sobota, 14 maja 2016

Od Squall c.d. Hanneona - Z pijanym żeglarzem co zrobimy?

Chłopak jeszcze długo czuł na sobie żółte ślepia dziewczyny, co z pewnością nie było miłym uczuciem zważywszy, że powinna stracić go z oczu przy takich ciemnościach już na kilka metrów od polany. Tym czasem on czół na sobie jej wzrok długo dłużej. Wzdrygnął się na ułamek sekundy jak wskoczył w gęstsze krzaki i zniknął. Na ustach piratki zatańczył złośliwy uśmieszek.
  -Nawet nie próbuj...- Ktoś odwrócił jej uwagę od nieznajomego. -Wystarczy że nad nami się pastwisz, zostaw szczeniaka.- Halt prychnął krótko, a dziewczyna wróciła na swoje miejsce nie zmieniając wyrazu twarzy, a raczej oczu.
  -Raczej kota... śmierdział sierściuchem.- Niby to mimochodem wskazała na siedzącego nieopodal Malika który prychnął teatralnie wprawiając towarzystwo w rozbawienie. Ziio zagrała pierwszy takt nowej piosenki. Tuż obok niej siedział Frelser niemal opierając się o nią z przymkniętymi oczami. Squall zaczęła się zastanawiać o jaki utwór mój poprosić ten monstrualny gad. Długo na odpowiedź nie musiała czekać, spokojna melodia bez słów spokojnie ciągnęła się między rozmowami zebranych. Dziewczyna sięgnęła po swój garnuszek z alkoholem i już miała przyłożyć do ust. Zapomniała o jednym malutkim szczególiku... miała zasłoniętą twarz. Widząc to Halt roześmiał się kpiąco, co prawda nie na długo, bo dziewczyna niby to przypadkiem kopnęła jego naczynie z którego większość trunku wylała się w trawę.
  -Ups... chyba koniec picia na dziś co?- W oczach znów zabłysła iskierka wredoty.
  -Na szczęście nie tylko dla mnie.- Odwzajemnił się patrząc uporczywie na kominiarkę. Dziewczyna bez słowa schyliła się, zerwała dosyć spore źdźbło trawy i włożyła je do swojego kubka. Następnie sięgnęła do cholewy buta wyciągając niewielki sztylet, po czym skierowała w swoją stronę. Chłopak zamarł na chwile nie rozumiejąc co kombinuje dziewczyna. Squall wzięła lekki zamach u ukuła się dokładnie tam gdzie za materiałem powinny być usta.
-To ty...- Odruchowo wyciągnął rękę, zaraz jednak ją cofnął. W czarnym materiale pojawiła się maleńka dziurka, tak mała że nadal nic nie było widać spod kominiarki. Dziewczyna z wyczuwalną satysfakcją przełożyła trawiastą słomkę przez usta i pociągnęła długi łyk rumu. Gdy odejmowała kubek od ust, nie mogła nie westchnąć głośno z zachwytem.
  -Twoje niezdrowie.- Uniosła znacząco naczynie i napiła się jeszcze trochę.
  -Uciekając z tego przeklętego statku w życiu bym nie pomyślał ze trafię znów na największą zmorę tego świata... A tu patrz! Siedzi koło mnie i spokojnie sobie popija rum.- Łucznik pokiwał głową.
  -Też miałam nadzieje że chodzący pech mnie ominie a tu patrz... takie buty...
  -"Chodzący pech"?!
  -Gdzie się nie pojawisz tam coś zmajstrujesz: znalezienie przez strażników, przypałętanie się kota, złamanie masztu i jeszcze połamałeś nogi jakiegoś chłopa.- Dziewczyna wyliczała na palcach.
  -Co? Chwila! skąd wiesz o parobku?.- Mimowolnie jego wzrok uciekł w stronę Vis i Mild, na co Squall zaniosła się gromkim śmiechem.
  -A wiesz... wiatr mi wyśpiewał takie nowiny.- Puściła mu zalotne oczko, na co odpowiedział jedynie głośnym westchnięciem. Oboje byli tak pochłonięci dokuczaniem sobie nawzajem, że nawet nie spostrzegli, że zarówno melodia i ogólny gwar ustały. A jedynym co przerywało ciszę prócz strzelających iskier z ogniska było ciche, miarowe chrapanie smoka. Dogasający płomień ognika falował w rytm oddechu gada co wywołało cichy śmiech dziewczyny. Tak duże i groźne zwierze a śpiąc przypominał kociątko. Z resztą nie tylko on zdawał się odejść w krainę morfeusza, minstrelka oparta o łapę Frelsera z zaciśniętą w dłoniach lutnią. Atlant rozłożył się na jednym z pni wokoło ogniska z opuszczonym ogonem i jedną łapą niczym prawdziwy lew. Tuż obok oparte o siebie Mild i Viserany. Ashlotte siedziała nieopodal nich oparta o drzewo, a jej głowa co jakiś czas opadała na ramię, w końcu uległa i skuliła się w trawie. Podobnie jak Gambit który przejawiając swoją kocią naturę skulił się blisko ognia pomrukując cicho. Nawet Lisbeth owinęła się swoim płaszczem oparta o konar. Wszyscy oddychali miarowo i spokojnie, jak małe dzieci które po długiej zabawie zasnęły przy ciepłym kominku. Mimo że gdzieś oddali szumiał ciemny bór, a z gór można było usłyszeć wycie wilków. To każdy spał spokojnie w cieple ogniska. Tutaj nikt nie słyszał krzyków, lamentów ani szczęknięć żelaza. Jedyny ogień jaki wśród nich się znajdował dawał poczucie bezpieczeństwa i ciepło, nie strach i ból. Tutaj po prostu nie było wojny, a każdy z tych podróżnych przebył długą drogę by móc tak po prostu zasnąć w ciszy, nawet wśród innych praktycznie nieznanych włóczęgów. Jedynej osoby jakiej jej brakowało w tym towarzystwie był zamaskowany medyk. On po prostu znikł... nawet nie wiadomo jak i kiedy, ale go nie było. Ale co ją to obchodziło? Niech się szlaja jak ten kot, z którym z resztą nie skończyła, ale to innym razem. Dziewczyna chwyciła gruby kawałek drewna i dorzuciła go do ognia by do rana nie zgasł.
  -Hej... Halt?- Odezwała się cicho, co było dość niecodzienne jak na nią. Gdy jednak nie uzyskała odpowiedzi obróciła głowę w stronę łucznika.
  -No nie wierzę...- Prychnęła widząc jak Obierzyświat zasnął na siedząco tuż koło niej, a zajęło mu to ledwie minutę. Na ustach dziewczyny zatańczył szelmowski uśmieszek. Wstała i zniknęła w lesie odbiegając gdzieś, po pewnej chwili jedna wróciła chicho nucąc.
  -Z pijanym żeglarzem co zrobimy, z pijanym żeglarzem co zrobimy, z pijanym żeglarzem co zrobimy. Gdy przyjdzie raniutko?- Zaczęła coś majstrować przy niczego nieświadomym śpiącym. Poczuła na sobie czyjś wzrok, a konkretnie była to dziewczyna z czerwoną bandamką która najwyraźniej nie zdążyła jeszcze zasnąć do końca. Squall jedynie puściła jej oczko i przyłożyła palec do ust by była cicho. Lisbeth wzruszyła ramionami i okryła się szczelniej.

Hej, jak się zabawimy,
Hej, jak się zabawimy,
Hej, jak się zabawimy,
Gdy przyjdzie raniutko...


~~***~~

 Słońce wzeszło powoli, oświetlając jeszcze resztki wiosennego szronu, który z resztą nie potrzebował wiele czasu by zmienić się w kropelki wody. Pierwsze ptaki obudziły się na chwile przed słońcem, ale teraz las ożył od świergotów, ruchu zwierząt zaczynających wstawać. Zaczynał się nowy, ciepły, nieco wietrzny i całkowicie normalny dzień w Hidden... no prawie. Podczas gdy wszyscy spokojnie jeszcze drzemali, jedna osoba zaczynała się budzić. Niestety nieco dalej od reszty, a nawet o wiele dalej.
  -K*RWA MAĆ!!!- Zawołał ochrypiały głos orientując się gdzie jest. -Squall ja ciebie zabije, najnormalniej świecie ZABIJE!!! Utopie jak psa! Słyszysz mnie?- Halt który właściwie był tą jedyną osobą zaszamotał się wściekle do jednak nic nie dało. Wisiał przywiązany gęsto linami całym ciałem do grubej gałęzi twarzą w dół, nad mocno zarośniętą ścieszką. Spróbował ruszyć chociaż głową, ale mógł tylko nieco obejrzeć się na boki. Po jego prawej stronie podwieszone do innej gałęzi wisiały jego broń i buty, natomiast po lewej... ubranie...
  -Nie wierzę... co mnie pokarało...- Puścił pod nosem jeszcze dłuższą i bardziej mięsistą wiązankę. -Przysięgam, że ja osobiście tego demona nabije na pal...- Zazgrzytał zębami, po czym spróbował zacząć krzyczeć najgłośniej jak się da, a nóż-widelec ktoś go usłyszy. I nawet mu się udało. Poczuł na sobie czyjś wzrok, wzrok przepełniony nieskończonym zdziwieniem oraz niemym pytaniem, której jednak podaruje sobie cytować ze względu na nadmiar przekleństw. Te trzy metry pod nim stała niska, lekko niebieskawa z blond włosami dziewczyna, do złudzenia przypominająca chochlika. Nieznajoma zamrugała kilka razy.
  -Emm.. słuchaj... wiem że to dziwne ale czy dałabyś radę mnie stąd ściągnąć?
  -Czy...- Dziewczyna wskazała palcem na wiszące ubrania.
  -Błagam, nie pytaj...- Westchnął głośno. -Lepiej żebyś nie poznała sprawcy.
  -Och... a czemu to niby?- Gdzieś z góry dobiegł kobiecy głos.
  -Squall? Poczekaj tylko jak ja się uwolnię...- Zagroził znów się szamocąc.
  -Spokojnie, słyszałam.- Zapewniła go. Siedziała tuż nad nim, na tej samej gałęzi, tylko, że nie mógł jej zobaczyć zważywszy na swoje położenie. Dziewczyna tam właśnie też spała nie chcąc przegapić pobudki "przyjaciela".
-Zdejmij mnie stąd albo...- Nie dokończył bo Squall nie zwlekając wyjęła sztylet i przecięła liny na całej długości. Chłopak spadł dokładnie na przygotowane do tego miejsce czyli usypaną kupkę zielska i liści. Pierwszym co napotkał po wynurzeniu się z tej sterty była nadal zdziwiona mina nieznajomej. Chwilę później spadły na niego buty i ubrania. Łuk jednak został w górze.
  -Mam nadzieje że ty nie do Hidden?- Piratka zeskoczyła tuż obok niebieskoskórej z szerokim, niby to miłym uśmiechem. Nie miała już na sobie ani kominiarki, ani rękawiczek, a nawet kaptura, wyglądała całkowicie normalnie. No nie licząc oczu i tego diabelskiego uśmieszku. W tym czasie Halt błyskawicznie ubrał się i sapiąc z wściekłości skoczył na dziewczynę. Ta jednak wdzięcznym ruchem uniknęła ataku. Obierzyświat jednak nie odpuszczał i podciął ją, następnie przygważdżając własnym ciałem.
  -Dobra... jak by się tu zemścić...- Zaczął zastanawiać się głośno z wrednym uśmiechem.
  -Eeee... czyżby Halt Quicksilver i Squall Repentina?- Zapytała nieznajoma pochylając się nieco nad skotłowanymi, co z resztą był w sumie tylko teatralnym gestem bo wzrostem nie przewyższała większego psa. Oboje na obejrzeli się na nią nieco zdziwieni.
  -Tak, a c...- Nie skończył bo Squall odepchnęła go wyzwalając się z uścisku i stając na przeciw z swoim nieodłącznym wyrazem twarzy. Halt na razie stał spokojnie, ale Squall czuła że planuje on już swoją zemstę.

<Louise? Halt, mam nadzieje że mnie nie zamordujesz XD>

3 komentarze:

  1. Z jednej strony zaczynam już knuć rewanż, z drugiej nie umiem się o nic tutaj obrazić XD Po prostu kocham Squall! x3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam rozumieć że to przyzwolenie na więcej? :P

      Usuń
    2. Częśćnyankotatroszczącasięoswojepostacie: BY-NAJ-MNIEJ.
      Częśćnyankotalubiącadręczyćswojepostacie: Hurrrra, więcej zajebistych opków! x3

      Usuń