sobota, 19 grudnia 2015

Od Viserany c.d. Ashlotte - Przepis

Wiecie co? Tak sobie myślę... że lepiej trafić nie mogłam. Ja już nie mówię o tym, że znalazłam miejsce w którym najwyraźniej znajdę sobie dom, nie będę musiała przebywać w tłumie... No i jest tu smok! Wiecie, ja zawsze miałam pewną, hmm, słabość do zwierząt. Ale smoki to takie wyjątkowe stworzenia. Udało mi się kiedyś podsłuchać jak mój tata opowiadał mamie o wyprawie, na której tata spotkał jednego smoka. Tyle, że on uważał, że to Stworzenia Śmierci. Wiecie, takie stare przesądy. Ja natomiast od tamtego czasu marzyłam, żeby spotkać jakiegoś... No i jest! Hmmm, czy zasłużyłam? Nie wiem. Wątpię, żeby bogowie patrzyli na to co robię. Chociaż może jest jakiś takie jeden...?
W każdym razie, już wiecie czemu siedziałam jak zaczarowana przy ognisku patrząc na Frelsera. Mam nadzieję, że nikt mnie nie widzi. To dosyć żenujące, ale silniejsze ode mnie. Po chwili jednak mój żołądek daje o sobie znać i kiedy towarzysze wspominają o jedzeniu... Skręca mnie od środka, dosłownie. Dziwi mnie nieco, że to akurat Ash zrywa się, by je przynieść. Ale skoro tak... Niech tylko zrobi to szybko.
Myślę, że moje postanowienia czasem są bezcelowe. Po minucie mam ochotę wystrzelić płomieniami jak Atlant. Jeść!, woła mój żołądek. Dlatego zajmuję się analizowaniem całej tej grandy. Tak, może mi to jakoś pomoże odciągnąć uwagę od gło...Szzzzzzzzzzz!
W tym momencie słyszę rozmowę Halta i Phestera, dlatego też wcinam się na moment. Potem jednak wracam do swoich planów.
Powiedzmy, że nie muszę się skupiać na analizowaniu Mild i Ash, bo je już jakoś poznałam ogólnikowo. Halt... Jego na razie odpuszczę. Inaczej mój żołądek będzie zmuszony zwracać powietrze. Phester to intrygujący i irytująco uparty mądrala, a niech mu tam będzie. Chce się chować to niech się chowa. Squall jest tym typem kobiety, z którą albo się dogadam albo się zabijemy. Wolałabym nie, bo wygląda na to, ze ona też ma utarczki z Haltem, a co dwie pary rąk sprawnie posługujących się ostrzem to nie jedna, prawda? (Halcik, nie zaśniesz :D) Lisbeth też się chowa, ale wydaje się w porządku choć mało mówi tego wieczoru. Atlant... No tego to ja już lubię! W końcu bawi się ogniem, to jest mój człowiek! No dobra, człowiek to za dużo powiedziane... Malik to taki wyrośnięty kocur. Przygarnęłam kiedyś jednego - nie, to że jestem wilkołakiem nie znaczy że zjadam koty na śniadanie, obiad i kolację. Lubię je. Ten tu pije trochę za dużo kawy, ale każdy z nas coś popija... tak, nawet wodę. Tak czy owak, jeszcze go dorwę. Ale może nie dziś. Frelser... No mój zachwyt jest oczywisty ale co do jego charakteru, może trochę nieśmiały, ale zobaczycie - my nim tak zakręcimy, że niedługo będzie taki!
A teraz wielki powrót żołądka! No, dosyć tego. Głód to głód - a przecież jutro pełnia! Podrywam się z pieńka mrucząc przekleństwa i idę twardo do piwnicy. Nie martwi mnie, że się pobrudzę - po tym całym pożarze jestem tak utytłana, że mogłabym robić za ziemię.
Wchodzę do piwnicy spodziewając się Ashlotte wybierającej bardziej odżywcze kąski, jednak... Ona klęczy na podłodze i czyta...
- Co z tym jedzeniem? - pytam.
Dziewczyna podskakuje nerwowo, szybko zwija papier i odwraca się, wstając.
- To przepis. Może być przydatny w następnych dniach, nie musimy przecież ciągle jeść surowych warzyw prawda? - Uśmiecha się ale jakoś tak... Hm, no kuchnia nigdy nie była moją mocną stroną więc po prostu jej nie wierzę. Nie dopytuję - wyjątkowo - bo zaślepia mnie głód. Wzdycham tylko wznosząc oczy ku niebu. W ciszy zbieramy co popadnie do kieszeni i rąk i idziemy do reszty towarzystwa.
- Znajcie łaskę pani! - wołam kąśliwie dołączając do głodnego tłumku.
Zauważam jednak, że nie ma Squall... Może poszła na spacer? A mniejsza, głód wzywa!
Jakieś 15 minut jestem zbyt zajęta jedzeniem, żeby skupić się na czymkolwiek innym. Czuję na sobie co jakiś czas spojrzenia niektórych osób ale już przywykłam. Ludzie zawsze na mnie dziwacznie patrzyli - przez oczy, przez ubiór, przez mój apetyt... Potem jednak rozbrzmiewają pierwsze nuty piosenki marynarskiej, sięgam więc po swoją nienaruszoną jeszcze porcję rumu - cel Squall. Ciesze się, że go przyniosła. Dawno nie piłam zacnego trunku.
Wieczór powoli mija, śpiewamy, rozmawiamy, co jakiś czas wybuchając śmiechem. Ku mojej uciesze - nie tylko ja mam głośny i niekontrolowany śmiech! Nareszcie! Robi się coraz weselej aż w końcu czuję, że rum zaczyna działać...
<No, to kto teraz opisze nocno-rumowe "konwersacje" towarzystwa? Ze swojej strony powiem tylko, że Vis robi się nieco drażliwa po rumie ale i bardziej złośliwa i wesoła niż normalnie. Tak, jak trzeba to zatańczy :D >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz