[Na początek przepraszam Vis, że pozbawiam cię dokończenia, ale nie mogłam się powstrzymać x3]
- Ja chcę! - powiedziała nieco zbyt głośno Mild. Halt i Viserany spojrzeli w jej kierunku zaskoczeni. - Chcę się nauczyć strzelać z łuku!
- Nie jestem pewien, czy to dobry... - zaoponował łucznik, ale Vis mu przerwała:
- Świetny pomysł, młoda! No dalej, Halt! Pochwalisz się swoimi niesamowitymi zdolnościami strzeleckimi, o których tyle gadasz.
Chłopak czując, że jest w mniejszości westchnął.
- Niech będzie - odpowiedział, ale zanim Daya zdążyła się nacieszyć wizją lekcji strzeleckich dodał: - Tylko ostrzegam: na lekcjach robisz WSZYSTKO co ci każę, jasne?
Dziewczynka pokiwała skwapliwie głową.
- Zuch dziewczyna - Halt naciągnął na głowę kaptur i wyciągnął się na ścianie. - A teraz spać.
Mild wcale nie była zmęczona. Za dużo się tego popołudnia działo. Ale Ash i Vis jak na złość akurat teraz musiały zgodzić się z łucznikiem i również ułożyć się na snu. Jak wszyscy, to wszyscy, pomyślała elfka wzdychając i położyła się obok dziewczyn.
Następnego dnia obudziła się później niż reszta. Ze zdziwieniem stwierdziła, że poza nią w stajni została tylko Ashlotte. Starsza z dziewczyn czyściła właśnie swoją klacz.
- Gdzie reszta? - zapytała zaspana elfka przecierając jedno oko i rozglądając po stajni. Miedziany koń łucznika też zniknął, ale jego siodło i ogłowie zostało.
- Na zewnątrz - odpowiedziała Ash.
Mild wstała. Chwyciła swój miecz i idąc w stronę wyjścia przełożyła pas pochwy przez głowę i lewą rękę. Pogoda poprawiła się zdecydowanie. Poranne słońce przyjemnie grzało. Udeptana ziemia przed stajnią dalej była wilgotna, ale nie było już większych kałuż. Musiało przestać padać dobre kilka godzin przed wschodem. Daya zauważyła pasącego się niedaleko rdzawego ogiera należącego do Halta. nie był nigdzie uwiązany, ale nie wyglądał jakby chciał gdziekolwiek iść. Wtedy do uszu elfki dotarło stłumione klapnięcie. Obeszła budynek z jednej strony. Z boku znajdował się ogrodzony padok, gdzie przy płocie tuż przed ścianą lasu łucznik ustawił właśnie jakąś belę siana. Viserany stała oparta o ścianę stajni.
- Proszę, ktoś postanowił w końcu wstać! - zawołał do dziewczyny Halt. - Jeśli przyjdzie ci jeszcze kiedyś się u mnie uczyć to trzeba będzie popracować nad twoją punktualnością.
- Wybacz! - odparła Mild i stanęła obok Vis.
- Mnie nie przepraszaj. To nie mój czas został zmarnowany - stwierdził łucznik otrzepując dłonie z kurzu. - Pani pozwoli.
Elfka udała się za Haltem. Chłopak stanął w połowie padoku i wyciągnął łuk.
- Pozwól, że najpierw pokażę ci na czym stoisz - powiedział.
Dziewczyna pokiwała głową i uważnie patrzyła na każdy ruch łucznika. Halt stanął bokiem do celu na lekko rozstawionych nogach. Wyjął z kołczana strzałę i nałożył ją na cięciwę. Płynnym ruchem uniósł łuk równocześnie naciągając cięciwę aż musnął brzechwą wargę. Odczekał chwilę, by Mild mogła wszystko zapamiętać i puścił strzałę. Zatopiła się aż po lotki w stogu. Halt uśmiechnął się do dziewczyny i podał jej łuk. Ta wzięła broń. Okazała się cięższa niż myślała. Na dodatek zdecydowanie nie była do niej dopasowana. Łucznik zachęcił ją kiwnięciem głowy. Daya wzięła podaną strzałę. Samo nałożenie jej na cięciwę nie było łatwe. Nie wspominając o naciągnięciu. Mild z trudem pociągnęła strzałę do tyłu, a i tak nie naciągnęła łuku do końca. Uniosła broń gotową do strzału i spróbowała wycelować. Ale w ostatniej chwili przed wypuszczeniem strzała przechyliła się w bok i gdy elfka zwolniła cięciwę pocisk przeleciał jakieś dwa metry od stogu siana i zniknął w lesie. Halt zaklaskał sarkastycznie.
- Pięknie, jak na pierwszy raz - powiedział.
- Mogę druga strzałę? - zapytała Mild uparcie chcąc nauczyć się strzelać z łuku.
- Oj nie, nie! Gdyby dawał ci za każdym strzałem nową zmarnowałabyś mi cały kołczan.
- To czym mam strzelać?
Łucznik wymownie machnął ręką w stronę lasu. Dziewczyna zrozumiała przekaz i ruszyła zmizerowana na przeciwną stronę padoku. Przeszła bez trudu przez płot i weszła między drzewa w kierunku gdzie ostatni raz widziała strzałę.
Dziesięć minut kluczyła między drzewami, by w końcu stwierdzić, że chyba za daleko zabrnęła. Straciła przez moment orientację. Co jakiś czas słyszała jednak głos Halta. Chłopak nie tylko ją w ten sposób pospieszał, ale pomagał jej także w stwierdzeniu skąd przyszła i gdzie powinna się kierować gdy znajdzie nieszczęsną strzałę. Ale pocisk zaginął. Po piętnastu minutach szukania zniecierpliwiona dziewczyna poddała się. Zauważyła prześwit między drzewami po jej lewej, więc ruszyła w tamtym kierunku. Przebrnęła przez gałęzie. Ścieżka była nieco niżej, toteż gdy tylko dziewczynka wyczuła obniżenie terenu na ślepo zbiegła na dół...I na coś wpadła.
Impet sprawił, że usiadła na tyłku. wysoki mężczyzna, z którym się zderzyła zdołał utrzymać równowagę. Dziewczyna pospieszyła z przeprosinami:
- Najmocniej pana przepraszam. Nie zauważyłam...
Urwała, bowiem w tym momencie spojrzała na nieznajomego. Był to wysoki facet w czarnym płaszczu. Mild nawet nie zdziwił fakt, że nosi takie odzienie w słoneczną i ciepłą pogodę. Jej uwagę zwróciła maska mężczyzny, przypominająca kształtem ptasi dziób. Siedziała na ziemi zamurowana.
- Nic się nie stało - odpowiedział spokojnie pan w czarnym płaszczu i wyciągnął do niej rękę.
Daya podparła się na niej i wstała, dalej ze zdziwienia nie mogąc nic powiedzieć. Wtedy oboje spojrzeli w kierunku z którego po raz kolejny dobiegł głos Halta:
- MILD! WRACAJ JUŻ Z TĄ STRZAŁĄ!
Mężczyzna w masce spojrzał na elfkę pytająco.
Phester? Dorwałam cię! :D


