czwartek, 4 maja 2017

Od Atlanta c.d. Dirhaela - Tajemnicza i ślepa

 ~Wygląda jak księgarnia, jeśli tu nie będzie żadnych map to nie wiem gdzie mogą być~ Mruknął również obserwując szyld sklepiku. Po chwili namysłu elf wszedł do środka. Pomieszczenie było ciemne, a w powietrzy unosił się suchy zapach pergaminów.
 ~Potrzebujemy pierwszej lepszej mapy i kompasu.
 -Dobrze, wiem. Zaraz coś znajdziemy.- Uspokoił go Dirhael zaczynając przeczesywać regały książek. Wszystkie wydawały się być okropnie stare i zakurzone, jakby nikogo tutaj nie było od dawien dawna.
 -W czym mogę Panom pomóc?- Odezwał się miękki, kobiecy głos. Elf aż podskoczył zaskoczony, Alt pewnie zrobił by to samo gdyby miał ciało. Tuż za nim znikąd, bezdźwięcznie pojawiła się kobieta, mogła mieć maksymalnie trzydzieści parę lat. Bardziej zastanawiające były jej oczy, a może raczej ich brak? Były one zasłonięte przepaską.
 -Wybaczy pani, ale jestem sam.- Uśmiechnął się wykonując głęboki ukłon, mimo świadomości że i tak tego nie zobaczy.
 -Nie prawda. Jest was dwoje.- Powiedziała spokojnie.
 ~Pozwól mi mówić, nie musi wiedzieć, że jesteśmy w jednym ciele.~ Dirhael rozluźnił się dając przejąc część kontroli nad sobą.
 -Przepraszamy, ale potrzebujemy mapy i kompasu, czy może jest tutaj coś takiego?- Atlant starał się nadać nie swoim strunom głosowym swój głos, nie udało się to jednak tak dokładnie jak by tego chciał.
 -Oczywiście, mam jednak tylko bardzo stare mapy, jeszcze z ery smoka. Sam kontynent jednak tak bardzo się nie zmienił, więc powinna wam wystarczyć. Czekajcie... gdzieś ją tu położyłam, a tutaj jest!- Kobieta szła pewnie między regałami, mimo że stworzone z nich alejki stanowiły dość skomplikowaną kombinacje, a na ziemi leżało mnóstwo zakurzonych staroci. Od Jakiś figurek i popiersi po dziwne piłki z kolorowymi szlaczkami. W końcu zatrzymała się i wspięła na taboret by zdjąć z najwyższej półki rolkę pergaminu przykrytego tak dużą warstwą kurzu że gody nim tylko poruszyła Dirhael poczuł jak drobinki spadają mu na głowę podobnie jak piasek. Dziewczyna Wzięła głęboki wdech i zdmuchnęła grubą warstwę brudu wprost na elfa. Biedak nawet nie zdążył zaprotestować czy też ostrzec że tam jest, a już był cały siwy.
 ~Co tam dziadku mrozie?~ Usłyszał w głowie śmiech leonisa.
 -Czekaj no tylko aż znajdę twoje ciało i zrobi Ci tak samo...- Mruknął, kończąc zdanie solidnym kichnięciem.
 -Prawie jak nowa!- Ucieszyła się niewidoma, podchodząc do lady i rozkładając pergamin. Atlant widząc to miał tylko jedną myśl "Dla ślepego, może i nowa".
 -No, możecie sobie zobaczyć panowie.- Odsunęła się dając miejsce by podejść do pergaminu. Faktycznie kształt kontynentu był ten sam, ale nazwy znajdujące się na mapie było kompletnie nie znane obojgu.
 ~Widzisz miejsce w które mamy się kierować?~ Zapytał myślach włóczykij. Atlant poruszył jego ręką wskazując palcem punkt na mapie. ~Ten cypelek za górami?
 ~Dokładnie tak. Czekaj... tutaj ma to jakąś nazwę... "Potentem Capit"?
 ~Potężne szpony...~Przetłumaczyli równocześnie. W głowie Atlanta narodziło się w tym momencie milion pytań. Czy ruiny w których mieszkają to właśnie to? Jeśli tak to kto je założył? Dlaczego zostało zniszczone? Czy to była warownia?
 -Ile kosztuje ta mapa?- Leonis wyrwał się do mówienia
 -Sztukę srebra. Rzuciła kobieta
 -A wiesz gdzie my jesteśmy według tej mapy?- Dirhael odzyskał kontrole nad głosem.
 -Tak, miejscowość w które się znajdujemy leży na północny zachód od Potentem Capit
 ~Wiem gdzie jesteśmy!
 ~Nie krzycz tak, błagam...~Elf aż złapał się za głowę
 ~Znam drogę, bierz mapę i idziemy!~ Włóczykij zwinął pergamin, wręczył kobiecie zapłatę i już kierował się do wyjścia. Przy samych drzwiach niewidoma znów się odezwała.
 -Jeśli chcesz wiedzieć więcej o tym królestwie, zejdź do starej biblioteki Lwi Królu... Twoi przyjaciele już tam są. Tylko uważaj, czas tam nie trzyma się swoich ścieżek...- Głos kobiety był dziwny, jakby dobiegał z wnętrza ziemi. Atlant miał wrażenie że już kiedyś spotkał się z czymś takim.
 -Kim jesteś?- Pozwolił sobie zawładnąć ustami towarzysza.
 -To pytanie... zostawię bez odpowiedzi, ale nie bój się, jeszcze się spotkamy...- Po czym zniknęła, tak po prostu.
 -To było trochę przerażające...- Mruknąl elf.
 ~Z pewnością niecodziennie...- Dirhael wyszedł zamykając za sobą drzwi. Znów znaleźli się na gwarnej i rozświetlonej słońcem ulicy. Ludzie chodzili we wszystkie strony.
 ~Przydałyby się konie... wtedy do wieczora uda nam się trafić.~Zaproponował Atl.

<Dirhael? Sorki że tak mało opisów, ale jakoś tym razem wzięło mnie na dialogi :)>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz