czwartek, 23 marca 2017

Od Halta cd Louise - Ślady zębów czasu

<Wszystko się dzieje jeszcze pod wieczór, ale następne opka będą już rano, słowo za siebie i resztę ^^" >

        Nietrudno było zgadnąć, kto jako pierwszy zacznie przeglądać nadgryzione zębem czasu budynki - Tenzin (dosłownie) w podskokach znalazł się u podnóża pagórka i zniknął między domami. Godność Louise chyba nie mogła jej pozwolić po raz kolejny dać się wyprzedzić Owcy. Wzięła wdech, jakby zaraz miała zanurkować, i ruszyła biegiem przez trawę. Z perspektywy Halta i Kiette wyglądało to jakby coś się toczyło z góry w ślad za dwoma duchami. Mężczyzna jednak powstrzymał się w ostatniej chwili od zgryźliwego komentarza. Uśmiechnął się zachęcająco do stojącej z tyłu kotołaczki i ukłonił, jakby przepuszczał ją w drzwiach.
  - Panie i duchy przodem - powiedział z uśmiechem.
  Dziewczyna uśmiechnęła się lekko i zaczęła ostrożnie schodzić na dół. Idąc za nią łucznik wyczuł pod stopami wgłębienie, podobnego spodziewał się trochę na bok. Koleiny, domyślił się. Musiała tędy biec kiedyś droga, ubijana latami w miękkiej ziemi przez koła wozów. Obieżyświat zerknął na niebo, pomarańczowe od zachodzącego słońca. Zza ich pleców nadciągały ciemniejsze chmury. Zapowiadało się na burzę. Niedługo trzeba będzie zbierać towarzystwo w kierunku domu Alta. Póki co mogli jeszcze wykorzystać ostatki dnia na zwiedzenie nowo odkrytego terenu.
  Lou spacerowała właśnie po murku, kiwając się na boki, jakby chciała sprowokować grawitację do zrzucenia jej na ziemię. Gdzieś między domami mignęła jasna sylwetka Tenzina i zniknęła w drzwiach domostwa tylko po to, by zaraz przeskoczyć przez zniszczone okno i zwiedzać dalej. Łącznik przeglądał wszystko z dziecięcą fascynacją, w przeciwieństwie do wręcz leniwie snującej się za nim Suowei.
  - Znaleźliście już coś ciekawego? - spytał Halt.
  - Ja na razie przeglądnęłam tylko tamten zupełnie zawalony - Niebieska machnęła łapką w stronę małego domu w zupełności pozbawionego dachu. - Nic tam nie ma, tylko trawa i pordzewiałe boksy. Chyba trzymali tam owce czy kozy.
  - A Tenzin?
  - Jak na razie obskoczył chyba ćwierć wioski i nigdzie nie siedział na dłużej - wzruszyła ramionami. - Pewnie da nam znać jeśli coś znajdzie.
  Halt obrzucił wzrokiem starą wieś. Przecinała ją właściwie tylko jedna droga, a parterowe domki stały schludnie ułożone po obu stronach. Nieco większe gospodarstwa miały po kilka budynków, stojących za domem mieszkalnym, jak wspomnianą przez chochliczkę obórkę. Te w zupełności pozbawione dachów musiały mieć je kryte jeszcze strzechą, co wskazywało na zamożność mieszkającej tu niegdyś społeczności. Drewniane płotki nie nadawały się już do użytku - sprawiały wrażenie, jakby byle podmuch wiatru mógł je przewalić. Ostały się jedynie porośnięte warstwą dzikiego zielska murki, sięgające nie wyżej niż pas dorosłego człowieka. Mimo wszystko łucznikowi łatwo było sobie wyobrazić pokryte ozdobami drewniane ściany, przejeżdżający wóz obszczekiwany przez podwórkowe psy, dzieciaki przebiegające przez drogę, kobiety wieszające pranie lub pielęgnujące grządki i odległe odgłosy zwierząt na pastwiskach.
  Tylko co zmusiło tych wszystkich ludzi do opuszczenia tego miejsca?
  - Halt! Zobacz! - zawołała nagle Louise.
  Mężczyzna otrząsnął się. Nawet nie zauważył kiedy zeskoczyła z murku. Kiette również zdecydowała się pozwiedzać. Głos Andrasty dobiegał z jednego z większych domów posiadających aż trzy przybudówki. Jedna, w zupełności drewniana, była w kompletnej ruinie. Musiała być zapewne stajnią. Do drugiej z przybudówek schody prowadziły w dół - pomieszczenie było do połowy zapadnięte w ziemię, najpewniej służyło jako spiżarnia dla krótkoterminowych produktów. Halt wszedł do trzeciej, obecnie pozbawionej drzwi i jednej z okiennic. Druga wisiała na walecznym zawiasie. Wnętrze niewątpliwie było kuźnią, z której pozostał jedynie piec i kowadło.
  - Też to widzisz? - zapytała Lou. Wspięła się na kowadło, chcąc być w miarę na wysokości towarzysza.
  - Co masz na myśli? - Halt uniósł jedną brew pytająco.
  - Wieszaki na ścianach, stojaki na gotowe wyroby - wszystko puste. Nawet narzędzi kowalskich nie ma.
  - Ktoś mógł obrobić ten teren. I to pewnie na długo przed nami, bo zardzewiałego metalu nie ma po co kraść - stwierdził mężczyzna ze wzruszeniem ramion.
  - Zastanów się raz jeszcze - nie zgodziła się dziewczyna. - Cały teren zdecydowanie pokryty był kiedyś polami uprawnymi i pastwiskami. Mieszkający tu niegdyś kowal nie trudnił się wykuwaniem broni ani płatnerstwem. Tych ludzi bardziej martwiły zużyte uprzęże w pługu, albo uszkodzona motyka. A taki typowy podrzędny rabuś nie interesuje się kradzieżą sprzętu rolniczego.
  - Sugerujesz, że albo zabrał te rzeczy ktoś faktycznie potrzebujący tego typu narzędzi - zgadywał łucznik - albo kowal spakował swój dobytek i uciekł?
  - Obstawiam, że wszystkie domy są równie puste co ten. Tych ludzi NIC nie napadło. Gdyby zbierali się w pośpiechu, zabieraliby wszystkie niezbędne rzeczy, a młot kowalski czy miechy chyba nie są aż tak istotne w sytuacji zagrożenia życia. A tu nie ma zupełnie nic!
  - Patrząc po stanie wioski nikt tu nie mieszkał gdzieś od początków wojny...może nie chcieli ryzykować i woleli spokojnie udać się gdzieś za granice Sorsiny ZANIM ktoś ich napadnie?
  - Brzmi jak najrozsądniejsze rozwiązanie zagadki - odparła Lou. - Wzięli wszystko, by nie musieć w przyszłości zaczynać od niczego. Ej, może zbudowali sobie nową wioskę, gdzieś daleko stąd i do dzisiaj mieszkają tam dzieci, wnuki i prawnuki tutejszych mieszkańców?
  - Oby nie było nam dane tego sprawdzać - łucznik udał się w stronę wyjścia. - Nie chciałoby mi się opuszczać nowego domu zbyt szybko.
  Patrząc ogółem, budynki nadawały się do użytku. Kamienne fasady trwały niewzruszenie na swoich miejscach, a większość drewnianych ścian wystarczyłoby jedynie ponownie uszczelnić. Odnowa całej wioski oznaczała oczywiście wiele pracy, ale patrząc na liczebność mieszkańców Hidden i fakt, że nie wszystkim przeszkadzało spanie na świeżym powietrzu (niektórzy, pokroju Frelsera, wręcz nie mieli innego wyboru), załatanie kilku dachów i wzmocnienie paru ścian nie było rzeczą niemożliwą. Mężczyzna uśmiechnął się do siebie zadowolony. Atlantowi na pewno się to spodoba. Będzie musiał mu to pokazać, jeśli oczywiście Louise i reszta nie zrobią tego pierwsi.
  Gdzieś w oddali zagrzmiało. Halt obejrzał się na złośliwie popędzający ich ciemny horyzont. Westchnął i zawołał resztę. Kilka minut później wspinał się już z Kiette i Lou z powrotem na pagórek z którego zeszli. Tenzin, jak zawsze w towarzystwie Suowei, dogonił ich dopiero na szczycie, wyraźnie dumny z siebie.
  - Coś znalazłem! - zawołał podekscytowany.
  Zatrzymali się, z zainteresowaniem wpatrując w owczego łącznika. Ten wyciągnął przed siebie delikatną dłoń i pokazał im lekko pogięty, metalowy krążek.
  - Moneta? - Halt wziął znalezisko w dwa palce, chcąc mu się przyjrzeć.
  - Jest na niej jakiś nominał? - Andrasta podskakiwała mu koło nóg, nie mogąc zobaczyć znaleziska.
  - Nie, za bardzo ubrudzona - odpowiedział łucznik. - Ale ktoś na pewno będzie w stanie ją wyczyścić. Zapytam o to resztę.
  Znowu zagrzmiało. Teraz wydawało się, że stało się to zdecydowanie bliżej niż wcześniej. Burza zachowywała się trochę jak matka zaganiająca dzieci do łóżek. I tak samo jak nie sposób było kłócić się z mamą, tak samo ignorowanie ostrzegawczych grzmień nie należało do najmądrzejszych pomysłów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz