Blade, kościste dłonie jak u kostuchy delikatnie wygrzebały coś z trawy i
mchu. Czemu bacznie przyglądały się błyszczące oczy ciekawskiej elfki.
Omal nie wybiła sobie brody o ramię mężczyzny gdy tuż koło niej coś
głośno zakrakało.
-Ciekawość to pierwszy stopień do piekła.- Skomentował półgłosem medyk, na co dziewczyna odpowiedziała niewinnym uśmieszkiem.
-To co takiego tam chowasz?- spięła się na palce próbując dojrzeć
przedmiot schowany w dłoniach mężczyzny. W czym już nie przeszkadzał jej
czarny kruk na gałęzi obok. Wampir powoli pokazał jej swoje znalezisko,
a konkretnie małe, jeszcze nieopierzone pisklę. Mild nieznacznie
skrzywiła się patrząc na stworzenie które przypominało raczej
przerośniętego robaka nieżeli jakiegoś ptaka.
-Co z nim zrobisz?- Przeniosła wzrok na maskę usilnie dopatrując czegoś
co świadczyłoby o obecności kogokolwiek pod nią. Medyk bez słowa
podsunął maleństwo pod dziób swojego towarzysza. Elfka aż otworzyła
szerzej oczy.
-Nie! On go zje!- Zaprotestowała głośno i spruowała wyrwać pisklę z rąk
mędrca, ale Gienah był szybszy i pochwycił małego ptaka.
-Czemu to zrobiłeś?- Oburzyła się, a lekarz dostrzegł że oczy jej się
lekko zaszkliły. -Zabiłeś go, a on jeszcze żył! Mogłeś dać go mnie,
zaopiekowałabym się nim!- Zaczęła machać w złości rękoma i podnosić
głos. Co jednak nie prawiło na mężczyźnie najmniejszego wrażenia. Długi
dziób jego maski powoli się podniusł, mimowolnie dziewczyna podążyła za
nim wzrokiem i od razu się uśmiechnęła. Okromny czarny ptak, wcale nie
zjadł pisklęcia, tylko zaniusł je do gniazda.
-To gniazdo pustułki. W gnieździe jest pięć skorup jaj, mimo że te
ptaki składają zazwyczaj tylko cztery.- Mówił spokojnie, nawet nie
spuszczając wzroku z gniazda. Mimo że opowiadał o ptakach, jego jak
zwykle beznamiętny ton sprawiał że wokoło robiło sie jakby chłodniej.
-Jaskółka.- Dodał po chwili. -Podrzuca swoje dzieci innym, a te nieraz
wyrzucają soich przyranych braci.- Wyjaśnił jeszcze do końc i zamilkł.
Mild poczuła się niezręcznie, że naskoczyła na mężczyznę jak się okazało
bezpodstawnie. Spojrzała w kierunku Kruka, ale jego czarnej postaci już
tam nie było. Obróciła się wokół własnej osi szukając wzrokiem czarnej
postaci, ale nigdzie nie mogła go dostrzec, jakby rozpłynął się w
powietrzu.
-Phester?- Cicho mruknęła licząc na odpowiedź, zamiast niej dostała
tylko głośne krakanie. Na jej ramieniu wylądowała Kraz. Rozpoznała w
stworzeniu jednego z towarzyszy medyka, co znaczyło że jest w pobliżu.
-Gdzie twój pan ptaszku?- Zapytała na co kruk zatrzepotał skrzydłami i
wzbił się w powietrze. Elfka obróciła się za nim i zobaczyła ponownie
smukłą postać w masce powoli idącą przez las. Dziewczyna zamrugała kilka
razy zdezorientowana, o czym puściła się pędem w stronę towarzysza.
-Przepraszam...- Wysapała gdy zrównała z nim kroku, mężczyzna w ciszy kontynuował marsz, tak jakby jej nie było.
-Jesteś zły?- Zerknęła na niego jak zbity szczeniak.
-Nie mam do tego powodów.- Końcówka jego maski skierowała się w stronę
elfki co od razu wprawiło ją w lepszy humor. Mimo że był to minimalny
ruch to u niego zdawał się on być niczym w porównaniu z nawet najżywszą
reakcją u kogokolwiek. Mild od razu zaczęła raźniej maszerować ramię w
ramię z nieco przerażającym mężczyzną i lecącymi po bokach krukami.
-Na prawdę nie jesteś zły?- zapytała raz jeszcze dla pewności
-Nie.- Rzucił krótko już nie patrząc w jej stronę. Dziewczyna chwilę
milczała, ale Phester wiedział że to tylko wstęp do kolejnego, długiego
pytania.
-Nigdy nie jesteś zły?
-Nie.
-Dlaczego?- Zdawało się że odpowiedź nigdy nie nadejdzie, więc od razu
przeszła do kolejnego pytania. -A szczęśliwy? Albo smutny? Też nigdy nie
jesteś?
-Jestem, jak każdy
-Jakoś nie widać...- Burknęła tak by nie słyszał, a przy najmniej tak jej się zdawało.
-W ogóle to gdzie idziesz?- Znów pytanie.
-Do biblioteki.- Tradycyjnie nie dodawał nic więcej.
-Jest tu taka?- Medyk uznając zbędnym udzielanie odpowiedzi tylko nieznacznie skinął głową.
-A gdzie jest?- Dziób maski delikatnie drgnął wskazując jakiś kierunek.
-A po co tam idziesz?
-Dowiedzieć się czegoś.
-A czego?
-Wielu rzeczy.- Po długie serii pytań dziewczyny zapadła chwilowa
cisza. Której Mild jednak nie zniosła i od razu zadała kolejne.
-A daleko to?
-Nie.- Rzucił i zatrzymał się. Elfka energicznie zaczęła machać głową w
poszukiwaniu owej biblioteki. Ale jedyne co dostrzegła to niezwykle
gęste zarośla. Starą bukowinę obrośniętą ciemnym bluszczem i skalną
ścianę.
-To tu?- Zdziwiła się wychylając tak by choć spróbować zajrzeć mu w
oczy. Ponownie jej jedyną odpowiedzią była cisza. Phester postąpił kilka
kroków i za nużył dłoń w gęstych liściach pnączy. Coś zachrobotało,
zaskrzypiało. Kruk jednym szybkim ruchem zerwał sporą część bluszczu
odkrywając fragment starego muru i zbutwiałe już drzwi.
-Skąd wiedziałeś że to tutaj jest?!- Dziewczyna aż szerzej otworzyła
oczy widząc znalezisko. Mędrzec podniósł chudy palec wskazując coś nad
nimi, a konkretnie komin, który jako jedyny wystawał znad zarośli.
<Mild? Mam nadzieję że zadowolona :)>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz