W czasie licznych podróży Dirhael nauczył się spodziewać niespodziewanego. Wędrował bez planu od wsi do wsi, od miasta do miasta i od krainy do krainy, więc co rusz coś go na drodze zaskakiwało. Na ogół chłopakowi takie odmiany się podobały niezależnie od tego czy były mu przychylne czy nie, bo nie mógł narzekać na monotonię, a co za tym idzie także i nudę. Czasem srogo wyglądająca starsza kobieta, na widok której od razu miało się ochotę uciec i schronić za siódmą górą i siódmą rzeką, okazywała się być miłą babią, która nie dość, że wspaniale gotuje, to jeszcze chętnie dzieli się tym co przygotuje, ma złote serce i niewyczerpane pokłady dobroci. Innym razem piękni, życzliwie wyglądający ludzie bywali demonami w ludzkiej skórze, tylko czekającymi na to, by komuś zaszkodzić. Zdarzały się i przypadki w których ubodzy, odtrąceni od społeczeństwa ludzie, byli bardziej uczciwi i skorzy do pomocy niż porządni mieszczenie, o elitach mających majątki nie wspominając. Dirhaelowi udawało się też spotykać tych, którzy okrzykiwani byli potworami, a mieli zdecydowanie więcej serca i byli bardziej ludzcy niż ci, którzy ich tak nazywali, nie mając sobie nic do zarzucenia. Oczywiście nie każdy był inny niż krążąca o nim powszechna opinia. Słowik zdawał sobie sprawę z tego, że ludzi pasujących do odgrywanych przez nich ról jest znacznie więcej niż tych, zdolnych zaskoczyć. Jednakże całe miasta były w oczach chłopaka feerią nieoczywistych i niejednoznacznych zdarzeń i ludzi. Z jego obserwacji wynikało jasno, że znakomita większość otaczających go zjawisk ma drugie, sprytnie zakamuflowane znaczenie.
Poza granicami miast także nie bywało przewidywalnie. Natura potrafiła zaskoczyć znacznie bardziej niż ludzkość i właśnie dlatego, z szacunku dla niepokornych żywiołów, Dirhael zawsze miał się na baczności. Niejednokrotnie bywał świadkiem tego jak z jednej, puchatej chmurki powstaje trwająca kilka dni ulewa, a przecież niewielu jest w stanie połączyć niepozorny obłoczek z grubą zasłoną granatowych chmur. Najpiękniejsze kwiaty i najzdrowiej wyglądające owoce często zwodniczo były trujące. Słowik miał także przyjemność oglądać jak niedźwiedzica z krwawej, bezlitosnej łowczyni w swym niebezpiecznym majestacie w oka mgnieniu staje się czułą, kochającą matką i tylko ubrudzony świeżą posoką pysk, świadczył o tym, jakiej przemiany doświadczyła. Właśnie ta niedźwiedzica - dla myśliwych i podróżnych śmiertelne utrapienie; dla własnych dzieci źródło i gwarancja przeżycia - ze względu na dwoistość swej natury tak bardzo zafascynowała Dirhaela. Świat nigdy nie był jednakowy, zawsze stanowił medal o dwóch różnych, nierzadko zupełnie przeciwnych stronach. Słowik czasami miał jednak wrażenie, że "medal" nie jest odpowiednim słowem dla opisania różnorakiej natury świata. Znacznie lepiej pasowało mu określenie "sześcian", lecz i jemu czasem brakowało kilku stron.
Niewprawny obserwator zwykle dostrzegał tylko jedną ze stron, rzadziej dwie czy trzy i pozwalał, aby to jedynie część całości kształtowała jego światopogląd. Poznawszy tylko jedną z części całości uważał, że dotarł do sedna sprawy i porzucał temat. Dirhael natomiast nie zwykł mawiać, że poznał coś doskonale, choć z pewną pasją analizował to co go otaczało, starając się dojrzeć jak najwięcej. W ten właśnie sposób, dzięki rozumowaniu i spostrzegawczości, potrafił spodziewać się tego, czego przeciętny, nieobeznany z prawdziwą naturą świata obserwator nie potrafił nawetvdo siebie dopuścić. To umiłowanie sprawdzania każdego aspektu nie raz było przyczyną wielu nieszczęść, ale chłopak nigdy nie uważał, że robi błąd. Był na to zbyt ciekawy świata. Mimo to nawet Słowik nie śmiał przypuszczać, że spotka go coś aż tak dziwnego. Podobne opętania nie zdarzają się przecież na każdym kroku, a sam Dirhael świadkiem żadnego nigdy nie był.
Uczucie było co najmniej paskudne. W jednej chwili chłopak spokojnie wygrywał na fletni zasłyszaną w mieście melodię, a już w następnej całe jego ciało przeszywało wściekle lodowate ostrze. Właśnie dlatego wzdrygnął się i poderwał na równe nogi, nie rozumiejąc co mogło mu się przytrafić. Obezwładniający ziąb ustał tak nagle jak się pojawił i został zastąpiony nie mniej nieprzyjemnym uczuciem rozlewającego się po całym ciele ciepła. W jednej chwili ze stanu przypominającego przebywanie nago na mrozie, trafił wprost pod bramy piekielne i poczuł się tym tak samo skołowany jak wtedy, gdy w dzieciństwie zawiązywano mu oczy i kręcono nim aż całkowicie stracił orientację. Jedyna różnica polegała na tym, że tym razem nie miał zawiązanych oczu i nie była to gra. Gorąco palące chłopaka od środka zelżało i zniknęło w momencie w którym usłyszał głos, który z całą pewnością nie należał od żadnej z myśli Dirhaela.
Głos przedstawił mu się jako Atlant i mgliście określił całą sytuację, wprowadzając Słowika w jeszcze większą dezorientację. Głos miał także niecodzienną prośbę, ale to było już zbyt wiele dla chłopaka. Zajął się więc pierwszą kwestią, licząc przy tym, że może cokolwiek mu się rozjaśni, a sytuacja nabierze nieco sensu.
- A więc, Atlancie... - zaczął niepewnie, nie mogąc zwalczyć dziwnego uczucia wywołanego niejako mówieniem do siebie i bezsensownością tego. Czuł jednak, że tak trzeba. - Raz jeszcze. Jak doszło do tej niecodziennej sytuacji?
~ Ćwiczyłem wychodzenie z ciała. Jak widać coś poszło nie tak, a ja trafiłem w nieznane mi miejsce niedaleko ciebie. Musiałem znaleźć ciało w którym nie groziłoby mi zniknięcie, a ponieważ ty byłeś w pobliżu, pomyślałem, że możesz mi pomóc. - wyjaśnił głos.
- Czego dokładnie ode mnie oczekujesz? - chłopak uniósł jedną brew.
~ Chcę, żebyś pomógł mi znaleźć moje ciało, bo bez tego nie mogę zostawić cię w spokoju.
Sytuacja wcale nie przestała być dziwna, choć Dirhael wiedział nieco więcej niż na początku i ta garść informacji, którą otrzymał póki co całkowicie mu wystarczała. Usiadł z powrotem na ziemi, oparł łokieć o zgięte kolano i wsparł podbródek na zaciśniętej luźną pięść dłoni. Nie specjalnie spieszyło mu się gdziekolwiek o tej porze. Uczucie posiadania drugiej świadomości nadal było dla niego dziwne. Odrobinę nie podobał mu się także fakt, że głos miał dostęp do jego własnych myśli. Słowik nie miał może wiele do ukrycia poza paroma wstydliwymi wspomnieniami z dzieciństwa, które i tak wraz z upływem lat zaczęły się zacierać, lecz cenił sobie tę podstawową prywatność równie co każdy. Odsunął jednak od siebie swoje niezadowolenie i skupił na chwili obecnej. Nie zamierzał wyruszać nocą, Atlant jeszcze nie sprawił, by chłopak chciał się go jak najszybciej pozbyć, więc nie było sensu nigdzie iść. Jego przypadkowy towarzysz wydał mu się nawet tak samo interesujący co okoliczności ich spotkania i Dirhael zdecydowanie chciał poznać go nieco lepiej zanim ich drogi się rozejdą. Chciał też pomóc, bo zwyczajnie tak wypadało, on sam nie znosił odmawiać, gdy mógł coś zrobić i nie miał powodów postąpić inaczej.
- W porządku. - stwierdził po chwili, nieco pewniejszym niż dotychczas głosem. Stopniowo oswajał się już ze świadomością, że pomimo tego, że jest sam, tak naprawdę wcale tak nie jest. Tym razem głos w jego głowie przez chwilę zastanawiał się nad odpowiedzią.
~ W Hidden. - odparł w końcu. Wyczuł jednak, że Słowikowi nic to nie powiedziało, więc dodał - Pokaż mi jakąś mapę. Pokieruję cię.
Dirhael parsknął krótkim, melodyjnym śmiechem.
- Wybacz, nie mam ani skrawka mapy. Nie potrzeba mi wiedzieć dokąd wiedzie mnie droga. Jednakże mogę spróbować jakąś zdobyć, jeśli istnieje taka potrzeba.
~ To by nam wiele ułatwiło.
- Co się stanie, gdy już dotrzemy do Hidden? Mam zwyczajnie liczyć na łut szczęścia, że jakimś cudem rozpoznam twe ciało?
~ W Hidden mieszkają ludzie, którzy ci pomogą. Nie przejmuj się tym, póki nie dotrzemy do celu.
- Rozumiem... Tak mi się wydaje. - odpowiedział głosowi Altanta.
Słońce właśnie schroniło się za horyzontem, oddając świat pod panowanie nocy. Dirhael lubił noce niemal tak samo jak dnie. Zawsze był tym typem istoty, która i w zwykłej kałuży jest w stanie wskazać coś urzekającego. Chłopak wychodził z założenia, że świat to piękne miejsce i warto zachwycać się jego urodą, gdy ma się ku temu czas i sprzyjające okoliczności. On sam miał na to wiele, wiele czasu, więc żył tak, jakby cały świat dookoła był cudem. Dziś jednak nie miał zbytnio nastroju na podziwianie aksamitnego mroku nocy, który otulał uśpiony las. Dlatego też zsunął się nieco niżej na pniu i półleżąc wsunął worek pod głowę.
~ Kiedy wyruszymy? - spytał Atlant, najwyraźniej zdając sobie sprawę z tego do czego Słowik zmierza. Prawda była taka, że Dirhael nie zamierzał zmieniać swojego rytmu dnia i przyzwyczajeń w obliczu tej odbiegającej od normalności sytuacji. Przebył długą drogę e ciągu dnia i miał zamiar odpocząć przed kolejnym dniem spędzonym na szlaku. W kwestii wyjaśnienia odparł więc tylko:
- Nazajutrz.
A potem pozwolił, by zapach świeżych ziół, mchu i kory drzewa oraz cicho szumiące liście ukołysały go do snu. Nie pamiętał co dokładnie mu się śniło, lecz mógł przysiąc, że były to dobre sny. Z takim właśnie przeświadczeniem się obudził. Niedaleko na gałęzi drzewa siedział wyjątkowo bliski chłopakowi ptak. Młody słowik witaj nowy dzień z zapałem budzącym niekłamany podziw Dirhaela. Włóczykij poczuł dumę na myśl o tym, że został porównany do tego ptaszka i może się tym mianem przedstawiać. Słońce nie stało jeszcze zbyt wysoko, lecz i tak oświetlało okolicę, barwiąc ją na miły dla oka złoty kolor. Słowik wstał i przeciągnął się, a potem otrzepał ubranie z trawy, kępek mchu, patyczków i grudek ziemi. Chwycił worek, przerzucił go sobie przez ramię i ujął w dłoń kostur. Wygrzebał jeszcze z worka sakiewkę pełną malin i ruszył przed siebie, delektując się smakiem owoców. Kierował się do drogi, którą wczoraj przeciął.
~ Gdzie się wybieramy? - zagadnął głos po dłuższej chwili ciszy, gdy Włóczykij dotarłszy do ubitego traktu wybrał losowy kierunek.
- Co byś rzekł na stare, lecz dobre, tam gdzie nas nogi poniosą i wzrok zaprowadzi? - Dirhael uśmiechnął się do siebie. - Każda droga ostatecznie prowadzi do zamieszkałego miejsca. Nie ma znaczenia dokąd pójdziemy, bo i tak zajdziemy do celu. Jednakże, by umilić wędrówkę mógłbyś opowiedzieć mi kim jesteś i czym dokładnie jest Hidden, w porządku? - spytał i wrzucił do ust kolejną malinę. - Przed nami zapowiada się minimum parogodzinna wędrówka.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz