-Tak ot sobie idziesz do tego czegoś?!- Zawołała Mild za mężczyzną
kompletnie nie rozumiejąc jego postępowania. Każdy choć trochę
wyszkolony wojak wiedział, że nigdy, ale to NIGDY! Nie pcha się w stronę
czegoś czego się nie zna. Zawsze najpierw trzeba wiedzieć z czym ma się
do czynienia. Chwile stała uparcie, ale gdy czarna postać zniknęła za
regałem ruszyła biegiem śladami medyka.
-Wiesz w ogóle co to może być? Duch? Zjawa? Może jakiś potwór pilnujący
tego miejsca!- Mówiła zaaferowanym szeptem. Kruk natomiast
przemieszczał się i zakręcał coraz głębiej między regały niemal nie
wydając przy tym odgłosów.
-Słuchaj... możesz mi nie wierzyć, ale czasem czuje że coś jest nie tak
i właśnie TERAZ to czuję!- Głos dziewczyny nieświadomie z szeptu
przechodził do normalnego. Phester nagle stanął, a elfka odbiła się od
jego pleców. Mędrzec stał całkowicie nieruchomo, nawet w miejscach na
oczy w masce nie mogła nic dostrzec. Mild częściowo przyzwyczaiła się do
towarzystwa dziwnego lekarza, mimo to jednak w tej chili nie umiała
wyzbyć się nieprzyjemnego uczucia chłodu oraz strachu.
-Nie ruszaj się...- Powiedział głosem który zdawał się niemal mrozić
powietrze. Odruchowo zacisnęła palce na rękojeści. Ciszę przerwał cichy,
ale bliski hałas. Tuż za nią z pułki spadła książka. Elfka gwałtownie
dobyła broni i obróciła się w kierunku potencjalnego zagrożenia.
-Nie podoba mi się to, wiesz co to może być?- Zapytała, a gdy po
dłuższym czasie nie dostała odpowiedzi obróciła głowę, ale czarnego
towarzysza już nie było.
-Ch*lera jasna...- Syknęła i ostrożnie zaczęła przesuwać się dalej.
Długa cisza sprawiała że przechodziły ją ciarki. Nagle rozległ się
głośny krzyk, a raczej skrzek jakiś łopot. Później tylko coś zazgrzytało
o posadzkę i znów wszystko ucichło. Mild przekroczyła kolejny zakręt
między regałami a tuż przed jej twarzą śmignął ogromny cień. Dziwne coś
zatrzymało się gwałtownie robiąc przy tym trochę hałasu, następnie zza
półek powoli wynurzyła się dziwna... wężowa... głowa.
-Prosiłem żebyś się nie ruszała.- Znikąd pojawił się czarny medyk,
przez co dziewczyna jeszcze bardziej poczuła się zdezorientowana. Nim
jednak zdążyła zarejestrować, że to jej przyjaciel czy cokolwiek
pomyśleć. Zamachnęła się mieczem i mogłaby dać głowę że w coś trafiła.
Mimo to kościste palce złapały ją niczym imadło i odrzuciły w bok.
Dosłownie ułamek sekundy przed tym jak korytarz wypełnił błękitny ogień.
Rozejrzała się otumaniona za Krukiem.
-To strażnik.- Odezwał się ponury głos za nią. Wysoki mężczyzna stał wyprostowany, jak gdyby nigdy nic.
-Czego pilnuje?
-Czegoś, czego nie powinniśmy znaleźć.- Rzucił nieruchomo patrząc na
przygasające płomienie, które o dziwo nie osmoliły nawet jednej książki.
Mild przyglądała się miejscu z którego powinno przyjść to gadzie coś.
Ale jej towarzysz nie pozwolił jej czekać. Jedną ręką postawił ją z
klęczek za połać koszuli. Elfkę nieco zdziwiła siła w tym wątłym ciele,
ale nie teraz będzie się zastanawiać. Pobiegła za Phesterem, nie
zwróciła nawet uwagi że jedyne co można było usłyszeć to jej oddech i
tylko jej kroki. Mężczyzna cały czas przyśpieszał, ale zdawało się że
wcale nie biegnie, jakby tylko sunął do przodu zmuszając elfkę do biegu,
często zakręcając i zmieniając kierunki. Nagle zatrzymał się , przygnał
do ściany i zakrył usta dziewczyny kościstą dłonią zanim zdążyła je
otworzyć. Cień śmignął tuż przed nimi, prawie nie wydając dźwięku.
Odczekali jeszcze chwilę po czym medyk niemal wepchał ją za drzwi do
osobnej sali.
-O co tu chodzi?- Zapytała szeptem którego niemal nie było słychać.
-To jest zaklęcie, strażnik powołany do życia by chronić czegoś w tych
murach. Podeszliśmy za blisko tego "czegoś" i się obudził.
-I co? Zabijemy to?- Mild uniosła lekko miecz który cały ten czas trzymała w dłoni. Phester pokiwał przecząco głową.
-Trzeba znaleźć zaklęcie.
-Wiesz czego on broni?
-Podejrzewam , że tego samego czego szukam.- Mruknął. Miał ogromną
ochote wyprowadzić stamtąd elfkę. Doskonale wiedział że ona sama nie
uaktywniłaby zaklęcia, które obudziło się wyczuwając zagrożenie czyli
jego. Ale dobrowolnie też dziewczyna penie nie chciałaby wyjść. Miał
więc dwie opcje, albo zniszczy zaklęcie zanim ich znajdzie, albo
wyprowadzi ją podstępem.
-Co więc chcesz zrobić?- Zapytała nie podnosząc nadal głosu.
-Znasz stare języki magii?- Mild zatrzepotała rzęsami, Phester czując
że dziewczyna mogłaby mieć z tym problem szybko zaczął coś innego.
-Zaklęcie musi mieć swoją fizyczną formę. Jest ono ukryte w jednej z
książek lub przedmiocie, albo nawet w samym strażniku.
-Jak ono wygląda?- Zapytała, ale nie dostała odpowiedzi, bo pod
drzwiami zaczął przeciskać się cień. Mild przygotowała się do walki.
Phester jednak ponownie nie pozwolił jej choćby przyjąć szermierczej
postawy. Otworzył drzwi i zatrzasnął za sobą, a cień zniknął.
-Znów zostawia mnie samą...- Mruknęła niezadowolona łapiąc za klamkę
pewna że jeszcze go dostrzerzec. Nie było jednak nawet śladu ani medyka,
ani cienia. Stąpając jak najciszej starała się znaleźć fontannę w
centrum biblioteki z nadzieją że znajdzie tam może owe "zaklęcie".
Ponownie zaległa cisza. Zdawało się być wyjątkowo cicho i spokojnie.
Schowała miecz, była jednak dalej czujna. Odnalezienie fontanny chwile
jej zajęło, w końcu jednak to jej się udało. Kamienna sowa dalej stała
jak wcześniej wpatrzona gdzieś w jeden punkt.
-Gdzie schowałabym zaklęcie mające chronić to miejsce?- Zadała sobie
ciche pytanie patrząc w oczy sowy. Daya podeszła jeszcze bliżej posągu
następnie podążyła wzrokiem w kierunku w jaki wpatrzony był ptak. Na
regale na przeciwko fontanny stał zbiór książek, tak jak z resztą
wszędzie. Ale tylko jedna z nich na grzbiecie miała srebrną klamrę. Mild
podeszła do niej i wyjęła spomiędzy swoich starych towarzyszek.
Otrzepała ją od kurzu i dokładniej na nią spojrzała. Była czarna i
gładka z wyjątkiem małego symbolu księżyca. Co bardziej ją zdziwiło
srebrna klamra zamykająca jej stronnice nie miała dziurki na klucz. Coś
jej jednak mówiło że tam może być ukryty potrzebne im zaklęcie. Ale co
miałaby zrobić z tym dalej? Możliwe że Phester wiedział, ale gdzie on
mógł być? Elfka przymknęła oczy i starała ię jak najuważniej nasłuchiwać
jakichkolwiek odgłosów. Wreszcie trafiła. Coś otarło się o regał, a to
mógł być jej towarzysz, ale i strażnik. Ruszyła w stronę zlokalizowanego
hałasu ponownie zagłębiając się w labirynt korytarzy. Z kolejnymi
zakrętami czuła coraz większe napięcie, wiążące się z większym
prawdopodobieństwem spotkania dziwnego cienia.
-Phester...- Odważyła się cicho zawołać medyka. Na co odpowiedział jej
cichy syk. Gwałtownie obróciła się zaciskając palce na książce i
dobywając miecza, ale nic za nią nie było. Syk zrobił się głośniejszy
podniosła głowę. Wężo-podobne zwierze na futrzanych nogach z
zakrzywionymi pazurami zwierzało się z górnego regału nad nią. Daya była
gotowa na atak i gotowa zaatakować. Pamiętała też brak zniszczeń po
błękitnych płomieniach i była pewna że to iluzja stwora. Więc stała
twardo pewna zwycięstwa. Jednej chwili strażnik otworzył gębę z której
wydobył się niebieski ogień i w następnej coś czarnego przysłoniło jej
cały obraz. Jak zwykle znikąd pojawił się Phester stał przed nią, dziób
maski przylegał do torsu, a ramionami rozciągał połacie płaszcza od
którego odbijał się płomień. Teraz jego postać rzeczywiście przywodziła
na myśl ogromnego, czarnego ptaka. Nie trwało to długo, mężczyzna złapał
ją jak kocię i pociągnął gdzieś przed sobą. Mild miała mnóstwo pytań,
ale widząc dymiący płaszcz ugryzła się w język i postanowiła poczekać
jeszcze chwile. Po lekkich nadpaleniach mogła też wywnioskować że jednak
to nie była iluzja i mogła ją poparzyć.
-Myślę że coś może tu być.- Podała swoje znalezisko mędrcowi. Szare
oczy mężczyzny spojrzały na srebrny symbol na okładce. Wymamrotał coś co
całkiem było dla niej niezrozumiałe. Zamek szczęknął i książka się
otworzyła, a z niej wypadła jedna kartka, jakby wyrwana z zeszytu.
Mężczyzna złapał ją i przerwał w pół. Cień sunący w ich stronę nagle
zatrzymał się i powoli wyparował z posadzki. Phester wyprostował się i
zatrzasnął księgę, a zamek ponownie szczęknął.
-Co to? Tego szukałeś?- Nie wytrzymała w końcu i znów zaczęła pytać
-Kodeks i nie do końca... Lepiej to schować...- Mruknął i zaczął iść
jak gdyby nic się wcześniej nie działo dalej między pułki biblioteki, a
za nim biegł mały, jasny cień z milionem pytań.
<Mild? Mam nadzieje że nie zawiodłam oczekiwań :P A o księdzę radze nie zapominać bo mam już małe plany B) >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz