Dziewczyna wpatrywała się chwilę w komin dociekając, jakim to cudem nie zauważyła tego wcześniej. Nagle zdała sobie sprawę, że Phester znowu zostawił ją w tyle, znikając w cieniu wnętrza zarośniętego budynku. Gienah i Kraz wlecieli za nią.
- A ktoś jeszcze o niej wie? - zapytała dorównując kroku medykowi.
- Nie sądzę - odpowiedział krótko.
Zanim zdążyła znowu coś powiedzieć, krótki korytarz wyprowadził ich do owej tajemniczej biblioteki. Budynek miał okrągły kształt, był całkiem spory i płaski - jego zdecydowana większość znajdowała się pod ziemią. Mild wychyliła się przez barierkę i popatrzyła w dół. Byli na trzecim piętrze. Ściany biblioteki zasłonięte były całkowicie przez dopasowane do kształtu pomieszczenia ogromne regały. Spiralne schodki tuż obok wyjścia prowadziły na stanowiący parter, wyłożony jasnobrązowymi kafelkami placyk. Na jego środku stała wyschnięta, pęknięta w kilku miejscach fontanna. Światło przebijało się przez w połowie zarośniętą bluszczem kratownicę w suficie. Uparty chwast zajął także resztę budynku: zielone pędy pięły się po balustradach i półkach, przebijały podłogę, zwisały girlandami z pięter, niczym zasłony, nadając całej bibliotece wrażenie długowieczności, ten tajemniczy, magiczny urok.
Daya stała kilka minut w miejscu nie mogąc wydusić słowa. Dopiero Kraz pociągnęła ją lekko dziobem za kosmyk włosów, bo znowu została w tyle. Phester obserwując pomieszczenie w zupełnej ciszy zszedł na drugie piętro.
- Ciekawe... - powiedział jakby do siebie. - Całe trzecie piętro jest ukryte w pagórku...
Elfka pobiegła za nim, dalej nie mogąc się napatrzyć.
- Kto to zbudował? - spytała licząc, że skoro medyk znał położenie biblioteki to może wiedział coś więcej na jej temat.
- Zapewne te same istoty, które zostawiły po sobie wioskę na naszej polanie - opowiedział. Przejechał bladą dłonią po grzbietach książek. Wziął jedną do ręki i przekartkował oceniając stan zbioru. W zamyśleniu wpatrywał się w strony, po czym sprawdził także dwie następne.
- Co jest? - rzuciła Mild chcąc przerwać przedłużającą się ciszę.
- Dziwne...książki są w dobry stanie.
- Chyba takie jest z założenia zadanie bibliotek, prawda? Utrzymywanie książek?
- Ten budynek ma wiele lat, Mild. Papier już dawno powinien zmurszeć przez wilgoć, a szkodniki bez czyjejś pilnej ręki dorwałyby się do okładek - Phester zamknął książkę i odłożył na swoje miejsce.
- Czyli...myślisz, że ktoś tu mieszka? - dziewczynie na samą myśl zjeżyły się włoski na karku. Nagle poczuła jakby czyiś wzrok wypalał jej dziurę w plecach i całą siłą woli powstrzymała odruch odwrócenia się do tyłu.
- Niewykluczone - mężczyzna w żelaznej masce ruszył dalej. - Możliwym jest także udział jakiegoś uroku.
- W sensie, jakiś czarodziej rzucił czar na cały budynek?
- Musiałby to być naprawdę potężny mag... - zastanowił się na głos.
Zeszli na sam parter. Mild bez chwili zastanowienia podbiegła do starej fontanny. Miała kształt idealnego okręgu. Na jej środku stała na podwyższeniu kamienna misa, a w niej na cokole Figura sowy z rozpostartymi skrzydłami. Niegdyś pewnie z misy przelewała się kaskadami woda, w której może nawet pływały ryby. Dayi nietrudno było to sobie wyobrazić: chodzących po piętrach cicho rozmawiających ludzi bądź elfy, w starych donicach przy regałach wciąż kwitnące kwiaty, jakąś małą dziewczynkę pluskającą dłonią w fontannie, strasząc małe, pomarańczowo białe rybki, podczas gdy jej mama siedzi obok zajęta lekturą. I jakiegoś poczciwego, starszego bibliotekarza pouczającego dzieciaki, by nie hałasowały, przekładającego książki na ich właściwe miejsca i raz na jakiś czas udzielającego się do rozmów. Kamienna sowa spogląda na to wszystko dumnie ze swojego cokołu, niczym król na własne włości.
A potem wbrew sobie zobaczyła jak to wszystko przemija. Odwiedzających jest coraz mniej, znikają jedni po drugich zaciągnięci do wojska lub zbyt starzy, by móc tu przyjść. Dzieci dorastają i znajdują ciekawsze zajęcia niż bieganie po bibliotece. Nie jest już dla nich taka ogromna i piękna, kto ma teraz czas by czytać? Stary bibliotekarz nie ma już sił. Nie jest już w stanie dbać o cały budynek: kwiaty dziczeją i więdną, półki porasta kurz, rybki w fontannie umierają z głodu. A gdy znika ostatni strażnik tego miejsca, w posiadanie biorą je zielone palce bluszczu. Niszczą mozaikę w kafelkach, zasłaniają całe piętra kotarami. I pozostaje jedynie sowa - niewzruszona kamienna figura, która nie opuściła swojego królestwa, chociaż przeżarł je czas. Dalej rozpościera skrzydła, jakby chciała je otulić, przygarnąć do piersi.
Nagle po posadzce przetoczył się cień. Coś z hukiem wylądowało na pierwszym piętrze i zniknęło za pierwszym rzędem regałów. Mild cofnęła się od fontanny ze zduszonym okrzykiem. Phester spiął się lekko, próbując wyśledzić wzrokiem dziwne stworzenie. Daya sięgnęła po miecz.
- Rzeczywiście, ktoś dalej tu mieszka - powiedział medyk i ruszył powoli w stronę spiralnych schodów.
<Phester? Szczerze powiem, nie miałam pomysłów *^*>
Mega mi się kojarzy z Avatarem XD
OdpowiedzUsuńKtórym? XD Aangiem? Jak tak, to jesteśmy w temacie :D
UsuńWłaśnie Angiem i tą
Usuńbiblioteką ducha-sowy ;)
Już chyba w takim razie wiem, co tej biblioteki będzie pilnować x3
UsuńNie no, nie będę tutaj plagiatować :P
UsuńOj tam od razu plagiat xP Czekam na to cd
Usuń