Halt zamarł, dalej mierząc piratkę nieufnym wzrokiem. Jak to możliwe, że jedna osoba może tak często zmieniać charakter? Jeszcze chwilę temu rozmawiała z nim jak normalny człowiek...
Cóż, nie ufaj piratom, prawda?
- Gdzie znajdę to twoje ,,zaklęcie"? - mruknął dalej nieprzekonany.
- Na jednej takiej wyspie - odparła zdawkowo Squall.
- Niech zgadnę: wyrzucisz mnie pod jakimś grodem na odciętej od reszty świata wyspie i jeśli coś pójdzie nie tak, spie*dzielisz gdzie pieprz rośnie?
- No proszę! Jesteś jasnowidzem? - uśmiechnęła się złośliwie.
Łucznik warknął zirytowany.
- Mowy nie ma. Nie jestem najemnikiem - odpowiedział.
- A czy ja mówię, że zamierzam ci ZAPŁACIĆ? - Squall uznała, że to koniec walki i wyluzowała się, choć zapewne była gotowa na każdą sposobność. - Uznaj to za handel wymienny: ty zdobywasz to zaklęcie lub pomagasz mi je zdobyć, a ja za to powiem tyle ile wiem. Poza tym, jesteś na MOIM statku i to WBREW mojej woli. Jak coś ci nie pasuje, to burta jest tam - machnęła ręką za siebie - To jak?
Halt zastanowił się szybko nad całą sprawą. Ryzyko, że coś pójdzie nie tak było bardzo wysokie, w końcu czego ma się spodziewać po piracie, jak nie kolejnych przekrętów? Nie sądził też, czy osoba Squall w ogóle zasłużyła na jakąkolwiek pomoc. Ale z drugiej strony, jeśli rzeczywiście wie coś o Husein'ie, to wielką szkodą byłoby zaprzepaścić szanse na uzyskanie cennych informacji. W sumie mały zwrot akcji może być całkiem przyjemną odmianą do nudnej żeglugi.
Obieżyświat podjął decyzję. Płynnym ruchem wsunął saksę z powrotem do pochwy przy pasie i wyprostował się.
- Zgoda - odpowiedział sucho. - Ale nie licz na następne ,,przysługi".
Squall? Wybacz długość *^* Ale najważniejszą wątpliwość chyba ci wyjaśniłam
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz