środa, 28 października 2015

Żaden dzień się nie powtórzy. Nie ma dwóch podobnych nocy, dwóch tych samych pocałunków, dwóch jednakich spojrzeń w oczy.

Imię: Lisbeth (w zasadzie to jej prawdziwe imię to Gwendolyn, jednak dziewczyna nienawidzi go do tego stopnia, że już dawno przestała z niego korzystać)
Nazwisko: Salander
Przydomek: Imię można zdrabniać do Lis lub Beth, choć też nie należy z tym przesadzać. Jeśli chodzi o przydomki to dorobiła się całkiem niezłej kolekcji. Do jej ulubionych należą Gotka, Ścieżka i Sonea.
Rasa: Człowiek… no dobra, może nie do końca. Owszem, Lisbeth kiedyś była ludzką kobietą. Łowczynią demonów, wampirów i innych potworów, które ludzkość uznawała za „złe”. Niestety, przez swoją nieuwagę stała się jednym z nich. I choć dalej utrzymuje, że jest człowiekiem, to co poniektórzy już zaczęli urządzać polowania na kolejnego wampira (choć nazwanie jej tak jest dużym uproszczeniem. Sama do końca nie wie czym tak naprawdę się stała). Tak oto zabójca stał się ofiarą. Ironia losu…
Wiek: Wygląda na 20, choć w rzeczywistości ma około 126 lat. Nie jest jednak do końca przekonana, co do swego wieku. Może być młodsza, może być starsza…
Płeć: kobieta
Stanowisko: Szpieg
Aparycja: To całkiem wysoka dziewczyna, o długich nogach. Jest raczej drobnej budowy, posiada wieczną niedowagę, a jej sylwetce daleko do typowo kobiecej. Choć nie jest umięśniona, to pozory mylą i z pewnością nie można nazwać jej słabeuszem. Większość jej ciała, a zwłaszcza ręce i plecy, wyglądają jak mapa- pokryte są licznymi bliznami, szramami i zadrapaniami. Swoje czarne, krótkie, nierówno przycięte włosy zawsze związuje we względnie przekonujący koński ogon, z którego ucieka ponad połowa pasemek. Jednak aby tego dokonać potrzebuje całego zestawu spinek i wsuwek. W efekcie powstaje nastroszone „coś” z niepasującymi do siebie spinkami, które Lisbeth zawsze chowa pod kapeluszem. Wśród tłumu ludzi stara się nie pokazywać twarzy, dlatego też zasłania ją czerwoną, jak krew chustą. Jednie jej szare, burzowe oczy zawsze czujnie obserwują świat zza szkarłatnego materiału. Najczęściej chodzi w ciemnych spodniach, czarnej koszuli i odrobinę za dużym płaszczu, który (jak większość rzeczy) dostała po bracie.
Zdolności: Przede wszystkim Lisbeth jest bardzo zwinna i wygimnastykowana. Bez trudu wspina się na drzewa, bądź urządza ekstremalne pościgi po dachach budynków. Ludzie często mawiają, że Lisbeth jest jak cień. Przychodzi nie wiadomo kiedy, bez przerwy wędruje za tobą, by w końcu zniknąć bezszelestnie. Tak, że ofiara nigdy nie spostrzeże, czy ktoś za nią idzie i kto będzie jej katem. Szkolenia w dużym stopniu bardzo jej w tym pomagają, choć niedowaga też robi swoje. A jeśli chodzi o broń to nie należy do wielbicielek ciężkich i zbyt długich narzędzi, które tylko „przeszkadzają”. Krótkie miecze, sztylety i noże to jej brożka. Zawsze nosi przy pasie zatrute ostrze, tak na wszelki wypadek. Nigdy się z nim nie rozstaje, choć bardzo rzadko musi po nie sięgać. Ma też bardzo wyczulony węch i słuch. Główną przyczyną tej „mutacji” jest jej problem ze wzrokiem. Nie, nie chodzi o to, że Lisbeth jest ślepa, lub niedowidzi (choć czasem obraz częściowo zamazuje jej się przed oczami). Może oglądać świat, ale tylko w czarno-białej wersji. I wielu, naprawdę wielu odcieniach szarości.
Zainteresowania: Większość jej zainteresowań ściśle wiąże się z pracą, którą kiedyś wykonywała. Nie, nie jest pracoholiczką. Spędziła wiele dni i nocy jeżdżąc konno i do tej pory kocha dosiadać tych stworzeń, zwłaszcza tych wrednych i najbardziej nieprzewidywalnych. Ciekawią ją sny i wszelkie wizje. Sama bardzo rzadko ich doświadcza, lecz odkryła u siebie pewne zamiłowanie do interpretowania wszelkich dziwnych zjawisk, których nie potrafi wyjaśnić nauka. Czytanie starych run, tłumaczenie snów, no i przede wszystkim karty tarota. Nie uważa się za wróżkę, jeśli o to chodzi, po prostu interesuje się tego typu rzeczami. Zna wiele „gatunków” potworów, których nauczyła się dekady temu, kiedy pracowała jeszcze jako Łowczyni. Długodystansowe biegi, wspinaczka, przekradanie się bezszelestnie z balkonu na balkon, godziny pozbawione snu i całonocne czuwania- czy to również zalicza się do zainteresowań?
Charakter: Lisbeth jest raczej typem samotnika. Zdecydowanie lepiej czuje się wędrując samotnie pod osłoną nocy, mając nad sobą rozgwieżdżone niebo, niż z hordą głośnych kompanów u boku. Oczywiście nie jest osobą aspołeczną i zapewne jak każdy, nie wytrzymałaby zbyt długo bez towarzysza (choć ona twierdzi inaczej…), ale ogranicza się do jednej, góra dwóch bliskich osób. Choć nawet tym bliskim bardzo rzadko potrafi zaufać. Nie ma to nic wspólnego z nieśmiałością, bardziej z realistycznym (no, może trochę pesymistycznym) podejściem do życia. Przez dekady spędzone na świecie widziała już nie jedno i nauczyła się naprawdę wielu rzeczy. Dostrzega po prostu zbyt wiele oszust i fałszywości, by móc komuś powierzyć swoje życie, tajemnice, czy cenne rzeczy. Owszem, sama też nie gra uczciwie, jednak nigdy nie oczekiwała od kogokolwiek, że jej zaufa. Z resztą, Lisbeth sama twierdzi, że na miejscu innych osób, ona nigdy by sobie nie zaufała. Ale czemu się tutaj dziwić? Osoba, która ma tak wielki dystans do siebie, jak Gotka, bez problemu opowiada takie rzeczy. W jednym jednak ma rację- bardzo ciężko jest jej zaufać, głównie dlatego, że dziewczynę otacza pewna aura tajemniczości. Ciężko jednak stwierdzić, czy Gotka faktycznie jest taka skryta i tajemnicza, za jaką ją mają. Raczej specjalnie „utworzyła” dookoła siebie taką aurę. Stara się wyglądać groźnie i poważnie, ale w myśli śmieje się z tego, jak ludzie koło niej reagują na błyszczące, zakrwawione ostrze w jej dłoni. Choć na pierwszy rzut oka wygląda jak gbur i ponurak, to bardzo daleko jej do takiego zachowania. Posiada dość specyficzne poczucie humoru, choć niektórych jej swobodne podejście do życia potrafi rozbawić. Bardzo często nazywa siebie „córką sarkazmu i ironii”, o czym wiele osób miało wątpliwą przyjemność się przekonać. Jej odzywki często dostają tytuł „chamskich i nie na miejscu”, lecz mimo to nadal chętnie trzyma przy własnym zdaniu. Bardzo ciężko jest ją czymkolwiek zainteresować. A przynajmniej słuchacz często odnosi takie wrażenie. Niestety, wynika to również z jej dziwnych umiejętności aktorskich, które zwykle bywają sprzeczne. Kiedy ktoś jej o czymś opowiada, Lisbeth udaje wierną i uważną słuchaczkę. Dopiero, gdy coś ją naprawdę zaintryguje, zacznie zgrywać obojętną. Niestety, kiedy ktoś ją zainteresuje potrafi łazić za nim godzinami, dniami, a (w szczególnych przypadkach) nawet i tygodniami. Nie ma to jednak zbyt wiele wspólnego z prześladowaniem… raczej zawracaniem tej osobie głowy. Gotka bardzo ceni sobie wolność i wręcz nienawidzi wykonywać czyichś rozkazów (zwykła je łamać, często zupełnie bez powodu). Jej największą zaletą, ale również i wadą jest szczerość. Potrafi obrazić każdego, z kamienną twarzą, jakby nie widziała w tym niczego złego. Dlatego też w jej towarzystwie lepiej nie liczyć na grzecznościowe odpowiedzi. Choć na taką nie wygląda, to bardzo lubi się śmiać, nawet jeśli ona sama przekształca większość własnych żartów w sarkastyczne wypowiedzi. Jest w tej dziewczynie pewna niezależność. Coś bezkompromisowego i porywczość, która zawsze kolarzy się z młodością. Lisbeth ma naprawdę specyficzną, choć i wyjątkową osobowość, którą tylko niektórzy potrafią dostrzec, a tym bardziej docenić.
Historia: Podczas wojny wiele ras zaczęło walczyć przeciwko sobie. Ludzcy żołnierze, walczyli z armiami elfów, krasnoludy napadały na potężne wojska nieprzyjaciela, a inne stwory, takie jak wampiry, rusałki, czy demony zajmowały się raczej własnym interesem. Potwory, które ludzie często określają jako „złe” nie prowadziły wojen na tak wielką skalę. Wystarczyło im napadanie na okoliczne wsie, niszczenie upraw, zabijanie zwierząt i porywanie dzieci. Jednak nawet z kimś takim trzeba było skutecznie walczyć, nawet jeśli owe stwory nie wyrządziły aż tak wielkich szkód, na skalę państwową. Właśnie po to powołano specjalną organizację, zwaną Łowcami. Była to zamknięta grupa, w której skład wchodziło zaledwie kilka, może kilkanaście osób. Jednak dzięki wieloletnim szkoleniom i wyczerpującym treningom okazali się oni wyjątkowo skuteczni. Tak się składa, że Lisbeth, choć wtedy jeszcze nosiła imię Gwendolyn, należała do owej grupy i cieszyła się tytułem jednej z najlepszych Łowczyń w organizacji. Kiedy zaproponowano jej wstąpienie w te tajemnicze szeregi, miała zaledwie 11 lat. Była jedną z najmłodszych Łowców, jednak zdobywając wiele umiejętności, zyskała również należyty szacunek. Każdy Łowca działał w pojedynkę, a wysyłany był na misje o różnym stopniu trudności. Wszystko zależało od doświadczenia oraz umiejętności Łowcy, a Gwendolyn posiadała naprawdę spore. Od wielu lat wysyłano ją na przeróżne misje, które w wielu wypadkach mogły skończyć się śmiercią. Ale nie dla niej. Osoba, która w tak młodym wieku została poddana wielu treningom, była zdecydowanie lepiej przygotowana niż większość jej starszych towarzyszy.
Niestety, którejś nocy wykazała się zbyt dużą arogancją i nie zdając sobie sprawy z siły przeciwnika, podjęła się zbyt niebezpiecznej misji. Tą bestię ciężko było nawet dopasować do jakiegokolwiek gatunku. Mieszanka wampira, kąsacza, demona i kilku innych, przerażających potworów. Pozostali Łowcy stanowczo odradzali jej tej misji. Tłumaczyli, że jest jeszcze zbyt młoda i za słaba, by skutecznie pozbyć się tamtego dziwadła. Niestety, problem był w tym, że nikt inny nie nadawał się do tego bardziej niż Gwen, a nawet jeśli takowa osoba żyła wśród Łowców, to aktualnie znajdowała się gdzieś daleko, na innej misji.
Gwendolyn miała wtedy równo 20 lat… kto by pomyślał, że na tym rozdziale skończy swój żywot? Nikt. Nawet ona w obliczu śmierci dalej wierzyła, że ma szansę wygrać. Starcie, które przyszło jej stoczyć nie było już nawet zwykłą grą. Nie toczyła się ona o honor, zapłatę, czy nawet bezpieczeństwo ludzi w mieście. Chodziło tu tylko i wyłącznie o jej życie.
Przybyła do tej opuszczonej stodoły, pod osłona nocy. To właśnie tam zamieszkało Dziwadło, równo z którego przybyciem zaczęły znikać dzieci i ginąć starcy. Owa bestia miała dość okropny sposób zabijania, który bardziej przypominał starożytne tortury, niż morderstwo. Trucizna. W okolicy nazywano ją Strachem, bardzo trafnie zresztą. Kiedy jad dostawał się pod skórę i mieszał z krwią, wywoływał halucynacje. Ale nie byle jakie. Człowiek zaczął widzieć wszędzie to, co nie powinno istnieć- jego najgorsze koszmary. Umierał bardzo długo, w bólu, samotności i strachu. Gwendolyn również tego doświadczyła. Dziwadło zaatakowało ją nagle, w najmniej przewidywanym momencie. Nie działały na niego żadne ostrza, ani zaklęcia. Dopadło Gwendolyn, wgryzając się w jej szyję i wstrzykując potężną dawkę trucizny. A potem odeszło, jakby nigdy nic…
Gdyby nie inny Łowca, który dostał misję niedaleko, Gwen zapewne już dawno temu straciłaby życie. Choć krzyczała i szarpała się niemiłosiernie, gdy tamten wiózł ją do siedziby Łowców, to jej towarzysz ani na chwilę nie stracił nadziei na uratowanie Salander. I rzeczywiście, udało się uratować jej życie, choć skutki zapewne były zupełnie inne niż zakładano. Poddano ją operacji. Bolesnemu zabiegowi, który miał na celu zlikwidować toksyny, wyniszczające ciało i umysł dziewczyny. Stary jad zwalczono nowym jadem. Niestety, tej drugiej trucizny, choć nie była szkodliwa (a przynajmniej, nie śmiertelnie) dla zdrowia, nie dało się w żaden sposób usunąć. To właśnie przez jej działania Lisbeth do jej pory widzi świat tylko w czarno-białych barwach. Przez nią również żyje znacznie dłużej i posiada swoje… dziwactwa. Efekt uboczny zbyt dużych dawek trucizny w ciele? Mutacja. Łowcy mieli jak najlepsze intencje, jednak stworzyli potwora. Mieszankę człowieka, wampira, kąsacza, wilkołaka i innych dziwactw, które nigdy nie powinny być ze sobą łączone. Kiedy prawda wyszła na jaw, organizacja starała się usunąć Gwendolyn z tego świata. Całe szczęście, że dziewczyna uciekła. Dowiedziała się o wszystkim w samą porę. Tak oto, przybrawszy imię Lisbeth, ruszyła w najdłuższą podróż swego życia. Jak najdalej od ludzi, jak najdalej od katów. Do krainy wolności, na koniec świata…
Partner: Nie odczuwa potrzeby bliskości żadnego pana… choć, mogłoby być całkiem ciekawie. Zawsze można spróbować, nie? Choć szczerze wątpię, by ktokolwiek wytrzymał z nią na dłużej. Szczerze, to aby przetrwać z nią kilka dni, trzeba wiedzieć jak walczyć o swoje, umieć się odgryźć lub rywalizować.
Rodzina: Znała tylko starszego brata, choć odszedł on dawno temu.
Towarzysz: Persefona
Szczegóły:
~Zdecydowanie bardziej woli noc od dnia, choć jej ulubioną porą są zachody słońca. A konkretnie, moment, w którym słońce jakiś czas temu schowało się za horyzontem, ale niebo ma jeszcze silny pomarańczowo-fioletowy kolor.
~Chciałaby umieć latać.
~Bardzo lubi muzykę. Nie tylko słuchać, ale również i grać na instrumentach. Ogólnie Lisbeth kocha sztukę, od malowania, po śpiew. Wyjątkiem jest taniec, którego dziewczyna szczerze nienawidzi i unika jak ognia.
~Lubi nosić na szyi przeróżne rzemyki, bądź wisiorki. Nie jest to jednak ozdobna biżuteria. Zwykły, płaski, czarny kawałek kamienia na sznurku, nic więcej.
Autor: Annabeth

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz