Mild raźno ruszyła za Vis. Starsza dziewczyna bardzo jej
zaimponowała. Była niezależna od nikogo i niczego, chodziła własnymi
ścieżkami. Darim by ją polubił, pomyślała trzynastolatka wspominając
swojego nauczyciela. Ciekawiło ją też coś innego. Daya przeczuwała, że
Viserany coś...widziała. Jakąś wizję dotyczącą młodej elfki. I Mild na
pewno nie odpuści póki się nie dowie czegoś więcej na ten temat.
Okazało się, że Ashlotte miała także konia - klacz. Wyglądała na konia
bojowego, zapewne dziewczyna kupiła ją z wojska. Szła jednak na
piechotę, prowadząc rumaka za lejce. Daya poprawiła plecak na ramieniu i
przyspieszyła kroku.
- A gdzie uszasty? - zapytała Vis.
- Dean? Nie mam pojęcia - odpowiedziała dziewczyna. - Gdy się
obudziłam nie było ani ciebie ani jego. Zniknęła też część zapasów, więc
zgarnęłam resztę do plecaka i ruszyłam za tobą.
- A to dlaczego? - krótkowłosa podniosła pytająco brew.
- Chyba dobrze trzymać się w grupie, prawda? - odpowiedziała niepewnie
Mild. - W końcu trwa wojna, żołnierze wszędzie... - elfka urwała i w
zamyśleniu zacisnęła ręce mocniej na rzemieniu plecaka, co nie uszło
uwadze Viserany.
- Hej, coś się stało? - rzuciła dla pewności.
- Mam...niemiłe wspomnienia związane z wojną.
Starsza z dziewczyn nie pytała o więcej.
Nagle Ashlotte zagwizdała. Mild drgnęła zaskoczona kiedy nad jej głową
przeleciał ciemny kształt. Był to kruk. Piękny czarny ptak wylądował
lekko na ramieniu Ash. Mild nie ukrywała podziwu.
- Łał! Jest twój? - elfka wpatrywała się w pierzastego towarzysza.
- Tak. Oswoiłam go - dziewczyna uśmiechnęła się lekko. - Nazywa się Rex.
- Jest piękny - Mild wyciągnęła rękę by pogładzić kruka po głowie, ale ten kłapnął na nią dziobem.
Elfka cofnęła rękę. Przypomniała sobie nagle o czymś spoczywającym w
jej sakiewce. Zatrzymała się i zaczęła w niej grzebać. Zaskoczone Vis i
Ashlotte również się zatrzymały. Zanim jednak którakolwiek z nich się
odezwała, dziewczyna zacisnęła rękę na małym krysztale w kształcie
ptasiej czaszki. Podrzuciła przedmiot wysoko w górę. Czaszka rozbłysła
błękitem i w jej miejscu pojawił się dorosły kruk. Rex zakrakał na niego
wrogo. Magiczny zwierzak zataczał koła nad Mild.
- Niezła sztuczka, młoda - powiedziała Viserany.
Daya rozpromieniła się, zadowolona z pokazu. Kruk tymczasem poleciał w
stronę miasta. Gdy trzy dziewczyny tam dotarły czekał już na szyldzie
tawerny na rozstajach dróg. Viserany rozejrzała się po ulicy.
- No, to chyba tyle z naszej wędrówki - powiedziała do Ashlotte.
Dalszej rozmowy Daya już nie słyszała. Stłumił ją gwar jakiejś kłótni
obok. Mild przez moment przyglądała się kłócącym mężczyznom, kiedy nagle
usłyszała głośne przekleństwo jakiejś kobiety. Spojrzała w górę. W
stronę jej kruka poszybował jakiś przedmiot...złożona parasolka?
- Pie***lony ptak! - kobieta wrzasnęła po raz kolejny.
,,Pocisk" dosięgnął celu. Błysnęło niebieskie światło i w dół spadła
zamiast zwierzęcia jedynie kryształowa czaszka. Mild złapała ją w
ostatniej chwili.
- TY!
Dziewczyna obejrzała się. Ta sama kobieta, która strąciła jej
podopiecznego z nieba zauważyła jak elfka złapała czaszkę. Była pewna,
że Daya zrobiła to specjalnie.
- Ty niewychowana dzikusko! - warknęła nieznajoma.
Była to ładna kobieta o złotawych włosach. Miała perfekcyjny makijaż.
Ubrana była w krwistoczerwoną sukienkę i nieco ciemniejszy od sukni
szal. A ramię zdobiła biała plama ptasiego guana.
Viserany i Ashlotte wyszły z tłumu. Krótkowłosa trzymała w ręce czarną parasolkę. Była równie wściekła co kobieta w czerwieni.
- KTO TYM WE MNIE RZUCIŁ? - zapytała mierząc tłum morderczym wzrokiem.
Jej wzrok padł najpierw na zawstydzoną Mild, a potem na ,,poszkodowaną"...
Viserany? Emma? Ashlotte? Wywołałam wojnę? XD
Ojojojojojojojojojojojojo, będzie wojna jak nic XD
OdpowiedzUsuń