Squall postawiła kosz na ziemi i stanęła na nim jedną nogą, po czym założyła ręce na piersi i już miała stanowczo odmówić, gdy nagle Gambit niespodziewanie stanął po stronie leonisa.
- To będzie zaszczyt! - odpowiedział ochoczo i po odłożeniu kosza potrząsnął prawicą Atlanta.
- Jak śmiesz mnie zdradzać? - fuknęła piratka. - Gdzie twoja piracka godność?!
- Wolę już kradzioną kawę - Malik kiwnął głową zdecydowany.
- Nie ,,kradzioną" - poprawił go Alt. - Przecież ci kupcy mi ją sprezentowali.
- Święta racja. No to prowadź! Squall, idziesz?
- A gdzie się podziało ,,pani kapitan"? - dziewczyna uśmiechnęła się zjadliwie, ale ruszyła za nimi w las.
- Wybacz, ale staram się właśnie o obywatelstwo. A ,,panią kapitan" jesteś dla mnie tylko na pokładzie Sztormu - odparł Gambit.
Squall nie skomentowała tego, choć na pewno miała na to ochotę.
- Uuuu...Ładna chata - rzuciła sarkastycznie dziewczyna wchodząc do domku pana Lakoo.
- Od spania na statku nawet stodoła lepsza - odpowiedział felin.
W rzeczywistości dom Atlanta daleki był od porównania do stodoły. Villa ani pałac królewski to nie był. Dawało to jednak pewne świadectwo o tym, jakim typem władcy jest leonis. I takich władców kot lubił najbardziej, a mało królów w ogóle lubił.
- Gdzie to postawić? - zapytał. Przez całą drogę niósł jeden kosz kawy, podczas gdy Alt wziął drugi. Trzeciego Squall jakoś nie kwapiła się targać, więc trzeba będzie pewnie po niego wrócić.
- Tutaj - odparł rogaty chłopak i postawił kosz w rogu. Malik poszedł za jego przykładem. - To ja zaparzę tą kawę, a was zapraszam na werandę.
Kot pokiwał głową i uśmiechnął się zadowolony. Wyszedł na zewnątrz ze Squall i zajęli dwa wolne krzesła przy stoliku. Gdy Atlant przyniósł gliniane kubki i aromatycznie pachnący czajnik Gambit poczęstował się pierwszy. Po kilku łykach smolistego napoju odchylił się do tyłu wzdychając z rozkoszy.
- Tego mi brakowało - powiedział. - Całe trzy dni bez kawy! Nie do pomyślenia!
Atlant parsknął śmiechem i sam chętnie upił trochę ze swojego kubka. Squall natomiast kręciła lekko naczynkiem z zamyśleniem wpatrując się w wirujący leniwie płyn.
- A mi dalej czegoś brakuje - rzuciła stanowczo. - Masz może rum bestyjko? Nieważne, wezmę swój - po tym wyciągnęła znikąd piersiówkę i wlała trochę jej zawartości do kubka.
Malik zamrugał kilka razy zdziwiony. Ani razu nie zauważył, żeby dziewczyna trzymała przy sobie piersiówkę.
- Gdzie ty to trzymałaś? - wypalił głupkowato.
- W dupie. Tak jak resztę świata - odparowała ironicznie piratka i za jednym zamachem wypiła prawie połowę zawartości naczynia. Popatrzyła na nie z namysłem. - Ty...To nie takie złe.
Atlant? Squall? Wybacz mi zakończenie, ale pomysłów brakło xD
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz