środa, 14 października 2015

Od Halta CD Viserany - Żeńska duma i upór...

       Halt z powątpiewaniem spojrzał na leżącą na ziemi Viserany. Dziewczyna śmiała się. Nie był jednak pewny czy z niego, czy obok niego. Podniósł pytająco brew.
  - Ona tak zawsze? - pytanie skierował bardziej do Mild i Ashlotte niż do Vis.
  Elfka wzruszyła ramionami. Ash nie odezwała się dalej polerując szablę.
  - Po coś drzwi otwierał? - rzuciła Viserany dalej leżąc.
  - Chciałem iść po coś do jedzenia do gospody - wyjaśnił.
  Wyciągnął rękę w geście pomocy. Dziewczyna jednak odtrąciła ją i wstała samodzielnie. Łucznik wzruszył ramionami, narzucił na głowę kaptur i wyszedł w noc.

        Wrócił niedługo potem. Właściciele gospody byli bardzo miłymi ludźmi. Nie była to najzwyklejsza obskurna tawerna w której przesiadywali głównie pijacy. Tu przesiadywali ludzie spokojni i kulturalni, którzy znali umiar w piciu. A więc głównie zmęczeni pracą w polu chłopi, kupcy, czasem trafiał się jakiś bogatszy mieszczanin. Mijając straż Halt naciągnął lekko kaptur. Nie był pewny czy nie jest przypadkiem dalej ścigany, choć nie pamiętał by kiedykolwiek był w tej mieścinie. Ale przezorny jest zawsze ubezpieczony. 
  Wszedł do stajni z dwoma małymi pakunkami z jedzeniem. Jeden zostawił na dalszą podróż, drugi zaniósł na tyły stajni.
  - Smacznego - powiedział i bez ostrzeżenia rzucił do zamyślonej Mild świeżą bułkę. Dziewczyna złapała ją zaskoczona w ostatniej chwili. Halt podniósł brwi i dodał z uznaniem: - Niezły refleks.
  Rzucił też pieczywo Ashlotte i wyciągnął kolejny wypiek dla Viserany, która siedziała najbliżej.
  - Podziękuję - powiedziała z tajemniczym uśmieszkiem.
  - Na diecie jesteś? - rzucił kąśliwie łucznik, choć jak dla niego dziewczyna była aż niezdrowo chuda. Nie nalegał jednak. Trudno. Więcej zostanie na drogę.
  Viserany zmrużyła oczy w geście ,,Nie pozwalaj sobie, bo źle na tym wyjdziesz". Bawiła się przy tym sztyletem, co ostatecznie dało pożądany efekt i Halt zdecydował się nie drążyć tematu. Wyłożył się z powrotem na słomie. Sam zjadł już wcześniej i nie czuł głodu. Nie dane mu było jednak długo leżeć sobie w spokoju.
  - Czemu nie siedzisz w gospodzie, skoro podobno zapłaciłeś za nocleg? - rzuciła jakby od niechcenia Ashlotte.
  Halt podniósł lekko głowę. Zastanowił się nad odpowiedzią.
  - Lubię towarzystwo podobnych sobie - stwierdził po chwili i nie urozmaicał już swojej wypowiedzi.
  - A do czego ci łuk? - to pytanie padło z ust Mild.
  - Do strzelania? - odparł głupkowato łucznik.
  - Nie o to mi chodzi - elfkę nieco oburzyło potraktowanie jej pytania niepoważnie. - Łuk to broń dystansowa, a założę się, że podróżujesz głównie przez miasta. Strzelanie w razie czego w takim tłoku z długiego łuku raczej nie jest zbyt pomocne.
  Halt uśmiechnął się lekko.
  - No proszę. Czyli nie nosisz miecza dla ozdoby - przyznał. - Owszem, dla każdego zwykłego łucznika byłby to raczej średni pomysł.
  - Zwykłego? - prychnęła Viserany. - A dlaczego ty jesteś niby niezwykłym?
  - Chcesz się przekonać? - głos Halta brzmiał wyzywająco. - Rano na pewno przestanie padać, a przed stajnią jest sporo miejsca na mały pojedynek strzelecki. Co ty na to?

Viserany? x3

1 komentarz:

  1. Wyzawanie? Lubie wyzwania, ale Viska to raczej średnia łuczniczka... Hymmm, jakoś z tego wybrnę XD

    OdpowiedzUsuń