czwartek, 10 września 2015

Od Mild cd Ashlotte - Niespodziewany gość

        Ashlotte przewróciła oczami. Ostrożność małej elfki wyraźnie ją bawiła.
  - Demony NIE ISTNIEJĄ. To tylko jakiś przybłęda. Na pewno jest nie groźny... - dziewczyna pogładziła szablę. - Ale zawsze lepiej zachować ostrożność.
  - Dlatego nie powinnaś iść tam sama - upierała się Mild i zgrabnym, płynnym, ruchem wyjęła prawą ręką miecz wystający ponad jej lewym ramieniem.
  - Młoda ma rację - powiedziała Vis, za co Daya posłała jej dziękczynne spojrzenie. - Jedną szpadą wiele nie zdziałasz. Ale szpada, sztylet i miecz razem to co innego - wyszarpnęła zza pasa lekko zakrzywiony nóż.
  Ash westchnęła, ale już nie oponowała. Została przegłosowana. Poza tym...mają trochę racji. Ale dalej upierała się w duchu, że jej przymusowe towarzyszki z góry przesadzają.
  Trzy dziewczyny podeszły do podwójnych drzwi stajni. Ashlotte spokojna, z wyciągniętą szablą. Viserany niecierpliwie poprawiała chwyt palców na rękojeści sztyletu. Mild mimo lekkiego strachu pewnie trzymała dwuręczny miecz gotowa do szybkiego sztychu. Przecież tego uczył ją Darim. Miecz był dla niej jak przedłużenie ręki - nigdy się z nim nie rozdzielała, nie stanowił dla niej problemu, poruszała się z nim w ręku równie sprawnie co bez niego. Kimkolwiek był ten przybłęda, jeśli miał wobec nich złe plany to czekało go niemiłe zaskoczenie ze strony trzech, z pozoru bezbronnych podróżniczek.
  Viserany podeszła bezszelestnie do drzwi i nasłuchiwała w milczeniu, trzymając rękę na klamce jednego skrzydła. Pukanie powtórzyło się, tym razem bardziej natarczywie. Ashlotte skinęła jej głową i otworzyła je gwałtownie. Wszystkie trzy stanęły z wyciągniętą bronią. Zaskoczony przybysz odskoczył zaskoczony.
  - Hohoho! Spokojnie! - powiedział wyciągając przed siebie ręce. - Jeszcze ktoś się pokaleczy!
  Mild przyjrzała się uważnie przybyszowi. Miał na sobie zielony płaszcz, kolorem przypominający leśne poszycie. Zarzucony na głowę kaptur zupełnie ukrywał twarz w cieniu. Po sylwetce i głosie rozpoznała jednak, że był to mężczyzna. Ubrany był w kaftan ze skóry bryczesy. Dziewczyna zauważyła także dziwny ochraniacz na wewnętrznej stronie lewego przedramienia. Przerzucony przez ramię łuk szybko wyjaśnił jego przeznaczenie.
  - Czego od nas chcesz? - powiedziała twardo Ash.
  - Żebyście mnie przepuściły i dały mi w spokoju rozsiodłać konia - wyjaśnił łucznik. - Za to przynajmniej zapłaciłem właścicielom.
  Mild nagle zrobiło się głupio. To tylko wędrowiec. Taki jak ona, Vis i Ashlotte. Jako pierwsza schowała miecz do pochwy na plecach. Ash i Viserany dalej jednak nie ufały nieznajomemu. Odsunęły się jednak i dały mu przejść. Chłopak wyraźnie zadowolony gwizdnął i po chwili obok niego pojawił się znikąd ogier barwy miedzi. Mężczyzna wprowadził go do środka i zdjął z głowy kaptur, aby wzbudzić w towarzyszkach chociaż odrobinę zaufania. Uśmiechnął się na powitanie i zaprowadził wierzchowca do wolnego boksu. Starsze z dam schowały broń i wróciły do wylegiwania się w boksie, w którym niedawno leżały. Tylko Mild z zaciekawieniem patrzyła jak nieznajomy rozsiodłuje rumaka. Zauważyła kołczan pełen strzał z żółtymi brzechwami w czarne pasy. 
  - Ładny koń - powiedziała śmielej.
  - Dziękuję - chłopak uśmiechnął się. - Widzę, że nieśmiałość twoich koleżanek trzyma je z dala ode mnie.
  - Nie ufają obcym - Daya wzruszyła ramionami.
  - Nikt w tych czasach im nie ufa - westchnął łucznik. Odwiesił siodło na ścianie boksu i położył na nim ogłowie, po czym odwrócił się z wyciągniętą ręką do dziewczynki: - Jestem Halt.
  - Mild - odpowiedziała elfka z uśmiechem przyjmując uścisk dłoni.
  - No to teraz się znamy - stwierdził zadowolony wędrowiec.
  Wyszedł z boksu, a Mild ruszyła za nim do końca stajni, gdzie na sianie leżały Vis i Ash. Halt z ulgą wyłożył się na stogu po przeciwnej stronie i nasunął na głowę kaptur, tak, że trudno było stwierdzić, czy śpi czy uważnie obserwuje otoczenie. Prawdopodobnie to drugie. Mild usiadła na beczce przy ścianie, idealnie pomiędzy dziewczynami, a łucznikiem. Z ciekawością obserwowała bieg wydarzeń...

Viserany? Ashlotte? Całkiem szybko dokończyłam x3

3 komentarze:

  1. No, to teraz moja kolej, c nie? Dobrz, mam niejaki pomysł... Opko będzieu Ursy jutro najprawdopodobniej ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostrzegałam że cię kiedyś Haltem poszczuję ^^ Nie mogę się doczekać

      Usuń