poniedziałek, 30 maja 2016

Od Mild - Żywy las

        Nadepnięcie na ogon humanoidalnego kota nie należy do dobrych początków dnia. Dayi poczerwieniały uszy ze wstydu, gdy odprowadzała wściekłego felina wzrokiem. Za to był jeden plus - teraz już nie chciało jej się w ogóle spać. Ale skoro już wstała, to należałoby coś robić.
  Wszyscy jak widać zdążyli się już zmyć, bo jedynym śpiącym był wywalony na grzbiet Frelser. Lodowy gad zamruczał przez sen i przekręcił się zamiatając bujną trawę ogonem. Wyglądał, jakby nie spał tak dobrze od dłuższego czasu. Mild przyglądała się chwilę nałożonemu na unieruchomione skrzydło opatrunkowi. Jedynym medykiem jakiego znała był Phester, ale uczony podróżował przecież z jej grupą, a gdy pojawili się na polanie smok już był opatrzony. Ciekawe, co mu się przytrafiło. Na razie jednak nie chciała go budzić. Był taki uroczy, zupełnie inny od tych potężnych bestii, o których zdążyła się nasłuchać z opowiastek jako dziecko. Podrapała śpiącego jaszczura po brodzie (pamiętała z wczoraj, że bardzo to lubił) i z piersi przerośniętego dzieciaka wydobył się przyjemny wibrujący dźwięk zadowolenia.
  Rozejrzała się wokół w poszukiwaniu Viserany lub Ashlotte. Przywiązała się do tych dziewczyn. Może znalazłaby z nimi jakieś zajęcie? Niestety ani jednej ani drugiej nie mogła dostrzec. Westchnęła z braku laku ruszyła w las, szybko znikając między drzewami.
  Dlaczego? Przyzwyczajenie? Jeszcze rok temu, gdy mieszkała wśród dezerterów jej nauczycielka magii pouczała ją ,,Jeśli nie masz gdzie się podziać, idź do lasu - tam zawsze jest miejsce dla takich jak my". I tak robiła. Dobrze się czuła między drzewami. Było to idealne medium dla kogoś nienawidzącego tłumów i obawiającego się otwartych przestrzeni. Porośnięte mchem pnie nie dusiły, nie zaciskały się wokół niczym szpony, nie pachniały potem i brakiem dostępu do czystej wody. Dawały człowiekowi - i nie-człowiekowi - odetchnąć pełnymi płucami, równocześnie obiecując schronienie przed niechcianymi spojrzeniami.
  I tak też było za tym razem - Mild bez strachu spacerowała po miękkim mchu, gładząc dłonią porosty na korach drzew i wodząc wzrokiem wysoko w górze. Trafiła do części lasu zarośniętej ciasno młodymi, iglastymi jodłami. Choć młode, wystrzeliwały wysoko w górę zasłaniając gęstymi koronami nieboskłon, tworząc nad śpiącą ziemią szczelny koc. Tylko gdzieniegdzie ziemię cięły niczym tygrysie pręgi łuny prześwitów słonecznych. Wokół nie było ani jednej wiewiórki, ptaka, nornicy. Cisza, martwa, obrzmiała ciepłem wiosny cisza. Nie, martwa to złe słowo. Naraz Dayi wydało się, że puszysty grunt faluje biorąc wdech i wydycha powietrze szmerem wiatru. Gdzieś pod nią płuca wibrują od pomruku zadowolenia, jak u śpiącego na polanie Frelsera. Las był żywy, był jednym organizmem, a ona i wszyscy jego mieszkańcy żyjącymi z nim w symbiozie żyjątkami.
  Ale nie była sama.
  Niczego nie usłyszała. Cokolwiek właśnie stało za jej plecami nie wydało najdrobniejszego dźwięku. A mimo to po plecach dziewczyny przebiegł dreszcz. Nie zatrzymywała się. Powoli uniosła lewą rękę do góry, ku wystającej ponad ramieniem rękojeści miecza. Reszta nastąpiła w ciągu dwóch sekund: elfka chwyciła broń i odwracając się na jednej nodze równocześnie wyszarpnęła z pochwy. Trzymając ostrze oburącz skierowała je w las w pełnej gotowości...
  Śledząca ją istota nawet nie drgnęła. Nie przestraszył jej nagły ruch ani broń. Ponadto stała zdecydowanie dalej, chociaż Mild była niemal pewna, że czuła czyjś oddech na karku. Wbiła wzrok w obcego. Z tej odległości wydawał się jedynie sylwetką wśród cienkich pni. Biała, średniej wysokości postać, stojąca na dwóch nogach. Humanoidalny kształt, a jednak biła od niej dzikość. Postać przekrzywiła łeb. I nagle do uszu Dayi dotarł młodzieńczy szept, od którego włoski na karku stawały dęba:

Odłącza się od stada Owieczka
Beztrosko hasa wśród traw
Nie uratuje jej ucieczka
Wilk już trafił na jej ślad

  Nad głową dziewczyny coś przemknęło wśród pni, łamiąc gałązki. Zaskoczona dziewczyna sapnęła i odruchowo spojrzała w górę. Szybko jednak skierowała wzrok z powrotem na białą sylwetkę, pamiętając wpojone jej zasady...
  Istota zniknęła. W jej miejscu nie pozostał nawet ślad. Mild rozejrzała się nerwowo na boki, ale znowu była sama. Las znowu zaczął oddychać owiewając jej twarz wiatrem, mech na nowo nabrał żywych kolorów. Gdzieś rozległ się ptasi śpiew.
  Elfka spróbowała uspokoić oddech. Spokojnie, pomyślała. To tylko złudzenie. Udzieliły ci się lęki po podróży. Nic nam tu nie grozi, Alt tak mówił, a on zna te lasy lepiej od ciebie. Oddychała już miarowo, spokojnie. Mimo wszystko jednak ruszyła w drogę powrotną, chcąc jak najszybciej opuścić tę martwo cichą część puszczy.
  Łaziła jeszcze bez celu pół godziny, plątając się tu i ówdzie. Machała przed sobą z nudów mieczem, czasem inscenizowała w wyobraźni jakąś walkę. I gdy już przykładała się do śmiercionośnego ciosu w odsłonięty kark mantikory, dostrzegła kogoś jeszcze. Dalej lekko przewrażliwiona od razu skierowała w tamtą stronę dwuręczne ostrze, jednak szybko zrugała się w myślach gdy rozpoznała przykucniętą czarną sylwetkę. To tylko Phester.
  O ile zamaskowany medyk w czarnym płaszczu z pozoru nie mógł budzić w ludziach miłych uczuć, Mild poczuła się zgoła bezpieczniej i pewniej. Ruszyła w stronę mężczyzny, ale po jednym kroku wpadła na ciekawszy pomysł. Phester wyglądał, jakby jej nie zauważył. Dziewczyna z łobuzerskim uśmiechem zakradła się do niego od tyłu, stawiając kroki bezszelestnie w miękkim poszyciu. Gdy tylko stanęła nad zajętym czymś medykiem powiedziała najgłośniej jak umiała:
  - Dzień dobry Phester!
  Ku jej rozczarowaniu ani drgnął.
  - Nie musisz się tak drzeć, dziecko - powiedział spokojnie zamiast tego. - Jesteś mniej niż metr obok.
  Mild nadęła policzki i klapnęła niezadowolona na ziemię obok niego. Przez kilka minut siedziała cicho, aż w końcu nie wytrzymała:
  - Co robisz?
  Phester nie odpowiadał, w skupieniu przyglądając się jakiemuś drobnemu przedmiotowi.
  - Zajęty jestem - odpowiedział.
  - To widzę, ale czym? - nie poddawała się dziewczyna, ciekawsko wyglądając mu przez ramię.

Phester? Wybacz Ursuś, że cię zalewam cd, ale nie miałam lepszego pomysłu kogo Mild mogłaby pomęczyć :P

2 komentarze: