Ja i Viserany nazbieraliśmy wszystko, co zdołaliśmy znaleźć, choć zabrakło mi specyficznego jaskraworóżowego kwiatu typowego dla polanek. Kiedy skończyliśmy powiedziała, że musi już iść. Jak dowiedziałem się następnego dnia, odeszła już na stałe, ruszając w dalszą wędrówkę, z daleka od nielubianych elfek, i przyrzekając milczenie o istnieniu Hidden.
Takim oto sposobem znów zostałem w świętym spokoju. Sam.
Nie spałem dużo poprzedniej nocy, budzony wilczym wyciem, a dla kogoś, kto ma kocie geny sen jest najpiękniejszą rzeczą. Niestety, kiedy już się obudzę, to nie ma szans, abym zasnął raz jeszcze.
Zatem, w na poły sennym stanie, plątałem się trochę po okolicy, bo w końcu zamierzam osiąść tutaj na stałe, więc warto znać to wszystko jak najlepiej. No i może znajdę ten różowy kwiat, czyli rozonek pospolity.
Co ciekawe, mój medalion postanowił lśnić na srebrno, miedziano i platynowo, choć srebra od kilkunastu metrów nie widziałem, a miedź pojawiła się dopiero niedawno. Początkowo myślałem, że chodzi o Kiette, jak w wizji Viserany, ale dwa pozostałe kolory uświadomiły mnie w tym, że amulet zwyczajnie zwariował. Gdybym jeszcze potrafił w to uwierzyć.
Kiedy tak właśnie przemierzałem las w drodze na polanę, bo przypomniałem sobie o tym kwiecie, usłyszałem nad sobą smoczy ryk, brzmiący dziwnie wesoło, a gdy spojrzałem w górę, ujrzałem Frelsera. Mówiłem już, że zdążyłem większość nieco z obserwacji poznać, a był z tych znanych mi sąsiadów jedynym smokiem. I chyba rannym, więc dlaczego lata?
Ciekawość zgubiła kota, tak to szło? Oby maga z kiepską przytomnością nie zgubiła...
Ruszyłem więc smoczym śladem przez cholerną ciekawość w stronę polany, na której zdaje się smok próbował wylądować, a na którą i tak się po zioła wybierałem. Było to parę metrów dalej i jakoś postanowiłem spojrzeć na to po prostu z pod kaptura.
Wyszedłem zza krzaków i najprościej stałem na skraju padającego z drzew cienia, przyglądając się smokowi, który rozglądał się za czymś lub za kimś. I miał założony opatrunek, więc zakładam, że odwiedził Malika. Czy też odwrotnie, ale mniejsza.
Odpowiedź na swoje pytanie dostałem - po prostu jest wyleczony - więc miałem zamiar już iść, ale przymoniało mi się o rozonku, a do mojej jeszcze nie do końca przytomnej głowy doatrło pytanie, kogo Frelser szuka. I to właśnie pytanie zaważyło o tym, że smok mnie zauważył.
Głupio było w tym momencie sobie pójść, zwłaszcza, że kwiat, który rósł dokładnie pod Frelserem był mi potrzebny na zaraz, bo eliksir sam się nie wykona. Więc przez grzeczność zdjąłem kaptur i skinąłem głową w jego stronę na powitanie. Pewnie by usłyszał, ale na taką odległość jest to bardziej komfortowe.
I takim oto sposobem ciekawość zgubiła i maga - zaczęła się rozmowa.
I takim oto sposobem ciekawość zgubiła i maga - zaczęła się rozmowa.
<Frel? Masz wolną rękę, tylko pamiętaj, że Han niepytany raczej się nie odezwie ;) >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz