Imię: Rita. Jednak jej prawdziwe imię znane tylko nielicznym to Falka.
Nazwisko: Brak.
Przydomek: Niektórzy nazywają ją Smoczym Cieniem, lub elficką wersją – Irath Quedd. Najczęściej jednak słyszy sformułowania typu „Pani Wiedźmin”, „Wiedźmak”, „Monstrum”, „Mutant”, bądź inne, niecenzuralne epitety.
Rasa: Raz na jakiś czas smoki (potrafiące posługiwać się magią) znudzone sianiem postrachu w swej gadziej postaci przybierają ludzką formę i smakują życia. Rita jest "słodkim owocem miłości" smoka wysokogórskiego i leśnej elfki.
Wiek: Białowłosa twierdzi, że ukończyła 23 wiosny, obcy szacują że ledwie 18, a starsi znajomi przekonują niedowiarków, że tak naprawdę przeżyła już 72 lata.
Płeć: Jeśli ktoś podważy jej kobiecą naturę, gotowa jest pokazać mu dosadnie, że się myli.
Stanowisko: Wojownik i Łowca (zabija również potwory, żeby nie wyjść z wprawy, więc jeśli ktoś znajdzie utopca w studni, to śmiało walić do Rity).
Aparycja: Rita to mierząca 176 centymetrów smukła kupka mięśni, skóry i kości. Mimo iż nie jest elfem czystej krwi jej szczupła sylwetka od razu przywołuje na myśl „spiczastouchych”. Wyróżniają ją złotożółte, przypominające kocie, oczy o pionowych źrenicach i liczne na całym ciele blizny oraz nietuzinkowe, śnieżnobiałe włosy zaplecione zawsze w małą kiteczkę (rozpuszczone sięgają ledwie wysokości brody), podgolone z tyłu na wysokość uszu. Rozpoznać ją można również po bezszelestnym, płynnym chodzie oraz dwóch mieczach powieszonych na plecach i medalionie w kształcie głowy wilka. Nigdy nie zakłada sukienek, spódnic, czy innych, w jej mniemaniu, szmat. Przyodziewa się tak, aby zawsze być gotową do walki.
Zdolności: : Wiedźmińskie mutacje, którym dziewczyna została poddana w młodzieńczych latach zaowocowały szybkością, zwinnością, refleksem, odpornością na trucizny i zmysłami wydajniejszymi od przeciętnego człowieka. Ponad to Rita świetnie włada mieczem. Wiele lat praktyk zrobiło z niej zacnego wojownika. Potrafi również strzelać z łuku, ale nie dorównuje umiejętnościami swoim krewniakom od strony matki. Jest zdolnym jeźdźcem, niestety nigdy nie mogła całkowicie poświęcić się ekwitacji. Zna również parę prostych, lecz zaiste przydatnych w jej fachu zaklęć oraz przepisów na eliksiry. Białowłosa wie też jak się wspinać, a w szczególności na drzewa. Płynnie mówi po elficku. Stwierdzić, że potrafi przybrać smoczą postać to dużo powiedziane. Przemiana jest dla niej niezwykle trudna, a na dodatek dziewczyna nie zawsze nad nią panuje, dlatego nie wymienia tej zdolności w swoim Curriculum Vitae.
Zainteresowania: Bardzo lubi być blisko natury, a jak na wiedźmina ma dobrą rękę do zwierząt. Potrafi również całkiem ładnie rysować, do czego nikomu się nie przyznaje. W sekrecie tworzy bestiariusz szczegółowo ilustrując i dokładnie opisując poznane przez siebie stworzenia.
Charakter: Świat postrzega wiedźminów jako bezlitosnych, pozbawionych emocji i zachłannych morderców, którzy zmienili się w potwory, aby móc z nimi walczyć. Rita już dawno temu uznała, że nie ma większego sensu udowadniać im, że tak nie jest. Wiele lat bycia traktowaną gorzej od psa (nie ujmując tym wspaniałym stworzeniom) odebrało jej chęć do zadawania sobie trudu w skomplikowanych relacjach społecznych. Nie ważne, czy jesteś królem, czy świniopasem, nie licz na zbędną uprzejmość, czy szacunek z jej strony. Nie jest jednak cyniczna. Wręcz sprawia wrażenie skromnej, albo raczej tajemniczej, gdyż za dużo o sobie nie opowiada. Generalnie pół elfka odzywa się rzadko. Zazwyczaj wtedy, gdy jest pytana, lub w sytuacjach, w których uboga mowa ciała i język "migowy" nie wystarczają. Na szczęście mało kto w ogóle czuje się zobowiązany do nawiązania konwersacji z tą osóbką. Większość ludzi przebywających w jej towarzystwie odczuwa niepokój, strach, nienawiść bądź pogardę wobec białowłosej, wynikające z jej dzikiego usposobienia. Stylem życia, sposobem w jaki obserwuje otoczenie i się porusza dziewczyna przypomina dzikie zwierzę gotowe w każdej chwili skoczyć ofierze do gardła. Póki co, z tego opisu można by wywnioskować, że nie jest ona materiałem na kompana, a co dopiero przyjaciela. Nic bardziej mylnego. Wystarczy jeden, lub więcej śmiałków obdarzonych anielską cierpliwością, odpowiednio porcjowany upór i mała biesiada, a Rita przeobrazi się w "dawne ja", czyli pełną wigoru, poczucia humoru, pragnienia przygód i wierniejszą niźli królewska gwardia marzycielkę. Oczywiście znacznie łatwiej jest zaleźć jej za skórę, tym samym tworząc bezlitosną, zdeterminowaną i nieznającą granic wrogobójczynię.
Historia: Smoki, a w szczególności samce, nie znają się na rodzicielstwie. Ojciec Rity nie należał do wyjątków. Z niewiadomych przyczyn trzy miesiące po pojawieniu się białowłosej na świecie uciekł od „ukochanej” zabierając potomka ze sobą, matce zostawiając tylko rozpacz i nienawiść wobec świata. Ghe’enkar nie miał jednak dużo czasu na zabawę w kochającego tatusia, gdyż został zabity przez wiedźmina. Ten przeczesując jego leże znalazł małą Ritę. Zamiast jednak zostawić dziecko na pewną śmierć zabrał niemowlę do Kaer Mohren, gdzie szkolono wiedźminów ze szkoły wilka. Nie dziwne więc, że białowłosa została zabójcą potworów. Minęło wiele mniej lub bardziej krwawych lat, które pozostają dziś tematem tabu. Spowodowały one jednak, że dziewczyna postanowiła sobie udawać Szwajcarię i nie wspierać żadnej ze stron konfliktu, trzymać się z daleka od wszelkich gild czy społeczności. Po prostu być zwykłym, wędrującym z miejsca na miejsce wiedźminem. Niestety pewnego dnia przyjęła zlecenie, które ją zdecydowanie przerosło. Poważnie ranna opuściła pole walki, ledwo co uchodząc z życiem. Chcąc nie chcąc musiała znaleźć schronienie, w którym na spokojnie mogłaby wrócić do formy. Los chciał, że w poszukiwaniu azylu trafiła tutaj, gdzie postanowiła zostać, do czasu całkowitego powrotu do zdrowia (hm… może nawet trochę dłużej?...).
Partner: Aktualnie brak (heteroseksualna). Warto by dodać, że wiedźmini są… jałowi, więc o macierzyństwie i szczęśliwej rodzinie dziewczyna może pomarzyć.
Rodzina:
-Ghe'enkar - ojciec, smok wysokogórski.
-Zirael - matka, elfka leśna członkini anarchicznej, elfickiej organizacji na terenie jednego z podbitych przez Sorsinę państw.
-Vesemir- „wujek”, wiedźmin i nauczyciel, oraz ten, który zabrał ją do Kaer Mohren.
Towarzysz: Brak.
Szczegóły :
-Teraz neutralność uważa za rzecz świętą, ale nie zawsze tak było. Jeśli wierzyć plotkom niegdyś należała do hanzy skrytobójców, inni twierdzą, że służyła w sorsińskim wojsku, ale najbardziej lubianą przez wszystkich wersją jest ta, w której siała postrach u boku Dzikiego Gonu.
-Kiedyś zdarzyło się jej niekontrolowanie przemienić, gdy walczyła, a raczej przegrywała z wampirem wyższym. Przez dwa lata nie potrafiła wrócić do ludzkiej postaci.
-Tak jak pewnie każdy wiedźmin rzadko kiedy naprawdę śpi. Przechodzi w stan podobny do medytacji, podczas którego odpoczywa, lecz jest wtedy w stanie rozróżniać dźwięki zwiastujące niebezpieczeństwo.
-Zjawiskową bliznę na twarzy zostawiło jej pierwsze zlecenie, będące piekielnie inteligentnym biesem.
Autor: Deus Ex Machina
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą postaci. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą postaci. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 5 września 2017
niedziela, 9 kwietnia 2017
Wyobraź sobie co się stanie, kiedy wszystko co piękne wejdzie w Twoje posiadanie
Imię: Miała ich
naprawdę wiele (chociaż zdecydowanie większej części z nich bliżej było do
przydomków, tudzież niezwykle kreatywnych i barwnych epitetów), jednak w
momencie, kiedy została przygarnięta przez wujostwo, ciotka nadała jej imię
Gwenllian, którym posługuje się do tej pory.
Nazwisko: Rofangalus
(ruh-fang-uhh-liss), jednak korzysta z niego tylko wtedy, kiedy jest to naprawdę
konieczne. Chociaż, nie da się ukryć, zabawnie jest obserwować, jak niejednym,
podczas wymowy plącze się język.
Przydomek: Z tych
miłych? Gwen, Winny, Willy… chociaż zdrobnienia może nie są zbyt wdzięcznymi
przydomkami. Bardzo podoba jej się dumnie brzmiące Eldrvarya, chociaż nikt,
poza szalonym, leśnym magiem (który notabene sam jej to przezwisko nadał) nie
zwracał się do niej w ten sposób.
Rasa: No i tutaj… cóż,
już przy czwartym punkcie zaczynają się schody. Zawsze mogło być gorzej,
chociaż nie da się ukryć, że kłopoty w akurat tej rubryce nigdy nie były mile
widziane. Po wyglądzie chyba najlepiej uznać ją za istotę będącą w połowie
smokiem, a w połowie człowiekiem, jednak jest to na tyle biologicznie
niemożliwa krzyżówka, że prostszym rozwiązaniem wydaje się przypisanie jej
nazwy osobnej rasy. Niestety, Winny nigdy nie widziała niczego, co chociaż w
niewielkim stopniu wyglądem przypominałoby jej samą siebie. Nic dziwnego, że
wieśniacy uważali ją za demona (nawet jeśli mijało się to z prawdą). Z resztą,
przywykła do tego określenia już na tyle, że sama na pytanie „kim jesteś?”
zaczęła odpowiadać, uśmiechając się przy tym łobuzersko „Nazywają mnie diabłem”.
Zabawne, jak coś, co z początku miało być obelgą, może zamienić się w noszony w
dumą tytuł.
Wiek: Można śmiało
powiedzieć, że zdecydowanie więcej, niż wygląda. Wśród ludzi żyła dość krótko,
bo blisko pół wieku, jednak wcześniej- wśród górskich lasów, pod gołym niebem
spędziła znacznie, znacznie więcej wiosen.
Płeć: Kobieta
Stanowisko: Taktyk, a poza tym
niezwykle zależy jej na pozycji Lotnika. Niestety, do tego musi nauczyć się
unosić nieco wyżej, niż na wysokość kilku stóp nad ziemią. Opanowanie
umiejętności latania, bez toczenia przegranych wojen z silnymi podmuchami
wiatru, oraz lądowania, które nie zagrażałoby życiu i zdrowiu niewinnych przechodniów chyba również może okazać się całkiem przydatne. Pomińmy fakt, że
powinna się ich nauczyć co najmniej kilka dekad temu, dobrze? Poza tym, ma też
niezłe zadatki na barda, jednak pogoń za marzeniem wydaje się czymś bardziej
kuszącym, niż rozwijanie już nabytych umiejętności.
Aparycja: Aż trudno uwierzyć, że w żyłach tej niskiej
dziewczyny o drobnej budowie może płynąć smocza krew. Właściwie to do póki nie
zetkniemy się twarzą w twarz z jej charakterem i zbyt pośpiesznie ocenimy
książkę po okładce, Gwenllian wydaje się nie mieć nic wspólnego z potężnymi,
dumnymi, zionącymi ogniem i śmiertelnie niebezpiecznymi bestiami. W
szczególności, kiedy zarzuci na siebie długi płaszcz z kapturem, skutecznie
zakrywający nie tylko ogon i skrzydła, ale także pozostałe, nieludzkie
„atrybuty”, takie jak szpiczaste uszy, czy pojawiające się w niektórych
miejscach łuski, dzięki którym już nieraz jednogłośnie uznawano ją za złego
ducha, a co za tym idzie, wypędzano z większości wiosek. Z drugiej strony,
czemu tu się dziwić? To oczywiste, że w oczach mieszkańców zupełnie obca
dziewczyna, nieznanego pochodzenia zawsze będzie kimś podejrzanym, zaś nawet największy
kaptur nie byłby w stanie skutecznie zakryć pary złotych, sprawiających
wrażenie pozbawionych źrenic oczu i ukazujących się przy każdym radosnym
uśmieszku, ostrych, niemalże wampirzych kłów.
Zdolności: Na pewno
nie jest to latanie, co zdążyliśmy ustalić w jednym z wcześniejszych punktów. Właściwie to trudno
powiedzieć, czy to przez brak nauczyciela, zaniedbywanie urządzanych sobie
lekcji latania, czy też może przez fakt, że przez wieki musiała żyć w ukryciu,
zaś ostatnie dekady, spędzone przede wszystkim na podróżowaniu i jako takim
próbom życia wśród ludzi bardziej, niż skutecznie uniemożliwiały jej nie tylko
próby uczenia się latania, ale nawet uchylenie chociaż najmniejszej łuski, lub
rozprostowanie zwiniętego pod płaszczem ogona. Z drugiej strony, wiele można
zarzucić drobnej budowie dziewczyny, skoro z przestworzy jest w stanie zdmuchnąć ją właściwie
każdy silniejszy wiatr. Oczywiście, nie oznacza to, że Gwenllian złożyła broń…
nic z tych rzeczy! Teraz, kiedy
wścibskie spojrzenia dociekliwych, ludzkich ślepi nie stanowią dla niej
najmniejszego zagrożenia, sama zaczęła stanowić zagrożenie dla innych,
beztrosko kontynuując walki z prądami powietrznymi, oraz próby bezpiecznego
lądowania i kontrolowanego manewrowania w przestworzach. Przejdźmy teraz do
umiejętności nabytych, niewymagających już specjalnego kształtowania. Otóż
Winny, o czym również wcześniej wspomniałam, ma zadatki na barda. Nie tylko
umie, ale i kocha opowiadać przeróżne historie, czy to zmyślone, czy to z życia
wzięte. Nie można też odmówić jej talentu aktorskiego, co niestety może okazać
się nieco kłopotliwe, kiedy przejdziemy do charakteru dziewczyny… Poza tym, jak na pół-smoka przystało, umie
ziać ogniem, chociaż ludzkie ciało bardzo ogranicza jej wielkość płomieni. Co
za tym idzie, jest odporna na wysokie temperatury. Skóra draconki naturalnie
jest znacznie cieplejsza od ludzkiej, jednak jej temperatura w dużej mierze
zależy od samopoczucia dziewczyny. Stanowczo odradzam zbliżanie się do
wściekłej Gwen, chyba, że bardzo zależy Ci na śladach po poparzeniu. Oho, prawie bym
zapomniała. Winny jest też zawodowym złodziejem. Potrafi sprzątnąć każdemu
jakiś drobiazg (lub i nieco większy przedmiot) sprzed nosa, tak, że ofiara
nawet nie spostrzeże, że została okradziona. Nikt tak naprawdę nie wie, jak Gwenllian
tego dokonuje, a ona nie ma zamiaru nikomu zdradzać swego sekretu.
Zainteresowania: Większość
łączy się z umiejętnościami dziewczyny- tymi zdobytymi, a także tymi, które
próbuje wykształcić. Lotnictwo było czymś, czego opanowanie w jej przypadku
wydaje się nie tylko naturalną kolejnością rzeczy, ale jest także i pasją- marzeniem, za
którym watro brnąć nawet na drugi koniec świata. A skoro o świecie mowa, Winny
kocha podróżować. Interesuje ją nawet nie sama wędrówka, ale poznawanie nowych miejsc,
a co za tym idzie, także kultury, historii i języka zamieszkujących je ludzi.
Charakter: Jak bezproblemowo opisać charakter osoby, którą w każdej sekundzie potrafi owładnąć najprzeróżniejsza, czasem tak bardzo różniąca się od poprzedniej emocja? Może zacznijmy od tego, że jej charakter jest niesamowicie zmienny, zaś temperament i cała osobowość Eldrvaryi jest taka sama, jak jej przydomek- płonąca. Płonąca, ognista, ale przede wszystkim bardzo, bardzo nieprzewidywalna. Może to i dobrze, że natura nie obdarzyła dziewczyny zbyt potężną, rzucającą się w oczy budową. Dzięki temu, jedyną bronią, jaką posiada jest cięty język, a i z niego nauczyła się korzystać, jak należy i trzeba przyznać, że robi to po mistrzowsku. Winny należy do tej nieczęsto spotykanej i wyjątkowo nielicznej grupy szczerych do bólu osób, które najzwyczajniej w świecie nie myślą o konsekwencjach, jakie niosą ze sobą głoszone przez nie słowa, zawsze mówią tylko to, co mają na myśli, nie owijając przy tym w bawełnę. Nie zdziwcie się więc, gdy napotkawszy na drodze człowieka z przepaską na oku, podejdzie do niego i jakby nigdy nic powie: "Stary! Masz tylko jedną gałę!". Brak wychowania? Cóż, może i odrobinę, choć tego typu zachowanie w jej przypadku trzeba po prostu tolerować (bo zignorować, niestety, jest trochę trudno). Myślę, że w tym wypadku szczerość można uznać nie tylko za jedną z największych zalet dziewczyny, ale także i za ogromną wadę, która w połączeniu z bezpośredniością i brawurą, sprawia, że niemalże każde otwieranie ust przez Gwenllian, niesie ze sobą zagrożenie w postaci kłótni. Tylko, żebyśmy się dobrze zrozumieli, draconka nie jest pozbawioną skrupułów osobą, niewrażliwą na cudzą krzywdę, czy cierpienie. Wręcz przeciwnie! To nieco zdziczała, lecz szalenie ambitna dziewczyna o wielkim sercu i odwadze, znacznie przerastającej jej drobną posturę, która zazwyczaj zupełnie nieświadomie wywołuje spory. Zazwyczaj, ponieważ co jak co, ale konfrontacja, ani słowna potyczka nie stanowią dla niej wielkiego wyzwania i czasami lubi się posprzeczać, tudzież "przyjacielsko" podroczyć, nawet z zupełnie nieznajomymi osobami. Niech was jednak nie zwiedzie ta otwarta postawa i przyjacielski uśmiech- Winny jest bardziej nieufna, niż mogłoby się wydawać, a przy tym niezwykle ostrożna, jeśli chodzi o dobór towarzyszy. Jedynie magia ADHD, upartość, a także wyjątkowo swobodny, zdawałoby się nawet, że pozbawiony trosk i nieprzejmujący się niczym styl życia sprawiają, że nie nikt nie posądzałby jej o podejrzliwość. Chyba każdy, kto choć raz miał do czynienia z Gwen może śmiało powiedzieć, że dziewczyna jest niczym małe, prywatne słońce, niemal bez przerwy emanujące energią i zawstydzające swoją szczerą bezpretensjonalnością. Inni mogą nazwać ją szalonym, pogodnym, a przy tym odrobinę tajemniczym stworzeniem, które mimo natury mola książkowego i zamiłowania do zagłębiania się w przeróżne, barwne opowieści, nie jest w stanie wysiedzieć na miejscu dłużej, niż paru minut. Przede wszystkim należy jednak pamiętać, że mimo młodego wyglądu, Rofangalus jest również dojrzałą (no, w granicach możliwości), inteligentną kobietą, a nazwanie jej głupią jest nie tylko obrazą, ale i dowodem własnej głupoty. Pewien stary, równie szalony mag, żyjący samotnie w niewielkiej chatce pośród leśnych drzew powiedział o niej: "Od razu wydawała mi się sympatyczna, chociaż skubanej źle z oczu patrzyło, jakoby to okraść mnie planowała przy pierwszej lepszej okazji. Pomogłem jej w potrzebie, tak mnie ślicznie prosiła, zapewniłem dach nad głową, dałem pryczę i jedzenie. Trochę razem pomieszkaliśmy, aż tu pewnego ranka zniknęła bez śladu. Nie było ani skrzydlatej dziewczyny, ani sakiewki z pieniędzmi i mojej siwej kobyły. Wie pan, nie na darmo zwą mnie magiem, mogłem rzucić zaklęcie, czy dwa, tak, że łobuzina popamiętałaby, że z czarodziejami nie należy zadzierać, ale... Cholera by ją wzięła, ale polubiłem tą małą smoczycę!"
Historia: Pojawienie
się czegoś takiego na świecie w dalszym ciągu jest nierozwiązaną zagadką.
Tajemnicą, na którą niezwykle ciężko znaleźć jakiekolwiek odpowiedzi, które
można podeprzeć nie tylko logicznymi wyjaśnieniami, ale przede wszystkim,
dowodami. Draconka żyła odkąd pamięta, a odkąd pamięta żyła w samotności,
otoczona lasami, skalistymi zboczami i górskimi potokami, mając za jedyne
towarzystwo żyjące w okolicy zwierzęta, oraz piękne gwiazdozbiory, mrugające w
jej stronę z granatowego nieba niemal każdej nocy. Przez pierwsze, niezwykle
trudne lata swego życia uczyła się przeżyć, później- żyć. Nie jest w stanie
zliczyć czasu, który, upływając na wędrówkach, polowaniu, zwiedzania świata,
podziwianiu każdej, dosłownie każdej mijanej obok rośliny, czy zwierzęcia i
bezcelowych włóczęgach, zdawał się być jednym, wyjątkowo długim i nigdy
niekończącym się, magicznym zachodem słońca. Pech chciał, że dziewczyna pewnego
ranka natrafiła na pewną górską osadę, chociaż, kiedy została przygarnięta
przez starsze małżeństwo, gotowe zaopiekować się nieznajomą nie zważywszy na
jej wygląd, przez chwilę miała wrażenie, że los się do niej uśmiechnął.
Niestety, pozostali mieszkańcy okazali się zdecydowanie mniej wyrozumiali i
przyjaźni, w stosunku do nieznajomej , bezimiennej włóczęgi, która na dodatek
nie potrafiła posługiwać się ich językiem. A nawet, kiedy po miesiącach
opanowała nie tylko sztukę mówienia, ale i pisania, nauczyła się życia wśród
ludzi pod nowym imieniem, nadanym jej przez przemiła kobietę, która kazała
nazywać siebie ciotką, nastawienie mieszkańców nie zmieniło się na lepsze.
Właściwie, stało się jeszcze gorsze, kiedy chłopi odkryli, że ten dziwny,
skrzydlaty potwór, który każdej nocy pojawiał się na niebie, demolując wioskę,
zakłócając spokój śpiących mieszkańców okazał się nikim innym, jak dziewczyną,
która kilka lat temu zamieszkała u pary staruszków. Na nic zdał się płaszcz
dziewczyny, kiedy odkryto jej skrzydła, ogon, łuski i szpiczaste uszy.
Gwenllian Rofangalus- ani imię, ani nazwisko nie było w stanie wiele zmienić.
Do ludzi nie upodobniły jej też wyzwiska, jakimi ją obrzucano. Nazywano ją
demonem, diabłem, zarazą, gargulcem, wampirem, odmieńcem, a nawet strzygą
(której pod żadnym pozorem nie przypominała) i wygnano z wioski. W niczym nie
pomogła jej także nagła śmierć wujostwa, o które szybko posądzono niewinną
dziewczynę. Wieść o groźnym, skrzydlatym potworze rozprzestrzeniła się dosyć
szybko, chociaż całe szczęście, dzięki powtarzaniu tej samej plotki przez wiele
osób, podkoloryzowana historia uległa takiemu zniekształceniu, że opisywana
bestia w żadnym procencie nawet nie przypominała zakapturzonej dziewczyny,
która od tej pory wędrowała kupieckimi szlakami, zarabiając na życie barwnymi
opowieściami, starając się unikać większych miast i wiosek. Nic dziwnego, że po
latach wędrówki w końcu natrafiła na Hidden.
Partner: Nie widzi
przeszkód, chociaż jak na razie sprawia wrażenie za bardzo zakochanej w otaczającym
ją świecie, żeby zwrócić większą uwagę na pojedynczą osobę.
Rodzina: Nigdy takowej
nie posiadała, a przynajmniej biologicznej.
Szczegóły: - Kiedyś
bała się dotykać zwierząt w obawie, że niechcący je oparzy.
- Jeszcze zanim natrafiła na ludzi, spędziła wiele wieków w
samotności, jednak przez dziecięcy wygląd każdy bierze ją za młodą dziewczynę.
Z resztą, wcześniej pojęcie lat było jej zupełnie obce, więc koniec końców
nawet sama Gwenllian nie zna swojego wieku.
- Bardzo lubi nazywać wiele przedmiotów, wymyślając im swoje własne
imiona. Z początku tyczyło się to jedynie gwiazd i gwiazdozbiorów (również
przez nią stworzonych), jednak z czasem ofiarą owego dziwnego zwyczaju padły
również rośliny i niektóre gatunki zwierząt.
Autor: Annabeth //
Earl Blue
środa, 22 marca 2017
Myślisz to co ja?... Zawsze... To jak? Zjadamy na surowo czy podpieczonego?
Imię: Boyd(kobieta) i Brian(mężczyzna), ale jako smok często mówi się Broyd
Nazwisko: Fangilions (Choć jest to przybrane nazwisko, jako że smoki takowego nie mają)
Przydomek: W ich ludzkiej formie zazwyczaj mówi się na nich: Karmazynowy Płomień i Ostrze. Jednak w smoczej formie ktoś ich widzi to zazwyczaj słychać tylko "RATUNKU!!!" więc ciężko powiedzieć, choć czasem gdy mowa o zbliżającym się zagrożeniu nazywa się go Ragnarokiem, z resztą takie określenie bardzo przypadło im do gustu.
Rasa: Dwugłowy smok (Bardzo rzadka i ciekawa odmiana smoka, prawdopodobnie jedyny na kontynencie.)
Wiek: Blisko pół milenium.
Płeć: Jako że w ludzkiej formie są osobnymi organizmami to trzeba uwzględnić ich podział płciowy. A w swojej smoczej wersji można powiedzieć że obojnak
Stanowisko: Lotnicy i Łowcy
Aparycja: Jako ludzie wyglądają jak bliźniaki, mają takie same długie, karmazynowe włosy. Jasne oczy, o dziwo nawet głosy mają podobnie niskie. Łobuzerskie uśmieszki pełne kłów, długie ogony, elfie uszy i rogi. Boyd ma je nieco krótsze i prostsze, a Brian nieco wygięte w "S". Jak to na smoka wypada, mają zamiłowanie do błyskotek, stąd ozdoby na rogach, uszach czy nadgarstkach. Ubierają się w grube skóry i zawsze przy boku noszą swoje szable. W smoczej formie jest to gigantyczny bo mający 10m w kłębie gad z ogromnymi skrzydłami o dwóch głowach, co prawda jednej nieco mniejszej, ale równie niebezpiecznej. Co ciekawe stwór ma jeden zestaw organów, prócz serc. Głowa Briana zionie ogniem, natomiast Boyd pluje kwasem w konsystencji i kolorze przypominającym krew. W tej formie oczy tracą źrenice i jarzą się złowrogim światłem, całe ciało pokrywają czerwone łuski odporne na większość oręży czy zaklęć.
Zdolności: Podstawową zdolnością każdego smoka jest zianie ogniem i tak właśnie Brian zieje ogniem, a Boyd pluje kwasem. To nie jest jedyna zdolność tych dwoje, mogą oczywiście przyjmować ludzką postać dzięki zaklęciu otrzymanemu wieki temu od pewnego maga. Sami jednak mają mgliste pojęcie na temat magii co najwyżej przy ich obopólnym skupieniu mogą rykiem wzburzyć wody lub przywoływać burzę, jednak jest to wyjątkowo męczące i udaje się tylko gdy działają razem. Ich myśli są niemal zawsze połączone przez to nawet jak nie są obok siebie to mają z sobą kontakt, mogą też łączyć się telepatycznie z innymi stworzeniami, jak większość smoków. Jako że są tak na prawdę jedną istotą to gdy jedno z nich zostanie zranione oboje odczuwają ból z tym związany, tak samo jak głód, zmęczenie i całą resztę, nawet łaskotki. Jedynie śmierć może ich rozłączyć, podobno gdy jedna z głów zostanie odcięta lub zabita w ludzkiej formie, druga może żyć jako zwykły smok, nikt jednak tego nie sprawdzał a i oni nie są do tego chętni. Mają też niezwykle wyostrzone zmysły, choć nierówno. Dziewczyna ma doskonały wzrok, widzi w podczerwieni i ultrafiolecie przez co nie ma problemów z widzeniem w ciemności, a chłopak słyszy zarówno infra i ultradźwięki. Oboje są też niesamowicie szybcy i silni, ponieważ mimo tak małej formy wszelkie właściwości ich normalnego ciała pozostają te same, dlatego mogą bez trudu powalać drzewa lub podnosić głazy, ale są też tak samo ciężcy jak ich gadzia forma, więc podnieść ich będzie ciężko. Z tych mniej niezwykłych umiejętności to posługiwanie się szablami, ale gdy przyjdzie co do czego to i tak pazury i kły są mocniejsze. Jak przystało na smoka są super łowcami, dzięki wyostrzonym zmysłom Boyd może wytropić nawet mrówkę, a Brian ją namierzyć.
Zainteresowania: Choć to może nie pasować do nich to Brian uwielbia gotować a Boyd lubi sobie czasem pomajsterkować, sprawdzić jak coś działa, rozłożyć na części i złożyć jeszcze raz. Oprócz tego lubią łowy, muzykę i podróże. Oboje też kochają słuchać niesamowitych opowieści i innych łowcach przygód, wojownikach, korsarzach czy magach.
Charakter: Bardzo trudno określić charakter tego stworzenia. Jedno jest jednak pewne, to nie jest miły i potulny smoczek, tylko prawdziwa bestia. Gigantyczny stwór nie wie co to litość, a jego głównym celem jest sianie popłochu i zniszczenia. Choć oczywiście to nie jest ich jedyna cecha, jest to przede wszystkim stworzenie kochające wolność, żyjące w dziczy i tam czujące się najlepiej. Bliźniaki są łowcami przygód, szwendającymi się po pustkowiach. Teraz pewnie wydaje wam się że to bezwzględni mordercy i potwory. Wiele się w sumie nie mylicie, bo nie jest to miłe stworzonko jak już wspominałam, ale to też żywa i myśląca istota. Oboje często spotykają na szlaku innych wędrowców i w ramach zabawy pozwalają im ujść z życiem w zamian za ciekawą opowieść przy ogniu. W ogóle choć brutalni i groźni to lubią się bawić, śmiać i żartować. Są świetnymi kompanami rozmowy czy picia. Boyd jest bardziej infantylna i ciekawska, lubi żartować czy płatać psikusy, ale łatwo też wyprowadzić ją z równowagi, szybko się denerwuje i nieraz jedyną osobą zdolną ją uspokoić jest brat. Ten natomiast robi za starszego, poważnego i opanowanego z tej dwójki, mimo że są więcej niż bliźniętami. Nie jest aż tak żywy jak siostra raczej bardziej opanowany. Stara się być tym rozważnym i spokojnym, choć zdenerwowanie go nie jest czymś trudnym, a wtedy staje się bardzo porywczy. Oboje często droczą się i kłócą, jednak gdy przychodzi co do czego staną za sobą murem, a nawet poświęcą życie.
Historia: Jak to smok wykluł się samotnie w jakiejś pieczarze wysoko w górach. Sami szybko nauczyli się polować na zwierzynę, a później gdy zwykłe zwierzęta to było za mało zaczęli atakować ludzkie osady. Długo byli po prostu i tylko strasznym, wielkim potworem pustoszącym wioski a z czasem nawet miasta na północy. Wielokrotnie starano się znaleźć gada i go dobić, jednak zawsze kończyło się to niepowodzeniem. Znudzeni monotonnym życiem ruszyli w podróż. Pewnego razu grupa podróżników nie zauważyła że rozbiła obozowisko tuż obok śpiącego potwora. Z początku chcieli oni zaatakować i zjeść ludzi, tak jak zawsze to robili, tym razem jednak usłyszeli ich rozmowę. Długą historie każdego z nich, pełną niezwykłych przygód oraz walk i przeżyć. Spodobała im się ta opowieść snuta przy ogniu że nie zabili ich, a następnego ranka po prostu odlecieli. od tego czasu za każdym razem gdy spotykają kogoś dają mu szanse ocalenia się dobrą historią. Jeśli takowa im się nie podoba gagatek kończy w ich trzewiach. Tak to przez stulecia ciągnęło się ich życie na niszczeniu, paleniu, zabijaniu, słuchaniu oraz podróży. Do czasu. Jeszcze na długo przed wojną zdarzyło się coś do nich zupełnie niepodobnego, zamiast niszczyć... uratowali. Z kata stali się bohaterem. Dlaczego? Myślę że oni sami nie potrafią tego stwierdzić. Daleko za morzem znajdował się kraj, który od dawna był nękany przez hordy orków. Stworzenia co noc przychodziły by na nowo ograbiać mieszkańców. A ci nie mogli się wynieść bo nie mieli nawet gdzie. Gad chciał przejąć miasto jak każde inne wcześniej, ale wiadomo nie mogli pozwolić by inny agresor zabierał im plony. Na dodatek, walka sprawia im wielką frajdę. Dlatego przez niemal cztery noce walczyli z chordami pokracznych potworów. Gdy udało im się zabić ostatniego byli zbyt wycieńczeni aby od razu ruszyć na miasto. Zalegli wysoko w górach, by zapaść w sen regeneracyjny. O dziwo znalazł się ktoś kto podążył ich tropem i podszedł do smoka. Dla mieszkańców dwugłowy smok stał na poziomie boga, więc przybył do nich największy mag. Człowiek władający mocą której dziś nikt nie mógłby pojąć. Bez lęku stał przy nich dziękując za pomoc. Bliźniaki nie rozumiały co się dzieje, nigdy nie zostali tak potraktowani. Co więcej, mag stwierdził że może dać im w podzięce pewien dar. Dar osobnych ciał... ciał ludzkich. Oboje zafascynowani życiem ludzkich podróżników przyjęli bez wahania ofertę i tak zdobyli umiejętność przyjmowania ciała człowieka, a przynajmniej częściowo. Na tym jednak się nie skończyło. Mężczyzna zabrał ich do miasta, gdzie ludzi witali ich z wielkimi honorami, bo w końcu to bóg przyjął dla nich ludzką formę. Nie umieli panować nad tym dziwnym ciałem, dlatego też zostali tam ucząc się posługiwania osobnymi kończynami. Zostali tam na długie dekady, tam nauczyli się wszystkiego o byciu człowiekiem oraz o fechtunku, bo tamtejsi wojownicy zaprawieni w długich bojach oraz surowym klimatem nie mieli sobie równych. Z czasem, gdy nauczyli się posługiwać ciałem, przewyższyli umiejętnościami wszystkich mistrzów a stary mag umarł postanowili ruszyć w dalszą podróż. Trafili w końcu na Sorsinę, tuż przed wojną. Tam też wcielili się do wojska w poszukiwaniu przygód, zostali uznani za osobną jednostkę podlegające tylko głównemu generałowi Banhudowi(opiekun Atlanta). Szybko jednak znudzili się zabawą w imperialnego pieska i obrócili się przeciwko nim. Tak o, dla zabawy. Czasem atakowali przypadkowe strony konfliktu, a czasem podróżowali w ludzkiej formie licząc na dobrą zabawę i tak aż do końca wojny. Teraz gdy jest teoretyczny pokój, a oni zwiedzili już cały świat trafili przypadkiem na to miejsce, a że jest tu parę ciekawych osób liczą na kolejną przygodę do opowiedzenia.
Partner: Mimo że Boyd jest romantyczką i marzy o miłości, nawet nie musiałby być to smok, ale jest jedna przeszkoda... jej brat, któremu musiałbyś naprawdę zaimponować by pozwolił ci zbliżyć się do swojej drugiej głowy. On sam wydaje się niezainteresowany płciom piękną, ale jeśli znajdzie tę jedyną jest dla niej w stanie robić tyle samo ile dla swojej siostry.
Rodzina: Są jednym ciałem, ale zwykli się nazywać rodzeństwem. W sumie to innej rodziny nie mają, bo smoczym zwyczajem wykluli się sami i sami musieli o siebie zadbać.
Towarzysz: Nawzajem są swoimi towarzyszami, choć Boyd ma zamiłowanie do zwierząt i może kiedyś namówi brata na małego przyjaciela.
Szczegóły: -Oboje mają silną alergie na orzeszki
-Może to wydawać się dziwne, ale Boyd przyjmuje tylko dwie możliwe pozycje do spania: wtulona w brata(przez przyzwyczajenie do naturalnej swojej formy) oraz spanie do góry nogami, w sumie nie ma ku temu specjalnych powodów, po prostu jako smok tak się nie dało, więc gdy odkryła tę umiejętnośc w ludzkiej formie to stwierdziła że to zabawne i tak po prostu robi. Zawiesza się ogonem na gałęzi i śpi jak nietoperz.
-Brian jest chorobliwie zazdrosny o siostrę. Ma przekonanie że gdy ta znajdzie sobie partnera ona zostanie bez drugiej głowy. Jest to oczywiście nieprawdą, ale mag mówił kiedyś że z miłości można stracić głowę i jakoś utkwiło mu to w pamięci...
Autor: Ursa
sobota, 11 marca 2017
Lepiej naprowadzać zbłąkanych na dobrą drogę towarzysząc im, niż wskazując im kierunek drogi niechętnym ruchem ręki.
Imię: Jumon, w języku kotów zza oceanu ,,jum" znaczy ,,mistrz", a ,,jumon" - ,,ten, który jest mistrzem". Powszechnie używa jednak imienia Shin, którym na dalekim wschodzie zaczął nazywać go Sarazion.
Nazwisko: Chattres, które nadała matka oraz nieoficjalnie przyjęte nazwisko wymyślone przez brata - Shigani.
Przydomek: Rodzina wołała na niego Jum.
Rasa: wampir. Niegdyś pół-mag, pół-kotołak. Zachował dawne zdolności, jednakże są one osłabione i bardzo rzadko używane.
Wiek: 22 lata, jednak jako wampir dorastał tylko do dojrzałości biologicznej (ok. 17-19 lat).
Płeć: mężczyzna.
Stanowisko: doradca, przemytnik.
Aparycja: Wzdłuż kręgosłupa ciągną się runy będące formułą zaklęcia uzdrawiającego. Są one w dodatku pokryte licznymi bliznami zadanymi mu przez morderców. Jego kły w naturalny dla kotołaków sposób są wydłużone, choć w trakcie spijania krwi stają się jeszcze dłuższe i grubsze przez wampiryzm. Jumon jest najwyższy ze swojego rodzeństwa i ma najbardziej rozbudowaną, umięśnioną sylwetkę. Najbardziej też przypomina ojca. On i Hanneon są do siebie zauważalnie podobni, zarówno w rysach jak i mimice twarzy, choć oblicze Juma jest znacznie weselsze i bardziej delikatne.
Zdolności: Jako wampir zyskał poszerzenie i tak wyostrzonych zmysłów, a także niesamowitą szybkość w przyswajaniu wszelkich bodźców i informacji. Potrafi świetnie się zakamuflować i pozostawać godzinami w zupełnym bezruchu. Włada mieczem, choć nie miał wielu sposobności, aby się popisać. Jest silny fizycznie i ma bardzo dobrą kondycję i koordynację ruchów. Przemiana w kota, choć trwa krócej niż u brata, wchodzi mu dość marnie i nie za każdą próbą udaje się w zupełności, ale nadal to ćwiczy z obawy, że zaniknie. Lepiej idzie mu z magią, choć potrzebuje wiele skupienia i energii, aby cokolwiek osiągnąć. Na razie jego największym sukcesem są pokaźne fale na jeziorze.
Zainteresowania: Najbardziej lubi samorealizację i samodoskonalenie. Jeśli chodzi o wszelkie nauki humanistyczne, to jest w nich świetny, choć i w ścisłych sobie radzi. Uwielbia także podróże i mapy, często można go zastać studiującego rysopisy kontynentów. Interesują go także statki oraz budowle. Kiedyś marzyło mu się zaprojektowanie statku i nawet zabrał się za szkice, choć brakło mu wiedzy z fizyki, co szybko nadrobił. Oprócz tego, chętnie działa na rzecz innych. Lubi ładne miejsca a także przyrodę - w szczególności motyle, które symboliką popychają go do przeobrażenia się z poczwarki w motyla. Uwielbia filozofować, rozważać. Ma nikłe pojęcie o strategiach wojennych, bo kiedy z Sarazim byli przez jakiś czas na dworze królewskim, często rozmawiał z dowódcami. Kocha duże miasta.
Charakter: Jumon jest bardzo opiekuńczy i troskliwy, ale i niesamowicie dojrzały. W stosunku do Saraziona zachowuje się bardziej jak ojciec niż brat. Nie lubi się kłócić, jest spokojny ale i stanowczy. Nie akceptuje w pełni bycia wampirem i stara się zachować jak najwięcej ,,człowieczeństwa". Jest lojalny i rycerski. Stawia dobro innych nad swoje własne i jest prawdziwym dżentelmenem. Ma także wielką potrzebę samodoskonalenia i chętnie uczy się nowych rzeczy. Nie pochwala tego, jak brat obchodzi się z jedzeniem, nie raz go przez to karcąc. Jest sprawiedliwy i trzeźwo patrzy na świat. W przeciwieństwie do Saraziona, świetnie nad sobą panuje i ciężko wyprowadzić go z równowagi. Jest kulturalny i potrafi zachowywać się odpowiednio do sytuacji. Ma anielską cierpliwość i do brata, i do siebie samego.
Historia: Urodził się jako drugi w miocie wraz z dwoma swoimi braćmi i jedną siostrą, w grocie pod wodospadem w kraju dzikich kotołaków. Jego ojciec już wtedy nie żył. Zginął, kiedy tylko odkryto, że spoufalał się z magiem. Matka długo opiekowała się nim i jego rodzeństwem. Planowała ucieczkę wraz ze swoimi dziećmi do jakiegoś innego, spokojniejszego miejsca. W noc, w którą miała zamiar to zrobić, kiedy nie świecił księżyc a ona poszła zebrać jakieś jedzenie, ludzie koty znaleźli ich kryjówkę. Wcześniej wydawało się to niemożliwe, bo była świetnie zamaskowana. Jumon oraz jego rodzeństwo, mając niewyobrażalne szczęście, nie zostali zidentyfikowani jako istoty półkrwi, a jeden z kotołaków nawet ich przygarnął. Wychowywali się tam dosyć spokojnie, a Jumon chętnie uczył się wraz z Hanneonem nowych rzeczy. Kilka lat później Kiette przez przypadek uaktywniła swoje magiczne zdolności przy innych członkach sfory. Kotołaki postanowiły pozbyć się całej czwórki, wraz z ich opiekunem, ale Han i Kiet zdołali uciec, co niestety nie udało się Jumowi i Saraziemu. Ich świeże zwłoki znalazł żyjący w okolicy mag. Zrobiło mu się żal dwójki małych chłopców, sam miał już dorosłe dzieci, więc postanowił poeksperymentować, w efekcie sprawiając, że powstali jako nie do końca wampiry. Dopiero po kilku latach ich przemiana dopełniła się, a ich jedynym posiłkiem stała się ludzka - choć niekoniecznie ludzka - krew. Jumon przywiązał się do tego maga i sporo się od niegi nauczył. Pamiętając jednak o matce i rodzeństwie, w nadziei, że tamtym udało się przeżyć, wyruszyli na wędrówkę. W pierwotnym głodzie sprowadzili zagładę na jedną z wiosek. Załamał sie przez to, toteż potem tylko Sarazion polował. Najwięcej lat spędzili daleko na wschodzie, jednakże nigdy nie wpoili tamtejszej kultury i nadal są wierni naukom matki. Jumon stale ma oko na swojego nieodpowiedzialnego brata, niemal nigdy go nie zostawia. Dotarli do Hidden przypadkiem, po drodze, choć trafili tam od wschodu, a nie jak ich rodzeństwo - od północy.
Partner: Nie ma.
Rodzina: Nieznany z imienia ojciec zwany Wspaniałym
Minah-Tian - mama
Hanneon - starszy (o parę minut) brat
Sarazion - młodszy (o parę minut) brat
Kiette - młodsza (o parę minut) siostra
Szczegóły:
* Nigdy w życiu nie napił się innego niż wino alkoholu.
* Podczas podróży nauczył się kilku języków, m.in dalekowschodnich i bliskowschodnich, a także jednego południowego. Oprócz tego studiował język kotołaków zamieszkujących Sorsinę.
* Ma rękę do zwierząt.
* W przeciwieństwie do Hanneona i Kiette, jego oczy nie zmieniają już barwy przy używaniu magii żywiołów a zyskują jedynie poświatę.
* Sam wykuł sobie swój miecz.
* Nazwał powyższe ostrze ,,Artenamiz".
(* ,,Shin" pochodzi od japońskiego słowa ,,tenshi" oznaczającego anioła)
Autor: Lucy321
Nazwisko: Chattres, które nadała matka oraz nieoficjalnie przyjęte nazwisko wymyślone przez brata - Shigani.
Przydomek: Rodzina wołała na niego Jum.
Rasa: wampir. Niegdyś pół-mag, pół-kotołak. Zachował dawne zdolności, jednakże są one osłabione i bardzo rzadko używane.
Wiek: 22 lata, jednak jako wampir dorastał tylko do dojrzałości biologicznej (ok. 17-19 lat).
Płeć: mężczyzna.
Stanowisko: doradca, przemytnik.
Aparycja: Wzdłuż kręgosłupa ciągną się runy będące formułą zaklęcia uzdrawiającego. Są one w dodatku pokryte licznymi bliznami zadanymi mu przez morderców. Jego kły w naturalny dla kotołaków sposób są wydłużone, choć w trakcie spijania krwi stają się jeszcze dłuższe i grubsze przez wampiryzm. Jumon jest najwyższy ze swojego rodzeństwa i ma najbardziej rozbudowaną, umięśnioną sylwetkę. Najbardziej też przypomina ojca. On i Hanneon są do siebie zauważalnie podobni, zarówno w rysach jak i mimice twarzy, choć oblicze Juma jest znacznie weselsze i bardziej delikatne.
Zdolności: Jako wampir zyskał poszerzenie i tak wyostrzonych zmysłów, a także niesamowitą szybkość w przyswajaniu wszelkich bodźców i informacji. Potrafi świetnie się zakamuflować i pozostawać godzinami w zupełnym bezruchu. Włada mieczem, choć nie miał wielu sposobności, aby się popisać. Jest silny fizycznie i ma bardzo dobrą kondycję i koordynację ruchów. Przemiana w kota, choć trwa krócej niż u brata, wchodzi mu dość marnie i nie za każdą próbą udaje się w zupełności, ale nadal to ćwiczy z obawy, że zaniknie. Lepiej idzie mu z magią, choć potrzebuje wiele skupienia i energii, aby cokolwiek osiągnąć. Na razie jego największym sukcesem są pokaźne fale na jeziorze.
Zainteresowania: Najbardziej lubi samorealizację i samodoskonalenie. Jeśli chodzi o wszelkie nauki humanistyczne, to jest w nich świetny, choć i w ścisłych sobie radzi. Uwielbia także podróże i mapy, często można go zastać studiującego rysopisy kontynentów. Interesują go także statki oraz budowle. Kiedyś marzyło mu się zaprojektowanie statku i nawet zabrał się za szkice, choć brakło mu wiedzy z fizyki, co szybko nadrobił. Oprócz tego, chętnie działa na rzecz innych. Lubi ładne miejsca a także przyrodę - w szczególności motyle, które symboliką popychają go do przeobrażenia się z poczwarki w motyla. Uwielbia filozofować, rozważać. Ma nikłe pojęcie o strategiach wojennych, bo kiedy z Sarazim byli przez jakiś czas na dworze królewskim, często rozmawiał z dowódcami. Kocha duże miasta.
Charakter: Jumon jest bardzo opiekuńczy i troskliwy, ale i niesamowicie dojrzały. W stosunku do Saraziona zachowuje się bardziej jak ojciec niż brat. Nie lubi się kłócić, jest spokojny ale i stanowczy. Nie akceptuje w pełni bycia wampirem i stara się zachować jak najwięcej ,,człowieczeństwa". Jest lojalny i rycerski. Stawia dobro innych nad swoje własne i jest prawdziwym dżentelmenem. Ma także wielką potrzebę samodoskonalenia i chętnie uczy się nowych rzeczy. Nie pochwala tego, jak brat obchodzi się z jedzeniem, nie raz go przez to karcąc. Jest sprawiedliwy i trzeźwo patrzy na świat. W przeciwieństwie do Saraziona, świetnie nad sobą panuje i ciężko wyprowadzić go z równowagi. Jest kulturalny i potrafi zachowywać się odpowiednio do sytuacji. Ma anielską cierpliwość i do brata, i do siebie samego.
Historia: Urodził się jako drugi w miocie wraz z dwoma swoimi braćmi i jedną siostrą, w grocie pod wodospadem w kraju dzikich kotołaków. Jego ojciec już wtedy nie żył. Zginął, kiedy tylko odkryto, że spoufalał się z magiem. Matka długo opiekowała się nim i jego rodzeństwem. Planowała ucieczkę wraz ze swoimi dziećmi do jakiegoś innego, spokojniejszego miejsca. W noc, w którą miała zamiar to zrobić, kiedy nie świecił księżyc a ona poszła zebrać jakieś jedzenie, ludzie koty znaleźli ich kryjówkę. Wcześniej wydawało się to niemożliwe, bo była świetnie zamaskowana. Jumon oraz jego rodzeństwo, mając niewyobrażalne szczęście, nie zostali zidentyfikowani jako istoty półkrwi, a jeden z kotołaków nawet ich przygarnął. Wychowywali się tam dosyć spokojnie, a Jumon chętnie uczył się wraz z Hanneonem nowych rzeczy. Kilka lat później Kiette przez przypadek uaktywniła swoje magiczne zdolności przy innych członkach sfory. Kotołaki postanowiły pozbyć się całej czwórki, wraz z ich opiekunem, ale Han i Kiet zdołali uciec, co niestety nie udało się Jumowi i Saraziemu. Ich świeże zwłoki znalazł żyjący w okolicy mag. Zrobiło mu się żal dwójki małych chłopców, sam miał już dorosłe dzieci, więc postanowił poeksperymentować, w efekcie sprawiając, że powstali jako nie do końca wampiry. Dopiero po kilku latach ich przemiana dopełniła się, a ich jedynym posiłkiem stała się ludzka - choć niekoniecznie ludzka - krew. Jumon przywiązał się do tego maga i sporo się od niegi nauczył. Pamiętając jednak o matce i rodzeństwie, w nadziei, że tamtym udało się przeżyć, wyruszyli na wędrówkę. W pierwotnym głodzie sprowadzili zagładę na jedną z wiosek. Załamał sie przez to, toteż potem tylko Sarazion polował. Najwięcej lat spędzili daleko na wschodzie, jednakże nigdy nie wpoili tamtejszej kultury i nadal są wierni naukom matki. Jumon stale ma oko na swojego nieodpowiedzialnego brata, niemal nigdy go nie zostawia. Dotarli do Hidden przypadkiem, po drodze, choć trafili tam od wschodu, a nie jak ich rodzeństwo - od północy.
Partner: Nie ma.
Rodzina: Nieznany z imienia ojciec zwany Wspaniałym
Minah-Tian - mama
Hanneon - starszy (o parę minut) brat
Sarazion - młodszy (o parę minut) brat
Kiette - młodsza (o parę minut) siostra
Szczegóły:
* Nigdy w życiu nie napił się innego niż wino alkoholu.
* Podczas podróży nauczył się kilku języków, m.in dalekowschodnich i bliskowschodnich, a także jednego południowego. Oprócz tego studiował język kotołaków zamieszkujących Sorsinę.
* Ma rękę do zwierząt.
* W przeciwieństwie do Hanneona i Kiette, jego oczy nie zmieniają już barwy przy używaniu magii żywiołów a zyskują jedynie poświatę.
* Sam wykuł sobie swój miecz.
* Nazwał powyższe ostrze ,,Artenamiz".
(* ,,Shin" pochodzi od japońskiego słowa ,,tenshi" oznaczającego anioła)
Autor: Lucy321
Rozlew krwi wcale nie jest taki straszny, jeśli robisz to dla posiłku.
Imię: Sarazion, czytane tak, jak pisane. ,,Sarazi" w języku kotów oznacza cud, zaś ,,Sarazion" tłumaczy się jako ,,ten, który jest cudem". Nie uważa się za cud, więc nawet nie przedstawia się tym imieniem. Woli inne, które sam sobie nadał - Aku.
Nazwisko: nadane przez matkę - Chattres. Nadane przez niego samego - Shigani.
Przydomek: Rodzina nazywała go Sarazi, ale przydomkiem jest Łowca Dusz.
Rasa: Wampir, niegdyś pół-kotołak pół-mag. Zachował dawne zdolności, choć są osłabione i nieużywane.
Wiek: 22, ale jako wampir dorastał tylko do dojrzałości biologicznej, około 17-19 lat.
Płeć: mężczyzna, ale istnieje możliwość że dowiesz się tego dopiero w łóżku.
Stanowisko: Łowca i wojownik
Aparycja: Wzdłuż kręgosłupa ciągną się runy będące formułą zaklęcia przywracającego młodość. Jest niższy od wysokiego Jumona i nieco wyższy od Hanneona. Jako urodzony kotołak ma wydłużone kły, ale podczas polowania wydłużają się znacznie bardziej przez wampiryzm. Ma smukłą, wątłą, przypominającą kobiecą budowę i wiele blizn na plecach i brzuchu po ranach zadanych przez pazury swoich morderców. Z twarzy jest podobny do Kiette. Kiedy nie poluje, ma brązowe oczy.
Zdolności: Ma dodatkowo wyostrzone kotołacze zmysły i jest bardzo szybki. Potrafi poruszać się bezszelestnie i wtopić w tło, jednak używa tego tylko przy polowaniach, woli się wyróżniać. Jest dość słaby, jedyna siła fizyczna, jaką ma to ta gdy wchodzi w stan łowcy. Świetnie za to rzuca nożami i posługuje się bronią wszelkiego rodzaju, choć cięższe z nich sprawiają mu dyskomfort. Wszystkie bodźce odbiera niesamowicie szybko, toteż jego refleks jest fenomenalny. Jest odporny na drobniejsze zranienia i na większość chorób. Potrafi zmienić się w kremowego, prążkowanego kota, ale zajmuje mu to dużo czasu i zabiera sporo energii. Nie zawsze też wychodzi pomyślnie. Podobnie z magią - jest w stanie najbliższym sobie żywiołem rozpalić ognisko, innymi pomóc rozkwitnąć roślinie, wylać wodę ze szklanki bez wykonywania jakiegokolwiek ruchu czy zdmuchnąć kartki ze stołu, ale niewiele poza tym. Nawet tak drobne rzeczy wymagają od niego dużego skupienia i silnej woli.
Zainteresowania: Sarazion uwielbia flirtować, szczególnie przy kuflu piwa albo z drinkiem w ręce. Lubi wszelkiego rodzaju rozrywkę - od jedno-nocnych romansów przez gry hazardowe do zdobywania jedzenia. Lubi też krew, ale jest to winą jego sadystycznych zapędów aniżeli bycia wampirem. Interesuje się bronią i sposobami jej wyrabiania.
Charakter: Jest uparty, śmiały, dumny i pewny siebie. A przy tym także odrobinę zboczony. Potrafi manipulować różnymi istotami, wykorzystując urok osobisty. Zazwyczaj odnosi się do wszystkiego z nonszalancją i jest szczery do bólu, a cyniczny uśmieszek nie schodzi mu z ust. Jest brutalny w zdobywaniu posiłku i nie przeszkadza mu marnowanie jedzenia - załatwia go więcej niż on i Jumon są w stanie zjeść. Jest wytrawnym kłamcą i wolnym duchem. Ma jednak ,,coś", co sprawia, że kobiety, a nawet mężczyźni, ulegają jego urokowi. Być może to jego styl bycia sprawia, że Sarazi jest gwiazdą, która kocha być w centrum uwagi. Jest agresywny, wybuchowy i ma cięty język. Jest też porywczy i sprytny. Często zerka na innych z pogardą, jednak prawdę mówiąc jest zamknięty w sobie. Potrafi być opiekuńczy tylko w stosunku do rodziny, chyba że uzna Cię za rodzinę albo się w Tobie zakocha, co jeszcze mu się nie zdarzyło i sam uważa, że to niemożliwe. Boi się samotności i mimo tego, że nie zawsze okazuje Jumonowi miłość czy szacunek, a częściej pyskuje i się buntuje, jest do niego silnie przywiązany. Chciałby być stworzony do wielkich rzeczy, ale widzi w sobie tylko ciemną duszę i twierdzi, że bez sensu walczyć z tym, kim jest, czyli z byciem wampirem. Nie obchodzi go nawet zwykła moralność, jest zagubiony i skupia się głównie na sobie. Prawda jest taka, że z determinacją szuka sensu życia, ale zabiera się do tego od niewłaściwej strony.
Historia: Urodził się jako trzeci w miocie wraz z dwoma swoimi braćmi i jedną siostrą, w grocie pod wodospadem w kraju dzikich kotołaków. Ich ojciec już wtedy nie żył. Zginął, kiedy tylko odkryto, że spoufalał się z magiem. Matka długo opiekowała się nim i jego rodzeństwem. Chciała uciec wraz ze swoimi dziećmi do jakiegoś innego, spokojniejszego miejsca. W noc, w którą miała zamiar to zrobić, kiedy nie świecił księżyc a ona poszła zebrać jakieś jedzenie, ludzie koty znaleźli ich kryjówkę. Wcześniej wydawało się to niemożliwe, była świetnie zamaskowana. Sarazion oraz jego rodzeństwo, mając niewyobrażalne szczęście, nie zostali zidentyfikowani jako istoty półkrwi, a jeden z kotołaków nawet ich przygarnął. Wychowywali się tam dosyć spokojnie, choć Sarazi był największym urwisem i demoralizował resztę rodzeństwa a przy tym także inne kotki. Od najwcześniejszych lat miał problemy ze wzrokiem i z czasem utracił go całkowicie w prawym oku, a w lewym znacznie się osłabił. Kilka lat później Kiette przez przypadek uaktywniła swoje magiczne zdolności przy innych członkach sfory. Kotołaki postanowiły pozbyć się całej czwórki, wraz z ich opiekunem, ale Han i Kiet zdołali uciec, co niestety nie udało się Jumowi i Saraziemu. Ich świeże zwłoki znalazł żyjący w okolicy mag. Zrobiło mu się żal dwójki małych chłopców, sam miał już dorosłe dzieci, więc postanowił poeksperymentować, w efekcie sprawiając, że powstali jako nie do końca wampiry. Dopiero po kilku latach ich przemiana dopełniła się, a ich jedynym sycącym posiłkiem stała się ludzka krew. Dzięki przemianie, słabe oko Saraziego odzyskało sprawność, choć drugie pozostało ślepe. Pamiętając o matce i rodzeństwie, Sarazi i Jum w nadziei, że tamtym udało się przeżyć, wyruszyli na wędrówkę. W pierwotnym głodzie sprowadzili zagładę na jedną z wiosek, potem tylko Sarazion polował. Najwięcej czasu przebywali na dalekim wschodzie, nie uznając jednak tamtej kultury jako własną, choć Saraziemu spodobał się tamtejsza broń i język. To właśnie nim posłużył się przy doborze nowego imienia. Trzyma się cały czas z bratem, nie licząc wypadów do karczm i gospód, gdy Jumon śpi. Dotarli do Hidden przypadkiem, po drodze, choć znaleźli się tam od wschodu, a nie jak ich rodzeństwo - od północy.
Partner: Na stałe nie ma, chociaż nigdy nie zerwał z Rose, Mary ani Jacobem.
Rodzina:Nieznany z imienia ojciec zwany ,,Wspaniałym"
Minah-Tian - mama
Hanneon - starszy (o parę minut) brat
Jumon - starszy (o parę minut) brat
Kiette - młodsza (o parę minut) siostra
Towarzysz: -
Szczegóły:
* Jest biseksualny,
* Lubi alkohol i kiedy ma okazję to pije w nadmiarze,
* Nie widzi na prawe oko i dlatego nosi przepaskę,
* Jego ulubiona broń to sztylet noszony w cholewce buta,
* Być może jest czyimś ojcem, ale prawdopodobnie nigdy się tego nie dowie,
* Nie ma głowy do języków i włada tylko ojczystym i mową wspólną,
* W przeciwieństwie do Hanneona i Kiette, jego oczy nie zmieniają już barwy przy używaniu magii żywiołów a zyskują jedynie poświatę.
(* ,,Aku" pochodzi od japońskiego słowa ,,akuma" oznaczającego diabła lub demona, ,,shigani" to zaś zmieniona wersja ,,shinigami", czyli ,,bóg śmierci")
Autor: Lucy321
Nazwisko: nadane przez matkę - Chattres. Nadane przez niego samego - Shigani.
Przydomek: Rodzina nazywała go Sarazi, ale przydomkiem jest Łowca Dusz.
Rasa: Wampir, niegdyś pół-kotołak pół-mag. Zachował dawne zdolności, choć są osłabione i nieużywane.
Wiek: 22, ale jako wampir dorastał tylko do dojrzałości biologicznej, około 17-19 lat.
Płeć: mężczyzna, ale istnieje możliwość że dowiesz się tego dopiero w łóżku.
Stanowisko: Łowca i wojownik
Aparycja: Wzdłuż kręgosłupa ciągną się runy będące formułą zaklęcia przywracającego młodość. Jest niższy od wysokiego Jumona i nieco wyższy od Hanneona. Jako urodzony kotołak ma wydłużone kły, ale podczas polowania wydłużają się znacznie bardziej przez wampiryzm. Ma smukłą, wątłą, przypominającą kobiecą budowę i wiele blizn na plecach i brzuchu po ranach zadanych przez pazury swoich morderców. Z twarzy jest podobny do Kiette. Kiedy nie poluje, ma brązowe oczy.
Zdolności: Ma dodatkowo wyostrzone kotołacze zmysły i jest bardzo szybki. Potrafi poruszać się bezszelestnie i wtopić w tło, jednak używa tego tylko przy polowaniach, woli się wyróżniać. Jest dość słaby, jedyna siła fizyczna, jaką ma to ta gdy wchodzi w stan łowcy. Świetnie za to rzuca nożami i posługuje się bronią wszelkiego rodzaju, choć cięższe z nich sprawiają mu dyskomfort. Wszystkie bodźce odbiera niesamowicie szybko, toteż jego refleks jest fenomenalny. Jest odporny na drobniejsze zranienia i na większość chorób. Potrafi zmienić się w kremowego, prążkowanego kota, ale zajmuje mu to dużo czasu i zabiera sporo energii. Nie zawsze też wychodzi pomyślnie. Podobnie z magią - jest w stanie najbliższym sobie żywiołem rozpalić ognisko, innymi pomóc rozkwitnąć roślinie, wylać wodę ze szklanki bez wykonywania jakiegokolwiek ruchu czy zdmuchnąć kartki ze stołu, ale niewiele poza tym. Nawet tak drobne rzeczy wymagają od niego dużego skupienia i silnej woli.
Zainteresowania: Sarazion uwielbia flirtować, szczególnie przy kuflu piwa albo z drinkiem w ręce. Lubi wszelkiego rodzaju rozrywkę - od jedno-nocnych romansów przez gry hazardowe do zdobywania jedzenia. Lubi też krew, ale jest to winą jego sadystycznych zapędów aniżeli bycia wampirem. Interesuje się bronią i sposobami jej wyrabiania.
Charakter: Jest uparty, śmiały, dumny i pewny siebie. A przy tym także odrobinę zboczony. Potrafi manipulować różnymi istotami, wykorzystując urok osobisty. Zazwyczaj odnosi się do wszystkiego z nonszalancją i jest szczery do bólu, a cyniczny uśmieszek nie schodzi mu z ust. Jest brutalny w zdobywaniu posiłku i nie przeszkadza mu marnowanie jedzenia - załatwia go więcej niż on i Jumon są w stanie zjeść. Jest wytrawnym kłamcą i wolnym duchem. Ma jednak ,,coś", co sprawia, że kobiety, a nawet mężczyźni, ulegają jego urokowi. Być może to jego styl bycia sprawia, że Sarazi jest gwiazdą, która kocha być w centrum uwagi. Jest agresywny, wybuchowy i ma cięty język. Jest też porywczy i sprytny. Często zerka na innych z pogardą, jednak prawdę mówiąc jest zamknięty w sobie. Potrafi być opiekuńczy tylko w stosunku do rodziny, chyba że uzna Cię za rodzinę albo się w Tobie zakocha, co jeszcze mu się nie zdarzyło i sam uważa, że to niemożliwe. Boi się samotności i mimo tego, że nie zawsze okazuje Jumonowi miłość czy szacunek, a częściej pyskuje i się buntuje, jest do niego silnie przywiązany. Chciałby być stworzony do wielkich rzeczy, ale widzi w sobie tylko ciemną duszę i twierdzi, że bez sensu walczyć z tym, kim jest, czyli z byciem wampirem. Nie obchodzi go nawet zwykła moralność, jest zagubiony i skupia się głównie na sobie. Prawda jest taka, że z determinacją szuka sensu życia, ale zabiera się do tego od niewłaściwej strony.
Historia: Urodził się jako trzeci w miocie wraz z dwoma swoimi braćmi i jedną siostrą, w grocie pod wodospadem w kraju dzikich kotołaków. Ich ojciec już wtedy nie żył. Zginął, kiedy tylko odkryto, że spoufalał się z magiem. Matka długo opiekowała się nim i jego rodzeństwem. Chciała uciec wraz ze swoimi dziećmi do jakiegoś innego, spokojniejszego miejsca. W noc, w którą miała zamiar to zrobić, kiedy nie świecił księżyc a ona poszła zebrać jakieś jedzenie, ludzie koty znaleźli ich kryjówkę. Wcześniej wydawało się to niemożliwe, była świetnie zamaskowana. Sarazion oraz jego rodzeństwo, mając niewyobrażalne szczęście, nie zostali zidentyfikowani jako istoty półkrwi, a jeden z kotołaków nawet ich przygarnął. Wychowywali się tam dosyć spokojnie, choć Sarazi był największym urwisem i demoralizował resztę rodzeństwa a przy tym także inne kotki. Od najwcześniejszych lat miał problemy ze wzrokiem i z czasem utracił go całkowicie w prawym oku, a w lewym znacznie się osłabił. Kilka lat później Kiette przez przypadek uaktywniła swoje magiczne zdolności przy innych członkach sfory. Kotołaki postanowiły pozbyć się całej czwórki, wraz z ich opiekunem, ale Han i Kiet zdołali uciec, co niestety nie udało się Jumowi i Saraziemu. Ich świeże zwłoki znalazł żyjący w okolicy mag. Zrobiło mu się żal dwójki małych chłopców, sam miał już dorosłe dzieci, więc postanowił poeksperymentować, w efekcie sprawiając, że powstali jako nie do końca wampiry. Dopiero po kilku latach ich przemiana dopełniła się, a ich jedynym sycącym posiłkiem stała się ludzka krew. Dzięki przemianie, słabe oko Saraziego odzyskało sprawność, choć drugie pozostało ślepe. Pamiętając o matce i rodzeństwie, Sarazi i Jum w nadziei, że tamtym udało się przeżyć, wyruszyli na wędrówkę. W pierwotnym głodzie sprowadzili zagładę na jedną z wiosek, potem tylko Sarazion polował. Najwięcej czasu przebywali na dalekim wschodzie, nie uznając jednak tamtej kultury jako własną, choć Saraziemu spodobał się tamtejsza broń i język. To właśnie nim posłużył się przy doborze nowego imienia. Trzyma się cały czas z bratem, nie licząc wypadów do karczm i gospód, gdy Jumon śpi. Dotarli do Hidden przypadkiem, po drodze, choć znaleźli się tam od wschodu, a nie jak ich rodzeństwo - od północy.
Partner: Na stałe nie ma, chociaż nigdy nie zerwał z Rose, Mary ani Jacobem.
Rodzina:Nieznany z imienia ojciec zwany ,,Wspaniałym"
Minah-Tian - mama
Hanneon - starszy (o parę minut) brat
Jumon - starszy (o parę minut) brat
Kiette - młodsza (o parę minut) siostra
Towarzysz: -
Szczegóły:
* Jest biseksualny,
* Lubi alkohol i kiedy ma okazję to pije w nadmiarze,
* Nie widzi na prawe oko i dlatego nosi przepaskę,
* Jego ulubiona broń to sztylet noszony w cholewce buta,
* Być może jest czyimś ojcem, ale prawdopodobnie nigdy się tego nie dowie,
* Nie ma głowy do języków i włada tylko ojczystym i mową wspólną,
* W przeciwieństwie do Hanneona i Kiette, jego oczy nie zmieniają już barwy przy używaniu magii żywiołów a zyskują jedynie poświatę.
(* ,,Aku" pochodzi od japońskiego słowa ,,akuma" oznaczającego diabła lub demona, ,,shigani" to zaś zmieniona wersja ,,shinigami", czyli ,,bóg śmierci")
Autor: Lucy321
poniedziałek, 6 marca 2017
Zawsze trzeba wiedzieć kiedy kończy się jakiś etap w naszym życiu. Jeżeli uparcie chcemy w nim tkwić dłużej niż to konieczne, tracimy radość i szansę poznania tego co przed nami.
Imię: Wyjątkowo proste jak na standardy jego krainy i całkiem przyjemnie brzmiące: Dirhael. Tam skąd pochodzi imię jest cenne i ważne. Nie stanowi przypadkowego zlepku liter, lecz ma znaczenie i zawiera w sobie choć cząstkę natury posiadacza. Dlatego też wszelkie próby skrócenia sobie tego jakże istotnego miana są odbierane jako absolutny brak taktu. Popełnienie tak niesmacznego, choć przecież błahego błędu znacząco utrudnia jakiekolwiek przyjazne relacje z obrażonym, lecz Dirhael świadom różnic kulturowych przymyka oko na niezamierzone obrażanie go i cierpliwie tłumaczy gdzie został popełniony błąd oraz prosi o to, by następnym razem na to uważać.
Nazwisko: Dirhael nie posiada własnego nazwiska, bo dopóki nie opuścił rodzinnego domu właściwie go nie potrzebował. Przedstawiał się imieniem i wszyscy wiedzieli, że jest właśnie tym, kim jest i nie było żadnych problemów. Sytuacja uległa jednak zmianie i nazwisko stało się mu potrzebne. Zmyślił je przy pierwszej lepszej okazji i posługuje się mianem Rovidan.
Przydomek: W czasie licznych podróży przylgnęło do niego wiele tytułów, które Dirhael wspomina z uśmiechem na twarzy. Uważa, że to dlatego, iż każdy z nich ma swoje znaczenie i miejsce w jego historii. Ponadto Dirhael już dawno temu zrozumiał, że ludzie wiecznie będą go okrzykiwać nazwami bezpośrednio nawiązującymi do natury, więc polubił i to. Najstarszym z nich i jednocześnie najmilszym sercu chłopaka jest Słowik. Lubi także, gdy zwracają się do niego per Włóczykij. Pewnego razu, młoda kobietka, która wyrwała się matce, żeby przyjrzeć się mu dokładniej, okrzyknęła go Listkiem i tak też mu zostało. Chłopak uwielbia przytaczać historię każdego ze swych pseudonimów, by jego rozmówca mógł zrozumieć okoliczności nadania mu, na przykład, wiele mówiącego tytułu Chochlik lub Fiołek.
Rasa: Ludzie na pierwszy rzut oka przypisują mu elfie pochodzenie. Jemu taki stan rzeczy wcale nie przeszkadza, bo w jakimś procencie jest to najszczersza prawda. Przy bliższym poznaniu go także i ta część jego natury, która elfia nie jest, żadnej tajemnicy nie stanowi. Słowik bowiem ma też w rodzinie driady i nigdy nie czuł się w obowiązku zatajać faktu, że jest mieszańcem. Ba, jego cieszy ta miła dla oka i ucha odmienność!
Wiek: Liczy sobie równo 145 lat. Daleko mu jeszcze do tych doświadczonych minionymi wiekami elfów z jego rodzinnej wioski, ale dzieciakiem już nie jest. Czuje się na maksymalnie 19 ludzkich lat i tak też najczęściej zdarza mu się zachowywać.
Płeć: Mężczyzna
Stanowisko: Oczywistą oczywistością jest to, że wybór Dirhaela padł w pierwszej kolejności na artystę oraz zielarza. Czułby się po prostu źle gdyby nie użyczał swej wiedzy o świecie roślin w imię wyższych celów. Za bardzo kocha też muzykę, więc tak czy siak byłby nierejestrowanym pieśniarzem, a nie widzi sensu się z tym kryć.
Aparycja: Słowik jest całkiem wysokim, szczupłym chłopakiem, który nawet pomimo szczerych chęci nijak nie potrafi wzbudzić w nikim strachu. Na szczęście Dirhael nie potrzebuje tej cechy i jest całkiem zadowolony z tego jak wygląda. Wiecznie rozczochrane miedziane (lub według niektórych pomarańczowe) włosy w połączeniu z oczami koloru młodych listków sprawiają, że Słowik nie ma się czego wstydzić. Uroku dodaje mu także uśmiech, który tak rzadko ustępuje miejsca innym grymasom, że niejeden znajomy Włóczykija jest święcie przekonany, że właśnie tak wygląda naturalny wyraz jego twarzy. Poza tym jego nieodłącznymi atrybutami są pozornie byle jaki, sękaty kostur i ewidentnie nadgryziony zębem czasu, skórzany worek, w którym chłopak zwykł nosić w czasie swych podróży cały dobytek (W tym jakże cenny dla niego notes z zapiskami dotyczącymi krain i miejsc, które zwiedził.). Zwykle nosi też przy sobie fletnię pana czy lirę, a w worku na ogół upchnięty ma też prosty flet.
Zdolności: Dirhael jest nad wyraz sprawny fizycznie i choć nie mowa tu o szerokim wachlarzu figur akrobatycznych, łatwość z jaką pokonuje przeszkody wymagające kociej precyzji potrafi zachwycić. Zwłaszcza, że Słowik najwyraźniej nie jest świadom swojej naturalnej lekkości i gracji z jaką potrafi się poruszać.W ramach rekompensaty doskonale zdaje sobie sprawę z talentu muzycznego i uwielbia dzielić się nim ze światem. Potrafi zagrać na lirze, flecie i fletni pana i jest z tego powodu na tyle zadowolony, że nie poszukuje nowych instrumentów muzycznych. Ma też rękę do roślin i przedziwny dar przyciągania do siebie zwierząt i niezmiernie mu z tym dobrze. Od biedy potrafi się całkiem skutecznie bić, lecz prędzej sam sobie zrobi krzywdę niż kogoś trwale uszkodzi. Opanował także zdolność posługiwania się karambitem, więc nie jest całkowicie bezbronny, bo nosi przy sobie najgroźniejszy nóż świata. Potrafi też używać swojego kija do znacznie kreatywniejszych rzeczy niż podpieranie się w trasie. Do bagażu jego zdolności można by także zaliczyć manipulację roślinnością i naginanie jej do swojej woli (choć tutaj Dirhael jest tylko odrobinkę bardziej wtajemniczony niż kompletnie zielony w temacie nowicjusz). Nie jest najzdolniejszym magiem na planecie, chociaż stara się uczyć nowych, przydatnych czarów z odłamu tej dobrej magii, ale przez słaby dostęp do wiedzy z tego zakresu do tej pory szło mu to dość opornie. Mimo wszystko nie poddał się i eksperymentował na własną rękę. Chłopak zdaje się także doskonale rozumieć naturę, a nawet sprawia wrażenie jakby był w stanie z nią porozmawiać tak, by zdradziła mu swoje sekrety. Co jeszcze dziwniejsze takie cuda dzieją się naprawdę, co tłumaczy dlaczego Dirhael jest tak świetnym tropicielem oraz skąd w środku lasu wie, że w mieście niedobrze się dzieje. Jednakże zwykle nie przyznaje się do tego tak po prostu, bo zbyt wiele razy widział na twarzach powątpiewanie i niedowierzanie, gdy na pytanie o to skąd wie takie rzeczy, odpowiadał: "Wiatr mi powiedział.".
Zainteresowania: Nikogo nie zdziwi chyba to, że Słowik kocha muzykę. Ma melodyjny głos, więc często zdarza mu się podśpiewywać bez żadnej okazji lub przy pracy, bo zwyczajnie to lubi. Z niemalże równą pasją oddaje się studiowaniu nowych zagadnień czy próbowaniu coraz to innych rzeczy. Za swoje hobby uznaje gromadzenie unikalnych doświadczeń. Często można także zastać go z książką. Fascynuje go cały świat natury. Nie trudno więc zgadnąć, że Dirhael potrafi spędzić cały dzień na gałęzi drzewa, słuchając śpiewu ptaków, szumu wiatru pomiędzy liśćmi i obserwując obłoki leniwie płynące po niebie. Interesującym go zajęciem jest także włóczenie się bez konkretnego planu. Kiedyś próbował swoich sił w malarstwie, lecz uznał, że to nie jest zajęcie dla niego i zadowala się zwyczajnym prostym szkicowaniem kawałkiem węgla, choć nie uważa, by miał do tego szczególne powołanie.
Charakter: Dirhael poproszony o wymienienie najważniejszej dla niego wartości, bez zająknięcia odparłby: "Wolność!". Słowik spętany zakazami, ograniczeniami czy surowymi zasadami nie czuje się dobrze. Pod tym względem jest jak przypisany mu pseudonimem ptak - na wolności śpiewa piękniej niż w klatce. Reprezentuje ten typ osoby, której do szczęścia potrzeba jedynie nieba nad głową i otwartej drogi przed sobą. Chłopak z całą pewnością jest marzycielem i kocha rozmyślać nad nieraz błahymi sprawami. To wolna dusza, która znajduje przyjemność w beztroskim odkrywaniu tajemnic świata i robi to z niezwykłą pasją i zaangażowaniem. Włóczykij, jak przystało na kogoś jego pokroju, stanowi idealny przykład człowieka nie znającego pojęcia punktualności i odpowiedzialności. Choć jeśli obieca, że coś zrobi, na pewno uda mu się dotrzymać danego słowa, bo nie ma dla niego gorszego wstydu niż zawiedzenie kogoś, kto mu zaufał. Dirhael jest też prostolinijny i rozbrajająco szczery, a przy tym cechuje go nieco dziecinna ciekawość. Czasem zdarzy mu się popełnić wyjątkowo nietaktowną wpadkę, bo pyta o wszystko co go zaciekawi, a wyjątkowo łatwo go zafascynować własną osobą. Wobec tego wielu ludzi zarzuca mu wścibstwo nad którym chłopak stara się panować, lecz zwyczajnie mu nie wychodzi. Ma jednak świadomość tego, więc na równi z niewygodnymi pytaniami stara się przepraszać za nie, jeśli zauważy, że w jakiś sposób uraziło to rozmówcę. Słowik jest doskonałym obserwatorem, więc nie sposób zataić przed nim żadnego szczegółu. Drgnięcie mięśnia pod okiem lub ledwo dostrzegalny grymas potrafią powiedzieć mu więcej, niż jego rozmówca by sobie tego życzył. Chłopak, choć nie jest pozbawiony wad, ściąga sympatię otoczenia. Sam ma na ten temat teorię, że szczerym uśmiechem i dobrym słowem jest w stanie wskórać więcej niż gdyby został kolejnym stereotypowym czarnym charakterem. Dirhael jest radosną osobą i uwielbia żartować. Czemuś przecież zawdzięcza miano Chochlika, więc jego żarty przybierają raz na jakiś czas czysto złośliwy wydźwięk, lecz mimo wszystko są to niewinne, nieczyniące szkody dowcipy. Chłopak zdaje się być wulkanem energii i zaraża okolicę pozytywnym nastrojem i motywacją. Mimo to potrafi usiąść czasem gdzieś na boku i zwyczajnie obserwować, nawet nie zwracając na siebie uwagi. Wbrew pozorom Dirhael jest skromny i dobrym komplementem bez trudu można przyprawić go o wyjątkowo widoczne na cerze rudzielca rumieńce. Nie liczy się dla niego wygląd zewnętrzny, bo zbyt wiele razy w czasie swoich podróży spotykał ludzi o "brzydkich twarzach", a jednak pięknym wnętrzu. Zresztą, ktoś pokroju Słowika nie dba o nic, co przyziemne. Ani pieniądze go nie interesują, ani ogólna opinia. Sam uważa, że jest tym, kim jest i nie widzi sensu się zmieniać, by dopasować się do towarzystwa, bo łatwiej zmienić kompanów na takich, którzy polubią jego charakter, a nie nikłe korzyści płynące z tej znajomości (Przecież nie ma zbyt wielu korzyści płynących z utrzymywania kontaktu z biednym jak mysz kościelna włóczęgą, czyż nie?). Bywa też nieco sentymentalny i kocha zbierać pamiątki - w jego notesie znajduje się pełno wysuszonych liści, piórek i wszystkiego co tylko znalazł i uznał za godne zachowania. W gruncie rzeczy nie szuka z nikim zwady i stara się być miły oraz pomocny, bo sam traktuje ludzi tak, jak chciałby być traktowany, zatem równy szacunek okaże biedakowi i ważnej osobistości. Cechuje go także skromność, bo sądzi, że nie ma się czym chwalić, ani tym bardziej przechwalać.
Historia: Jego historia jest wyjątkowo prosta i przyjemna. Urodził się w krainie nie ujętej nazwą na żadnej mapie, a mieszkańcy tego leśnego państewka zwykli zwać je po prostu Domem i tak też się utarło. Dzieciństwo Dirhaela nie było ani tragiczne, ani smutne. Nie był może gwiazdą wśród rówieśników i nigdy szczególnie się nie wyróżniał w żaden sposób, ale nikt mu nie dokuczał. W ten sposób przeżył najmłodsze lata swojego życia i ma co wspominać z tego okresu, gdyż razem z przyjaciółmi nie należał do tych stuprocentowo grzecznych dzieci. W wieku mniej więcej stu lat uznał, że Dom stał się dla niego zbyt ciasny, więc nie mówiąc nic nikomu, spakował swoje rzeczy i wyruszył w świat. Zostawił rodzicom jedynie krótką notkę o tym, żeby zbytnio się nie martwili i, że od czasu do czasu będzie pisał o tym jak bardzo tęskni i gdzie zawiodła go droga. W taki właśnie sposób od czterdziestu pięciu lat wałęsa się po świecie bez planu, ani celu i nie przeszkadza mu wcale ten stan rzeczy. Miał w tym czasie zbyt wiele przygód i poznał zbyt wielu ludzi, by chciało się to komukolwiek przytaczać po kolei. Do Hidden przybył całkiem niedawno i wydaje mu się, że osiądzie w jednym miejscu na nieco dłużej niż parę dni, gdyż nawet osobę pokroju Włóczykija dopada czasem zmęczenie życiem w nieustającej podróży.
Partner: Jest taka jedna, która skradła jego serce, a później na własne oczy widział jak je depcze i grzebie pod płotem. W wyniku przykrego doświadczenia Dirhael stał się ostrożniejszy i mniej ufny w kwestii zawierania związków, lecz stara się nie wykluczać ostatecznie opcji, że znajdzie sobie odpowiednią towarzyszkę.
Rodzina: Ma matkę i ojca oraz siostrę. Swego czasu utrzymywał z nimi bardzo dobry kontakt, ale jakoś zbyt często zaczął zmieniać miejsca pobytu, więc urwało się to. Słowik z przyjemnością powróciłby do pisania listów do domu, a teraz gdy osiadł na nieco dłużej w jednym miejscu może okazać się to możliwe do zrealizowania.
Towarzysz: Wędrował z wieloma towarzyszami, żaden z nich jednakże nie został z nim na stałe. Może to i lepiej, że zwierzęta i tak ostatecznie wybierały wolność?
Szczegóły: *Włóczykij jest wegetarianinem z potrzeby. Nie dość, że rozumie zwierzęta, więc dobrze zna uczucia towarzyszące ich śmierci, to jeszcze mdli go na sam widok mięsa. Nie jest jednak tym typem wegetarianina, który usiłuje nawrócić świat na jego dietę. Potrafi nawet z uśmiechem życzyć siadającym do pieczeni smacznego i nie widzi w tym żadnego problemu. Wyznaje zasadę, iż to, że on unika zjadania tego typu pokarmów nie oznacza od razu, że inni także mają je potępiać. O gustach się przecież nie dyskutuje.
*Prawdę powiedziawszy pojęcia nie ma gdzie leży jego ojczyzna, gdyż ta nijak się nie nazywała. Nie wie też jak tam trafić. Nigdy nie korzystał z żadnych map, więc nie byłby w stanie wskazać nawet gdzie był. Pamięta tylko nazwy i nazwiska, lecz nie sposób, by wskazał którędy szedł.
*Jego ulubioną porą dnia jest wczesny ranek i kocha wschody słońca oraz pierwsze śpiewy ptaków zbudzone tym niezwykłym zjawiskiem, więc z reguły właśnie o wschodzie wstaje. Można zatem przypuszczać, że jak na elfa i driadę przystało żyje zgodnie z rytmem przyrody, odpoczywając w nocy, gdy świat pogrążony jest we śnie i budzi się wraz z naturą w pierwszych promieniach słońca. Odpowiada mu taki styl życia.
*Ma niezwykłą słabość do kwiatów i doskonale zna ich znaczenia, więc żaden podarowany przez niego kwiat nie był nigdy bezpodstawnie i nieświadomie użyty. Jeden z jego pseudonimów - Fiołek - wziął się od tego, że pewna stara zielarka, u której przez pewien czas mieszkał, poznawszy się na charakterze Dirhaela nadała mu miano znaczące "skromna wartość", a on przystał na to, doskonale zdając sobie sprawę z prawdziwości tego tytułu.
*Żyje dość czasu, by używany przez niego język w niewielkim stopniu różnił się od języka współczesnego. Nie przeszkadza mu to dopóki wszyscy są w stanie to zrozumieć, bo w przedziwny sposób dodaje mu to wyjątkowości.
Autor: Apocalypse Rider
Nazwisko: Dirhael nie posiada własnego nazwiska, bo dopóki nie opuścił rodzinnego domu właściwie go nie potrzebował. Przedstawiał się imieniem i wszyscy wiedzieli, że jest właśnie tym, kim jest i nie było żadnych problemów. Sytuacja uległa jednak zmianie i nazwisko stało się mu potrzebne. Zmyślił je przy pierwszej lepszej okazji i posługuje się mianem Rovidan.
Przydomek: W czasie licznych podróży przylgnęło do niego wiele tytułów, które Dirhael wspomina z uśmiechem na twarzy. Uważa, że to dlatego, iż każdy z nich ma swoje znaczenie i miejsce w jego historii. Ponadto Dirhael już dawno temu zrozumiał, że ludzie wiecznie będą go okrzykiwać nazwami bezpośrednio nawiązującymi do natury, więc polubił i to. Najstarszym z nich i jednocześnie najmilszym sercu chłopaka jest Słowik. Lubi także, gdy zwracają się do niego per Włóczykij. Pewnego razu, młoda kobietka, która wyrwała się matce, żeby przyjrzeć się mu dokładniej, okrzyknęła go Listkiem i tak też mu zostało. Chłopak uwielbia przytaczać historię każdego ze swych pseudonimów, by jego rozmówca mógł zrozumieć okoliczności nadania mu, na przykład, wiele mówiącego tytułu Chochlik lub Fiołek.
Rasa: Ludzie na pierwszy rzut oka przypisują mu elfie pochodzenie. Jemu taki stan rzeczy wcale nie przeszkadza, bo w jakimś procencie jest to najszczersza prawda. Przy bliższym poznaniu go także i ta część jego natury, która elfia nie jest, żadnej tajemnicy nie stanowi. Słowik bowiem ma też w rodzinie driady i nigdy nie czuł się w obowiązku zatajać faktu, że jest mieszańcem. Ba, jego cieszy ta miła dla oka i ucha odmienność!
Wiek: Liczy sobie równo 145 lat. Daleko mu jeszcze do tych doświadczonych minionymi wiekami elfów z jego rodzinnej wioski, ale dzieciakiem już nie jest. Czuje się na maksymalnie 19 ludzkich lat i tak też najczęściej zdarza mu się zachowywać.
Płeć: Mężczyzna
Stanowisko: Oczywistą oczywistością jest to, że wybór Dirhaela padł w pierwszej kolejności na artystę oraz zielarza. Czułby się po prostu źle gdyby nie użyczał swej wiedzy o świecie roślin w imię wyższych celów. Za bardzo kocha też muzykę, więc tak czy siak byłby nierejestrowanym pieśniarzem, a nie widzi sensu się z tym kryć.
Aparycja: Słowik jest całkiem wysokim, szczupłym chłopakiem, który nawet pomimo szczerych chęci nijak nie potrafi wzbudzić w nikim strachu. Na szczęście Dirhael nie potrzebuje tej cechy i jest całkiem zadowolony z tego jak wygląda. Wiecznie rozczochrane miedziane (lub według niektórych pomarańczowe) włosy w połączeniu z oczami koloru młodych listków sprawiają, że Słowik nie ma się czego wstydzić. Uroku dodaje mu także uśmiech, który tak rzadko ustępuje miejsca innym grymasom, że niejeden znajomy Włóczykija jest święcie przekonany, że właśnie tak wygląda naturalny wyraz jego twarzy. Poza tym jego nieodłącznymi atrybutami są pozornie byle jaki, sękaty kostur i ewidentnie nadgryziony zębem czasu, skórzany worek, w którym chłopak zwykł nosić w czasie swych podróży cały dobytek (W tym jakże cenny dla niego notes z zapiskami dotyczącymi krain i miejsc, które zwiedził.). Zwykle nosi też przy sobie fletnię pana czy lirę, a w worku na ogół upchnięty ma też prosty flet.
Zdolności: Dirhael jest nad wyraz sprawny fizycznie i choć nie mowa tu o szerokim wachlarzu figur akrobatycznych, łatwość z jaką pokonuje przeszkody wymagające kociej precyzji potrafi zachwycić. Zwłaszcza, że Słowik najwyraźniej nie jest świadom swojej naturalnej lekkości i gracji z jaką potrafi się poruszać.W ramach rekompensaty doskonale zdaje sobie sprawę z talentu muzycznego i uwielbia dzielić się nim ze światem. Potrafi zagrać na lirze, flecie i fletni pana i jest z tego powodu na tyle zadowolony, że nie poszukuje nowych instrumentów muzycznych. Ma też rękę do roślin i przedziwny dar przyciągania do siebie zwierząt i niezmiernie mu z tym dobrze. Od biedy potrafi się całkiem skutecznie bić, lecz prędzej sam sobie zrobi krzywdę niż kogoś trwale uszkodzi. Opanował także zdolność posługiwania się karambitem, więc nie jest całkowicie bezbronny, bo nosi przy sobie najgroźniejszy nóż świata. Potrafi też używać swojego kija do znacznie kreatywniejszych rzeczy niż podpieranie się w trasie. Do bagażu jego zdolności można by także zaliczyć manipulację roślinnością i naginanie jej do swojej woli (choć tutaj Dirhael jest tylko odrobinkę bardziej wtajemniczony niż kompletnie zielony w temacie nowicjusz). Nie jest najzdolniejszym magiem na planecie, chociaż stara się uczyć nowych, przydatnych czarów z odłamu tej dobrej magii, ale przez słaby dostęp do wiedzy z tego zakresu do tej pory szło mu to dość opornie. Mimo wszystko nie poddał się i eksperymentował na własną rękę. Chłopak zdaje się także doskonale rozumieć naturę, a nawet sprawia wrażenie jakby był w stanie z nią porozmawiać tak, by zdradziła mu swoje sekrety. Co jeszcze dziwniejsze takie cuda dzieją się naprawdę, co tłumaczy dlaczego Dirhael jest tak świetnym tropicielem oraz skąd w środku lasu wie, że w mieście niedobrze się dzieje. Jednakże zwykle nie przyznaje się do tego tak po prostu, bo zbyt wiele razy widział na twarzach powątpiewanie i niedowierzanie, gdy na pytanie o to skąd wie takie rzeczy, odpowiadał: "Wiatr mi powiedział.".
Zainteresowania: Nikogo nie zdziwi chyba to, że Słowik kocha muzykę. Ma melodyjny głos, więc często zdarza mu się podśpiewywać bez żadnej okazji lub przy pracy, bo zwyczajnie to lubi. Z niemalże równą pasją oddaje się studiowaniu nowych zagadnień czy próbowaniu coraz to innych rzeczy. Za swoje hobby uznaje gromadzenie unikalnych doświadczeń. Często można także zastać go z książką. Fascynuje go cały świat natury. Nie trudno więc zgadnąć, że Dirhael potrafi spędzić cały dzień na gałęzi drzewa, słuchając śpiewu ptaków, szumu wiatru pomiędzy liśćmi i obserwując obłoki leniwie płynące po niebie. Interesującym go zajęciem jest także włóczenie się bez konkretnego planu. Kiedyś próbował swoich sił w malarstwie, lecz uznał, że to nie jest zajęcie dla niego i zadowala się zwyczajnym prostym szkicowaniem kawałkiem węgla, choć nie uważa, by miał do tego szczególne powołanie.
Charakter: Dirhael poproszony o wymienienie najważniejszej dla niego wartości, bez zająknięcia odparłby: "Wolność!". Słowik spętany zakazami, ograniczeniami czy surowymi zasadami nie czuje się dobrze. Pod tym względem jest jak przypisany mu pseudonimem ptak - na wolności śpiewa piękniej niż w klatce. Reprezentuje ten typ osoby, której do szczęścia potrzeba jedynie nieba nad głową i otwartej drogi przed sobą. Chłopak z całą pewnością jest marzycielem i kocha rozmyślać nad nieraz błahymi sprawami. To wolna dusza, która znajduje przyjemność w beztroskim odkrywaniu tajemnic świata i robi to z niezwykłą pasją i zaangażowaniem. Włóczykij, jak przystało na kogoś jego pokroju, stanowi idealny przykład człowieka nie znającego pojęcia punktualności i odpowiedzialności. Choć jeśli obieca, że coś zrobi, na pewno uda mu się dotrzymać danego słowa, bo nie ma dla niego gorszego wstydu niż zawiedzenie kogoś, kto mu zaufał. Dirhael jest też prostolinijny i rozbrajająco szczery, a przy tym cechuje go nieco dziecinna ciekawość. Czasem zdarzy mu się popełnić wyjątkowo nietaktowną wpadkę, bo pyta o wszystko co go zaciekawi, a wyjątkowo łatwo go zafascynować własną osobą. Wobec tego wielu ludzi zarzuca mu wścibstwo nad którym chłopak stara się panować, lecz zwyczajnie mu nie wychodzi. Ma jednak świadomość tego, więc na równi z niewygodnymi pytaniami stara się przepraszać za nie, jeśli zauważy, że w jakiś sposób uraziło to rozmówcę. Słowik jest doskonałym obserwatorem, więc nie sposób zataić przed nim żadnego szczegółu. Drgnięcie mięśnia pod okiem lub ledwo dostrzegalny grymas potrafią powiedzieć mu więcej, niż jego rozmówca by sobie tego życzył. Chłopak, choć nie jest pozbawiony wad, ściąga sympatię otoczenia. Sam ma na ten temat teorię, że szczerym uśmiechem i dobrym słowem jest w stanie wskórać więcej niż gdyby został kolejnym stereotypowym czarnym charakterem. Dirhael jest radosną osobą i uwielbia żartować. Czemuś przecież zawdzięcza miano Chochlika, więc jego żarty przybierają raz na jakiś czas czysto złośliwy wydźwięk, lecz mimo wszystko są to niewinne, nieczyniące szkody dowcipy. Chłopak zdaje się być wulkanem energii i zaraża okolicę pozytywnym nastrojem i motywacją. Mimo to potrafi usiąść czasem gdzieś na boku i zwyczajnie obserwować, nawet nie zwracając na siebie uwagi. Wbrew pozorom Dirhael jest skromny i dobrym komplementem bez trudu można przyprawić go o wyjątkowo widoczne na cerze rudzielca rumieńce. Nie liczy się dla niego wygląd zewnętrzny, bo zbyt wiele razy w czasie swoich podróży spotykał ludzi o "brzydkich twarzach", a jednak pięknym wnętrzu. Zresztą, ktoś pokroju Słowika nie dba o nic, co przyziemne. Ani pieniądze go nie interesują, ani ogólna opinia. Sam uważa, że jest tym, kim jest i nie widzi sensu się zmieniać, by dopasować się do towarzystwa, bo łatwiej zmienić kompanów na takich, którzy polubią jego charakter, a nie nikłe korzyści płynące z tej znajomości (Przecież nie ma zbyt wielu korzyści płynących z utrzymywania kontaktu z biednym jak mysz kościelna włóczęgą, czyż nie?). Bywa też nieco sentymentalny i kocha zbierać pamiątki - w jego notesie znajduje się pełno wysuszonych liści, piórek i wszystkiego co tylko znalazł i uznał za godne zachowania. W gruncie rzeczy nie szuka z nikim zwady i stara się być miły oraz pomocny, bo sam traktuje ludzi tak, jak chciałby być traktowany, zatem równy szacunek okaże biedakowi i ważnej osobistości. Cechuje go także skromność, bo sądzi, że nie ma się czym chwalić, ani tym bardziej przechwalać.
Historia: Jego historia jest wyjątkowo prosta i przyjemna. Urodził się w krainie nie ujętej nazwą na żadnej mapie, a mieszkańcy tego leśnego państewka zwykli zwać je po prostu Domem i tak też się utarło. Dzieciństwo Dirhaela nie było ani tragiczne, ani smutne. Nie był może gwiazdą wśród rówieśników i nigdy szczególnie się nie wyróżniał w żaden sposób, ale nikt mu nie dokuczał. W ten sposób przeżył najmłodsze lata swojego życia i ma co wspominać z tego okresu, gdyż razem z przyjaciółmi nie należał do tych stuprocentowo grzecznych dzieci. W wieku mniej więcej stu lat uznał, że Dom stał się dla niego zbyt ciasny, więc nie mówiąc nic nikomu, spakował swoje rzeczy i wyruszył w świat. Zostawił rodzicom jedynie krótką notkę o tym, żeby zbytnio się nie martwili i, że od czasu do czasu będzie pisał o tym jak bardzo tęskni i gdzie zawiodła go droga. W taki właśnie sposób od czterdziestu pięciu lat wałęsa się po świecie bez planu, ani celu i nie przeszkadza mu wcale ten stan rzeczy. Miał w tym czasie zbyt wiele przygód i poznał zbyt wielu ludzi, by chciało się to komukolwiek przytaczać po kolei. Do Hidden przybył całkiem niedawno i wydaje mu się, że osiądzie w jednym miejscu na nieco dłużej niż parę dni, gdyż nawet osobę pokroju Włóczykija dopada czasem zmęczenie życiem w nieustającej podróży.
Partner: Jest taka jedna, która skradła jego serce, a później na własne oczy widział jak je depcze i grzebie pod płotem. W wyniku przykrego doświadczenia Dirhael stał się ostrożniejszy i mniej ufny w kwestii zawierania związków, lecz stara się nie wykluczać ostatecznie opcji, że znajdzie sobie odpowiednią towarzyszkę.
Rodzina: Ma matkę i ojca oraz siostrę. Swego czasu utrzymywał z nimi bardzo dobry kontakt, ale jakoś zbyt często zaczął zmieniać miejsca pobytu, więc urwało się to. Słowik z przyjemnością powróciłby do pisania listów do domu, a teraz gdy osiadł na nieco dłużej w jednym miejscu może okazać się to możliwe do zrealizowania.
Towarzysz: Wędrował z wieloma towarzyszami, żaden z nich jednakże nie został z nim na stałe. Może to i lepiej, że zwierzęta i tak ostatecznie wybierały wolność?
Szczegóły: *Włóczykij jest wegetarianinem z potrzeby. Nie dość, że rozumie zwierzęta, więc dobrze zna uczucia towarzyszące ich śmierci, to jeszcze mdli go na sam widok mięsa. Nie jest jednak tym typem wegetarianina, który usiłuje nawrócić świat na jego dietę. Potrafi nawet z uśmiechem życzyć siadającym do pieczeni smacznego i nie widzi w tym żadnego problemu. Wyznaje zasadę, iż to, że on unika zjadania tego typu pokarmów nie oznacza od razu, że inni także mają je potępiać. O gustach się przecież nie dyskutuje.
*Prawdę powiedziawszy pojęcia nie ma gdzie leży jego ojczyzna, gdyż ta nijak się nie nazywała. Nie wie też jak tam trafić. Nigdy nie korzystał z żadnych map, więc nie byłby w stanie wskazać nawet gdzie był. Pamięta tylko nazwy i nazwiska, lecz nie sposób, by wskazał którędy szedł.
*Jego ulubioną porą dnia jest wczesny ranek i kocha wschody słońca oraz pierwsze śpiewy ptaków zbudzone tym niezwykłym zjawiskiem, więc z reguły właśnie o wschodzie wstaje. Można zatem przypuszczać, że jak na elfa i driadę przystało żyje zgodnie z rytmem przyrody, odpoczywając w nocy, gdy świat pogrążony jest we śnie i budzi się wraz z naturą w pierwszych promieniach słońca. Odpowiada mu taki styl życia.
*Ma niezwykłą słabość do kwiatów i doskonale zna ich znaczenia, więc żaden podarowany przez niego kwiat nie był nigdy bezpodstawnie i nieświadomie użyty. Jeden z jego pseudonimów - Fiołek - wziął się od tego, że pewna stara zielarka, u której przez pewien czas mieszkał, poznawszy się na charakterze Dirhaela nadała mu miano znaczące "skromna wartość", a on przystał na to, doskonale zdając sobie sprawę z prawdziwości tego tytułu.
*Żyje dość czasu, by używany przez niego język w niewielkim stopniu różnił się od języka współczesnego. Nie przeszkadza mu to dopóki wszyscy są w stanie to zrozumieć, bo w przedziwny sposób dodaje mu to wyjątkowości.
Autor: Apocalypse Rider
czwartek, 16 czerwca 2016
Shi-Shi
[widoczna na arcie właścicielki]
Imię: Shi-Shi, które nawiązuję do trzepotu skrzydeł, jaki zazwyczaj wydaje.
Rasa: nietoperz
Wiek: 2,5 roku.
Płeć: Samiec.
Krótki opis: wygląda jak zwyczajny nietoperz i byłby nim, gdyby nie zdolność do wyczuwania energii życiowej i umiejętność łącza telepatycznego. Rozczytuje myśli, przywołuje we wspomnieniach obraz danej osoby i na ich podstawie szuka jej bądź jego energii w miejscu, w którym się znajduje. Jednakże dana osoba musiała tam choć chwilowo przebywać. Kiedy zna energię i ją wyczuwa, jest w stanie podążać za nią, nie ważne, jak wiele czasu minęło od ostatniego pobytu danej osoby w danym miejscu, pod warunkiem, że ta osoba żyje. Jest wbrew pozorom bardzo towarzyskim stworzonkiem i słucha swojej pani.
Właściciel: Kiette
Imię: Shi-Shi, które nawiązuję do trzepotu skrzydeł, jaki zazwyczaj wydaje.
Rasa: nietoperz
Wiek: 2,5 roku.
Płeć: Samiec.
Krótki opis: wygląda jak zwyczajny nietoperz i byłby nim, gdyby nie zdolność do wyczuwania energii życiowej i umiejętność łącza telepatycznego. Rozczytuje myśli, przywołuje we wspomnieniach obraz danej osoby i na ich podstawie szuka jej bądź jego energii w miejscu, w którym się znajduje. Jednakże dana osoba musiała tam choć chwilowo przebywać. Kiedy zna energię i ją wyczuwa, jest w stanie podążać za nią, nie ważne, jak wiele czasu minęło od ostatniego pobytu danej osoby w danym miejscu, pod warunkiem, że ta osoba żyje. Jest wbrew pozorom bardzo towarzyskim stworzonkiem i słucha swojej pani.
Właściciel: Kiette
Nie pokazujcie mi raju, żeby potem go spalić.
Imię: Kiette. Czyta się tak, jak się pisze, to nawet bardzo ważne, gdyż bez ,,e" byłoby formą męską. Z języka kotów zza oceanu ,,kiet" oznacza zarówno kota jak i nadzieję. Kiette zaś tłumaczy się jako ,,pełna nadziei".
Nazwisko: Chattres. Mama nadała im takie, gdyż kotołaki zza oceanu nie używały nazwisk.
Przydomek: rodzina nazywała ją Kiet, zaś ,,ucywilizowane" kotołaki, z którymi mieszkała przechrzciły ją dzięki kolorowi włosów na ,,Chaari", co w ich języku znaczy po prostu ,,biała" albo ,,blondynka" śmiejąc się, że nawiązuje do jej nazwiska.
Rasa: Kototołak z wrodzonymi zdolnościami magicznymi - kotomag. Ojciec był ,,dzikim" kotołakiem, matka magiem.
Wiek: Na chwilę obecną 22, ale zawsze wygadała na młodszą niż rzeczywiście była. Odkąd skończyła dziewiętnaście lat, przestała się starzeć, a kotołaki powiedziały jej, że ten proces rozpocznie się bardzo powoli dopiero w okolicach jej sześćsetnych urodzin. Na oko twierdzą, że ma w granicach 13-17 lat.
Płeć: kobieta/kotka.
Stanowisko: Zwiadowca, ale może wesprzeć - tylko wesprzeć - oddziały magiczne.
Aparycja: Naturalnie jej oczy są fiołkowe. Wzdłuż kręgosłupa ma wytatuowane runy, które, jak kiedyś powiedziała mama, są zaklęciem ożywiającym, ale nie zna nikogo, kto potrafi takie rozczytać. Zaklęcie to działa tylko do dwóch godzin po śmierci osoby czy zwierzęcia, które chcemy ocalić. Kiet jest szczupła i niewysoka, wygląda na bardzo młodziutką, a jej kły są dłuższe niż u przeciętnego człowieka. Włosy zazwyczaj ma potargane przez wiatr i rzadko je spina. Nie nosi sukienek, bo krępują jej ruchy i jak wszystkie poznane kotołaczki zazwyczaj nosi luźne, lniane koszule i wygodne spodnie. Rzadko zakłada buty, częściej ma stopy obwiązane ścierkami, które tłumią odgłosy kroków. Na oko ciężko zauważyć jakieś podobieństwo między nią a najstarszym z jej braci, gdyż on jedyny wdał się w matkę, dziedzicząc po niej rudo-czerwone włosy.
Zdolności: Przede wszystkim, potrafi zamieniać się w pół-kota i kotka uderzająco podobnego do kremowego kota norweskiego leśnego. Najbardziej lubi tak zwaną ,,przemianę pokazową", kiedy jej twarz stopniowo przemienia się w pyszczek i kiedy sylwetka się zmniejsza, obrastając futrem, a na końcu oczy przybierają typowo koci wygląd, choć zrobi to i w kilka sekund. Potrafi świetnie się skradać, co przydaje się na polowaniach. Jest bardzo szybka, zmieści się wszędzie, świetnie wspina się i chodzi po drzewach w obu swoich postaciach. Ma niesamowity słuch i wzrok - w nocy widzi znacznie lepiej niż zwyczajni ludzie czy znaczna część istot. Ma także nieprzeciętną inteligencję. Świetnie posługuje się sztyletem i zawsze ma go przy sobie. Nigdy nie chciała być magiem, a swoje zdolność potępia, gdyż obwinia się za śmierć braci i opiekuna. Jej zdolności magiczne są nierozwinięte i nie używa ich niemal nigdy. Najbardziej ze wszystkich żywiołów nie znosi wody, inne są jej obojętne, choć wiatr kojarzy jej się z bratem. Potrafi czasami na przykład coś podpalić, sprawić, by z nasionka wyrósł kwiatek czy użyć magii tak, że rozstąpi się przed nią woda, albo wywołać słaby wiatr. Ewentualnie jakieś inne drobne czary. I to by było na tyle, jeśli chodzi o magię, chociaż w całej swej egzystencji używa tego tylko okazjonalnie. Poza tym, jest w stanie dogadać się z każdym kotowatym, niezależnie od tego, czy zna jego język. Umie także grać na harfie i harmonijce. Oprócz tego, łączy się telepatycznie ze swoim pupilem, chociaż to już jego umiejętności jej na to pozwalają.
Zainteresowania: Kiette lubi przebywać w towarzystwie i chociaż chodzi własnymi ścieżkami jak na kota przystało, to lubi mieć w drodze towarzysza, nawet, jeśli po niedługim czasie będą musieli się rozstać. Jest nieco leniwa, ale mimo to uwielbia być w ruchu. Lubi wschody słońca i śpiewanie, a śpiewa pięknie, ciesząc uszy słuchaczy, ale nie uznaje tego za zawód. Żyjąc wśród kotów nauczyła się szyć i dziergać, a szyli wełniane swetry głównie po to, aby potem móc je rozpruwać. Lubi wszelkie zabawy w podchody i skradanie się a także szukanie wskazówek. Ach, no uwielbia spać, najlepiej na drzewie oświetlona słonecznymi promieniami w swym futrze, bo opalać się nienawidzi.
Charakter: Kiette jest przede wszystkim niezależna. Poza tym, jest miła i dobrze wychowana. To osóbka, którą najchętniej starsze kotołaki głaskały po główce, gdyż była tą najgrzeczniejszą. Przynajmniej za swych początków, potem od rówieśników przejęła skłonność do psot. Bywają sytuacje, kiedy jednak potrafi pokazać pazurki, które swoją drogą, jak mogłoby się wydawać, takie małe i tępe nie są. Chętnie pomaga innym i podobno potrafi się przyjaźnić ze wszystkim, co się rusza. Bardzo przywiązuje się do miejsc i swoich przyjaciół, nie znosi pożegnań, a każde z nich kończy się potokiem niechcianych łez smutku i wzruszenia. Kiedyś była bardziej wesoła, niż obecnie. Uwielbiała żarty i integrację z innymi, robienie psikusów i podchody. Ostatnie siedem lat spędziła w gronie różnych kotołaków, od których przejęła niektóre zwyczaje i cechy, takie jak przeciąganie się w specyficzny sposób z samego rana czy specjalny rodzaj miauknięcia wyrażający znudzenie. Nauczyła się żyć wolna w grupie, która nie ma lidera, choć poluje, mieszka i śpi razem. Niedawne wydarzenia jednak odbiły na niej dość pokaźne piętno. Jej promienista aura pobladła. Kiet stała się dość ponura i zamyślona, ale nie znaczy to, że wszystkie jej dawne cechy wyparowały. Jest w żałobie po swoim ukochanym i niektórych przyjaciołach, zwłaszcza, że to wszystko jest jeszcze świeże. Przestała ufać życiu i innym, prawie cały czas jest podłamana i rozpamiętuje przeszłość. Po prostu cierpi i potrzebuje czasu na to, aby znów żyć normalnie. Dusi wszystkie te emocje w sobie, bo dopóki nie znajdzie brata, nie ma komu się wypłakać.
Historia: Urodziła się w grocie za wodospadem w kraju dzikich kotołaków jako najmłodsza z miotu, u boku trzech braci. Ojcu całego rodzeństwa dzikie kotołaki wymierzyły karę śmierci za romansowanie z magiem. Mama przez długi czas w ukryciu opiekowała się młodymi kotami, planując ucieczkę w spokojniejsze miejsce. Kiedy jednak chciała to zrobić pewnej bezksiężycowej nocy, ludzie koty znaleźli ich kryjówkę. Na ich szczęście, nie rozpoznały w nich istot półkrwi, a tylko porzucone kocięta, którymi jeden z nich postanowił się zaopiekować. Wychowywali się tam dość spokojnie, a opiekun troszczył się o nich jak o własne dzieci, których nie mógł mieć.
Kiedy miała osiem lat, przez przypadek uaktywniła swoje magiczne zdolności, w obecności innych kotów, paląc przy tym najbliższe drzewo. Wszystkie kotołaki zgodnie postanowiły pozbyć się nocą czwórki maluchów i ich opiekuna. Wraz z bratem, Hanem, udało jej się uciec, jednakże oba wtedy młodziuteńkie kotki były światkami śmierci swoich braci i opiekuna.
Przez długi czas szukali matki, ale kiedy po rocznych poszukiwaniach nie znaleźli jej na pobliskich terenach, postanowili ruszyć w świat, jako rudy i kremowy kot. Odwiedzili wiele krajów, długo mając na ogonie tamte dzikie kotołaki, które widziały w nich zagrożenie. W końcu ukryli się na statku, na którym pływali przez około pół roku. Ostatecznie w wieku piętnastu lat pożegnali się w porcie, nazywanym Mhatuu, który zamieszkiwały ucywilizowane koty, skąd Han wyruszył na poszukiwanie magów i gdzie Kiet już została. Przez całe następne sześć lat mieszkała wśród nich. Przyjęli ją jak rodzina, zajęli się nią. Znalazła tam przyjaciół i rówieśników. A także nieco od niej starszego, czarnego kota o niesamowicie niebieskich oczach i kruczych włosach, w którym zakochała się z wzajemnością. Na imię miał Nero, co w języku miejscowych kotołaków oznacza czarnego ptaka. Z czasem zostali parą, byli dla siebie stworzeni, a Nero, nawet mimo młodego wieku, oświadczył jej się.
Pewnego dnia - a było to święto wszystkich kotowatych (nie tylko kołotoków, ale także innych humanoidalnych kocich braci) - wraz z częścią zgrupowania odpowiedzialnego za łowy, do którego wraz z dwiema przyjaciółkami i kolegą należała, powędrowała na wyprawę do lasu, żeby znaleźć coś, z czego można by sporządzić ucztę.
Kiedy wrócili, zastali Mhetuu w płomieniach, a nad nim stado smoków, ziejących ogniem po wszystkim, co się ruszało. Tam zginął Nero i czworo ich bliskich przyjaciół z paczki.
Uroczystości pogrzebowe żegnające około czterystu mieszkańców portu odbyły się następnego dnia. Tuż po nich Kiette, nie mogąc znieść widoku doszczętnie spalonego domu, z bólem zabrała się do pakowania prowiantu na podróż, tak jak i kilkoro z jej rówieśników i starszych członków grupy. Z pięćdziesięciu dwóch pozostałych przy życiu mieszkańców portu zostało ich tam tylko trzydziestu. Oni zabrali się za odnowę, podczas gdy reszta zbierała się do wyprowadzki. Na pożegnanie, od jednego z najstarszych ocalałych mieszkańców, który ją i inne młode koty wychowywał, dostała nietoperza, który potrafi wyczuć energię życiową każdej osoby, której poszukujesz, a która była w miejscu, z którego wyruszasz, niezależnie od tego, ile minęło czasu. A Kiette wiedziała, gdzie chce się udać. Do brata. Tylko on jej pozostał.
Tonąc we łzach pożegnała przyjaciółki, które także zbierały się do odejścia i ruszenia w świat oraz resztę rodziny. Długo wędrowała szukając brata odwiedzając każde miejsce, którym był, prowadzona przez swojego pupila. Koniec końców trafiła do Hidden.
Partner: Miała. Tak się składa, że spłonął wraz z całym swoim domem i portem. Nie jest gotowa na nowy związek. Jeszcze nie teraz.
Rodzina:
* mama - Miah-Tian
* tata - mama nazywała go ,,Wspaniałym"
* bracia: Hanneon - ,,ten, który jest zwycięzcą", Jumon (nie żyje) - ,,ten, który jest mistrzem" i Sarazion (nie żyje) - ,,ten, który jest cudem".
Towarzysz: Shi-Shi
Szczegóły:
* boi się psów, wilków, smoków i wody
* aury jej zaklęć przybierają kolory: czerwony, biały lub jasnożółty.
* jej oczy zmieniają się w zależności od tego, co robi. Kiedy używa magii ognia, wody, powietrza lub ziemi są odpowiednio żółte, niebieskie, szare lub zielone. Kiedy łączy się telepatycznie ze swoim pupilem, są czerwone.
* zwykłe dachowce często schodzą się do miejsca, w którym się znajduje.
* uważa, że przynosi pecha, choć nie jest czarnym kotem.
* woli ludzkie jedzenie od kociego.
* zdarza jej się zachowywać jak zwykły kot nawet, kiedy jest w ludzkiej formie.
* została jedyną osobą, która w żadnym stopniu nie przeszkadza swym istnieniem swojemu bratu.
* miewa sny o przeszłości, które doprowadzają ją do płaczu.
Autor: Lucy321
wtorek, 31 maja 2016
Suowei
[Widoczna na arcie właściciela]
Imię: Suowei. Często nazywana po prostu Wilkiem. Tenzin pieszczotliwie zwraca się do niej Su.
Rasa: Łącznik - tak jak właściciel, chociaż ona wydaje się mieć nieco więcej z ducha.
Wiek: Nieznany
Płeć: Samica, a w każdym razie głos ma kobiecy (oraz humorki)
Krótki opis: Krok w krok za Owcą, niczym potworny zmutowany cień, kroczy, a raczej płynie jego opiekunka, zwana mylnie Wilkiem (co poradzić - pod jej spódnicę zajrzeć się nie da). Suowei w większości jest zupełnym przeciwieństwem spokojnego, delikatnego Tenzina. Świadczy o tym chociażby jej wygląd: podczas gdy Tenzin zdecydował się przyjmować postać zupełnie materialną, Wilk jest właściwie jedynie lewitującą za nim czarną paszczą w drewnianej masce owcy, a za nią ciągnie się eteryczny fioletowo czarny woal. Oczy Su tak samo jak jej właściciela są jedynie zajętą widmowym płomieniem pustką. Gdy rozwiera paszczę okazuje się, że także i jej gardło jest istnym piekłem błękitnych języków ognia. Suowei jest wyjątkowo drażliwa i nieufna. Rządzi nią silny matczyny instynkt. Traktuje Tenzina zupełnie jak własne szczenię, nazywając go potulnie ,,moje malutkie jagniątko" i kłapiąc zębami w stronę każdego, kto odważy się zanadto do jej maleństwa zbliżyć. W przeciwieństwie do Owcy, jej zdolności telepatyczne nie mają granic. Mimo to praktycznie nigdy nie porozumiewa się z jakimkolwiek śmiertelnikiem. Jedyną osobą, do której ciągle się odzywa jest właśnie jej kochana owieczka.
Właściciel: Tenzin
Litość dla wilków jest niesprawiedliwością wobec owiec
Imię: Tenzin
Nazwisko: Nigdy takowego nie posiadał, bo nie było mu do niczego potrzebne.
Przydomek: Razem ze swoją towarzyszką dorobili się wielu imion. Wszystko zależy głównie od kultury, ponieważ ich sylwetki występują właściwie w każdej. Dla jednych będą Wiecznymi Łowcami, dla innych Yin i Yang, ale najczęściej nazywa się ich po prostu Owcą i Wilkiem. Tenzin nie obraża się za żadne przezwiska. Gorzej jest z Suowei...
Rasa: Profesjonalna nazwa to Łącznik, czyli istota będąca w połowie duchem, w połowie żywym organizmem.
Wiek: Nieznany. Określa się go nawet na tysiące lat, ale nie ma co szaleć - więcej niż dwa wieki Tenzin na pewno nie posiada.
Płeć: Samiec. Określenie ,,mężczyzna" raczej w tym wypadku nie pasuje.
Stanowisko: Łowca, łucznik
Aparycja: Tenzin jest całkiem wysoki, jednak większości wydaje się raczej średniego wzrostu, ponieważ porusza się na lekko ugiętych nogach. Jego sylwetka, choć humanoidalna, przypomina karykaturę - wychudzona talia, szersze barki, długie ręce i owe przygięte nogi. Przydomek Owca sam przychodzi na myśl, gdy się na niego patrzy: długie oklapnięte uszy, rozcięte kopytka zamiast stóp i krótki ogonek. Na dodatek szarą skórę na całej powierzchni ciała porasta śnieżnobiała, miękka wełna. Trudno ukryć, chłopak jest niczym wielka maskotka, mimo to mało kto ma odwagę go przytulić. Co ciekawe, nigdy się nie brudzi - choćby nie wiadomo jak długo Łowca biegał po lasach, nigdy nie będzie obszarpany, oblepiony błotem, mokry czy zakurzony. Raczej się nad tym dłużej nie zastanawiał. Po prostu poczytał to jako przyjemną zaletę (wyobrażacie sobie ile czasu zajmowałaby pielęgnacja wełny?). Zamiast twarzy Tenzin posiada płaską fioletowo czarną drewnianą maskę w kształcie głowy wilka. Na jego czole widnieje białe, sierpowate znamię. Zamiast oczu w masce zieją płonące widmowym płomieniem otwory. Człowiekowi wydaje się, że widzi w nich jedynie bezkresną pustkę, co wyjaśniałoby, dlaczego Tenzinowi trudno jest nawiązać dłuższą konwersację z kimkolwiek. Całe ciało Owcy pokryte jest zawijającymi się znamionami. W pełni widać je jedynie na uszach. Pozostałe da się dostrzec dopiero z bliska - błyszczące na niebiesko wzory wyzierają czasem spomiędzy puszystej wełny, gdy chłopak się porusza. Posiada charakterystyczny, sprężysty chód. Porusza się bezszelestnie, z taneczną gracją, robiąc piruety na polu bitwy, niknąc w listowiu niczym biała smuga. Inną rozpoznawalną cechą Tenzina jest jego głos. Chociaż nie ma ust, spokojnie komunikuje się z innymi. Mimo, że wiekiem zdecydowanie przewyższa większość swoich towarzyszy, ton jego głosu jest zdecydowanie młodzieńczy, wyjątkowo przyjemny dla ucha.
Zdolności: Nietrudno się domyślić, że dwójka Wiecznych Łowców będąc w połowie istotami duchowymi z łatwością potrafi ukrywać się przed ludzkim wzrokiem. Tenzin potrafi stać się niemal niewidzialny. Niemal, ponieważ sylwetkę jego i wilka da się dostrzec choćby pod światło - powietrze w tym miejscu drga, a po ziemi ślizga się bezpański cień. Potrafi regenerować rany wewnętrzne i zewnętrzne. Owca posiada pewne zdolności telepatyczne. Nie umie długo utrzymywać kontaktu z cudzym umysłem, często jednak dwa, czy trzy zdania w zupełności wystarczają. Co do zdolności fizycznych, chłopak jest wyjątkowo szybki i zwinny. Jest świetnym strzelcem. Posiada zaklęty łuk z czarnego drewna. Rzucony na niego urok sprawia, że Tenzin jest jedyną osobą zdolną z niego strzelić. Gdy nałożysz na niego zwykłą strzałę, cięciwa nagle wydaje się być zrobiona ze stalowego pręta. Jednak gdy Łowca ją naciągnie, w pustym miejscu pojawia się utkany z widmowej energii pocisk. Strzały Owcy po trafieniu w coś po kilku minutach znikają, zostawiając jedynie ślad. Jak przystało na osobę szczycącą się tytułem ,,Łowca", łucznik jest genialnym tropicielem oraz doskonałym myśliwym. Z węchem Suowei i małpią zwinnością Tenzina, rzadko która zdobycz zdolna jest im uciec. Chłopak nie bez powodu ma przyjemny głos. Dzięki niemu potrafi wyciszać gwałtowne emocje, a odpowiednim naciskiem może je nawet tymczasowo wyprać, pozostawiając w swojej ofierze uczucie bezgranicznego spokoju. Zdarza mu się przypadkiem wpływać na swoich towarzyszy, ale całe szczęście to nieszkodliwe. Wieczni Łowcy mają także mniej przyjemną umiejętność. Mianowicie potrafią wyczuć, gdzie za chwilę śmierć zbierze swoje żniwo. To nie klątwa. Gorzej - to obowiązek. Owcę i Wilka widmo śmierci przyciąga jak magnes, rozkazuje im spełniać dawno porzucone zadanie. Tenzin potrafi przewidzieć, gdzie wydarzy się jakaś tragedia. Nie może jednak nikomu pomagać. On i Suowei nie mogą ingerować w sprawy śmierci. Jeśli już przybędzie na miejsce, jego jedyną możliwością udziału w całym zajściu będzie skrócenie mąk umierającemu.
Zainteresowania: Całe życie Tenzina stanowiło jedno wielkie polowanie. Nawet teraz, gdy już nie musi spełniać przykrego (według zwykłych ludzi) obowiązku, wizja długotrwałego tropienia i szybkiego pościgu zakończonego sukcesem jest dla niego zbyt nęcąca. Można więc powiedzieć, że poluje dla sportu. Długie dzienne (a czasem i nocne) godziny spędza w lesie tropiąc zwierzynę i rozmawiając ze swoją towarzyszką. Nie można jednak całe życie łazić po drzewach. Mimo wszystko chłopak musiał sobie znaleźć jakieś inne hobby. No i znalazł - sztukę. Tenzin to prawdziwy poeta, sprawnie operując słowem, ugniatając je pod swoją wolę jak miękką glinę. Wolny czas spędza na układaniu wierszy, piosenek i ballad. Na dodatek jest myślicielem oraz amatorskim filozofem. Gdy już znajdziesz z nim wspólny język Owca z niemałą radością podzieli się z tobą swoimi spostrzeżeniami. Dla Łowcy przywykłego do leśnej ciszy przerywanej ciętymi uwagami Suowei, dyskusja jest formą przyjemnej rozrywki. Chłopak lubi też historie i legendy, zwłaszcza te słuchane przy ogniskach w miłym towarzystwie.
Charakter: Z charakteru Tenzina wyraźnie widać, że chłopak dosłownie pochodzi nie z tego świata. Kontakt z innymi przychodzi mu raczej trudno. W większych grupach zawsze trzyma się na uboczu, siedząc zupełnie cicho i tylko od czasu do czasu odzywając się telepatycznie do czuwającej przy nim Suowei. Nie mówi niczego na głos póki nie zostanie o coś zapytany wprost, a nawet wtedy rozwinie swoją wypowiedź do kilku zdań i znów zamilknie. Owca jest zaskakująco nieśmiała jak na kogoś opisywanego w legendach i wykrawanego w ścianach grobowców. Przywykł już do faktu, że straszy ludzi samym wyglądem (oraz przez warczącego obok ducha wilka, jakby nie było) i nie szuka uwagi. Potrzeba trochę czasu, aby oswoił się z nowym towarzystwem i nieco bardziej się otworzył. Gdy już znajdzie sobie przyjaciela, staje się o wiele bardziej pewny siebie. Dzieli się swoimi pomysłami, a jeszcze chętniej słucha cudzych przemyśleń. Chociaż twarz zastępuje mu drewniana maska, nietrudno odgadnąć w jakim nastroju jest Tenzin. Wyjawia to sylwetką, krokiem, gestami, oraz przede wszystkim głosem. Posiada specyficzną wymowę. Mianowicie rozbudowuje swoje wypowiedzi, wplątuje w nie metafory, często nawet zupełnie bez potrzebnie komplikuje prostą, wydawałoby się, odpowiedź. Ciężko usłyszeć od niego proste ,,tak/nie". Wszystko co mówi Owca wydaje się zawiłe, głębokie. Nic dziwnego - to mistrz dyskusji, a na dodatek poeta. Potrafi dosadnie przemówić człowiekowi do rozsądku. Nie szuka z nikim zwady, zawsze stara się rozwiązywać wszelkie konflikty pokojowo. Mimo, że jest duchem bezpośrednio przywiązanym do śmierci i kojarzy się go raczej smętnie, chłopak jest delikatny i o dziwo niesamowicie wrażliwy. Każda drobnostka wydaje mu się powodem do szczęścia, wzruszenia, smutku. Tenzin we wszystkim widzi głębszy sens. Każdy liść, każda mrówka - według jego ideologii wszystko ma swój cel, tak naprawdę nic nie jest nigdy bezczynne czy bezużyteczne. Nienawidzi marnotrawstwa. Mimo, iż poluje właściwie dla czystej rozrywki, zawsze pilnuje, aby śmierć jego ofiary nie poszła na marne. Gdy więc spiżarnia jest pełna, stara się szukać sobie innego zajęcia. Owca nigdy nie zabija bez wyraźnego powodu. Nienawidzi bezmyślnego okrucieństwa. Gdy strzela, to głównie po to, by zabić na miejscu. Nie umie kłamać. Zamiast tego woli milczeć, a to przychodzi mu jak się można domyślić wręcz mistrzowsko. Dotrzymuje obietnic, strzeże każdej powierzonej mu tajemnicy. Nic nie potrafiłoby go zmusić do zdrady. Gdy jednak usłyszy Wezwanie, jego umysł całkowicie się mu poddaje. Nikt nie jest w stanie powstrzymać Tenzina i Suowei przed wypełnieniem powierzonego im przed wiekami zadania. Momentalnie chłopak przestaje się w ogóle do kogokolwiek odzywać, skupiony na swoim celu, pogrążony jakby w transie. Chociaż jego obowiązki ludziom wydają się potworne, Owca tylko wypełniając je czuje się naprawdę szczęśliwa. Mało kto słyszał, by się szczerze śmiał. Tym bardziej przeraża fakt, że Tenzin śmieje się w głos głównie wtedy, gdy jego strzały mkną nieuchronnie ku celom. Świat wydaje się widzieć w dwóch barwach - istnieje dla niego tylko dobro i zło, nic pomiędzy. Nie rozumie polityki, ani ogólnej idei walki o władzę. Po co tracić życie w walce o metalowy krążek na głowie, grawerowany badyl, czy pozłacane krzesło?
Historia: Nikt nie zna dnia, roku ani wieku. Nie da się tego określić, a opowieści postronnych są zbyt niejasne. Ci, co rzekomo przeżyli pościg Wiecznych Łowców chociaż uważają się za znawców w temacie, nie mogą powiedzieć na temat oprawców nic. Tak jak nikt nie zna daty swej śmierci, tak nikt również nie wie skąd biorą się jej podopieczni. A miała ich wielu, służących nawet po dziś dzień. Mimo to żadne z jej tworów nie zapisało się w kulturze śmiertelnych, jak Tenzin i Suowei.
Wilk i Owca. Dwa przeciwstawne duchy przyjmujące dwie, pozornie nie mogące współpracować formy. Pojawili się znikąd, wpadając w ludzkie życie i znikając. Ich istnienie długo pozostawało tajemnicą. Jedyne ślady jakie po sobie zostawiali, to rany po strzałach lub zębach, lecz żadnego pocisku nigdy nie znaleziono, ani nigdy nie odnaleziono tropów jakiegoś drapieżnika w okolicy. W ofiarach nie dało się znaleźć żadnych wspólnych cech. Niedoszła panna młoda, chorowity staruszek, zmęczony życiem młynarz, pełen wigoru młodzieniec, trzyletnia dziewczynka. Całkowity brak powiązań, zupełna przypadkowość. Nic dziwnego, że zwykły człowiek nie widział w tym wszystkim sensu. Bo mało kto przecież jest w stanie zaglądnąć w plany samej śmierci. Któż mógł wiedzieć, że pannę młodą miała ugryźć za kilka minut kobra? Że starcowi pozostały już tylko minuty nim choroba pożre jego ciało i umysł? Że młynarz miał myśli samobójcze? Że młodzieńcowi chciano następnej nocy poderżnąć gardło? Że biedna mała dziewczynka miała wrodzoną wadę serca? Wyroków śmierci nie da się przewidzieć. I nie można im w żaden sposób zapobiec.
Śmierć wzywała swoich dwóch ulubieńców na polowania. Nigdy nie odmawiali i to nie tylko dlatego, że nie mogli - Wieczni Łowcy po prostu to kochali. Tylko wtedy czuli się sobą, gdy biała strzała sięgała celu, gdy z kłów spływała ciepła krew, gdy z ich ofiary uchodziło życie. I pędzili ku wezwaniu, Tenzin radośnie skacząc po drzewach, a Suowei płynąc w powietrzu krok w krok za nim. Cel łowów odnajdywali szybko...a wtedy stawał on przed wyborem.
Wbrew pozorem i przyjętym powszechnie ideałom, śmierć nigdy nie była niesprawiedliwa. Zawsze dawała śmiertelnikom wybór, objawiający się pod dwoma postaciami: humanoidalnej łagodnej owcy w masce wilka i czarnej smugi z wilczą paszczą, zakrytą maską owcy. Tenzin nawołuje ofiarę, cicho szepcze słowa otuchy, proponuje bezpieczną przeprawę do zaświatów. Suowei warczy i kłapie paszczą, chcąc złamać w nieszczęśniku ducha, zdusić jego nadzieję. A człowiek może wybrać. Może od razu poddać się śmierci, przygotować do wiecznego snu i przyjąć litościwą, bezbolesną strzałę Owcy. Może też oddać strachowi wodze, uciekać przed siebie licząc na ratunek, który nigdy nie przyjdzie, po czym zginąć zagryziony przez Wilka.
Przez długie lata nikt nie był w stanie uciec Łowcom, nie było więc świadków zdolnych ich opisać. Aż pewnego dnia, nie wiadomo jakim cudem, znalazł się ktoś, kto przeżył ich polowanie. To nie była ofiara, tylko świadek. Niechciany podglądacz. Młodzieniec, akolita, dopiero co przyjął święcenia kapłańskie. Wracając do domu przez las usłyszał ludzki krzyk. Ruszył jego śladem, aż nagle na polanę wypadł obszarpany mężczyzna. Kapłan ukrył się - słusznie - i wtedy za mężczyzną z puszczy wypadło okrutne monstrum: ogromna wilcza paszcza o pustych oczach, ciągnąca za sobą woal czerni. Tuż za wilkiem, niczym pilnujący psa gończego myśliwy, wyskoczyła biała, chuda sylwetka dzierżąca czarny łuk. Ich ofiara upadła na ziemię, błagając o litość. Ku zdziwieniu świadka Owca powstrzymała Wilka zanim rzucił się na bezbronnego człowieka, a ten niczym potulne szczenię otarł się o nią czekając. I Owca powiedziała młodzieńczym głosem: ,,Nie obawiaj się śmierci". Mówił łagodnie, chciał uspokoić mężczyznę. Ale on oddał się już strachowi do reszty. Chciał się zerwać na nogi i uciekać dalej. Wtedy Owca westchnęła smutno i skinęła głową Wilkowi. Odgłosy lasu zagłuszyły potworne wrzaski. Kapłan wydał zduszony okrzyk, zanim zdążył zakryć usta. Wilk podniósł zakrwawioną paszczę i zawarczał nisko. Owca napięła łuk. Młodzieniec stał jak sparaliżowany. Oto mój koniec, pomyślał, nie chcąc uciekać i skończyć jak nieszczęśnik przed nim. Ale wtedy biały łowca obniżył broń, po czym uciekł w las, a czarne monstrum za nim.
Nie trzeba było wiele, by opowieść obiegła kraj. Wnet znaleźli się wyznawcy Owcy i Wilka, powstawały legendy i bajki. Młodych kadetów szlachetnej szkoły rycerskiej uczono, by nie obawiali się śmierci i oddawali w przyjazne ręce Owcy, podczas gdy wrogów przeklinano, aby ich strach przejął i Wilka sprowadził. A Tenzin i Suowei dalej wypełniali swoje obowiązki, dostrzegani już jednak zdecydowanie częściej. Owca nazywano równocześnie pasterzem i rzeźnikiem, poetą i prostakiem. Wieczni Łowcy urośli do rangi mitów, w które człowiek wierzył dopiero gdy mógł ich zobaczyć. A jeśli już tak się stało, w większości przypadków było już za późno na żale.
Okres wojny był dla nich ciężki. Tyle gotowych na śmierć wojowników, tyle chcących przed nią uciec dezerterów. Nie mogli się roztroić, nie mogli nadążyć za uciskającymi umysł wezwaniami. Wtedy sama śmierć dała im największy dar - wolność. Teraz sami już mogli wybierać, na które wezwanie odpowiedzą, kiedy ludzie będą mogli ich widzieć i słyszeć, kiedy będą chcieli polować. I Tenzin wybrał. Zdecydował się żyć wśród śmiertelników. A Suowei w tej decyzji go poparła.
Partner: Tenzin nie potrafi się zakochać...albo też nie jest pewny, czy umie.
Rodzina: Przez całe długie życie jedyną bliską mu osobą była Suowei. Wilk stał się dla niego równocześnie chroniącą go przed złem nadopiekuńczą matką i dobrze doradzającą troskliwą siostrą.
Towarzysz: Suowei
Szczegóły: - Tenzin, mimo iż nie służy już bezpośrednio śmierci, wciąż odpowiada na głośniejsze wezwania. Nie ma co się dziwić, jeśli zdarzy mu się czasem zniknąć razem z Suowei na jakiś czas. Czasem jest to tylko kilka godzin, ale zdarzają się również polowania trwające nawet dni.
- Owca nie potrafi czytać ani pisać. Zawsze prosi o to kogoś innego.
- Panicznie boi się głębokiej wody.
- Nigdy nie śpi, nie je, ani nie wykonuje wielu innych czynności życiowych. Nie ma nawet potrzeby oddychać.
- Jego znamiona błyszczą jaśniej gdy odczuwa gwałtowne emocje, jak radość czy - zgoła rzadziej - gniew.
Autor: NyanCat^._.^~
Nazwisko: Nigdy takowego nie posiadał, bo nie było mu do niczego potrzebne.
Przydomek: Razem ze swoją towarzyszką dorobili się wielu imion. Wszystko zależy głównie od kultury, ponieważ ich sylwetki występują właściwie w każdej. Dla jednych będą Wiecznymi Łowcami, dla innych Yin i Yang, ale najczęściej nazywa się ich po prostu Owcą i Wilkiem. Tenzin nie obraża się za żadne przezwiska. Gorzej jest z Suowei...
Rasa: Profesjonalna nazwa to Łącznik, czyli istota będąca w połowie duchem, w połowie żywym organizmem.
Wiek: Nieznany. Określa się go nawet na tysiące lat, ale nie ma co szaleć - więcej niż dwa wieki Tenzin na pewno nie posiada.
Płeć: Samiec. Określenie ,,mężczyzna" raczej w tym wypadku nie pasuje.
Stanowisko: Łowca, łucznik
Aparycja: Tenzin jest całkiem wysoki, jednak większości wydaje się raczej średniego wzrostu, ponieważ porusza się na lekko ugiętych nogach. Jego sylwetka, choć humanoidalna, przypomina karykaturę - wychudzona talia, szersze barki, długie ręce i owe przygięte nogi. Przydomek Owca sam przychodzi na myśl, gdy się na niego patrzy: długie oklapnięte uszy, rozcięte kopytka zamiast stóp i krótki ogonek. Na dodatek szarą skórę na całej powierzchni ciała porasta śnieżnobiała, miękka wełna. Trudno ukryć, chłopak jest niczym wielka maskotka, mimo to mało kto ma odwagę go przytulić. Co ciekawe, nigdy się nie brudzi - choćby nie wiadomo jak długo Łowca biegał po lasach, nigdy nie będzie obszarpany, oblepiony błotem, mokry czy zakurzony. Raczej się nad tym dłużej nie zastanawiał. Po prostu poczytał to jako przyjemną zaletę (wyobrażacie sobie ile czasu zajmowałaby pielęgnacja wełny?). Zamiast twarzy Tenzin posiada płaską fioletowo czarną drewnianą maskę w kształcie głowy wilka. Na jego czole widnieje białe, sierpowate znamię. Zamiast oczu w masce zieją płonące widmowym płomieniem otwory. Człowiekowi wydaje się, że widzi w nich jedynie bezkresną pustkę, co wyjaśniałoby, dlaczego Tenzinowi trudno jest nawiązać dłuższą konwersację z kimkolwiek. Całe ciało Owcy pokryte jest zawijającymi się znamionami. W pełni widać je jedynie na uszach. Pozostałe da się dostrzec dopiero z bliska - błyszczące na niebiesko wzory wyzierają czasem spomiędzy puszystej wełny, gdy chłopak się porusza. Posiada charakterystyczny, sprężysty chód. Porusza się bezszelestnie, z taneczną gracją, robiąc piruety na polu bitwy, niknąc w listowiu niczym biała smuga. Inną rozpoznawalną cechą Tenzina jest jego głos. Chociaż nie ma ust, spokojnie komunikuje się z innymi. Mimo, że wiekiem zdecydowanie przewyższa większość swoich towarzyszy, ton jego głosu jest zdecydowanie młodzieńczy, wyjątkowo przyjemny dla ucha.
Zdolności: Nietrudno się domyślić, że dwójka Wiecznych Łowców będąc w połowie istotami duchowymi z łatwością potrafi ukrywać się przed ludzkim wzrokiem. Tenzin potrafi stać się niemal niewidzialny. Niemal, ponieważ sylwetkę jego i wilka da się dostrzec choćby pod światło - powietrze w tym miejscu drga, a po ziemi ślizga się bezpański cień. Potrafi regenerować rany wewnętrzne i zewnętrzne. Owca posiada pewne zdolności telepatyczne. Nie umie długo utrzymywać kontaktu z cudzym umysłem, często jednak dwa, czy trzy zdania w zupełności wystarczają. Co do zdolności fizycznych, chłopak jest wyjątkowo szybki i zwinny. Jest świetnym strzelcem. Posiada zaklęty łuk z czarnego drewna. Rzucony na niego urok sprawia, że Tenzin jest jedyną osobą zdolną z niego strzelić. Gdy nałożysz na niego zwykłą strzałę, cięciwa nagle wydaje się być zrobiona ze stalowego pręta. Jednak gdy Łowca ją naciągnie, w pustym miejscu pojawia się utkany z widmowej energii pocisk. Strzały Owcy po trafieniu w coś po kilku minutach znikają, zostawiając jedynie ślad. Jak przystało na osobę szczycącą się tytułem ,,Łowca", łucznik jest genialnym tropicielem oraz doskonałym myśliwym. Z węchem Suowei i małpią zwinnością Tenzina, rzadko która zdobycz zdolna jest im uciec. Chłopak nie bez powodu ma przyjemny głos. Dzięki niemu potrafi wyciszać gwałtowne emocje, a odpowiednim naciskiem może je nawet tymczasowo wyprać, pozostawiając w swojej ofierze uczucie bezgranicznego spokoju. Zdarza mu się przypadkiem wpływać na swoich towarzyszy, ale całe szczęście to nieszkodliwe. Wieczni Łowcy mają także mniej przyjemną umiejętność. Mianowicie potrafią wyczuć, gdzie za chwilę śmierć zbierze swoje żniwo. To nie klątwa. Gorzej - to obowiązek. Owcę i Wilka widmo śmierci przyciąga jak magnes, rozkazuje im spełniać dawno porzucone zadanie. Tenzin potrafi przewidzieć, gdzie wydarzy się jakaś tragedia. Nie może jednak nikomu pomagać. On i Suowei nie mogą ingerować w sprawy śmierci. Jeśli już przybędzie na miejsce, jego jedyną możliwością udziału w całym zajściu będzie skrócenie mąk umierającemu.
Zainteresowania: Całe życie Tenzina stanowiło jedno wielkie polowanie. Nawet teraz, gdy już nie musi spełniać przykrego (według zwykłych ludzi) obowiązku, wizja długotrwałego tropienia i szybkiego pościgu zakończonego sukcesem jest dla niego zbyt nęcąca. Można więc powiedzieć, że poluje dla sportu. Długie dzienne (a czasem i nocne) godziny spędza w lesie tropiąc zwierzynę i rozmawiając ze swoją towarzyszką. Nie można jednak całe życie łazić po drzewach. Mimo wszystko chłopak musiał sobie znaleźć jakieś inne hobby. No i znalazł - sztukę. Tenzin to prawdziwy poeta, sprawnie operując słowem, ugniatając je pod swoją wolę jak miękką glinę. Wolny czas spędza na układaniu wierszy, piosenek i ballad. Na dodatek jest myślicielem oraz amatorskim filozofem. Gdy już znajdziesz z nim wspólny język Owca z niemałą radością podzieli się z tobą swoimi spostrzeżeniami. Dla Łowcy przywykłego do leśnej ciszy przerywanej ciętymi uwagami Suowei, dyskusja jest formą przyjemnej rozrywki. Chłopak lubi też historie i legendy, zwłaszcza te słuchane przy ogniskach w miłym towarzystwie.
Charakter: Z charakteru Tenzina wyraźnie widać, że chłopak dosłownie pochodzi nie z tego świata. Kontakt z innymi przychodzi mu raczej trudno. W większych grupach zawsze trzyma się na uboczu, siedząc zupełnie cicho i tylko od czasu do czasu odzywając się telepatycznie do czuwającej przy nim Suowei. Nie mówi niczego na głos póki nie zostanie o coś zapytany wprost, a nawet wtedy rozwinie swoją wypowiedź do kilku zdań i znów zamilknie. Owca jest zaskakująco nieśmiała jak na kogoś opisywanego w legendach i wykrawanego w ścianach grobowców. Przywykł już do faktu, że straszy ludzi samym wyglądem (oraz przez warczącego obok ducha wilka, jakby nie było) i nie szuka uwagi. Potrzeba trochę czasu, aby oswoił się z nowym towarzystwem i nieco bardziej się otworzył. Gdy już znajdzie sobie przyjaciela, staje się o wiele bardziej pewny siebie. Dzieli się swoimi pomysłami, a jeszcze chętniej słucha cudzych przemyśleń. Chociaż twarz zastępuje mu drewniana maska, nietrudno odgadnąć w jakim nastroju jest Tenzin. Wyjawia to sylwetką, krokiem, gestami, oraz przede wszystkim głosem. Posiada specyficzną wymowę. Mianowicie rozbudowuje swoje wypowiedzi, wplątuje w nie metafory, często nawet zupełnie bez potrzebnie komplikuje prostą, wydawałoby się, odpowiedź. Ciężko usłyszeć od niego proste ,,tak/nie". Wszystko co mówi Owca wydaje się zawiłe, głębokie. Nic dziwnego - to mistrz dyskusji, a na dodatek poeta. Potrafi dosadnie przemówić człowiekowi do rozsądku. Nie szuka z nikim zwady, zawsze stara się rozwiązywać wszelkie konflikty pokojowo. Mimo, że jest duchem bezpośrednio przywiązanym do śmierci i kojarzy się go raczej smętnie, chłopak jest delikatny i o dziwo niesamowicie wrażliwy. Każda drobnostka wydaje mu się powodem do szczęścia, wzruszenia, smutku. Tenzin we wszystkim widzi głębszy sens. Każdy liść, każda mrówka - według jego ideologii wszystko ma swój cel, tak naprawdę nic nie jest nigdy bezczynne czy bezużyteczne. Nienawidzi marnotrawstwa. Mimo, iż poluje właściwie dla czystej rozrywki, zawsze pilnuje, aby śmierć jego ofiary nie poszła na marne. Gdy więc spiżarnia jest pełna, stara się szukać sobie innego zajęcia. Owca nigdy nie zabija bez wyraźnego powodu. Nienawidzi bezmyślnego okrucieństwa. Gdy strzela, to głównie po to, by zabić na miejscu. Nie umie kłamać. Zamiast tego woli milczeć, a to przychodzi mu jak się można domyślić wręcz mistrzowsko. Dotrzymuje obietnic, strzeże każdej powierzonej mu tajemnicy. Nic nie potrafiłoby go zmusić do zdrady. Gdy jednak usłyszy Wezwanie, jego umysł całkowicie się mu poddaje. Nikt nie jest w stanie powstrzymać Tenzina i Suowei przed wypełnieniem powierzonego im przed wiekami zadania. Momentalnie chłopak przestaje się w ogóle do kogokolwiek odzywać, skupiony na swoim celu, pogrążony jakby w transie. Chociaż jego obowiązki ludziom wydają się potworne, Owca tylko wypełniając je czuje się naprawdę szczęśliwa. Mało kto słyszał, by się szczerze śmiał. Tym bardziej przeraża fakt, że Tenzin śmieje się w głos głównie wtedy, gdy jego strzały mkną nieuchronnie ku celom. Świat wydaje się widzieć w dwóch barwach - istnieje dla niego tylko dobro i zło, nic pomiędzy. Nie rozumie polityki, ani ogólnej idei walki o władzę. Po co tracić życie w walce o metalowy krążek na głowie, grawerowany badyl, czy pozłacane krzesło?
Historia: Nikt nie zna dnia, roku ani wieku. Nie da się tego określić, a opowieści postronnych są zbyt niejasne. Ci, co rzekomo przeżyli pościg Wiecznych Łowców chociaż uważają się za znawców w temacie, nie mogą powiedzieć na temat oprawców nic. Tak jak nikt nie zna daty swej śmierci, tak nikt również nie wie skąd biorą się jej podopieczni. A miała ich wielu, służących nawet po dziś dzień. Mimo to żadne z jej tworów nie zapisało się w kulturze śmiertelnych, jak Tenzin i Suowei.
Wilk i Owca. Dwa przeciwstawne duchy przyjmujące dwie, pozornie nie mogące współpracować formy. Pojawili się znikąd, wpadając w ludzkie życie i znikając. Ich istnienie długo pozostawało tajemnicą. Jedyne ślady jakie po sobie zostawiali, to rany po strzałach lub zębach, lecz żadnego pocisku nigdy nie znaleziono, ani nigdy nie odnaleziono tropów jakiegoś drapieżnika w okolicy. W ofiarach nie dało się znaleźć żadnych wspólnych cech. Niedoszła panna młoda, chorowity staruszek, zmęczony życiem młynarz, pełen wigoru młodzieniec, trzyletnia dziewczynka. Całkowity brak powiązań, zupełna przypadkowość. Nic dziwnego, że zwykły człowiek nie widział w tym wszystkim sensu. Bo mało kto przecież jest w stanie zaglądnąć w plany samej śmierci. Któż mógł wiedzieć, że pannę młodą miała ugryźć za kilka minut kobra? Że starcowi pozostały już tylko minuty nim choroba pożre jego ciało i umysł? Że młynarz miał myśli samobójcze? Że młodzieńcowi chciano następnej nocy poderżnąć gardło? Że biedna mała dziewczynka miała wrodzoną wadę serca? Wyroków śmierci nie da się przewidzieć. I nie można im w żaden sposób zapobiec.
Śmierć wzywała swoich dwóch ulubieńców na polowania. Nigdy nie odmawiali i to nie tylko dlatego, że nie mogli - Wieczni Łowcy po prostu to kochali. Tylko wtedy czuli się sobą, gdy biała strzała sięgała celu, gdy z kłów spływała ciepła krew, gdy z ich ofiary uchodziło życie. I pędzili ku wezwaniu, Tenzin radośnie skacząc po drzewach, a Suowei płynąc w powietrzu krok w krok za nim. Cel łowów odnajdywali szybko...a wtedy stawał on przed wyborem.
Wbrew pozorem i przyjętym powszechnie ideałom, śmierć nigdy nie była niesprawiedliwa. Zawsze dawała śmiertelnikom wybór, objawiający się pod dwoma postaciami: humanoidalnej łagodnej owcy w masce wilka i czarnej smugi z wilczą paszczą, zakrytą maską owcy. Tenzin nawołuje ofiarę, cicho szepcze słowa otuchy, proponuje bezpieczną przeprawę do zaświatów. Suowei warczy i kłapie paszczą, chcąc złamać w nieszczęśniku ducha, zdusić jego nadzieję. A człowiek może wybrać. Może od razu poddać się śmierci, przygotować do wiecznego snu i przyjąć litościwą, bezbolesną strzałę Owcy. Może też oddać strachowi wodze, uciekać przed siebie licząc na ratunek, który nigdy nie przyjdzie, po czym zginąć zagryziony przez Wilka.
Przez długie lata nikt nie był w stanie uciec Łowcom, nie było więc świadków zdolnych ich opisać. Aż pewnego dnia, nie wiadomo jakim cudem, znalazł się ktoś, kto przeżył ich polowanie. To nie była ofiara, tylko świadek. Niechciany podglądacz. Młodzieniec, akolita, dopiero co przyjął święcenia kapłańskie. Wracając do domu przez las usłyszał ludzki krzyk. Ruszył jego śladem, aż nagle na polanę wypadł obszarpany mężczyzna. Kapłan ukrył się - słusznie - i wtedy za mężczyzną z puszczy wypadło okrutne monstrum: ogromna wilcza paszcza o pustych oczach, ciągnąca za sobą woal czerni. Tuż za wilkiem, niczym pilnujący psa gończego myśliwy, wyskoczyła biała, chuda sylwetka dzierżąca czarny łuk. Ich ofiara upadła na ziemię, błagając o litość. Ku zdziwieniu świadka Owca powstrzymała Wilka zanim rzucił się na bezbronnego człowieka, a ten niczym potulne szczenię otarł się o nią czekając. I Owca powiedziała młodzieńczym głosem: ,,Nie obawiaj się śmierci". Mówił łagodnie, chciał uspokoić mężczyznę. Ale on oddał się już strachowi do reszty. Chciał się zerwać na nogi i uciekać dalej. Wtedy Owca westchnęła smutno i skinęła głową Wilkowi. Odgłosy lasu zagłuszyły potworne wrzaski. Kapłan wydał zduszony okrzyk, zanim zdążył zakryć usta. Wilk podniósł zakrwawioną paszczę i zawarczał nisko. Owca napięła łuk. Młodzieniec stał jak sparaliżowany. Oto mój koniec, pomyślał, nie chcąc uciekać i skończyć jak nieszczęśnik przed nim. Ale wtedy biały łowca obniżył broń, po czym uciekł w las, a czarne monstrum za nim.
Nie trzeba było wiele, by opowieść obiegła kraj. Wnet znaleźli się wyznawcy Owcy i Wilka, powstawały legendy i bajki. Młodych kadetów szlachetnej szkoły rycerskiej uczono, by nie obawiali się śmierci i oddawali w przyjazne ręce Owcy, podczas gdy wrogów przeklinano, aby ich strach przejął i Wilka sprowadził. A Tenzin i Suowei dalej wypełniali swoje obowiązki, dostrzegani już jednak zdecydowanie częściej. Owca nazywano równocześnie pasterzem i rzeźnikiem, poetą i prostakiem. Wieczni Łowcy urośli do rangi mitów, w które człowiek wierzył dopiero gdy mógł ich zobaczyć. A jeśli już tak się stało, w większości przypadków było już za późno na żale.
Okres wojny był dla nich ciężki. Tyle gotowych na śmierć wojowników, tyle chcących przed nią uciec dezerterów. Nie mogli się roztroić, nie mogli nadążyć za uciskającymi umysł wezwaniami. Wtedy sama śmierć dała im największy dar - wolność. Teraz sami już mogli wybierać, na które wezwanie odpowiedzą, kiedy ludzie będą mogli ich widzieć i słyszeć, kiedy będą chcieli polować. I Tenzin wybrał. Zdecydował się żyć wśród śmiertelników. A Suowei w tej decyzji go poparła.
Partner: Tenzin nie potrafi się zakochać...albo też nie jest pewny, czy umie.
Rodzina: Przez całe długie życie jedyną bliską mu osobą była Suowei. Wilk stał się dla niego równocześnie chroniącą go przed złem nadopiekuńczą matką i dobrze doradzającą troskliwą siostrą.
Towarzysz: Suowei
Szczegóły: - Tenzin, mimo iż nie służy już bezpośrednio śmierci, wciąż odpowiada na głośniejsze wezwania. Nie ma co się dziwić, jeśli zdarzy mu się czasem zniknąć razem z Suowei na jakiś czas. Czasem jest to tylko kilka godzin, ale zdarzają się również polowania trwające nawet dni.
- Owca nie potrafi czytać ani pisać. Zawsze prosi o to kogoś innego.
- Panicznie boi się głębokiej wody.
- Nigdy nie śpi, nie je, ani nie wykonuje wielu innych czynności życiowych. Nie ma nawet potrzeby oddychać.
- Jego znamiona błyszczą jaśniej gdy odczuwa gwałtowne emocje, jak radość czy - zgoła rzadziej - gniew.
Autor: NyanCat^._.^~
poniedziałek, 9 maja 2016
Kto nie ma odwagi do marzeń, nie będzie miał siły do walki
Imię: Louise (III) Andrasta, przez przyjaciół nazywana Lou, Anda lub Lusia. Z tym ostatnim lepiej uważać, bo wypowiedziane nieodpowiednim tonem może ci zaszkodzić.
Nazwisko: Quartz
Przydomek: Właściwie to nie posiada żadnego stałego przezwiska. Po babce rodzina nazywała ją Recydywą. Obcy najczęściej nazywają ją pierwszym lepszym skojarzeniem, jak Niebieska lub Chochlik. Bywają też bardziej złośliwe określenia dotyczące jej wzrostu, ale na szczęście Lou jest wyjątkowo wyrozumiała.
Rasa: Pierwsze co przychodzi na myśl niemal każdemu to chochlik. Louise nie jest jednak przedstawicielką Yordlów, rasy bardziej ucywilizowanej niż ich krewni (bo choćby nie wiem jak zaprzeczali, są w pewnym stopniu z chochlikami spokrewnieni).
Wiek: 28 lat
Płeć: Kobieta, czy też - jak kto woli - samica
Stanowisko: Wojownik, Rzemieślnik
Aparycja: Pierwsze co zdecydowanie rzuca się w oczy to wzrost Andy. Niejeden raz spotkała się z często złośliwymi propozycjami posadzenia na barana, czy nawet włożenia do kieszeni płaszcza podróżnego. To drugie jest zdecydowanie przesadzone, bo mimo wszystko AŻ tak mała nie jest...w końcu uczciwie sięga nieco powyżej kolana dorosłego człowieka. Tiaaa, wygląd to zdecydowanie jej pięta Achillesowa. Mało kto traktuje ją poważnie przy pierwszym spotkaniu, bo nawet dzierżąc broń dalej przypomina cukierkowe stworzonko z bajki dla dzieci. Ma nieco za dużą głowę, porośniętą gęstą czupryną irytujących blond loków. Lou zawsze spina je w kucyki, mimo to jednak zawsze wypada z nich krzywa grzywka. Spod włosów po bokach głowy Louise wystaje para długich, sterczących uszu. Dziewczyna ma także drobny nosek i jeden wystający spod wargi kieł, co winduje jej urok. Jednak największą rolę w degradowaniu jej powagi odgrywają oczy: duże, różowo fioletowe o kocich źrenicach, z rzadkimi czarnymi rzęsami jak od tuszu (chociaż Anda nigdy się nie maluje). Dodam jeszcze, że jej błękitną skórę porasta mięciutki puszek o tym samym kolorze, jak u jakiegoś kociaka. Lou prawie zawsze ubiera się w pełną zbroję piechotną (widoczna na arcie - nie chce mi się opisywać :P). Gdy nie ma jednak potrzeby dźwigania żelastwa chodzi w samej zielonej tunice, zakładanej właśnie pod pancerz. Na plecy ma przeważnie zarzuconą tarczę.
Zdolności: Louise, chociaż należy do rasy względnie magicznej, nie posiada nadnaturalnych zdolności. Ma za to zaklętą broń - młot. Oręż potrafi rozpłynąć się w powietrzu i pojawić na nieme życzenie jego właścicielki, bo podczas podróży bywa dość nieporęcznym bagażem. Rozmiarami był przeznaczony raczej dla dorosłego ludzkiego mężczyzny, więc gdy Anda trzyma go w łapkach trudno powstrzymać śmiech. Oczywiście o ile nie widziałeś dziewczyny w akcji. Chociaż jest mała, potrafi sprawnie wywijać swoim młotem i solidnie przywalić. I nie, nie potrafi podnosić rzeczy cięższych od siebie - to po prostu kolejna zaleta zaklętej broni: młot w rękach Louise jest idealnie wyważony pod jej rozmiary, jednak komuś obcemu może wydawać się ciężki niczym dziesięć miechów. Andrasta jest świetnie przeszkolona w walce i strategii, dobrze orientuje się w układach wojsk i polityce. Dzięki swojemu wzrostowi na starcie zyskuje pewną przewagę nad przeciwnikiem, między innymi dzięki zaskoczeniu. Jest zwinna i świetnie się wspina. To także dobry kowal i rymarz (Yordlowie z natury zajmowali się wytwórstwem broni, zbroi i siodeł).
Zainteresowania: Jeśli jesteś uzbrojony w jakikolwiek oręż, nie zdziw się gdy Louise zacznie cię o niego wypytywać. Dziewczyna czasem wydaje się być bardziej zainteresowana cudzą bronią niż imieniem jej właściciela. Całe szczęście ludzie częściej uznają to bardziej za zabawne niż obraźliwe. Cóż się dziwić? Anda prawie całe życie przesiedziała w kuźni, nic więc dziwnego, że swój fach rzemieślnika traktuje na równi z hobby. Mała wydaje się mieć jakieś pomniejsze stadium ADHD - jej palce wiecznie szukają jakiegoś zajęcia. A to splata zerwane źdźbła w koszyczki, to znowu wygina jakiś drucik czy bawi się sprężynką znalezioną w kieszeni. Gdy nie ma co robić, zaczyna świrować. Dlatego właśnie z nudów chodzi i jak nakręcona wypytuje każdą napotkaną osobę czy nie potrzeba może naostrzyć jej miecz, zaszyć jakąś dziurę, wymienić popręg w siodle, wszystko, byleby nie siedzieć bezczynnie. W ostateczności chwyta młot lub jakiś krótki miecz i ćwiczy z tarczą i bronią na przemian. Lubi też gadać z innymi na jakieś interesujące ją tematy.
Charakter: Lou mimo małego ciałka kryje w sobie wielkie serce. Jest odważna, i to w ten zdrowy, nie graniczący z głupotą sposób, a czegoś takiego ino ze świecą szukać. To oddany żołnierz i przyjaciel. Jest gotowa rzucić się w ogień dla dobra sprawy. Często chcąc pomóc komuś innemu zapomina o własnym zdrowiu. Możliwe, że jest aż zbyt dobroduszna. Nawet najgorszemu wrogowi odstąpiłaby ostatni łyk wody. Niejeden raz już słyszała, że kiedyś ją jej postępowanie zgubi, bo w takich czasach jak te nie ma miejsca na wielkoduszność. Mimo wszystko Anda pozostaje tą samą pomocną i ofiarną dziewczyną, nieważne ile razy zostanie przez to ugryziona w rękę przez jakiegoś niewdzięcznika. Louise ceni sobie honor. Nie porzuca przyjaciół w potrzebie, ani nie ignoruje rozkazów...no chyba, że ktoś wymaga od niej tego pierwszego. Wtedy nie ma co liczyć na posłuch ze strony małej Yordlki. Razem z honorem, jak to w przypadku prawdziwego rycerza, idzie wiara. W ciężkich próbach Lou pokłada ją w bogach swojego ludu, dziękuje im za każde zwycięstwo...i bluzga ich imionami, jak to na prawdziwego wierzącego przystało. Psy wiesza więc najczęściej na bogini męstwa, Concordii, bogu wojny, Gafaharze, i opiekunce patriotów bez kraju, Naiome. Gdy dziewczyna się uprze dopnie swego, choćby nie wiem ile miało to czasu zająć. Dlatego jeśli cię o coś zapyta, wypada odpowiedzieć od razu, inaczej sam skażesz się na towarzystwo natrętnego wielkookiego chochlika. Im więcej będziesz ją od siebie odpychał, tym szybciej będzie wracać, niczym puchata niebieska bańka-wstańka. Ma w sobie także pełno dumy, której nie da się zburzyć żadnymi wyzwiskami. Rzucane w jej kierunku wszelkie docinki są niczym groch o ścianę. Chociaż Andrasta z godnością je ignoruje, ma dobrą pamięć do twarzy osoby zdolnej ją obrazić. Po takich zachowaniach szybko wyrabia sobie zdanie o innych. Jeśli nie okażesz jej chociaż dozy szacunku, nie masz co liczyć na wzajemność. Lou może i ma sporo cierpliwości do przedstawicieli tępej masy społecznej, jednak w przypadku osobistości, od której oczekuje nieco więcej inteligencji, nie da szargać swojej dumy niczym starą ścierkę. Nie współpracuje z idiotami, tak mówiąc w skrócie. Zniżanie siebie do ich poziomu traktuje gorzej od jakiejkolwiek obrazy. Dziewczyna nie lubi być porównywana do innych. Uważa się za jedyną w swoim rodzaju i nie, to nie objaw narcyzmu. Jednej rzeczy mało kto się spodziewa po tej szczerej i uczciwej wojowniczce: aktorstwa. Nawet Louise, chociaż szczerze nie cierpi swoich słodkich gał, zdarza się nadużywać niewinnego wyglądu we własnych celach. Może i nie jest kuszącą pięknością, ale ma własne metody, które działają nie tylko na mężczyzn. Przeważnie wystarczy, że zrobi szczenięce oczy i zakwili swoim słodkim głosikiem, a każdy przypadkowy mieszczuch da się nabrać. Co poradzisz? Trzeba jakoś żyć, lepsze naciąganie przechodniów na dziecięcy urok niż napadanie ich w lasach. Wystarczy jednak lepiej Lou poznać, by już nie dać się nabrać na tą bajeczkę o ,,bezbronnej małej podróżnej”, którą wciska każdemu durniowi. Wszystkie bajdurzenia o ,,bezbronności” idą w niepamięć gdy przyjdzie ci zobaczyć jak rozkwasza młotem łeb jakiegoś bandyty.
Historia: Yordlowie to doprawdy dziwna rasa. W ich przypadku doskonale potwierdza się przysłowie ,,im mniejsze, tym bardziej uparte”, którymi przeważnie opisuje się kuce lub terriery. Niedouczeni mylnie nazywają Yordlów ,,chochlikami”, nie widząc żadnej różnicy między małymi upierdliwymi złośnikami podgryzającymi meble i szczającymi do wiader z mlekiem, a w pełni ucywilizowaną rasą kowali i rzemieślników. Gdyby nazwać przypadkowego Yordla chochlikiem, niewykluczone, że naraziłbyś do siebie całą brać, bo każdy z nich najwyżej ceni sobie dobro swojego pobratymca. Szargasz imię jednego - szargasz imię wszystkich. (Po prawdzie jednak choćby nie wiadomo jak się zapierali, Yordlowie mimo wszystko są w pewnym stopniu spokrewnieni z chochlikami, chociaż ŻADEN nie powiedziałby ci tego wprost.)
Do rzeczy; Otóż Yordlowie osiedlili się daleko na wschodzie Sorsiny, z dala od ludzkich siedzib. Mieli własne, dobrze skoordynowane państwo i żyli sobie w szczęściu oraz dostatku długie lata. Nagle jednak wybuchła wojna. Wojska Arsmana wkrótce dotarły do granic małej ojczyzny niepozornych karzełków. Nie spodziewali się ataku, więc nie mieli gotowej armii. A nawet jeśliby mieli, któż przeraziłby się sięgających kolana zapuszkowanych w metalu wielkookich skrzatów? Całe szczęście dowódca armii nie widział sensu w niszczeniu kraju. A wszystko dzięki zdolnościom kuźnieckim jego obywateli. Nawiązał porozumienie z wodzem Yordlów: Arsman nie przyśle tu swoich wojsk dopóty, dopóki będzie dostawał najwyższej jakości broń. Porozumienie podpisano i tak rozpoczął się najbardziej pracowity i męczący okres w historii Yordlów.
I w tych też czasach przyszło żyć małej, niepozornej ślicznotce imieniem Louise III (po babciach) Andrasta (po matce) Quartz.
Dziewczyna zawsze miała w sobie pewien kompleks niższości. Nie podobała jej się sytuacja w jakim znajdował się jej kraj. Możliwe, że nasłuchała się zbyt dużo opowieści babki (słynnej w rodzinie jako ,,Recydywa”) o tym, jak to było tu pięknie bez Arsmana. Tak więc babka Recydywa napchała małej Lusi do głowy pełno ,,głupot”, że bycie tchórzem nie popłaca, zwłaszcza, gdy kraj i rodzina w potrzebie. A czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci i dorosła już Louise dorobiła się dziedzicząc przydomek babci. Całe życie hartowała się chwytając typowo męskich zawodów i uczyła się walczyć, aby nie dać się zaskoczyć przyszłości.
Nazwisko: Quartz
Przydomek: Właściwie to nie posiada żadnego stałego przezwiska. Po babce rodzina nazywała ją Recydywą. Obcy najczęściej nazywają ją pierwszym lepszym skojarzeniem, jak Niebieska lub Chochlik. Bywają też bardziej złośliwe określenia dotyczące jej wzrostu, ale na szczęście Lou jest wyjątkowo wyrozumiała.
Rasa: Pierwsze co przychodzi na myśl niemal każdemu to chochlik. Louise nie jest jednak przedstawicielką Yordlów, rasy bardziej ucywilizowanej niż ich krewni (bo choćby nie wiem jak zaprzeczali, są w pewnym stopniu z chochlikami spokrewnieni).
Wiek: 28 lat
Płeć: Kobieta, czy też - jak kto woli - samica
Stanowisko: Wojownik, Rzemieślnik
Aparycja: Pierwsze co zdecydowanie rzuca się w oczy to wzrost Andy. Niejeden raz spotkała się z często złośliwymi propozycjami posadzenia na barana, czy nawet włożenia do kieszeni płaszcza podróżnego. To drugie jest zdecydowanie przesadzone, bo mimo wszystko AŻ tak mała nie jest...w końcu uczciwie sięga nieco powyżej kolana dorosłego człowieka. Tiaaa, wygląd to zdecydowanie jej pięta Achillesowa. Mało kto traktuje ją poważnie przy pierwszym spotkaniu, bo nawet dzierżąc broń dalej przypomina cukierkowe stworzonko z bajki dla dzieci. Ma nieco za dużą głowę, porośniętą gęstą czupryną irytujących blond loków. Lou zawsze spina je w kucyki, mimo to jednak zawsze wypada z nich krzywa grzywka. Spod włosów po bokach głowy Louise wystaje para długich, sterczących uszu. Dziewczyna ma także drobny nosek i jeden wystający spod wargi kieł, co winduje jej urok. Jednak największą rolę w degradowaniu jej powagi odgrywają oczy: duże, różowo fioletowe o kocich źrenicach, z rzadkimi czarnymi rzęsami jak od tuszu (chociaż Anda nigdy się nie maluje). Dodam jeszcze, że jej błękitną skórę porasta mięciutki puszek o tym samym kolorze, jak u jakiegoś kociaka. Lou prawie zawsze ubiera się w pełną zbroję piechotną (widoczna na arcie - nie chce mi się opisywać :P). Gdy nie ma jednak potrzeby dźwigania żelastwa chodzi w samej zielonej tunice, zakładanej właśnie pod pancerz. Na plecy ma przeważnie zarzuconą tarczę.
Zdolności: Louise, chociaż należy do rasy względnie magicznej, nie posiada nadnaturalnych zdolności. Ma za to zaklętą broń - młot. Oręż potrafi rozpłynąć się w powietrzu i pojawić na nieme życzenie jego właścicielki, bo podczas podróży bywa dość nieporęcznym bagażem. Rozmiarami był przeznaczony raczej dla dorosłego ludzkiego mężczyzny, więc gdy Anda trzyma go w łapkach trudno powstrzymać śmiech. Oczywiście o ile nie widziałeś dziewczyny w akcji. Chociaż jest mała, potrafi sprawnie wywijać swoim młotem i solidnie przywalić. I nie, nie potrafi podnosić rzeczy cięższych od siebie - to po prostu kolejna zaleta zaklętej broni: młot w rękach Louise jest idealnie wyważony pod jej rozmiary, jednak komuś obcemu może wydawać się ciężki niczym dziesięć miechów. Andrasta jest świetnie przeszkolona w walce i strategii, dobrze orientuje się w układach wojsk i polityce. Dzięki swojemu wzrostowi na starcie zyskuje pewną przewagę nad przeciwnikiem, między innymi dzięki zaskoczeniu. Jest zwinna i świetnie się wspina. To także dobry kowal i rymarz (Yordlowie z natury zajmowali się wytwórstwem broni, zbroi i siodeł).
Zainteresowania: Jeśli jesteś uzbrojony w jakikolwiek oręż, nie zdziw się gdy Louise zacznie cię o niego wypytywać. Dziewczyna czasem wydaje się być bardziej zainteresowana cudzą bronią niż imieniem jej właściciela. Całe szczęście ludzie częściej uznają to bardziej za zabawne niż obraźliwe. Cóż się dziwić? Anda prawie całe życie przesiedziała w kuźni, nic więc dziwnego, że swój fach rzemieślnika traktuje na równi z hobby. Mała wydaje się mieć jakieś pomniejsze stadium ADHD - jej palce wiecznie szukają jakiegoś zajęcia. A to splata zerwane źdźbła w koszyczki, to znowu wygina jakiś drucik czy bawi się sprężynką znalezioną w kieszeni. Gdy nie ma co robić, zaczyna świrować. Dlatego właśnie z nudów chodzi i jak nakręcona wypytuje każdą napotkaną osobę czy nie potrzeba może naostrzyć jej miecz, zaszyć jakąś dziurę, wymienić popręg w siodle, wszystko, byleby nie siedzieć bezczynnie. W ostateczności chwyta młot lub jakiś krótki miecz i ćwiczy z tarczą i bronią na przemian. Lubi też gadać z innymi na jakieś interesujące ją tematy.
Charakter: Lou mimo małego ciałka kryje w sobie wielkie serce. Jest odważna, i to w ten zdrowy, nie graniczący z głupotą sposób, a czegoś takiego ino ze świecą szukać. To oddany żołnierz i przyjaciel. Jest gotowa rzucić się w ogień dla dobra sprawy. Często chcąc pomóc komuś innemu zapomina o własnym zdrowiu. Możliwe, że jest aż zbyt dobroduszna. Nawet najgorszemu wrogowi odstąpiłaby ostatni łyk wody. Niejeden raz już słyszała, że kiedyś ją jej postępowanie zgubi, bo w takich czasach jak te nie ma miejsca na wielkoduszność. Mimo wszystko Anda pozostaje tą samą pomocną i ofiarną dziewczyną, nieważne ile razy zostanie przez to ugryziona w rękę przez jakiegoś niewdzięcznika. Louise ceni sobie honor. Nie porzuca przyjaciół w potrzebie, ani nie ignoruje rozkazów...no chyba, że ktoś wymaga od niej tego pierwszego. Wtedy nie ma co liczyć na posłuch ze strony małej Yordlki. Razem z honorem, jak to w przypadku prawdziwego rycerza, idzie wiara. W ciężkich próbach Lou pokłada ją w bogach swojego ludu, dziękuje im za każde zwycięstwo...i bluzga ich imionami, jak to na prawdziwego wierzącego przystało. Psy wiesza więc najczęściej na bogini męstwa, Concordii, bogu wojny, Gafaharze, i opiekunce patriotów bez kraju, Naiome. Gdy dziewczyna się uprze dopnie swego, choćby nie wiem ile miało to czasu zająć. Dlatego jeśli cię o coś zapyta, wypada odpowiedzieć od razu, inaczej sam skażesz się na towarzystwo natrętnego wielkookiego chochlika. Im więcej będziesz ją od siebie odpychał, tym szybciej będzie wracać, niczym puchata niebieska bańka-wstańka. Ma w sobie także pełno dumy, której nie da się zburzyć żadnymi wyzwiskami. Rzucane w jej kierunku wszelkie docinki są niczym groch o ścianę. Chociaż Andrasta z godnością je ignoruje, ma dobrą pamięć do twarzy osoby zdolnej ją obrazić. Po takich zachowaniach szybko wyrabia sobie zdanie o innych. Jeśli nie okażesz jej chociaż dozy szacunku, nie masz co liczyć na wzajemność. Lou może i ma sporo cierpliwości do przedstawicieli tępej masy społecznej, jednak w przypadku osobistości, od której oczekuje nieco więcej inteligencji, nie da szargać swojej dumy niczym starą ścierkę. Nie współpracuje z idiotami, tak mówiąc w skrócie. Zniżanie siebie do ich poziomu traktuje gorzej od jakiejkolwiek obrazy. Dziewczyna nie lubi być porównywana do innych. Uważa się za jedyną w swoim rodzaju i nie, to nie objaw narcyzmu. Jednej rzeczy mało kto się spodziewa po tej szczerej i uczciwej wojowniczce: aktorstwa. Nawet Louise, chociaż szczerze nie cierpi swoich słodkich gał, zdarza się nadużywać niewinnego wyglądu we własnych celach. Może i nie jest kuszącą pięknością, ale ma własne metody, które działają nie tylko na mężczyzn. Przeważnie wystarczy, że zrobi szczenięce oczy i zakwili swoim słodkim głosikiem, a każdy przypadkowy mieszczuch da się nabrać. Co poradzisz? Trzeba jakoś żyć, lepsze naciąganie przechodniów na dziecięcy urok niż napadanie ich w lasach. Wystarczy jednak lepiej Lou poznać, by już nie dać się nabrać na tą bajeczkę o ,,bezbronnej małej podróżnej”, którą wciska każdemu durniowi. Wszystkie bajdurzenia o ,,bezbronności” idą w niepamięć gdy przyjdzie ci zobaczyć jak rozkwasza młotem łeb jakiegoś bandyty.
Historia: Yordlowie to doprawdy dziwna rasa. W ich przypadku doskonale potwierdza się przysłowie ,,im mniejsze, tym bardziej uparte”, którymi przeważnie opisuje się kuce lub terriery. Niedouczeni mylnie nazywają Yordlów ,,chochlikami”, nie widząc żadnej różnicy między małymi upierdliwymi złośnikami podgryzającymi meble i szczającymi do wiader z mlekiem, a w pełni ucywilizowaną rasą kowali i rzemieślników. Gdyby nazwać przypadkowego Yordla chochlikiem, niewykluczone, że naraziłbyś do siebie całą brać, bo każdy z nich najwyżej ceni sobie dobro swojego pobratymca. Szargasz imię jednego - szargasz imię wszystkich. (Po prawdzie jednak choćby nie wiadomo jak się zapierali, Yordlowie mimo wszystko są w pewnym stopniu spokrewnieni z chochlikami, chociaż ŻADEN nie powiedziałby ci tego wprost.)
Do rzeczy; Otóż Yordlowie osiedlili się daleko na wschodzie Sorsiny, z dala od ludzkich siedzib. Mieli własne, dobrze skoordynowane państwo i żyli sobie w szczęściu oraz dostatku długie lata. Nagle jednak wybuchła wojna. Wojska Arsmana wkrótce dotarły do granic małej ojczyzny niepozornych karzełków. Nie spodziewali się ataku, więc nie mieli gotowej armii. A nawet jeśliby mieli, któż przeraziłby się sięgających kolana zapuszkowanych w metalu wielkookich skrzatów? Całe szczęście dowódca armii nie widział sensu w niszczeniu kraju. A wszystko dzięki zdolnościom kuźnieckim jego obywateli. Nawiązał porozumienie z wodzem Yordlów: Arsman nie przyśle tu swoich wojsk dopóty, dopóki będzie dostawał najwyższej jakości broń. Porozumienie podpisano i tak rozpoczął się najbardziej pracowity i męczący okres w historii Yordlów.
I w tych też czasach przyszło żyć małej, niepozornej ślicznotce imieniem Louise III (po babciach) Andrasta (po matce) Quartz.
Dziewczyna zawsze miała w sobie pewien kompleks niższości. Nie podobała jej się sytuacja w jakim znajdował się jej kraj. Możliwe, że nasłuchała się zbyt dużo opowieści babki (słynnej w rodzinie jako ,,Recydywa”) o tym, jak to było tu pięknie bez Arsmana. Tak więc babka Recydywa napchała małej Lusi do głowy pełno ,,głupot”, że bycie tchórzem nie popłaca, zwłaszcza, gdy kraj i rodzina w potrzebie. A czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci i dorosła już Louise dorobiła się dziedzicząc przydomek babci. Całe życie hartowała się chwytając typowo męskich zawodów i uczyła się walczyć, aby nie dać się zaskoczyć przyszłości.
Całę szczęście problem rozwiązał się sam zanim Anda wszczęła jakąś rewolucję. Arsman najwyraźniej uznał swój oręż za wystarczający, bo jego armie zajęły kraj Yordlów, zmuszając wszystkich ich do ucieczki. Louise liczyła w głębi ducha, że to popchnie jej rodaków do działania. Ale Yordlowie woleli osiąść w innymi miejscu i zacząć wszystko od nowa. Tego było za wiele. Uparta Recydywa zdecydowała się porzucić plemię i podążyć ścieżką świętej pamięci babki. Razem ze swoim młotem Onoirem i tarczą Creideamh chciała przysłużyć się sprawie oporu przeciwko Arsmanowi. Podróżowała więc od wojska do wojska licząc na przydział. Ale w każdym wypadku spotykała się z wyśmianiem lub pobłażliwym odesłaniem. Nikt nawet nie chciał sprawdzić ile ten maluch miał w sobie siły, bo...bo był maluchem. Ludzie szukali silnych mężczyzn, nie puszystych skrzatów z katarem siennym. Mimo to Lou nie poddawała się i z dumnie uniesioną głową maszerowała do następnych poborów, nie pozwalając się sobie załamać. Aż w końcu doszły ją słuchy o powstającym gdzieś w lasach buntowniczym państewku złożonym z samych wyrzutków. Może więc kolejny władający bronią wyrzutek nie zrobi różnicy, a może nawet się przyda?
Partner: Pfft! Po co komu jakiś plątający się pod nogami dureń?
Rodzina: Ojciec Arbrecht, matka Andrasta, trójka starszych braci i dwoje młodszych, dwie starsze siostry i jedna młodsza, kochana świętej pamięci babka Louise (alias ,,Recydywa”)
Towarzysz: Nie potrzeba jej zwierzaka. Przynajmniej na razie.
Szczegóły:
- Jej zaklęty młot nosi imię Onoir, czyli ,,honor”, a tarcza Creideahm - ,,wiara”. Dlatego też gdy Lou mawia, że zwalcza swych wrogów honorem, a wiara zawsze ją chroni, można brać to nawet dosłownie.
- Andrasta ma alergię na kurz i pyłki. Zdarza się jej często kichnąć przypadkowo podczas rozmowy, psując przy tym całą powagę sytuacji, bo doprawdy trudno się nie uśmiechnąć słysząc dźwięk podobny do fuknięcia kociaka.
- Gdy jest zdenerwowana, zaczyna gadać do siebie, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Zdarza jej się przy tym wyżywać podczas pracy, jakby to nagrzane żeliwo lub zepsute siodło było prowodyrem wszelkiego zła na świecie. Lepiej się do niej wtedy nie zbliżać, bo młot kowalski może jej się niechcący ,,wymsknąć” z ręki.
- Ma wyrobiony odruch zdmuchiwania z nosa opadające kosmyki włosów.
- Jej uszy drgają jak u kota gdy np. Przelatuje obok nich jakaś mucha, albo ktoś pstryknie obok palcami. Niektórzy żartownisie lubią sobie właśnie w ten sposób nadużywać cierpliwości Louise, co niebywale skłania ją ku myśleniu, czy łamanie komuś palców miechem nie jest karalne.
Autor: RedRidingHood
Partner: Pfft! Po co komu jakiś plątający się pod nogami dureń?
Rodzina: Ojciec Arbrecht, matka Andrasta, trójka starszych braci i dwoje młodszych, dwie starsze siostry i jedna młodsza, kochana świętej pamięci babka Louise (alias ,,Recydywa”)
Towarzysz: Nie potrzeba jej zwierzaka. Przynajmniej na razie.
Szczegóły:
- Jej zaklęty młot nosi imię Onoir, czyli ,,honor”, a tarcza Creideahm - ,,wiara”. Dlatego też gdy Lou mawia, że zwalcza swych wrogów honorem, a wiara zawsze ją chroni, można brać to nawet dosłownie.
- Andrasta ma alergię na kurz i pyłki. Zdarza się jej często kichnąć przypadkowo podczas rozmowy, psując przy tym całą powagę sytuacji, bo doprawdy trudno się nie uśmiechnąć słysząc dźwięk podobny do fuknięcia kociaka.
- Gdy jest zdenerwowana, zaczyna gadać do siebie, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Zdarza jej się przy tym wyżywać podczas pracy, jakby to nagrzane żeliwo lub zepsute siodło było prowodyrem wszelkiego zła na świecie. Lepiej się do niej wtedy nie zbliżać, bo młot kowalski może jej się niechcący ,,wymsknąć” z ręki.
- Ma wyrobiony odruch zdmuchiwania z nosa opadające kosmyki włosów.
- Jej uszy drgają jak u kota gdy np. Przelatuje obok nich jakaś mucha, albo ktoś pstryknie obok palcami. Niektórzy żartownisie lubią sobie właśnie w ten sposób nadużywać cierpliwości Louise, co niebywale skłania ją ku myśleniu, czy łamanie komuś palców miechem nie jest karalne.
Autor: RedRidingHood
Subskrybuj:
Posty (Atom)










