piątek, 23 września 2016

Od Tenzina c.d. Atlanta

        Tenzin na polityce znał się równie dobrze co kot na łowieniu ryb: niby mgliste pojęcie miał i w razie czego potrafił złapać jedną czy dwie sztuki, ale nie umiał się posłużyć wędką, bo nie miał ku temu możliwości. Tak jak kotu brakuje do tego celu kciuków, tak Owcy brakowało biegłości do tych wszystkich zmian. Polityka to ciąg nagłych przypadków, zmieniających się polityków i władców, a nasze Jagniątko najzwyczajniej nie miało do takich rzeczy głowy. Czasem przychodziło wraz z Wilkiem po ważniejsze osobistości, by zaprowadzić ich na drugą stronę. Dopiero tutaj dało się poznać, który król, wójt lub grododzierżca rzeczywiście dobrze sprawowali daną im władzę. Ci mądrzy przeważnie czuli już, że są zmęczeni życiem i przyjmowali ofertę Tenzina. Jednakże ku wielkiemu smutkowi łagodnego łącznika zdecydowana większość panikowała, rzucając się do bezmyślnej ucieczki albo - co gorsza - wzywając straże. Za to Suowei lubiła takich polityków. Oczywiście na surowo.
  Tak więc chociaż zdarzały się Łowcom te sporadyczne interwencje w politykę śmiertelników, babrali się w tym bagnie względnie rzadko. Najczęściej, wzorem wspomnianego wcześniej kota polującego na ryby, po prostu szkoda było na to wszystko fatygi. Człowiek miał wędkę, sam złowi, tobie pozostaje się połasić o kawałek. I tak samo było w rzeczywistości: większość politycznych rywali wykańczała się samoistnie, chociażby trując sobie wino. Tenzin nienawidził w ludziach nieszczerości i skłonności do nieczystych zagrań, mimo to jednak trzeba przyznać, że znacznie ułatwiali mu polowanie - skatowany trucizną człowiek nie był w stanie uciec przed Wiecznymi Łowcami.
  Mimo braku ogarnięcia do wszystkich oficjalnych tytułów, rang i innych dupereli, Jagnię potrafiło zrozumieć słowo ,,władca" oraz co się z tym słowem wiązało. Dwa razy nie trzeba mu było powtarzać. Słysząc, że leonis jest władcą Hidden (domyślił się, że to pewnie oficjalna nazwa tej ich małej ojczyzny), przyłożył prawą pięść do serca i z gracją skłonił się dosłownie do linii pasa, odchylając do tyłu drugą rękę.
  - To zaszczyt pana poznać - powiedział szczerze, prostując się.
  Suowei jego zachowanie zupełnie przestało się podobać. Zawarczała ostrzegawczo, na co stojąca obok Tenzina piratka odsunęła się odruchowo, a reszta spojrzała niepewnie na wilkopodobne monstrum. Owca spojrzała na nią dumnie wyprostowana, zakładając ręce na piersi. Nie musiał nic jej mówić. Nawet bez telepatii doskonale zrozumiała przekaz: ,,Rób co chcesz. Nie zamierzam cię słuchać". A to wkurzyło ją jeszcze bardziej. Szybko jednak ucichła, bo wśród tego chaosu cech miała w zanadrzu i dozę wyrozumiałości. Jagniątko było tylko bezrozumnym szczeniakiem. Nie rozumiał w co się wpakował. Nie wiedział, że nie powinni byli tu przychodzić. Pewnie nawet nie rozumiał jakie konsekwencje wiązały się z kłanianiem śmiertelnemu władcy. Ale to nic. Póki ona z nim będzie, nic mu się nie stanie. Jeszcze mu wyperswaduje z głowy pomysł mieszania się wśród tych potworów. Zaraz mu przejdzie. Co przecież może fascynować łącznika tak bardzo w tych marnych kreaturach? Znudzi się i to szybko, niebawem wrócą do bezpańskich lasów na łowy. Wszystko będzie jak dawniej...
  Nie wiedziała jednak, jak bardzo jej myśli odbiegały od rzeczywistości. Jej kochane bezbronne Jagnię nie zamierzało się stąd wynosić. Potem tylko trzeba będzie jej to jakoś wytłumaczyć...
  - Ale z was dziwadła - wypaliła bez namysłu piratka taksując wzrokiem łowców. Tenzin już miał zapytać o co jej dokładnie chodzi, jednak kobieta nagle machnęła niedbale ręką. - A co mi tam. Pozwólcie, że zabiorę swą odrażającą postać sprzed waszych oczu - uśmiechnęła się i ruszyła w swoim kierunku.
  Łucznik i Atlant odprowadzali ją lekko nieufnym wzrokiem. Leonis szybko wrócił do konkretów.
  - Cóż, ja się przedstawiłem, duchowi przyjaciele również to zrobili... - uśmiechnął się zachęcająco najpierw do niebieskiego karzełka, a następnie do siedzącej na gałęzi kotołaczki.
  Biały łucznik przypomniał sobie nagle o obecności drobnej dziewczyny. Znowu zalało go poczucie wstydu i zażenowania. Nie chciał jej wystraszyć, naprawdę. Musiał ją przeprosić, ale znając działanie paniki doskonale wiedział, że w tej chwili odzywając się do niej jedynie dolałby oliwy do ognia. Trzeba będzie to zrobić później...i to najlepiej bez towarzystwa Suowei.
  Blondynka dalej tkwiła na drzewie. Bardziej odważna okazała się ta mała, porośnięta niebieskim meszkiem istotka. Wystąpiła jak przed szereg, zasalutowała po żołniersku i przedstawiła się:
  - Louise Trzecia Andrasta Quartz - do usług!
  - Każda para rąk się przyda! - odpowiedział wesoło Atlant, również salutując. Spojrzał wyczekująco w górę.
  Kotołaczka jeszcze chwilę siedziała niepewnie, wpijając palce w gałąź. W końcu powoli zeszła na ziemię. Przestąpiła nerwowo z nogi na nogę, po czym zebrała się na odwagę by się odezwać.
  - Kiette - mruknęła, po czym zdecydowała się jednak powtórzyć nieco głośniej: - Kiette Chattres.
  - Tak ciężko było? - leonis uśmiechnął się pokrzepiająco. - Nic ci tutaj nie grozi. Nie wiem czym oni cię tak wystraszyli - wskazał kciukiem w stronę Owcy i Wilka - ale jestem pewien, że nie zrobią ci nic złego... - spojrzał znacząco w stronę Tenzina. - Nie chcę mieć z wami kłopotów, dobrze?
  Ten pokiwał energicznie głową.
  ~ Pfft, jasne... ~ prychnęła do siebie Suowei.
  ~ Zachowuj się ~ zbeształ ją przez telepatię łącznik.
  ~ Nie będzie mi żaden śmiertelnik dyktował warunki...
  ~ Więc JA zrobię to za nich jeśli dalej będziesz dawała ku temu powody.
  ~ Nie ośmielisz się...
  Przerwał połączenie z Wilkiem zanim doszło do długiego, bezsensownego monologu jak to głupi i naiwny był Tenzin. Może kiedyś by tego słuchał. Teraz jednak doskonale wiedział czego chce, a tym czymś było pozostanie wśród tej nietypowej społeczności.
  - Ażeby sprawiedliwości stało się zadość - wtrącił się jedyny pełnokrwisty człowiek w towarzystwie - Halt Quicksilver - przedstawił się, podając swoją dłoń w stronę Owcy.
  Duch przekręcił głowę, jakby chciał spojrzeć na rękę ze wszystkich stron, niezbyt rozumiejąc czego łucznik w kapturze od niego oczekuje. Coś mu ten gest mówił, ale nie za bardzo wiedział co dokładnie.
  ~ Potrząśnij nią ~ podpowiedziała mu Su z westchnieniem zniecierpliwienia.
  Tenzin więc niepewnie chwycił w dwa palce palec wskazujący mężczyzny i potrząsnął kilka razy. Suowei mruknęła coś niewyraźnie, jednak ze słyszalnym zażenowaniem. Halt natomiast sprawiał wrażenie rozbawionego.
  - Może być - uśmiechnął się, powstrzymując śmiech. - Chyba nie spędzałeś dużo czasu wśród ludzi, co?
  Owca jedynie wzruszyła ramionami. Spędzać spędzał. Ale wolno się uczył.


Ursa? Reddie? Kiette? No cóż, wiele nie zmieniłam, ale przynajmniej już nie blokuję kolejki :P

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz