Śpiewaczka nie zdążyła nawet nabrać dobrze tchu gdy ktoś już zaczął nową pieśń. Ziio rozpoznała utwór i zanim skończył się pierwszy wers minstrelka dołączyła w śpiewie i grze do melodii.
Na szlaku przeznaczenia trwaj,
A jest nim walka.
Twój miecz nie pozna smaku rdzy,
Zalśni od krwi.
I jeszcze jedno prawo Twe,
To Niespodzianka.
Ktokolwiek się sprzeciwi jej,
Przeznaczony mu miecz.
Tej nocy nie zobaczysz gwiazd,
To łuna nad Sorsiną.
Zapłonie i ukarze świat,
Świat, który zginie.
Jak stado czarnych kruków gdzieś,
Pędzą wrogowie.
Uszedłeś ale losy Twe,
Dokonują się w Tobie.
Ty pytasz co zrobiłeś źle,
Wciąż zadajesz pytania.
Oszukać przeznaczenie chcesz,
I spotyka Cię kara.
Twój los już napisany jest,
Twe daremne starania.
Jak kamień co rzucony chce,
Gwiazdą w niebie się znaleźć.
-Jak przystało na barda.- Squall która to właśnie podsunęła nowy kawałek z uśmiechem przyjrzała się harpii. Ta zadowolona z pochwały skinęła w jej kierunku głową. Wokół ogniska znów zawrzało od rozmów. Praktycznie każdy miał coś do powiedzenia. Rozmówcy co rusz zamieniali się w parach i grupach rozpoczynając nowe tematy. Sam Alt dołączył się do rozmowy miedzy Mild i Lisbeth. Z początku był on nawet lekko zaskoczony rozmownością zamaskowanej dziewczyny. Podejrzewał że to podjęty temat tak ją zaciekawił, czyli temat istot jakie zamieszkują tutejsze rejony.
-Czyli jak? Tu w górach siedzą wszystkie potwory?- Elfka wychyliła się przez ramię drugiej dziewczyny.
-Wszystkie? Nie z pewnością nie, ale spora część.- Sprostował Leonis
-Demon, potwór czy groźne zwierze jak każdy starają się uciekać przed wojskami. No chyba że to padlinożercy jak ghule.- Wytłumaczyła Lis, widać było że zna się na rzeczy i nie umknęło to uwadze chłopaka.
-A pasmo górskie tu na skraju kontynentu jest idealnym miejscem by się ukryć.
-Czy to przypadkiem nie spraw nam problemów?
-Z pewnością trzeba mieć się na baczności, jak jednak obserwuje wszystkich tutaj, to każdy da radę sobie poradzić z ewentualnym niebezpieczeństwem. A jeśli mam być szczery to towarzystwo wilkołaków, strzyg, leszych i całej tej zgraj jest nawet na rękę.
-Na rękę? Banda jakiś potworów i dziwadeł?!- Mild aż zapiała z zdziwienia.
-Jakbyśmy sami nie byli dziwadłami.- Trafnie zauwarzyła starsza dziewczyna. Co Lakoo skomentował jedynie cichym uśmiechem, jakby potwierdzał te słowa.
-A co do potworów to pewnie że są nam pomocne, oczywiście pośrednio. Bo pomyśl tuż za tymi górami trwa wojna Arsmana, a dzięki temu że te tereny są uznawane za siedlisko wszelkiego plugastwa, jak na razie nasz szanowny król nie zbliża się do nas.- Elfka pokiwała głową rozumiejąc już co władca ma na myśli. Atlant rozejrzał się po oświetlanych ogniem postaciach. Jedyną osobą która od początku nie ruszył się z miejsca, praktycznie nie odzywał i tylko siedziała z boku nie wdając się z nikim w dyskusje był oczywiście zamaskowany medyk. Obserwował bacznie otoczenie i towarzystwo. Phester poczuł na sobie wzrok władcy i powoli wskazał palcem na scenę rozgrywającą się zaledwie parę kroków za światłem ognia. Atlant obrócił się w wskazanym kierunku, zaraz za nim zrobili to jego rozmówcy.
-Ładnie to tak skradać się i podsłuchiwać?- Zza krzaków dobiegł głos Squall, a po chwili coś z głośnym hukiem wyleciało z liści i wylądowało pod nogami wszystkich. Był to drobny, czerwonowłosy chłopak.
-Patrzcie tylko kogo znalazłam.- Zaraz za żywym pociskiem wyszła sprawczyni małego zamieszania. -Krążył tak już chyba od kilku godzin i nas obserwował.- Oświadczyła oskarżycielsko.
-Jakbyś sama była święta.- Zaśmiał się Halt. -Zostaw biedaka, już i tak samą swoją obecności niszczysz wszystkim psychikę.
-Och... nie martw się w porównaniu z tobą mój drogi ja uspakajam ludzki umysł.- Wysłała w jego kierunku jeden z najwredniejszych uśmiechów na jaki było ją stać, choć wyrażały to tylko oczy jako, iż reszta jej twarzy była zakryta, to jednak całkowicie wystarczyło.
-A wracając do naszego "podglądacza". Jak cię zwą?- Atlant wstał i wyciągnął do niego rękę by pomóc mu wstać. Nieznajomy jeszcze chwilę siedział na ziemi jakby zastanawiał się czy na pewno ma odpowiadać czy może lepiej dać nogę? Rozglądając się wokół doszedł jednak do wniosku że daleko nie ucieknie, więc może lepiej będzie poznać swoich sąsiadów.
-Hanneon.- Powiedział i wstał bez oferowanej mu pomocy.
-Chyba mamy kolejnego złośnika.- Malik posłał krótkie spojrzenie kilku innym osobą.
-Wiesz kolego, samotnik czy nie, złośnik czy nie zapraszamy do ognia.- Zaproszenie Atlanta tak na prawdę nie dotyczył konkretnie by przyszedł do nich tu i teraz, ale by starał się nie odstawać i przekonać do nich.
<Hanneon? Sorki za ścierę, ale chciałam choć trochę napisać :) >
link do całej piosenki
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz