaby rozmowa dotczyła pogody.
 -No proszę? Dezerter boi się armii?- Uśmiechnęła się jadowicie.
 -To miejsce - Hidden, jednak istnieje.- Kontynuował, nawet nie zwracając uwagi na słoa dziewczyny. -Co więcej jeszcze dziś powinna przybyć tutaj kolejna osoba. A może i więcej, prawda jest taka, że czy wtedy skłamałem czy nie Hidden powstaje, a równocześnie od tej chwili jest zagrożone. Arsman czuje się panem świata, też tego skrawka ziemi. Poznałem go na tyle dobrze by wiedzieć, że kiedy dojdą do niego wieści o istnieniu niezależnego państwa na terenie niczyim, wpadnie tutaj i zrówna wszystko z ziemią.- Tłumaczył dalej nieświadomie przybierając poważny ton, w oczach dziewczyny Lew zmienił się z starą Bestię. Nie dała jednak tego po sobie poznać.
 -I na co mnie to mówisz? Jakby obchodziła mnie twoja osoba, czy też twój "kraj" z dwojgiem poddanych.- Wskazała ręką na tamtych dwoje.
 -Kraj? Śmiesznie brzmi, bardziej "grupa buntowników, schowana za górami"- Drgnął w krótkim odruchu śmiechu. -Znam twoją kartotekę i wiem...
 -Gówno wiesz. Wiesz tyle ile pozwoliłam o sobie wiedzieć temu śmiesznemu "wywiadowi" króla. A ty wiesz tylko te bajki i portowe legendy zapisane w tych papierkach. Za dzień lub dwa wypłynę. Zostawię tobie Puszka i Jaszczura i tyle mnie zobaczysz.
 -Nie potrzebujesz przypadkiem bazy wypadowej? Proponuję układ, tutaj będziesz mogła trzymać łupy i chować się. Za jedyne chce tylko informacji ze świata, bo tutaj i ta jestem odcięty, a muszę wiedzieć co i jak gdyby miały zdarzać się tutaj jakieś najazdy.- Piratka znów się zaśmiała z drwiną.
 -Wiesz co? Zaczyna mnie to nawet ciekawić... może faktycznie tutaj zabawię? Nie myśl sobie jednak, że będę twoją usłuszną podwładną. To co chcesz wiedzieć?
 -Nie chcę wam przeszkadzać...- Oboje gwałtownie podnieśli wzrok na stojącego obok Felina. -...ale skończyliśmy i słyszeliśmy co-nieco tej waszej rozmowy. - Frelser również podniósł głowę i spojrzał na Atlanta, który jedynie pokiwał rozbawiony głową.
 -No proszę? Nie wiesz że starszych się nie podsłuchuję?
 -To nie było nic takiego, czego nie mogliby usłyszeć. -Chcieliśmy jedynie zgłosić swoje stanowisko w tej sprawie.- Uśmiechnął się szeroko i podjął pod boki.
 -A konkretnie?- Władca uniósł brew, nie do końca rozumiejąc intencje kotowatego.
 -A konkretnie to moje stanowisko mogłoby być medyczne i inżynierskie.- Zaśmiał się, na co tym samym odpowiedziała reszta grupki.
 ~Więc ja biorę lotnika i łowcę!~ Przekazał pośpiesznie Frelser i zaryczał cicho.
 -Więc tworzysz w Hidden własny wiek feniksa?- Squall zaśmiała się i uniosła kubek z kawo-rumem do toastu. -To niech ta twoja banda nie rozpadnie się z pierwszym najazdem.- Po czym wypiła resztę napoju i zamaszystym ruchem odłożyła kubek na stół, następnie wstała.
 -A ty gdzie? I co z...
 -Nie denerwuj się, jeszcze tutaj wrócę. Na razie jednak pędzi mnie alkohol, a później wybieram się na wycieczkę krajoznawczą. Wieczorem wrócę, albo nawet wcześniej.- Oznajmiła spokojnie, przeskoczyła przez barierkę i odeszła gdzieś między drzewa pogwizdując. Frelser spojrzał na pozostałych dwoje pytająco. Miał nadzieje że wiedzą coś więcej o Sztormie. Tamci jednak tylko wzruszyli ramionami równie zdziwieni.
 -Jestem głodny, jak się postaramy to do zachodu słońca przygotujemy ognisko i wieczerzę.- Atlant klasnął w dłonie i zatarł je z radością.

<??? No wiem trochę któtko, ale czekamy teraz tak naprawdę na resztę grupki :P>

środa, 4 listopada 2015

Od Atlanta c.d. Malika i Frelsera - Mała sprzeczka

Podczas gdy futrzasty towarzysz piratki zaglądał jej do kubka, Atlant uświadomił sobie że nie zna jeszcze imienia felina goszczącego w jego domostwie.
 -Swoją drogą, jakim mianem mogę się do ciebie zwracać?
 -Mali...- Wypalił bez namysł, ale zaraz się zreflektował. -Naczy się Gambit, wolę gdy tak się do mnie zwraca.- Uśmiechnął się niewinnie.
 -Chwila moment... Kiciu, coś ty chciał powiedzieć najpierw? Hm?- Squall zaraz wyłapała błąd chłopaka. Mali...co?- Prowokowała go z łobuzerskim uśmieszkiem. Gambit chciał się jakoś szybko wyłgać, ale uwagę wszystkich przykuł krzyk. Ale nie taki rzeczywisty krzyk, było to wołanie o pomoc słyszalne jedynie w ich głowach. Atlant zerwał się na równe nogi. Alt wyczulił zmysł którego tak dawno nie używał. Czuł zaniepokojenie, zainteresowanie i gotowość swoich gości i coś jeszcze. Strach utraty życia stworzenia gdzieś niedaleko. Zanim jednak zdołał powiedzieć o tym pani kapitan Przeskoczyła ganek i popędziła w kierunku z którego jak się wydawało dochodziło wołanie.
 -Za nią.- Rzucił twardo. Malikowi zdawało się że głos leonisa niejako zmienił się. Zignorował jednak w tym momencie kwestie głosu. Obaj ruszyli w ślad dziewczyny. W tym czasie Squall dodarła już do polany, na której zastała niecodzienny widok. Srebrny smok, wił się w gęstej siatce, a koło niego kręcili się niemali mężczyźni. Błagalnemu spojrzeniu gada zawtórowały słowa w jej głowie: "Proszę pomóż". Głupia nie była, wiedziała jaka to scena jest przed nią odgrywana, smokobójcy niemal mieli swój łup. Piratka naciągnęła kaptur na twarz i doskoczyła do herszta bandy zamachującego się na gada pokaźnych rozmiarów toporem. Kopnęła go w brzuch, na tyle mocno że wypuścił z dłoni broń i upadł na ziemie przewracając fikołka.
 -Panowie... Ładnie to tak na cudzą zdobycz czatować?- Demonstracyjnie kładąc stopę na cielsku smoka i uśmiechnęła się diabolicznie, prezentując ostre kły. Pobliźniony wojownik splunął i wstał, a jego towarzysze otoczyli kobietę.
 -Panieneczko, młode damy siedzą przy krośnie w chacie. A nie po lasach kłopotów szukają.- Jego głos był mocno zachrypnięty i głęboki. W miarę jak się przybliżali, krąg wokoło niej również się zacieśniał. Żaden z nich jeszcze nie rozpoznał kobiety, ani niebezpieczeństwa jakim ona była. Nawet ostrzegawczy grymas nieokiełznanej radości zakrywał szeroki kaptur.
 -Stać!.- Zdecydowany i twardy ton Atlanta sprawił że smoczy łowcy zatrzymali się i obrócili na nowego przybyłego. W oczy Malika rzucił się widok rannego stworzenia skrępowanego łańcuchami. Felin nie bacząc na resztę zajął się na chwilę obecną przynajmniej tamowaniem krwotoku i względnym opatrunkiem. Tyle o ile pozwalała na to siatka.
 -Ktoś ty?- Zawołał dowódca arogancko. Teraz cała uwaga skupiła się na Bestii.
 -To ja powinienem o to zapytać. Co robicie na moich ziemiach? I jak śmiecie polować tutaj?- Teraz jego postać faktycznie pokazywała surowego i bezwzględnego dowódcę. Nawet Squall zwróciła na niego uwagę i zwątpiła czy nie ma przed sobą starą Bestie.
 -Dogadajmy się. Myśmy zwykli łowcy, zabieramy zwierza i więcej nas już nie zobaczysz.- Mężczyzna próbował być cwany, jednak Alt, nie miał ochoty oddawać im smoka.
 -Smok zostaje, ale wy macie odejść.- Był nie ugięty, a wyprostowana sylwetka i chłodne spojrzenie nie pozwalało nawet myśleć że zmieni zdanie.
 -O nie... Nie po to targaliśmy się za tym potworem by teraz okiwał, nas tutejszy "Król"- Łowca wypowiedział te słowa w najbardziej obraźliwy i ohydny sposób jaki mógł. -Chłopcy brać chama i dziewkę!- Zakomenderował swoim podwładnym którzy ryknęli głośno. Atlant dobył miecza, a  na ustach Squall, widząc to "przyzwolenie" na walkę, ponownie rozkwitł zbójecki uśmieszek. Ostrza tych dwojga zabłysły w powietrzu i dwoje padło. Pozostała trójka wraz z przywódcą wcale nie miała zamiaru odpuszczać, wręcz przeciwnie ich zapał do walki stał się jeszcze zagorzalszy. Podczas gdy kapitan i Lew zajęci byli walką, herszt podkradł się by ponownie spróbować zabić smoka. Malik zajęty w tym czasie ranami nie zauważył zagrożenia. Dopiero ryk gada obudził wszystkich i to Atlant zdołał w porę zareagować i wdać się w walkę. Ciężki topór znacznie spowalniał przeciwnika. Jednak jego ciosy były tak silne że chłopakowi dzwoniły zęby. Cudem sparował cios na jego tors, jednak odbił ostrze i z nabranym impetem wykonał półobrót, następnie ciął od obojczyka aż po biodro. Smokobójca zachłysnął się krwią, charknął coś i upadł na kolana. W tym czasie dziewczynie został dwoje przeciwników.
 -Squall!- Atlant zawołał kobietę i oboje pożałowali. Bo odwróciła się, a przeciwnicy wykorzystując chwilę rozkojarzenia wymierzyli cios. Piratka cudem uniknęła rozbicia głowy. Jedynie Kaptur odsłonił jej twarz. Zwierzęce oczy błysnęły w słońcu, a do łowców dopiero teraz dotarło z kim mieli do czynienia. Było jednak dla nich za późno. Szelmowski uśmieszek wykrzywił jej usta i na chwilę później obaj padli martwi spod jej szabli. Atlant widząc tylko że dziewczyna jest cała podszedł do smoka.
 -Co z nim?- Zapytał felina, zajętego cały ten czas pilnowaniem by smok trzymał się przy życiu.
 -Nie widać hektolitrów krwi?! Łatwiej by mi było bez tej stalowej siatki.- Wskazał na wiążący problem. Chłopak z pomocą piratki w miarę sprawnie pozbyli się łańcuchów i odrzucili je w bok. Smok rozprostował skrzydła zapewniając dla okolicznych drzew nowy, czerwony wzorek w kropki.
 -Hej, hej, hej! Kolego połóż ty się na glebie!- Zawołała Squall wycierając krew.
 ~Przepraszam...~ Wszyscy usłyszeli ponownie głos w gada w swoich głowach.
 -I nie ruszaj się proszę, jeśli dasz się opatrzyć wyzdrowiejesz w kilka dni.- Kotowaty zerwał kolejny pas ubrania i ścisnął przy skrzydle.
 -Możesz być już spokojny. Tylko jak tutaj trafiłeś? I kim jesteś?- Zapytał Alt.

Malik? Frelser? Cza zrobić coś z trupami... I czekamy na dołączenie reszty grupki do nas :D

środa, 13 maja 2015

You think you know me. You think I care. You should spend some time with the person in the mirror.


Imię: Atlant
Nazwisko: Lakoo
Przydomek: Niegdyś zwany Bestią, bądź Lwem, teraz wystarczy mu zwykłe Alt
Rasa: Należy do starej i dzikiej rasy Leonisów
Wiek: 57, ale czas dla tej rasy jest łaskawy (fizycznie ok. 25)
Płeć: Mężczyzna
Stanowisko: Władca i wojownik
Aparycja: Prócz blizny na policzku, ma ich jeszcze wiele na całym ciele, ta najokrutniejsza z wojennych pamiątek znajduje się na plecach i nie często się nią chwali. Wysoki i dobrze zbudowany, nie zawsze chodzi pół-nago. Z reguły wdziewa skromny i niezwracający uwagi strój. Niemal zawsze są widoczne jego zwierzęce atrybuty takie jak rogi, uszy i lwi ogon, prócz tego gdy się uśmiechnie ukazuje rząd ostrych kłów.
Zdolności: Jest niemal zwierzęciem, więc ma wyostrzone zmysły, a w szczególności węch i słuch. Dodatkowo jego organizm ma większą wydolność niż przeciętna. Jest dobrym wojownikiem, choć lepszym taktykiem i dyplomatą (jak i oszustem). Wielokrotnie podczas wojny wykazał się swoimi umiejętnościami, sprytem, mądrością i inteligencją. Nie często obchodzi się z magią, raczej jej unika, bo woli walkę konwencjonalną, choć zna kilka "sztuczek" charakterystycznych dla jego gatunku. Jeśli podda się medytacji jest zdolny opuścić własne ciało, ale niechętnie to robi. Wyczuwa też emocje otaczających go istot, jednak stępił w sobie ten dodatkowy zmysł. Przy odpowiednich warunkach może wskrzesić ogień za pomocą samych dłoni, a także nim ziać na małe odległości (ale tylko gdy ma płomień w dłoniach).
Zainteresowania: Uwielbia włóczyć się tu i ówdzie, obserwując normalne życie. Jest rasą pierwotnie dziką, więc długie spacery po głuszy to dla niego coś wspaniałego.
Charakter: Atlant jest miłym oraz dobrodusznym chłopakiem, nieraz mimo swojej pozycji zachowuje się jak dziecko, to też trzeba go od czasu do czasu przywołać do porządku. Stanowczo za często zachowuje się jak niedojrzały smarkacz, włócząc się nie wiadomo gdzie i wtykając nos tam gdzie nie trzeba. Jest niezwykle odważny i zmyślny. Potrafi również pokazać się od innej strony, pokazuje się światu jako surowy i sprawiedliwy władca, nieustępliwy i stanowczy. Nigdy nie zdradzi, nie wyda towarzyszy i nie okłamie (a przynajmniej teraz). Gdy pokazuje tę chłodną dla świata twarz dowódcy nie okazuje żadnych uczuć, jego twarz pozostaje kamienna i nic nie jest w stanie go poruszyć. Te dwie osobowości to jego prawdziwe "ja", ale nie zawsze tak było. Gdy jeszcze dowodził wojskami Amirsa a później Arsmana był niczym ten poważny i kamienny on, ale bardziej okrutny. Ludzie się go obawiali, dlatego szybko zyskał przydomek "Bestia" nie tylko ze względu na wygląd i pochodzenie, ale również na jego mroczny styl bycia.
Historia: Przyszedł na świat głęboko w puszczy, która teraz już nie istnieje. Wychowywał się jako Leonis, w stadzie z swoimi pobratymcami, tak naprawdę byli dzikimi zwierzętami, choć humanoidalnymi. Uczył się jak polować i używać tej cząstki magi. Żyli spokojnie, nieświadomi trwającej wojny, niczym wilki. Do czasu... Toczące z sobą boje państwa jako miejsce bitwy obrały ich las. Walczący ludzie i inni uznali ich za dzikie zwierzęta i wybili przy okazji walk z sobą, a las spalono. Jeszcze młody, niespełna 13 letni Atlant próbował bronić siebie i swoje stado. Złapano go jednak, wsadzono do klatki i sprzedano na targu jako kolejny okaz dziwadła. Dzięki wojnie, czarny rynek rozrósł się niesamowicie, nikt jednak nie był skłonny kupić małego, dzikiego chłopca. Długi czas siedział w klatce, nie rozumiejąc co się dzieje i nie znając mowy a tym bardziej pisma. Ktoś jednak zainteresował się tym dziwnym zwierzęciem i kupił. Był to ówczesny dowódca wojsk Amirsa - Banhud. Mężczyzna "oswoił" go, nadał imię, nauczył mówić, czytać, walczyć i sztuki wojennej. Dorastając pod skrzydłami tak wielkiego wojownika po śmierci swojego opiekuna zajął jego miejsce, które piastował wiele lat. Na polu walki był bezwzględny i okrutny, a jego oddziały niemal zawsze wygrywały. Czuł pewnego rodzaju satysfakcję z otaczającego go zapachu śmierci. Właśnie wtedy przyległy doń przydomki "Bestia" i "Lew. Z czasem jednak zaczynał dostrzegać coraz gorsze rzeczy i czół się "wypalony". To co niegdyś było jego jedynym życiem, teraz go wyniszczało, coraz mniej chętnie podejmował się walki. Wiedział jednak, że teraz nie może zdradzić, kto wstąpił do armii, nie może jej opuścić. Dlatego ukrywał to za kamienną maską, bez emocji. Niestety mimo wszystko powoli zauważano jego zmianę i zaczęto się mu przyglądać. Podpisał on jednak swój wyrok w momencie gdy po kryjomu wyniósł dwoje małych dzieci poza mury atakowanego miasta. Dowódca innego oddziału - Sorin przyłapał go na tym, jego ludzie pochwycili go i na jego oczach zabił dzieci, a na niego samego wydano na miejscu wyrok śmierci za zdradę stanu i dezercję. Próbował się bronić, ale nie miał szans z całym oddziałem. Armia odeszła pozostawiając go, pewni że jest martwy. I zapewne zginąłby gdyby nie zajęli się nim ocalali po bitwie mieszkańcy wioski. Od tego momentu stał się banitą i nie mógł wrócić, a innego życia nie pamiętał. Długo rany na jego ciele i duszy nie mogły się zagoić, a blizny pozostały. Gdy wyzdrowiał, postanowił zostawić swoich wybawców by nie narażać ich i udał się na samotną tułaczkę. W tym czasie znów obudził w sobie zwierzę z młodości. Po kilku latach trafił w tutejsze rejony gdzie postanowił w pełni wrócić do swojej natury i założyć "stado".
Partner: Może...
Rodzina: Kiedyś miał swoje stado, później opiekuna, a teraz znów chcę wrócić do tego co na początku.
Szczegóły: -Cały czas biją się w nim dwie osobowości - zwierzęcia i wojskowego.
-Nie cierpi wody, ale oczywiście się myje.
-Nie lubi jeździć na jakichkolwiek zwierzętach.
Autor:  Ursa