- Nie da się ukryć - odparł z uśmiechem Leonis sącząc kawę.
Malik przeciągnął się zadowolony. Ziio dalej nie umiała pojąć jak zwykły człowiek może się uzależnić od kawy. Co w tym takiego jest, że nawet felin nie wytrzymuje dnia bez jednego kubka? Harpia powstrzymała się jednak od pytań. Byłoby to dość głupie pytać o takie rzeczy. Kyrze już zdarzało się zapytać o rzecz dla innych wręcz oczywistą, dając raczej nienajlepsze wrażenie o sobie. Może lepiej nie wywoływać kota z lasu...
- Gdzie reszta? - zapytał nagle Atlant z ciekawości zerkając na polanę.
- Frel chyba wrócił do tarzania się w trawie, elfi dzieciak Pogromca Ogonów gdzieś zniknął w lesie... - Gambit zastanowił się chwilę. - A resztę gdzieś chyba poniosło. Halta i Squall nie było tu od rana...powinniśmy się tym martwić?
- W wypadku Squall chyba należy martwić się o wszystko, tak ,,na zaś” - odparł Alt.
- Przyjemna dziewczyna - wtrąciła swoje Ziio, jakby do siebie. - Wesoła, obeznana w pieśniach...
- Jak to pirat - zauważył z przekąsem felin.
- Spędziłam sporo czasu z piratami. To, czym się normalnie zajmują, nie zalicza ich od razu do plag.
- Zdecydowanie za krótko znasz Squall - kot parsknął śmiechem.
Harpia prychnęła wracając do strojenia lutni.
- Właśnie, o czymś zapomniałam - odezwała się po chwili. - Idąc w tym kierunku znalazłam niezłe pobojowisko...to wasza sprawka?
- Tiaaa... - mruknął władca. - Tam właśnie znaleźliśmy Frelsera. Biedaka gonili łowcy smoków.
- I zapędzili się aż za granice Hidden? - Ziio uniosła pytająco brew.
- Widzisz, jeszcze nie mamy zbyt dobrze wytyczonych granic - Atlant zastanowił się chwilę. - Chyba trzeba coś z tym zrobić...
- Może strażnice? - zaproponowała minstrelka. - Wiesz, takie platformy na drzewach. Zwiadowcy mogli by biegać od jednej do drugiej i wypatrywać intruzów.
- Jakich intruzów? - wtrącił się kot. - Bez obrazy, ale mieszkamy na konkretnym zadupiu, w środku niczyjego lasu, blisko gór rzekomo obsianych różnymi nieprzyjemnymi ,,żyjątkami”. Kto by się tu zapuszczał?
- Smokobójcy? - harpia przekrzywiła łeb kpiąco. - Inne typy polujące na nam podobnych?
- Ziio ma rację - powiedział Atlant w namyśle, a Kyra wyszczerzyła się do Malika tryumfalnie. - Jakby nie było, kraj ciągle żyje minioną wojną. Ranek może i być spokojny, ale chole*a wie, czy już wieczorem ktoś nie będzie chciał nas stąd wykurzyć.
- Nikt jeszcze o nas nie wie - Selethen dopił kawę.
- Ale w końcu się dowiedzą - śpiewaczka odłożyła instrument. - Z tego co pamiętam jak na razie krążą o nas tylko plotki, ale z doświadczenia wiem, że plotka zdecydowanie mocniej popycha ludzi do działania niż pewna informacja. Jeśli jakiś chłop wie, że w lesie grasuje leszy, bo za dowód ma zagryzione owce i kilku przerażonych świadków, to będzie się trzymał z dala od jego terytoriów. Jednak jeśli tylko usłyszy to od jakiegoś przypadkowego podróżnego, który słyszał to od jeszcze innego włóczęgi, z ciekawości sam pójdzie sprawdzić. Nawet ja trafiłam w te okolice, bo co nieco podsłuchałam w karczmach. I daję głowę, że nie jestem ostatnia.
Zapadła pełna zamyślenia cisza. Atlant wpatrywał się niewidząco w jakiś punkt na blacie stolika, a Malik z utęsknieniem świdrował wzrokiem dno swojego kubka, jakby licząc, że zaraz wypłynie z niego więcej czarnego naparu.
- Malik, znasz się co nieco na majsterkowaniu? - powiedział nagle leonis. Kot drgnął słysząc swoje imię i spojrzał w jego stronę.
- No...tak - wzruszył ramionami. - A w czym rzecz?
- Chyba nie masz teraz nic ciekawego do roboty, prawda? - Alt uśmiechnął się lekko. - Idź z Ziio i zajmijcie się oznaczaniem miejsc na strażnice.
Tym razem to harpia drgnęła.
- A ja dlaczego mam się za nim wlec? - zapytała.
- To w końcu twój pomysł.
Gambit spiorunował ją wzrokiem. Dziewczyna tylko uśmiechnęła się niewinnie i wzruszyła ramionami. Felin w końcu westchnął i wstał z miejsca, a harpia ruszyła za nim przekładając przez głowę rzemień lutni.
Malik? Chyba cię wrobiłam :P Wybacz długość, pomysłów brakło *^*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz