Dziewczyna ponownie zaklęła walcząc z złamaną stęgą (końcówka masztu). Gdyby nie to kontynuowałaby rejs z uśmiechem na ustach. W końcu walka z żywiołem również mogła być zabawą. Nie jednak przy takich uszkodzeniach. Za późno zareagowała i pierwsze uderzenie wiatru za mocno naciągnęło wanty, które złamały drewno niczym zapałkę. Mimo nieprzerwanego deszczu nie chowała się pod pokład. Musiała szybko opuścić ten port. Właściciele, czyli stacjonujące tu wojsko, mogło nie ucieszyć się z takiego gościa jak ona.
-Przynajmniej jedna gęba mniej.- Żachnęła się widząc jak zakapturzona postać wyprowadza konia na brzeg. Nie mógł być to kto inny jak Halt. Kapitan zamocowała kolejną linę na maszcie tak by w miarę możliwości unieruchomić złamanie. Teraz byle by łajba płynęła, a poważną naprawą zajmie się w bezpieczniejszym miejscu. Poklepała raz jeszcze omasztowanie i pocałowała je niczym matka dziecko.
-Już niedaleko, jeśli tę noc przepłyniesz zrobię tobie chwilę wolnego.- Mruknęła po czym skoczyła na staling, przebiegła po nim jak kot następnie zeskoczyła na pokład pośrednio łapiąc jednej z zwisających szot i wykonując salto. Gdy tylko się wyprostowała kichnęła głośno i pociągnęła nosem. Ostatnia godzina spędzona na deszczu i chłodzie zaczynała dawać się we znaki. To był w sumie jedyny powód dla którego Squall przed ponownym wypłynięciem zeszła do swojej kajuty. W pomieszczeniu panował głęboki półmrok. Mimo to zauważyła mały, kanciasty, czarny i błyszczący przedmiot na stole. Następnie poczuła w nozdrzach smród mokrej sierści.
-Miałam nadzieję że zabierzesz tę złodziejską dupę wraz z Haltem... Sierściuchu...- Uśmiechnęła się ukazując białe kły i błyskając demonicznymi oczami.
-To tak się dziękuję za odnalezienie zguby?- Gambit wyszedł z cienia.
-Odnalezienie? Nie... Ale za kradzież owszem.- Odpowiedziała sięgając po karafkę z rumem, nawet nie spojrzała na kieliszek. Pociągnęła tylko długi łyk trunku i westchnęła ocierając brodę. Kot nie spuszczał z niej bacznego spojrzenia. Squall już wiedziała o co może mu chodzić.
-Nie jesteś pierwszym...- Mruknęła w końcu, nie zmieniając swojego diablego uśmiechu. Gość nie odpowiedział, jednak uniósł pytająco brew. -Kim jestem? Demon? Kotołak? Wampir? Zjawa? Daruj sobie. Nie takie opowieści krążą po portach oraz między pozostawionymi za mną zgliszczami. Masz szczęście że prócz tego co o mnie mówią. Nadal lubię zabawić się w człowieka. Może to właśnie dlatego zgodziłam się zabrać na łajbę ciebie i tego drugiego. Nie licz jednak że płyniesz bez zapłaty. A jeśli raz jeszcze spróbujesz wydobyć coś ode mnie. Pamiętaj... Cena rośnie...- Gambit miał przez moment wrażenie, że nie tylko jej kły się wydłużyły.
-A na razie.- Wcisnęła mu w łapy ścierkę i wiadro. -Dawno nie było tutaj załogi, a zęza sama się nie umyje.- Uśmiech nieco się zmienił, teraz był po prostu wredny.
-Co się nie umyje?- Uniósł ponownie brew. Już po chwili stali pod pokładem, nad wejściem do najniższego pokładu - zęzy. Felin aż zmarszczył nos czując ten smród.
-Nie zmieszczę się- Postarał się wyłgać, na co kapitan wepchnęła do dziury.
-Jesteś kotem, więc wszędzie wleziesz. I nie zapominaj o "Pani kapitan".- Wrzuciła mu ścierkę i wyszła na pokład by znów wyjść na morze. Przede wszystkim nie chciała by kotowaty pałętał jej się pod nogami. Poza tym mógł powoli zaczynać się odpłacać za niezostawienie go na wyspie. Teraz gdy była prawie sama, mogła skupić się jedynie na żegludze. Łajba zaskrzypiała, żagiel załopotał i Sztorm znów znalazł się na otwartych wodach.
Squall zmarszczyła nos przez sen i leniwie otworzyła oczy. Słońce było na niebie, a tafla wody gładka. Dziewczyna podniosła się z koła sterowego, na którym się opierała śpiąc. Wiedziała że jacht po pokonaniu burzy sam sobie poradzi.
-Pani kapitan!- Z dolnego pokładu rozległo się wołanie, a przy okazji udało się namierzyć źródło nieprzyjemnego zapachu. -Nienawidzę pani...- Fuknął rzucając ścierkę z złością za burtę. Szatynka z trudem powstrzymywała śmiech widząc naburmuszonego "majtka".
-Ten chlew tam na dole został wysprzątany jak kazałaś. A teraz idę się wymyć.- Wycedził z wymuszoną grzecznością i w jak najbardziej obraźliwy sposób ukłonił się i odszedł z skrzypieniem mokrych butów i zostawiając brudne plamy.
-A jak skończysz się wylizywać to posprzątaj po sobie pokład.- Zaśmiała się. Gdy tamten zajmował się swoimi zadaniami. Squall zeszła na moment do kajuty wyliczyć i zaznaczyć na mapie tę końcówkę trasy. Gdy skończyła ponownie wyszła na pokład.
-Za godzinkę dobijamy. I zanim zaczniesz marudzić, ostrzegam, gdy tylko dobijemy. Nie mam ochoty widzieć cię ani sekundy dłużej na mojej łajbie. A na razie łap kocie- Rzuciła towarzyszowi flaszkę, a swoją odkorkowała zębami i wypluła korek.
-Zdrowie.- Uniosła butelkę i uśmiechnęła się.
<Malik? Na lądzie też będzie co robić :D>
Hmmm...Pewnie, pewnie że będzie. Czas uzupełnić zapasy kawy. Jest może tam w pobliżu jakiś szlak kupiecki? x3
OdpowiedzUsuńZa blisko lądu, ale kto wie czy może nie trzeba będzie jeszcze wpłynąć na morze?
OdpowiedzUsuńMiałam na myśli lądowe szlaki, ale wodne też spoko. Zawsze można iść na kompromis i znaleźć jakieś odpowiednie ujście rzeczne i napaść na barkę
UsuńAaa chyba że tak, to dzień drogi od Hiden
OdpowiedzUsuń