Nowi towarzysze krótko opowiedzieli z której strony świata mniej-więcej przywędrowali. Nikt jednak nie rozwijał się na temat swojej historii, jeszcze widocznie nie czuli się tutaj zbyt pewnie, miał jednak nadzieję że wszyscy staną się nieco aktywniejsi oraz bardziej otwarci tak by stworzyli wspólnotę jaką Alt zapamiętał z dzieciństwa. Najweselsza z tej małej gromadki wydawała się niebieska Louise, Tenzin badawczo przyglądał się leonisowi oraz innym podróżnikom, jego przyjaciółka snuła się za nim z pogardą spoglądając na innych. Halt coś mruczał pod nosem, a Kiette dreptała za nimi w ciszy wyraźnie zamyślona. Chłopak jeszcze raz postanowił wypróbować na nich swój dodatkowy zmysł ale, nie poczuł nic niepokojącego. A przynajmniej nie ze strony tej piątki, kawałek dalej wyczuł wyraźnie trzaskającą iskrami atmosferę. W pierwszej chwili powiedziałby że to Squall i Halt o coś mogą się kłócić, ale Halt był tutaj a piratka jakiś czas temu zniknęła. Więc musiał być to ktoś inny, a sądząc po miejscy w jakim są czyli na obrzeżach zamieszkanej części Hidden(o ile jakakolwiek część tutaj była zamieszkana).
-Myślę że będziecie mogli poznać dwoje innych tutejszych tubylców.- Uśmiechnął się nagle zmieniając kierunek, a idący za nim bez marudzenia poszli za nim.
-A ty skąd wiesz co?- Halt wybudził się z zamyślenia i zerknął ciekawsko na władce.
-Tam powinni być.- Zapomniał o kłach i wyszczerzył się w uśmiechu, tym razem jednak nie wywołało to aż tak strachliwej reakcji kotki. Atlant czując coraz bardziej narastające napięcie przyśpieszył kroku. Czy oni się nie pozabijają? Zza drzew usłyszeli głośny huk a zaraz po nim niezadowolony syk i wiązanka przekleństw której nie powstydził by się stary szewc.
-Patrz co wyczyniasz ty nieopierzony...
-Ja przynajmniej nie zrzucam innym tony drewna na głowę!- Damski i męsko głos jeszcze niewyraźnie dobiegał do uszu leonisa.
-Miałeś przybić tę głupią dechę! Nie moja wina że masz z tym problemy!
-To może byś pomogła zamiast się wygłupiać!- Podniesione głosy były coraz wyraźniejsze, ale mimo to nikt nie widział ich właścicieli. Dopiero po podniesieniu wzroku dostrzegli stojące na drewnianej platformie postaci. Na razie prowizorycznie sklecone deski przybite były koło dziesięciu metrów nad ziemią między trzema wierzchołkami drzew.
-Kto inny jak nie nasz sierściuch mógłby robić tyle hałasu...- Halt założył ręce na piersi i posłał Gambitowi wredny uśmieszek. Felin spojrzał w dół, był tak zaaferowany kłótnią że nie zwrócił uwagi na przyglądający im się tłumek.
-Czy choć jedna istota tutaj przypomina człowieka, albo chociaż tak się zachowuje?- Louise zwróciła się teatralnym szeptem do Halta który wyszczerzył się wertując w myślach wszystkich tutejszych mieszkańców.
-Jeśli Squall czy ja nie przypominamy cię ludzi to cóż... Ale spokojnie gorszych od tej chodzącej wredoty tutaj nie ma.
Atlant czując że powinien jakoś załagodzić konflikt przyłożył dłonie do ust by było go lepiej słychać. Mimo że był to bardziej teatralny gest, w końcu jego polecenia wyraźnie było słychać na polach bitew.
-Piękny punkt obserwacyjny, ale łatwiej się buduje jak deski są tam u góry a nie na ziemi.- Harpia sfrunęła do nich lądując z gracją tuż przed blondynem.Felin natomiast zaczął schodzić bardziej kocim sposobem- po pniu.
-I tak jeszcze dużo do zrobienia.- Westchnął dotykając ziemi.-W ogóle kto to?- Przechylił się patrząc na gromadkę.
-To? Nasi nowi członkowie!- Atlant wypiął dumnie pierś jak dziecko które przyjęło inne dzieci do swojej tajnej bazy. Malik popatrzył na wszystkich, ale jego wzrok zatrzymał się na wilku. Nieznacznie się zjeżył wtedy. No tak... koty i psowate? Takim będzie ciężko się polubić.
-Miło poznać. Jestem Ziio- Minstrelka wykonała skomplikowany ukłon szeleszcząc piórami na skrzydłach. -A to Gambit.- Dopowiedziała po chwili widząc że ten nie kwapi się do odpowiedzi.
-To są...- Chłopak szykował się żeby przedstawić nowicjuszy ale szybko mu przerwano.
-Wiem że honory honorami ale mówić chyba potrafią co?- Ziio zerknęła z miłym uśmiechem na stojących za plecami leonisa towarzyszami.
-Louise III Andrasta Quartz, ale wystarczy samo Louise.- Pierwsza z szeregu wystąpiła mała wojowniczka w jej ślad ruszył łącznik odzywając się z wolna.
-To jest Suowei a mnie zwą Tenzin.
-A ty?- Ziio pochyliła się do schowanej za Altem blondynki.
-Kiette.- Rzuciła krótko. Białowłosa pokiwała głową z zrozumieniem i wyprostowała się patrząc z powrotem na Atlanta.
-Widzę że szybko wam idzie. Proponuje skończyć to jutro a na razie może poszukamy jakiś budynków zdatnych do zamieszkania. Żeby przed zmrokiem Ci co potrzebują mogli zająć jakieś miejsce do spania. Obawiam się że w nocy może być burza.- Harpia odruchowo spojrzała w niebo i wzięła głębszy oddech. powietrze faktycznie zdawało się ciężkie i było czuć coś w powietrzu nawet jeśli na niebie nie było chmur.
-Mówisz o tych domkach blisko twojego?- Odezwał się Gambit stając przed opierzoną koleżanką, specjalnie odpychając ją na bok.
-Niektóre są tak duże że nawet kilka osób tam sie zmieści a później jak uda się odbudować resztę będziemy myśleć.
-Ledwie tutaj przyszliśmy a już chcesz nam dawać domy? To zbytek łaski.- Odezwała się Niebieska dumnie prężąc się w zbroi niczym rycerz. Atlant uśmiechnął się nieświadomie machając uszami i ogonem.
-Na razie najwyżej stare sienniki bo więcej nie mamy. Ale spokojnie z czasem będzie lepiej, w końcu jako dobry gospodarz muszę przyjąć nowych gości i mieszkańców.
***
~W sumie to dlaczego z nimi nie poszedłeś zobaczyć tych domów?~ Frelser wypuścił z nozdrzy chodne powietrze zadowolony z łyku alkoholu który dostał.
-Ja tam mogę spać wszędzie, więc powiedziałem że poczekam tutaj gdyby ktoś miał przyjść tutaj, jak na przykład na tutaj co nawet nie chce pokazać co jej dolega.- Felin jednoznacznie rzucił spojrzenie na Sztorm otwierającą kolejną butelkę.
-Jutro pobawisz się w doktorka, na razie daj mnie spokój puszku, albo cię ogolę.- Prychnęła śmiechem a jej oczy nieco zabłysły. Lisbeth która dotychczas wydawała się drzemać oparta o pień drzewa wstała i podeszła do nich, jednak z jakiegoś powodu obeszła Squall szerokim łukiem.
-Proponuje rozpalić ognisko zanim zrobi się ciemno.- Rzuciła idąc po drewno. Malik westchnął głośno wstając, natomiast piratka nawet nie drgnęła z miejsca. Nim łowczyni i kotowaty doszli do zebranej kupki chrustu potężna smocza łapa chwyciła wszystko i rzuciła w miejsce starego paleniska.
-Ale się wleczecie...- Oczy Szkwał błysnęły zbójecko gdy przybijała żółwika z ogonem smoka. Frelser pochylił się by zionąc ogniem ale ktoś go uprzedził z rozpalaniem. Zza domku wypadła ognista kula od której niemal natychmiastowo powstało ognisko. Z strony z której nadleciał dziwny płomień wyszedł zadowolony z siebie Atlant zdmuchujący dym z dłoni.
-Widzicie! Jeszcze nie wypadłem z wprawy. O Squall! Lisbeth! Jesteście przynajmniej wy, bo reszty jak widzę nadal nie ma.
-Jeśli jeszcze nie uciekli z powrotem do Sorsiny to może jak zgłodnieją to przyjdą.- Malik wrócił na swoje miejsce przy stole i kubku kawy. Całe towarzystwo rozsiadło się wokoło ognia. Wydawali się mało rozmowni. Nikt nic nie mówił, trwała martwa cisza, która nieco dołowała chłopaka. Ci ludzie i nieludzie wcale nie zdawali się nawet chcieć do siebie zbliżyć. Atlant spojrzał w stronę Ziio i Squall w nadziei że te dwie jakoś rozruszają towarzystwo. Piratka wyłapała spojrzenie blondyna i uśmiechnęła się zbójecko, a raczej w samych jej oczach błysnęły iskierki. Było to dla niej niemal jak prośba by tam mogła się "zabawić".
-Na razie się z nimi "pobawię', ale później musimy zamienić słówko...- Podniosła się z miejsca i przechodząc koło chłopaka poklepała go po ramieniu. Podeszła do ognia podając butelkę siedzącym przy ognisku postacią.
-Jeszcze się chyba słabo znamy co? Może zaczniemy od nowa... Ja jestem Squall...- Atlant postanowił usunąć się z pola rażenia zanim ta coś wywinie. Żeby jakby co nie było na niego. Jakoś sobie chyba poradzą prawda? Chłopak zaszył się gdzieś w gąszczu, wystarczająco daleko by zwykłe odgłosy rozmowy mu się przeszkadzały, ale w razie czego wyczuć co się dzieje. Był zaskoczony jak dobrze udawało mu się wykorzystywać jego umiejętności. Dlatego postanowił sprawdzić jeszcze jedną rzecz. Usiadł po turecku na ziemi i złączył pięści. Chwycił parę wdechów jak przed nurkowaniem. Dawno tego nie robił i bał się trochę ale gdy tylko uspokoił serce, zamknął oczy. Dziwne i mało przyjemne uczucie chłodu przeszyło cale jego ciało, po chwili jednak ustało. Otworzył powoli czy. Udało się! Wyszedł z swojej cielesnej formy. Chłopak aż podskoczył z radości próbując wydać z siebie okrzyk radości zamiast tego jednak wyszedł ,dźwięk podobny do połączenia trzasku ognia i szeptu wiatru. Obrócił się by zerknąć na swoje ciało, ale w tym momencie zamarł... Ciała nie było, nie wyczuwał też obecności kogokolwiek z Hidden. Czyli nie udało się, zdecydowanie się nie udało. Zaczął biegać w swojej spirytystycznej formie gorączkowo szukając ciała. Tak nie powinno być! Był niedoświadczony w opuszczaniu cielesnej powłoki co znaczyło że jeśli za długo spróbuje zostać w tej formie w końcu opadnie z sił i przepadnie zostawiając w lesie spokojnie oddychającą kobie siebie bez samego siebie. Powinien pojawić się tuż obok tak by w każdej chwili wrócić a nie nie wiadomo gdzie. Atlant zaczął warczeć i by odreagować uderzył z całej siły w drzewo. Jego ryk bardziej przypominał chrobot kamieni a miejsce w którym uderzył konar został osmolony ślad.
~Dobra, mam mało czasu muszę znaleźć swoje ciało, albo jakiekolwiek inne...~ Zaczął sam siebie uspokajać w myślach, czując że ta niematerialna forma już zaczyna słabnąć. W tym momencie do jego uszu i świadomości doszły odgłosy czyjejś bytności. Kawałek dalej na polanie siedział oparty o drzewo elf grający na fletni cichą, ale wesołą melodyjkę. Nieznajomy nawet nie wyczuł obecności niematerialnego bytu. Atlant postanowił się chwycić ostatniej deski ratunku jaka mu została - wepchnąć się do ciała nieznajomego. Elf przestał grać i podskoczył, uczucie dodatkowej świadomości nie było zbyt miłym uczuciem sądząc po jego reakcji.
~Wybacz, nie miałam za bardzo innych opcji...~W głowie chłopaka zadźwięczał głos leonisa, który szybko zaczął od tłumaczeń by za bardzo nie wystraszyć chłopaka.
~Nazywam się Atlant i wiem że to może zabrzmieć dziwnie, ale zgubiłem swoje ciało i potrzebowałem czyjegoś ciała by nie zniknąć. Czy mógłbyś pomóc mi znaleźć moje ciało Dirhaelu?~ Wyczytał z myśli imię chłopaka. To zapewne była najdziwniejsza prośba jaką dostał kiedykolwiek chłopak
<Dirhael? Cóż niecodzienne spotkanie, mam nadzieje że się spodoba :)>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz