< Z racji tego, że ostatnio kiedy napisałam opko do Mild i Dean'a nikt nie odpisał, napiszę sama CD>
Milczenie Młodej i likantropa się dłuży, a mój żołądek wciąż woła o żarcie. Wzdycham ciężko.
- Aleście są rozmowni, nie ma co! No, mniejsza. Mogę się przysiąść, prawda? Dziękuję.
Siadam na trawie koło ogniska i wyciągam ręce do ognia. Odprężam się,
słucham cichych szeptów tamtej dwójki. Gadają o mnie, jak mniemam.
Pewnie rozmyślają, czy nie jestem jakaś... Niebezpieczna albo coś.
Noooooooooooo, może i jestem, ale oni nie wydają się szczególnie...
Jakby to... Zdatni do moich zabaw.
Siedzę więc cicho z zamkniętymi oczami i wciągam ciepło ogniska.
- Jak ci na imię? - słyszę nagle, po swojej prawej.
Uchylam prawą powiekę żeby zerknąć na małą elfkę.
- Viserany. Ale mów mi Vis. Albo jak ci się spodoba.
- Jestem Mild. - Mała wyciąga rękę żeby się przywitać.
Ściskam ją mocno i energicznie potrząsam. Po chwili kładę się na plecach i obserwuję niebo.
Tymczasem mała syczy lekko i trzepie ręką po moim uścisku. Kładzie się obok, co mnie odrobinę dziwi.
- Widzisz ten kawałek pustego nieba? - pytam, wskazując na lewo od nas.
- Mhm...
- Tam... ja uważam, że tam jest miejsce na ogień z pyska z smoka.
- Co? Jakiego smoka? - Młoda nie wie o czym gadam i przekręca głowę tak, żeby na mnie spojrzeć.
- No jak to? - pytam. - Tego tam, zaraz obok niebieskiej dziury. Eh,
zobacz. - Wyciągam rękę i wskazuję miejsce na niebie. - Tam ma głowę a
potem jest długaśny tułów. Wiesz, on nie jest taki... wielki. Czasem się
słyszy o tych dziwacznych smokach z kilkoma łbami, normalnymi łapami. A
ten akurat, przypomina bardziej węża, rozumiesz?
- Tak, ale chyba nadal go nie widzę!
- Przyjrzyj się mała. Oooooooo, tam!
Chwila ciszy, a potem Mild poszerza oczy i wskazuje palcem na smoka.
- Widzę go! - krzyczy. - Skąd wiedziałaś, że tam jest?
- Bo zawsze go obserwuję. I myślę, że ta właśnie granatowa dziura to jego oddech śmierci...
- Śmierci?
- No wiesz, chyba że się jest ognioodpornym. - Wyszczerzam się.
Mała milknie na chwilę.
- No! Panie likantrop, co z żarciem? - Siadam rozbudzona, przypominając sobie, ze jestem głodna.
- Nazywam się Dean, królewno - prycha.
- Ej, ej, ej, ej! Tylko nie królewno, jasne? - warczę nie podnosząc się z ziemi.
- Jak sobie życzysz... - zaczyna z ironicznym uśmieszkiem.
- Vis. Spróbuj mnie nazwać znowu w ten sposób, a gwarantuję ci, że
będziesz wyglądał jak po obcięciu kosą - grożę, pół żartem, pół serio.
Nawet na niego nie patrzę, ale wiem że nadal się głupio uśmiecha. -
Zetrę ci ten uśmieszek, Kāna, jak się nie przestaniesz głupio śmiać.
- A co to Ka-coś tam niby znaczy? - pyta zaciekawiony.
- No cóż, to już jest moja sprawa. Co z tym żarełkiem? Jesteśmy z młodą
trochę głodne, co nie? - Szturcham Mild w ramię, na co ona kiwa głową z
uśmiechem.
****** Następnego ranka ******
Budzę się wcześnie. Słońce nawet jeszcze nie wstało. Otwieram oczy
powoli, podnosząc się na ręce. To co ukazuje się moim oczom jest...
dziwne. Mild śpi tuż obok mnie, rękę ma wyciągniętą w stronę mojej,
prawie jej dotyka. Natomiast Dean leży po drugiej stronie, rozwalony jak
flaki po najgorszej rzezi.
Powstrzymuję sie przed parsknięciem. Wstaję i otrzepuję się z pyłu.
Rozciągam się i ziewam. Wiem że już nie zasnę, więc nawet nie próbuję.
Postanawiam pobiegać. Dobrze mi zrobi. Biegnę więc najpierw powoli,
potem szybciej i szybciej...
Po jakimś czasie siedzę na drzewie i macham nogami w powietrzu.
- Przepraszam... - słyszę z dołu.
Spuszczam wzrok i widzę młodą panienkę wystrojoną tak, że o
ranyyyyyyyyyy! Zeskakuję z gałęzi na nagi i ląduję lekko. Otrzepuję
ciuchy, na co damusia marszczy nosek.
- Możesz mi powiedzieć w którą stronę jest jakieś miasto? - pyta, starając sie być uprzejma.
Myślę, że zaczynam sie robić fioletowa od duszenia śmiechu. Jej maniery
mnie śmieszą. Ale zaprowadzę ją, po drodze może być zabawnie!
- Tak, jasne. Wiem gdzie to. Jak masz na imię?
- Ach, no tak nie przedstawiłam się. Jestem Ashlotte Cleverraven. A ty to...
- Vista jestem - mówię i wkładam ręce do kieszeni spodni.
- Tak, miło mi. No dobrze, to...
- Vis, czekaj! - słyszę nagle.
Znam ten głos. Odwracam się i widzę biegnącą do nas Mild.
- Ej, młoda co ty tu robisz? - pytam zdziwiona i rozglądam sie za Dean'em.
- No... poszłam za tobą - mówi lekko speszona. - Kto to?
- To jest... Ashlotte. Mogę mówić Ash, co nie? Świetnie! To co? Do miasta, taaaaaaaak?
<Ashlotte? Mild?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz