piątek, 10 czerwca 2016

Od Phestera c.d. Mild - Biblioteka

Blade, kościste dłonie jak u kostuchy delikatnie wygrzebały coś z trawy i mchu. Czemu bacznie przyglądały się błyszczące oczy ciekawskiej elfki. Omal nie wybiła sobie brody o ramię mężczyzny gdy tuż koło niej coś głośno zakrakało.
  -Ciekawość to pierwszy stopień do piekła.- Skomentował półgłosem medyk, na co dziewczyna odpowiedziała niewinnym uśmieszkiem.
  -To co takiego tam chowasz?- spięła się na palce próbując dojrzeć przedmiot schowany w dłoniach mężczyzny. W czym już nie przeszkadzał jej czarny kruk na gałęzi obok. Wampir powoli pokazał jej swoje znalezisko, a konkretnie małe, jeszcze nieopierzone pisklę. Mild nieznacznie skrzywiła się patrząc na stworzenie które przypominało raczej przerośniętego robaka nieżeli jakiegoś ptaka.
  -Co z nim zrobisz?- Przeniosła wzrok na maskę usilnie dopatrując czegoś co świadczyłoby o obecności kogokolwiek pod nią. Medyk bez słowa podsunął maleństwo pod dziób swojego towarzysza. Elfka aż otworzyła szerzej oczy.
  -Nie! On go zje!- Zaprotestowała głośno i spruowała wyrwać pisklę z rąk mędrca, ale Gienah był szybszy i pochwycił małego ptaka.
  -Czemu to zrobiłeś?- Oburzyła się, a lekarz dostrzegł że oczy jej się lekko zaszkliły. -Zabiłeś go, a on jeszcze żył! Mogłeś dać go mnie, zaopiekowałabym się nim!- Zaczęła machać w złości rękoma i podnosić głos. Co jednak nie prawiło na mężczyźnie najmniejszego wrażenia. Długi dziób jego maski powoli się podniusł, mimowolnie dziewczyna podążyła za nim wzrokiem i od razu się uśmiechnęła. Okromny czarny ptak, wcale nie zjadł pisklęcia, tylko zaniusł je do gniazda.
  -To gniazdo pustułki. W gnieździe jest pięć skorup jaj, mimo że te ptaki składają zazwyczaj tylko cztery.- Mówił spokojnie, nawet nie spuszczając wzroku z gniazda. Mimo że opowiadał o ptakach, jego jak zwykle beznamiętny ton sprawiał że wokoło robiło sie jakby chłodniej.
  -Jaskółka.- Dodał po chwili. -Podrzuca swoje dzieci innym, a te nieraz wyrzucają soich przyranych braci.- Wyjaśnił jeszcze do końc i zamilkł. Mild poczuła się niezręcznie, że naskoczyła na mężczyznę jak się okazało bezpodstawnie. Spojrzała w kierunku Kruka, ale jego czarnej postaci już tam nie było. Obróciła się wokół własnej osi szukając wzrokiem czarnej postaci, ale nigdzie nie mogła go dostrzec, jakby rozpłynął się w powietrzu.
  -Phester?- Cicho mruknęła licząc na odpowiedź, zamiast niej dostała tylko głośne krakanie. Na jej ramieniu wylądowała Kraz. Rozpoznała w stworzeniu jednego z towarzyszy medyka, co znaczyło że jest w pobliżu.
  -Gdzie twój pan ptaszku?- Zapytała na co kruk zatrzepotał skrzydłami i wzbił się w powietrze. Elfka obróciła się za nim i zobaczyła ponownie smukłą postać w masce powoli idącą przez las. Dziewczyna zamrugała kilka razy zdezorientowana, o czym puściła się pędem w stronę towarzysza.
  -Przepraszam...- Wysapała gdy zrównała z nim kroku, mężczyzna w ciszy kontynuował marsz, tak jakby jej nie było.
  -Jesteś zły?- Zerknęła na niego jak zbity szczeniak.
  -Nie mam do tego powodów.- Końcówka jego maski skierowała się w stronę elfki co od razu wprawiło ją w lepszy humor. Mimo że był to minimalny ruch to u niego zdawał się on być niczym w porównaniu z nawet najżywszą reakcją u kogokolwiek. Mild od razu zaczęła raźniej maszerować ramię w ramię z nieco przerażającym mężczyzną i lecącymi po bokach krukami.
  -Na prawdę nie jesteś zły?- zapytała raz jeszcze dla pewności
  -Nie.- Rzucił krótko już nie patrząc w jej stronę. Dziewczyna chwilę milczała, ale Phester wiedział że to tylko wstęp do kolejnego, długiego pytania.
  -Nigdy nie jesteś zły?
  -Nie.
  -Dlaczego?- Zdawało się że odpowiedź nigdy nie nadejdzie, więc od razu przeszła do kolejnego pytania. -A szczęśliwy? Albo smutny? Też nigdy nie jesteś?
  -Jestem, jak każdy
  -Jakoś nie widać...- Burknęła tak by nie słyszał, a przy najmniej tak jej się zdawało.
  -W ogóle to gdzie idziesz?- Znów pytanie.
  -Do biblioteki.- Tradycyjnie nie dodawał nic więcej.
  -Jest tu taka?- Medyk uznając zbędnym udzielanie odpowiedzi tylko nieznacznie  skinął głową.
  -A gdzie jest?- Dziób maski delikatnie drgnął wskazując jakiś kierunek.
  -A po co tam idziesz?
  -Dowiedzieć się czegoś.
  -A czego?
  -Wielu rzeczy.- Po długie serii pytań dziewczyny zapadła chwilowa cisza. Której Mild jednak nie zniosła i od razu zadała kolejne.
  -A daleko to?
  -Nie.- Rzucił i zatrzymał się. Elfka energicznie zaczęła machać głową w poszukiwaniu owej biblioteki. Ale jedyne co dostrzegła to niezwykle gęste zarośla. Starą bukowinę obrośniętą ciemnym bluszczem i skalną ścianę.
  -To tu?- Zdziwiła się wychylając tak by choć spróbować zajrzeć mu w oczy. Ponownie jej jedyną odpowiedzią była cisza. Phester postąpił kilka kroków i za nużył dłoń w gęstych liściach pnączy. Coś zachrobotało, zaskrzypiało. Kruk jednym szybkim ruchem zerwał sporą część bluszczu odkrywając fragment starego muru i zbutwiałe już drzwi.
  -Skąd wiedziałeś że to tutaj jest?!- Dziewczyna aż szerzej otworzyła oczy widząc znalezisko. Mędrzec podniósł chudy palec wskazując coś nad nimi, a konkretnie komin, który jako jedyny wystawał znad zarośli.

<Mild? Mam nadzieję że zadowolona :)>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz