Imię: Havar
Nazwisko: W moich stronach nie stosowało się nazwisk.
Przydomek: Pies diabła
Rasa: Gnoll
Wiek: 19 lat
Płeć: Mężczyna
Stanowisko: Wojownik, rzemieślnik
Aparycja: Liczy sobie około 180 cm wzrostu. Z tyłu sterczy mu hieni
ogonek. Jest raczej ,,gładki", ma tylko kilka większych szram na klatce
piersiowej.
Zdolności: W porównaniu do swych pobratymców jest bardzo szybki, ale
niezbyt silny. Znaczy, dla przeciętnego elfa lub człowiekiem to godny
przeciwnik, ale z klasycznym gnollem mógłby mieć drobne problemy
problemy. Ma bardzo dobry węch i słuch.
Zainteresowania: W wolnych chwilach lubi się oddawac grze na fujarce.
Charakter: O dziwo Havar przeczy częściowo stereotypowi mówiącemu o
okrócieństwie jego rasy. Wprawdzie podczas walki potrafi sie zamienić w
prawdziwą bestię, ale poza tym to raczej łagony stwór. Jednka lepiej go
nie zaskakiwac w środku nocy. Do obcych odnosi się z dystansem. Nie
zalicza się do łatwowiernych. Nie może sie w prawdzie popisać obszerną
wiedzą teoretyczną, ale na praktyce to on się zna. Wypadałoby przyznać
mu też odwagę, bo ma jej sporo. Nie, nie kretyńską odwagę, choć pare
razy zdarzyło mu się nią popisać. Nie lubi się roztkliwiać czy użalać
nad sobą, ale zdarza mu się popaść w melancholię, a już zwłaszcza gdy
gra. To współczująca istota choć nie zawsze to okazuje. Jednak zemstę
uważa za rzecz sprawiedliwą, do której należy dążyć by ową
sprawiedliwość uzyskać. Nie brzydzi się kłamstwem i nie łatwo go
oszukać. Dla przyjaciół jest łagodny i otwarny. Potrafu być nawet
zabawny. Rozmow z nim mogą się okazać bardzo uciążliwie jeśli kogoś nie
polubi. Czasami się bulwersuje. Nie denerwuje się gdy ktoś go oczernia,
ale nie zdzierży głupoty lub obrażania kogoś na kim mu zależy.
Historia: Pochodze z niewielkiego państewka, naprawdę maleńkiego.
Składało sie na nie kilkadziesiąt zjednoczonych wiosek. Na jedną do
trzech przypadał jeden wódz, a na od pięciu do dziesięciu wodzów jeden
przedstawiciel. To właśnie przedstawiciele decydowali o naszych losach
gromacząc się co dwa miesiące, w czasie wojny częściej.
Ja pochodziłem ze średnich rozmarów wioski. Mój ojciec był bratem
naszego wodza. Wódz kierował naszą i sasiednią osadą. Stryj zmarł gdy
miałem dziesięć lat. Po zajęciu jego miejsca ojciec całkowicie
zaprzestał nauczania mnie gry na instrumentach, łowienia ryb czy
kowalstwa. Przyłożył większą wagę do nauki walki i polowania. Z nacikiem
na to pierwsze. Nigdy nie byłem zbyt silny w porównaniu z rówieśnikami
wiec ojciec miał nielada problem przy szukaniu mi odpowiedniej broni. W
końcu padło na to coś co widzicie w mej prawej dłoni. Niektórzy nazywali
to swego rodzaju buławą, ja by nie bawić się w nazwy gatunkowe
postanowiłem nadać jej imię, Sifa. Oznaczało to w mym języku
,,delikatna".
Dlaczego nie uczył mnie walki wcześniej? Uznał to za zbędne, taka
umiejętność stanowiłaby pokusę. W tamtych stronach by zyskać władze
trzeba było walczyć. Zajmując miejsce brata musiał sie nastawić na
obronę przed innymi pretendentami. Postanowił mnie więc przygotować na
podobne wyzwania.
Wojna była kolejnym wątkiem w mojej biografii, który w niej namieszał.
Gdy do nas dotarła miałem nieco ponad piętnaście lat. Nie mieliśmy szans
z armią Arsmana. JAkby przewidując, że zamierzamy się zaciekle bronić
nasłał armię na tyle liczną byśmy zmuszeni byli się wycofywać. Gdy
wojska dorły do mej wioski ociec wybiegł im na spotkanie. Nie muszę
chyba dodawać, że poległ w pierwszej minucie. Wraz pobratymcami
opuściliśmy ojczyznę.
W czasie naszej podróży wielokrotnie musieliśmy walczyć z innymi
uciekinierami o rzywność. Wszyscy w ciągu paru dni zapomnieli to
sojuszach zawartych pomiędzy wioskami. Napadaliśmy przedstawicieli
innych ras, a nawet zawodowych bandytów, a to chyba własnie oni powinni
to robić. Przydomek ,, Pies Diabła" nadali mi mieszkańcy napadanych
osad. Po kilku latach zostaliśmy wykryci. Ludzie Arsmana zabili
większość uchodźców, reszta sie rozbiegła. Nie wiedząc co dalej ze sobą
robić udałem się do Hidden. Nic o tym państewku nie wiedziałem poza
tym, że może sie tam znaleźć miejsce dla dwónogiej hieny.
Partner: Wątpię by która kolwiek pani nie będąca Gnollem mnie polubiła. Nie użalam się nad sobą. Po prostu stwierdzam fakt.
Rodzina: Jestem jedynakiem. Ojciec zginął głupią śmiercią, a matka, jeśli żyje, to włuczy sie gdzieś po świecie.
Szczegóły:
- uwielbia muzykę
- jesli nie musi to nie je zieleniny, słabo ją trawi
Autor: Margo5

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz