Wczorajszej nocy udało mi się się nie zetknąć z ani jedną kroplą wody, toteż szczęśliwa i wtulona w swojego pupila zasnęłm w kącie w jednym z budynków starej osady.
Obudziło mnie wpadające przez świeżo powstałą dziurę w dachu słońce. Otworzyłam fiołkowe oczy i się rozejrzałam. Wstałam jako ostatnia z osób śpiących w tym budynku, co w zasadzie nie należało do rzeczy nowych.
Ostrożnie się podniosłam, uważając, żeby mój nietoperz nie zleciał z moich ramion. Odłożyłam go na koc, po czym on sam się obudził. Biedactwo, przeze mnie został zmuszony do zmiany trybu nocnego na dzienny. Śpij jeszcze, rzuciłam w myślach, a moje oczy rozbłysły czerwienią naszego łącza.
Sama przeciągnęłam się i otrzepałam z kurzu, po czym ruszyłam w kierunku wyjścia. Jakoś nie chciałam zgubić swoich chwilowych towarzyszy.
Przez ten wprawdzie bardzo krótki czas, zdążyłam na swój sposób się do nich przyzwyczaić. Wydawali się być w porządku, raczej nie zapowiadało się na to, że na przykład - wyolbrzymiając - w nocy poderżną mi gardło.
Dawno już z nikim nie rozmawiałam, a więc w pewnym sensie przynieśli mi coś na kształt okazji do powrotu do normalności. Nie zapomniałam i nie zapomnę o tym, co wydażyło się w Mhetuu, ale trzeba nauczyć się żyć w zgodzie z przeszłością, czyż nie?
Choć wśród nich znalazłam i smoka, i wilczą głowę, co niespecjalnie jest mi na rękę, bo - pomijając już strach - jeszcze bardziej przypomina dawne czasy, to w gruncie rzeczy zdążyłam ich zaakceptować. W końcu i oni sami są zwyczajnie zbitkiem różnorakich istot, które łączy jedynie Hidden. Przynajmniej póki co. Na swój sposób to piękne. Wszechobecna tolerancja i to integracyjne podejście dodały mi jakiejś tam otuchy. Może pobyt pośród nich dobrze mi zrobi, nim będę zmuszona ruszyć w dalszą drogę? A może Hanneon rzeczywiście jest gdzieś pośród nich i dane mi będzie go spotkać? W końcu Shi-Shi tak twierdzi, a w dodatku mój amulet błyszczy na złoto, miedziano i platynowo... Nigdy wcześniej tak nie robił.
Spojrzałam na otaczające mnie dookoła ruiny osady. Śpiącymi i zmrużonymi jeszcze oczami wypatrzyłam tęczę i jaśniejące na czystym niebie słońce, wychodzące gdzieś ponad lasami i górami. Uśmiechnęłam się delikatnie. Było tu tak spokojnie.
Myślałam, że nikogo już w pobliżu nie ma, co nieco mnie zmartwiło. Wolałam już być pośród nich, niż pałętać się po obcym terenie sama. Przeszłam między budynkami spory kawałek wzdłuż wydeptanej ścieżki, rozglądając się na boki, aż nagle przed oczami świsnęła mi srebrna strzała. Wylatując spomiędzy budynków przecięła mi drogę i celnie trafiła w znacznie od nas oddaloną, prowizoryczną tarczę z worka na ziemniaki.
Po niemym okrzyku zaskoczenia zwróciłam twarz w stronę, z której nadleciała strzała i dostrzegłam w cieniu Halta z zawiązanymi oczami. Świadomość, że mogłam zostać przestrzelona, gdybym przechodziła tędy sekundę temu sprawiła, że przeszedł mnie dreszcz a serce zabiło mocniej. Przez chwilę stałam tam, ze wzrokiem wbitym w przestrzeń, aż pchnięta impulsem postanowiłam się przełamać i zacząć rozmowę.
- Nie powinieneś być ostrożniejszy? - zapytałam delikatnym tonem, zmierzając w stronę łucznika. Nie wiem, czy to dlatego, że był człowiekiem czy z jakiegokolwiek innego względu, ale nie budził we mnie zbyt wielkiego strachu, mimo tajemniczej otoczki i tego, że prawie mnie przestrzelił. Może dlatego, że chyba nie mam czegoś takiego jak rozsądek? A może dlatego, że w jakimś stopniu przypominał mi mojego brata?
- A czy ty także nie powinnaś być ostrożniejsza? - odpowiedział mi, wypuszczając kolejną strzałę, która wbiła się w sam środek sąsiedniego worka. - Ja wiedziałem, że tu jesteś, ale ty nie wyczułaś mojej obecności. Straciłaś czujność.
Westchnęłam tylko, zgadzając się z nim. Rzeczywiście, gdybym się postarała, to bym go dostrzegła już wcześniej. Nie ukrywał się nawet, jednak cień padał na niego tak, że był słabo widoczny. Ale moim kocim oczom to umknąć nie powinno.
- Masz rację - odparłam, splatając dłonie na szyi. Jak to możliwe, że przez jedno wydarzenie stałam się tak bardzo nieostrożna? Najpierw wpędzili mnie na drzewo, a teraz prawie dałam sobie strzelić w głowę. Chyba zbyt wiele myślę ostatnimi czasy. Nero nie chciałby, aby moja głupota mnie zgubiła.
Przez chwilę nie wiedziałam, co zrobić. Halt strzelał, a ja po prostu stałam. W końcu podeszłam do najbliższego budynku i oparłam się o niego plecami. Nie wiedziałam, co ze sobą zrobić, nie miałam też rozeznania w terenie i nie chciałam się gubić, a więc zdecydowałam się go poobserwować.
W nie aż tak dalekim tle słyszałam niesione echem odgłosy rozmów. Może część wczorajszej ekipy gdzieś razem zniknęła?
Moje oczy zalśniły czerwienią i trwały tak do chwili, aż otrzymałam sygnał zwrotny od lecącego już Shi-Shiego.
- Będę ci tutaj przeszkadzać? - zapytałam niezbyt śmiało Halta, zsuwając się na ziemię, w efekcie siedząc po turecku.
<Halt? Choć właściwie to wszyscy wolni jak się nudzą mogą się dorzucić, po to ten wers z odgłosami rozmów ;)>
Obudziło mnie wpadające przez świeżo powstałą dziurę w dachu słońce. Otworzyłam fiołkowe oczy i się rozejrzałam. Wstałam jako ostatnia z osób śpiących w tym budynku, co w zasadzie nie należało do rzeczy nowych.
Ostrożnie się podniosłam, uważając, żeby mój nietoperz nie zleciał z moich ramion. Odłożyłam go na koc, po czym on sam się obudził. Biedactwo, przeze mnie został zmuszony do zmiany trybu nocnego na dzienny. Śpij jeszcze, rzuciłam w myślach, a moje oczy rozbłysły czerwienią naszego łącza.
Sama przeciągnęłam się i otrzepałam z kurzu, po czym ruszyłam w kierunku wyjścia. Jakoś nie chciałam zgubić swoich chwilowych towarzyszy.
Przez ten wprawdzie bardzo krótki czas, zdążyłam na swój sposób się do nich przyzwyczaić. Wydawali się być w porządku, raczej nie zapowiadało się na to, że na przykład - wyolbrzymiając - w nocy poderżną mi gardło.
Dawno już z nikim nie rozmawiałam, a więc w pewnym sensie przynieśli mi coś na kształt okazji do powrotu do normalności. Nie zapomniałam i nie zapomnę o tym, co wydażyło się w Mhetuu, ale trzeba nauczyć się żyć w zgodzie z przeszłością, czyż nie?
Choć wśród nich znalazłam i smoka, i wilczą głowę, co niespecjalnie jest mi na rękę, bo - pomijając już strach - jeszcze bardziej przypomina dawne czasy, to w gruncie rzeczy zdążyłam ich zaakceptować. W końcu i oni sami są zwyczajnie zbitkiem różnorakich istot, które łączy jedynie Hidden. Przynajmniej póki co. Na swój sposób to piękne. Wszechobecna tolerancja i to integracyjne podejście dodały mi jakiejś tam otuchy. Może pobyt pośród nich dobrze mi zrobi, nim będę zmuszona ruszyć w dalszą drogę? A może Hanneon rzeczywiście jest gdzieś pośród nich i dane mi będzie go spotkać? W końcu Shi-Shi tak twierdzi, a w dodatku mój amulet błyszczy na złoto, miedziano i platynowo... Nigdy wcześniej tak nie robił.
Spojrzałam na otaczające mnie dookoła ruiny osady. Śpiącymi i zmrużonymi jeszcze oczami wypatrzyłam tęczę i jaśniejące na czystym niebie słońce, wychodzące gdzieś ponad lasami i górami. Uśmiechnęłam się delikatnie. Było tu tak spokojnie.
Myślałam, że nikogo już w pobliżu nie ma, co nieco mnie zmartwiło. Wolałam już być pośród nich, niż pałętać się po obcym terenie sama. Przeszłam między budynkami spory kawałek wzdłuż wydeptanej ścieżki, rozglądając się na boki, aż nagle przed oczami świsnęła mi srebrna strzała. Wylatując spomiędzy budynków przecięła mi drogę i celnie trafiła w znacznie od nas oddaloną, prowizoryczną tarczę z worka na ziemniaki.
Po niemym okrzyku zaskoczenia zwróciłam twarz w stronę, z której nadleciała strzała i dostrzegłam w cieniu Halta z zawiązanymi oczami. Świadomość, że mogłam zostać przestrzelona, gdybym przechodziła tędy sekundę temu sprawiła, że przeszedł mnie dreszcz a serce zabiło mocniej. Przez chwilę stałam tam, ze wzrokiem wbitym w przestrzeń, aż pchnięta impulsem postanowiłam się przełamać i zacząć rozmowę.
- Nie powinieneś być ostrożniejszy? - zapytałam delikatnym tonem, zmierzając w stronę łucznika. Nie wiem, czy to dlatego, że był człowiekiem czy z jakiegokolwiek innego względu, ale nie budził we mnie zbyt wielkiego strachu, mimo tajemniczej otoczki i tego, że prawie mnie przestrzelił. Może dlatego, że chyba nie mam czegoś takiego jak rozsądek? A może dlatego, że w jakimś stopniu przypominał mi mojego brata?
- A czy ty także nie powinnaś być ostrożniejsza? - odpowiedział mi, wypuszczając kolejną strzałę, która wbiła się w sam środek sąsiedniego worka. - Ja wiedziałem, że tu jesteś, ale ty nie wyczułaś mojej obecności. Straciłaś czujność.
Westchnęłam tylko, zgadzając się z nim. Rzeczywiście, gdybym się postarała, to bym go dostrzegła już wcześniej. Nie ukrywał się nawet, jednak cień padał na niego tak, że był słabo widoczny. Ale moim kocim oczom to umknąć nie powinno.
- Masz rację - odparłam, splatając dłonie na szyi. Jak to możliwe, że przez jedno wydarzenie stałam się tak bardzo nieostrożna? Najpierw wpędzili mnie na drzewo, a teraz prawie dałam sobie strzelić w głowę. Chyba zbyt wiele myślę ostatnimi czasy. Nero nie chciałby, aby moja głupota mnie zgubiła.
Przez chwilę nie wiedziałam, co zrobić. Halt strzelał, a ja po prostu stałam. W końcu podeszłam do najbliższego budynku i oparłam się o niego plecami. Nie wiedziałam, co ze sobą zrobić, nie miałam też rozeznania w terenie i nie chciałam się gubić, a więc zdecydowałam się go poobserwować.
W nie aż tak dalekim tle słyszałam niesione echem odgłosy rozmów. Może część wczorajszej ekipy gdzieś razem zniknęła?
Moje oczy zalśniły czerwienią i trwały tak do chwili, aż otrzymałam sygnał zwrotny od lecącego już Shi-Shiego.
- Będę ci tutaj przeszkadzać? - zapytałam niezbyt śmiało Halta, zsuwając się na ziemię, w efekcie siedząc po turecku.
<Halt? Choć właściwie to wszyscy wolni jak się nudzą mogą się dorzucić, po to ten wers z odgłosami rozmów ;)>

