Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ziio. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ziio. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 2 czerwca 2016

Od Ziio cd Malika - Strażnice

        - Nie da się ukryć - odparł z uśmiechem Leonis sącząc kawę.
  Malik przeciągnął się zadowolony. Ziio dalej nie umiała pojąć jak zwykły człowiek może się uzależnić od kawy. Co w tym takiego jest, że nawet felin nie wytrzymuje dnia bez jednego kubka? Harpia powstrzymała się jednak od pytań. Byłoby to dość głupie pytać o takie rzeczy. Kyrze już zdarzało się zapytać o rzecz dla innych wręcz oczywistą, dając raczej nienajlepsze wrażenie o sobie. Może lepiej nie wywoływać kota z lasu...
  - Gdzie reszta? - zapytał nagle Atlant z ciekawości zerkając na polanę.
  - Frel chyba wrócił do tarzania się w trawie, elfi dzieciak Pogromca Ogonów gdzieś zniknął w lesie... - Gambit zastanowił się chwilę. - A resztę gdzieś chyba poniosło. Halta i Squall nie było tu od rana...powinniśmy się tym martwić?
  - W wypadku Squall chyba należy martwić się o wszystko, tak ,,na zaś” - odparł Alt.
  - Przyjemna dziewczyna - wtrąciła swoje Ziio, jakby do siebie. - Wesoła, obeznana w pieśniach...
  - Jak to pirat - zauważył z przekąsem felin.
  - Spędziłam sporo czasu z piratami. To, czym się normalnie zajmują, nie zalicza ich od razu do plag.
  - Zdecydowanie za krótko znasz Squall - kot parsknął śmiechem.
  Harpia prychnęła wracając do strojenia lutni.
  - Właśnie, o czymś zapomniałam - odezwała się po chwili. - Idąc w tym kierunku znalazłam niezłe pobojowisko...to wasza sprawka?
  - Tiaaa... - mruknął władca. - Tam właśnie znaleźliśmy Frelsera. Biedaka gonili łowcy smoków.
  - I zapędzili się aż za granice Hidden? - Ziio uniosła pytająco brew.
  - Widzisz, jeszcze nie mamy zbyt dobrze wytyczonych granic - Atlant zastanowił się chwilę. - Chyba trzeba coś z tym zrobić...
  - Może strażnice? - zaproponowała minstrelka. - Wiesz, takie platformy na drzewach. Zwiadowcy mogli by biegać od jednej do drugiej i wypatrywać intruzów.
  - Jakich intruzów? - wtrącił się kot. - Bez obrazy, ale mieszkamy na konkretnym zadupiu, w środku niczyjego lasu, blisko gór rzekomo obsianych różnymi nieprzyjemnymi ,,żyjątkami”. Kto by się tu zapuszczał?
  - Smokobójcy? - harpia przekrzywiła łeb kpiąco. - Inne typy polujące na nam podobnych?
  - Ziio ma rację - powiedział Atlant w namyśle, a Kyra wyszczerzyła się do Malika tryumfalnie. - Jakby nie było, kraj ciągle żyje minioną wojną. Ranek może i być spokojny, ale chole*a wie, czy już wieczorem ktoś nie będzie chciał nas stąd wykurzyć.
  - Nikt jeszcze o nas nie wie - Selethen dopił kawę.
  - Ale w końcu się dowiedzą - śpiewaczka odłożyła instrument. - Z tego co pamiętam jak na razie krążą o nas tylko plotki, ale z doświadczenia wiem, że plotka zdecydowanie mocniej popycha ludzi do działania niż pewna informacja. Jeśli jakiś chłop wie, że w lesie grasuje leszy, bo za dowód ma zagryzione owce i kilku przerażonych świadków, to będzie się trzymał z dala od jego terytoriów. Jednak jeśli tylko usłyszy to od jakiegoś przypadkowego podróżnego, który słyszał to od jeszcze innego włóczęgi, z ciekawości sam pójdzie sprawdzić. Nawet ja trafiłam w te okolice, bo co nieco podsłuchałam w karczmach. I daję głowę, że nie jestem ostatnia.
  Zapadła pełna zamyślenia cisza. Atlant wpatrywał się niewidząco w jakiś punkt na blacie stolika, a Malik z utęsknieniem świdrował wzrokiem dno swojego kubka, jakby licząc, że zaraz wypłynie z niego więcej czarnego naparu.
  - Malik, znasz się co nieco na majsterkowaniu? - powiedział nagle leonis. Kot drgnął słysząc swoje imię i spojrzał w jego stronę.
  - No...tak - wzruszył ramionami. - A w czym rzecz?
  - Chyba nie masz teraz nic ciekawego do roboty, prawda? - Alt uśmiechnął się lekko. - Idź z Ziio i zajmijcie się oznaczaniem miejsc na strażnice.
  Tym razem to harpia drgnęła.
  - A ja dlaczego mam się za nim wlec? - zapytała.
  - To w końcu twój pomysł.
  Gambit spiorunował ją wzrokiem. Dziewczyna tylko uśmiechnęła się niewinnie i wzruszyła ramionami. Felin w końcu westchnął i wstał z miejsca, a harpia ruszyła za nim przekładając przez głowę rzemień lutni.

Malik? Chyba cię wrobiłam :P Wybacz długość, pomysłów brakło *^*

poniedziałek, 7 marca 2016

Od Ziio cd Halta - Pierwsze wrażenie

        Zapadła niezręczna cisza. Ziio stała jak wryta nie za bardzo wiedząc co zrobić. Wszyscy wokół ogniska patrzyli na nią z ciekawością. Jedynie Halt wydawał się w owej scence żywy - jak gdyby nigdy nic wrócił na swoje miejsce. Harpia uniosła dłoń w geście przywitania i uśmiechnęła się nerwowo.
- No proszę, wystarczy naszego łucznika do lasu puścić i od razu coś przywlezie - rzuciła żartobliwie kobieta w kapturze. Po morderczym spojrzeniu Halta widać było, że miłymi uczuciami to oni się raczej nie darzą.
- Witamy w Hidden! - ktoś podniósł się z miejsca: rogaty młodzieniec o przyjaznym uśmiechu. - Trochę już nas tu jest, ale dobrego towarzystwa nigdy za wiele...
- Zwłaszcza minstrela - rzucił humanoidalny kot z kapturem kiwając głową w stronę wystającego ponad ramieniem Ziio gryfu lutni.
- Muzyka?! - ożywiła się ta sama dziewczyna co wcześniej. - Trzeba było tak od razu! - wstała, podeszła do harpii i bezpardonowo zaciągnęła ją na wolne miejsce.
Kyra spodziewała się po wspomnianej przez łucznika ,,gromadce” grupy uciekinierów składającej się głównie z chorych, rannych i starych lub zbyt młodych. Takiego typu uchodźców nie widziała jeszcze nigdy. W krótkim czasie starała się rozpoznać rasę każdej z obecnych osób: ludzie, elfy, felin, leonis, nawet smok i dwójkę w maskach, którzy przynajmniej z sylwetki przypominali człowieka. Zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć, dziewczyna posadziła ją na pniaku w centrum zainteresowania reszty.
- Squall, może daj jej odetchnąć co? - rzucił kotowaty. - Nawet się z imion nie znamy.
- Pardon - leonis uśmiechnął się przepraszająco. Ziio już domyśliła się, że pełni tu funkcję władcy. - Atlant Lakoo - mężczyzna skłonił się lekko. - A pani nazwisko...?
- Neomë'thakkí - Kyra odkłoniła się. - Wśród ludzi znana jako Kyra.
- Wśród ludzi? - zainteresowała się kobieta z czerwoną bandaną. - Czyżby w tych czasach harpie blisko ludzkich siedzib nie wzbudzały już żadnych podejrzeń?
- Muzyka potrafi niejednego cudu dokonać - Ziio uśmiechnęła się tajemniczo.
- No to przejdźmy do prezentacji! - upierała się dziewczyna nazwana wcześniej Squall.
Felin ponownie zgromił ją wzrokiem, ale minstrelka machnęła ręką pojednawczo.
- Nic się nie stało - wyjaśniła. - Poza tym takiego pierwszego wrażenie nie będę już miała okazji zrobić.
Zdjęła lutnię z pleców i usadowiła na kolanie. Wszyscy wokół nagle ucichli. Mała elfka - przez wiek zapewne najśmielsza - przysunęła się bliżej, a biały smok nachylił łeb nad grupką. Harpia odchrząknęła, namyśliła się, po czym zagrała pierwsze akordy...
        Zdecydowała się na krótszy utwór, nie posiadający zbyt przytłaczającego nastroju, ale również nie całkowicie wesoły. Takie medium między wydarzeniami wojny, a nadzieją na lepsze jutro. Robiła tak już nie pierwszy raz, gdyż i nie pierwszy raz przychodziło jej się w taki sposób ,,przedstawiać”. Zawsze wolała się upewnić, że ludzie zapamiętają ją w ten właściwy sposób.

Ktoś? Weny brakło :< Może reszta ma ciekawsze pomysły ;P

czwartek, 11 lutego 2016

Od Ziio - Wielkie wyjście

- Bis! Bis! - rozległy się wesołe wołania.
Ziio uśmiechnęła się promiennie. Tak fantastycznej publiczności nie miała od kilku lat. Stuletnia wojna może się skończyła, pozostawiła jednak w Sorsinie głęboką, niezabliźnioną jeszcze szramę. Podczas gdy żołnierze mogli sobie pozwalać na wszystko co chcieli, ludność dalej żyła w przestrachu, że ich dom spłonie następnej nocy. Co za tym idzie, do obcych odnosili się niemal z wrogością. A gdy jakiś przyjezdny jest na dodatek potworem?
Cóż, naszej harpii w żadnym wypadku potworem nazwać się nie da. Ani to z wyglądu (bo przecież mimo piór, skrzydeł i ptasich łap jest całkiem ładną osobą), a tym bardziej z jej charakteru. Jednak ,,nieludzie”, jak się tego wieczoru przekonała, dalej w wielu zakamarkach kraju robią niemałą sensację. Całe szczęście ludzie wymęczeni stanem powojennym gdy usłyszeli, że dziewczyna jest minstrelem, pozwolili jej zostać na jeden utwór. Wesoła piosenka zrobiła swoje - zaciekawiła, zasiała ziarenko błogości. A gdy harpia rzekła z teatralnym westchnieniem, że zrobiła swoje i czas jej iść, widownia aż zbyt wylewnie zaprotestowała prosząc o jeszcze jeden występ. Ziio szybko więc wróciła na swoje miejsce i śpiewała dalej.
Tak oto docieramy do chwili obecnej. Kyra siedząc na belce pod stropem tuż pod szklanym świetlikiem stroiła lutnię, a na dole wyczekująco patrzyli na nią uśmiechnięci ludzie.
- Cóż jeszcze mogę zaśpiewać? - zawołała z udawanym oburzeniem. - Cały repertuar mi zużyjecie!
- Nie daj się prosić! - odparł raźnie jeden z siedzących pod ścianą weteranów wojskowych.
- Właśnie! - poparli go naraz wszyscy.
Harpia skrzywiła się teatralnie. Po chwili jednak na powrót się uśmiechnęła.
- Niech wam będzie! Jak się bawić, to do rana! - zakrzyknęła i cała karczma zatrzęsła się od popierających ten pomysł okrzyków.
Zarzuciła nogę na nogę, oparła na udzie lutnię i zamyśliła się chwilę. Niewiele kłamała z tym repertuarem - gdy przybyła do zajazdu dopiero zaczynało zmierzchać, a obecnie już chyba zbliżała się północ. Noc była młoda, a jej kończyły się piosenki. Po jakiejś minucie podjęła w końcu spokojną, rytmiczną, aczkolwiek nieco nostalgiczną melodię na niskich tonach. Wieśniacy zamilkli wsłuchani w skupieniu, wpatrzeni w drgające struny i zręczne palce dziewczyny. Melodia ciągnęła się dobre dwie minuty, zanim Ziio zaczęła śpiewać:

Nie, już nie pamiętam
Co zniosło tu nas.
Czy był to wiatr psotny?
Czy płynący czas?

Cóż znowu chce patrzeć
Na łzy tych rozstań?
Co znów chce nas zmusić
Do ckliwych wyznań?

Nie, już nie chcę wiedzieć
Co...

W tym momencie trzasnęły głośno drzwi, wytrącając zupełnie Kyrę z rytmu. Już miała rzucić jakąś kąśliwą uwagę w stronę gbura, który jej tak chamsko przerywa, ale powstrzymała się w ostatniej chwili. Do karczmy wparowało pięciu strażników miejskich. Zamarła. Nie miała pojęcia jak tutejsza władza odnosi się w temacie nieludzi i ich obecności w miejscach publicznych. Po minie komendanta wyczytała jedynie, że czekają ją kłopoty.
- Nie ruszać się! - zakomenderował mędrkowatym tonem.
- Ależ ja się wcale nie ruszam, panie władzo - powiedziała spokojnie Ziio.
Strażnik podniósł głowę do góry. Najwyraźniej nie zauważył jej już w wejściu.
- O co chodzi? - zapytała harpia, gdy milczenie przeciągnęło się niezręcznie dla najwyraźniej początkującego dowódcy.
- Jest pani aresztowana! - zaczął przypominając sobie swoją rolę.
- Ale za co? - szczerze zdziwiła się Kyra. Niby znała już odpowiedź, ale niemniej dalej zaskoczyła ją. Do tej pory jeszcze nie spotkała się z takim przejawem braku tolerancji wobec rasy.
- Za zakłócanie spokoju!
- Proszę pana - wtrącił się cierpliwie starszy oberżysta, kładąc mężczyźnie dłoń na ramieniu. - Panna Ziio jest minstrelem. Z tego co pamiętam żyją oni właśnie z zakłócania ciszy nocnej.
- Co przepra...? Nie! Nie o ciszę nocną tu chodzi mości gospodarzu - strażnik potrząsnął głową.
- To o co? - przerwała mu lekko już zirytowana harpia.
Człowiek popatrzył na nią jakby go właśnie śmiertelnie obraziła.
- No słucham - wzruszyła ramionami. - Jeśli się mnie ktoś boi, to może opuścić lokal. Nikogo tu przymusem nie trzymam. Aczkolwiek nie widzę żadnego powodu do strachu.
- Słuchaj no, ty...
- Harpio?
- ...potworze! Masz się zaraz wynieść z tego miasta, bo inaczej...
Ziio zeskoczyła z belki, lądując tuż przed chuderlawym mężczyzną, który wzdrygnął się i odskoczył. Przewiesiła swój instrument na plecach za umocowany do gryfu pasek i wyprostowała się dumnie, zaplatając ręce na piersi.
- Bo inaczej co? - powtórzyła pytająco.
- Ha! Grozisz mi! - komendant jakby zadowolony sięgnął ku rękojeści miecza.
- Co przepraszam? - harpia zamrugała kilka razy.
- Nikt nie będzie groził przedstawicielowi prawa!
Wyszarpnął - dość nieumiejętnie - miecz i skierował go w stronę Kyry. Dziewczyna cofnęła się przed ostrzem. Wielu wieśniaków widząc, że szykuje się burda, ruszyło w stronę drzwi. Harpia obejrzała się na boki szukając jakiejś drogi ucieczki. Nie miała zamiaru się z nikim pojedynkować. Gdyby teraz choćby drasnęła komendanta lub któregoś z jego ludzi, niewątpliwie przyznałaby w ten sposób rację nazwaniu jej ,,potworem”, nawet jeśli by się jedynie broniła. Podłapała spojrzenie gospodarza karczmy. Mężczyzna stał przy umocowanym na ścianie kołowrotku z dźwignią i owiniętą wokół liną. Kiwnął głową w górę. Dziewczyna podążyła za idącą po stropie liną...sięgała do świetlika. Natychmiast zrozumiała o co chodzi i skinęła głową z podziękowaniem. Starszy mężczyzna uśmiechnął się i zakręcił dźwignią. Klapa w świetliku uchyliła się ze skrzypnięciem. Strażnicy spojrzeli w górę odruchowo. Harpia wykorzystała moment nieuwagi. Odbiła się od ziemi i pomagając machnięciem skrzydeł wylądowała z powrotem na belce stropowej. Posłała strażnikom ironicznego buziaka, po czym wzbiła się w powietrze i wyleciała przez świetlik.

sobota, 6 lutego 2016

Niech wojenne zniszczenie posągi obali, Niech gmach zrównają z ziemią batalie najkrwawsze - Miecz Marsa nie tknie ani pożar nie osmali Słów, w których żyjesz, w których żyć będziesz już zawsze


Imię: Ziio. Nie jest to jej pełne imię. Prawdziwe, Kaniehtí:io, trudno jest wymówić i dziewczyna woli, by zwracali się do niej zdrobnieniem niż kaleczyli język przodków.
Nazwisko: Pochodzi z rodu Neomë'thakkí - ,,Bladoskrzydłych"
Przydomek: Siostry nazywały ją Kyra (słowo znaczące tyle co ,,pisklę"), a wśród ludzi zyskała pseudonim artystyczny Breeze
Rasa: Harpia...wiem, nie przypomina pomarszczonej staruchy. Efekt diety pozbawionej ludzkiego mięsa.
Wiek: 74 lata, czyli jak na harpię jest jeszcze młoda (chociaż jej rówieśniczki już narzekają na wory pod oczami i tzw. ,,kurze łapki")
Płeć: Kobieta, choć niektórzy się kłócą i wolą nazywać ją samicą. Jak zwał tak zwał, nie obrazi się o nic.
Stanowisko: Artysta, Lotnik
Aparycja: Ziio, o ile wśród swoich jest raczej niska, między ludźmi wydaje się średniego wzrostu, może nieco powyżej normy, ale to przez pierzasty czub. Ma proporcjonalną sylwetkę, mówiąc współcześnie jest kobietą z ,,krągłościami”. Nie jest chuda, ani znowu gruba...po prostu w pewnym sensie idealna, a przynajmniej sama się ze swoim ciałem dobrze czuje (i chyba o to chodzi). Barki ma jedynie nieco szersze - efekt wielu lat lotów. Ma twarz o delikatnych rysach, choć nasada jej nosa jest nieco wypukła. Ciemnobrązowe oczy podkreśla makijażem. Białe zęby dopiero po bliższym zerknięciu okazują się posiadać dwie pary nieco dłuższych kłów, jak u drapieżnego zwierzęcia. Nie ma włosów, w ogóle. Nawet jej brwi to cieniutkie, drobne piórka. Głowę porastają jej większe, śnieżnobiałe, układające się w czub z tyłu głowy. Kark, dekolt i ramiona pokryte są identycznymi. Jedyną wolną od piór powierzchnią (poza twarzą) są ręce dziewczyny, z których tylko gdzieniegdzie wystaje biały pierz. Są one zrośnięte aż po nadgarstek z rozłożystymi, brązowymi skrzydłami. Kyra posiada jednak zwykłe dłonie, z paznokciami co prawda nieco dłuższymi niż u zwykłych, ludzkich kobiet. Tułów i uda pokrywają pióra brązowe, zdecydownie krótsze niż te na głowie i karku. Nogi dziewczyny przypominają orle, tylko że kształtem przypominające ludzkie (i zginające się jak u człowieka). Zamiast stóp posiada ptasie, szponiaste łapy z trzema palcami skierowanymi do przodu i jednym zupełnie przeciwstawnym. Ma też ogon z białych, długich lotek. Ziio nie nosi ubrań, bo nie ma takiej potrzeby - pióra już same w sobie spełniają funkcję okrycia. Bardzo o nie dba. Jedyne elementy ubioru jakie posiada to ozdobny pasek i para długich kolczyków, wszystkie wykonane ze złota i wysadzane klejnotami.
Zdolności: Cóż, przede wszystkim będzie to umiejętność latania - ma skrzydła, to z nich korzysta i to, trzeba przyznać, niezwykle umiejętnie. Nie jest może mistrzynią akrobacji, tak jak ptaki czy smoki, ale nie narzeka. Nie zwykła posługiwać się żadnym orężem. W końcu natura (bądź jakieś złośliwe bóstwo z zaburzeniami psychicznymi) stworzyła harpie już same w sobie jako mordercze potwory. Gdyby jeszcze nauczyć je posługiwać się bronią...oj, lepiej nawet o tym nie myśleć. Więc mimo iż Ziio nie wyhowywała się całe życie wśród sióstr pozostały w niej zabójcze instynkty. Jako broń wykorzystuje więc szpony i kły, chociaż te drugie raczej rzadziej. Co do tych mniej destrukcyjnych zdolności, dziewczyna potrafi pięknie grać na lutni oraz śpiewać. Ma dźwięczny, niemal uwodzicielski głos. Całkiem dobrze rysuje, ale za farby raczej się nie bierze. Niejeden raz przez przypadek przejechała po płótnie skrzydłem niszcząc sobie pióra i obraz.
Zainteresowania: Kyra przede wszystkim uwielbia sztukę i wszelkie jej odłamy. Uwielbia teatr, poezję i śpiew. Sama rymów poskładać niestety zbytnio nie potrafi, dlatego zostaje przy spamiętywaniu piosenek oraz wierszy. A pamięć do tego ma diabelnie dobrą. Gdy nie ma nic do roboty lubi wyłożyć się na odpowiednio wytrzymałej gałęzi lub - rzadziej - na trawie, patrzeć w chmury i nucić. Gdy ma węgiel i papier bierze się za rysunek także przy tym podśpiewując.
Charakter: Harpia jest pod względem charakteru zdecydowanym ewenementem wśród swoich. Przede wszystkim nie ma wstrętu do innych gatunków ani nie uważa się za lepszą przez swoje pochodzenie. Owszem, jest wyjątkowo dumną i niezależną osobą. Widać to w jej wyprostowanej postawie, dobieranych z pewnością siebie słów i podejmowanych w szybkiej decyzji działań. Nigdy jednak nie obraziłaby kogoś na tle rasowym z tego powodu, a niestety większość jej gatunku widzi w tym powód do najmniejszej zaczepki. Co za tym idzie, Kyra należy do osób wyjątkowo tolerancyjnych. Nie czepia się cudzego zdania ani nie krytykuje poglądów czy religii. Szczerze, to takie tematy ją po prostu nie interesują. Widzi w nich jedynie powód do kłótni. Co do wierzeń nie ma nic, głównie przez wzgląd wpływu wszelakich bogów na rozwój kultury, czyli tak kochanej przez nią sztuki i muzyki. Jest osobą wyjątkowo wesołą. Często się uśmiecha błyszcząc kłami (co czasami bywa obrane na opak) i śmieje. Twierdzi, że jeśli przyjdzie jej ujrzeć koniec świata, powinna go przyjąć z uśmiechem na ustach. Jeśli chodzi o rozmowę z nią, to jest osobą wyjątkowo towarzyską i chętnie do kogoś gębę otworzy. Przez większość życia mało kto zaczynał z nią rozmowę (przeważnie to ona musiała zaczepiać), więc obecnie każdą próbą nawiązania z nią kontaktu niezwykle ceni. Lubi wiedzieć, że może na kimś polegać. Doświadczenie nauczyło ją jednak nieufności i z miejsca kogoś przyjacielem nie nazwie. Wrogiem też - na to trzeba sobie specjalnie zasłużyć. Bywa denerwująca oraz złośliwa, ale w złej wierze tego nie robi. Chociaż trzeba przyznać, denerwowanie ludzi, za którymi nie przepada sprawia jej niemałą satysfakcję. Jest zdecydowanie mądrzejsza niż się może wydawać. Nienawidzi osób oceniających wszystko po okładce. Ziio wydaje się pozbawiona wstydu. Nigdy nie zobaczysz by się zarumieniła czy zachichotała nerwowo. Lubi za to sprawiać, by inni się tak zachowywali. Wyjątkowo ją to bawi, zwłaszcza u mężczyzn.
Historia: Kaniehtí:io mieszkała wśród swoich sióstr na wyspie daleko od Sorsiny. Urodziła się w pierwszej połowie wojny stuletniej. Nawet nie miała o tym pojęcia, podobnie jak jej siostry, które od wiekw nie opuszczały wyspy. Wylatywały stąd jedynie na żer. Nic dziwnego. Kyra pochodziła z III rzędu tak zwanych harpii wspaniałych. Jak się można po nazwie domyślić jej rodzina była wyjątkowo chełpliwa i zbyt dumna na ,,bratanie się” z innymi gatunkami. Na dodatek ród Neomë'thakkí był wyjątkowo szanowany, co jedynie podnosiło ego matrony, czyli harpii przewodzącej odłamem rzędu. Kyra zawsze się wyróżniała. Nie tylko z twarzy (jej gładki nosek stanowił powód do śmiechu, bo co to za harpia bez orlego nosa?), ale i charakteru. Była wyjątkowo ciekawska. Niejeden raz jeszcze zanim jej skrzydła były w pełni rozwinięte wyłaziła na najwyższe drzewa by patrzeć na nie tak odleły z te perspektywy kontynent. W nocy często skąpany był w czerwonej łunie wojny, mimo odległości i nad wyspą zabarwiającej nieboskłon niezdrową barwą. Gdy jednak dziewczynka pytała, co to za światło, starsze siostry wzruszały jedynie ramionami, nie przejęte niczym co ich samych nie dotyczyło. Gdy Kaniehtí:io skończyła 15 lat była już po swoim pierwszym udanym locie. Wtedy, w noc jej urodzin, jak zwykle siedziała na swoim drzewie patrząc na łunę w oddali i marząc o tym, by dowiedzieć się co to takiego. Nagle zauważyła statek. Jej siostry całe szczęście spały już najedzone i nie zdążyły go zobaczyć. Dziewczyna, pozbwiona jeszcze wstrętu do ludzi, przeszybowała na drzewo bliżej krawędzi wyspy. Wylądowała na gałęzi nad urwiskiem, a pod nią znajdowała się wodna kipiel. Konar jednak nagle pękł i zanim Kyra zdążyła zareagować wpadła z krzykiem do wody. Odbijające się od skalistej ściany fale miotały nią powoli oddalając od domu. Ktoś na statku ją zauważył i podniósł majtków na nogi. Kilka minut później, które małej harpii wydawały się długimi godzinami walki o przeżycie, do wody opadła sieć na ryby. Dziewczyna słysząc ponaglające okrzyki chwyciła się jej. Drewniany dźwig zaklekotał i wkrótce Kyra poczuła pod tyłkiem deski pokładu. Wokół niej stali ludzie, równie wystraszeni co ona. Dopiero teraz zdali sobie sprawę, że uratowali harpię. Do akcji jednak wkroczył kapitan statku, podróżnik z Sorsiny. Widząc, że dziewczyna jest niegroźna i przerażona kazał się nią zaopiekować. Statek nie mógł przybić do wyspy, nie zmianiając więc kursu ruszył ku Sorsinie. Gdy Kaniehtí:io ochłonęła nieco właściciel okrętu zamienił z nią kilka słów. W końcu stanęło na tym, że harpia z nimi na jakiś czas zostanie, przynajmniej dopóki nie dorośnie.
Jednak przez te kilka lat załoga zdążyła się już do niej przywiązać i to z wzajemnością. To właśnie majtkowie po raz pierwszy zdrobnili jej długie imię do samego ,,Ziio”. Nauczyli dziewczynę grać na lutni, a ona za to odwdzięczała się śpiewem. Była też wyjątkowo przydatna dzięki zdolności latania, którą podszkoliła wśród masztów i olinowań. Harpia była szczęśliwa z życia na morzu. Odwiedzała Sorsinę kilka razy, ale kapitan zabraniał jej pokazywać się ludziom na brzegu z obawy, że wywoła niepotrzebną panikę. Tak więc Ziio widziała tylko porty. Pewnego razu, gdy miała już kończyć 25 lat, statek został zaatakowany przez wrogi okręt wojenny. Z załogi uratowała się tylko harpia. Doleciała do lądu przerażona, nie wiedząc dlaczego stało się coś tak okropnego. Nie mając co robić ze swoim życiem podróżowała po Sorsinie. Zdobyła własną lutnię i zarabiała jako bard. Ludzie początkowo traktowali ją z rezerwą i lekkim przerażeniem. Jednak dziewczyna potrafiła pięknym głosem zjednać sobie każdego. Wędrowała głównie z grupami znużonych zbrojnych, zabawiając ich śpiewem przy ogniskach. Gdy skończyła się wojna, robiła to dalej. I tymże sposobem trafiła do Hidden.
Partner: Nie da się ukryć, że Ziio wobec każdego mężczyzny zachowuje się dosyć zalotnie. Jak na razie jednak nigdy do czegoś większego nie doszło.
Rodzina: Dziesięć sióstr (a przynajmniej tyle ich imion zapamiętała) i jedna matka. Gdy poznała zwyczaje ludzi zaczęło ją zastanawiać dlaczego ludzkie dzieci mają jeszcze ojca, a czasem i braci, czego nie może powiedzieć żadna harpia...
Towarzysz: Kyra uwielbia ptaki, jednak na razie nie przygarnęła żadnego. Może kiedyś znajdzie się jakiś, który za nią nadąży.
Szczegóły: ~ Dziewczynie zdaża się czasem popiskiwać po ptasiemu. Zwłaszcza gdy jest wściekła lub rozbwiona. Czasami gada z ptakami w ich własnym języku.
~ Większość emocji Ziio da się odczytać po jej piórach na głowie i karku. Stroszą się gdy jest czymś zaciekawiona, drgają gdy jest wściekła i opadają gdy smutna. Oczywiście wszystko wbrew jej woli.
~ Ziio ma własną lutnię. Jest wykonana z jasnego, niemal białego brzozowego drewna. Przez wiele lat dziewczyna zdążyła wyryć na niej wiele wzorów ptaków i kwiatów.
~ Mimo, iż Kyra nie wychowywała się długo wśród swoich, a do ludzkiego mięsa czuje wstręt, widok krwi może w niej budzić dawne instynkty. Ziio przeżywa wtedy wewnętrzny konflikt. Umie się jednak pohamować. Mimo wszystko jednak lepiej nie poddawać testom jej wytrzymałości. Może się to tragicznie skończyć.
Autor: RedRidingHood