Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gwenllian. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gwenllian. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 9 kwietnia 2017

Wyobraź sobie co się stanie, kiedy wszystko co piękne wejdzie w Twoje posiadanie


Imię: Miała ich naprawdę wiele (chociaż zdecydowanie większej części z nich bliżej było do przydomków, tudzież niezwykle kreatywnych i barwnych epitetów), jednak w momencie, kiedy została przygarnięta przez wujostwo, ciotka nadała jej imię Gwenllian, którym posługuje się do tej pory.
Nazwisko: Rofangalus (ruh-fang-uhh-liss), jednak korzysta z niego tylko wtedy, kiedy jest to naprawdę konieczne. Chociaż, nie da się ukryć, zabawnie jest obserwować, jak niejednym, podczas wymowy plącze się język.
Przydomek: Z tych miłych? Gwen, Winny, Willy… chociaż zdrobnienia może nie są zbyt wdzięcznymi przydomkami. Bardzo podoba jej się dumnie brzmiące Eldrvarya, chociaż nikt, poza szalonym, leśnym magiem (który notabene sam jej to przezwisko nadał) nie zwracał się do niej w ten sposób.
Rasa: No i tutaj… cóż, już przy czwartym punkcie zaczynają się schody. Zawsze mogło być gorzej, chociaż nie da się ukryć, że kłopoty w akurat tej rubryce nigdy nie były mile widziane. Po wyglądzie chyba najlepiej uznać ją za istotę będącą w połowie smokiem, a w połowie człowiekiem, jednak jest to na tyle biologicznie niemożliwa krzyżówka, że prostszym rozwiązaniem wydaje się przypisanie jej nazwy osobnej rasy. Niestety, Winny nigdy nie widziała niczego, co chociaż w niewielkim stopniu wyglądem przypominałoby jej samą siebie. Nic dziwnego, że wieśniacy uważali ją za demona (nawet jeśli mijało się to z prawdą). Z resztą, przywykła do tego określenia już na tyle, że sama na pytanie „kim jesteś?” zaczęła odpowiadać, uśmiechając się przy tym łobuzersko „Nazywają mnie diabłem”. Zabawne, jak coś, co z początku miało być obelgą, może zamienić się w noszony w dumą tytuł.
Wiek: Można śmiało powiedzieć, że zdecydowanie więcej, niż wygląda. Wśród ludzi żyła dość krótko, bo blisko pół wieku, jednak wcześniej- wśród górskich lasów, pod gołym niebem spędziła znacznie, znacznie więcej wiosen.
Płeć: Kobieta
Stanowisko: Taktyk, a poza tym niezwykle zależy jej na pozycji Lotnika. Niestety, do tego musi nauczyć się unosić nieco wyżej, niż na wysokość kilku stóp nad ziemią. Opanowanie umiejętności latania, bez toczenia przegranych wojen z silnymi podmuchami wiatru, oraz lądowania, które nie zagrażałoby życiu i zdrowiu niewinnych przechodniów chyba również może okazać się całkiem przydatne. Pomińmy fakt, że powinna się ich nauczyć co najmniej kilka dekad temu, dobrze? Poza tym, ma też niezłe zadatki na barda, jednak pogoń za marzeniem wydaje się czymś bardziej kuszącym, niż rozwijanie już nabytych umiejętności.
Aparycja: Aż trudno uwierzyć, że w żyłach tej niskiej dziewczyny o drobnej budowie może płynąć smocza krew. Właściwie to do póki nie zetkniemy się twarzą w twarz z jej charakterem i zbyt pośpiesznie ocenimy książkę po okładce, Gwenllian wydaje się nie mieć nic wspólnego z potężnymi, dumnymi, zionącymi ogniem i śmiertelnie niebezpiecznymi bestiami. W szczególności, kiedy zarzuci na siebie długi płaszcz z kapturem, skutecznie zakrywający nie tylko ogon i skrzydła, ale także pozostałe, nieludzkie „atrybuty”, takie jak szpiczaste uszy, czy pojawiające się w niektórych miejscach łuski, dzięki którym już nieraz jednogłośnie uznawano ją za złego ducha, a co za tym idzie, wypędzano z większości wiosek. Z drugiej strony, czemu tu się dziwić? To oczywiste, że w oczach mieszkańców zupełnie obca dziewczyna, nieznanego pochodzenia zawsze będzie kimś podejrzanym, zaś nawet największy kaptur nie byłby w stanie skutecznie zakryć pary złotych, sprawiających wrażenie pozbawionych źrenic oczu i ukazujących się przy każdym radosnym uśmieszku, ostrych, niemalże wampirzych kłów.
Zdolności: Na pewno nie jest to latanie, co zdążyliśmy ustalić w jednym z  wcześniejszych punktów. Właściwie to trudno powiedzieć, czy to przez brak nauczyciela, zaniedbywanie urządzanych sobie lekcji latania, czy też może przez fakt, że przez wieki musiała żyć w ukryciu, zaś ostatnie dekady, spędzone przede wszystkim na podróżowaniu i jako takim próbom życia wśród ludzi bardziej, niż skutecznie uniemożliwiały jej nie tylko próby uczenia się latania, ale nawet uchylenie chociaż najmniejszej łuski, lub rozprostowanie zwiniętego pod płaszczem ogona. Z drugiej strony, wiele można zarzucić drobnej budowie dziewczyny, skoro z przestworzy jest w stanie zdmuchnąć ją właściwie każdy silniejszy wiatr. Oczywiście, nie oznacza to, że Gwenllian złożyła broń… nic  z tych rzeczy! Teraz, kiedy wścibskie spojrzenia dociekliwych, ludzkich ślepi nie stanowią dla niej najmniejszego zagrożenia, sama zaczęła stanowić zagrożenie dla innych, beztrosko kontynuując walki z prądami powietrznymi, oraz próby bezpiecznego lądowania i kontrolowanego manewrowania w przestworzach. Przejdźmy teraz do umiejętności nabytych, niewymagających już specjalnego kształtowania. Otóż Winny, o czym również wcześniej wspomniałam, ma zadatki na barda. Nie tylko umie, ale i kocha opowiadać przeróżne historie, czy to zmyślone, czy to z życia wzięte. Nie można też odmówić jej talentu aktorskiego, co niestety może okazać się nieco kłopotliwe, kiedy przejdziemy do charakteru dziewczyny…  Poza tym, jak na pół-smoka przystało, umie ziać ogniem, chociaż ludzkie ciało bardzo ogranicza jej wielkość płomieni. Co za tym idzie, jest odporna na wysokie temperatury. Skóra draconki naturalnie jest znacznie cieplejsza od ludzkiej, jednak jej temperatura w dużej mierze zależy od samopoczucia dziewczyny. Stanowczo odradzam zbliżanie się do wściekłej Gwen, chyba, że bardzo zależy Ci na śladach po poparzeniu. Oho, prawie bym zapomniała. Winny jest też zawodowym złodziejem. Potrafi sprzątnąć każdemu jakiś drobiazg (lub i nieco większy przedmiot) sprzed nosa, tak, że ofiara nawet nie spostrzeże, że została okradziona. Nikt tak naprawdę nie wie, jak Gwenllian tego dokonuje, a ona nie ma zamiaru nikomu zdradzać swego sekretu.
Zainteresowania: Większość łączy się z umiejętnościami dziewczyny- tymi zdobytymi, a także tymi, które próbuje wykształcić. Lotnictwo było czymś, czego opanowanie w jej przypadku wydaje się nie tylko naturalną kolejnością rzeczy, ale jest także i pasją- marzeniem, za którym watro brnąć nawet na drugi koniec świata. A skoro o świecie mowa, Winny kocha podróżować. Interesuje ją nawet nie sama wędrówka, ale poznawanie nowych miejsc, a co za tym idzie, także kultury, historii i języka zamieszkujących je ludzi.
Charakter: Jak bezproblemowo opisać charakter osoby, którą w każdej sekundzie potrafi owładnąć najprzeróżniejsza, czasem tak bardzo różniąca się od poprzedniej emocja? Może zacznijmy od tego, że jej charakter jest niesamowicie zmienny, zaś temperament i cała osobowość Eldrvaryi jest taka sama, jak jej przydomek- płonąca. Płonąca, ognista, ale przede wszystkim bardzo, bardzo nieprzewidywalna. Może to i dobrze, że natura nie obdarzyła dziewczyny zbyt potężną, rzucającą się w oczy budową. Dzięki temu, jedyną bronią, jaką posiada jest cięty język, a i z niego nauczyła się korzystać, jak należy i trzeba przyznać, że robi to po mistrzowsku. Winny należy do tej nieczęsto spotykanej i wyjątkowo nielicznej grupy szczerych do bólu osób, które najzwyczajniej w świecie nie myślą o konsekwencjach, jakie niosą ze sobą głoszone przez nie słowa, zawsze mówią tylko to, co mają na myśli, nie owijając przy tym w bawełnę. Nie zdziwcie się więc, gdy napotkawszy na drodze człowieka z przepaską na oku, podejdzie do niego i jakby nigdy nic powie: "Stary! Masz tylko jedną gałę!". Brak wychowania? Cóż, może i odrobinę, choć tego typu zachowanie w jej przypadku trzeba po prostu tolerować (bo zignorować, niestety, jest trochę trudno). Myślę, że w tym wypadku szczerość można uznać nie tylko za jedną z największych zalet dziewczyny, ale także i za ogromną wadę, która w połączeniu z bezpośredniością i brawurą, sprawia, że niemalże każde otwieranie ust przez Gwenllian, niesie ze sobą zagrożenie w postaci kłótni. Tylko, żebyśmy się dobrze zrozumieli, draconka nie jest pozbawioną skrupułów osobą, niewrażliwą na cudzą krzywdę, czy cierpienie. Wręcz przeciwnie! To nieco zdziczała, lecz szalenie ambitna dziewczyna o wielkim sercu i odwadze, znacznie przerastającej jej drobną posturę, która zazwyczaj zupełnie nieświadomie wywołuje spory. Zazwyczaj, ponieważ co jak co, ale konfrontacja, ani słowna potyczka nie stanowią dla niej wielkiego wyzwania i czasami lubi się posprzeczać, tudzież "przyjacielsko" podroczyć, nawet z zupełnie nieznajomymi osobami. Niech was jednak nie zwiedzie ta otwarta postawa i przyjacielski uśmiech- Winny jest bardziej nieufna, niż mogłoby się wydawać, a przy tym niezwykle ostrożna, jeśli chodzi o dobór towarzyszy. Jedynie magia ADHD, upartość, a także wyjątkowo swobodny, zdawałoby się nawet, że pozbawiony trosk i nieprzejmujący się niczym styl życia sprawiają, że nie nikt nie posądzałby jej o podejrzliwość. Chyba każdy, kto choć raz miał do czynienia z Gwen może śmiało powiedzieć, że dziewczyna jest niczym małe, prywatne słońce, niemal bez przerwy emanujące energią i zawstydzające swoją szczerą bezpretensjonalnością. Inni mogą nazwać ją szalonym, pogodnym, a przy tym odrobinę tajemniczym stworzeniem, które mimo natury mola książkowego i zamiłowania do zagłębiania się w przeróżne, barwne opowieści, nie jest w stanie wysiedzieć na miejscu dłużej, niż paru minut. Przede wszystkim należy jednak pamiętać, że mimo młodego wyglądu, Rofangalus jest również dojrzałą (no, w granicach możliwości), inteligentną kobietą, a nazwanie jej głupią jest nie tylko obrazą, ale i dowodem własnej głupoty. Pewien stary, równie szalony mag, żyjący samotnie w niewielkiej chatce pośród leśnych drzew powiedział o niej: "Od razu wydawała mi się sympatyczna, chociaż skubanej źle z oczu patrzyło, jakoby to okraść mnie planowała przy pierwszej lepszej okazji. Pomogłem jej w potrzebie, tak mnie ślicznie prosiła, zapewniłem dach nad głową, dałem pryczę i jedzenie. Trochę razem pomieszkaliśmy, aż tu pewnego ranka zniknęła bez śladu. Nie było ani skrzydlatej dziewczyny, ani sakiewki z pieniędzmi i mojej siwej kobyły. Wie pan, nie na darmo zwą mnie magiem, mogłem rzucić zaklęcie, czy dwa, tak, że łobuzina popamiętałaby, że z czarodziejami nie należy zadzierać, ale... Cholera by ją wzięła, ale polubiłem tą małą smoczycę!"
Historia: Pojawienie się czegoś takiego na świecie w dalszym ciągu jest nierozwiązaną zagadką. Tajemnicą, na którą niezwykle ciężko znaleźć jakiekolwiek odpowiedzi, które można podeprzeć nie tylko logicznymi wyjaśnieniami, ale przede wszystkim, dowodami. Draconka żyła odkąd pamięta, a odkąd pamięta żyła w samotności, otoczona lasami, skalistymi zboczami i górskimi potokami, mając za jedyne towarzystwo żyjące w okolicy zwierzęta, oraz piękne gwiazdozbiory, mrugające w jej stronę z granatowego nieba niemal każdej nocy. Przez pierwsze, niezwykle trudne lata swego życia uczyła się przeżyć, później- żyć. Nie jest w stanie zliczyć czasu, który, upływając na wędrówkach, polowaniu, zwiedzania świata, podziwianiu każdej, dosłownie każdej mijanej obok rośliny, czy zwierzęcia i bezcelowych włóczęgach, zdawał się być jednym, wyjątkowo długim i nigdy niekończącym się, magicznym zachodem słońca. Pech chciał, że dziewczyna pewnego ranka natrafiła na pewną górską osadę, chociaż, kiedy została przygarnięta przez starsze małżeństwo, gotowe zaopiekować się nieznajomą nie zważywszy na jej wygląd, przez chwilę miała wrażenie, że los się do niej uśmiechnął. Niestety, pozostali mieszkańcy okazali się zdecydowanie mniej wyrozumiali i przyjaźni, w stosunku do nieznajomej , bezimiennej włóczęgi, która na dodatek nie potrafiła posługiwać się ich językiem. A nawet, kiedy po miesiącach opanowała nie tylko sztukę mówienia, ale i pisania, nauczyła się życia wśród ludzi pod nowym imieniem, nadanym jej przez przemiła kobietę, która kazała nazywać siebie ciotką, nastawienie mieszkańców nie zmieniło się na lepsze. Właściwie, stało się jeszcze gorsze, kiedy chłopi odkryli, że ten dziwny, skrzydlaty potwór, który każdej nocy pojawiał się na niebie, demolując wioskę, zakłócając spokój śpiących mieszkańców okazał się nikim innym, jak dziewczyną, która kilka lat temu zamieszkała u pary staruszków. Na nic zdał się płaszcz dziewczyny, kiedy odkryto jej skrzydła, ogon, łuski i szpiczaste uszy. Gwenllian Rofangalus- ani imię, ani nazwisko nie było w stanie wiele zmienić. Do ludzi nie upodobniły jej też wyzwiska, jakimi ją obrzucano. Nazywano ją demonem, diabłem, zarazą, gargulcem, wampirem, odmieńcem, a nawet strzygą (której pod żadnym pozorem nie przypominała) i wygnano z wioski. W niczym nie pomogła jej także nagła śmierć wujostwa, o które szybko posądzono niewinną dziewczynę. Wieść o groźnym, skrzydlatym potworze rozprzestrzeniła się dosyć szybko, chociaż całe szczęście, dzięki powtarzaniu tej samej plotki przez wiele osób, podkoloryzowana historia uległa takiemu zniekształceniu, że opisywana bestia w żadnym procencie nawet nie przypominała zakapturzonej dziewczyny, która od tej pory wędrowała kupieckimi szlakami, zarabiając na życie barwnymi opowieściami, starając się unikać większych miast i wiosek. Nic dziwnego, że po latach wędrówki w końcu natrafiła na Hidden.
Partner: Nie widzi przeszkód, chociaż jak na razie sprawia wrażenie za bardzo zakochanej w otaczającym ją świecie, żeby zwrócić większą uwagę na pojedynczą osobę.
Rodzina: Nigdy takowej nie posiadała, a przynajmniej biologicznej.
Szczegóły: - Kiedyś bała się dotykać zwierząt w obawie, że niechcący je oparzy.
- Jeszcze zanim natrafiła na ludzi, spędziła wiele wieków w samotności, jednak przez dziecięcy wygląd każdy bierze ją za młodą dziewczynę. Z resztą, wcześniej pojęcie lat było jej zupełnie obce, więc koniec końców nawet sama Gwenllian nie zna swojego wieku.
- Bardzo lubi nazywać wiele przedmiotów, wymyślając im swoje własne imiona. Z początku tyczyło się to jedynie gwiazd i gwiazdozbiorów (również przez nią stworzonych), jednak z czasem ofiarą owego dziwnego zwyczaju padły również rośliny i niektóre gatunki zwierząt.
Autor: Annabeth // Earl Blue