sobota, 24 października 2015

Gwizdacz

Imię: Gwizdacz
Rasa: Koń. Szczegółowej nazwy rasy nawet jego właściciel nie zna. Wiadomo tylko, że to koń gorącokrwisty.
Wiek: 5 lat
Płeć: Samiec
Krótki opis: Nie jest to potężny, bojowy rumak. Jego pobratymców hodowano z myślą o gońcach i posłańcach. Miały być wytrzymałe i ,,lekkie", by szybko przebywać znaczne odległości w największych upałach. Gwidacz ma lśniącą kasztanowatą maść, przywodzi na myśl miedzianą figurkę. Ma charakter typowego złośliwca, który nie usłucha nikogo poza swoim właścicielem. Każdego nieproszonego gościa na grzbiecie szybko wita z glebą, a na wszelkie próby przekupstwa smakołykiem odpowiada ugryzieniem w wyciągniętą rękę. Na dodatek ogier zna kilka przydatnych sztuczek. Potrafi poruszać się niesamowicie (jak na konia) cicho, a w razie czego zastygnąć w całkowitym bezruchu. Najszybciej reaguje na gwizdy - stąd imię.
Właściciel: Halt Quicksilver

piątek, 23 października 2015

Gienah i Kraz


Imię: Gienah i Kraz (imiona dwóch najjaśniejszych gwiazd gwiazdozbioru kruka)
Rasa: Kruki
Wiek: 7lat
Płeć: Samiec i samiczka
Krótki opis: Pewien lekarz znalazł w lesie te dwa pisklęta, uratował je i odchował od tego czasu zawsze mu towarzyszą jak cienie. Między innymi dzięki tym ptakom do ich właściciela przylgło miano Kruka. Stworzenia są inteligentne i często pomagają swojemu panu. Gienah jest raczej negatywnie nastawiony do innych, ucieka od nich a w ostateczności umie dziabnąć. Kraz za to jest przeciwieństwem brata przymila się do każdego... każdego kto ma smakołyki.
Właściciel: Phester

Wierzyć oczom swym to najgłupsza z wiar...

Imię: Phester (czyt. Fester)
Nazwisko: Rodzina go wyklęła, więc jego nazwisko zostało wymazane.
Przydomek: Ludzie zwą go Krukiem.
Rasa: Wyższy wampir
Wiek: 689lat
Płeć: Mężczyzna
Stanowisko: Mędrzec, Medyk
Aparycja: Ma on wysoką i wyprostowaną, ale mizerną sylwetkę. Zawsze nosi długi płaszcz, kapelusz i maskę. W rzeczywistości jedyną częścią ciała jaką można u niego zobaczyć są kościste dłonie. Nigdy owej maski nie zdejmuje, jedni twierdzą że jest on okropnie oszpecony bliznami, inni myślą że ta maska właściwie jest jego twarzą.Jego postać wszystkim kojarzy się z czarnym ptakiem, jakie mu towarzyszą.
Zdolności: Jest on bardzo dobrze wykształcony i posiada szeroką wiedzę w zakresie wielu dziedzin. Najlepiej jednak zna się na medycynie, zielarstwie i psychologii. Raczej nie umie walczyć, co jednak nie oznacza że jest bezbronny. Jest odporny na ogień, a wszystkie jego rany prędzej czy później zasklepiają się (choć może trwać to nawet dekady). Posiada moce umożliwiające mu manipulację ludźmi oraz uspokajanie zwierz, a także znikanie i bezszelestne przemieszczanie się.
Zainteresowania: Najbardziej lubi ciszę i spokój w której może spokojnie delektować się przyjemną lekturą i poszerzać swoją wiedzę. Może nie wygląda, ale pomaganie innym w aspektach medycznych również przysparza mu wiele przyjemności.
Charakter: Dla większości jest to postać zagadka. Jest on bardzo cichy i spokojny, nikt nigdy nie widział by się kiedykolwiek denerwował czy smucił. Zdaje się on wcale nie odczuwać emocji. Niezwykle powściągliwy i zimny w obyciu. Mimo to miły i opiekuńczy. Zwykł również czasem drwić czy też używać sarkazmu w niektórych przypadkach, choć normalnie jest szczery do bólu. Większości wydaje się straszny, możliwe że to wygląd i czarna aura, a możliwe że właśnie takie chłodne zachowanie. Jego charakter idealnie oddaje głos - zimny, płynny, opanowany i spokojny. Nie wywyższa się, choć posiada ogromną wiedze i mądrość którą nie jednego młodzieniaszka może zagiąć.
Historia: Phester to ten rodzaj wampira który się rodzi. Wychowywał się w samej stolicy Sorsiny gdzie wiele lat był związany z tamtejszą uczelnią w której się uczył, a później wykładał. Pamięta on bardzo dobrze czasy pokoju. Było to spokojne życie które prowadził wraz z rodziną. Miał wtedy również nawet narzeczoną. Do czasu... Gdy ostatni władca kraju umarł. Jego bliscy mieli duży wpływ na tamtejsze wydarzenia. Był on temu jednak bardzo przeciwny i po długiej kłótni postanowił odejść. Przez całą wojnę podróżował on pomagając tym którzy tego potrzebowali. Jego bliskim jednak to nie odpowiadało, uważali oni że wyższy nie może tak hańbić swojego imienia zniżając się do poziomu innych ras. A jako że mieli oni naprawdę duże wpływy u samej głowy państwa Phester był zmuszony ukrywać się i uciekać przed wojskami. Nie przeszkadzało to jednak w kontynuowaniu jego misji. W końcu jednak sytuacja zrobiła się zbyt gorąca więc postanowił przeczekać jakiś czas w Hidden.
Partner: Nigdy nie związał się z żadną na dłużej choć bardzo by chciał.
Rodzina: Owszem ma matkę, ojca i dwoje braci. Jednak ich drogi rozeszły się bardzo dawno temu.
Towarzysz: Gienah i Kraz
Szczegóły: -Nie pije on krwi jak zwykłe wampiry, odżywia się jak normalni ludzie.
-Może ze spokojem wychodzić na słońce (i tak jest zakryty)
-Czosnek czy osinowe kołki też na niego nie działają.
-Jak wielu lekarzy nosi przy sobie mnóstwo ziół. Prócz roli farmaceutycznej zagłuszają one też charakterystyczną wampirzą woń.
Autor: Ursa

poniedziałek, 19 października 2015

Od Squall c.d. Malika - Zaraz będzie brzeg

Dziewczyna ponownie zaklęła walcząc z złamaną stęgą (końcówka masztu). Gdyby nie to kontynuowałaby rejs z uśmiechem na ustach. W końcu walka z żywiołem również mogła być zabawą. Nie jednak przy takich uszkodzeniach. Za późno zareagowała i pierwsze uderzenie wiatru za mocno naciągnęło wanty, które złamały drewno niczym zapałkę. Mimo nieprzerwanego deszczu nie chowała się pod pokład. Musiała szybko opuścić ten port. Właściciele, czyli stacjonujące tu wojsko, mogło nie ucieszyć się z takiego gościa jak ona.
-Przynajmniej jedna gęba mniej.- Żachnęła się widząc jak zakapturzona postać wyprowadza konia na brzeg. Nie mógł być to kto inny jak Halt. Kapitan zamocowała kolejną linę na maszcie tak by w miarę możliwości unieruchomić złamanie. Teraz byle by łajba płynęła, a poważną naprawą zajmie się w bezpieczniejszym miejscu. Poklepała raz jeszcze omasztowanie i pocałowała je niczym matka dziecko.
-Już niedaleko, jeśli tę noc przepłyniesz zrobię tobie chwilę wolnego.- Mruknęła po czym skoczyła na staling, przebiegła po nim jak kot następnie zeskoczyła na pokład pośrednio łapiąc jednej z zwisających szot i wykonując salto. Gdy tylko się wyprostowała kichnęła głośno i pociągnęła nosem. Ostatnia godzina spędzona na deszczu i chłodzie zaczynała dawać się we znaki. To był w sumie jedyny powód dla którego Squall przed ponownym wypłynięciem zeszła do swojej kajuty. W pomieszczeniu panował głęboki półmrok. Mimo to zauważyła mały, kanciasty, czarny i błyszczący przedmiot na stole. Następnie poczuła w nozdrzach smród mokrej sierści.
-Miałam nadzieję że zabierzesz tę złodziejską dupę wraz z Haltem... Sierściuchu...- Uśmiechnęła się ukazując białe kły i błyskając demonicznymi oczami.
-To tak się dziękuję za odnalezienie zguby?- Gambit wyszedł z cienia.
-Odnalezienie? Nie... Ale za kradzież owszem.- Odpowiedziała sięgając po karafkę z rumem, nawet nie spojrzała na kieliszek. Pociągnęła tylko długi łyk trunku i westchnęła ocierając brodę. Kot nie spuszczał z niej bacznego spojrzenia. Squall już wiedziała o co może mu chodzić.
-Nie jesteś pierwszym...- Mruknęła w końcu, nie zmieniając swojego diablego uśmiechu. Gość nie odpowiedział, jednak uniósł pytająco brew. -Kim jestem? Demon? Kotołak? Wampir? Zjawa? Daruj sobie. Nie takie opowieści krążą po portach oraz między pozostawionymi za mną zgliszczami. Masz szczęście że prócz tego co o mnie mówią. Nadal lubię zabawić się w człowieka. Może to właśnie dlatego zgodziłam się zabrać na łajbę ciebie i tego drugiego. Nie licz jednak że płyniesz bez zapłaty. A jeśli raz jeszcze spróbujesz wydobyć coś ode mnie. Pamiętaj... Cena rośnie...- Gambit miał przez moment wrażenie, że nie tylko jej kły się wydłużyły.
-A na razie.- Wcisnęła mu w łapy ścierkę i wiadro. -Dawno nie było tutaj załogi, a zęza sama się nie umyje.- Uśmiech nieco się zmienił, teraz był po prostu wredny.
-Co się nie umyje?- Uniósł ponownie brew. Już po chwili stali pod pokładem, nad wejściem do najniższego pokładu - zęzy. Felin aż zmarszczył nos czując ten smród.
-Nie zmieszczę się- Postarał się wyłgać, na co kapitan wepchnęła do dziury.
-Jesteś kotem, więc wszędzie wleziesz. I nie zapominaj o "Pani kapitan".- Wrzuciła mu ścierkę i wyszła na pokład by znów wyjść na morze. Przede wszystkim nie chciała by kotowaty pałętał jej się pod nogami. Poza tym mógł powoli zaczynać się odpłacać za niezostawienie go na wyspie. Teraz gdy była prawie sama, mogła skupić się jedynie na żegludze. Łajba zaskrzypiała, żagiel załopotał i Sztorm znów znalazł się na otwartych wodach.

Squall zmarszczyła nos przez sen i leniwie otworzyła oczy. Słońce było na niebie, a tafla wody gładka. Dziewczyna podniosła się z koła sterowego, na którym się opierała śpiąc. Wiedziała że jacht po pokonaniu burzy sam sobie poradzi.
-Pani kapitan!- Z dolnego pokładu rozległo się wołanie, a przy okazji udało się namierzyć źródło nieprzyjemnego zapachu. -Nienawidzę pani...- Fuknął rzucając ścierkę z złością za burtę. Szatynka z trudem powstrzymywała śmiech widząc naburmuszonego "majtka".
-Ten chlew tam na dole został wysprzątany jak kazałaś. A teraz idę się wymyć.- Wycedził z wymuszoną grzecznością i w jak najbardziej obraźliwy sposób ukłonił się i odszedł z skrzypieniem mokrych butów i zostawiając brudne plamy.
-A jak skończysz się wylizywać to posprzątaj po sobie pokład.- Zaśmiała się. Gdy tamten zajmował się swoimi zadaniami. Squall zeszła na moment do kajuty wyliczyć i zaznaczyć na mapie tę końcówkę trasy. Gdy skończyła ponownie wyszła na pokład.
-Za godzinkę dobijamy. I zanim zaczniesz marudzić, ostrzegam, gdy tylko dobijemy. Nie mam ochoty widzieć cię ani sekundy dłużej na mojej łajbie. A na razie łap kocie- Rzuciła towarzyszowi flaszkę, a swoją odkorkowała zębami i wypluła korek.
-Zdrowie.- Uniosła butelkę i uśmiechnęła się.

<Malik? Na lądzie też będzie co robić :D>

I po niedzieli...

Niedziela minęła, poniedziałek już trwa, więc czas pożegnać kilka osób które nie odpowiedziały, a tym samym uważa je się za zaginione i raczej już nic tu nie napiszą. Na szcęście znalazło się kilku takich co nadal są chętni do pisania i mam nadzieję że po tym poście zapełni się tu od waszych opowiastek :)
A konkretnie są to:
NyanCat^._.^~ - Mild Aldre , Halt Quicksilver i Malik Seley el'then
Shadow333 - Ashlotte Cleverraven
keiraKD  - Viserany Bherini

Są też dwie osoby które się nie określiły czyli:
Margo5 -  Havar
MrsAnglel20 - Emma Singer

Niestety ale są też tacy na których się szczerze zawiodłam...:
pimik - Hina Kselash, Teroth Kythsawern
Umbra - Creavit, Odayakana Seakantai
Ko Ta - Risu Shito Kagayak, Dean Blackmoon

I ostatnia osoba, która postanowiła nas zostawić, ale miała na tyle odwagi powiedzieć o tym:
Ania0078 - Shinori Tekeia i Blade

Tym samym nasze szeregi uszczuplały zaledwie do 9 postaci... Tak więc zaczynamy nabór na nowo!
Wszystkie postaci "ocalałe" które pisały z tymi których już nie ma niech zaczną nowe historie tak jakby tamte nigdy nie istniały (bo i tak zostaną usunięte).
To na razie było by na tyle, miejmy nadzieje że tym razem wstaniemy z popiołów już na dobre :D

~Ursa

ps. Kto chce może mieć teraz towarzysza :D

środa, 14 października 2015

Od Halta CD Viserany - Żeńska duma i upór...

       Halt z powątpiewaniem spojrzał na leżącą na ziemi Viserany. Dziewczyna śmiała się. Nie był jednak pewny czy z niego, czy obok niego. Podniósł pytająco brew.
  - Ona tak zawsze? - pytanie skierował bardziej do Mild i Ashlotte niż do Vis.
  Elfka wzruszyła ramionami. Ash nie odezwała się dalej polerując szablę.
  - Po coś drzwi otwierał? - rzuciła Viserany dalej leżąc.
  - Chciałem iść po coś do jedzenia do gospody - wyjaśnił.
  Wyciągnął rękę w geście pomocy. Dziewczyna jednak odtrąciła ją i wstała samodzielnie. Łucznik wzruszył ramionami, narzucił na głowę kaptur i wyszedł w noc.

        Wrócił niedługo potem. Właściciele gospody byli bardzo miłymi ludźmi. Nie była to najzwyklejsza obskurna tawerna w której przesiadywali głównie pijacy. Tu przesiadywali ludzie spokojni i kulturalni, którzy znali umiar w piciu. A więc głównie zmęczeni pracą w polu chłopi, kupcy, czasem trafiał się jakiś bogatszy mieszczanin. Mijając straż Halt naciągnął lekko kaptur. Nie był pewny czy nie jest przypadkiem dalej ścigany, choć nie pamiętał by kiedykolwiek był w tej mieścinie. Ale przezorny jest zawsze ubezpieczony. 
  Wszedł do stajni z dwoma małymi pakunkami z jedzeniem. Jeden zostawił na dalszą podróż, drugi zaniósł na tyły stajni.
  - Smacznego - powiedział i bez ostrzeżenia rzucił do zamyślonej Mild świeżą bułkę. Dziewczyna złapała ją zaskoczona w ostatniej chwili. Halt podniósł brwi i dodał z uznaniem: - Niezły refleks.
  Rzucił też pieczywo Ashlotte i wyciągnął kolejny wypiek dla Viserany, która siedziała najbliżej.
  - Podziękuję - powiedziała z tajemniczym uśmieszkiem.
  - Na diecie jesteś? - rzucił kąśliwie łucznik, choć jak dla niego dziewczyna była aż niezdrowo chuda. Nie nalegał jednak. Trudno. Więcej zostanie na drogę.
  Viserany zmrużyła oczy w geście ,,Nie pozwalaj sobie, bo źle na tym wyjdziesz". Bawiła się przy tym sztyletem, co ostatecznie dało pożądany efekt i Halt zdecydował się nie drążyć tematu. Wyłożył się z powrotem na słomie. Sam zjadł już wcześniej i nie czuł głodu. Nie dane mu było jednak długo leżeć sobie w spokoju.
  - Czemu nie siedzisz w gospodzie, skoro podobno zapłaciłeś za nocleg? - rzuciła jakby od niechcenia Ashlotte.
  Halt podniósł lekko głowę. Zastanowił się nad odpowiedzią.
  - Lubię towarzystwo podobnych sobie - stwierdził po chwili i nie urozmaicał już swojej wypowiedzi.
  - A do czego ci łuk? - to pytanie padło z ust Mild.
  - Do strzelania? - odparł głupkowato łucznik.
  - Nie o to mi chodzi - elfkę nieco oburzyło potraktowanie jej pytania niepoważnie. - Łuk to broń dystansowa, a założę się, że podróżujesz głównie przez miasta. Strzelanie w razie czego w takim tłoku z długiego łuku raczej nie jest zbyt pomocne.
  Halt uśmiechnął się lekko.
  - No proszę. Czyli nie nosisz miecza dla ozdoby - przyznał. - Owszem, dla każdego zwykłego łucznika byłby to raczej średni pomysł.
  - Zwykłego? - prychnęła Viserany. - A dlaczego ty jesteś niby niezwykłym?
  - Chcesz się przekonać? - głos Halta brzmiał wyzywająco. - Rano na pewno przestanie padać, a przed stajnią jest sporo miejsca na mały pojedynek strzelecki. Co ty na to?

Viserany? x3

Słowo się żekło...

Cóż blog umarł... co mi sie bardzo nie podoba. Przyznaje sama nie miałam ostatnio czasu żeby się tym zająć. Ale teraz już mam czas i teraz się tym zajmę... *złowieszczy uśmieszek*
Otóż mój plan wygląda następująco, blog zostanie zrestartowany, usunę w nim wszystko do niedzieli (18 X). Wszystko co nie zostanie mi zgłoszone żeby to zostawić... Ja wyśle wam wszystkim wiadomość na hw i będę oczekiwała odpowiedzi czy zostają wasze postaci? Czy zostają wasze opowiadania. Wszystko co nie zostanie mi do tego czasu zgłoszone będzie już stracone na wieki wieków amen. (żart... do końca miesiąca będzie w archiwum później samo zniknie).
A i tylko ostatnia sprawa... hw PhoenixA zostanie usunięte... Od dziś wszystko wysyłacie na mój prywatny hw- Ursa (co do Nyana... to sama jeszcze nie wiem, długo było nic, więc jeszcze muszę ją zapytać czy nadal chce współpracować)
To chyba będzie na tyle... Wiek feniksa (miejmy nadzieję) znów wstanie z popiołów. :D

~Ursa