środa, 22 marca 2017

Od Atlanta c.d. Dirhaela - "To te głosy w głowie"

Smak maliny poczuł również dodatkowy byt, ucieszyło go to bo znaczyło że gdyby ćwiczył mugłby spróbować nawet przejąc kontrole na jakimś słabszym ciałem. Ale teraz był zbyt kiepski w te klocki, a umysł chłopaka wystarczająco stabilny by go atakować. Poza tym polubił go, a wiedział że próba przejęcia kontroli nie byłaby zbyt miła. Atlant zaczął delikatnie badać myśli chłopaka. Szukał śladów powiązania z imperium, albo jakichkolwiek wiadomości wskazujących żeby mu nie ufać. Gdy jednak nic niepokojącego nie odszukał stwierdził w myślach, że nie tylko może mu opowiedzieć co nieco na temat Hidden, ale również zachęcić go do zostania tam.
 ~Powiedzmy że to ostatnie tereny pokoju, bez wojsk Arsmana.~ Słysząc to elf wybuchł śmiechem.
 -Że niby niepodbity teren? Gdzie to? Na księżycu?
 ~Nie... na wschodzie jest wysokie pasmo górskie, a rosnące tam lasy uznawane są za niezamieszkaną głuszę pełną potworów. A tuż za nimi jest Hidden.
 -To chyba niezbyt bezpieczne miejsce
 ~Wszędzie jest lepiej niż pod wodzą Arsmana. Co może potwierdzić wiele żyjących tam teraz istot.
 -Istot? Czyli nie ludzi?- Zaśmiał się
 ~Tam nie ma normalnego człowieka...~ Śmiech leonisa odbił się echem w głowie chłopaka, nie wiedzieć czemu na twarzy Dirhaela pojawił się uśmiech.
 -A właśnie, może powiesz mi jak ty wyglądasz? Byłoby łatwiej mi ciebie znaleźć
 ~Cóż... raczej łatwo rozpoznać siedzącego w lesie bez ruchu leonisa
 -Czego?
 ~Leonis, taki z rogami, i lwimi uszami, i ogonem.
 -Czekaj czekaj, masz na myśli tę wymarłą rasę? Łoho! Nigdy żadnego nie widziałem, nie dość że wyginęły to nawet za życia ciężko było jakiegokolwiek znaleźć. Strasznie dobrze się chowacie.- Zaczął się ekscytować, ale nagle się zawahał. -Chwila... Czy wy przypadkiem nie mówicie? Przecież tyle razy mówiono mi że leonis to dzikie zwierzę porównywalne do wilka czy lwa. Jakim ty cudem umiesz mówić???- Zawołał na tyle głośno że ptaki z okolicy zerwały się do lotu.
 ~Za bardzo się ekscytujesz... ktoś mnie kiedyś nauczył i tyle. Smoki używając telepatii posługują się ludzką mową i nikt się nie dziwi, a jak ja się odezwę to jakby pies przemówił...~ Westchnął nieco urażony. Jednak nie zabolało go to jakoś mocno, może po prostu przywykł do czegoś takiego gdy jeszcze żył w stolicy? Albo klatce.
 -Sorki, nie gorączkuj się tak. W sumie jakby dobrze pomyśleć to mało było o was wiadomo. Tyle że jesteście, a niektórzy porównywali was do smoków nawet.
 ~To przez nasze zdolności i poziom inteligencji rasy. Ale może wreszcie dość o mnie. Mógłbyś opowiedzieć coś o sobie.
 -Po co? Skoro mogłeś sobie tak ot wejść do mojej głowy na pewno już w niej grzebałeś.- Zaśmiał się, w jego słowach nie było urazy, co uspokoiło nieco sumienie Alta. -Mogę za to coś zagrać dla umilenia drogi.- Zaproponował po czym wyciągnął zza pazuchy fletnie. Z instrumentu popłynęła delikatna i spokojna melodia przywodząca na myśl szum lasu. Atlant wsłuchał się w miłą dla ucha kompozycje nut. Nie były to sprośne pieśni Squall, ani śpiewne opowieści Ziio, tylko kojąca muzyka. Elf szedł tak żwawym krokiem wygrywając nowe melodie, przez dłuższy czas. Atlant nie przerywał mu, obserwował tylko co dzieje się w głowie chłopaka. Bo każdy z nowych utworów przywoływał w wspomnieniach chłopaka nowe obrazy którym z zaciekawieniem mógł się przyglądać Alt. Nie były to jasne historie ani rozmowy z których by coś wynikało, ale urywki z życia muzyka. Jednak nawet te urywki pozwoliły mu trochę bliżej go poznać, co więcej upewniły go w przekonaniu że można mu zaufać. W pewnym momencie przez dźwięki fletni przebił się donośny krzyk. Dirhael od razu przerwał grę i zerwał się do biegu. Już po chwili na drodze zauważył młodą kobietę otoczoną przez grupkę pięciu oprychów. Mężczyźni, z pewnością nie mieli w zamiarach odprowadzić jej do domu.
 -Hej!- Zawołał Atlant, jednak włożył w to tyle emocji że wyrwało się to z ust elfa, można by powiedzieć że przez niego przemówił. Oboje zdali się być zaskoczeni tym faktem jednak teraz mieli ważniejsze zadanie.
 -A ty co chłoptasiu?- Zarechotał, jeden z nich.
 -Lepiej idź zajmij się zbieraniem jagódek elfiku i nie wtykaj nosa w nieswoje sprawy.- Dorzucił kolejny. W tym czasie dwóch złapało kobietę by nie uciekła.
 ~Umiesz walczyć?~Pytał Alt gotów w razie potrzeby pomóc chłopakowi
 -Oczywiście że umiem!- Warknął
 ~To co stoisz? Ruszaj, pomogę tobie
 -Niby jak? Siedzisz w mojej głowie!- Podczas gdy Dirhael kłócił się z głosem w swojej głowie rabusie wpadli w pewien rodzaj osłupienia. Nie codziennie widzi się elfa gadającego na głos z samym sobą. Nawet kobieta która wyrywała się z rąk oprychów, zamarła jakby nie wiedząc czy potencjalny wybawca, na pewno będzie bezpiecznym wyjściem...
 ~Niech o to już cię głowa nie boli. Swoje w wojsku spędzałem i wiem jak posługiwać się bronią
 -Mam tylko nóż i kij
 ~Nie masz miecza?
 -Jakbyś nie widział nie jestem rycerzem tylko grajkiem!
 ~Biegnij!
 -Hej, nie żeby coś ale to, że nie atakuje nie znaczy że będę uciekał
 ~Nie! Biegnij! Uciekają nam!~ Elf spostrzegł że faceci pochwycili dziewczynę i zaczęli uciekać. Poczuł w sobie dodatkową energie, nawet nie musiał pytać by wiedzieć że to za pomocą Atlanta. Szybko dogonił ich i doskakując uderzył najbliższego kijem. Grubas padł na ziemię ogłuszony. Pozostali ruszyli dobyli krótkich mieczy zostawiając dziewczynę pod opieką tylko jednego. Teraz Dirhael miał przed sobą trzech, rosłych, uzbrojonych gości.
 -To teraz oberwiesz pięknisiu...- Warknął jeden z nich i rzucił się na elfa
 -Atlant?- Mruknął elf czując się nieco nieswojo mając przed sobą przeciwników.
 ~Chwila...~ Leonis starał się wytężyć jak najwięcej sił by móc dawać jakieś wskazówki chłopakowi. Dirhael poczuł że jego ręka mimowolnie się unosi, było to uczucie podobne do tego gdy ktoś próbuje lekko podnieść twoją rękę, mógł się temu ze spokojem przeciwstawić, ale wiedział że to siedzący w jego głowie Atlant. Elf podążał za wskazówkami byłego wojskowego, co było dość dobrym pomysłem. Dzięki takiemu współpracowaniu radził sobie o wiele lepiej w parowaniu ciosów a nawet odbijaniu i atakowaniu. Ze spokojem parował dwóje a nawet udawało mu się odpychać trzeciego mimo że było to trudne, bo zbiry nie były aż tak słabe jak można by zakładać. W pewnym momencie elf uderzył mocno szefa mężczyzn kijem w część zadnią, na tyle mocno że upadł. Rozbawiło to ich, ale widząc wściekłość w oczach rabusia, wiedzieli że żarty się skończyły. Nawet nie zauważyli kiedy ten który było powalony jako pierwszy wstał.
 ~Uważaj!~W głowie Dirhaela odbił się echem głos Alta który wyczuł dodatkową świadomość. Słowik w ostatniej chwili obrócił się i zatrzymał miecz swoim kijem. Niestety. ten który wstał był zbyt silny by go odepchnąć, więc by nie stracić głowy stał tak blokując go cały czas. W tym czasie pozostali nie próżnowali, elf a również leonis poczuli silne uderzenie w bok, które zwaliło elfa z nóg.
 -Mówiłem gałązko... nie wtrącaj się. A teraz pożałujesz.- Warknął oprych unosząc miecz.
 ~Atakuj!~Zawołał Atlant i w tym momencie jego głos i świadomość ucichły w głowie Dirhaela. Poczuł nagłe szarpnięcie któremu towarzyszyło uczucie gorąca i zimna równocześnie. Alt zniknął... po prostu go zostawił. W pierwszym odruchu elf poczuł złość, bo czemu tamten najpierw go w to wciągnął a teraz po prostu zwiał? Zanim jednak upewnił się w przekonaniu że został sam z problemem coś poparzyło rękę mężczyzny który już miał go rozpłatać. Tamten zawył z bólu upuszczając broń i ściskając poparzone ramię. Słowik wykorzystał to i ogłuszył go porządnym ciosem kija, ten przed zmrokiem raczej nie wstanie.
 -Co jest k***a?- Warknął inny, zanim jednak dobrze się zastanowił elf dobył nóż i ranił go. Kolejny rzucił się na elfa, ale nagle wzdrygnął się zatrzymując.
 -Kim jesteś? Zostaw mnie! Nie! Nie! Odejdź, nie chce, zostaw mnie!- Zaczął krzyczeć, załapał się za głowę próbując coś z sobą zrobić.
 -Dobrze obiecuję! Tylko mnie zostaw...- Załkał po czym upuścił miecz. Coś go szarpnęło, zamrugał chwilę po czym zaczął uciekać. Dirhael domyślał się co to było, ale jeszcze jeden miał problem, a konkretnie przedostatniego z oprychów, chłopak wdał się w walkę z nim. Z jednym jednak szybko sobie poradził powalając go ogłuszonego i potłuczonego na ziemię. Obrócił się do tego który trzymał kobietę teraz stał zdezorientowany z przyłożonym do jej gardła nożem.
 -Nie podchodź! Bo ją zabiję...- Starał się utrzymać poważny ton ale widać było że był najmłodszy i nieco roztrzęsiony. Koło niego rozległ się chichy dźwięk przypominający chrobot kamieni. Następnie coś oparzyło dłoń która trzymała nóż. Młody nie wytrzymał wstał i zerwał się do ucieczki z krzykiem. Kobieta upadła na trawę zmęczona wydarzeniami, a Dirhael poczuł coś co już zdążył poznać, czyli moment w którym świadomość Atlanta wchodziła w jego ciało.
 ~Wybacz... jestem zmęczony...~Głos mężczyzny faktycznie był dużo słabszy, a nawet uczucie jego obecności było mniej wyczuwalne.
 -Co zrobiłeś? Temu który uciekł- Zapytał zaciekawiony a w głowie usłyszał prychnięcie śmiechy Atlanta.
 ~Wmówiłem mu że jestem szatanem... i jeśli nie porzuci bandyckiego życia spale go na popiół. Dla potwierdzenia swoich słów przedstawiłem mu parę swoich wspomnień wojennych.~Teraz nawet elf prychnął śmiechem. ~Zajmij się lepiej tą damą, ja nie mam siły, a lepiej żebym zachował choć trochę energii żeby nie zniknąć.~ Jego głos coraz bardziej cichł, a gdy skończył zdanie całkowicie ucichło. Dirhael jednak czół słabą obecność dodatkowej jaźni.
 -Ta... "zajmij się damą", no fajnie najpierw zrobiłeś ze mnie wariata a później opętanego przez szatana... teraz pewnie będzie się bała bardziej mnie niż tamtych.- Mruknął pod nosem do siebie.

<Dirhael? Jak tam opętańcu? :P>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz