-Zostawcie mnie potwory!- Zawołał chłop widząc jak grupka podróżników podbiegła do niego. Spróbował on przeczołgać się kawałek, jednak złamana kończyna uniemożliwiła mu jakiekolwiek ruchy. Wysoki mężczyzna w czarnym płaszczu delikatnie przesunął Viserany i Halta, by dostać się do poszkodowanego. Oboje wycofali się i na boku zaczęli kłótnie. Kmieć natomiast aż zesztywniał zobaczywszy przysuwającego się dziwaka.
-Spokojnie jestem medykiem. Pomogę ci.- Powiedział, a jego głos jak zwykle był zimny i opanowany. Wampir wyciągnął kościste palce w jego kierunku by go opatrzyć. Cham jednak nie pozwalał się dotknąć, panikował, krzyczał i odganiał się od lekarza. Mild ruszyła by przytrzymać go, jednak Phester powstrzymał ją gestem i pochylił się nad pacjentem. Na moment oczy spod maski delikatnie zabłysły, a mężczyzna uspokoił się. Dopiero wtedy Kruk przystąpił do nastawiania kości.
-Przynieś mi jakieś deseczki na łupki proszę.- Zwrócił się do młodej elfki, która z miejsca podskoczyła i pobiegła do stajni. W tym czasie Phester mógł kontynuować pracę. Już po chwili jasnowłosa dziewczyna przyniosła trzy deseczki. Mężczyzna sięgnął po bandaż i zręcznie unieruchomił nogę.
-Poproszę cię jeszcze. Pomóż mi jeszcze zanieść go do karczmy. Tutejsi z pewnością go znają i zaprowadzą do chałupy.- W dwójkę dźwignęli jeszcze nieco otępiałego chłopa. Natomiast para stojąca do tych czas na uboczu ożywiła się nieco.
-I co? Już wszystko w porządku?- Zapytała od razu Vis. Phester jedynie skinął głową i kontynuował marsz do gospody. Ledwo drzwi się uchyliły, dało się usłyszeć krzyk gospodyni.
-Niech pani, nie niepokoi się. Został już opatrzony, prosimy tylko o zaopiekowanie się nim.- Mild uspokajała kobietę.
-Wynoście się stąd! Już!- Rozkazała wskazując trzymaną szmatą wyjście. Wyglądało na to że elfka zechce jeszcze kłócić się z gospodynią, ale Phester znów ją powstrzymał. Ukłonił się i bez słowa opuścił izbę. Zaraz za nim wybiegła dziewczyna.
-Co ta baba sobie myśli? Pomogłeś chamowi, a ona jeszcze cię wygania? Co to za wdzięczność? Powinieneś jej wygarnąć!- Bulwersowała się reakcją wampira. W tym czasie jeden z jego ptaków z głośnym krakaniem usiadł na ramieniu swojego pana.
-Nie szukam zwady, a i kłócić się mi nie potrzeba.- Mruknął spokojnie i wzruszył ramionami.
-Ale...- Znów otworzyła usta, ale tym razem przerwał jej kłośny krzyk Gienaha.
-To nie miało by wartości, dla mnie, czy dla ciebie.- Wyjaśnił raz jeszcze i skierował swoje kroki w kierunku stajni. Gdy weszli do środka tam stała już trójka z osiodłanymi wierzchowcami. Vis, Halt i jeszcze jedna białogłowa, której uczony nie miał jeszcze przyjemności poznać.
-Wskakuj na konia, zaraz ruszamy!- Zwrócił się do Mild zakapturzony mężczyzna. Dziewczyna w kilku susach doskoczyła do rumaka i wrzuciła nań siodło. Phester zaważył kilka innych wierzchowców. Prawdopodobnie należących do gości lub karczmarza. W oczy rzucił mu się kary wałach na samym końcu boksów. Zdawał się być ułożonym i zrównoważonym wierzchowcem. Lekarz lekkim krokiem, niemal lecąc podszedł do zwierzęcia, które wpierw zarżało, położyło uszy, ale zaraz uspokoiło się i dało pogłaskać przez trupie dłonie. Phester wyciągnął z torby kilka złotych monet i położył je w paśniku. Cena jaką zostawił właścicielowi konia, była mocno wygórowana. Ale mężczyzna uznał to za konieczne jeśli chce go zabrać bez pozwolenia.
-Kierujesz się może na wschód?- Halt podszedł do niego i również pogładził kopytnego po chrapach.
-Jadę do Hidden.- Dziób maski nieco się schylił. Medyk nie uważał za słuszne ukrywanie tej informacji. Stojący przed nim podróżnicy prawdopodobnie także szukali ucieczki przed nową Sorsiną. -Od waszej towarzyszki doszło do mnie że możecie być również zainteresowani tym kierunkiem.- Blondyn pokiwał przytakująco. Zdawał się chwilę zastanawiać, odwrócił się by zerknąć na każdego porozumiewawczo. Vis po prostu wzruszyła ramionami, Mild przytaknęła skwapliwie, natomiast trzecie nieznana dziewczyna przejrzała się postaci w masce, zdawała się być niepewna i raczej niechętnie nastawiona do mężczyzny. Ostatecznie jednak skinęła głową tak jak by było jej to obojętnie. Łucznik nie musiał przekazywać, uczony zrozumiał przekaz. Podszedł do elegancko ubranej kobiety i skłonił się lekko.
-Wybacz. Nie mieliśmy okazji się poznać, a ja nie przedstawiłem się wcześniej. Przepraszam za tę moją nieuprzejmość. Zwę się Phester, a jakie jest twoje miano panienko?- Znów grzeczny ton i wypowiedź zepsuł ten całkowicie wyprany z emocji głos. Który sprawił, że wszystkich przeszedł nieprzyjemny dreszcz, taki jak ten gdy mroźny powiew dotknie czyjegoś karku.
-Ashlotte.- Dziewczyna mimo wszystko odwzajemniła dygnięciem i odwróciła się wracając do swojego wierzchowca.
-A więc znasz drogę?- Zawołała z zewnątrz Viserany, siedząca już w siodle. Phester zrezygnował z werbalnej odpowiedzi i tylko jego długi dziób przesunął się w dół i górę. Wszyscy wyprowadzili konie przed budynek i ruszyli na trakt. Jeździec na karoszu prowadził, podczas gdy pozostała czwórka pozostawała kawałek za nim. Rozmawiali cicho. Phester wiedział, że część tego o czym mówili dotyczyła jego osoby. Nie zwracał jednak na to uwagi. Jak to stwierdził sobie w myślach: "Ni to ziębi, ni to parzy".
-Musimy tutaj zjechać w las. Musimy przebić się do innego, opuszczonego szlaku.- Zakomenderował i ściągnął jedną wodzę wałacha. Po przejechaniu kilku metrów okazało się jednak że gąszcz jest dla koni nie do przejścia z jeźdźcami. Dlatego zsiedli i prowadzili konie. Co jakiś czas dało się słychać przeklinanie poszczególnych członków wyprawy.
-Cho*era!- Warknęła Vis, już podirytowana tym torem przeszkód.- Kto rozkłada na środku lasu jakieś badziewia pod nogami?!- Pytanie zdało się zabawne, bo chaszcze same wyrastają. Ale tym razem nie były to chaszcze, ale osoba. Młoda kobieta drzemiąca w podróży.
-Jak się patrzy pod nogi. To się po tym „badziewiu” nie depcze.- Odpowiedziała z wyrzutem wstając i otrzepując ubranie z kurzu. Phester wyczuł pobratymca w nieznajomej, jednak nie należała ona do wyższych jak on. Była jak to zwykli nazywać członkowie jego rasy "zarażoną". Szybko jednak naciągnęła na usta szkarłatną chusteczkę.
-Nie masz gdzie spać jak na drodze?!- Vis dalej się irytowała, energicznie gestykulując.
-Ściśle rzecz ujmując, do drogi stąd daleko. A wy nie macie gdzie chodzić jak po leśnym gąszczu?!- Odszczeknęła zamaskowana. Phester nawet by się uśmiechnął jak inni, ale to był Phester i nawet warga mu nie drgnęła. Kobiety zdawały się w pewnej kwestii być odmienne, a jednak podobne. Uczony nie chciał jednak tracić czasu na sprzeczki.
-Nie zauważyliśmy cię, przepraszamy.- Medyk wystąpił krok do przodu. Dziewczyna drgnęła widząc biała maskę otoczoną czarnym płaszczem. Obrzuciła go uważnym spojrzeniem od stóp do głów.
-Nic ci jednak nie jest jak widzę.
-Nie.
-Więc raz jeszcze przepraszamy za problem.- Mężczyzna miał już skończyć rozmowę i odejść. Ale z niewiadomych przy czym dziewczyna zatrzymała ich.
-Czekajcie!- Wszyscy jak jeden mąż odwrócili się. -Ech...- Westchnęła jak by się jeszcze zastanawiała. Uczony już jednak domyślał się pytania. On jednak nie decydował w tej sprawie, sam po części przyłączył się do grupki.
-Prowadzę ich na wschód. Sam się tam kieruję, czy twoim pytaniem miało być czy możesz iść z nami?- Jego pytanie było kierowane nie tylko do nieznajomej ale również do grupki konnych.
Hm? To co? Kogo teraz rączki świerzbią do odpisania?
To co? Kto teraz odpisuje? Bo się pogubiłam już całkowicie... -.-
OdpowiedzUsuńLis się zadeklarowała na wtorek :)
OdpowiedzUsuńOkey :)
OdpowiedzUsuń