– Łamie pani mnóstwo zasad, panno Singer – wycharczał mężczyzna, gdy
popchnęłam go na ścianę i zaczęłam powoli rozpinać guziki jego koszuli.
– Och, jestem pewna, że ujdzie mi to płazem – mruknęłam uwodzicielsko,
patrząc na niego sprytnie spod długich rzęs. Byłam już prawie u celu;
jeszcze dwa guziki i mam załatwiony występ w najbardziej popularnym
miejscu w tej krainie. Już czuję te oklaski, wiwaty oraz widzę rzucane w
moją stronę kwiaty po skończonym występie!
Mężczyzna niespodziewanie ruszył ręką, sięgając za moje plecy i zamknął
drzwi od małego pomieszczenia, w którym trzyma się przyrządy do
sprzątania. Taki mały „schowek”. Następnie przylgnął do moich ust, a ja,
w czasie tego namiętnego pocałunku nareszcie odpięłam te przeklęte
guziki. Lekko zsunęłam biały materiał z jego ramion i położyłam
delikatne dłonie na umięśnionym torsie mężczyzny. Tak, tego mężczyzny,
który może załatwić mi przepustkę do rozwoju mojej kariery i, co
najważniejsze, majątku. Chyba posada właściciela najbardziej znanego
baru w Hidden jest warta wykorzystania, co?
Jego ręce powędrowały na moje łopatki, prosto do zapięcia stanika. Nim
jednak zdążył go ściągnąć, nagle do schowka wpadła jasna smuga światła i
dźwięk otwieranych drzwi. Oboje obróciliśmy głowy w tamtą stronę.
– Em, ja… Ja nie wie… Najmocniej przepraszam! – jąkał się wyraźnie
skrępowany chłopak. Na oko miał z 17, ewentualnie 16 lat i najwyraźniej
był pracownikiem tego miejsca Tak przynajmniej mówił jego obowiązkowy
strój sprzątacza. W lewej dłoni trzymał długą miotłę, którą najwyraźniej
chciał odłożyć i nie zauważył zawieszonego granatowego krawata na
klamce.
Zaśmiałam się cicho i odsunęłam od mężczyzny zaczynając spokojnie
poprawiać włosy i zmięte ubrania, które miałam na sobie. Właściciel
wypuścił mnie z objęcia i spojrzał z wyrzutem na tego, który przerwał mu
jego rozkosz.
– To ma się więcej nie powtórzyć – warknął w jego stronę – I nic tu nie widziałeś – dodał ostrzejszym tonem niż poprzednio.
– O-Oczywiście! – zawołał pośpiesznie młody pracownik i, zapominając o odstawieniu miotły, uciekł co sił w nogach.
– Przepraszam Cię za to – westchnął, przeczesując palcami swoje czarne
włosy. Nie tracąc swoich chęci, znów przyciągnął mnie do siebie.
– A, a, a – upomniałam go i ponownie się odsunęłam – Wytrącono mnie z
rytmu. Jak mam kontynuować? – zapytałam retorycznie, dalej patrząc
uwodzicielsko na mężczyznę. Wszystkich osobników płci męskiej trzeba
trzymać krótko. Już dawno się tego nauczyłam. Nie dam mu teraz tej
satysfakcji.
O dziwo, na moje słowa uśmiechnął się do mnie zawadiacko.
– Ale jutro dopilnuję, by nikt nam nie przeszkodził – wychrypiał tym
swoim seksownym głosem i złapał mnie w talii, złączając nasze usta. Ten
„pożegnalny” pocałunek był jeszcze bardziej namiętny od poprzedniego.
Cóż, znaczna większość mężczyzn tak robi. Gdy już się ode mnie oderwał,
zrobiłam dwa kroki do tyłu i zaczęłam kierować się do drzwi, kusząco
przy tym kręcąc biodrami. Wychodząc, oparłam się seksownie o framugę i
lekko pomachałam do mężczyzny. Poprawiając spadające ramiączko mojej
krwisto czerwonej sukienki, wyszłam dumnym krokiem z korytarza. Dalej
poprawiając swoje włosy, stanęłam przed wielkim lustrem zawieszonym w
holu. Widziałam siebie w nim całą. Pochyliłam się do szkła i zerknęłam
na swój starannie wykonany makijaż. Nie miałam przy sobie potrzebnych mi
kosmetyków, którymi mogłabym pomalować swoją twarz na nowo, więc tylko
starłam niedoskonałości palcami. Wyprostowałam się i ponownie
wygładziłam fałdy i załamania na swojej sukience. Gdy to uczyniłam
jeszcze przez chwilę wpatrywałam się w lustro, podziwiając swoją urodę i
to, co ona jest w stanie zrobić. Odchrząknęłam i pełna seksapilu udałam
się po swoje rzeczy do służby.
***
– Oto pani torebka i płaszcz – oznajmiła mała staruszka, ubrana w
czarną, długą spódnicę i standardową, białą koszulę. Jej siwe włosy
upięte były w schludny kok. Moje rzeczy wręczył mi wysoki chłopak, z
wyglądu nie miał więcej niż ten sprzątacz, który wtargnął do schowka.
Pewnie jego kolega.
Odwróciłam się do niego tyłem i oderwałam ręce od tułowia. On zaś pomógł
mi ubrać moje ciemno-czerwone palto, które kolorystycznie zgrywało się
świetnie z moją suknią. Kocham barwę czerwoną i (prawie) wszystkie jego
odcienie, dlatego sprawiło mi przyjemność kupowanie tych ubrań.
Wzięłam moją torebkę, która tym razem była czarno-złota, jednak dalej
równie piękna. Musicie zapamiętać, że ja nie posiadam w swojej kolekcji
„brzydkich” według mnie rzeczy.
Uśmiechnęłam się perliście do młodego chłopaka i tej staruszki, a
następnie wyszłam, zamykając za sobą duże, drewniane drzwi, na ulicę
miasta. Słońce nie było jeszcze AŻ TAK wysoko na niebie jakbym się
spodziewała, że jest, ale nie zniechęciło mnie to zbytnio do
spacerowania koło sklepów z ubraniami.
Stałam w cieniu, bowiem nad wejściem do baru była zawieszona duża
płachta, która na razie chroniła mnie przed promieniami słonecznymi.
– Ech, nie chcę się opalić… – mruknęłam do siebie niezadowolona. W mig
zaczęłam szperać w mojej torbie w poszukiwaniu potrzebnego mi
przedmiotu, który zawsze spoczywał na jej dnie.
W końcu udało mi się ów przedmiot znaleźć.
– Teraz lepiej! – westchnęłam, kiedy rozłożyłam już moją parasolkę
przeciwsłoneczną. Jej „kapelusz” zdobiła lekka, ciemno-brązowa wstążka,
która gdzieniegdzie posiadała jeszcze małe, sztuczne, czerwone róże.
Sama natomiast była w kolorze piasku, podobny do tego, który znajdował
się na mojej torebce. Tak, wszystko idealnie dobrane i zgrane.
Śmiało wyszłam na brukową uliczkę, zerkając co chwilę na wystawy sklepowe, co by mi w oko nie wpadło…
Ktoś? Coś?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz