Chłopak jeszcze długo czuł na sobie żółte ślepia dziewczyny, co z
pewnością nie było miłym uczuciem zważywszy, że powinna stracić go z
oczu przy takich ciemnościach już na kilka metrów od polany. Tym czasem
on czół na sobie jej wzrok długo dłużej. Wzdrygnął się na ułamek sekundy
jak wskoczył w gęstsze krzaki i zniknął. Na ustach piratki zatańczył
złośliwy uśmieszek.
-Nawet nie próbuj...- Ktoś odwrócił jej uwagę od nieznajomego.
-Wystarczy że nad nami się pastwisz, zostaw szczeniaka.- Halt prychnął
krótko, a dziewczyna wróciła na swoje miejsce nie zmieniając wyrazu
twarzy, a raczej oczu.
-Raczej kota... śmierdział sierściuchem.- Niby to mimochodem wskazała
na siedzącego nieopodal Malika który prychnął teatralnie wprawiając
towarzystwo w rozbawienie. Ziio zagrała pierwszy takt nowej piosenki.
Tuż obok niej siedział Frelser niemal opierając się o nią z
przymkniętymi oczami. Squall zaczęła się zastanawiać o jaki utwór mój
poprosić ten monstrualny gad. Długo na odpowiedź nie musiała czekać,
spokojna melodia bez słów spokojnie ciągnęła się między rozmowami
zebranych. Dziewczyna sięgnęła po swój garnuszek z alkoholem i już miała
przyłożyć do ust. Zapomniała o jednym malutkim szczególiku... miała
zasłoniętą twarz. Widząc to Halt roześmiał się kpiąco, co prawda nie na
długo, bo dziewczyna niby to przypadkiem kopnęła jego naczynie z którego
większość trunku wylała się w trawę.
-Ups... chyba koniec picia na dziś co?- W oczach znów zabłysła iskierka wredoty.
-Na szczęście nie tylko dla mnie.- Odwzajemnił się patrząc uporczywie
na kominiarkę. Dziewczyna bez słowa schyliła się, zerwała dosyć spore
źdźbło trawy i włożyła je do swojego kubka. Następnie sięgnęła do
cholewy buta wyciągając niewielki sztylet, po czym skierowała w swoją
stronę. Chłopak zamarł na chwile nie rozumiejąc co kombinuje dziewczyna.
Squall wzięła lekki zamach u ukuła się dokładnie tam gdzie za
materiałem powinny być usta.
-To ty...- Odruchowo wyciągnął rękę, zaraz jednak ją cofnął. W czarnym
materiale pojawiła się maleńka dziurka, tak mała że nadal nic nie było
widać spod kominiarki. Dziewczyna z wyczuwalną satysfakcją przełożyła
trawiastą słomkę przez usta i pociągnęła długi łyk rumu. Gdy odejmowała
kubek od ust, nie mogła nie westchnąć głośno z zachwytem.
-Twoje niezdrowie.- Uniosła znacząco naczynie i napiła się jeszcze trochę.
-Uciekając z tego przeklętego statku w życiu bym nie pomyślał ze trafię
znów na największą zmorę tego świata... A tu patrz! Siedzi koło mnie i
spokojnie sobie popija rum.- Łucznik pokiwał głową.
-Też miałam nadzieje że chodzący pech mnie ominie a tu patrz... takie buty...
-"Chodzący pech"?!
-Gdzie się nie pojawisz tam coś zmajstrujesz: znalezienie przez
strażników, przypałętanie się kota, złamanie masztu i jeszcze połamałeś
nogi jakiegoś chłopa.- Dziewczyna wyliczała na palcach.
-Co? Chwila! skąd wiesz o parobku?.- Mimowolnie jego wzrok uciekł w
stronę Vis i Mild, na co Squall zaniosła się gromkim śmiechem.
-A wiesz... wiatr mi wyśpiewał takie nowiny.- Puściła mu zalotne oczko,
na co odpowiedział jedynie głośnym westchnięciem. Oboje byli tak
pochłonięci dokuczaniem sobie nawzajem, że nawet nie spostrzegli, że
zarówno melodia i ogólny gwar ustały. A jedynym co przerywało ciszę
prócz strzelających iskier z ogniska było ciche, miarowe chrapanie
smoka. Dogasający płomień ognika falował w rytm oddechu gada co wywołało
cichy śmiech dziewczyny. Tak duże i groźne zwierze a śpiąc przypominał
kociątko. Z resztą nie tylko on zdawał się odejść w krainę morfeusza,
minstrelka oparta o łapę Frelsera z zaciśniętą w dłoniach lutnią. Atlant
rozłożył się na jednym z pni wokoło ogniska z opuszczonym ogonem i
jedną łapą niczym prawdziwy lew. Tuż obok oparte o siebie Mild i
Viserany. Ashlotte siedziała nieopodal nich oparta o drzewo, a jej głowa
co jakiś czas opadała na ramię, w końcu uległa i skuliła się w trawie.
Podobnie jak Gambit który przejawiając swoją kocią naturę skulił się
blisko ognia pomrukując cicho. Nawet Lisbeth owinęła się swoim płaszczem
oparta o konar. Wszyscy oddychali miarowo i spokojnie, jak małe dzieci
które po długiej zabawie zasnęły przy ciepłym kominku. Mimo że gdzieś
oddali szumiał ciemny bór, a z gór można było usłyszeć wycie wilków. To
każdy spał spokojnie w cieple ogniska. Tutaj nikt nie słyszał krzyków,
lamentów ani szczęknięć żelaza. Jedyny ogień jaki wśród nich się
znajdował dawał poczucie bezpieczeństwa i ciepło, nie strach i ból.
Tutaj po prostu nie było wojny, a każdy z tych podróżnych przebył długą
drogę by móc tak po prostu zasnąć w ciszy, nawet wśród innych
praktycznie nieznanych włóczęgów. Jedynej osoby jakiej jej brakowało w
tym towarzystwie był zamaskowany medyk. On po prostu znikł... nawet nie
wiadomo jak i kiedy, ale go nie było. Ale co ją to obchodziło? Niech się
szlaja jak ten kot, z którym z resztą nie skończyła, ale to innym
razem. Dziewczyna chwyciła gruby kawałek drewna i dorzuciła go do ognia
by do rana nie zgasł.
-Hej... Halt?- Odezwała się cicho, co było dość niecodzienne jak na
nią. Gdy jednak nie uzyskała odpowiedzi obróciła głowę w stronę
łucznika.
-No nie wierzę...- Prychnęła widząc jak Obierzyświat zasnął na siedząco
tuż koło niej, a zajęło mu to ledwie minutę. Na ustach dziewczyny
zatańczył szelmowski uśmieszek. Wstała i zniknęła w lesie odbiegając
gdzieś, po pewnej chwili jedna wróciła chicho nucąc.
-Z pijanym żeglarzem co zrobimy, z pijanym żeglarzem co zrobimy, z
pijanym żeglarzem co zrobimy. Gdy przyjdzie raniutko?- Zaczęła coś
majstrować przy niczego nieświadomym śpiącym. Poczuła na sobie czyjś
wzrok, a konkretnie była to dziewczyna z czerwoną bandamką która
najwyraźniej nie zdążyła jeszcze zasnąć do końca. Squall jedynie puściła
jej oczko i przyłożyła palec do ust by była cicho. Lisbeth wzruszyła
ramionami i okryła się szczelniej.
Hej, jak się zabawimy,
Hej, jak się zabawimy,
Hej, jak się zabawimy,
Gdy przyjdzie raniutko...
~~***~~
Słońce wzeszło powoli, oświetlając jeszcze resztki wiosennego szronu,
który z resztą nie potrzebował wiele czasu by zmienić się w kropelki
wody. Pierwsze ptaki obudziły się na chwile przed słońcem, ale teraz las
ożył od świergotów, ruchu zwierząt zaczynających wstawać. Zaczynał się
nowy, ciepły, nieco wietrzny i całkowicie normalny dzień w Hidden... no
prawie. Podczas gdy wszyscy spokojnie jeszcze drzemali, jedna osoba
zaczynała się budzić. Niestety nieco dalej od reszty, a nawet o wiele
dalej.
-K*RWA MAĆ!!!- Zawołał ochrypiały głos orientując się gdzie jest.
-Squall ja ciebie zabije, najnormalniej świecie ZABIJE!!! Utopie jak
psa! Słyszysz mnie?- Halt który właściwie był tą jedyną osobą zaszamotał
się wściekle do jednak nic nie dało. Wisiał przywiązany gęsto linami
całym ciałem do grubej gałęzi twarzą w dół, nad mocno zarośniętą
ścieszką. Spróbował ruszyć chociaż głową, ale mógł tylko nieco obejrzeć
się na boki. Po jego prawej stronie podwieszone do innej gałęzi wisiały
jego broń i buty, natomiast po lewej... ubranie...
-Nie wierzę... co mnie pokarało...- Puścił pod nosem jeszcze dłuższą i
bardziej mięsistą wiązankę. -Przysięgam, że ja osobiście tego demona
nabije na pal...- Zazgrzytał zębami, po czym spróbował zacząć krzyczeć
najgłośniej jak się da, a nóż-widelec ktoś go usłyszy. I nawet mu się
udało. Poczuł na sobie czyjś wzrok, wzrok przepełniony nieskończonym
zdziwieniem oraz niemym pytaniem, której jednak podaruje sobie cytować
ze względu na nadmiar przekleństw. Te trzy metry pod nim stała niska,
lekko niebieskawa z blond włosami dziewczyna, do złudzenia
przypominająca chochlika. Nieznajoma zamrugała kilka razy.
-Emm.. słuchaj... wiem że to dziwne ale czy dałabyś radę mnie stąd ściągnąć?
-Czy...- Dziewczyna wskazała palcem na wiszące ubrania.
-Błagam, nie pytaj...- Westchnął głośno. -Lepiej żebyś nie poznała sprawcy.
-Och... a czemu to niby?- Gdzieś z góry dobiegł kobiecy głos.
-Squall? Poczekaj tylko jak ja się uwolnię...- Zagroził znów się szamocąc.
-Spokojnie, słyszałam.- Zapewniła go. Siedziała tuż nad nim, na tej
samej gałęzi, tylko, że nie mógł jej zobaczyć zważywszy na swoje
położenie. Dziewczyna tam właśnie też spała nie chcąc przegapić pobudki
"przyjaciela".
-Zdejmij mnie stąd albo...- Nie dokończył bo Squall nie zwlekając
wyjęła sztylet i przecięła liny na całej długości. Chłopak spadł
dokładnie na przygotowane do tego miejsce czyli usypaną kupkę zielska i
liści. Pierwszym co napotkał po wynurzeniu się z tej sterty była nadal
zdziwiona mina nieznajomej. Chwilę później spadły na niego buty i
ubrania. Łuk jednak został w górze.
-Mam nadzieje że ty nie do Hidden?- Piratka zeskoczyła tuż obok
niebieskoskórej z szerokim, niby to miłym uśmiechem. Nie miała już na
sobie ani kominiarki, ani rękawiczek, a nawet kaptura, wyglądała
całkowicie normalnie. No nie licząc oczu i tego diabelskiego uśmieszku. W
tym czasie Halt błyskawicznie ubrał się i sapiąc z wściekłości skoczył
na dziewczynę. Ta jednak wdzięcznym ruchem uniknęła ataku. Obierzyświat
jednak nie odpuszczał i podciął ją, następnie przygważdżając własnym
ciałem.
-Dobra... jak by się tu zemścić...- Zaczął zastanawiać się głośno z wrednym uśmiechem.
-Eeee... czyżby Halt Quicksilver i Squall Repentina?- Zapytała
nieznajoma pochylając się nieco nad skotłowanymi, co z resztą był w
sumie tylko teatralnym gestem bo wzrostem nie przewyższała większego
psa. Oboje na obejrzeli się na nią nieco zdziwieni.
-Tak, a c...- Nie skończył bo Squall odepchnęła go wyzwalając się z
uścisku i stając na przeciw z swoim nieodłącznym wyrazem twarzy. Halt na
razie stał spokojnie, ale Squall czuła że planuje on już swoją zemstę.
<Louise? Halt, mam nadzieje że mnie nie zamordujesz XD>
Z jednej strony zaczynam już knuć rewanż, z drugiej nie umiem się o nic tutaj obrazić XD Po prostu kocham Squall! x3
OdpowiedzUsuńMam rozumieć że to przyzwolenie na więcej? :P
UsuńCzęśćnyankotatroszczącasięoswojepostacie: BY-NAJ-MNIEJ.
UsuńCzęśćnyankotalubiącadręczyćswojepostacie: Hurrrra, więcej zajebistych opków! x3